Dodaj do ulubionych

Re: Ja, to nie ja :-(

IP: *.* 26.07.02, 11:18
Wiesz co - czytając twój list, oburzyłam się! Skoro jeszcze sie nie "wyszumiałaś" to nie wychodź za mąż, bo po co? Skoro nie odpowiada ci zycie we dwoje, chcesz biegac po dyskotekach i pubach - prosze bardzo..jeżeli mimo wszystko się "hajtniesz", to dalej będziesz wiecznie niezadowoloną "kurą domową"..Z drugiej strony patrząc - nie macie dzieci, więc nie rozumiem, dlaczego nie możecie razem sie bawić? Wyjść gdzieś do kanjpy, na dyskoteką ze znajomymi? No chyba, że chodzi ci o to, że juz nie będziesz mogła podrywac i flirtować z innymi facetami? Jeśli tak jest (to tylko moje przypuszczenia), to po co jesteś z Andrzejem? Po twoim poście wnioskuję, że jesteś jeszcze tzw. małolatą (myślę, że cie nie uraziłam, nie jest to moim zamiarem,aby cie obrazić :), która jeszcze nie dojrzała do stałego związku...Poczekaj jeszcze z decyzją o zamążpójściu i weź się za siebie!!! Schudnij (mnie sie udało po 2 latach od porodu), zrób modna fryzurę, pobiegaj po bazarach, kup kieckę seksowną bielizne........p prostu poczuj sie znowu super panienką!!PozdrawiamKIKA -28 lat, mama 21-miesięcznej Zuzi
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 26.07.02, 12:20
      Aniula chyba najrozsadniejsza rzecza jaka moglabys zrobic jest rozmowa z chlopakiem. I az dziw bierze ze przez 2 lata na to nie wpadals????Bo piszesz ze on ma 4 wieczory w tygodniu zajete praca- no to po co ty w tym domu siedzisz?? Czas razem trzeba wykorzystywac kiedy jest czas razem. A kiedy go nie ma - nie ma co sie umartwiac......Poza tym- jesli ty byas osoba aktywna towarzysko, a on jest domatorem, to beldem jest dostosowywanie sie jednej strony do drugiej.... ja tez mam w domu domatora- kiedy on widzi ze ja sie wierce i bym gdzies poszla- to albo ide sama, albo on idzie ze mna w ramach kompromisu- taka juz ma zone co do ludzi lubi pojsc ;)Posiadanie wlasnych spraw nie oznacza "zdrady"zwiazku- bo im bardziej my sie bogacimy osobno, tym nasz zwiazek jest bogaty....I tak, moze cie to zaboli,wyglada to plyciutko... :( a studia?A jezyki? Ksiazki? Aniu to marnowanie zycia na wlasna prosbe....
    • Gość: Adzia Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 26.07.02, 12:26
      Ania, przyznasz, że to rzuca zupełnie nowe światło na Twoje życie...Widzisz, tak to się często zdarza kobietom, które łapią się w pułapkę pt. "On jest całym moim światem". A potem okazuje się, że on ma jeszcze trochę swojego świata...Nie chcę się rozpisywać, powtórzę tylko to, co już pisałam - trzeba Ci kawałka życia tylko dla siebie. Słuchaj, co stoi na przeszkodzie, żebyś podjęła jakieś studia? Zapisała się na aerobik, albo siłownię - może tam znajdziesz kogoś znajomego? Poszła na jakiś kurs? Ona ma cztery wieczory zajęte pracą, a Ty siedzisz, mieszkanie już lśni, kolacja dawno gotowa, ciuchy wyprasowane, w TV nic nie ma...wcale się nie dziwię, że popadasz w marazm...Dotąd w Twoim życiu tyle się działo, a teraz nic...Zobaczysz, jeśli aktywnie podejdziesz do życia, odkryjesz swoją wartość. Odkryjesz, że ta wartość nie polega na liczbie kiecek czy adoratorów, na figurze, powodzeniu towarzyskim. Ale przede wszystkim postaraj się Być Kimś. Dla siebie. A zobaczysz, że i Twój partner to doceni.Aniu - szukaj swego miejsca na świecie. PowodzeniaAgnieszka
    • Gość: Aluc Re: Ja, to nie ja :-( IP: *.* 26.07.02, 13:38
      Ania, przejrzyj stare notatniki z adresami i telefonami i wypisz sobie 10 osób, które kiedyś były te najfajniejsze :D zadzwoń, napisz, jak utrzymasz przez parę tygodni kontakt z choćby jedną, dwiema - to już sukcesa wracając do postu Fugi - ja się bardzo cieszę, że tego właściwego poznałam blisko trzydziestki, kiedy wydawało mi się, że zostanę ostatnią starą panną ze swojej klasy :lol: że dziecko urodziłam dopiero teraz, że niczego mi nie żal, bo i poszumiałam :D i popracowałam i wiem co dla mnie dobre, a co niekoniecznie. A chwalebne przypadki młodego i szczęśliwego wejścia w związek traktuję raczej jako wyjątek od reguły. Moi znajomi właśnie posyłają dzieci do szkoły i przechodzą przez pierwszą falę rozwodów. co nagle to po diable - maksyma do bólu prawdziwa na wszelkie okoliczności życiowe

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka