Dodaj do ulubionych

Z mężem samochodem-o nie!

IP: *.* 29.07.02, 07:26
Muszę się wam wyżalić :cry: :cry: :cry: Wiecie,że od niedawna mam prawo jazdy. Swoim samochodem jeżdżę całkiem krótko. No i mam problem z parkowaniem. Sama jazda- i owszem, jakoś jeżdżę :p Najgorzej jest, gdy trzeba zaparkować, jeszcze nie wyczuwam samochodu na tyle, by to dobrze zrobić, ale przecież kiedyś się nauczę, nie??? :what: Najgorzej jest ze zjeżdżaniem do garażu, który jest pod naszym blokiem. :cry: Trzeba zjechać z takiej wielkiej, stromej góry,a jeszcze potem zmieścić się we wjeżdzie, bardzo wąskim...To jest straszne!A mój mąż uparł się, że mam tam wjeżdżać, a ja się boję :gun: No i wczoraj też mu tłumaczę jak białemu człowiekowi,żeby on tam wjechał, a on-jedż, jedż, no i wjechałam, oczywiście żle, bo krzywo, i zatrzymałam się przed ścianą...A ten z mordą na mnie, że samochód bym rozbiła, że jestem debilem, itd.... Już nigdy z nim nie będę jeżdzić :cry: :cry: Czy każdy musi umieć wjechać do garażu, i to tak od razu??? :what: Buuuu...Pocieszcie mnie :cry: :cry: Rozżalona Bebe
Obserwuj wątek
    • Gość: Sebi Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 07:34
      Oczywiście, że się nauczysz. Ja przez 2 lata nie parkowałam tyłem, bo stwierdziłam, że nie lubię. Az w końcu dostałam miejsce na słuzbowym parkingu ( wiesz co to znaczy w centrum stolicy), na którym mozna parkowac tylko tyłem. I co? Okazało sie, że mozna!A mężem też się nie przejmuj. Najwyżej powiedz mu, że też jest debile. Pozdrawiam- kierowca od 3 lat!
    • Gość: ruda Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 07:37
      Ja się broniłam twierdząc, że niech on ugotuje nową potrawę na obiad na podstawie przepisu, który mu szybko podam ustnie. Awantur było co niemiara, płaczu i tupania, ale wreszcie mój mąż ustąpił, stwierdził, że jak nie umiem wjeżdżać i wyjeżdżać, to będzie to robiła za mnie, potem się nauczyłam, a potem poszerzyli bramę. A jak mnie coś zaćmiło i porysowałam nowe (tzn nowsze,bo na nowe nas i tak nie stać) auto, to się nie zdenerwował...Biedna Bebe, tak jest z facetami. Lagodnie tłumaczyć lub głośno beczeć, ale używać argumentów: sam kazałeś wjeżdżać, to po co drzesz dziób???kasia
    • Gość: MichałaMama Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 07:44
      Ale przecież zdążyłaś się zatrzymać!! Jesteś świetnym kierowcą!! Głowa do góry, następnym razem będzie celniej.Aknieszka
    • Gość: Beata32 Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 07:44
      Przypomniałam sobie moją pierwszą jazdę naszym nowym samochodem. Poszliśmy oczywiście razem. Samochód dużo większy - opel, a wcześniej jeździłam wyłącznie maluchem, no i zupełnie inny silnik pod pedałami. Ruszyłam parę razy z piskiem opon (no wiecie, malucha trzeba było podgazować, żeby nie zgasł przy ruszaniu ;) ) a mój mąż "k .. m .." ... i stwierdził, że nie wsiądzie ze mną więcej dopóki nie nauczę się jeździć tym samochodem, bo go serce boli jak nowy samochodzik zażynam. - i bardzo dobrze ... spróbowałam sama i idzie mi o wiele lepiej.Również mamy bardzo dziwny i wąski wjazd do garażu - bałam się okropnie wjeżdżania, ale spróbowałam sama - nie stresując się pod czujnym okiem męża - i jakoś mi poszło. wiadomo raz stanę lepiej raz gorzej ...Radzę spokojnie spróbować samej tak, aby nie widział - na pewno sobie poradzisz!!!Beata
    • Gość: Adzia Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 07:54
      Bebe, ja co prawda byłam panienką, gdy robiłam prawo jazdy, ale pamiętam, co się nasłuchałam od mojego ojca....w kończu postanowiliśmy, że dla zgody nie będziemy razem jeździć - i tak naprawdę, to wszystkiego nauczyła mnie mama :-) Kobiety są jakieś cierpliwsze chyba...
    • Gość: Aluc Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 08:09
      nie każdy :lol: nie każdy facet również, jeśli to cię pociesza :D gorzej, ci co potrafią, za punkt honoru uznają parkowanie w takim miejscu, że samochód co prawda stoi idealnie prosto, ale wychodzić z niego trzeba przez bagażnik :lol: w dodatku są bardzo czuli na punkcie swoich jeździeckich umiejętności i każden jeden inen jest debilem i przygłupem :lol: najpokorniejszy baranek i cielę zmienia się momentalnie w szarżującego bykaBebe, co ty dużo gadać - wkroczyłaś właśnie na wieczne pole walki :Dz mężem nie ma co dyskutować, facet w samochodzie to nie jest ten sam facet przed chwilą, jeszcze nie w samochodzie. Ewentualnie potem można go za tego debila pacnąć :D Jedyne wyjście to włożyć wirtualne zatyczki do uszy i robić swoje. Wjechałaś krzywo - OK, to poprawiamy, choćby to miało trwać 10 minut. Z jednym tylko ma rację - jak nie będziesz od początku próbować trudniejszych manewrów, to się nie nauczysz. Oczywiście bez przesady, ja na przykład nie znoszę parkowania tyłem i wolę pojechać 50 metrów dalej albo parkować przez kwadrans.Więc wjeżdżaj do tego garażu, wjeżdżaj, nie licz tylko na entuzjastyczne pochwały, "może być" musi wystarczyć za wszystkie nagrody :lol:
      • Gość: _Tosiaa_ Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 08:41
        Ja tam z moim nie jeżdżę o ile to tylko możliwe :)Nie ruszaj głową ,nie poprawiaj włosów ,czy ty musisz się tak wiercić -to podstawowy wachlarz zwrotów mego małżonka :) Wolę jeździć sama wtedy dopiero mogę się zrelaksować za kierownicą :)Gosia :hello:
    • Gość: ilka Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 08:59
      Na temat jazdy z mężem samochodem mogłabym napisać referat.Ulubione momenty to (z tego co pamiętam):- kręcenie kierownicą w czasie jazdy tzn. ja prowadzę, a on mi nagle łapie za kierownicę i skręca :fou:-"Jedź środkiem jezdni, a nie po dziurach, bo samochód MI rozwalisz" :fou:- "Bieg zmienia się za zakrętem, a nie przed (?)" itd. :fou:- "zwolnij, ruszaj, zmień bieg" - wszystkie moje zachowania w samochodzie wyprzedzał komendami, których ton nie znosił sprzeciwu :fou:Wiele razy wysiadałam z samochodu i wracałam do domu na piechotę. Finał wspólnej jazdy jest taki, że nie jeżdżę w ogóle od 4 lat.Ale teraz we wrześniu małżonek postanowił, że wyskrobiemy na samochód dla mnie i wierz mi, że już nigdy nie będzie siedział na siedzeniu pasażera w MOIM samochodzie.Aha przypomniało mi się... że jak jedzie przed nami samochód, którego kierowca zrobi na drodze coś nie tak lub po prostu wolno się posuwa słyszę "tylko baba może tak jechać".
      • Gość: Aluc Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 09:04
        ilka napisała/ł:> jak jedzie przed nami samochód, którego kierowca zrobi na drodze coś nie tak lub po prostu wolno się posuwa słyszę "tylko baba może tak jechać".wiesz ilka, to akurat w 90% przypadków najprawdziwsza prawda, niestety :(
        • Gość: Zoś Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 09:37
          Cześć,U nas jest tak.Ja mam prawo jazdy od 13 lat i od 10 jeżdżę non stop. Mój mąż jeździ od dwóch lat (wtedy właśnie zrobił prawo jazdy). I od tej pory niestety pojawiło sie mnóstwo konfliktów na punkcie stylu jazdy, prędkości itd.Ja lubię płynną jazdę, nie jeżdżę powoli, ale płynnie - nie lubię gwałtownego hamowania przed światłami i ruszania z piskiem opon. Nie klnę na każdego kierowcę, który robi coś głupiego, nie trąbię (bardziej się przy tym sama denerwuję niż kierowca, który właśnie coś wyczynia). Nie zmieniam pasa bez zasygnalizowania kierunkowskazem, nie podjeżdżam samochodom przede mną pod sam "tyłek" Taka już jestem - może jeżdżę nudno, ale tak czuję się bezpiecznie.Mój mąż z kolei to typ rajdowca. Zanim jeszcze zrobił prawo jazdy to namiętnie (zresztą do tej pory) grał na komputerze w wyścigi samochodowe bijąc kolejne rekordy i wygrywając z samym Collinem Mc Rae. I tak też jeździ teraz. A, że jest przy tym dość nerwowy to ile się przy tym nasłucham o jeździe innych kierowców... Ile razy muszę jako pasażer brać udział w amatorskich wyścigach bo mój mąż musi udowodnić, że nie liczy się szybka fura, ale refleks kierowcy i ściga się z nastolatkami w sportowych autach (zreszta zwykle, przynajmniej na starcie wygrywa). Ile razy zmienia pas ja zaglądam do lusterek bocznych bo nie nauczyli go tego na kursie i po kilku pierwszych wyjazdach na trasę mieliśmy z tego powodu bardzo niebezpieczne sytuacje.Jedynym wyjściem dla nas jest jeżdżenie dwoma samochodami. Przez te 2 lata, przez rok byliśmy w szczęśliwej sytuacji -mieliśmy dwa samochody. Od miesiaca mamy tylko jeden - mój służbowy.I najgorsze są dla mnie właśnie weekendy, kiedy mój mąż błąga o dostęp do kierownicy bo przecież "ty lada moment mozesz urodzić".Chyba rzeczywiście kiedyś z nerwów urodzę mu w samochodzie. A tak w ogóle co do manewrów (w których mój mąż jest rewelacyjny)....Przecież źle parkując: krzywo, bardzo powoli, za którymś podejściem co najwyżej zarysujesz samochód. Prędzej, czy później każdemu kierowcy coś takiego się zdarza. Musisz próbować, aż się nauczysz. Ja bardzo długo nie umiałam dobrze parkować tyłem, czy wtedy, gdy jest ciasno. Gdy robiłam prawo jazdy (w małym mieście) nie było żadnych problemów z parkowaniem a ruch był kilkakrotnie mniejszy.Teraz rzeczywiście te umiejętności się przydają i nie mam juz z nimi najmniejszych problemów.Ale stokroć ważniejsze dla mnie są inne umiejętności w samochodzie - umiejętność przewidywania sytuacji na drodze, refleks, obiektywne ocenianie swoich umiejętności i formy. Bo przez brak tych umiejętności jest tyle wypadków.Strasznie się rozpisałam, ale to w naszym domu temat konfilktowy.Życzę Ci powodzenia i cierpliwości. Najlepiej spróbuj kilka razy zaparkować z osobą, która będzie Ci potrafiła wytłumaczyć na spokojnie i bez emocji jak to dobrze zrobić.Pozdrawiam serdecznie,Zosia
      • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 09:31
        >- kręcenie kierownicą w czasie jazdy tzn. ja prowadzę, a on mi nagle łapie za kierownicę i skręca To jest bardzo niebezpieczne!>-"Jedź środkiem jezdni, a nie po dziurach, bo samochód MI rozwalisz" Przepisy mówią co innego. Powinno się jeździć przy prawej krawędzi jezdni.>- "Bieg zmienia się za zakrętem, a nie przed (?)" itd. Bzdura na kółkach. Bieg się zmienia przed zakrętem!Poza tymmarudzenie żonie nie jest dobre. Piszę to choć sam marudziłem (marudzę?) Moja żonka jeździ całkiem, całkiem. (Moja szkoła ;-) ) - miała już dwie stłuczki :-) Pamiętam z czasów po kursie na prawko, że mocno się denerwowała i nie chciała wogóle jeździć, a sama w nieznane miejsca to już wcale. Raz pojechałem z nią jako pasażer i się nie odzywałem (przynajmniej w kwestii tego gdzie ma jechać, aby trafić do celu). Byliśmy już prawie na miejscu, i moja żona nie wytrzymała psychicznie... (było ciemno w dodatku). Musieliśmy się zamienić. Dzięki takim stresom nauczyła się jednak w końcu jeździć (sama) i trafiać tam gdzie chce.Nie ma innego sposobu na naukę jak ćwiczenia.A co do bab za kierownicą. Statystyki wypadków liczone względem przejechanych przez kobiety kilometrów nie są już dla kobiet takie korzystne. (Bo w bezwzględnej liczbie wypadków wygrywają) Jeśli mamy porównywać umiejętności (czyli wyłączymy brawurę) to wygląda to już całkiem kiepsko. Widziałem na drodze bardzo wiele groźnych sytuacji (w tym jedną stłuczkę) stworzonych przez kobiety, które najspokojniej w świecie jechały dalej nawet NIE ZAUWAŻAJĄC nawet tego co zrobiły!!!Znam kobiety, które jeżdżą o wiele lepiej ode mnie (ale facetów lepiej jeżdżących znam duuużo więcej). Uczestniczę w amatorskich rajdach (tzw. zręcznościówkach). Na tych zawodach można się wiele nauczyć w zakresie techniki jazdy (taki jest ich główny cel) kobiet tam jak na lekarstwo. Czyżby kobiety uważały sie za mistrzów kierownicy?
        • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 11:53
          oIo napisała/ł:> A co do bab za kierownicą. Statystyki wypadków liczone względem przejechanych przez kobiety kilometrów nie są już dla kobiet takie korzystne. (Bo w bezwzględnej liczbie wypadków wygrywają) Jeśli mamy porównywać umiejętności (czyli wyłączymy brawurę) to wygląda to już całkiem kiepsko. Widziałem na drodze bardzo wiele groźnych sytuacji (w tym jedną stłuczkę) stworzonych przez kobiety, które najspokojniej w świecie jechały dalej nawet NIE ZAUWAŻAJĄC nawet tego co zrobiły!!!Poproszę o dokładne źródło tych danych.
          • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:08
            Moje dane pochądzą z gazety Autoświat sprzed około dwu lat.
            • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:22
              Ach, sprzed dwóch lat.......Cytowałeś z pamięci czy możesz podać dokładny numer i datę wydania? Chciałabym sprawdzić te dane.
              • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:26
                Nie cytowałem. Po prostu napisałem to co zapamiętałem z tamtego artykułu. Niestety nie jestem w stanie podać Ci numeru. Równie dobrze mogło to być póltora roku temu jak i dwa i pół. Dane pewnie zebrane były jeszcze wcześniej. Sądzisz, że od tamtego czasu coś się zmieniło?
                • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:34
                  Na razie nic nie sądzę. Raczej wydaje mi się to mało wiarygodne, dlatego chciałabym sprawdzić. Co było brane pod uwagę i jak to się ma procentowo. Szczególnie to o umiejętnościach kobiet, które tak kiepsko wypadają.A przy okazji - widywałam mężczyzn za kierownicą, którzy popełniali kardynalne błędy i też odjeżdżali nie zauważając, co zrobili. Nie dlatego, że poprawiali akurat makijaż, ale pewnie dlatego, że w swym zadufaniu nie przyszło im do głowy, że mogli popełnić błąd. Zaś psychologia dowodzi, że kobiety za kierownicą są o wiele bardziej uważne.
                  • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:51
                    Nie pamiętam danych liczbowych (i procentowych). Dane te zostały obrobione w ten sposób, że wycięto te wypadki i kolizje gdzie przyczyną były alkohol, brawura, zły stan drogi (jako bezpośrednia i jedyna przyczyna). Starano się po prostu wziąć pod uwagę tylko te wypadki, gdzie kierowca popełnił błąd co było bezpośrednią przyczyną wypadku. Np. wjechanie na czerwonym świetle na skryżowanie, wyprzedszanie na przejściu dla pieszych, nie ustąpienie pierwszeństwa przejazdu etc. Brano też pod uwagę wyniki w stosunku do liczby przejechanych kilometrów, a nie bezwzględne liczby wypadków.Zgodzę się z Tobą, że mężczyźni wcale nie jeżdżą dobrze. Stwarzanie jednka zagrożenia jadąc np. 40-60 km/h autostradą w pogodny dzień nowoczesnym samochodem to typowo kobieca specjalność. ;-)
                    • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 14:59
                      oIo napisała/ł:> Zgodzę się z Tobą, że mężczyźni wcale nie jeżdżą dobrze. Stwarzanie jednka zagrożenia jadąc np. 40-60 km/h autostradą w pogodny dzień nowoczesnym samochodem to typowo kobieca specjalność. ;-)A te dane skąd?Nie zgodzę się z tym. To raczej specjalność początkujących kierowców, bez względu na płeć. A jeśli uważasz, że mężczyźni jako początkujący kierowcy jeżdżą szybciej, to też raczej źle o nich świadczy. Dodam też, że w myśl przepisów 60 km/h to dopuszczalna prędkość w terenie zabudowanym, w Warszawie nawet 50 km/h. A jazda przepisowa chyba nie jest zagrożeniem, raczej ci, którzy te przepisy łamią.No i nikt nie powiedział, że nie można jechać 40-60 km/h nawet poza terenem zabudowanym. Od tego jest prawy pas. Niezmiernie natomiast mnie irytują mężczyźni kierowcy, którzy jadą lewym pasem wolniej niż ja, i za nic nie zjadą na prawy żeby mnie przepuścić, bo to ujma na ich "honorze" przepuścić babę. Na powszechnie przyjęte wśród kierowców sygnały światłami potrafią pokazać powszechnie uznany za wulgarny gest dłonią, z wykorzystaniem środkowego palca. I to jest akurat specjalność mężczyzn.
                      • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 15:14
                        Co do chamstwa w pełni się zgadzam. Potrafi taki złamać przepis i jeszcze się burzyć. Uporczywe jeżdżenie lewym pasem to plaga. Rozumiem jeszcze, że ktoś nim jedzie "bo tak" ale nieustępowanie jeśli z tyłu coś nadjeżdża szybciej to zwykłe chamstwo.Jazda z prędkością 40-60 km/h po autostradzie, czy nawet innej drodze poza terenem zabudowanym jest zagrożeniem bezpieczeństwa. Jazda prawym pasem tego nie zmienia. Autostradą jeździ się szybciej i taki zawalidroga potrafi spowodować karambol, gdy trzeba będzie gwałtownie hamować ze 130 na 60 bo akurat lewy pas jest zajęty. Gorzej gdy jest tylko jeden pas ruchu wtedy trzeba wyprzedzać, a jest to najniebezpieczniejszy manewr. Za kimś takim tworzy się korek coraz bardziej nerwowych kierowców. Takiemu komuś prawie nigdy nie przyjdzie do głowy, że jeśli blokuje drogę taką jazdą to powinien się zatrzymywać co jakiś czas aby przepuścić samochody jadące z tyłu. Za taką jazdę można dostać nawet mandat.Wiedzę mam z obserwacji. Moich i kilku tysięcy znajomych kierowców, uczestników forów motoryzayjnych. Owszem nie tylko kobiety tak się zachowują - dość często są to tak zwani kapelusznicy - dziadkowie jadący w niedzielę do kościoła. Oni zwykle jednak jeżdżą zdezelowanymi samochodami (co w sumie jest jeszcze gorsze).
                        • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 15:50
                          Ano właśnie.Po pierwsze, o autostradzie mowa po raz pierwszy (nie brałam pod uwagę jazdy po autostradzie, tylko zwykłe drogi krajowe, bo po takich jeździ się najczęściej).Po drugie zainteresowało mnie to, że wiedzę masz z obserwacji własnych i "tysięcy kierowców z forów motoryzacyjnych".... a czy ci kierowcy to nie mężczyźni przypadkiem....?Dlatego nadal nie zgadzam się z tym, że kobiety są gorszymi kierowcami i częściej stwarzają zagrożenia na drodze. Uważam, że raczej o kobietach za kierownicą częściej się mówi (w pejoratywnych komentarzach jak wspomniany gdzieś wyżej: "tak to tylko baba może jeździć"), poza tym jeśli wypadek spowoduje mężczyzna, komentarzy na ogół nie ma, jeśli kobieta, zaraz padają jakieś: "No jasne, BABA...."Nadal tez twierdzę, że kobiety za kierownicą są dużo bardziej uważne. Oczywiście, są wyjątki poprawiające makijaż w lusterku wstecznym, ale czy aby jest ich więcej od szarżujących mężczyzn, jeżdżących brawurowo, rozmawiającym w czasie jazdy przez telefon komórkowy itp...
                          • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 16:02
                            Widzę, że nieuważnie czytasz posty. O autostradzie pisałem od samego początku. Pisałem tak na prawdę TYLKO o autostradzie. Po drugie nie pisałem o tym, że kobiety stwarzają większe zagrożenie na drodze (bo tak nie jest), tylko, że jeżdżą gorzej, mają słabsze umiejętności, bądź są bardziej zdekoncentrowane (nie wnikałem co jest przyczyną)To dwie różne sprawy. Szkoda jednak moich tłumaczeń skoro nie czytasz tego co piszę (wynika to wprost z Twoje odstatniej wypowiedzi).
                            • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 17:35
                              Widzę, że zbyt emocjonalnie i mało kulturalnie reagujesz w błahej skądinąd sprawie. Istotnie, przeoczyłam wyraz "autostrada" w pierwszym poście dotyczącym prędkości. To jednak nie tłumaczy takiej reakcji, jak ta powyżej. To po pierwsze. A po drugie, o pozostałych aspektach również nie warto dyskutować, bo przeoczyłam jeden wyraz?? W takim razie gratuluję Ci nieomylności, bo zapewne jesteś osobą, której nigdy nie zdarzyło się żadne potknięcie.A moim zdaniem Tobie można zarzucić nieuważne czytanie postów. Dlaczego? Bowiem piszesz:oIo napisała/ł:> Po drugie nie pisałem o tym, że kobiety stwarzają większe zagrożenie na drodze (bo tak nie jest), tylko, że jeżdżą gorzej, mają słabsze umiejętności, bądź są bardziej zdekoncentrowane (nie wnikałem co jest przyczyną)> To dwie różne sprawy. Jeżdżą gorzej, mają słabsze umiejętności, są zdekoncentrowane, ale nie stwarzają zagrożenia na drodze? To kto je stwarza? No i "przeoczyłeś", że ja cały czas pisałam właśnie o tym, że nie zgadzam się z poglądem, jakoby kobiety miały słabsze umiejętności, jeździły gorzej i powodowały więcej wypadków (bo właśnie o tym pisałeś w jednym ze swoich pierwszych postów). Zawsze tak dziwnie reagujesz, czy trafiłam na Twój gorszy dzień?
                              • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 19:37
                                Szanowna Kobieto. Przeoczenie wyrazu "autostrada" to rzeczywiście drobiazg w porównaniu z tym co zrobiłaś z resztą moich słów. Jak mam się nie denerwować (dopiero teraz się wkurzyłem) skoro Ty albo całkowicie lekceważysz to co piszę i odpowiadasz nie na moje posty tylko na swoje urojenia, albo na prawdę nie rozumiesz.Bardzo mi przykro jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć jak to sie dzieje, że mężczyźni mimo, że są bardziej niebezpieczni na drodze i sprawiają więcej wypadków to jednak posiadają większe umiejętności (choć przeciętnie też kiepskie). Być może jeśli uważnie przeczytasz to co piszę to w końcu to pojmiesz. Zwróć jednak uwagę, że to nie moja opinia tylko statystyka. Może ktoś na spokojnie Ci to wytłumaczy, bo ja nie jestem w stanie (wszystko z tych nerwów).Acha napisz mi jeszcze może co takiego niekulturalnego było w moim poprzednim poście.Jeszcze jedna sprawa - jeśli ja się gdzieś pomylę, to nie atakuję adwersarza za to, że wytknął mi błąd, tylko go przepraszam. To tyle w "temacie" kultury.
                                • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 19:57
                                  Właściwie nie powinnam chyba nawet odpowiadać na coś takiego. Ale łudzę się, iż masz po prostu gorszy dzień. Albo nie czytasz tego, co piszesz i nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak to brzmi. Nie bardzo jednak rozumiem, za co ja miałabym przepraszać? To Ty jesteś napastliwy, a przynajmniej tak brzmią Twoje słowa. Ale może mi się tylko wydaje, pewnie inni tutaj znają Cię lepiej, może mnie zatem przekonają, że jesteś spokojnym i kulturalnym dyskutantem, zaś ja Cię w jakiś sposób sprowokowałam. Jednak zanim stwierdzisz, że "nie jestem w stanie czegoś zrozumieć" spróbuj umotywować jakoś swoje opinie. Zauważ, że ja nie widziałam tych "statystyk" na które się tak arbitralnie powołujesz, dlatego mogę mieć wątpliwości.I nie zaatakowałam Cię za wytknięcie przeoczenia, natomiast czuję się zaatakowana przez Ciebie. Dla Ciebie moje przeoczenie było powodem do stwierdzenia, że nie warto ze mną dyskutować (a konkretnie, że szkoda Twoich tłumaczeń - co dla mnie jest jednoznaczne). Stwierdzenie to pojawiło się w tym samym poście, w którym zwróciłeś mi uwagę, że nie zauważyłam słowa "autostrada". Nie dałeś mi więc szansy na stwierdzenie: "masz rację, przeoczyłam" po czym moglibyśmy kontynuować dyskusję. Od razu dałeś mi odczuć, że szkoda Twojego czasu na rozmowę ze mną.Myślę, że nie powinniśmy ciągnąć tej rozmowy, bo zrobiło się trochę nieprzyjemnie :(
                          • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! do Mataxy IP: *.* 29.07.02, 17:26
                            Mataxa, z całym szacunkiem, ale również moim zdaniem kobiety jeżdżą dużo gorzej. Jest mi tym bardziej przykro, że przecież sama jestem babą...;) Ale, pomijając facetów w kapeluszach (hihihi, nie wiem czemu, ale są to fatalni kierowcy) nie zdarzyło mi się, aby za kierownicą samochodu, który zajechał mi drogę, który wymusił pierwszeństwo, który nie zjechał mi z lewego pasa, nawet jak trąbiłam (!!!), który wyminął mnie stojącą przed przejściem dla pieszych, który wlókł się lewym pasem tylko po to, aby kilometr dalej skręcić w lewo - siedział facet. Przykro mi Mataxa, ale mówię prawdę. Za każdym razem przeklinam jak szewc, po czym z wielkim rozczarowaniem widzę, że za kierownicą siedzi kobieta. Wjeżdżam na rondo, po czym jadąc 30 na godzinę muszę hamować aby zatrzymać się niemal w miejscu, bo jedzie sobie pani mając klapki na oczach i patrząc przed siebie i nawet nie rozejrzy się, czy wolno jej wjechać na rondo czy nie - mało tego, pani strąbiona tak, że umarłego by zerwało z grobu nawet nie reaguje, tylko siedząc prawie na szybie jedzie dalej........Ileż to razy płakałam prawie z bezsilnej wściekłości, kiedy musiałam wlec się za jakąś kobitką tak, jak pisałam wcześniej, ponad kilometr lewym pasem, bo pani KIEDYŚ TAM ma skręcić w lewo. Sygnały świetlne, ba nawet trąbienie nic nie daje - pani nadal jedzie spokojnie. Matax, przepisy przepisami, ale czasem trzeba po prostu - nie łamiąc przepisów - ułatwić sobie życie. Mój mąż często bardzo się śpieszy. Dostał "dyspensę" od policjantów i pomarańczowego koguta, aby jadąc na wypadek mógł odrobinę nagiąć przepisy dla własnych potrzeb. Nie wiem czemu, ale musiałby chyba mieć klakson z tirów albo takich starych ciuchci (i mamy zamiar sobie coś takiego założyć), bo na te panie nic nie działa. Mamy takie skrzyżowanie w Kielcach, gdzie na ulicy dojeżdżającej do ronda są światła przede wszystkim dla pieszych. Uliczka, spod której wyjeżdżają pracownicy Urzędu Wojewódzkiego nie jest zbyt ruchliwa, ale to się zmienia ok godz. 15 - 16 kiedy to na tej prowadzącej do ronda jest korek gigant. Przed tą małą uliczką są światła dla pieszych i za nią też. No i jadę sobie kiedyś. Zielone. Przede mną kobietka. Przejechała pierwsze światła, światło drugie zmieniło się na pomarańczowe. Pani gwałtownie hamuje i stoi. Ja za nią na środku skrzyżowania. Wiem, nie powinnam była wpierniczać się za nią, zanim nie upewnię się, że mogę przejechać skrzyżowanie, ale tak się nie da jeździć, bo korki są naprawdę gigantyczne. Parę autek mnie normalnie wyminęło, spokojnie - nikt nie trąbił, bo wszyscy wiedzą jak jest. Byłam grzeczna dopóty, dopóki piesi nie przeszli na drugą stronę (muszę dodać, że światła tutaj dotyczyły już tylko pieszych - dla kierowców nie ma na tym przejściu świateł, a więc i nie ma po co stać). Trąbnęłam raz, trąbnęłam drugi, i trzeci, i czwarty......Zero reakcji. Baba jak stała tak stoi i tyle. Za mną ludzie też zaczęli się wściekać - baba stoi. Wyszłam z samochodu, doszłam do niej i pytam po co stoi i na co czeka. "Nie wolno wjeżdżać na czerwonym" - odpowiada. Ja się pytam - gdzie pani widzi to czerwone? Ona mi na to: "Musi się pani cofnąć i tam jest to czerwone, z tyłu"...........No coments. Jeszcze raz podkreślam - czerwone było z tyłu, bo dotyczyło skrzyżowania z tą malutką uliczką, te na którym pani stała dotyczyły tylko pieszych. Mogłabym pisać jeszcze długie godziny. Oczywiście o facetach też. Np o tym, że nie znoszą, wręcz nienawidzą być wyprzedzani przez kobietę. Jedzie sobie taki spokojnie 60 na godzinkę, nie wiem, może zmęczony, może rozleniwiony. A że dla mnie taka prędkość to tortura, to wyprzedzam. No - usiłuję. Bo pan widząc kto go wyprzedza - przyśpiesza. W takich sytacjach daję się niestety sprowokować i nie pozwalam zrobić się w konia. Ale za to potem lekko hamuję i przez kilka kilometrów jadę.........30 na godzinkę! :lol: :lol: To jest zemsta Bogów!!! Mówię Wam!!! :lol: :lol: :lol: Słodka jak mniód!Pozdrawiam Gosia
                            • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do Gosi1 IP: *.* 29.07.02, 17:51
                              Gosiu,a mnie się zdarzyło wielokrotnie, że za kierownicą samochodu, który był powodem mojej irytacji, siedział mężczyzna. I wcale nie miał kapelusza ;)Jeżdżę bardzo często i dużo. Sporo na trasach krajowych (autostradami mało, bo nie lubię). Jeżdżę szybko, lubię jazdę samochodem, jeżdżę od lat. Naoglądałam się różnych sytuacji drogowych. Z udziałem obu płci. I nie zgadzam się z generalizacją, że kobiety jeżdżą gorzej. Ja jeżdżę bardzo dobrze, jest to opinia wielu osób, nie moje przechwałki :) Ty chyba także jesteś dobrym kierowcą, jak wynika z Twojego wcześniejszego postu.Może kobiet-kierowców jest po prostu mniej?Na trasie częściej spotykam mężczyzn za kierownicą. Co oni potrafią wyczyniać! Pomijając nawet opisaną już przeze mnie awersję mężczyzn-kierowców do ustępowania kobiecie-kierowcy i mało parlamentarne gesty... Niekiedy oczy wychodzą mi z orbit! Dlatego uważam, że takie generalizacje są dużym uproszczeniem i spłycaniem tematu. Umiejętności nie są generowane płcią. Jazda 60km/h ma być domeną kobiet? Ja zauważyłam, że domeną mężczyzn jest zmiana pasa ruchu tudzież wyprzedzanie bez sygnalizacji manewru kierunkowskazem. Jeden taki kiedyś omal nie doprowadził do kolizji wyskakując nagle przed samochodem, który już był w trakcie manewru wyprzedzania. Niemal otarł mu się o lakier. Po prostu szczyt umiejętności :lol:A skoro już o generalizacjach mowa, to najczęściej spotykani przeze mnie chamscy kierowcy (ci od gestów dłonią z wykorzystaniem środkowego palca) mieli kieleckie rejestracje. Czy miałabym na tej podstawie wysnuć wniosek (i głosić go jako pewnik) że kieleccy kierowcy są pozbawieni elementarnych zasad kultury?? Przecież tak nie jest! Może raczej na takich akurat trafiałam, co nie jest trudne, gdy się jeździ trasą E-77.Dlatego będę się upierała, że generalizacje do niczego nie prowadzą. Dlatego wdałam się w dyskusję z KVM, ale chyba niewiele wnoszącą :(Pozdrawiam kobietę za kółkiem ;)P.S. Jestem MEtaxa a nie MAtaxa :)
                              • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! do Gosi1 IP: *.* 29.07.02, 18:02
                                Metaxo (sorki za nicka) i tu chyba dochodzimy do sedna sprawy. Masz rację - kieleccy kierowcy to chyba najbardziej chamskie stworzenia jakie gdziekolwiek widziałam (ale nie ja!!!!!!!!!!!). Jak już pisałam byłam kilka razy i nad morzem, i na Mazurach, i w górach - ech, dużo by wyliczać. Wszędzie kultura, przepuszczą, bo widzą, że obca rejestracja (nawet osławione Krakusy ;)), NAPRAWDĘ zjeżdżają, jak się podjedzie i przepuszczą do wyprzedzania, bez migania światłami, bez trąbienia........słowem - normalna, płynna jazda. Niestety, nie w Kielcach. Dlatego nie dziwi mnie Twoja opinia i spostrzeżenia. Ja zawsze przepuszczam, zjadę, jeszcze się uśmiechnę i pomacham (nie środkowym palcem.....:lol:). Nie wiem, może moje obserwacje dotyczące kobiet to też na podstawie Kielc? Przecież zwłaszcza tutaj jeżdżę. Dlatego w takim razie - przepraszam i podkreślam: swoją opinię opieram na podstawie doświadczeń miejskich w mieście Kielce. :-)Pozdrawiam Gosia
                                • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do Gosi1 IP: *.* 29.07.02, 18:18
                                  Gosiu,właśnie o to mi chodziło :) Większość ludzi swoje opinie opiera na własnych doświadczeniach. Dlatego jeśli ktoś głosi coś jako pewnik, proszę o źródło tych "danych". Przy okazji - dlaczego Krakusi są "osławieni"? Pozytywnie czy wręcz przeciwnie? :)Cieszę się, że są tu takie osoby jak Ty, potrafiące normalnie i kulturalnie rozmawiać, bo przyznam, że zmroziły mnie wypowiedzi KvM(oIo), niosą w sobie wyczuwalny, duży ładunek agresji. Ale tu znów znajduje potwierdzenie moje przekonanie, iż nie należy generalizować - przecież mogłam pomyśleć: "Co za antypatyczne forum!" - i wtedy nie porozmawiałabym z Tobą :) Pozdrawiam :)
                                  • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 29.07.02, 18:28
                                    O Krakusach osobiście ja sama mogę się wyrazić tylko pozytywnie - ile razy byłam w Krakowie, zawsze bardzo uprzejmie mnie przepuszczali, byli nad podziw cierpliwi dla moich czasem skomplikowanych manewrów (nie za dobrze znam to miasto, oprócz drogi do IKEA....;)). Natomiast, nie wiem czemu w takim razie, słyszałam, że są aroganccy, pewni siebie, nieuprzejmi, wymuszają itd itp. Ale tylko słyszałam, bo ja nie mam takich doświadczeń. :-) A na takiego dziada z palcem, jak opisywałaś, to jest taki sposób jak ja Ci pisałam - wyprzedzić jak się da, zacząć lekko hamować, coby w d..ę nie przywalił, a potem jechać 20 - 30 na godzinkę i przez dłuższą drogę nie dać się wyprzedzić. Już kilku tak załatwiłam (między innymi tira, autobus, taksówkarza) i aż mi się ciepło z rozkoszy robiło na widok wściekłej acz bezsilnej miny jaką mieli!!! Rozkosz ma różne oblicza..........:lol: :lol: Oczywiście jedna zasada - robię to tylko w mieście, nie na trasie, bo tam byłoby to niebezpieczne. Na trasie najlepiej olać takiego gościa i tyle. Ewentualnie założyć sobie taki klakson o jakim już pisałam. Boże, to dopiero by było.......(wiem, że to niedozwolone, ale pomarzyć wolno). :lol: :lol: :lol:Pozdrawiam Gosia
                                    • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do Gosi1 IP: *.* 29.07.02, 18:41
                                      :lol:Gosiu,na ogół staram się nie fundować sobie tego typu rozkoszy na drodze ;) bo mam na uwadze innych kierowców, którzy poza mną i "podpadniętym" też użytkują tą samą drogę :) Ale parę razy zdarzyło mi się "ukarać" w taki sposób jakiegoś wyjątkowo wrednego kierowcę :lol: Powiem Ci, że w swojej paskudnej zemście raz posunęłam się dalej: przetrzymałam delikwenta na tych 30km/h do świateł, po czym na zielonym stałam (mógł mi zgasnąć silnik, w końcu jestem "baba za kółkiem", która, wedle opinii niektórych, ma słabsze umiejętności) a kiedy zobaczyłam pomarańczowe, szybciutko przeskoczyłam skrzyżowanie.... Ja zdążyłam na pomarańczowym, ale ten za mną już miał czerwone i musiał odstać swoje. Wściekł się tak, że wyskoczył z samochodu i tą samą ręką, którą wcześniej używał do pokazywania mi obelżywych gestów, walnął w maskę samochodu. Własnego :lol:A zrobiłam tak, ponieważ był to egzemplarz wyjątkowo paskudny, zajeżdżający drogę, hamujący nagle i ostro, a kiedy go wyprzedziłam, na światłach stuknął mi zderzak. Wtedy nie wytrzymałam i okrutnie się zemściłam.I masz rację - nigdy na trasie :)A na marginesie, o ileż przyjemniejsze byłoby podróżowanie samochodem, gdyby niektórzy kierowcy nie usiłowali szpanować na drodze oraz nie uważali się za władców szos...
                              • Gość: MARtula_m_Maksa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 09:46
                                A ja dodam coś, co niedawno czytałam w artykule poświęconym umiejętnościom jazdy. Od razu zastrzegam: nie jestem pewna dokładnie tytułu, ale chyba Wprost, nie pamiętam numeru, ale ok. rok temu i nie pamiętam danych liczbowych, chociaż to co przytoczę, to będą akurat dane "miękkie": kobiety niestety jeżdżą coraz gorzej, przejmując najczęściej od mężczyzn najgorsze zachowania drogowe: chamstwo, brawurę, nadmierną prędkość. Z tego co pamiętam, była to opinia policjanta z drogówki, czyli na pewno spotykającego się z dużo większą liczbą kierowców niż najbardziej doświadczony nawet kierowca. Pewnie były też tam dane procentowe, ale ich nie pamiętam, być może dlatego, że wyniki wypadały podobnie w przeliczeniu na kierowców mężczyzn i kobiety, ale właśnie wyżej wspomniane zdanie utkwiło mi w pamięci.A co do moich obserwacji to jest jedno zachowanie na drodze, które szczególnie zwraca moją uwagę: gdy chcę zmienić pas ruchu w mieście, włączam kierunkowskaz i obserwuję, który kierowca ma zamiar mnie wpuścić (dodam, że sama zwykle ustępuję, nie przyglądając się specjalnie kto za kierownicą) - no i niestety nie pamietam, aby wpuściła mnie babka. Ale może to przypadek...MARtula
                            • Gość: ruda Re: Z mężem samochodem-o nie! do Mataxy IP: *.* 30.07.02, 08:58
                              Gosiu! Muszę się z Tobą zgodzić, aczkolwiek paru facetów w kapeluszach wpieniło mnie równie jak głupie kobiety (ze smaczków dodam, jak raz wiozłam teściową ze sklepu: no po co zmieniasz pas... bo na 3 światłach miałyśmy skecać w lewo, więc jej zdaniem powinnam cały czas jechać lewym, pomimo iż w Krakowie tradycyjnie wszyscy jadą lewym, więc prawy jest szybszy, teściowa ma prawo jazdy nigdy nie używane). Natomiast co do zemsty: Norbert jedzie przed takim i co i rusz zaciąga ręczny, obserwując minę gościa w lusterku, który nie widzi stopów, bo ręczny ich nie włącza... Dodam, że ja potępiam takie praktykikasia
                  • Gość: Mika_P Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 29.07.02, 22:36
                    Ja znam tę statystykę, o której pisze KvM - kilka, kilkanaście miesięcy temu mówili o tym w telewizji: że chociaz liczba wypadków spowodowanych przez kobiety jest mniejsza od liczby wypadków spowodowanych przez męzczyzn, dzieje się tak dlatego, że kobiety ogólnie mniej jeżdzą - w przeliczeniu liczby wypadków na liczbę przejechanych kilometrów obie płcie wypadaja podobnie. Nie ma co się wściekać. Pozdrawiam - Mika_P
                    • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 29.07.02, 23:42
                      No właśnie Miko. Po odjęciu wypadków spowodowanych wskutek brawury, pijaństwa, etc. (za którą grupę odpowiedzialni są głównie mężczyźni) wyszła statystyka wypadków wynikająca tylko z błędów kierowcy. Stąd te dane, że kobiety jeżdżą słabiej (gorzej). Faktem jest, że i tak nie ma się o co kłócić, bo po pierwsze dla ofiary to wszystko jedno kto spowodował wypadek, a po drugie łatwiej się chyba będzie podszkolić kobietom niż mężczyznom pozbyć nadmiernej dawki adrenaliny we krwi czy wpoić zasadę, że po kielichu nie siada się za kierownicę.
                      • Gość: Mika_P Re: Z mężem samochodem-o nie! do KvM IP: *.* 29.07.02, 23:52
                        oIo napisała/ł:> łatwiej się chyba będzie podszkolić kobietom (...)O,to drobiazg - wystarczy ustawowo nakazać, zeby w każdym stadle były dwa samochody - jeden Jego, jeden Jej. I obligatoryjny knebelek na siedzeniu pasażera w Jej samochodzie. I automat krytykujacy w Jego samochodzie. Iiii .... jeszcze kilka drobizgów. Takch wyrównujacych szanse.I wtedy nawet te wasze szowinistyczne męskie statystyki pokażą, że kobiety sa ogólnie lepsze jako całość :bounce:
                    • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 30.07.02, 10:19
                      Miko :)Ja się nie wściekam o dane, jeśli takowe istnieją. Chciałam tylko dowiedzieć się od osoby, która je tak autorytarnie przytaczała, skąd pochodzą, bo chętnie bym się z nimi zapoznała dokładnie. Przedstawiłam też swoje zdanie w tej kwestii, spokojnie i w miarę rzeczowo, natomiast oburzyłam się na zachowanie KvM(oIo), który potraktował mnie z nieuzasadnioną irytacją. I nie wiem dlaczego uznał, iż powinien wejść w rolę nauczyciela, który ma mi coś "tłumaczyć żebym pojęła". Ja nie muszę "pojmować" ani tym bardziej przyjmować jego zdania, mam prawo się z nim nie zgodzić. Po ewentualnym zapoznaniu się z owymi danymi może zmieniłabym zdanie i przyznała rację KvM(oIo), jednak on już na wszelki wypadek mnie zaatakował. To tyle wyjaśnień w kwestii wściekania się ;)Natomiast wracając do meritum, nadal proszę, jeśli ktoś wie, gdzie mogę znaleźć te dane, by dał mi znać. Z moich obserwacji wynika, iż więcej niebezpiecznych sytuacji na drogach stwarzają mężczyźni. Owszem, może to być uwarunkowane mniejszą liczbą kobiet-kierowców, ale ja uważam, że jest to spowodowane przekonaniem mężczyzn, że ich umiejętności są świetne, ich zadufaniem i brakiem autokrytycyzmu (auto jako "auto" i "samo" ;)). Ponadto KvM(oIo) wspomniał, że w tych danych wyeliminowano takie czynniki jak brawura. To niewątpliwie podwyższa statystykę wypadków na niekorzyść kobiet, gdyż brawura jest raczej domeną mężczyzn, a przy okazji bardzo, bardzo częstą przyczyną wypadków. Podobnie alkohol, również wyeliminowany - według słów KvM(oIo) - w tamtych badaniach. Powyższe cytuję za znajomym policjantem z warszawskiej drogówki.Jeśli więc okazałoby się, że kobiety mają słabsze umiejętności, a mimo to powodują mniej wypadków, bo nie jeżdżą brawurowo i po pijanemu, to ja wolę na drodze spotykać te kobiety ze słabszymi umiejętnościami :)Pozdrawiam :)
                      • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 30.07.02, 11:01
                        >Jeśli więc okazałoby się, że kobiety mają słabsze umiejętności, a mimo to powodują mniej wypadków, bo nie jeżdżą brawurowo i po pijanemu, to ja wolę na drodze spotykać te kobiety ze słabszymi umiejętnościami Cieszę się, że w końcu zrozumiałaś o co mi chodziło od samego początku (tak samo jasno o tym pisałem jak o autostradzie). Znasz już więc powód mojej irytacji.Dodam jeszcze, żę globalnie powodują mniej, ale jeśli przeliczać liczbę wypadków na przejechany kilometr, to śrdnia jest podobnma dla obu płci. Jeśli brać średnią na kilometr i wypadki wynikające tylko z błędów kierowcy, to wypdają gorzej.Jeśli tak bardzo interesują Cię te dane to możesz poszukać w rocznikach statystycznych i zrobić odpowiednią selekcję.
                        • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do Metaxy IP: *.* 30.07.02, 11:20
                          Niestety, nie znam powodu Twojej irytacji, to, co mówisz teraz, to dla mnie co innego, niż wówczas, kiedy uznałeś, że nie ma sensu ze mną rozmawiać, skoro przeoczyłam wyraz "autostrada". Widzę natomiast, że Ty nadal nie rozumiesz, o czym mówiłam ja.Teraz stwierdzam, że wynika, iż kobiety są lepsze jako kierowcy, nawet, jeśli ich umiejętności podobno są słabsze, a Ty mówisz, że to miałeś na myśli i że ja to wreszcie zrozumiałam (???)Nie mam czasu na szukanie w rocznikach statystycznych, nie zwykłam wyważać otwartych drzwi - ktoś już zadał sobie trud opracowania pewnych danych, a skoro inni się na nie powołują, prosiłam o udostępnienie źródła, by i mnie dane było się z nimi zapoznać. Zwłaszcza, że ktoś, kto sobie zadał trud opracowania tych danych na pewno był w tej pracy lepszy ode mnie :)
    • Gość: Berenika Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 09:32
      Oj, przylałabym :). Mój mąż jakoś zagryzał zęby, kiedy robiłam coś głupiego.Wytłumacz swojemu mężczyźnie, że albo-albo. Albo masz się nauczyć - świetnie, w takim razie morda w kubeł i się uczysz. Albo on sobie nie życzy ryzka - drugie świetnie, niech sam wjeżdża. Powołaj się na męską ponoć zdolnośc do logicznego myślenia :lol:. Fakt, wjazdy do takich garaży są bardzo trudne, ale nie nauczysz się tego teoretycznie.I rzeczywiście, każ u upiec ciasto, najlepiej drożdżowe, bez treningu i z Tobą krzyczącą mu nad głową, że robi głupoty. :spookie:
    • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 09:52
      Kochanie, z każdym mężem nie idzie jeździć. Przynajmniej z tymi, których ja znam.....Powiem Ci, że ja mam prawko już czwarty rok. I jeżdżę naprawdę dobrze: po mistrzowsku parkuję - przodem, tyłem, bokiem, pod skosem itp :lol: :lol: - uwielbiam samą jazdę, ja się normalnie delektuję prowadząc samochód, odpoczywam!, jeżdżę ostro, szybko, myślę prowadząc samochód, staram się uprzedzać niektóre manewry "niedzielnych" kierowców, przewiduję, co mogą zrobić inni, jednym słowem wiem, że jestem dobrym kierowcą i mam zadatki na bardzo dobrego. Wszystko to zawdzięczam mojemu instruktorowi - genialnemu człowiekowi. To On nauczył mnie jeździć, a nie prowadzić samochód. To On nauczył mnie myśleć za kierownicą. No i parkować - od samego początku nie mam żadnych kłopotów z tym związanych, a u mnie na osiedlu jest to prawdziwą sztuką, bowiem mamy bardzo wąski zjazd pod blok, z zakrętami, z poustawianymi wszędzie autkami. Nigdy nie miałam ANI JEDNEJ SYTUACJI ZAGROŻENIOWEJ - obojętnie czy z mojej winy, czy nie. Tak umiałam przewidzieć co zrobi inny kierowca, że nie zdarzyło mi się nic niebezpiecznego. A jeżdżę nie tylko po mieście - byłam już i nad morzem i w górach itp itd. Dlaczego tak nieprzyzwoicie się chwalę? Otóż nie dalej jak wczoraj wracaliśmy od rodzinki - 100 km od Kielc zaledwie. Po jakichś 40 kilometrach myślałam, że wysiądę na środku drogi i wrócę na piechotę. Nie zrobiłam tego, tylko dlatego, że Darek był po kilku piwach i moje dzieci nie miałyby jak wrócić do domku. "Po co tak hamujesz, po co przyśpieszasz, czemu nie wyprzedzasz, po co wyprzedzasz, śpieszy Ci się gdzieś, zwolnij, przyśpiesz"...........jasna cholera mnie brała, pieroński gwint, kurka wodna i wszystkie diabły świata!!!!!!!!!!!!! Oczywiście bluzgi z mojej strony były o wiele bardziej nieprzyzwoite, które nieprzystoją kobiecie w moim wieku i matce, ale co mi tam, przynajmniej się wyżyłam. Bluzgałam na czym świat stoi!!! Miałam ochotę walnąć Go w ten głupi łeb i zrobiłabym to, gdyby nie moja mama siedząca z tyłu.....Dojechałam i obiecałam sobie jedno - niech no tylko On usiądzie za kierownicę. :sun: Ale Mu dam popalić! Dopiero ten mój kochany mąż jeździ bez pojęcia, nonszalancko, bez myślenia. Wlecze się za maluszkiem, za nauką jazdy środkowym pasem, bo nie chce Mu się włożyć odrobiny wysiłku w myślenie, że należałoby wyprzedzić, a co za tym idzie włączyć kierunkowskaz....ech, dużo by opowiadać. Mnie w każdym bądź razie szlag trafia jak On prowadzi, bo ze względu na pracę jest zmęczony jazdą i nie ma już siły skupiać się na tym, co się dzieje na drodze. Też nigdy nie miał wypadku (tfu, tfu) i nawet sytuacji zagrożeniowej, ale zaczyna być trochę zbyt nonszalancki za kierownicą, zbyt rozleniwiony....A ja mam za dużo energii, werwy, aby to wytrzymywać. Kochana Bebe, nie przejmuj się, parkuj, prowadź kiedy tylko możesz - na wrzaski męża nie reaguj, na wyzwiska też nie. W razie co, wrzeszcz na Niego jak coś sknoci w domu. A prowadź jak najwięcej, bo tylko w ten sposób nauczysz się robić to dobrze. Mąż zmusza Cię do parkowania w takich wąskich "rzeczach"? Hmm, parkuj, ale na Jego odpowiedzialność........:lol: Ja też się wściekam, jak mi chłop buczy nad głową, ale najlepszym sposobem na tych "dupków" jest milczenie i robienie swojego. Serio, serio - jak mawiał pewien ogr.....Pozdrawiam Gosia
      • Gość: iwo1 Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 12:02
        Gosia moja znajoma w podobnej sytuacji zostawiła męża na poboczu i wracał do domu autostopem od tej pory nie powiedział jej ani słowa krytyki...może to jakaś metoda?PozdrawiamIwo
        • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 12:25
          Iwo kochana, to jest myśl!!! :lol: Kurcze, zrobię to, jak mi Bóg miły......:sol:Dzięki kochanie - Gosia
    • Gość: kubak Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 29.07.02, 13:41
      Moje kochane, bardzo Wam dziękuję za te wszystkie słowa,już mi dużo, dużo lepiej :) Bardzo chcę jeżdzić samochodem, wiec dalej będę ćwiczyć sama, albo poproszę o pomoc dobrze jeżdżącą koleżankę. A mąż niech potem patrzy, i podziwia, a co :lol: Jeszcze raz Wam dziękuję. :hello: Pozdrawiam, Bebe.
    • Gość: Todd Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 02:42
      Mile Panie :-))) musicie zrozumiec ze na "domowa skale" zajelyscie wszystkie branze typu moda, kulinaria, sprawnosc obchodzenia sie z dziecmi itp. :-) no nie da sie ukryc... gorujecie :-) wiec coz nam mezczyznom pozostaje jak nie ... samochody i motoryIle razy mowilyscie do meza : "Jak ty wygladasz? " "to jest okropne, zdejmij to" lub "nie znasz sie na modzie"Przetlumaczcie to teraz na jezyk mezczyzn a wiec: "jak ten samochod wyglada?", "to jest pedal gazu, DEJMIJ NOGE!!!", "nie znasz sie na tym samochodzie". Musicie zrozumiec ze my tez chcemy sie popisac na swoj sposob :-) Wy potraficie "zrobic siebie na bostwo" my no coz ... pomyslcie jak mozemy zaszpanowac.....hmmmm no coz mozemy... zrywac asfalt, jezdzic na jednym kole i w ogole udawac swietnych kierowcow. Jak wy szpanujecie wygladem, chodem i zachowaniem, tak my szpanujemy predkoscia, brakiem opanowania i dyyynamiczna jazda.Co do wrzaskow jakie wydajemy podczas, gdy ktos "niewlasciwie prowadzi "nasze" (czasem i nie nasze) auto to przepraszam w imieniu wszystkich niepochamowanych, ... ale musicie postawic sie w naszej sytuacji... hmm jak by to wytlumaczyc :-) ... powiedzmy ze ktos zakladajac wasza nowa ulubiona sukienke (ktora zescie kupily w drogim drogim sklepie, i do ktorej doszylyscie cos od siebie) nagle przy zapinaniu zamka rozdziera wam wasz najwiekszy ... materialny skarb".. Czyz z waszego gardla nie wychodza dzwieki o ktorych nawet pojecia nie mialyscie? Zrozumcie... ja sam kocham samochody,... :-) basowy pomruk jest dla mnie symfonia (zwlaszcza przy wysokich obrotach), sam swoje auto udoskonalam kiedy tylko moge choc jest juz stare, ale w kabinie samochodu znajduje azyl od swiata zewnetrznego... hehe "a gdy jestem na drodze... jestem niezniszczalny!!" ("FULL THROTTLE" lucas arts) :-) Gdy ktos powoduje zgrzyt w mojej skrzyni biegow, to jakby mi serce skrzypialo... boli!!! I oczywiscie sadze, ze nie da sie uniknac pomylek, sam kiedys gdy zaprowadzalem samochod, chcialem sie popisac przed ojcem (ktory zaciaga hamulec reczny w garazu) i nie zaciagnalem hamulca (nie powinno sie zaciagac gdyz w razie pozaru zazwyczaj nie da sie uratowac auta) gdy tak sie popisywalem (w duchu, sam przed soba) i zamykalem garaz uslyszalem dzwiek, ktory rozdzieral mi wszystkie mysli w glowie..... co prawda sam wylewalem beton w garazu, ale... "SKAD MIALEM WIEDZIEC ZE PODLAGA JEST ZLE WYPROFILOWANA"Albo moja siostra .. pamietaj jak uczylem ja jezdzic... widzialyscie kiedys samochod ktory porusza sie.. skokowo? a i ludzi ktorzy nie sluchaja techno a jednak robia specyficzne ruchy glowa... doskonale to pamietam i te urwane slowa WCIS!! NIJ!!! SPRZE!!! GLOO!!!Takze nie ma sie czym denerwowac, gdyz wypadki chodza po ludziach a mezczyzni beda sie nadal irytowac, gdyz naprawde chyba jak u Tolkiena czasem wydajemy z siebie w kierunku pieknej maszyny syczace zdanie: "Moooj skaarbie" :-)
      • Gość: Adzia Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 07:24
        Todd, masz wiele racji...Rzeczywiście, to jest straszne, kiedy ktoś się z naszym "cackiem" źle obchodzi...i ja rozumiem rozżalenie faceta, który wie co i gdzie stuka pod maską, i wręcz słyszy, jak się to wszystko ściera i niszczy...No, ale postaw się w sytuacji początkującego kierowcy, który stawia pierwsze kroki, i nie słyszy nic, tylko krytykę...z doświadczenia wiem, że takie podejście nie przynosi żadnych pozytywnych skutków, a wręcz przeciwnie - jest coraz gorzej, w końcu zahukany młodociany ;-) chowa prawko do szuflady i rexygnuje w ogóle...Wiesz, zdarzyło mi się jechać w aucie prowadzonym przez niedoświadczoną kobietę, z mężem przy boku i słyzałam, jakie bluzgi można zebrać za jazdę niepewną (chociaż poprawną). Często krytyka jest zupełanie nieadekwatna do sytuacji. Że już nie wspomnę o typowym przypadku, kiedy to pan mąż nie daje żonie prowadzić w ogóle, natomiast czasem na imprezce zdarzy mu się wypić, no i ona musi stanąć na wysokości zadania...i wtedy dopiero jest bal :-(A przecież można pójść na kompromis. Wykupić dodatkowo parę godzin jazdy po mieście, a próby na żywym organiźmie (czyli własnym samochodzie) zaczynać od jazdy po nieuczęszczanej trasie - wtedy młody kierowca nauczy się "czuć" samochód...a potem można sobie pozwolić na konfrontacje z ruchem miejskim, żeby przy wyprzedzaniu nie myśleć gdzie jest trójka, tylko robić to automatycznie. Bebe, powoli, powoli i spokojnie. Na początku wybierz sobie opcję z najmniejszą ilością stresów (nieuczęszczane drogi, plac manewrowy, jeśli masz młopoty z parkowaniem). Prowadzenie samochodu wymaga dużej koordynacji ciała i umysłu - czemu więc miałoby być proste? Pozdrawiam Agnieszka
      • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 10:35
        Todd,masz wiele racji i przede wszystkim podoba mi się Twój spokojny sposób przedstawiania swoich poglądów :) Choć może przykłady z sukienką nie były konieczne ;)Kocham samochody, wiem, że to zupełnie niekobiece, ale cóż... rozumiem więc, co się czuje, gdy ktoś źle się obchodzi z ukochanym samochodem. Ale niech mężczyźni wreszcie zrozumieją, że często zgrzyt zarysowanego samochodu jest spowodowany ich, mężczyzn, wrzaskami na żonę za kierownicą. Z tym zaanektowaniem dziedzin "domowych" przez kobiety też bywa różnie, bowiem zauważ, że gotowanie jest tu kontrowersyjne! Wielu mężczyzn stwierdzi, że choć kobiety powinny siedzieć przy garach, to i tak najlepszymi kucharzami są mężczyźni :lol: Kobiety więc jako "wyrobnice" męskiego mistrzostwa w tej dziedzinie nie osiągną :lol: Jest to dla mnie równie dyskusyjne, jak to, że jazda samochodem jest domeną mężczyzn :)Ponadto, Todd, jeśli kobieta krytykuje w domu Twój wygląd, możesz najwyżej w złości trzasnąć drzwiami, ostatecznie coś rozbić (najlepiej lustro ;)). Natomiast zaszczucie kierowcy w czasie jazdy może doprowadzić do wypadku. Przyznasz chyba, że te przykłady są nieporównywalne?Dlatego świetnie rozumiem dziewczynę, która zaczęła ten wątek. Śmiem twierdzić, że jej mąż jest po prostu bezmyślny oraz że to on ponosi winę za to, co się stało - jeśli nie była gotowa na wjazd do garażu, nie należało jej zmuszać! Następnego dnia spróbowałaby sama i jestem niemal pewna, że obyłoby się bez problemów :)Wszystkie początkujące dziewczyny za kierownicą - nie przejmujcie się, wyrzućcie faceta z samochodu, jeśli nie potrafi się zachować jak normalny człowiek i usiłuje dowartościować się waszym kosztem. Mam nadzieję, że nie wszystkie spotkacie się z takim traktowaniem - znam mężczyzn, którzy zachowują się w samochodzie (siedząc na miejscu pasażera!) jak człowiek, a wówczas ich uwagi, kierowane do początkującej, są bardzo przydatne. I wypowiadane spokojnym głosem, bez kretyńskich wrzasków, które pewnie nie uwzględnione w statystykach, ale możliwe że są częstym powodem stłuczek, kolizji i wypadków :)
        • Gość: Olka Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 19:10
          Dokladnie tak! Uwagi wypowiadane spokojnym tonem i w sytuaji, gdy sa naprawde potrzebne - ucza poczatkujacego kierowce. Wrzaski, upominanie, uprzedzanie faktów, ciagle mowienie, co kierowca ma zrobic za chwile - powoduja zaszczucie, niepewnosc i nerwy u poczatkujacego. Do tego wywoluja jeszcze gorsza rzecz - nieumiejetnosc brania odpowiedzialnosci za swoje czyny za kierownica - bo zawsze decyzje podejmowala osoba obok.Ja tam na mojego meza narzekac nie moge w tej kwestii. Kocha nasze auto, ale wie, ze to tez moje auto, ze ja tez je kocham i swiadomie krzywdy mu nie zrobie. Nigdy nie upomina mnie na wyrost, jesli juz cos mowi to w sytuacjach naprawde podbramkowych. Na ogol wierzy, ze postapie wlasciwie, czasem wrecz musze dopominac sie o pomoc. Jest za to bezlitosny, gdy nie zauwaze jakiegos znaku. Ale to rozumiem - chodzi o moje bezpieczenstwo i wyrobienie spostrzegawczosci. Ja zreszta tez go dosc czesto upominam, gdy prowadzi, i wcale nie chodzi mi po pokazanie, ze lepiej znam przepisy, tylko o pomoc czlowiekowi, ktory spedza za kierownica dlugie godziny i moze sie zwyczajnie zdekoncentrowac. Jazde na siedzeniu pasazera traktuje jako okazje do obserwacji i nauki od naprawde swietnego i doswiadczonego kierowcy.Wszystkim Wam zycze takich nauczycieli.Olka
          • Gość: Usulis Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 20:59
            Z tym spokojnym tonem to nie jest tak do konca prawda, ze jest to najlepsze rozwiazanie. CZy wyobrazacie sobie kogos kto siedzi kolo was i spokojnym stoickim glosem i z usmiechem na twarzy mowi "za-rzy-nasz-mi-sprz-eglo...-albo-juz-nic...je-dzie-my-do-war-szta-tu." W samochodzie nie ma czasu na "A moze bys tak zechciala,jesli oczywiscie to nie jest za duzo... puscic hamulec?" Ja bardzo dobrze wiem ze odzywki w stylu "holera, moj rozrusznik!!" nie sa najmilsze, ale czasem sa potrzebne. I to nie jest tak ze wszyscy mezszczyzni uparli sie na wszystkie kobiety by na nie krzyczec... tak jest z kazdym. Myslicie, ze ja gdy uczylem sie jezdzic nie slyszalem od mojego ojca odzywek w stylu" CO ROBISZ? CHCESZ NAS POZABIJAC???" Kazdy przechodzi przez "inicjacje", tylko roznica jest taka ze mezczyzni nie przywiazuja do tego uwagi... jak ktos na mnie krzyczy ... to go po prostu nie slucham... proste.. a gdy juz ta osoba przebije sie przez moja bariere stawiam nowa - wrzucam dwojke i wsluchuje sie w dzwiek wysokich obrotow ze zgrzytaniem i nie slysze glupich odzywek (zazwyczaj i tak po zejsciu na dwojke odzywki milkna... gdyz ja prowadze i jak osoba obok wie ze moge jej auto lepiej urzadzic.. :-> tak ze juz nigdy nie pojedzie) Krzyczenie to.... tradycja :-))))) glupia i tepa.... ale skuteczna. Wiem iz nie powinno sie krzyczec ale bez litra herbaty i srodkow uspokajalacych nie da sie "nie krzyczec"Najlepiej chyba kupic wlasne auto (jakiegos malczaka za 150zl :-) ) i szalec nim po bezdrozach... samotnie lub w towarzystwie osob niespokrewnionych.P.S Jesli chcecie zagluszych kogos w samochodzie kto... zrzedzi ;-) to nie polecam muzyki relaksacyjnej tylko heavy-metal .. jest glosniejszy i dziala na nerwy pasazerom :D
            • Gość: Olka Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 31.07.02, 15:29
              Usul napisał:> Z tym spokojnym tonem to nie jest tak do konca prawda, ze >jest to najlepsze rozwiazanie. CZy wyobrazacie sobie kogos >kto siedzi kolo was i spokojnym stoickim glosem i z >usmiechem na twarzy mowi "za-rzy-nasz-mi-sprz-eglo...-albo->juz-nic...je-dzie-my-do-war-szta-tu." W samochodzie nie ma >czasu na "A moze bys tak zechciala,jesli oczywiscie to nie >jest za duzo... puscic hamulec?" Nie rozumiem tej polemiki. Nie pisalam ani o usmiechach, ani o wysublimowanych formach grzecznosciowych. Moj maz, a przedtem instruktor - rewelacyjny (nigdy na mnie nie krzyknal, a zdalam za pierwszym podejsciem), mowili w takiej sytuacji po prostu, krotko: sprzeglo. I juz. Według mnie jest różnica pomiędzy zabawianiem się kwiecitymi ozdobnikami stylistycznymi a krótkim, rzeczowym komunikatem. Z drugiej strony, wyraźna różnica jest pomiędzy tymże rzeczowym, krótkim komuniaktem, a darciem się i upiekszaniem swojej wypowiedzi wymyślnymi przekleństwami. Cholera, chcesz nas pozabijać - to nic nie mówi adresatowi wypowiedzi, natomiast <przestrzegaj pierwszeństwa> - mówi bardzo wiele.<Ja bardzo dobrze wiem ze odzywki w stylu "holera, moj rozrusznik!!" nie sa najmilsze>,Ani miłe, ani potrzebne. Czlowiek na poziomie bierze delikwenta (zone, dziecko) na plac i tam karze mu tak dlugo odpalac, az sprawa bedzie w pelni zautomatyzowana. Wedlug mnie, zautomatyzowanie pewnych czynnosci w aucie to podstawowy warunek do wyjechania na droge.> Krzyczenie to.... tradycja :-))))) glupia i tepa.... ale skuteczna. Nieskuteczna. Moj maz uczyl sie jezdzic ze swoim duzo starszym bratem. I tez bez darcia sie. Moze dlatego nie darl sie na mnie. A brat go wyuczyl, oj wyuczyl :-). Ale to chyba kwestia ogolnej kultury. Niektorzy ludzie po prostu nie uzywaja pewnych srodkow wyrazu - i prosze mi uwierzyc, bez uszczerbku dla posluchu. Nie wrzaskiem i lacina uzyskuje sie efekt. Z kolei tato mojej kolezanki, ktora jezdzi juz kilkanascie lat bez drasniecia, przez n miesiecy po uzyskaniu przez nia prawka powtarzal jej co chwila: zachowaj odstep. Robil to ciagle i bardzo spokojnie. Efekt? ta kolezanka twierdzi teraz, ze gdy jedzie, ciagle ma pod czaszka ten <odstep> :-) I bardzo dobrze, bo duzo i szybko jezdzi.Zreszta, grunt, zebysmy wszyscy bezpiecznie jezdzili.
              • Gość: Usulis Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 31.07.02, 15:45
                Hehe milo ze ktos sprostowal :-) Podziwiam towjego meza ma oogromna cierpliwosc... Oczywiscie rzeczowosc to podstawa, ale kazdy czlowiek robi sie poirytowany gdy po raz 20 mowi "sprzeglo"... po 40 dodaje cos od siebie, a po 60 zastanawia sie czy nie zaczac cwiczyc jogi. Napisalas ze : Ani miłe, ani potrzebne. Czlowiek na poziomie bierze delikwenta (zone, dziecko) na plac i tam karze mu tak dlugo odpalac, az sprawa bedzie w pelni zautomatyzowana. Wedlug mnie, zautomatyzowanie pewnych czynnosci w aucie to podstawowy warunek do wyjechania na droge.Czlowiek na poziomie nie kocha swojego samochodu :-)To bardzo mila osoba w stosunku do ludzi, ale za to zimny dran w stosunku do maszyn :-) Gdybym byl "czlowiekiem na poziomie", to musialbym czesto jezdzic do warsztatu... z tego chyba wynika ze tylko ludzie bogaci sa na poziomie. :-) Mnie na to nie stacNAprawde gdybym kogos uczyc w moim samochdzie poruszania sie autem, spokojnie z gracja i opanowaniem, to moja maszyna na co drugim skrzyzowaniu by mi gasla ... a ja bym w duchu przeklinal... no wlasnie ... jak myslisz kogo? :-)Wystarczy popatrzec na auta w kazdym osrodku nauki jazdy... gdy wlasciciele sprzedaja te auto nikt nie chce ich wziac bo mimo to ze maja maly przebieg to sa to juz trupy.Ja bym swojemu autu tego nie zrobil :-)
                • Gość: Olka Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 31.07.02, 15:59
                  Usul napisała/ł:> Hehe milo ze ktos sprostowal :-) > > Podziwiam towjego meza ma oogromna cierpliwosc... E tam. Skad wiesz, ze byla potrzebna? Jasne, kazdemu poczatkujacemu zdarzaja sie wpadki, ale bez przesady. To chyba kwestia kursu - nie wyobrazam sobie, ze po zaliczeniu kursu i kilku dodatkowych jazd absolwent nadal porusza sie <kangurami> ;-). Mnie tam zwrocenie uwagi raz czy drugi wystarczalo. Poza tym jemu tez czasem silnik zgasnie (ku mojej ogromnej uciesze), a z niejednego silnika moc jadl.Oczywiscie rzeczowosc to podstawa, ale kazdy czlowiek robi sie poirytowany gdy po raz 20 mowi "sprzeglo"... po 40 dodaje cos od siebie, a po 60 zastanawia sie czy nie zaczac cwiczyc jogi. No, przy 60 to racja. Ja bym wyslala na kurs douczajacy, trudno. Ale obstaje przy swoim, ze jesli ktos tak bardzo boi sie o auto, to powinien z poczatkujacym najpierw na maksa wycwiczyc czynnosci manualne gdzies na spokojnej drodze albo placu, a nie od razu pchal sie w pelny ruch, gdzie kazdemu poczatkujacemu noga na sprzegle sie zawiesza. Ty byles az taki oporny, ze po 60 razy musieli Ci powtarzac? - to nie zlosliwosc, tylko usiluje dociec, skad to przekonanie, ze wszyscy poczatkjacy to skonczone lebiegi i lewusy, oczywiscie w sprawach manualnych, bo jesli chodzi o wyczucie ruchu i doswiadczenie, to jasne.> Napisalas ze : > Ani miłe, ani potrzebne. Czlowiek na poziomie bierze delikwenta (zone, dziecko) na plac i tam karze mu tak dlugo odpalac, az sprawa bedzie w pelni zautomatyzowana. Wedlug mnie, zautomatyzowanie pewnych czynnosci w aucie to podstawowy warunek do wyjechania na droge.> > Czlowiek na poziomie nie kocha swojego samochodu :-)Rzeczy nie sa do kochania., tylko do dbania.> To bardzo mila osoba w stosunku do ludzi, ale za to zimny dran w stosunku do maszyn :-) Lo matko! Zimny dran. Jak ma zone mechanika, to wie, ze zoneczka najukochansza wyobrazajac sobie takie lub inne zniszczenia w samochodzie sama trzyma sie w ryzach :-))> Gdybym byl "czlowiekiem na poziomie", to musialbym czesto jezdzic do warsztatu... z tego chyba wynika ze tylko ludzie bogaci sa na poziomie. :-) No nie wiem. Wyobraz sobie, jakbys byl bogaty, a zona Ci tak porysowala najnowszego bentleya...Hihihihi> Mnie na to nie stacA kogo stac? Troche zaufania, troche cwiczen i luzik> NAprawde gdybym kogos uczyc w moim samochdzie poruszania sie autem, spokojnie z gracja i opanowaniem, to moja maszyna na co drugim skrzyzowaniu by mi gasla To ja nie wiem, co Ty masz za uczniow. Specjalnej troski, czy co?> > Wystarczy popatrzec na auta w kazdym osrodku nauki jazdy... gdy wlasciciele sprzedaja te auto nikt nie chce ich wziac bo mimo to ze maja maly przebieg to sa to juz trupy.Bo od tego sa. Normalnie, po kursie, czlowiek powinien juz jako - tako panowac nad swoimi konczynami w aucie. A ze po wiekszosci kursow u nas ludzie umieja tylko wybornie cofac na polsprzegle, no to juz jest patologia.Trzymanko!
    • Gość: ATAX Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 10:29
      Myslę, że nie ma o co kruszyć kopii. Ja kocham jazdę samochodem za kółkiem, uwielbiam prowadzić i juz sobie męża "wychowałam" :lol: Na początku tez miał takie zapędy jak każdy facet - Todd ma rację, faceci muszą się jakoś dowartościować i od kiedy to zrozumiałam, przestałam brać do siebie uwagi mojego męża. Poza tym w ciagu 6 lat mojego jeżdżenia samochodem to mój mąż kilka razy w głupi sposób spowodował uszkodzenia samochodu, a nie ja i od tego czasu mam spokój. No prawie, bo jakoś do tej pory nie moze powstrzymać zapędów do instruowania mnie jak mam parkować.Natomiast wychowywanie zaczynałam od komentowania jego sposobu jazdy kiedy jechałam jako pasażer w taki sam sposób, jak on komentował mój - przecież nikt nie jest doskonały. Potem zastosowałam inne sztuczki i nawet doczekałam się pochwały "No chyba nauczyłaś się jeździć" Dodam że jeździmy prawie tyle samo, trudno mi oceniać, kto z nas lepiej jeździ - każde ma inny styl jazdy. Ja np. wychodze z nieprawdziwego założenia, że wszyscy kierowcy na drodze to palanty i nie wiadomo ci im strzeli do głowy nawet na prostej drodze, dlatego lepiej uważać, a jak się palant pcha to go przepuścić. Takie podejście uratowało mnie i mój samochód już nieraz. Zapomniałam o nim tylko raz i chyba Bóg nad nami czuwał, bo nie przyszło mi do głowy że jakiś idiota (to mało powiedziane) bedzie mnie wyprzedzał z lewej strony, kiedy daje znak, że bedę skręcała w lewo. Dosłownie milimetry nas uratowały od zderzenia. Dla wyjaśnienia dodam, ze jechałam ruchliwa jezdnią, sznur samochodów w jedną i druga stronę, manewr zasygnalizowałam nie 1 km przed skrętem, ale tez nie w ostatniej chwili, bo przewidziałam, że ktoś może zechce mnie wyprzedzić, jak zwolnię. Nie przewidziałam, że ktoś sobie umysli, że zdąży to zrobić przed moim skrętem. A kto siedział za kierownicą ? FACET I w mojej karierze kierowcy zuwazyłam, że faceci robią tyle samo głupich i bezmyślnych rzeczy na drodze, co kobiety. Dlatego dysuksja o tym, kto lepiej jeździ to taka sam dysukcja jak o tym, czy lepszym rodzicem jest ojciec, czy matka.A mężczyźni niech się też mogą dowartościować, co nam szkodzi (oczywiście w rozsądnych granichach).ATA
      • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 11:12
        ATO Jeśli to był teren zabudowany, to Twój kierunkowskaz włączony nawet kilometr wcześniej do niczego Cię nie upowożania, więc to byłaby całkowiecie Twoja wina. Co innego poza terenem zabudowanym - tam nie można wyprzedzać z prawej strony choć pewnie wina byłaby obustronna, bo Twoim obowiązkiem jest przed zmianą pasa spojrzeć w lusterko. Przykro mi ale większość kierowców (bez względu na płeć) nie zna podstawowych przepisów ruchu drogowego. Ja sam nie znam wszystkich, ale to co ludzie robią w zakresie elementarnych zasad w poczuciu prawa jest szokujące. Mam niedaleko mojego domu skrzyżowanie na którym pasy ruchu idą zygzakiem. Fakt że linie na jezdni są wytarte, ale wystarczyłoby stosować zasadę jazdy przy prawej stronie jezdni by nie przecinać kilku pasów ruchu (w tym lini ciągłej!) Większość kierowców po prostu jedzie prosto nie patrząc na nic.
        • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 11:22
          KvM, z tego co mi wiadomo i z tego co pamiętam jeszcze z kursów (od razu uprzedzam, że nie sprawdzałam tego teraz, stąd nie piszę, że wiem na 100%), ale wyprzedzać - podkreślam WYPRZEDZAĆ - wolno tylko z lewej strony. Ja zrozumiałam, że nie chodziło o to, iż na prawym pasie jechał kierowca i Atax się oburzyła że Jej nie ustąpił - Jej post zrozumiałam w ten sposób, że facio jechał ZA Nią i wkurzył się, że zwalnia i wtedy wyprzedził prawą stroną. Jeśli się mylę, proszę mnie oświecić. ;)Pozdrówka
          • Gość: ATAX Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 14:17
            Gosiu, jak juz wyjasniłam ponizej KvMowi, skręcałam w lewo i nie zmieniałam pasa. Facet, owszem, mógł mnie wyprzedzić z lewej, tylko, że ja skręcałam w lewo (a wtedyu sie nie wyprzedza z lewej, tylko z prawej), a nie zmieniałam pasa, on mnie wyprzedzał pasem po którym poruszały się samochody w kierunku przeciwnym.ATA
        • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 11:25
          oIo napisała/ł:> ATO Jeśli to był teren zabudowany, to Twój kierunkowskaz włączony nawet kilometr wcześniej do niczego Cię nie upowożania, więc to byłaby całkowiecie Twoja wina. Co innego poza terenem zabudowanym - tam nie można wyprzedzać z prawej strony KvM(oIo), chyba nieuważnie przeczytałeś post ATY - pisała o wyprzedzaniu z lewej strony...
          • Gość: ATAX Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 14:29
            Brawo Metaxa, jednak KvM nie ma racji zarzucając Ci, że nieuważnie czytasz :) Daj grabę :hello: A już myślałam, że to ja niejsano piszę :lol:ATA
        • Gość: ATAX Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 14:14
          KvM, nie bardzo wiem, o czym piszesz i jak sie to ma do mojego postu. Nie czytasz uważnie (chociaz sam zarzucasz to innym :lol: ), dlatego pozwolę sobie tu zacytować fragment swojego postu z prosbą o ponownie uważne przeczytanie:" nie przyszło mi do głowy że jakiś idiota (to mało powiedziane) bedzie mnie wyprzedzał z LEWEJ strony, kiedy daje znak, że bedę skręcała w LEWO. Dosłownie milimetry nas uratowały od zderzenia. Dla wyjaśnienia dodam, ze jechałam ruchliwa jezdnią, sznur samochodów w jedną i druga stronę, manewr zasygnalizowałam nie 1 km przed skrętem, ale tez nie w ostatniej chwili, bo przewidziałam, że ktoś może zechce mnie wyprzedzić, jak zwolnię. Nie przewidziałam, że ktoś sobie umysli, że zdąży to zrobić przed moim skrętem. "Chyba napisałam jasno, bo Metaxa zrozumiała prawidłowo. Więc podkreślam, jechałam drogą jednojezdniową z dwoma pasami, każdy w przeciwnym kierunku w terenie niezabudowanym i zasygnalizowałam że będę wykonywać manewr skrętu w lewo. W obu kierunkach jechał sznur samochodów i wyprzedzanie nie było zbyt dobrym pomysłem, ba, nawet nie bardzo była możliwość wykonania tego manewru. Dlatego odpowiednio wczesniej zasygnalizowałam sręt w LEWO, żeby ktoś jadący za mna zobaczył, co bedę zaraz robić i nie potraktował zmniejszenia przeze mnie prędkości i ewentualnego zatrzymania się jako zachęty do wyprzedzenia mnie, kiedy przeciwny pas bedzie wolny, bo logiczne wydaje się że wtedy wlasnie bede skrecać. Niestety nie przewidziałam, że jakis idiota (powtarzam to określenie, bo na takie zasługuje) dojdzie do wniosku, że zdąży mnie wyprzedzić z LEWEJ strony zanim skręcę w LEWO. Teraz zdobyłam nowe doświadczenie i po zasygnalizowaniu skrętu w lewo i sprawdzeniu, że nic z przecwika nie nadjeżdża, bedę jeszcze sprawdzała dwa razy w lusterku, czy ktoś intelignetny inaczej właśnie mnie nie wyprzedza z LEWEj strony.No więc chyba przyznasz, że włączony przeze mnie kierunkowskaz upoważniał mnie do wykonania manewru skrętu w lewo. A pasa wcale nie zmieniałam, bo był tylko jeden. Nie wspominałam, ze to była droga dwujezdniowa, więc nie wiem, skąd Ci to przyszło do głowy.No to chyba się dogadalismy ?ATA
          • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi IP: *.* 30.07.02, 16:25
            ATO najmocniej przepraszam. To nie wynikało jednak z nieuważnego czytania lecz z jakiejś ułomności mojego umysłu (coś ala dyslekcja). Po prostu notorycznie mylę strony. Mówię np. w lewo, pokazuję i myślę "w prawo". Raz przez to mało nie spowodowałem wypadku (pojechałem inaczej niż mi pilot kazał). Po prostu muszę się czasem mocno skupić, aby poprawnie zidentyfikować strony prawo/lewo. Wszystko to co napisałem bynajmniej nie jest próbą ściemniania i głupiego rłumaczenia . Ci którzy mnie lepiej znają mogą moje słowa potwierdzić. Oczywiście w tej sytuacji to nie był Twój błąd.Jeszcze raz przepraszam za mylną ocenę zdażenia. Z Metaxą nie mam zamiaru więcej na tematy motoryzayjne (a w szczególności w kwestii różnic płci) dyskutować.Niech ktoś kto potrafi z boku ocenić naszą dyskusję i logicznie myśleć rozsądzi kto kogo nie zrozumiał. Na arbitra proponuję np. Adzię, która niejednokrotnie udowodniła zdolność logicznego myślenia (nie ona jedyna oczywiście)
            • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi IP: *.* 30.07.02, 16:37
              oIo napisała/ł: > > Z Metaxą nie mam zamiaru więcej na tematy motoryzayjne (a w szczególności w kwestii różnic płci) dyskutować.> > Niech ktoś kto potrafi z boku ocenić naszą dyskusję i logicznie myśleć rozsądzi kto kogo nie zrozumiał. Na arbitra proponuję np. Adzię, która niejednokrotnie udowodniła zdolność logicznego myślenia (nie ona jedyna oczywiście):lol:Tym razem się ubawiłam i bardzo dziękuję KvM(oIo) za chwilę niepohamowanej radości :lol:Mam nadzieję, że jego powyższy post również wszyscy pozostali właściwie ocenią :lol:
              • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi IP: *.* 30.07.02, 16:56
                Bardzo lubię sprawiać kobietom radość ;-)
                • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi IP: *.* 30.07.02, 17:00
                  Obojętnie czyim kosztem?? :lol: :lol: :lol:
                  • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi IP: *.* 30.07.02, 17:00
                    Oczywiście kosztem swoim ;-)
                    • Gość: Aluc Re: Z mężem samochodem-o nie! do KvM i Metaxy IP: *.* 30.07.02, 18:26
                      KvM, Metaxa - proponuję podsumowanie dyskusji, które już zaproponowałam na czaciebaby jeżdżą beznadziejniefaceci jeżdżą jak potłuczenitylko ja jeżdżę świetnie :lol: :lol: :lol:ps. a kierunek kierowcy trzeba POKAZYWAĆ, a nie "lewo" "prawo", co to teleturniej jest, czy co :lol:
            • Gość: Gosia1 Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i KvM-a IP: *.* 30.07.02, 18:18
              Ataź, ja też przepraszam - źle pokojarzyłam, wiedziałam, że gdzieś dzwoni ale nie mogłam zlokalizować gdzie......:lol: :lol: KvM kurcze, a wiesz Ty, że ja też mam problemy tej natury? Często mówię mężowi skręć w lewo a pokazuję w prawo....albo On mówi skręć teraz w prawo, a ja oczywiście daję kierunkowskaz w lewo.......Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale tak jak Ty muszę zawsze bardzo się skupić określając kierunki. Najczęściej myślę sobie którą ręką piszę....:lol: :lol: Pozdrawiam Gosia
              • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o nie! do Gosi i Aluc IP: *.* 30.07.02, 19:13
                No to pewnie też wiesz co to za uczucie jak się człowiek w końcu zorientuje... Ech... Kiedyś miałem taki sam problem z ">" i "<" ale moja matematyczka coś mi przetłumaczyła o dziobach (nie wiem już nawet co, ale pomogło i problem zniknął). Tak samo jak Ty muszę się skupić i spojrzeć (choćby myślami) na rękę. Najgorsze, że zwykle nie pamiętam, że mam taki problem i po prostu wierzę w to co na pierwsze wrażenie (omyłkowo) dyktuje mi mózg... Ale lepsze to niż dysleksja ;-)Do Aluc. Sęk w tym, że to co Ty zawarłaś w jednym zdaniu pisałem od samego początku (na co innego co prawda kładłem akcent, ale...)Tak czy inczej szerokiej drogi :-)P.S. Każdemu życzę aby choć raz przejechał się z profesjonalnym kierowcą rajdowym. Będzie wtedy miał szacunek dla słowa "dobry kierowca" i nie będzie tym mianem określał kogoś, kto zrobił milion kilometrów bez wypadku i jeździ od 30 lat. Myślę, że posiadanie choćby 1 procenta umiejętności profesjoanlisty, z zakresu panowania nad samochodem jest podstawą do tego by mówić o dobrym kierowcy. Ja za dobrego kierowcę się nie uważam, choć swoją jazdą potrafię doprowadzić pasażera do wymiotów ( zawracanie "w miejscu", parkowanie w stylu "Blues Brothers", pokonywanie zakrętów ślizgiem bocznym, etc.), a przepisy też znam nienajgorzej. Uważam jednak, że brak regularnych ćwiczeń (przynajmniej kilka razy w roku) na placu i na granicy przyczepności, w poślizgu auta etc. dyskwalifikuje potencjalnego kandydata do tytułu "dobrego kierowcy" Niestety kosztuje to przynajmniej dwa komplety opon w sezonie. Dlatego ograniczam się do ćwiczeń późną jesienią (zimą tylko jak jest lód) oraz wczesną wiosną. Tak aby nie jeździć na zużytych oponach tylko zmienić na nowy komplet (zimówki, albo letnie). Parę razy już mnie te wyćwiczone umiejętności uratowały...
                • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! IP: *.* 30.07.02, 19:21
                  Och, jestem szczęściarą jeżdżącą nie tylko raz, ale kilka razy w miesiącu z pilotem rajdowym, który jest również kierowcą i swoje na rajdach wyjeździł :)Ponadto uważam, iż należy jednak rozgraniczyć określenie "dobry kierowca" od "dobry kierowca rajdowy". Gdyby wzorować się na rajdowcach, nikogo nie można by nazwać dobrym kierowcą, a po drugie na drodze nie jeździ się tak, jak na rajdzie :)Aluc - widzisz, ja też o tym mówiłam od początku, a mimo to KvM jeszcze trochę, a nazwałby mnie głupią :lol: A ponoć on też o tym samym! Najwidoczniej polski język i jego meandry okołoznaczeniowe oraz interpretacja słów potrafią skomplikować życie nie tylko obcokrajowcom :)
                • Gość: Miśk@ Re: Z mężem samochodem-o tak! i z rajdowcami tez !! IP: *.* 30.07.02, 22:06
                  Do KvMNie wiem co kwalifikacje rajdowe mają do jazdy po mieście,ale mam to szczęście (?),że jeżdżę z zawodowcami,którzy są kierowcami rajdowymi i testują nowe samochody,i wiem co znaczy OS-ik na lodzie czy po "trasie dolnośląskiej" gdzie zginał ŚP. Pan B.(powinieneś wiedzieć o kogo chodzi jeśli tak znasz sie na "tym"),mam męża ze wszystkimi kategoriami prawka-zawodowego kierowcę (oprócz traktora ;) )i sama również mam prawkoA o co mi chodzi ?? O to,że od kiedy JA mam prawko,miałam jedynie "spotkanie" z za wysokim krawężnikiem,a moi kochani kierowcy skasowali juz nie jedno autko(lub mieli stłuczki) w tym samym czasie. I każdy zawodowy kierowca powie Ci,że jazda po mieście wśród tylu wariatów jest gorsza od rajdu,bo na rajdzie wiadomo,że są sami profesjonaliści,a na ulicy NAPEWNO nie !!! Nikt nie jest w stanie na pierwszy rzut oka ocenić umiejętności innego kierowcy.Powinny być przyklejane punkty w zależności od "kwalifikacji" ,ale wtedy najwięcej mieliby rajdowcy,zawodowcy i (niestety ?) kobiety,małolaci i "popisowcy" odpadliby w przedbiegach!!! I o dziwo "mój" rajdowiec :) mówi,że kobitki wcale źle nie jeżdżą tylko są niej odważne ;) i ja ta która "jeździ po bułki do sklepu" lepiej sobie radzę na OS-ach niż na Marszałkowskiej :) I komu tu wierzyć ? ;)PSA ja lubię jeździć z moim mężem :)a z rajdowcami UWIELBIAM!!!! :)
                  • Gość: KvM Re: Z mężem samochodem-o tak! i z rajdowcami tez !! IP: *.* 30.07.02, 22:55
                    No proszę ilu tu rajdowców ;-)Tak się składa, że napisałem wyraźnie, że dobry kierowca to między innymi taki, który potrafi panować nad samochodem. Zgadzam się z Tobą, że jazdfa po mieście to nie rajd i samo przygotowanie rajdowe tu nie pomoże. Po prostu chodzi mi o to, że panowanie nad samochodem to podstawa. Na rajdzie przepisy ruchu drogowego też się na nic nie przydadzą, ale w mieście owszem.Konkretnie do czego są potrzebne umiejętności. Może kilka przykładów.1 Deszcz, śliska droga, jakiś bałwan wjeżdża ci pod maskę. Działanie typowego kierowcy - noga na hamulec... i suniemy wprost na gościa przed namie. Ktoś, kto ma trochę doświadczenia będzie próbować ominąć przeszkodę (zakładam, że nie da się wychamować) Jeśli nie ma ABS jedzie prosto w gościa, jeśli ma to możę mu się uda. Kierowca, który na bieżąco ćwiczy nawet jeśli nie ma ABSu poradzi sobie puści hamulec w odpowiedniej chwili, gdy autem zarzuci opanuje poślizg.2. Mokra jezdnia jw. na ulicę wychodzi nagle pijak (dziecko staruszek nie ważne) Osoba niedoświadczona wciśnie hamulec na maksa i wiedzie prosto w człowieka (zakładam, że nie ma szans na wyhamowanie). Osoba z doświadczeniem automatycznie zrobi unik, ale wpadnie w poślizg i najprawdopodobniej się rozbiej. Ktoś kto ma pełnię panowania nawet jeśli wpadnie w poślizg wyjdzie z niego. Znowu nowoczesna technika może pomóc (ASR).Przykładów można by mnożyć. Po prostu panowanie nad samochodem to podstawa w nagłych i niespodziewanych sytuacjach. Nie napisałem, że każdy powinien mieć umiejętności rajdowe - wystrczy ten 1 % o którym wpsomniałem i nieustanne regularne ćwiczenia.Faktem jest, że nowoczesna technika pozwala mimo braku umiejętności kierowcy wyjść cało z niejednej opresji. Ale po pierwsze ile samochodów ma ABS i ASR (nawet nowych), a poza tym nie zawsze może pomóc ona też działa w granicach praw fizyki i ciągle najwięcej zależy od kierowcy.Oczywiście równie ważne w normalnej jeździe (i na codzień częściej wykorzystywane) od panowania nad samochodem są inne cechy (jak zdolność przewidywania działań innych etc)
                    • Gość: ATAX Re: Z mężem samochodem-o tak! i z rajdowcami tez !! IP: *.* 31.07.02, 07:35
                      KvM, no i tu sie całkowicie z Tobą zgadzam, szczególnie jeśli chodzi o ten 1 % umiejętności i nieustanne ćwiczenia. Ja tez miałam instruktora-rajdowca (kolejna :lol: ) i to mi ogrooomnie dużo dało, szczególnie że doskonale się rozumieliśmy - ja tez miałam fioła na punkcie samochodu. Co ciekawe tylko ja z całego kursu poprosiłam go o praktyczne zajęcia z poślizgów i jazdy w górach po oblodzonej drodze. Podziwiam faceta za odwagę, że się tam ze mną wybrał, ale co się nauczyłam to moje i potem już nie miałam żadnych obciachów przed jazdą w trudnych warunkach. I uwielbiam pierwszy śnieg, duży plac i ćwiczenie poslizgów. Czasem widzę tylko zdziwione miny niektórych gapiów, po co ja to robię.ATA
              • Gość: Metaxa Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i KvM-a IP: *.* 30.07.02, 19:15
                Gosiu,naukowcy twierdzą, iż jest to generowane budową mózgu i mylenie kierunków jest typowe dla mózgu kobiecego. Reagujesz więc jak najbardziej prawidłowo! Po kobiecemu. Mężczyźni zazwyczaj problemów z wskazaniem kierunku nie mają :)
              • Gość: Adzia Re: Z mężem samochodem-o nie! o lewych i prawych IP: *.* 31.07.02, 07:08
                ...a więc może zamiast mówić lewa i prawa, przyjąć jakąś inną nomenklaturę? Ot, np. taką jak dwie moje kumpelki na spływach kajakowych. One mówiły "moja" i "twoja". Zagadką pozostaje dla mnie, jak to rozróżniały, bo przecież siedziały jedna za drugą :what:
            • Gość: Adzia Re: Z mężem samochodem-o nie! do ATAX i Adzi- proszę bardzo IP: *.* 31.07.02, 07:04
              >Na arbitra proponuję np. Adzię, 1. W kwestii Aty rację ma Ata ;-) (jak to wywnioskowałaś Sherlocku ?)2. W kwestii statystyk rację ma KvM, zakładając oczywiście, że statystyki są prawdziwe. Metaxo, one miały za zadanie ocenić TYLKO umiejętności kierowcy w przekroju płci, i oceniały kierowców normalnych, czyli tych, którymi nie rządzą hormony ani alkohol ;-) . Tylko, że moim zdaniem te wyniki są raczej bezużyteczne, bo jak ktoś powyżej słusznie stwierdził, ofierze wypadku wsio ryba, czy sprawca był pijany czy trzeźwy, i czy jego umiejętności były wysokie czy niskie. I w tym przekroju oczywiście prawdą jest że mężczyźni statystycznie powodują więcej wypadków. I to wcale nie jest sprzeczność.3. Ja tam nie wiem kto lepiej jeździ, kobiety czy mężczyźni. Nie wiem nawet czy sama jeżdżę dobrze i zazdroszczę tym, którzy bez wahania mogą powiedzieć że są dobrymi kierowcami - ja bym się nie odważyła. Już raz byłam za pewna siebie i skończyło się stłuczką - drobną do drobną, ale to prawie tak jakby cnotę stracić ;-) Można się najwyżej zapytać innych - np. mój mąż wypomina mi niezdecydowanie, a ja jemu to samo - no, ale on potrafi w "cienkim" zrobić prawie wszystko, a ja co najwyżej wlać płyn do spryskiwacza ;-) i benzynkę do baku... 4. I w ogóle to pozdrawiam Mikę i Aluc :-)5. I mam pytanie - czy u Was też jeżdżą bez kierunkowskazów????? W Rzeszówku do tej pory tego nie było, a teraz jakby diabeł we wszystkich wstąpił :-(I w ogóle to gdyby ludziska mieli więcej pokory i zdrowego samokrytycyzmu, to by mniej wypadków było....Pozdrawiam Agnieszka
    • Gość: Miśk@ Re: Z mężem samochodem-o tak! IP: *.* 30.07.02, 23:00
      To ja mam męża anioła :) Przed wyjazdem z domu słyszę tylko "zobaczysz jak się sprzęgło ślizga,poszalej trochę bo zamulony" itp,a najważniejsze,że przy jakichkolwiek awariach TO JA w pierwszej kolejności jestem wzywana do samochodu,żeby ocenić co się mogło zepsuć (ale po Jego jeździe),i już niejednokrotnie uratowałam nasz domowy budżet przed mechanikiem "nie mającym pojęcia",że np.trzeba tylko wypiaskować śrubę,a nie wymieniać połowę samochodu :) a wszystkie przebicia i spięcia ustąpią :)Rywalizacja na poziomie elektryczno-elektroniczno-mechanicznym jest u nas na porządku dziennym :) kto pierwszy ten lepszy(ja jestem pierwsza ;) )A o NASZ samochód dbam jak o dziecko ;) i mówię na nią Niunia :)Należę przy tym do "bab kraczących" czyli co przepowiem to się zepsuje(jeśli nie lubię danego samochodu)a z Niunią dogadujemy się już od roku i nigdy jeszcze nie sprawiła mi zawodu(ja jej też ;) )Co do "jazdy z boku" to traktuję męża jak pilota,z racji Jego zawodu najlepiej wie którędy najszybciej dojechać,i ja to doceniam. W końcu chce mi pomóc a nie zaszkodzić.I częściej mnie podpuszcza(np.do wyścigów z małolatami) niż poucza ;)Jak ja kocham takich kierowców ;)
      • Gość: Aluc Re: Z mężem samochodem-o tak! IP: *.* 31.07.02, 08:27
        Miśka mi się z moim niemężem też świetnie jeździ :D ja robię zwykle za pilota, bo się lepiej w mapach orientuję niż on :lol: ale przez kawał czasu ja prowadziłam, bo nie miał jeszcze swojego samochodu, a ja wtedy do mojego bym go w życiu nie dopuściła :lol: ale moi rodzice to już klasyczny przykład baba za kierownicą i mąż back seat driver :lol: pamiętam jak zrobili prawo jazdy, ale ojciec jakoś jeszcze nie odebrał kwitów i mama jeździła. On jej naprawdę zmieniał biegi i ciągle na nią wrzeszczał :lol: do dziś mu zostało dawanie światłych rad - na szczęście mama udaje że nie słyszy. Inna sprawa, że mama jako pasażer też jest nie do zniesienia - przez cały czas kurczowo trzyma się fotela, jakbyś miała ją za chwilę zabić, hamuje nogami :lol: i choć sama w swoim autku nieźle pogania, jako pasażer przy szybkości powyżej 60 cedzi przez zęby, że może by tak zwolnić :lol:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka