Dodaj do ulubionych

Moje smutki...

IP: *.* 04.08.02, 20:11
Mam strasznega dola wlasne lykam tabletki na uspokojenie i popijam winem .Mam dosc wszystkiego nie wiem od czego wlasciwie zaczac bo mam taki chaos w glowie ...Wlasnie jestem po kolejnej awanturze z mezem i mam juz dosc .Coraz czesciej placze i nie chce mowic mezowi dlaczego bo On potrafi mnie jeszcze bardziej dobic i zdeptac...tak bylo zawsze jakbylo mi zle to probowalam Mu o tym mowic tlumaczyc o co mi chodzi dlaczego jestem smutna ale potem czulam sie o wiele gorzej tak jakbym dostala pala po lbie ..i przewaznie nie spalam cala noc..Nie wiem dlaczego ale moj maz czasami strasznie mnie denerwuje ....odnosze wrazenie ze sie wogole nie rozumiemy i ze zyjemy w roznych swiatach.Jestesmy dopiero trzy lata po slubie .Czuje sie strasznie zmeczona siedzeniem w domu i zajmowaniem "tylko "dzieckiem...Nasza coreczka ma juz na szczescie dwa i pol latek.Cala ciaze studiowalam i jak sie mala urodzila to tez jeszcze konczylam studia ...a teraz zajmuje sie tylko mala i domem i mam tego dosc ...Jak probuje Mu o tym powiedziec pozalic sie to On na to ostro to zmien to ...A ja chce zmienic chce isc do pracy(chociaz o prace strasznie trudno) ale co z mala ???.No przeciez nie zostawie jej ot tak sobie tym bardziej ze Ona jest straznie ze mna zwiazana wlasciwiae nigdzie nie moge sie bez niej ruszyc ..Wiem ze za pol roku oddam ja do przedszkola i bede bardziej dyzpozycyjna pod kazdym wzgledem (chociazby z wyjsciem w poszukiwaniu pracy).Coreczke strasznie kocham i chce z nia byc do ukonczenia trzech latek ale czasami nie wytrzymuje tej monotonii dnia . Wiec zaczelam prawo jazdy i mala zostawiam z meza mama bo maz zawsze musi cos zalatwic ...kogos zawies lub przywies...Na niego wogole nie mozna liczyc...Ciagly stres...Jest taki obojetny suchy nieobecny cialem juz nie wiem jak mam do niego dotrzec wytlumaczyc ...I tak wszystko co zle to moja wina...Jestem juz zmeczona ...Jak to on mowi przeciez co ja takiego robie .. nawet schodow nie chce mi sie umyc(aja wtedy mialam piecio miesiecznie dziecko i egzaminy na glowie)Nie chce zeby to zabrzmialo banalnie ale przed slubem bylo cudownie .Zaraz po slubie tez nie bylo zle(bylam juz w ciazy)a potem po urodzeniu dziecka bylo koszmarnie...Potem znowu bylo lepiej bo nauczylismy sie zyc we troje ale wciaz zdarzaja sie strasznie przykre sytuacje.Coreczke po mimo tego ze byla nie planowana strasznie oboje kochamy nie wyobrazamy sobie zycia bez Niej.Ale to ja przy Niej wszystko musze robic (usypiac ,kapac.karmic...)Dopiero jak miarka sie przebierze i wpadne w furie, naklne sie , naplacze to On raczy sie ruszyc.Dlaczego tak musi byc???Czy kiedys bedzie normalnie ??? Czy po tym wszystkim bedziemy mieli jeszcze szacunek dla siebie i czy wogole bedziemy chcieli byc razem???Bo teraz mowie Mu tylko ze tak mnie denerwuje ze chce Go tylko po mordzie chlastac...Zreszta w naszym malzenskim docieraniu sie dochodzilo juz do rekoczynow. :( :hello:
Obserwuj wątek
    • Gość: mysia Re: Moje smutki... IP: *.* 04.08.02, 20:20
      Było mi strasznie smutno jak przeczytałam Twój list....i nie wiem co powiedzieć,bo moje małżeństwo od początku do teraz jest udane ,mam dużą pomoc ze strony męża zawsze.Ale myślałam sobie co ja zrobiłabym na twoim miejscu,moż epomogłaby szczera rozmowa?Byłam 6 lat na wychowawczym i wiem co to znaczy siedzenie w domu i zajmowanie się dziećmi.Trzymaj się,absolutnie nie łykaj tabletek i nie popijaj ich winem!Jerstes zdesperowana ale to nie pomoże!!!!!!!!!!!Jesli masz ochotę się wygadać to pisz na priva a mój nr GG to 1590929.Pozdrawiam Dorota
    • Gość: mow Re: Moje smutki... IP: *.* 05.08.02, 09:20
      To bardzo smutne, co piszesz. Może to, co powiem zabrzmi brutalnie ale jestem dużo od Ciebie starsza i w życiu przeszłam juz przez dwa nieudane związki zanim mi się ułożyło dlatego chyba rozumiem, co czujesz. MOim zdaniem sprawy zaszły za daleko (te rekoczyny!!!) żebyście sobie sami poradzili. Możesz spróbowac terapii rodzinnej. Jeśli Twój partner nie będzie chciał, to znaczy, że ewidentnie nei ma dobrej woli aby podjąć wysiłek w celu naprawienia Waszego związku. Jego zahchowanie jest skandaliczne i dowodzi skrajnego egoizmu i braku wrażliwości. Jesli to się nie zmieni staniesz przed trudnym wyborem - cierpieć przez całe zycie albo odejść. Niestety, przykro mi, że tak to brzmi ale jestem przekonana, że taki właśnie jest wybór. Znajdź sobei dobrego (koniecznie dobrego!!!) psychoterapeutę i zastanówcie się nad Waszym zyciem bo sytuacji nie da się naprawić na drodze kolejnych awantur ani łykania prochów.Trzymaj się i ciesz się córeczką!
      • Gość: Mania Re: Moje smutki... IP: *.* 05.08.02, 11:37
        Moim zdaniem powinnaś podejść do problemu mniej emocjonalnie a bardziej systematycznie. Nie krzyczeć, nie awanturować się tylko oświadczyć mężowi: jutro wychodzę do ...(kina, koleżanki, fryzjera, czy co ci tam wpadnie do głowy) a ty musisz zostać z niunią. Skoro frustruje Cię siedzenie w domu rób to tak często jak tylko się da i dla dziecka i dla ojca wynikną z tego tylko same korzyści a i ty będziesz zadowolona. Też mam męża, który wszystkim naokoło musi pomóc przywieźć, zawieżć, naprawić komputer itd. i z perspektywy 12 lat małżeństwa wiem, że sam nie domyśli się za żadne skarby świata i nie powie mi: idź kochanie do koleżanki a ja pobędę z dziećmi. Więc muszę robić tak jak napisałam wyżej. Przede wszystkim nie użalaj się nad sobą przed nim tylko weź sprawy w swoje ręce i nie pozwalaj się deptać i poniżać; podstawa to wzajemny szacunek i poszanowanie własnej i partnera godności.Na pewno wszystko się ułoży; czego Ci z całego serca życzęMania
    • Gość: danuska Re: Moje smutki... IP: *.* 05.08.02, 12:44
      Zabrzmi to brutalnie ale: moze musisz zamiast narzekac przejsc do czynow? Masz wszystkiego dosc ale co zrobilas aby bylo inaczej? Zycie jesc twarde i nie ma w nim miejsca na sentymenty. I jak banalnie to zabrzmi: kowalem swego losu jest kazdy sam, wiec TY a nie twoj maz.Mowisz ze chcesz isc do przcy ale niunia chce byc tylko z toba. A moze to ty chcesz byc z nia? Mowisz ze bylas w ciazy i bronilas pracy: czyli masz duzo samozaparcie jezeli chcesz. Teraz sytuacja jest taka sama: zrob sobie plan dzialania, postaw priorytety i do dziela. A o pomoc przy niuni popros meza, mame, kogos z rodziny. Danuska
    • Gość: oladrab Re: Moje smutki... IP: *.* 06.08.02, 08:54
      Krysiu, przede wszystkim daj spokój z tymi tabletkami. Na chwilę pomaga, a potem jesteś zła na siebie, ze to robisz i się zaniedbujesz. Sama widzisz, ze męźczyzni maja bardziej egoistyczne podejście do wielu spraw. Bierz z nich przykład, zainteresuj się sobą. Powiedz sobie, ze teraz gdzieś wychodzisz i wyjdź, idź do kosmtyczki czy do fryzjera. To takie slogany, ale w tym jest dużo prawdy. Kobietom pomaga poprawa wyglądu. I nie krzycz, nie wpadaj we wściekłóść, bo to tylko nakręca spiralę złości i powoduje, że Twój mąż przestaje słuchać co mówisz. Bądź stanowcza i konsekwentna, męźczyżni potrzebują czasem kubła zimnej wody na głowę, ale nie lubią zrzędzenia. Szanuj siebie, to zmusza innych do szanowania Ciebie. Zakreśl sowj terytorium. To wcale nie znaczy, ze oddalisz sie od męża, staniesz się niezależna i obca, po prostu zwrócisz jego uwagę na to, jak chcesz być traktowana. Wiem, ze trudno być matką, żoną i kobietą aktywną, nie musisz sie do niczego zmuszać, ale gwarantuję, ze takie próby się opłacą. Poczujesz się lepiej. Tylko nie bądź agresywan. Niestety już przekroczyliście barierę złych słow i (bardzo niestety!) rękoczynów, ale moze uda się Wam o tym zapomnieć i zacząć się do siebie normalnie zwracać. Człowiek ma to do sibie, ze łatwo zapomina o złych rzeczach... Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka