Dodaj do ulubionych

za i przeciw - zdrada

IP: *.* 12.11.02, 16:41
Nie skłamie jak napisze, ze od niedzieli i niedzielnej projekcji serialu "Na dobre i na złe" - jedynego dla jakiego włączam TV wogóle - chodzi mi po głowie myśl na temat zdrady.Podczas oglądania filmu (każdego jaki mi się podoba) bardzo wczówam się w "serialowe życie" i tak było tym razem. Starałm się wczuć w uczucia z jakimi wlaczy - bądź nie - serialowa Zosia. Z jej zachowania można wywnioskowac iz przystojniaczek Viktor zakrecił jej w głowie - natomiast uczucie jakim dazy Kube jest jeszcze tak świerze i nie znudzone, że łatwo jest jej zerezygnowac z "oferty" Viktora.Ale padją w serialu słowa "ze prawdziwej miłosci nie wolno się wyrzec, ze to się czuje, i ze dla niej trzeba poświęcić wszytsko". Jak odkryć ze to włąsnie ta, zwłaszcza jak ma się za soba kilka nieudanych związków - z tymi, którzy wydawali się być trafionymi własciwymi i szukanymi "drugimi połówkami jabłka".Dla dobra seralu Zosia powinna przyjąc Viktora - natomiast rzeczywista Zosia?? A jeśli Kuba nie jest tym jedynym, jeśli poczuła do Viktora coś czego nigdy przedtem nie czuła i własnie tego tak bardzo się obawia??Kobiety jej pokroju - mądre, szlachetne, dobre, odpowiedzialne nie pokuszą się na zerwanie związku w imie miłosci, która nagle się pojawiła i być moze jest ta prawdziwa, jedyną i wyjatkową. Mają swoje zasady w życiu. Ale te niespokojne, te które nosza w sercu iskierkę niepewności, albo lekki podmuch obojętności bądź zwykłego znudzenia i przyzwyczajenia do partnera?? Jak to jest z tą miłością, czy usprawiedliwia ona krzywde jaką wyrządzamy innym kiedy zrywamy stary związek?Miłośc jest twórcza i budująca, miłość nadaje sens życiu i dodaje mu skrzydeł. Tyle szaro burych ludzi chodzi po ziemi, może gdyby odwazyli się zaufac miłosci i przeznaczeniu? Tylko jak odgadnąć jej istnienie, jak sprawdzić że to właśnie ta dla której warto zwraiowac i wywalić całe życie do góry nogami -jakie by ono nie było do tej chwili.bajbus
Obserwuj wątek
    • Gość: Beata32 Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 12.11.02, 17:13
      Też oglądałam ten odcinek i też trochę mnie zastanowił.Moje zdanie jest takie. Uważam, że nie jest tak, że na świecie jest tylko ten jeden jedyny, z którym mogę być szczęśliwa - myślę, że spotkałam w swoim życiu kilku (ale naprawdę na palcach jednej ręki - kilku), co do których pomyślałam sobie, co by było gdybym w pewnym okresie swego zycia spotkała ich na swojej drodze. Myślę, to w dużej mierze zależy od nas czy wybór, którego dokonamy będzie taki, nad którym będzie nam się chciało pracować - nie jest tak, że szczęśliwy związek jest nam dany - trzeba nad nim ciągle pracować. A za swoje decyzje - być odpowiedzialnym.Filmowy związek Zosi i Kuby jest bardzo dojrzały - opiera się na miłości i zaufaniu ponadto łączy ich dziecko. To co nagle zaczęło się z Viktorem - to nic innego jak zauroczenie (coś co się zdarza na początku każdego związku - miłe uczucie, bardzo intensywne - ale nie jest to coś na czym można budować, podejmować życiowe decyzje czy rezygnować z poukładanego i szczęśliwego życia). Oprócz rozmów i wspólnego zaangażowania w pomoc jednej z pacjentek - nie wiadomo jak by miało być im razem. Zosia twierdzi - że jedyną jej miłością jest Kuba - i to moim zdaniem jedyna słuszna w tej sytuacji decyzja - facet jest ok - nie można mu nic zarzucić, a Viktor - nie wiadomo jaki jest. A pacjentka - która odrzuca miłość męża, dla jakiejś niby prawdziwej miłości - działa pod wpływem zauroczenia - myślę, że jeszcze może pożałować takiej decyzji. Po to oprócz umiejętności przeżywania uczuć Bóg dał nam rozum, abyśmy mogli odróżnić miłość od zauroczenia i kierować się w życiu trochę jednym - trochę drugim.pozdrawiamBeata
    • Gość: emama23 Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 12.11.02, 17:14
      Chyba ciezko jednoznacznie udzielic odpowiedzi ze jest sie za zdrada nawet w obliczu moze tej jedynej, wielkiej milosci. I wlasnie to "moze"- decyzja bardzo trudna, zranic bliskich, "spalic mosty" i moze sie okazac, ze to nie to. Chyba mezczyznom latwiej sie na to zdecydowac, kobiety mysla o dobru dzieci, rodzinie. Wlasnie ta tendencyjnosc myslenia jest denerwujaca. Dlaczego zdrada meza tak nie "kole w oczy". Nawet w serialu przedstawiaja nam zaplakanego Kube z dzieckiem - jak ta Zosia moze - taki dobry, czuly ojciec. A do przezycia tej wielkiej milosci kazdy ma prawo i te nieszczescia ze zdradami zwiazane sa po czesci z tym, ze wiazemy sie czesto z osobami z ktorymi jestesmy juz kilka lat a jestesmy z nimi bo wypada kogos miec itd. Czesto ciezko sie przyznac po 5 latach "narzeczenstwa" ze to nie to i odejsc.Pozdrawiam
      • Gość: biba Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 12.11.02, 17:33
        Oj podoba mi sie ten Viktor Ostrowski :-)To co napisze bulwersuje mnie sama. Kocham mojego meza, mamy wspaniale dziecko ale czasami brakuje mi tego dreszczyku. Śnilam o tym, ze moja pierwsza, wielka milosc porawla mnie w ramiona i...Obudzilam sie jak otumaniona, nie moglam dojsc do siebie, to bylo takie romantyczne, ekscytujace, szalone, podniecajace itd. itp.Mysle, ze takie chwilowe zapomnienie (Zosia) moze umocnic jej zwiazek z Kuba. I wcale nie musi ona wyladowac z Viktorem w lozku.Rodzi sie pytanie-co jest zdrada? Kiedy zaczyna sie zdrada?Uwazam, ze jak to nazwalyscie wczesniej-zauroczenie moze byc budujace, ale tylko w dojrzalym zwiazku.Dla zwiazku niepewnego, chwiejnego moze byc wybawieniem.
        • Gość: 21081970 Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 15.11.02, 21:12
          Moja przyjaciółka mawia, że zdradzić można samym spojrzeniem lub trzymaniem za rękę bo zdrada jest wtedy gdy nawiązuje się specyficzny rodzaj więzi. Z innej strony, pracowałam w hotelu i napatrzyłam się na mężulków w delegacji. Większość z nich wolny czas spędzała na skokach w bok.Czy to była zdrada, pewnie tak (chociaż to z ręką i spojrzeniem wydaje mi się dużo groźniejsze) czy taką zradę bym wybaczyła? Tak, ale nie mówcie o tym mojemu mężowi.Ja sama nie mam zamiaru go zdradzać w żaden sposób. I tak chłopina nie ma ze mną łatwego życia.Gośka
        • Gość: 21081970 Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 15.11.02, 21:13
          Moja przyjaciółka mawia, że zdradzić można samym spojrzeniem lub trzymaniem za rękę bo zdrada jest wtedy gdy nawiązuje się specyficzny rodzaj więzi. Z innej strony, pracowałam w hotelu i napatrzyłam się na mężulków w delegacji. Większość z nich wolny czas spędzała na skokach w bok.Czy to była zdrada, pewnie tak (chociaż to z ręką i spojrzeniem wydaje mi się dużo groźniejsze) czy taką zradę bym wybaczyła? Tak, ale nie mówcie o tym mojemu mężowi.Ja sama nie mam zamiaru go zdradzać w żaden sposób. I tak chłopina nie ma ze mną łatwego życia.Gośka
    • Gość: Aluc Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 12.11.02, 17:59
      wątek z Victorem jest wyjątkowo bzdurny, Zosia traciła chyba z sondażach popularności jako zbyt święta, przez co papierowa, to jej dołożyli jakiegoś repatrianta o dzikim spojrzeniu, które od czasów Domagarowa w Ogniem i mieciem (na co spuśćmy litościwie zasłonę milczenia) robi piorunujące wrażenie na tybulczyniach :lol: lubię ten serial, bo fajnie grany i masa dobrych aktorów, ale scenariusz, zwłaszcza tzw. sytuacje wołają o pomstę do nieba :gun:a co do tematu głównego, czyli zdradyna pytanie postawione w tytule odpowiem oczywiście - przeciw, jak najbardziej przeciw. Co nie znaczy, że nie wybaczyłabym i nie przyjęła z powrotem, Co nie znaczy, że nie oczekiwałabym wybaczenia i przyjęcia. Ale wieczne uganianie się za tą jedną prawdziwą i największą miłością - kochane, toż to głupota i w ogóle bez sensu. Tak jak akceptujemy partnera, który jest niedoskonały (bo kto jest?), tak powinniśmy zaakceptować uczucie, które też może doskonałe nie jest, ale czyni nas szczęśliwymi (też pewnie nie absolutnie szczęśliwymi, ale absoluty to znam dwa, w tym jeden to wódka :lol:). I tego niedoskonałego uczucia do niedoskonałego partnera trzeba bronić, chronić, chuchać na nie, a nie rozglądać się na boki. Wtedy nie będzie nudne, zwykłe, codzienne. To na nas też leży odpowiedzialność za dobry związek, to nie jest tak, że to ta druga strona winna i w ogóle źle się trafiło. Przy odrobinie samozaparcia z co dziesiątym gościem spotkanym w metrze albo innym tramwaju każda z nas byłaby w stanie wieść całkiem szczęśliwe życie, jeden na sto pewnie byłby bardzo ... hmmm ... elektryzujący, ale co z tego? Miłość (odróżniam zdecydowanie od ohydnego :lol: stanu potocznie zwanego zakochaniem) to uczucie zwrócone ku drugiemu człowiekowi, jak ktoś ładnie powiedział "chęć zestarzenia się razem", w odróżnieniu od zakochania, które jest uczuciem że tak powiem "ksobie, podobnym do upojenia alkoholowemu "dżizas, ale mi się przyjemnie we łbie kiwa". I jak ten drugi człowiek nagle nie jest ważny, bo coś nam się zwidziało, to gdzie tu miłość, pytam: gdzie miłość i domek na Karaibach, jak już będziemy starzy i bogaci?mam przyjaciółkę, śliczną, inteligentną dziewczynę, odkąd jest pełnoletnia (a to już trochę czasu :lol:) co rusz to jakiś klęka z kwiatem i pierścionek przynosi. A ona śmiertelnie boi się związać z kimkolwiek, choć z 10% tych absztyfikantów to na prawdę porządne facety, bo co będzie jak tu się pożeni, a za rogiem spotka tego właściwego? Strach nawet pomyśleć. Więc dziewczyna płacze, że inne to już dzieci, mąż i w ogóle, a ona taka biedna i nieszczęśliwa :cry: :cry: :cry:co prawda mam również przyjaciela, który twierdzi, że wszystkich fajnych dziewczyn i tak nie zaliczy, ale próbować warto :lol:
      • Gość: sawlb Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 12.11.02, 20:01
        .:lol:.:lol:.:lol:.:lol:.Oj Al, Al, jak dobrze ze znowu jestes.:lol:.:lol:.:lol:.:lol:.:lol:Chyle czola madrosci i humorowi nad humory.:jap:.:lol:Ty to masz gadane!!!!.:lol:
      • Gość: Adzia Re: za i przeciw - zdrada do Aluc IP: *.* 13.11.02, 07:40
        Ja optuję za założeniem fan-clubu Aluc ;-), to po pierwsze. Tylko nie za bardzo wiem, na czym mogłaby polegać jego działalność. Może na podrzucaniu wyżej wymienionej fajowych temacików na pożarcie? :lol:I naprawdę mogę do powyższego dodać tylko to, że cieszę się, iż stan zwany potocznie zakochaniem ;-) mam już za sobą, bo dopiero teraz mogę docenić prawdziwą miłość. Taką, która objawia się nie tylko motylkami w żołądku ;-) ale także wieczornym masowaniem zbolałego krzyża, na przykład. Kurczę, jak mi to pasuje :-) Ta miłość jest coraz dojrzalsza, coś już przeżyła, wiele jeszcze przed nią - ewoluuje, a jednocześnie, kiedy trzeba - jest silnym fundamentem.I co do tych jabłek - powiedziałabym, że mój mąż to chyba druga połowa, ale raczej gruszki ;-) czy innego ogórka - i to jest dopiero wzajemne uzupełnianie :-) PS. Mój ojciec twierdzi, że mężczyzna najbardziej odczuwa miłość kobiety, kiedy ta rodzi mu dzieci. I co Wy na to?Pozdrawiam Agnieszka, miłośniczka szarości dnia i bezsenności nocy :-)
        • Gość: Adzia Re: za i przeciw - zdrada do Aluc IP: *.* 13.11.02, 07:41
          Aha, serialu nie oglądam, ja ostatnio tylko Idola ;-)Warto?
        • Gość: AnetaDr Re: za i przeciw - zdrada do Adzi IP: *.* 13.11.02, 08:36
          Adzia, mnie też przyjmijcie do tego fan-klubu. PozdrawiamAneta, nieodmiennie pod wpływem mądrości i talentu Aluc
          • Gość: wiesia Re: za i przeciw - zdrada do Adzi w sprawie fan-clubu IP: *.* 13.11.02, 22:28
            Ja serialu nie oglądam , więc w temacie się nie wypowiem. Z prawdziwym zapałem przyłączam się jednak do fan-klubu Aluc. Jeśli chodzi o mój stosunek do Aluc to na widok jej postów zaczynam odczuwać przypływ radości, drżenie rąk, wibracje w dołku itp. czyli reakcje jak w ohydnym stanie zakochania :ouch: :ouch:Adziu, droga założycielko fan-klubu -czekam na dyspozycje. :jap:A poza tym , że wczoraj śniła mi się Lilly i ATA to wszystko ze mną w porządku :-)
            • Gość: Lilly Re: za i przeciw - do Wiesi i Aty trochę prywaty :) IP: *.* 14.11.02, 08:15
              Hahahha, a wiesz, że ja O Tobie też ostanio myślałam i chyba wykręcę numer do Ciebia co by usłyszeć Twój słodki głosik? I Ata też mi po głowie się kołacze, więc chyba jej jakiego maila puszczę, żeby się ujawniła, bo jakże to tak zniknąć?
              • Gość: ATAX Re: do Wiesi i Lilly od Aty też trochę prywaty :) IP: *.* 14.11.02, 08:59
                Ja w sprawie prywaty do Wiesi i Lilly. Czuję się mile połechtana i dowartościowana, że ktoś o mnie myśli i śni, zwłaszcza, że te "ktosie" to takie ktosie o których też ciepło myślę (w co chyba nie wątpicie ?). A ja tu póki co jestem tylko z braku odwagi pozostaję w ukryciu i się nie odzywam :grin: No ale jak mi kto "pokadzi" to zaraz odwaga mi wraca :crazy: co tu własnie widaćNo i poza tym nie mogę się za często wypowiadać, bo zostałabym posądzona o plagiaty wypowiedzi Wiesi i Lilly.I mam cichą nadzieje, że kiedyś mi się też przyśnicie, to w końcu będę wiedzieć jak wyglądacie ;):hello:ATA
                • Gość: Beata32 Re: do Wiesi i Lilly od Aty też trochę prywaty :) IP: *.* 14.11.02, 10:59
                  ATA!!! Fajnie, że jesteś. Już myślałam, że odeszłaś na zawsze ;) i też chciałam odejść ;)pozdrawiamBeata
            • Gość: Adzia Re: za i przeciw - zdrada do Adzi w sprawie fan-clubu IP: *.* 14.11.02, 08:31
              Że ja to niby założycielka? Że niby co? ;-)No dobra - to Wy róbcie robotę, a ja ją mogę łaskawie firmować swoim nazwiskiem. Albo może sobie odpuścimy, żeby tego naszego motylka nie wystraszyć, co? ;-) PS. A dzisiaj następna kolejka Idola :-)
              • Gość: sawlb Re: za i przeciw - HEJ........ IP: *.* 14.11.02, 14:17
                Heeeeeeeeeeeeeej! Hola!Hola!Czy to sie przypadkiem `Towarzystwo wzajemnej adoracji` nie nazywa.:grin:?A moze `stowarzyszenie umarlych poetow`.:sarcastic:A ja tez sie moge pochwalic. Widzialam Sani w sennych marzeniach.:lol:.:crazy:.:grin:
              • Gość: sawlb Re: za i przeciw - HEJ........ IP: *.* 14.11.02, 14:19
                Heeeeeeeeeeeeeej! Hola!Hola!Czy to sie przypadkiem `Towarzystwo wzajemnej adoracji` nie nazywa.:grin:?A moze `stowarzyszenie umarlych poetow`.:sarcastic:A ja tez sie moge pochwalic. Widzialam Sani w sennych marzeniach.:lol:.:crazy:.:grin:
                • Gość: ATAX Re: za i przeciw - HEJ........ IP: *.* 14.11.02, 16:01
                  Bogusiu, to ja sie tez przyznam - śniłaś mi się razem z Twoimi dziewczynkami i rodzynkiem. Matt chyba też tam był. :crazy: Do kółka wzajemnej adoracji nalezysz jak najbardziej, ale ten fakt wydał mi się tak oczywisty, ze nawet nie wspomniałam :lol:ATA
    • Gość: agatalesnik Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 13.11.02, 09:40
      hej! osobiście jestem przykładem, kiedy małżonek po dobrych kilku latach, znalazł swoją wielką, prawdziwą, jedyną miłość. czekał na nią całe życie. a ja? :what: ona z mężem, 2 dzieci, my dwa maluchy, ale to nic, on chce być szczęśliwy, my.... będzie przyjeżdzał do dzieci. wyprowadził się, ona...? zrezygnowała, została z mężem. odwiedza go, na pocieszenie, maż to toleruje, bo ona dla niego najważniejsza, ja - zagubiona, z córką 5 letnią i 1/2 rocznym synkiem. czasem zadaje sobie pytanie kogo to OGROMNE w jego przekonaniu uczucie uszczęśliwiło? komu było dobrze. teraz jestem z kimś i kiedy mówi, ze jestem jedyną to mam dziwne ciarki na plecach, a kiedy będzie ktoś następny. moze dlatego jest na świecie tak ciekawie, bi nigdy nie wiadomo co za rogiem? ale jako matka moich dzieciaczków chciałabym czasem mieć pewność, że mogę na kogoś liczyć, że damy sobie radę, nawet gdy trzeba zawalczyć, a szaleństwo zostawić na zabawy i przyjemności. :hello: dlatego sama nie wiem, ale we wszystkim wskazany jest umiar.myślę, ze i tą wielką miłość która nas znajduje trzeba umieć wyważyć, choc ponoć serce nie sługa!
    • Gość: moniśka Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 13.11.02, 10:31
      Kiedyś, lat temu kilka, byłam wtedy jeszcze na studiach, spotkałam Kogoś. Dokładnie, to on znalazł mnie. A ja byłam z kimś związana, miałam na palcu pierścionek zaręczynowy, jednak uczyliśmy się w dwóch różnych miastach. Mimo to chciałam, bardzo chciałam tego związku (trwał 7 lat). Jednak ten nowy Ktoś był bardzo, bardzo wytrwały i zdecydowany. Walczył o moje uczucie przez prawie rok. Ja broniłam się rękami i nogami, mimo iż naprawdę bardzo go lubiłam, a potem to i więcej niż lubiłam. Ale przecież miałam być wierna narzeczonemu, tak sobie postanowiłam, tak być powinno. Rozsądek mówił jedno, serce podpowiadało zupełnie coś innego. Byłam naprawdę nieszczęśliwa, miałam obok siebie dwóch facetów, którzy mnie kochali, a ja nie potrafiłam podjąć decyzji. Noce przepłakane w poduszkę nic mi nie pomogły. Tak naprawdę to zakochałam się w tym Kimś nowym, i to nie było tylko zauroczenie; przez rok zdążyłam Go dobrze poznać, zrozumieć, polubić i pokochać. Mogliśmy godzinami rozmawiać, dobrze się uzupełnialiśmy, choć nigdy nie stanowiliśmy pary. Nigdy nie wyszliśmy poza "regulaminowe" normy narzeczonej. Nadeszły wakacje, miałam zamiar "dać szansę" mojemu narzeczonemu (bo przecież rozłąka, może to wszystko psuło). Pożegnałam się z Kimś, co prawda z cichą nadzieją,że spotkamy się w październiku. A w czasie wakacji mój luby mi oznajmił, że się rozstajemy. I po cholerę były mi te wszystkie rozterki, nieprzespane noce??? Do dziś żałuję, że nie dałam nam szansy. Bardzo żałuję. I to nie dlatego, że akurat to narzeczony podjął decyzję, ale dlatego, że teraz widzę, że rozstanie było nieuchronne. Byłam ślepa, nie widziałm symptomów, brałam całą winę na siebie. Myślałam, że to ja... przestałam kochać. No, ale przecież chciałam być w porządku. I być może minęłam się z TYM prawdziwym.Dzisiaj mam męża, dziecko, w zasadzie jestem szczęśliwa. Kocham mojego męża. Ale nadal myślę, że z tym Kimś lepiej się rozumiałam, było to coś, co tak trudno uchwycić. Piszę to po to, by poskładać myśli, i wyciągnąć wniosek. Jeśli się naprawdę kogoś kocha, to niepotrzebne są żadne skoki w bok, a jeśli są, to znaczy, że w związku czegoś brakuje. Czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale tak jest. I na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że tak samo można żałować, że się zdradziło, jak i tego, że nie posłuchało się porywu serca. Mam dla siebie szacunek, że do końca byłam w porządku (Ale czy wierna? Czy zdrada to tylko miłość fizyczna?), ale też i żal, że nie spróbowałam...
      • Gość: Buba Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 13.11.02, 15:32
        Napisałaś chyba o mnie, tylko zakończenie zupełnie inne. ... ten Ktoś studiował razem ze mną. Miał dziewczynę. Ja też miałam kogoś stałego. I zaczęło się z tym Kimś, na początku pomalutku po przyjacielsku, potem coś więcej i więcej. Gdy byłam z nim - cały świat przestawał się liczyć. Ale ciągle byłam w stałym związku, akceptowanym i wychwalanym przez rodziców, babcie, ciocie,... I bałam się zerwać i stracić te swoje 100% pewności, bo mój chłopak to było takie 100% - nie oglądał się za innymi, nie szalał, spokojny, opanowany, taki wymarzony typ męża. A ten Ktoś - trochę inny - sympatyczny, uśmiechnięty i ja się bałam, żeby nie przyszła taka chwila, że te uśmiechy nie będą już dla mnie. Tylko z tym Kimś umiałam rozmawiać godzinami, wałęsać się po parku. On zerwał ze swoją dziewczyną - ja ciągle miałam problem kogo wybrać. I przyszły wakacje. On wyjechał do domu (nadmienię tylko, że jego eks była z tej samej miejscowości co on) i nie dała za wygraną. Ja wyjechałam do pracy za granicą i wróciłam w październiku. Życie samo napisało scenariusz - musiał się żenić ze swoją byłą dziewczyną, a ja po jakimś czasie zaręczyłam się z moim 100%. Też się zastanawiam. Ostatnio bardzo często. Wiem, że ktoś nie był mnie pewien, nie wiedział na czym stoi, ale to i tak go nie usprawiedliwia. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że teraz bardzo brak mi tych rzeczy, które dawał mi Ktoś i jedno co mogę powiedzieć, że często żałuje się nie tego co się zrobiło ale tego czego się nie zrobiło.Jeśli masz ochotę, napisz na priv. Myślę, że mogłybyśmy sobie podyskutować o naszych zbliżonych-niezbliżonych sytuacjach.
    • Gość: BAJBUS Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 15:35
      A kto tu pisze o uganianiu się ? Ja mówie o zjawisku typu "kubeł zimnej wody na głowe" bądź jak kto woli totalnym zaskoczeniu.Człowiek jako istota rozumna i inteligentna (przy załozeniu że większośc z istot ludzkich takimi jest) dąży niezmiennie do doskonałości. Nie ważne jakich sfer jego zycia to dotyczy. Osiąść na laurach i trwać w związku gdzie walczyć trzeba o każdy uśmiech, o każdy pocałunek o każde dobre słowo? Nie wyobrażam sobie być z kimś z rozsądku bądź z czystych form etycznych. Ale ludzie dzielą sie na tych mniej, bardziej i wogóle niewrażliwych, na tych mniej, bardziej i wogóle nieromantycznych i w końcu na tych, dla których stan zakochania się (oj niesłuszne oskarzenia pod jego adresem wysuwcie) jest największym motorem napędowym do działania. Bo jak poznac że to miłość? Bez motylków, dreszczyku, spoconych dłoni w uscisku, bo aż strach wypuścić dłoń z dłoni...., ze nie wróci - niepoprawna romatyczka ze mnie bo ciągle wydaje mi się że taki stan o którym wspominam wyżej trwac powinien w każdym związku wiecznie i niezmiennie. Ale tak nie jest. Tylko co potem?? Czy pozostaje przyzwyczajenie, zobojętnienie, jak rozpoznać ze to jeszcze miłośc gdy ciało do ciała się nie klei. W pięknych bajkach i kreskówkach płonie ogień miłosci po wsze czasy a kochankowie w namiętnym pocałunku trwają dzień i noc kradnąc swoje spojrzenia, wdychając to samo powietrze – bez którego czują ucisk w płucach ;)A w życiu? Gdy problemy pietrzą się i przytłaczają, gdy nagle okazuje się ze w obliczu własnie takiego zagrozenia jesteśmy jak z innej opowieści, mamy inne pukty widzenia i inne poglądy na wiele spraw. Z czego powinniśmy czerpac wtedy siły? Z wzajemnego szacunku dla partenera bo tak wypada, albo że nie ma innego wyjścia jak trwać razem bo dzieci, dom, rodzina, sąsiedzi itp. itd. – nie, wtedy powinny przylecieć motylki i wtedy gdy otwerasz usta aby wysłac grzmoty na niego-nią coś ściska cie za gardło i nie potrafisz.... bo oto masz przed sobą istote dla ciebie az nie ziemską, dla której gotów-wa jetses zrobić i poswięcić wszytsko, i wiesz ze ona gotowa jest zrobić to samo. A jak w związku gasną pewne światła, trzeba się zastanowić jakie inne szczęście mozna z niego czerpać i jakie inne dawać. Ale miłośc , namiętność, pożądanie, - nie ma bez tego związku dwojga ludzi, a jeśli jest to tylko z rozsądku z racji przezytych wspólnie lat, posiadanego majątku, układów. A ja nie chce zeby mi mój chłop masował plecy burcząc coś pod nosem – tylkoc chciał to robic, chciał dotykac mego ciała przy każdej okazji jaka mu się nadaży. Nie śmiejcie się tylko - ale fajnie by było aby każde masowanie kończyło się w łożu rozkoszy ;)Ja tak to widze - tak bajamJ I dla takich jak ja jest serial „Na dobe i na złe” o małych i wielkich sprawa, o miłosciach i namiętnościach o madrych i głupich wyborach. A pozostałym polecam „Z archiwum X”.A kiedy już będe miałą 70 lat i mój siwy chłopina będzie mnie masował po starych zboałych plecach i nic się nie wydarzy (hi, hi, hi) wtedy wazne będzie dla mnie że przez połowe naszego wspólnego zycia byliśmy do końca spełnieni w miłości. Wtedy tak pomyśle tuz przed koncem naszej podrózy. Ale teraz?? Potrzebuje wiedzieć , ze kiedy mnie dotyka czuje jak by zapadał się w otchłan mojej osoby i gdy ja przechodze obok niego nie jestem w stanie uciknąc jego pocałunku, który sama delikatnie składam na jego ramieniu.bajbus
      • Gość: Beata32 Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 16:03
        Marzenko,zakochanie, zauroczenie i ... motylki (chodzi mi o ten stan, który występuje na początku znajomości) nie mogą trwać wiecznie ... sama fizjologia mówi o tym, że to przechodzi i albo przejdzie w dojrzałą miłość albo przeminie.Na takich obrotach jak to miało miejsce na początku mijego zakochania w moim mężu nie dałoby się żyć - nie da się przez całe życie nie jeść, mieć poczucia nierelaności i unoszenia pół metra nad ziemią, gupkowaty uśmiech na widok tej osoby i nieprzesypiać każdej nocy ... to było cudowne, niezapomniane i ... tak powinno być .... na początku i jestem szczęśliwa, że dane mi było tego doświadczyć.A teraz - cały czas bardzo się kochamy i okazujemy sobie tę miłość na inne sposoby - zamiast nie jedząc - gotując sobie lub wybieramy się gdzię coś zjeść wspólnie, czasami zdarza się zarwać noc ale nie tylko na miłość ;) ale i na długie nocne rozmowy, razem wspieramy się w zmaganiach z życiem, masujem się jak plecy bolą i często te masaże kończą się ... ;) więc cały czas mam poczucie, że jestem dla niego pociągająca i pożądana. A przede wszystkim - byłam pewna, że chcę aby to on a nie nikt inny był ojcem mojego dziecka.Tak naprawdę wtedy, kiedy przeżyjemy z tym człowiekiem kilka lat - dopiero wiemy, czy to jest ten, czy sprawdzi się nie tylko w motylkach, ale czy pomasuje plecy, naprawi cieknący kran, czy nie opuści w trudnej życiowej sytuacji, czy można na niego liczyć, mieć w nim opracie. Być może nie jest ideałem i widzę jego pewne braki. Ale ideałów nie ma i inny, który w innych miejscach może by mi bardziej odpowiadał może się okazać zupełnie niesprawdzony w tych obszarach, w których mój obecny się sprawdza.Dlatego ... moim zdaniem zauroczenie, zakochanie i motylki - to nie są uczucia, wg których powinno się podejmować takie życiowe decyzje. Na tym etapie - zwłaszcza kiedy są dzieci - trzeba do miłości podejść trochę rozsądnie.Tak jak Zosia ;) ... myślę, że nie będzie żałowała ;)pozdrawiamBeata rozsądnie zakochana ;)
        • Gość: BAJBUS Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 16:35
          Pewnie że tak Beatko, cięzko normalnie funkcjonowac w zakochaniu ale i pięknie pielęgnowac ten stan jak najdłuzej i miec świadomość jego istnienia. Zakochanie nastolatki od zakochania 30 latki rózni się zapewne znacznie ;)Ale ja potrzebuje czuc motylki, ktoś inny nie. Pewnie ze wszytsko sprowadza się do definicji że nie ma ideałów na świecie, ale mozna przecież wypracowac wspólnie taki prawie idealny związek, oparty na miłości a przede wszytskim -motylkach, a jak jest miłośc to jest i miejsce na szacunek, zrozuminie, wybaczenie, trudne sprawy. bajbus
        • Gość: BAJBUS Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 16:38
          Pewnie że tak Beatko, cięzko normalnie funkcjonowac w zakochaniu ale i pięknie pielęgnowac ten stan jak najdłuzej i miec świadomość jego istnienia. Zakochanie nastolatki od zakochania 30 latki rózni się zapewne znacznie ;)Ale ja potrzebuje czuc motylki, ktoś inny nie. Pewnie ze wszytsko sprowadza się do definicji że nie ma ideałów na świecie, ale mozna przecież wypracowac wspólnie taki prawie idealny związek, oparty na miłości a przede wszytskim -motylkach, a jak jest miłośc to jest i miejsce na szacunek, zrozuminie, wybaczenie, trudne sprawy. bajbus
          • Gość: Buba Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 16:57
            Pięknie piszesz, ale czy tak jest w rzeczywistości? A jeśli w związku czegoś brak - choćby motylków czy pożądania - to czy mimo wszystko warto go rozwalać i unieszczęśliwiać dzieci? Bo kiedy one są na świecie, to chyba my nie jesteśmy już takie ważne...Ale może się mylę. Chcę tylko powiedzieć, że w moim związku jest mi czegoś brak, ale ze względu na moja małą dzidzię nie będę umiała podjąć ryzyka, żeby to wszystko zburzyć i tak sobie myślę, że w wieku 30-tu lat jednak zawsze górę bierze rozsądek. Niestety. Tak jak u Zosi.
            • Gość: Beata32 Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 17:10
              Myślę, że jest ważne co czujemy, ale ... uważam, że bardziej warto się skupić na tym co mamy, a nie na tym czego nam brak. U mnie taki rachunek zawsze wychodzi na korzyść mojego związku.Kiedy jesteśmy już mamami nie da się zacząć wszystkiego od początku ... zawsze przeszłość będzie się za nami ciągnęła. Pamiętacie niedawny wątek o dzieciach z poprzedniego związku - ile siły, mądrości i wytrwałości potrzebowały dziewczyny, żeby poukładać sobie życie w nowym układzie, ile dodatkowych relacji zaakceptować. Tu trzeba się rozsądnie zastanowić się czy ten facet, który wyzwala we mnie te motylki będzie tak samo kochający dla mojego dziecka. To wszystko trzeba wziąć pod uwagę przy układaniu sobie życia od nowa - nie każdy byłby w stanie temu sprostać - motylki nie są tu wystarczające, aby wszystko rozwalać w imię wielkiej i ryzykownej niewiadomej.pozdrawiamBeata - rozsądnie zakochana
      • Gość: Magda_D Re: miłość, rozsądek i motylki IP: *.* 13.11.02, 17:12
        Cóż Bajbusie, powiada się, że mit romantycznej miłości (tej co wiecznie odczuwa wichry namiętności) jest największym wrogiem trwałości związków. Swego czasu BARDZO dobry artykuł napisała na ten temat bodajże pani Dodziuk w Wysokich Obcasach. I ja myślę, że takie artykuły powinno się omawiać na zajęciach wychowawczych w szkołach, żeby ludzie potem wiedzieli, że głupie seriale i Harlequiny to nie życie. Widzisz, ja pochodzę z rozbitej rodziny, moi rodzice nie poradzili sobie ze zderzeniem ww. mitu i rzeczywistości. I nie życzę tego nikomu.A romantyczny (bardzo) okres mojego związku mam szczęśliwie za sobą - przeżywałam go bardzo ciężko, na tyle, że moja Mama myślała, że zwariowałam. A w tym szaleństwie miałam na tyle rozumu/szczęścia, żeby wybrać faceta, którego nadal pożądam, podziwiam i szanuję (ponoć to trzy składniki prawdziwej miłości).MagdaMagda
    • Gość: Mela Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 13.11.02, 18:27
      Bajbusie.Ja zdradzam. Przez 17 lat wspólnego mieszkania z moim mężem. Przez ostatni miesiąc podróży z mezczyznami. Bo akurat podróżowałam poś wiecie. 150 panów i 10 pań. 30 panów i dwie. Zawsze znajdzie się jakiś chetny do motylków Zdradzam wirtualnie. Na więcej nie pozwala mi moja wewnetrzna elegancja. Zastanawiająć się :Co gdyby? Obserwując w restaracji (jak je tak się kocha ;) = pewnik)I dochodze do tego samego wniosku co Magda. Warto inwestować w swoje konto niż za kazdym razem zmieniać bank przy opóźnieniu przelewu ;). W naszym związku zawsze kible i naczynia myły się same.Mimo to po 13 latach wspólego życia rozstaliśmy się na rok. Z duchoty i braku wolności. Po roku oboje wiemy że chcemy być ze sobą bo ... chcemy. I nie ma żadnego innego powodu. Tak samo dobrze radzimy sobie samotnie z dziećmi (on lepiej), tak samo umiemy zarobić pieniądze na rodzine (ja lepiej). Tak samo się sobie podobamy jak kiedy uciekłam z domu 16 lat temu, zeby z nim zamieszkać.Wystarczy mieć wybór. I zadzwonić że się czeka na niego w pewnym mieście i hotelu. Lub umówić do kina. I przyjść w płaszczu. Tylko ;)MelaP.S. inne pomysły na priva.
      • Gość: BAJBUS Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 13.11.02, 21:44
        Mimo trzydziestki na karku i czegos tam wstecz - uparłam się na te motylki jak osioł, a kto wie czy czegoś tam nie straciłam po drodze przez głupią wiare w ich wieczne istnienie w związku między kobieta a mężczyzną.Ale wnioski pozostawie dla siebie.Ja tak naprawde nie wiem jak to jest zestarzeć się razem - ale jedno wiem napewno - dla mnie kochać to czuć motylki, stac obok siebie w deszczu i słońcu, iśc razem gdzie oczy poniosą i w końcu zestarzeć się razem.Na ile możliwe jest uśpienie mojego pożądania przeżywania ciągłego stanu upojenia miłosnego? Nie wiem - ale chcę głęboko wierzyć, ze jest to możliwe - obym się nie myliła dla dobra mojego związku ;)bajbus
        • Gość: Adzia Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 14.11.02, 08:47
          Bajbus, ale przecież można mieć motylki i nie mieć motylków ;-) Codzienność, praca, dziecko, sprzątanie, gotowanie, gazeta i nagle - iskierka, od której zapala się las :-) Nie jest to na szczęście stan permanentny, tym bardziej się go ceni :-) I naprawdę, jakoś fajniej się go odczuwa mając przy sobie mężczyznę, który widział mnie przy porodzie i któremu próbuję wyprać zapaprane wapnem ciuchy ;-) niż tego, którego jeszcze pamiętam, o którym niewiele wiedziałam oprócz tego, że strasznie mnie pociąga...
    • Gość: Lilly Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 14.11.02, 08:29
      A ja trochę z innej beczki....Wiecie czego ja się przeraźlwie boję? Tego, że kiedyś kogoś spotkam, kogoś kto tak mi skutecznie zawróci w głowie, że wywali cały mój poukładany świat. I nie mówcie, że to niemożliwe, bo jeśli kocham naprawdę to nic się nie stanie... Ja kocham naprawdę, kocham odpowiedzialnie, ale.... No właśnie, może można kochać jeszcze bardziej? jeszcze bardziej odpwiedzialnie? Nie wiem... Pamiętacie film "Co się zdarzyło w Madison County? z Meryl Streep i Clintem Eastwoodem? Pamiętacie te rozterki? Tego się właśnie boję. Bo nie wiem jak ja zareaguję, nie wiem jak silne będzie to uczucie, które by mnie dopadło. Po prostu nie wiem...Dlatego chciałabym, żeby ta miłość którą teraz doświadczam i którą daję była moją miłością ostatnią. I wiem, że mam na to duży wpływ, by tak faktycznie się stało. Ale ten wpływ nigdy nie jest całkowity. Bo nic w życiu dorosłych nie jest idealnie czarne, albo idealnie białe.
      • Gość: altro1 Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 15.11.02, 23:07
        Witam!A ja muszę się przyznać, że jestem z moim mężczyzną bo budzi we mnie takie uczucia jakich nigdy żaden mężczyzna nigdy nie budził. I nie zależy to od tego co robi, czy jest miły i przynosi kwiaty itp. Znaczenie ma po prostu to, że to ON robi. Nawet kłócić się z nim lubię. I mam motylki w brzuchu! Mie liczy się w gruncie rzeczy to czy ma podobne zainteresowania czy całkowicie odmienne, że jest małomówny (chłop gadać nie musi). To nieco ślepe uczucie jakim go darzę to podstawa na której zbudowałam związek i taka kolejność mi odpowiada, najpierw miłość, a potem reszta, bez zbyt wielu kalkulacji. Bez lubego jest mi źle, lubię na niego patrzeć jak śpi i uwielbiam jak zajmuje się synkiem, jak go usypia, karmi, kąpie. To chyba i zakochanie i miłość w jednym?! I moje uczucia do niego trwają już 12 lat. Myślę, że można znaleźć druga połówkę i warto szukać. Zreszta ja nie umiałabym być z facetem i darzyć go uczuciem może i wartościowym, pożytecznym, ale letnim. aga
    • Gość: KatarzynaK Re: za i przeciw - zdrada IP: *.* 14.11.02, 15:18
      Miałam wtedy 20 lat, od 3 m-cy byłam mężatką. Wyszłam za kolegę z klasy, przed ślubem byliśmy razem niecałe dwa lata, ale byłam pewna, że to właśnie ten, z którym spędzę całe życie, że to z nim chcę mieć dzieci, z nim się zestarzeć... aż poznałam Tego Drugiego. Wystarczyło, że spojrzał na mnie, uśmiechnął się i kompletnie oszalałam na Jego punkcie. Nie mogłam spać, jeść, cały czas myślałam, co powinnam teraz zrobić, jak z tego wybrnąć: czy skrzywdzić męża, który tak bardzo mnie kochał i odejść, czy zostać, jakoś (tylko jak???) wyleczyć się z tego uczucia i do końca życia żałować, że nie dałam sobie szansy? Przez kilka miesięcy bardzo cierpiałam, oszukując męża, starając się spędzić z Tym Drugim chociaż kilka chwil, aż w końcu postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę – odeszłam od męża, udało się unieważnić ślub kościelny (cywilnego nie braliśmy). Odetchnęłam, ale zapłaciłam za tę decyzję, odwrócili się ode mnie wszyscy znajomi – i moi, i jego, nikt nie chciał nawet spróbować mnie zrozumieć. Zostałam sama, ale przecież był On i tylko to się liczyło. Jesteśmy razem już 7 lat, mamy cudownego synka, a ja nigdy nie żałowałam swojej decyzji (na pewno było mi łatwiej ją podjąć, bo wtedy nie miałam dzieci), chociaż różnie się między nami układa i nie jest już tak bajkowo, jak na początku. I tylko ślubu już nie chcę, bo wiem, że „nigdy” i „zawsze” to tylko słowa...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka