dziewczyny wiem, że napewno posypia sie gromy, ale ponad rok temu zostawił mnie małżonek. jakoś się pozbierałam, też dzięki wam.

potem zamieszkałam z kimś kogo znałam przez lata, kto zawsze mnie wspomagał, był przy mnie deklarował ogromne uczucia, przyjaźń, bardzo mu na mnie zależało (?) wyprowadził się od złej żony, zostawił córkę, mieszkalismy 5 miesięcy, po czym wczoraj stwierdził, ze on tak nie może

córka rozpacza, żona chyba nie taka zła, ja mam dzieci z którymi nie zawsze jest kolorowo i poprostu odszedł w poczuciu słuszności, dobrego samopoczucia. ja zostałam sama, nie wiem co myśleć. chyba jestem naiwna, łatwowierna

choć przed wprowadzeniem stoczyliśmy milion rozmów o odpowiedzialnosci, dzieciach, uczuciach, a tu cos takiego! i wiecie co, okazało sie, ze najlepszym przyjacielem jest mój byly mąż, który mnie wspierał, pomagał, teraz usiłuje mnie podnieśc na duchu. sama nie wiem co robić??

jestem przygnębiona, czuje się nikim, osobą niewartościową, jakbym była niepełnowartościowa! mam do siebie pretensje ,że dałam się nabrać, choć moje uczucia byly szczere i w pełni swiadome, to ja nie chciałam jego wprowadzki, prosiłam o przemyślenie wszystkiego, ale on też przekonywał, że będzie tylko dla mnie, bo ze mną jest szcześliwy, jest mu dobrze, a teraz musi odejść bo córka rozpacza,. dla niej wraca, nie ważna żona, co bedie z jego marzeniami, uczuciami, nadal zawsze będę w nim!!

a co ze mną???? wiem, ze to historia jakich wiele, ale liczę na waszą pomoc i wsparcie, choć napewno też mi się dostanie za łątwowierność, ale liczę na was!!