agnesa-72
12.12.06, 11:45
naprawdę nie wiem co się dzieje z moim facetem.Przez cztery lata taki
stateczny,niechętny do pójścia na imprezy,jezeli już to tylko ze mną.Teraz
wiem,ze spotkał nas b.długi okres abstynencji rozrywkowej,bo mi znowu z
brzuszkiem nie wszędzie wypada wyskoczyć.Huczne imprezki poprostu mi nie są w
głowie.Za to tatuś się bawi co weekend,albo zaprosi gości do nas i wtedy to
ja mam urwanie głowy,bo przygotowanie i sprzątanie zostawia mi,lub teraz w
sobotę ma imprezkę w pracy (po raz pierwszy w życiu) na którą osoby
towarzyszące nie zostały zaproszone.Jest mi cholernie przykro i z wściekłości
wygarnełam,ze niech się nie przejmuje i idzie,ale gdy ja urodzę ,aby nie miał
żalu jeżeli sobie w jakiś weekend wyskoczę pobawić,a on w tym czasie zostanie
z dzieckiem.Oooo to już się spotkało z istnym protestem.Zaczynam się
zastanawiać czy dobrze robię reagując tak ostro,ale z drugiej strony myślę
nad tym,że jeżeli zacznę rodzić to nawet niebędzie miał mnie kto zawieżć do
szpitala (a napewno z tego żalu jaki już w sobie wzbudziłam mogę i wywołać
bóle porodowe).Może jestem totalną egoistką,bo chłop się stara,haruje,aby mi
i dziecku niczego nie brakowało (chociaż z drugiej strony ja też jeszcze
pracuję).Naprawdę nie wiem,ale wiem,że hormony już nieżle namieszały mi w
głowie.Poradżcie coś,albo zbesztajcie jeżeli wydziwiam.