Gość: guest
IP: *.*
12.02.03, 16:42
w środku nocy:jadę autobusem...spieszę się...gdzieś tu powinnam wysiąść..zaglądam w okno- ...to nie moje miasto???? gdzie ja jestem? wysiadam...zgubiłam się...biegnę...nie...lecę! unoszę się metr nad ziemia i zaraz spadam znowu. Chcę sie oderwać - nie mogę...słysze płacz. Kto płacze- nie widzę? Płacz coraz głośniejszy... Otwieram oczy...no tak to tylko był sen..Mała płacze - znów tylko ja ją słyszę . Kaszle. Biedactwo.Próbuje ją uspokoić - po raz trzeci tej nocy. Nic z tego. Biore ją do łóżka.Ciasno, cholernie ciasno. Proszę męża: posuń sie troszkę. Czego ty ode mnie chcesz, kobieto? - słyszę w odpowiedzi. Ale to nic Mała cichutka - to dobrze.Zasypia. Ja nie - leżę na skraju łózka wygieta boleśnie. Nie ruszam sie bo nie chcę jej obudzić. Jeszcze chwila i przeniosę ją do łóżeczka i może zasnę...Byle nie śnić znów o lataniu, to prześladuje mnie od tylu lat...świtKrzyk. Mała chce cyca. Wstaję kładziemy się przytulone - ja w zwisie na brzegu łózka - ona najszczęsliwsza na świecie mlaszcze słodko. Kochana. To nic, że piata rano - mam jeszcze pół godziny snu. Kto powiedział, że do wyspania potrzeba 6 godzin???5.45"Wstawaj dziewczyno, bo spóźnisz sie do pracy!"- dobra teściowa. Ten, kto powiedział, że do wyspania potrzeba 6 godzin - miał rację. Mąż pochrapuje głosno, dzieciaczki wtóruja mu cicho. Mała zasypia na dobre - wstanie dopiero koło 8.00 Półprzytomna myję się , ubieram i skupiam na tym, by załozyć wszystkie częsci garderoby. Szybko - bo sie spóźnię! Mycie, makijaż - w biegu. Jeszce kanapki do pracy i dzieciom do szkoły. Pędzę do kuchni. Gdzie chleb???? Boże, zapomniałam kupić! Błagalnym wzrokiem patrzę na teściową - pożyczysz, tylko dla dzieci, ja sobie coś kupię...? Patrzy na mnie lekceważąco - ona zawsze ma chleb, ale pożycza. Co ze mnie za gospodyni???7.00-15.00Docieram do pracy. Jestem na czas - zmachana i potwornie śpiąca. Byle do 15.00. Byle bez stresów. Róznie to jest ale nie nudze sie nigdy. Faktury: szybko -transport czeka.Klienci - o! ten miły : Pani kochana - szybko bo nie mam czasu! Księgowa: raport dla mnie na już- szybko ! Szybko piszę i liczę, jem, piję,... szybko oddycham. Czy szybko sie także umiera??? Szef wpada - wściekły... byle nie wpaść mu pod rękę...Udało się - 15.00Po południuGnam do domu. Wpadam na przystanek i widzę tył swojego autobusu. Co za sierota ze mnie! Czekam i marznę. Marznę i wściekam się: znów będę tłumaczyć się przed Teściami z mojego późniejszego powrotu. Po drodze robię zakupy. Cholernie cięzkie zakupy. Czy te jabłka muszą tyle wazyć??? "Nie chcesz być na minusie - kupuj w PLUSIE" czerwony napis w sklepie głupio zachęca. Na minusie, ach ja wciąz jestem na minusie...Mąz pyta: Na co ty wydajesz tyle pieniędzy??? Dlaczego jesteś taka niegospodarna??? Czy on nie wie , ile kosztuja kaszki Małej? Albo pampersy...Nie wie, bo słyszę: Rób tak, by starczyło ci do pierwszego! Chyba nauczę się czarować...Docieram do domu. Bardzo chcę ukochać moje dzieci. Juz od windy słysze ich krzyki. Rany - znów się kłócą. Wchodzę i słyszę stertę wzajemnych pretensji. Mała płacze i chce na ręce. Ja chcę na Karaiby pod palmy!!!!!!Zamykam dzieci w pokoju. może sie nie pozabijają. Biorę mała na ręce i tak robię z nią obiad. Tesciowie ogladaja telewizję. Tak zastygnięci dotrwają do wieczora, jak co dzień. Ja kuchcę szybciutko, bo dzieci zaraz jadą na trening. Boże, prosze niech te ziemniaki gotują sie szybciej!!! Mała dzielnie mi pomaga zwisając na moim biodrze... Wspólny posiłek, jedyny w ciągu dnia jemy w biegu. Dzieci i mąż, bo zaraz wychodza, ja bo Mała sciąga wszystko ze stołu a na kolana nie chce - chce noża lub ewentualnie widelec. Malutka, może plastikowy? Nic z tego - plastikowy sie nie liczy. Telewizor brzęczy beznadziejnie, starszy syn beznadziejnie marudzi, że obiad mu nie smakuje. Zjadałby tylko frytki...Mąż też wolałby obiadek mamusi - zrobiła taką cudną fasolkę po bretońsku...Odstawia talerz i idzie do Teściowej po obiad. Nie moge opanować uczucia porażki. Co ze mnie za kucharka???? Wstaje od stołu z uczuciem kamienia w żołądku. Telewizor brzęczy beznadziejnie. Wspólny posiłek zaliczony.Pod wieczórMamo, mogę pograć na komputerze? Nie synku, najpierw zrób lekcje.Cholerna szkoła - słyszę w odpowiedzi - ile ta baba zadała!!! - musisz mi pomóc! Muszę jeszcze wiele innych rzeczy, ale siadam z nim do lekcji. Mała ryczy - przeciez to ona czekała na nasze zabawy cały dzień. Mąż w pracy jak co dzień, Tesciowie przed telewizorem w drugim pokoju - głusi chyba , bo Maleńka daje niezły koncert. Prosze młodszego syna o zabawienie malutkiej - kochany synek- posłuchał. Tłumaczę starszemu zawiłosci polskiej gramatyki . Chyba jestem ciemna, bo nic z tego nie rozumiem. Pomagamy sobie ksiazkami i jakoś dobijamy do końca.Jednym okiem obserwuję zabawy dwójki pozostałych dzieci. Nie zawiazuj jej paska na szyi!!!!!!Ufff zdażyłam. Jeszcze dyktando i lekcje ze starszym synem mam z głowy. Teraz zmiana warty: młodszy do lekcji - uuuu z nim gorzej...mała nie chce bawić sie z starszym bratem - chce chodzic z pilotem. Mój bład nie zdazyłam do schwać, jeszcze chwila i pilot TV ląduje na parkiecie wyrzucony z siłą odrzutowca. Wchodzi Teść - odzyskał słuch???.Telewizor ich. Co wy wyprawiacie - krzyczy - nie mogłas jej dopilnować???. Mogłam. Nie dopilnowałam. Co ze mnie za synowa??? Pokornie zapewniam, ze odkupimy pilota. WieczoremRobię wszystko, by nie zauważyć sterty ubrań do prasowania. Czy one sie rozmnazają w tym kącie??? Moje założenie psuje starsza pociecha; Mamo nie mam na jutro koszulki do ubrania!!! Synku, może założysz tą, co dzisiaj? (jestem wredna). Bawię sie z Maleńką. Błogosławione chwile. Cudna ta moja mała. Mogłabym tak bez końca.... Młodszy syn wpada z płaczem. Brat go kopnął w brzuch. Nie moze sie rozprostowac, zwija sie z bólu... Moje słonko, życie bywa bolesne. Wołam sprawcę. Co mu zrobiłes? On zaczął!!! On...? To on zaczął! Błedne koło... znów sie kłócą, za chwilę szarpią. Mała ryczy. Ja chce być głucha...ale nie jestem i słyszę: Ty śmierdzielu, wstrętny grubasie! Starszy syn bywa bezwzględny. Teraz płacze i młodszy syn i Mała. Ma parę kilo nadwagi i jest na tym punkcie uczulony. Ja też , nie wytrzymuję i wrzeszczę na najstarszą pociechę! Nie przebieram w słowach Obrazony i wściekły odchodzi do drugiego pokoju przed telewizor. Wstydze sie tego, co powiedziałam. Roztrzęsiona i wściekła , ze dałam sie ponieśc emocjom płaczę w łazience. Znów. Co ze mnie za matka????Kładę dzieci spać. Na zrobienie kolacji nie starcza mi siły. Daje im po jabłku i fałszywie zapewniam, ze tak zdrowiej. Mój pierworodny ze mna nie gada. Przejdzie mu do jutra - a we mnie pozostanie niesmak. Jak zawsze obiecuje sobie, ze jutro bedzie lepiej. Głupia....Siedzę z Małą i czekam, az uśnie. Prosze dzieci o spokój - chce, zeby szybciutko zasnęła - czeka mnie jeszcze tyle pracy. Wreszcie usypiaja. Cała moja kochana trójeczka.NocNabrabiam niewykonane obowiazki domowe. Obiadek dla Małej, zmywanie (nie, nie ,do prasowania nie siadę - może jutro?), pranie. Jak w amoku.Szara codzienność. Jeszcze kąpiel - chwilka przyjemności. I do łóżeczka. Słyszę, jak wraca z pracy mąż. Wstaję i zamieniamy parę zdań : co w pracy, jak dzieci, co jutro? Rozmowa? Ble, ble ble. A ja tak chciałabym mu opowiedziec, co czuję. Nie umiem. Co ze mnie za partnerka???Kłade się do łóżka. Zasypiajac modle się, by znów nie przysniło mi sie latanie - mam po tym snie straszną chandrę. Przez sen czujej jak przytula sie mój maż. O rany, coś za bardzo sie przytula - a ja marze tylko o spaniu. Robię niewyraźną minę. Zrozumiał. Odwraca sie obrażony mrucząc: co za baba... i zasypia. Co ze mnie za żona????