Gość: trolka
IP: *.*
02.03.03, 14:11
Ogarnęła mnie wściekłość.Nie smutek i żal, ale wściekłość, gdzie już krok do rzucania meblami.(Ale za co je odkupię, no nie?).Jestem nieźle wykształcona, zarabiam 1000zł. Prawda mam ciekawą i pasjonującą pracę, więc nie wymagajmy za wiele, czyż nie?Ale dlaczego nie mam wymagać?Już dość mam mówienia sobie, że mogło być gorzej, mogłabym w ogóle nie mieć pracy(jeśli się doliczy koszty opieki nad dziećmi i benzyny, to żadna różnica finansowa, tak naprawdę).Mam dość wmawiania sobie, że pracując na uczelni buduję kompetencje na przyszłość(jeszcze w to wierzę).Do zajęć przygotowuję się porządnie, lubię studentów i nie odpuszczam sobie.Ale mam 30 lat i dwoje dzieci. Już widzę, że na samodzielność finansową przyjdzie mi poczekać do 50tki chyba. Jestem nieudolna, nie umiem szukać i sama nie wiem czego chcę?NIE JESTEM NIEUDOLNA I WIEM CZEGO CHCĘ.A i tak sobie nie radzę i nie widzę perspektyw. Jak możecie , pocieszcie.A jak chcecie mi pokazać, że to moja wina(może tak jest), to proszę, poczekajcie do jutra, bo dziś tego nie zniosę.Hania