Dodaj do ulubionych

Edukacja domowa

13.02.07, 11:31
Jakie jest Wasze zdanie, na temat edukacji domowej dziecka. Polega to na tym,
że rodzice są w pełni odpowiedzialni za sposób edukacji dziecka i nie
posyłają go do szkoły. Nie jest to trzymanie dziecka pod kloszem - jak wiele
osób nie znających szczegółów twierdzi - dziecko ma kontakt z rówieśnikami na
przeróżnych zajęciach, lub wspólnej edukacji z dziećmi innych rodziców.
Proszę piszcie swoje uwagi. Chętnie odpowiem na każde pytanie. W Polsce jest
kilkanaście rodzin praktykującyh ED o dziwo w większości są to nauczyciele -
czyli oni wiedzą najlepiej jak wygląda edukacja w szkole.
Wypowiadajcie się i pytajcie smile
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 11:41
      Mogę się wypowiadac tylko na podstawie tego co czytałam - mam jak najgorsze
      zdanie na temat edukacji domowej z kilku powodów:
      - dziecko nie potrafi funkcjonować w hierarchicznej dużej strukturze jaką jest
      szkoła
      - dziecko nie uczy się stosunków panujących w dużych grupach rówieśniczych
      - funkcje domu i miejca pracy przeplatają się - rodzic pełni rolę nauczyciela
      - poświęcenie się edukacji domowej wymaga od rodzica rezygnacji z pracy
    • nisar Re: Edukacja domowa 13.02.07, 11:45
      Chyba raczej jestem na nie. Przede wszystkim sądzę, że rzadko który rodzic jest
      na tyle wszechstronny, by umieć ciekawie przekazać wiedzę z kilku przedmiotów.
      Poza tym, w szkole powszechnej dzieci uczą się także funkcjonowania w
      organizmie, jakim jest klasowa społeczność, do której należą ale i od której
      zależą, którą po prostu współtworzą. Nie da się raczej zbudować porównywalnego
      środowiska bez posyłania dziecka do szkoły.
      I jeszcze jedna uwaga, która mi przyszła na myśl - to trochę tak jak z pracą -
      są osoby, które np. tłumaczą książki i pracują w domu, samodzielnie, nie mając
      na codzień służbowych kontaktów z innymi osobami i są szczęśliwe. Są także
      osoby, dla których taki rodzaj pracy byłby najcięższą karą. Podobnie różnice
      charakterów i osobowości ujawniają się u dzieci, z tym że chyba raczej rzadziej
      chętnie decydują się na ograniczenie przebywania w grupie rówieśników, na rzecz
      kontaktów z rodzicem. Stąd, o ile dla niektórych pewnie nauka w domu byłaby do
      przyjęcia, dla innych byłaby nie do zniesienia. I sądzę że ci drudzy są w
      przeważającej większości.
      • zojkaojka Re: Edukacja domowa 13.02.07, 11:58
        jak we wszystkim-zależy od konkretnej sytuacji. Generalnie w szkołach źle się
        dzieje, ale i nie każdy rodzic ma pedagogiczne zacięcie. No ,a przedewszystkim
        większość pracuje i nie ma na to czasu. Moja babcia tak uczyła swoją 4 do
        liceum, ale była nauczycielką i mega spokojną, ja bym swoją 4 zabiła po
        pierwszym tygodniusmile. Natomiast argumenty o braku rówieśników często nie mają
        sensu bo w domu uczy się np. 7 i jeszcze na dodatkowe zajęcia biegają.
    • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 11:55
      Kontakt z dziecmi na różnych zajęciach to nie to samo co bycie w klasie. W tej
      samej grupie dzieci przez kilka lat, ze wspólnymi przerwami, powrotami ze
      szkoły, wycieczkami, wagarami itd.
      Do tego odrzuca mnie pomysł mieszania ról nauczyciela, który realizuje program,
      wymaga, systematycznie egzekwuje i rodzica.
    • zona_mi Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:05
      mamago1 napisała:

      > Nie jest to trzymanie dziecka pod kloszem

      Owszem, moim zdaniem to jest trzymanie pod kloszem i uniemożliwianie dziecku
      nauczenia się funkcjonować w grupie rówieśniczej o różnym przekroju, z różnych
      środowisk itd.
      Czasami wystarczy nawet, że dziecko uczęszcza do prywatnego przedszkola - jeśli
      jest wyjątkowo "elitarne", żeby było pod kloszem. To samo dotyczy doboru
      nauczycieli.
      Chcę, żeby moje dzieci potrafiły żyć i dawać sobie radę w normalnych,
      przeciętnych warunkach. Tym bardziej więc nie zdecydowałabym się na edukację
      domową.
      • malila Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:11
        zona_mi napisała:
        > Owszem, moim zdaniem to jest trzymanie pod kloszem i uniemożliwianie dziecku
        > nauczenia się funkcjonować w grupie rówieśniczej o różnym przekroju, z
        różnych
        > środowisk itd.

        Kiedyś tak właśnie myślałam. Ale zastanawiam się po co właściwie dziecko ma się
        uczyć funkcjonowania w jakiejś przypadkowej grupie rówieśniczej w dodatku
        przykrojonej do oczekiwań władzy? Kilka miesięcy temu oglądałam program (który
        nie pamiętam jak się nazywa, ale prowadzony jest przez młodszą Młynarską i
        Rogalską w tvncośtam), a w nim kilka rodzin, które uprawiają właśnie edukację
        domową. Oprócz tego, że dzieciaki robiły naprawdę bardzo dobre wrażenie, to
        padło tam jedno zdanie, które utkwiło mi w pamięci, a którego sens brzmiał
        mniej więcej tak: dzieci w szkołach bardzo dobrze uczą się funkcjonowania w
        grupie, ale wcale nie w każdej grupie i wcale nie o każdym przekroju, jak się
        to na pierwszy rzut oka wydaje, ale w określonej grupie, o określonej
        hierarchii, z określonymi schematami i standardami zachowania. Te schematy i
        standardy przenoszone są potem na funkcjonowanie w dorosłym życiu. Szkoła
        wychowuje więc i uczy przyszłą standardową masę pracowniczą. Te wyjątki, które
        się wybijają, są po prostu silniejsze niż system.
        Drugą rzeczą, na którą zwrócono uwagę, był znikomy stres przy zdawaniu
        jakichkolwiek egzaminów.
        • zona_mi Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:09
          > mniej więcej tak: dzieci w szkołach bardzo dobrze uczą się funkcjonowania w
          > grupie, ale wcale nie w każdej grupie i wcale nie o każdym przekroju, jak się
          > to na pierwszy rzut oka wydaje, ale w określonej grupie, o określonej
          > hierarchii, z określonymi schematami i standardami zachowania.

          Wolę jednak, aby moje dzieci określiły się - lub życie je określiło - na
          podstawie ich własnych doświadczeń, a nie mojego wyboru. Z wyjątkiem patologii,
          jestem skłonna zaakceptować to w jakiej grupie i na jakiej pozycji się odnajdą.

          Programy relewizyjne są montowane - jeśli twórcom zależy na przekazaniu czegoś
          konkretnego, potrafią to zrobić, więc nie brałąbym za wyznacznik "dobrego
          wrazenia" pokazanych tam dzieci.

          Nie jestem przeciwniczką takich przedsięwzięć, jednak sama nie nie mam na nie
          ani ochoty, ani środków.
          • malila Re: Edukacja domowa 14.02.07, 08:30
            Tak, wiem - telewizja kłamiesmile

            Ja też nie mam ani ochoty, ani tyle wytrwałości i zaangażowania, żeby się na
            edukację domową decydować. Ale to, co usłyszałam od jej zwolenników, ma IMO
            ręce i nogi; jest rozsądne i w pewnej mierze potwierdza moje obserwacje.
            • zona_mi Re: Edukacja domowa 14.02.07, 08:47
              malila napisała:

              > Tak, wiem - telewizja kłamiesmile

              Na pewno wygładza i upiększa, albo wręcz przeciwnie, jeśli zachodzi taka
              potrzeba. Wiem jak wyglądał jeden z programów tej konkretnej tv przed montażem
              i po - różnica była spora - zarówno w treści jak i w klimacie nawet, możesz mi
              wierzyć.

              Może ma ręce i nogi, nie wykluczam tej możliwości - pwotarzam jednak, że to nie
              dla mnie. Nie czuję się przekonana o słuszności takiego wyboru edukacji. I nie
              dam nikomu szansy na przekonanie mnie wink
        • vharia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 22:13

          > mniej więcej tak: dzieci w szkołach bardzo dobrze uczą się funkcjonowania w
          > grupie, ale wcale nie w każdej grupie i wcale nie o każdym przekroju, jak się
          > to na pierwszy rzut oka wydaje, ale w określonej grupie, o określonej
          > hierarchii, z określonymi schematami i standardami zachowania.

          Nie zgadzam sie absolutnie. Ktoś, kto to powiedział zapomnial chyba, że "szkoła" to w dzisiejszych czasach minimum TRZY szkoły, przy czym podstawówka dzieli sie jeszcze wyraźnie na część 1-3 i 4-6. Szkoła, klasa to żywy twór, ludzie przychodzą i odchodzą, jedni zostają a inni zostają ale się zmieniają. Do tego przejścia podstawówka-gimnazjum-liceum. Przecież to nie jest tak, że jaką sytuacje ktoś w I klasie zastał, taką miał potem przez 12 lat!

          Te schematy i
          > standardy przenoszone są potem na funkcjonowanie w dorosłym życiu. Szkoła
          > wychowuje więc i uczy przyszłą standardową masę pracowniczą. Te wyjątki, które
          > się wybijają, są po prostu silniejsze niż system.

          Takie oklepane banały głoszone przez wszystkich tłumaczących, dlaczego sami edukują dzieci. Bo sa tak niesamowicie indywidualne i orginalnesmile
          Ciekawe tylko skąd tyle barwnych postaci w rozmaitych środowiskach, skoro indywidualnie uczy się ledwie garść. I nie jest niestety tak, że samodzielne uczenie dzieci rozwinie ich na niesamowite postacie.
          1. brak im siły przebicia, bo użeranie sie z obcymi ludźmi w szkole ma się nijak do uczenia od mamusi
          2. nie wszystko da się załatwić systemem nauczania i jak ktoś nie ma nadzwyczajnych predyspozycji, to ihc miał nie będzie.
          • malila Re: Edukacja domowa 14.02.07, 09:23
            vharia napisała:
            > Nie zgadzam sie absolutnie. Ktoś, kto to powiedział zapomnial chyba,
            że "szkoła
            > " to w dzisiejszych czasach minimum TRZY szkoły, przy czym podstawówka dzieli
            s
            > ie jeszcze wyraźnie na część 1-3 i 4-6. Szkoła, klasa to żywy twór, ludzie
            przy
            > chodzą i odchodzą, jedni zostają a inni zostają ale się zmieniają. Do tego
            prze
            > jścia podstawówka-gimnazjum-liceum. Przecież to nie jest tak, że jaką
            sytuacje
            > ktoś w I klasie zastał, taką miał potem przez 12 lat!

            Fakt, zmienia się. Tak jak zmienia się sytuacja żołnierza wysłanego do
            następnej jednostki wojskowej. Dobra, trochę przesadziłam, ale tylko dla
            uwypuklenia charakteru zmianysmile Zmana klasy i szkoły wiąże się ze zmianą
            niektórych elementów hierarchii, ze zmianą warunków, jakie należy spełnić, żeby
            zająć w tej hierarchii określone miejce, a co za tym idzie może się wiązać ze
            zmianą pozycji,jaką się w niej zajmie. Nie wiąże się natomiast z zasadniczą
            zmianą struktury tej hierarchii, ani nie znosi przymusu przystosowania się do
            niej.

            > Takie oklepane banały głoszone przez wszystkich tłumaczących, dlaczego sami
            edu
            > kują dzieci. Bo sa tak niesamowicie indywidualne i orginalnesmile
            > Ciekawe tylko skąd tyle barwnych postaci w rozmaitych środowiskach, skoro
            indyw
            > idualnie uczy się ledwie garść.

            Napisałam już: są silniejsze niż system. Co nie zmienia faktu, że one też mają
            pewne wyniesione z systemu nawyki. A czasem i wrzody żołądka, bo za wyłamywanie
            się z systemu płaci się jakąś cenę.
            Ironia, z jaką piszesz o tej niby oryginalności, umacnia moje obawy, co do
            możliwości utrzymania jej w systemie szkolnym. Osobiście jestem przekonana o
            tym, że każde dziecko jest oryginalne, tylko tę wyjątkowość w szkole gubi,
            ponieważ szkoła wychodzi z założenia, że wyjątkowe i oryginalne są jedynie te
            osoby, które spełnią promowane przez nią warunki.

            I nie jest niestety tak, że samodzielne uczenie
            > dzieci rozwinie ich na niesamowite postacie.
            > 1. brak im siły przebicia, bo użeranie sie z obcymi ludźmi w szkole ma się
            nija
            > k do uczenia od mamusi

            Można by tak twierdzić pod warunkiem, że szkoła rzeczywiście dawałyby siłę
            przebicia. A szkoła uczy po prostu sztuki przetrwania. A to zupełnie inne
            pojęcie. Przetrwają ci, którzy się dostosują. Siłę przebicia posiądą jednostki
            nieliczne, a zbyt często okazuje się, że kryterium stanowiącym o tym, kto sie
            przebije, jest skłonność do przemocy, umiejętność skręcania intryg czy
            umiejętność mówienia tego, co inni chcą usłyszeć.
            Bardzo dobrze ujęła to Ratyzbona, chociaż przekaz miał być, zdaje się, inny:
            szkoła uczy dostosowywania się do nawet najgłupszych wymagań wyrabiając w
            człowieku przekonanie, że nie ma innego wyjścia.

            > 2. nie wszystko da się załatwić systemem nauczania i jak ktoś nie ma
            nadzwyczaj
            > nych predyspozycji, to ihc miał nie będzie.

            W tej sytuacji rodzaj systemu nie będzie miał znaczenia.
            • vharia Re: Edukacja domowa 14.02.07, 23:27
              W tym wlasnie leży moim zdaniem nieporozumienie, że hierarhia w szkole, którą się nieraz straszy, jest tak naprawdę kuźnią charakterów i poligonem doswiadczalnym dla młodych ludzi. Stwierdzenie, że szkoła uczy przystosowywania sie do niej budzi moj głęboki sprzeciw.
              Siedząc w domu z wlasną mamą nie nabiera się bezcennych doświadczen w tej dziedzinie a orginalnym nie wystarczy BYĆ. Trzeba jeszcze umieć tej orginalności bronić (jeśli oczywiście w ogóle trzeba, bo bez przesady) i posługiwać się nią. W dalszym życiu układom towarzyskim i zawodowym znacznie jest bliżej do szkoły niż do edukacji pod okiem mamy lub taty. Bez porównania!

              I dlatego też "pokpiwam" z ciśnienia na orginalność swoich dzieci u rodziców krytykujących szkołę. Bo uważam, że w tej akurat dziedzinie chroniąc dzieci przed konfrontacją robią im niedźwiedzią przysługę.
              I naprawdę nie trawię banałów o "jednolitej masie" na którą wychowuje szkoła. Nie znam osoby, która uważałaby siebie lub swoich bliskich przyjaciół za przedstawicieli jednolitej masy (mimo, że przeszliśmy przez szkołę). Każdy ma swoje poglady, sposób życia, zainteresowania. To zawsze nieznane nam, anonimowe jednostki tworzą tę masę w naszej wyobraźni.
              • janka007 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 23:45
                Ładnie to napisałaś, ale szkoła faktycznie niszczy indywidualność. Wybierając
                między szkołą-masówką a edukacją domową wybieramy między cholerą a dżumą, a nie
                między jednym świetnym a drugim złym rozwiązaniem.
                Oryginalność nie jest czymś, czego trzeba umieć bronić, tylko czymś, czego
                trzeba nie przytępiać. Prawdziwa oryginalność płynie nie z przekory i
                przeciwstawiania się czemuś czy potrzeby odróżnienia się, a z głębi nas i my
                tylko mamy za zadanie jej nie stłumić.
                • vharia Re: Edukacja domowa 15.02.07, 09:08
                  Oczywiście nie gloryfikuję szkoły i nie wydaje mi się, ze nia ma wad, żeby nie byłowink
                  Jestem jednak zdania, że TYLKO szkoła reprezentuje dżunglę, w której trzeba sie poruszać będąc dorosłą osobą. We wszelkich aspektach. Trzeba mieć siłę przebicia aby się wybić- jeśli sie chce. Jeśli sie nie chce, to jedzie się bocznym torem i takie świete prawo każdej jednostki. Ale tego też się trzeba nauczyć, bo radosne "ja tak mam i tak mnie akceptuj" w prawdziwym życiu nie chwyta. Od bezwarunkowej akceptacji faktycznie jest mama. Na miejscu mamy. Przećwiczenie kontaktów z przełożonymi, innymi pracownikami, nauczenie się jak rozróżniać szuje od przyjaciół- wszystko to odbywa się w szkole.
                  Żebym została dobrze zrozumiana: orginalność jest (moim zdaniem) cechą każdej osoby. Bo jest to zbiór unikalnie zestawionych umiejętności i predyspozycji. Tylko, że możliwość ich zaprezentowania, używania itd to OSOBNA umiejętność, którą trzeba posiąść. Po co to człowiekowi? Ano do REALNEGO życia, nie do "mania sobie". A środowisko rodzinne to klosz, izolowane poletko na którym się świata zewnetrznego nie odtworzy.
                  Jeśli ktoś chce pielęgnować orginalność swojego dziecka, bo przewiduje, ze w przyszłości ono sie zamknie w swoim świecie i będzie z niego co jakiś czas wypluwać orginalne dzieła (nie wiem, utwory muzyczne, literackie, teorie fizyczne?) to OK. Większość jednak będzie musiała zyć, zarabiać, poruszać sie wśród ludzi. I prezentować swoje atuty w takim świecie, jaki on jest.
                  • janka007 Re: Edukacja domowa 15.02.07, 22:15
                    vharia napisała:

                    > Jestem jednak zdania, że TYLKO szkoła reprezentuje dżunglę, w której trzeba
                    sie
                    > poruszać będąc dorosłą osobą. We wszelkich aspektach.

                    Szkoła jest zupełnie sztucznie stworzonym środowiskiem i w większości
                    przypadków ludzie po jej opuszczeniu nigdy nie będa mieli już z taką instytucją
                    do czynienia. W przeciętnym środowisku pracy są ludzie w różnym wieku, o różnym
                    poziomie doświadczenia i na róznych etapach drogi zawodowej. W szkole masz
                    gromadę osób w tym samym wieku, umieszczonych na tym samym szczeblu w
                    hierarchii, które mogą "awansować na wyższy szczebel", czyli przejść do
                    następnej klasy, tylko wszystkie naraz (z wyjątkiem tych które odpadną po
                    drodze). Przecietnie wysiłek ucznia i nauczyciela koncentruje się na tym, zeby
                    nikt nie odpadł, a nie na pozytywnym aspekcie karier szkolnych (na poznawaniu
                    dodatkowej wiedzy).

                    Przećwiczenie kontak
                    > tów z przełożonymi, innymi pracownikami, nauczenie się jak rozróżniać szuje
                    od
                    > przyjaciół- wszystko to odbywa się w szkole.

                    Ale nie musi, bo gdyby nie było szkół, ludzie by się gromadzili w inny sposób i
                    też ćwiczyli kontakty interpersonalne.
                    • vharia Re: Edukacja domowa 16.02.07, 21:25
                      Piszesz o szkole, jakby to był zbiór identyczncyh osób, w identycznej sytuacji, na identycznej pozycji. Przecież tak nie jest. Wewnętrzna hierarhia klasy istnieje i zostaje niezależnie wypracowana zarówno na polu "oficjalnym" jak i towarzyskim. Istnieje system ocen (!), więc nie o "przejście do nastepnej klasy" idzie. No i gdyby nie było szkół, tylko nauka w domu z mamą, to człowiek MUSIAŁBY przećwiczyś wszelkie swoje umiejętności spoleczne w innym miejscu. Ale póki co prawie wszyscy mają możliwość zrobic to w szkole i litości, nie demonizujmy warunków, które w niej panują. Powtórzę się, ale nadal uwazam, że utyskiwanie, jak to szkoła unifikuje, nie rozwija, przytępia to modne banały, powtarzane nieco bezkrytycznie.
                      • janka007 Re: Edukacja domowa 16.02.07, 21:40
                        > Piszesz o szkole, jakby to był zbiór identyczncyh osób, w identycznej
                        sytuacji,

                        Tak właśnie jest

                        > na identycznej pozycji. Przecież tak nie jest.

                        Dopiero tu się zgodzę

                        Wewnętrzna hierarhia klasy istn
                        > ieje i zostaje niezależnie wypracowana zarówno na polu "oficjalnym" jak i
                        towar
                        > zyskim.

                        Owszem, tylko że w sztucznej sytuacji - normalnie wszędzie istnieją grupy dużo
                        bardziej zróznicowane niż klasa szkolna. Od kiedy skończyłam liceum, nie byłam
                        nigdy w tak jednolitej grupie w żadnej sytuacji towarzyskiej ani naukowej, i
                        całe szczęście. Szkoła nie uczy umiejętności potrzebnych do przetrwania w
                        przeciętnej zawodowej sytuacji społecznej, w której musisz sobie radzić z
                        kontaktami interpersonalnymi z osobami w różnym wieku.

                        Istnieje system ocen (!), więc nie o "przejście do nastepnej klasy" idz
                        > ie.

                        To tak, jakby w pracy były same oceny pracownicze, a nie było awansów. Jakieś
                        tam zróżnicowanie jest, ale na nic konkretnego w sensie twojej indywidualnej
                        kariery szkolnej sie nie przekłada.

                        Powtórzę się, ale nadal uwazam, że utyskiwanie, jak
                        > to szkoła unifikuje, nie rozwija, przytępia to modne banały, powtarzane nieco
                        > bezkrytycznie.

                        "Ziemia jest okrągła" i "słońce jest jasne" to też są banaly, co w niczym nie
                        umniejsza ich prawdziwości i nie zmienia konsekwencji, które z tego płyną.
                        • vharia Re: Edukacja domowa 16.02.07, 22:08
                          >Szkoła nie uczy umiejętności potrzebnych do przetrwania w
                          > przeciętnej zawodowej sytuacji społecznej, w której musisz sobie radzić z
                          > kontaktami interpersonalnymi z osobami w różnym wieku.

                          Przepraszam, a edukacja domowa uczy??? Sytuacja 1:1 z własną mama to jest dopiero szczyt odrealnienia i szkoła, gdzie masz grupę współpracujacych ze sobą niespokrewnionychsmile osób i "przełożonego" to na tle ED niemal to samo co zaklad pracywink))
                          Nie przeceniałabym różnicy wieku lub jej braku. Dzieciom łatwiej się porozumieć i "ćwiczyć" z rówieśnikami, zwróć uwagę, że około 30ki różnice 5-10 lat niewiele znaczą a wśród dzieci 2 lata to epoka.


                          > To tak, jakby w pracy były same oceny pracownicze, a nie było awansów. Jakieś
                          > tam zróżnicowanie jest, ale na nic konkretnego w sensie twojej indywidualnej
                          > kariery szkolnej sie nie przekłada.

                          A jak wygląda awans i indywidualna kariera w domu pod okiem rodziców? Tam jej dopiero nie ma i nie ma jak stworzyć nawet jej namiastki.


                          > "Ziemia jest okrągła" i "słońce jest jasne" to też są banaly, co w niczym nie
                          > umniejsza ich prawdziwości i nie zmienia konsekwencji, które z tego płyną.

                          Ale, niestety, nie przydaje prawdziwości nieobiektywnym i/lub szablonowym ocenom instytucji jaką jest szkoła. Widzę pewną rożnicę pomiędzy określeniem, jakiego ksztaltu jest ziemia, a przedstawieniem krytyki odnośnie szkoły. A bardziej wprost: prywatne opinie to nie prawdy obiektywne, aby pisać o ich nieumniejszalnej prawdziwości i konsekwencjachsmile)) Pozostaję przy zdaniu jak wyżejsmile
                          • janka007 Re: Edukacja domowa 19.02.07, 18:58
                            vharia napisała:

                            > Przepraszam, a edukacja domowa uczy???

                            A o co pannie chodzi? Czy ja kiedykolwiek opowiadałam się za edukacją domową?
                            Edukacja domowa nie uczy, ale szkoła też nie uczy.

                            szkoła, gdzie masz grupę współpracujacych ze sobą nies
                            > pokrewnionychsmile osób i "przełożonego" to na tle ED niemal to samo co zaklad
                            pra
                            > cywink))

                            Jest to drastycznie co innego, niż zakład pracy i nie bedzie miec żadnego
                            przełożenia na życie zawodowe. Zresztą zjawisko niezbyt dobrego radzenia sobie
                            w życiu prymusów szkolnych jest znane i ono jest najlepszym dowodem na to, że
                            szkoła ćwiczy i nagradza zupełnie różne umiejętności, niż przydatne w życiu.

                            Dzieciom łatwiej się porozumieć
                            > i "ćwiczyć" z rówieśnikami, zwróć uwagę, że około 30ki różnice 5-10 lat
                            niewie
                            > le znaczą a wśród dzieci 2 lata to epoka.

                            W pracy 20-30 lat różnicy wieku wśród pracowników to też epoka, a jest to na
                            porzadku dziennym.

                            > > "Ziemia jest okrągła" i "słońce jest jasne" to też są banaly, co w niczym
                            > nie
                            > > umniejsza ich prawdziwości i nie zmienia konsekwencji, które z tego płyną
                            > .
                            >
                            > Ale, niestety, nie przydaje prawdziwości nieobiektywnym i/lub szablonowym
                            oceno
                            > m instytucji jaką jest szkoła.

                            Zapewniam cię że moje oceny instytucji jaką jest szkoła poparte są solidnymi
                            lekturami między innymi z socjologii edukacji (ukryty program!) i dynamiki
                            zachowań grupowych w klasie. Czy możesz powiedzieć to samo o sobie?
                            • vharia Re: Edukacja domowa 20.02.07, 09:32
                              janka007 napisała:

                              > vharia napisała:
                              >
                              > > Przepraszam, a edukacja domowa uczy???
                              >
                              > A o co pannie chodzi?
                              Dziękuję, ale to już nieaktualne.

                              >Czy ja kiedykolwiek opowiadałam się za edukacją domową?
                              Dyskusja toczy się wokół PORÓWNANIA edukacji domowej i szkolnej. Moze ja przeoczyłam, że podajesz gdzieś trzecią alternatywę...tongue_out
                              Że tak sobie pozwolę zacytować "O co pannie chodzi?"
                              big_grin


                              > Jest to drastycznie co innego, niż zakład pracy i nie bedzie miec żadnego
                              > przełożenia na życie zawodowe. Zresztą zjawisko niezbyt dobrego radzenia sobie
                              > w życiu prymusów szkolnych jest znane
                              Zdarza się (jak wszystko na tym świeciesmile, nie stanowi jednak reguły, wręcz przeciwnie, osoby którym udało się skończyć dobre/ważne/okrzyknięte/łotewer szkoły zarabiają aktualnie i stoją w hierarhii swoich firm znacznie wyzej niż ci, którym sie to nie udało. Chyba nie twierdzisz, ze bycie dobrym uczniem, osiaganie dobrych ocen i wybijanie się na tle klasy rokuje klęskę w dalszym zyciu zawodowym?!
                              big_grinDD

                              > W pracy 20-30 lat różnicy wieku wśród pracowników to też epoka, a jest to na
                              > porzadku dziennym.
                              Ale nie tylko takie. Rzecz w tym, że w ogóle spotykają jakiekolwiek. Niespokrewnione, jedne obce inne nie, jedne lubiane i przychyne inne przeciwnie. Tego nie da sie powiedzieć o ED. Chyba, ze Ty już rzeczywiście argumentujesz poprostu przeciw szkole, w oderwniu od meritum dyskusji. Jeśli tak, to ależ oczywiscie i bardzo proszę...
                              smile


                              > Zapewniam cię że moje oceny instytucji jaką jest szkoła poparte są solidnymi
                              > lekturami między innymi z socjologii edukacji (ukryty program!) i dynamiki
                              > zachowań grupowych w klasie. Czy możesz powiedzieć to samo o sobie?
                              Tak. Nie jest to unikatowy i hermetyczny zakres wiedzy/zainteresowań, jak sądzę?
                              • janka007 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 23:17
                                vharia napisała:

                                > Dyskusja toczy się wokół PORÓWNANIA edukacji domowej i szkolnej.

                                Dyskusja toczy się wokół tego, wokół czego aktualnie toczą ją dyskutanci. Otóż
                                ja ją toczę wokół szkoły masowej i nie pochwalam równiez ed. Oczywiście mozesz
                                pisać, ze ED jest nie lepsza od szkoły masowej, ale nie jest to argument celny
                                akurat w tym podwątku.

                                > Zdarza się (jak wszystko na tym świeciesmile, nie stanowi jednak reguły, wręcz
                                prz
                                > eciwnie, osoby którym udało się skończyć dobre/ważne/okrzyknięte/łotewer
                                szkoły
                                > zarabiają aktualnie i stoją w hierarhii swoich firm znacznie wyzej niż ci,
                                któ
                                > rym sie to nie udało. Chyba nie twierdzisz, ze bycie dobrym uczniem,
                                osiaganie
                                > dobrych ocen i wybijanie się na tle klasy rokuje klęskę w dalszym zyciu
                                zawodow
                                > ym?!
                                > big_grinDD

                                Ależ nigdy tak nie twierdziłam, natomiast równiez osiąganie dobrych ocen nie
                                rokuje szczęścia w życiu zawodowym - chyba tego nie twierdzisz?! big_grinDD
                                Skończenie dobrej szkoły to co innego, niż bycie prymusem, nie zmieniaj zatem
                                tematu pliz.

                                >
                                > > W pracy 20-30 lat różnicy wieku wśród pracowników to też epoka, a jest to
                                > na
                                > > porzadku dziennym.
                                > Ale nie tylko takie. Rzecz w tym, że w ogóle spotykają jakiekolwiek.
                                Niespokrew
                                > nione, jedne obce inne nie, jedne lubiane i przychyne inne przeciwnie. Tego
                                nie
                                > da sie powiedzieć o ED.

                                No i chwała, ale jak już piszę po raz enty, nie przedkładam ed nad szkołę
                                masową, więc argument jest jak kulą armatnią w płotek.

                                > Tak. Nie jest to unikatowy i hermetyczny zakres wiedzy/zainteresowań, jak
                                sądzę
                                > ?

                                Owszem jest, a ponadto nie wyglądasz wirtualnie na osobę ubogaconą takimi
                                lekturami. Jeśli je czytałaś a mimo wszystko uważasz szkołę masową za najlepszy
                                organizm z możliwych, to po pierwsze głęboko się dziwię, po drugie w takim
                                razie kończę dyskusję, bo obawiam się że wykazujemy trwałą rozbieżnosć zdań.
                • net79 Re: Edukacja domowa 16.02.07, 09:52
                  To nie do końca tak, że szkoła niszczy indywidualność. oczywiście nażuca normy,
                  tak jak całe otoczenie wokół, rodzice tez je nazucają. Z tym, ze do nauczyciela
                  masz więkrzy dystans, niż do mamy, czy jej psiapsiuły, która pomaga w nauce.
                  ŁĄtwiej bronić własnych racji i krztałtować charakter. a chodziłam do szkoły
                  mundurowe, do której namówili mnie rodzice. Jedyną złą strona tej szkoły było
                  to,że rodzice ograniczyli mój wybór i mnie do niej posłali. Po za tym kadra
                  nauczycielska i mieszanka ludzi z różnych kultór ( z całej Polski)okazały się
                  czymś wspaniałym, wieczna przygodą. Mundury, gdzie tu miejsce na
                  indywidualność?? Ja chodziłam dla buntu w szarych sztruksach , a mimo tego, że
                  nie poddałam się systemowi byłam przewodniczącą szkoły. Nie wyobrażam sobie,
                  żeby nie mieć tej odskoczni od rodziców i przyjaciół z podwórka...
                  • janka007 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 23:18
                    O rany, a jak ci się udało zdać maturę? Oczy bolą od tej ilosci ortów.
      • janka007 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 20:26
        zona_mi napisała:

        > Owszem, moim zdaniem to jest trzymanie pod kloszem i uniemożliwianie dziecku
        > nauczenia się funkcjonować w grupie rówieśniczej o różnym przekroju, z
        różnych
        > środowisk itd.

        Ten argument jest czesto podnoszony w dyskusjach na różne tematy szkolne, ale
        moim zdaniem jest bezprzedmiotowy. Nie widzę powodu celowego uczenia dziecka
        funkcjonowania w grupie, z jaką być może nigdy później nie będzie miał do
        czynienia. Piszę to również na podstawie własnych doświadczeń.
    • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:06
      W Anglii jest duzo wiecej niz kilkanascie rodzin, jest to normalnie
      funkcjonujaca i akceptowalna alternatywa szkoly. Portale traktujace o tej formie
      edukacji wzbudzaja moj podziw, chetnie sciagam z nich pojedyncze pomysly.
      sama jestem zbyt leniwa, natomiast uwazam ze do pewnego wieku, szczegolnie
      jeslli jest to rodzina wielodzietna i jedno z rodzicow w naturalny sposob
      pozostaje w domu- to bardzo fajny pomysl.
      Poza tym mysle ze dziecko do pewnego wielku mix nauki i zabawy traktuje
      naturalnie- w szkole na 45 minut lekcji na nauke przypada ile- moze 20 minut? W
      domu ten czas z pewnoscia jest bardziej efektywnie wykorzystywany.

      w ogole jestem zwolenniczka teorii ze do szkoly sie chodzi glownie w celach
      towarzyskich a nauka jest rzacza absolutnie poboczna, zajmujaca chwilke pomiedzy
      przerwami smile dopoki dziecku to nie przeszkadza- luzik smile
      • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:11
        O to akurat prawda, najfajniejsze w szkole były długie przerwy i życie
        towarzyskie.smile W domu niewielodzietnym tego by nie było.
        • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:34
          recz przeciwnie triss w domu wielodzietnym zycie towarzyskie trwa non stop smile
          przez cale ferie u mnie w domu przebywalo ok 10 dzieci w roznym wieku. co
          ciekawsze mlodsi zazwyczaj wwalali sie do pokoju starszych a starsi niby cos tam
          narzekali ale mogiby pojsc gdzie indziej sie spotkac- no nie? to nie- siedzieli
          u nas smile

          Uczciwie mowiac- sadze ze spokojnie pociagnelabym dzieci do konca podstawowki.
          Szczegolnie ze dzieci mam w gimnazjum i widze co sie w skzole robi teraz.
          Oczywiscie- zdarzyly i sie tematy, ktorych ie pamietalam natychmiast- musiaam
          doczytac- ale nie zdarzyl mi sie temat ze powiedzialam do dziecka- nie mam
          pojecia, nie umiem ci pomoc. Najwyzej- w tej chwili niepaietam ale poczytam i ci
          wytlumacze. Wezmy pod uwage ze kuchnia to chemia i fizyka w jednym. Plus
          biologia w dodatku. Dorzucajac muzea, wystawy, i caly internet, ktory sadze ze
          obecnie w edukacji domowej rzadzi a w szkole jest wykorzystywany PO lekcjach a
          nie NA- mysle ze wiedzowo rodzice spokojnie maja szanse. Towarzysko- tez zalezy
          od rodzicow i rodziny.
          Ja generalnie jestem na TAK- uwazam ze to swietna alternatywa dla tradycyjnej
          szkoly. Dzieci zdaja egzamin z wiedzy, ktora powinny posiasc- i juz. Z tego co
          czytalam o angielskim systemie- tam dzieci domowe w edukacji juz pozniej- w
          liceum np- bo na ogol do liceow juz ida- radza sobie OK.
          • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:36
            Napisałam, że w NIEwielodzitnym domu życie towarzyskie słabiej kwitnie.wink
            • wieczna-gosia a faktycznie :)) 13.02.07, 12:37

    • oxygen100 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:14
      wiadomo ze sa szkoly i sa szkoly. ucza w nich ludzie przygotowani lepiej lub
      bardziej do edukacji. nie wyobrazam sobei ze jakis rodzic jest w stanie
      wyedukowac swoja pocieche na tyle zeby zapewnic jej poziom taki aby owa
      pociecha pozniej dostala sie do innych szkol. Nawet geniusze czy eugeniusze
      lepsi sa z jednych przedmiotow slabsi z innych i czesto nie czuja drobnych
      niuansow mogac utrwalac dzieciom w glowie bzdury. Guwernantka moze i potrafila
      nauczyc kaligrafii czy tabliczki mnozenia ale nie oszukujmy sie nie wszyscy
      rodzice znaja sie na chemii, fizyce czy matematyce. Nie kazdy potrafi przekzac
      wiedze. IMO to porywanie sie z motyka na slonce
      • oxygen100 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:17
        no chyba ze sie wychodzi z zalozenia ze wyksztalcenie nie piwo nie musi byc
        pelnetongue_out
        wagary, konskie zaloty, przerwy, knowania to unikalne doswiadczenia, ktore na
        zawsze pozostaja w pamieci i chyba szkoda odbierac dzieciom taka sznase. Ale ja
        sienie znam bo przeciez nie mam dzieci
    • melka_x Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:21
      Jak wszystko co nowe (choć naprawdę stare) wbudza lęk i katastroficzne wizje w
      postaci zwichnięcia psychiki dziecka i cholera wie jakiej zgrozy. A skąd
      aksjomat o konieczności wieloletniego funkcjonowania w tej samej grupie
      rówieśniczej? Kiedyś uważano, że dziecko powinno funkcjonować w bardzo
      zróznicowanym wiekowo otoczeniu, jak to w życiu, a nie sztucznym tworze jakim
      jest duży zbiór rówieśników czyli klasa (i z czym wiążą się liczne minusy,
      wiadomo np. że zjawisko kozłów ofiarnych częściej zdarza się w rówieśniczych
      grupach, niż tych zróznicowanych wiekowo). To temat na inną dyskusję, zresztą,
      nawet jeśli to faktycznie jest plus, to jaką cenę za niego warto zapłacić? Jak
      dla mnie, o ile rodzice dbają o to, by dziecko miało kontakty poza domem, to
      wszystko jest ok. Co by nie sądzić teraz o Samsonie, to w jednej rzeczy miał
      rację, polska szkoła przerabia dzieci na kaszankę. IMO oducza myślenia, tępi
      indywidualność, zabija naturalną u dziecka ciekawość wiedzy, uczy konformizmu,
      buczenia w stadzie i zasady, że za wychylenie się dostaje się w łeb, więc
      lepiej trzymać ten łeb nisko i tego, że najważniejszym punktem odniesienia w
      samoocenie jest grupa (czyli zgodnie buczące stado). A wiedza? Cóż.. jest
      również produktem wątpliwej jakości i świeżości. Nie będę ogrzebywać wątków w
      którym ludzie nie tylko z maturą, ale i wyższym wykształceniem chwalą się, że
      nie rozumieją jak działa telefon, co to prąd, o powszechnych najbardziej
      rażących ortach szkoda już się rozwodzić. To co im ta szkoła dała?
      Ja tam rozumiem tych rodziców, którzy nie chcą dzieci na tę kaszankę przerabiać.
      A o wszechstronność rodziców bym się nie martwiła, dzieci są kontrolowane
      egzaminami.
      • oxygen100 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:30
        no wlasnie, dzieci moga te egzaminy permanentnie oblewac bo rodzice nie sa w
        stanie dobrze ich przygotowac. Ja bym byla ostrozna w przypuszczaniu nawet ze
        rodzic dobrze przygotuje do egzaminu czy matury. Lepiej poslac dzieci do dobrej
        szkoly
        • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:36
          > no wlasnie, dzieci moga te egzaminy permanentnie oblewac bo rodzice nie sa w
          > stanie dobrze ich przygotowac.

          z doswiadczen innych krajow Oxy wynika ze raczej sie tak ie dzieje po prostu. Do
          matury- sie zgadzam bo jak juz triss napisala szkola jest specyficznym tworem, w
          ktorym trzeba sie nauczyc funkcjonowac. Natomiast tego co moje dzieci umieja
          nauczylam je glownie JA- umowmy sie smile tego co umiem ja- nauczylam sie glownie
          sama smile
        • melka_x Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:38
          > no wlasnie, dzieci moga te egzaminy permanentnie oblewac bo rodzice nie sa w
          > stanie dobrze ich przygotowac.

          Nie wiem jak to jest w Polsce rozwiązane, masz rację, że to ryzyko, dlatego
          byłabym za takimi uregulowaniami, które nie pozwolą oblewającemu egzaminy
          kontynuować domowej edukacji.

          > Ja bym byla ostrozna w przypuszczaniu nawet ze
          > rodzic dobrze przygotuje do egzaminu czy matury.

          Bo tenże rodzic sam już jest kaszanką i sam niewiele co wyniósł z własnej
          szkolnej edukacji. Dlatego to na pewno nie będzie i nie powinno być powszechne.
          IMO to będzie elitarna rzecz zarezerwowana dla wąskiej grupy, która maturę ma
          nie tylko na papierze, ma czas i dużo samodyscypliny (i dlatego ja się tam na
          coś takiego nie piszę, ale jak kto ma możliwości, to czemu nie?).
          • wieczna-gosia dokladnie melka :) ntxt 13.02.07, 12:41

          • oxygen100 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 12:50
            Jesli jednak bylby mozliwy system weryfikujacy wartosc pedagogiczna rodzica,
            jego kompetencje i umiejetnosc nauczania i egzekwowania tej wiedzy to moze tak,
            ale mimo wszystko szkoda dzieciom odbierac radosc ze szkoly.
            • melka_x Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:17
              > ale mimo wszystko szkoda dzieciom odbierac radosc ze szkoly.

              Pewnie kwestia osobistych doświadczeń, ja tam szkołę przez konieczność
              sprowadzenia wszystkich do średniego poziomu wspominam tak sobie. Na jednych
              lekcjach dłubałam z nudów w nosie, na innych nie nadążałam, generalnie kupa
              zmarnowanego czasu. A co do względów towarzyskich, klasę miałam raczej w nosie,
              zmieniło się to dopiero w liceum. Nie dlatego, że byłam socjopatką, ale miałam
              inny punkt odniesienia. Otoczenie poprzez swoje zróżnicowanie wiekowe (choć też
              dzieciaki) o wiele bardziej naturalne i rozwijające niż 30tka dzieciaków z tego
              samego rocznika.
              A tak w ogóle, to już trochę inny temat, ale są hipotezy, że codzienne i
              wielogodzinne funkcjonowanie w tak dużej grupie rówieśniczej jaką jest klasa
              jest jednym z czynników (jednym! nie sugeruję, że to prosta korelacja)
              odpowiedzialnym za wzrost depresji u dzieci, szczucia, wykluczania, a nawet
              samobójstw. Presja grupy rówieśników i instynkt stadny są tu o wiele
              silniejsze, klasa dla wielu staje się najważniejszym punktem odniesienia, a
              więc brak akceptacji jest z punktu widzenia dziecka życiową katastrofą. W
              przypadku gdy dziecko ma wiele, zróżnicowanych punktów odniesienia, gdy
              funkcjonuje w otoczeniu, w którym jedni są młodsi, mniejsi, słabsi, inni od
              niego silniejsi, więcej wiedzą itd. różnice są czymś normalnym, chętniej
              akceptowanym, co zmniejsza ryzyko alienacji tych, którzy odbiegają od tej
              średniej i co mniej zachęca do tego, żeby w imię potrzeby akceptacji dać się
              tym uśredniającym walcem przejechać. To nie jest argument przeciwko szkołom w
              ogóle, żadną miarą!, natomiast nie traktujmy przekonania, że szkoła wyłącznie
              pozytywnie wpływa na rozwój społeczny jako aksjomatu.
          • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:03
            "Nie wiem jak to jest w Polsce rozwiązane, masz rację, że to ryzyko, dlatego
            byłabym za takimi uregulowaniami, które nie pozwolą oblewającemu egzaminy
            kontynuować domowej edukacji."

            Aby było symetrycznie oblewającemu egzaminy po tradycyjnej edukacji powinno
            zakazać się edukacji szkolnej. Czyż nie?
        • mamago1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:03
          Dziękuję za wypowiedzi.
          W związku z tym trochę dopiszę.

          1. W szkole mnóstwo czasu jest marnowane (stwierdzenie samych nauczycieli)

          2. Rodzice sami mogą dużo się przy tym nauczyć. (Np. chcesz nauczyć dziecka
          angielskiego, a nie umiesz? Uczcie się razem!

          3. Dziecko nie ma pojęcia o ciągłości przedmiotów (biologia-chemia-fizyka).
          Wszystko traktuje jako osobny "przedmiot" do zaliczenia. A domowa edukacja
          naturalnie łączy to wszystko.

          4. Dzieci edukowane domowo, osiągaja bardzo dobre wyniki na studiach.

          5. ED uczy dzieci konstruktywnego myślenia.

          6. Jeżeli rodzic jest słaby z jakiegoś przedmiotu, to albo umawia się z
          nauczycielem, albo innym rodzicem, albo... uczy się razem z dzieckiem. Może
          jest słaby dlatego, że miał w szkole kiepskiego nauczyciela. który zniechęcił
          go do jakiejś dziedziny nauki?

          7. Szkoła uczy dzieci w kierunku do średniego poziomu. Jeśli masz trochę inne
          dziecko, system edukacyjny tego nie uwzględnia. Nie uwzględnia ani dzieci
          autystycznych, ani szczególnie zdolnych. Nikt się tym specjalnie nie
          interesuje. Dziecko wybitnie zdolne i bardzo słabe przeszkadza na lekcji.

          A apropo's tego uspołeczniania dzieci. Pierwsze publiczne szkoły obowiązkowe
          powstały w Niemczeh jako sposób na wykreowanie obywateli o określonych
          poglądach. W dobrych domach, dzieci od zawsze miały prywatnych nauczycieli.

          I najdziwniejsze jest to że wiele osób narzeka co się dzieje w tych szkołach, a
          jeżeli podsuwa się im rozwiązanie, to ta szkoła jesdnak staje się niemalże
          zbawienna dla ich dzieci. smile

          Polecam artykuły:

          www.edukacjadomowa.piasta.pl/pytania.html#co_to,
          www.gazeta.edu.pl/viewtopic.php?t=304
          • mamago1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:12
            Jeszcze jeden BARDZO ciekawy artykuł. Proszę poświęćcie chwilę i przeczytajcie
            go uważnie:
            www.podprad.knp.lublin.pl/pp/Pp10.pdf.
            Proszę o komentarze.
            Ja oczywiście - bo jeszcze tego nie napisałam - zamierzam uczyć moje dzieci w
            domu. smile
            • wieczna-gosia a to akurat widac 13.02.07, 13:17
              gdzies na gazecie grasuje bogusia 123456 (chyba taki ma teraz nick)jak widac
              dzieci ma 6 mieszka w anglii i od ladnych paru lat jest praktykiem edukacji
              domowej, dzieki niej sie w ogole dowiedzialam ze takie cos istnieje i jak czytam
              co ona z tymi dzieciakami wyczynia (ciagne cos sadza, robia, tworza, czytaja,
              ogladaja no masakra poprostu) to mi szczeka z podziwu na podloge wali. Akurat w
              tym przypadku zupelnie sie nie obawiam o poziom edukacyjny dzieci, a wrecz
              przeciwnie smile) raczej szkoly smile)
          • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:14
            ja sie mamago z toba w wiekszosci punktow zgadzam. W ogole w pierwszym poscie
            chyba triss powiedziala ze to jest mieszanie pojec rodzica i nauczyciela czy
            jakos w ten desen. A mnie sie wydaje ze nauka- jako taka jako proces poznawania
            wiedzy- moze byc fascynujaca przygoda i zabawa. sadze ze z zalozenia za
            edyukacje domowa wezma sie wlasnie tacy ludzie, dla ktorych to jest przygoda. W
            tym moemencie fakt ze obie role sie pomieszaja- nie jest niczym zlym. jesli
            rodzic uczac dziecko zachowuje sie jak typowy szkolny belfer czyli ocenia,
            egzekwuje, wymaga itd- to faktycznie dramat. Ale ja niejednokreotnie ucze swoje
            dzieci czegos tam. Klocimy sie, ja im udowadniam, badz wrecz przeciwnie domagam
            sie wytlumaczenia (to moj stary chwyt hehe)_i okazuje sie ze 2 godziny
            spedzilismy na fascynujacej dyskusji oblozone ksiazkami smile ostatnio bylo tak z
            chemia organiczna- ja uiem dobrze wylacznie nieorganiczna, ta druga jest
            liznieta, cos pamietam, nie wiem co smile)) siedzialysmy zagrzebane w ksiazkach
            wymyslajac pytania do testu. Absolutna rewelacja smile

            > 7. Szkoła uczy dzieci w kierunku do średniego poziomu. Jeśli masz trochę inne
            > dziecko, system edukacyjny tego nie uwzględnia. Nie uwzględnia ani dzieci
            > autystycznych, ani szczególnie zdolnych. Nikt się tym specjalnie nie
            > interesuje. Dziecko wybitnie zdolne i bardzo słabe przeszkadza na lekcji.
            bardzo sie z tum zgadzam i to wazny aspekt domowej edukacji. faktycznie dzieci
            zbyt zdolne lub zbyt nierowne maja w szkole pod gorke.
            • melka_x Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:27
              > A mnie sie wydaje ze nauka- jako taka jako proces poznawania
              > wiedzy- moze byc fascynujaca przygoda i zabawa. sadze ze z zalozenia za
              > edyukacje domowa wezma sie wlasnie tacy ludzie, dla ktorych to jest przygoda.

              Fizyki uczył mnie ojciec (w kuchni przy gotowaniu, oglądając lód na spacerze
              czy wydychaną z ust parę, odpowiadając na dziecięce pytania czy świat ma
              początek i koniec, czy godzina zawsze trwa tyle samo i dlaczego w bezwietrzny
              dzień liście spadają na ziemię, a nie lecą do góry itd). Dzięki temu nie mogłam
              się doczekać kiedy pójdę do szkoły i dowiem się więcej. Dowiedziałam się tylko,
              że trzeba wyrecytowac definicję i wykuć na pamięc wzór żeby zaliczyć.
              • aluc Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:37
                melka_x napisała:

                Dzięki temu nie mogłam
                >
                > się doczekać kiedy pójdę do szkoły i dowiem się więcej. Dowiedziałam się
                tylko,
                >
                > że trzeba wyrecytowac definicję i wykuć na pamięc wzór żeby zaliczyć.
                >
                otóż to
                w podobny sposób masa książek bardzo mi się podobała, dopóki nie zaczęliśmy
                ich "przerabiać" na lekcjach

                o edukacji domowej wiem tyle co kot napłakał, ale po lekturze pewnego artykułu
                w Przekroju czas jakiś temu zgadzam się z opinią, że z pewnością potrzeba
                systemu tejże - np. to o czym mówiła gosia, że np. jak egzaminów nie zdasz, to
                wracasz do edukacji instytucjonalnej obowiązkowo

                bo prawdę mówiąc najbardziej przeraził mnie po lekturze opis dwójki uczonych w
                domu nastolatków, co to egzaminy mają zdane na poziomie trzeciej i czwartej
                klasy podstawówki, nie mogą zdawać matury, nie mogą iść na studia, a tatuś w
                dalszym ciągu kontestuje system oświaty w Polsce

                na wyłączną edukację domową swoich dzieci w życiu nie zdecydowałabym się ze
                względu na własne lenistwo i odkładactwo spraw na wygodniejszą chwilę, która
                nigdy nie nastąpi, sama wolę uczyć się/ćwiczyć/pracować pod lekkim bacikiem, z
                drugiej strony domowe (do)edukowywanie wdrażamy od niemowlęcia wink z drugiej
                strony boję się gettowatości szkół elitarnych, a człowiek w życiu bez przerwy
                musi funkcjonować w systemach przeróżnych, które nie do końca są dla niego
                satysfakcjonujące i często na kaszankę majązamiar przerobić

                no i mam nadzieję, że wyniesione z domu ustrzeże ich chociażby w pewnym stopniu
                przed przerobem na kaszankę
            • mamago1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:30
              wieczna-gosia bardzo się cieszę z Twoich wypowiedzi smile
              Też uważam że łączenie roli rodzica i nauczyciela jest jak najbardziej
              naturalne! Czy urzędnik, minister lub nauczyciel wie lepiej co jest dobre dla
              Twojego dziecka? To rodzic jest pierwszym nauczycielem.
              Ci rodzice, edukujący domowo z którymi rozmawiałam uważają to za wspaniałą
              przygodę!

              A tu lista znanych osób edukowanych domowo:

              Blaise Pascal (1623-1662)
              Hans Christian Andersen (1805-75)
              Abraham Lincoln (1809-1865)
              Charles Dickens (1812-1870)
              Mark Twain (1835-1910)
              Andrew Carnegie (1835-1919)
              Thomas A. Edison (1847-1931)
              Pierre Curie (1859-1906)
              Winston Churchill (1874-1965)
              Konrad Adenauer (1876-1967)
              Charles Chaplin (1889-1977)
              Agatha Christie (1890-1976)
              Franklin D. Roosevelt (1882- 1945)
              George Patton (1885-1945)
              Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939)
              Yehudi Menuhin (1916-1999)
              Elżbieta II (ur. 1926)
              • mama_oli_i_tomka Re: Edukacja domowa 13.02.07, 17:08
                Mamago ale pytanie moje brzmi - czy ci sławni i wielcy byli uczeni metodą
                domową przez rodziców czy przez nauczycieli z odpowiednimi ku temu wiedzą i
                doświadczeniem?
                Bo mam obawy jednak, że nie sami rodzice ich kształcili ale zatrudnieni w tym
                celu naluczyciele. A że nauka odbywała się w domu rodzinnym nie przeczę.
                I tu leży przysłowiowy pies pogrzebany - o ile w życiu nie podjęłabym się
                samodzielnego nauczania dzieci z powodów tak dla mnie oczywsitych jak to że po
                godzinie pierwszej jest druga, o tyle bardzo bym chciała aby stać mnie było na
                zapenienie dzieciom nauczania w domu przez osoby ku temu kompetentne.
                Pozdrawiam
          • linkaa3 Re: Edukacja domowa i nauka jezykow obcych 13.02.07, 18:35
            > 2. Rodzice sami mogą dużo się przy tym nauczyć. (Np. chcesz nauczyć dziecka
            > angielskiego, a nie umiesz? Uczcie się razem!


            To stwierdzenie powialo groza - bo samemu nie znajac dobrze angielskiego, nie
            nauczy sie innej osoby doroslej a co dopiero dziecka jezyka obcego.
            • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa i nauka jezykow obcych 13.02.07, 18:37
              Paranoidalnie to brzmi. Qrde, nie miałabym ochoty na powtórne przerabianie
              cyklu rozmanżania nagonasiennych czy innego shitu szkolnego.
              • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa i nauka jezykow obcych 13.02.07, 20:04
                no widzisz Triss a ja w ogole nie mam takich oporow. W ogole w toku nauki
                szkolnej ze to nie przedmioty sa shitowe- to nauczyciele. Do studiow bylam
                przekonana ze nie naucze sie w zyciu ani fizyki ani chemii tymczasem trafili mi
                sie geniusze, ktorzy pokazali mi ze to sa absolutnie genialne przedmioty a
                nauczenie sie wzoru chemicznego dowolnej dlugosci nie nastrecza zadnych
                trudnosci jesli czlowiek pamieta o paru zasadach smile
                • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa i nauka jezykow obcych 13.02.07, 20:06
                  Nie, nie nauczyciele. Akurat tych wspominam bardzo ok. Zwyczajnie te rzeczy
                  absolutnie mnie nie interesowały i chciało mi się spać jak tylko otwierałam
                  podręcznik do chemii.
            • mamago1 Re: Edukacja domowa i nauka jezykow obcych 14.02.07, 10:19
              Zatrudniacie nauczyciela i uczycie się razem.
    • julinekk Re: Edukacja domowa 13.02.07, 13:23
      nie wiem czy wiadomo wam, ktorzy krytykujecie nauczanie w domu ze wg
      przeprowadzonych wielokrotnie badan (nie tylko w Polsce)dzieci uczone ta metoda
      nie tylko nie traca, ale wrecz zyskuja. w skrocie: potrafia sie swietnie
      odnalezc w grupie rowiesnikow, maja wieksza motywacje do nauki, szybciej
      przyswajaja wiedze, maja wyzsza samoocene, rozwijaja wiecej roznorodnych
      zainteresowan (w porownaniu z dziecmi szkolnymi), maja nizszy poziom agresji,
      sa bardziej pozytywnie nastawione do swiata i latwiej przystosowuja sie do
      nowych warunkow. to tylko niektore efekty nauczania domowego. niestety nie
      pamietam zrodla, ale jak znajde to podam zeby potwierdzic moje slowa.
      oczywiscie sa tez minusy: wieksze obciazenie dla rodzica i jednak koniecznosc
      przygotowania pedagogicznego przynajmniej w minimalnym stopniu.
    • oxygen100 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 15:45
      jakos nei podzieolam waszej euforii w tym temacie. szczegolnie nie przemawia do
      mnie fakt ze rodzic uczy sie razem z dzieckiem. Bo to rodzic ma nauczac, umiec
      i ma byc autorytetem dla swej edukowanej pociechy a nie kumplem. Akurat
      Elzbieta II jest kiepskim przykladem, bo na pewno uczyli ja nie rodzice ktorzy
      zajeci byli panowaniem, ale starannie wyselekcjonowani nauczyciele.
      • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 16:14
        Tez nie jestem entuzjastką edukacji domowej i swojemu synowi czegoś takiego nie
        zafunduję. Szkoła to też życie towarzyskie, flirty, dyskoteki, przerwy,
        obgadywanie nauczycieli, wagary.wink Za Chiny nie nadaję się do tego, żeby
        starannie analizować program szkolny i omawiać z dzieckiem poszczególne
        przedmioty. A już "uczenie się z dzieckiem" to dla mnie kosmos. Po to
        skończyłam liceum, żeby więcej nie zaglądać do podręcznika chemii czy fizyki.
        • melka_x Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:00
          > Po to skończyłam liceum, żeby więcej nie zaglądać do podręcznika chemii czy
          > fizyki.

          Naprawdę po to skończyłaś liceum?wink))
          Nieświadomie, ale sama dałaś argument za edukacją domowąwink.
          A zajrzeć w sprawie fizyki czy chemii pewnie i tak będziesz musiała, jak
          dziecko zacnie zadawać pewne pytania. Tak czy siak i tak jesteś pierwszym
          nauczycielem dziecka, także fizyki czy chemii, nawet jak tego sobie z dzieckiem
          tak nie zdefiniujecie. Zacznie się od 'dlaczego lata samolot?', a na czym sie
          skończy strach myślećwink. I nie liczyłabym, że szkoła Cię w tym wyręczywink
          • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:17
            No sorry, umiem odpowiedzieć na pytanie "dlaczego lata samolot" ale nie mam
            najmniejszej ochoty na powtórne realizowanie programu szkolnego w takiej
            wersji, że ja zastępuję nauczyciela.
          • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 20:12
            mialam sie podzielic refleksja...
            no dobra podziele sie bo triss nie z tych niedotykalskich. smile)

            w kontekscie ludzi wyksztalconych prawde mowiac szokuja mnie takie stwierdzenia-
            tzn. dokladnie zamyykanie sie na okreslona dziedzine wiedzy. Ne kumam tego
            zupelnie nie znam sie na historii ale z fascynacja slucham o historii jesli ktos
            dobrze opiowiada. nie znam sie na prawie a do Falandysza na przedmiot do wyboru
            chodzilam jak na skrzydlach. Prawde mowiac NIE POTRAFIE wymienic galezi nauki o
            ktorej z czystym sumieniem moglabym powiedziec- nie sorry ale mam to gdzies i
            nie mam ochoty sie dowiedziec.

            kurcze dowiadywanie sie jest fascynujace!! Uwielbiam sie dowiadywac- nie
            pamietam dnia gdybym nie powiedziala- no wlasnie dlaczego tak sie dzieje?
            sprawdzmy- poszukajmy? Uwielbiam gdy moi studenci zadaja mi pytania na ktore nie
            znam odpowiedzi i moge spokojnie powiedziec- sluchajcie- nie wiem. Wy tez nie
            wiecie. Wiec spotkajmy sie tu za tydzien a przez ten tydzien niech kazdy
            pogrzebie i moze sie dowiemy.

            Jestem nieuleczalnie chora chyba smile))
            • monia145 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:41
              No ja też z tych ciekawych świata, ale z ręką na sercu przyznaję, że budowa
              silnika mnie nie fascynuje..no nie i już...nie chciałabym też poznawać tajemnic
              owego silnika tylko po to, aby następnie przekazywac tę wiedzę synowi.
              • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:50
                Ja mialam na fizyce rozne silniki i taaaakie doswiadczenia robilismy ze mucha
                nie siada smile))))
                ale nie to ze mnie fascynuje. Lubie wiedziec po prostu.
                I pozniej fachowiec zeby mnie splawic mowi o czyms mimosrodowym smile a ja kurcze
                sorry wiem o co chodzi smile))
                • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:54
                  Widzisz, sporo wiedzy przyswajam mimochodem, w trakcie czytania wszystkiego co
                  wpadnie w ręce. Mogę doczytać, pooszukac dodatkowych info ale żeby specjalnie
                  poznawać coś z dziedziny kompletnie obcej to już mi się zwyczajnie nie chce.
                • monia145 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:56
                  No fakt, taka wiedza przydaje sie w życiu, wiem..trudno nie będę się
                  męczyć..nie potrafię zapamiętać czegoś, w co nie wkładam minimum serca i
                  zainteresowania.
                  Wszelkiej maści fachowcy kochają takich, jak jasmile
                  Ja tez lubię duzo wiedzieć- jestem geografem, ale znam dobrze historię
                  średniowiecznej Francji..no ale to moja pasja, więc nie mam kłopotów z
                  zapamiętywaniem dziesiątków faktów,w których notabene, na codzień nie siedzę.
            • melka_x Re: Edukacja domowa 14.02.07, 09:03
              > no dobra podziele sie bo triss nie z tych niedotykalskich. smile)

              Też mam takie wrażenie, dlatego również sobie pozwalamsmile

              Jeśli inteligentna, z humanistycznym wykształceniem i generalnie chyba jednak
              ciekawością świata osoba mówi, że uszczęśliwa ją fakt, że nigdy nie będzie
              musiała mieć do czynienia z fizyką czy chemią to to jest kompletna porażka
              szkoły. Bo Triss ani nie brakuje zdolności (tak sądzę), ani ciekawości, ani też
              fizyka czy chemia nie jest nudna. Te przedmioty są uważane za nudne (i często
              trudne), bo większość nauczycieli nie potrafi ich uczyć, a w przeciwieństwie do
              humanistycznych dziedzin trudniej jest samemu zrozumieć pewne zależności.
              Podobnie jak będąca postrachem szkół matematyka. I to jest właśnie jeden z
              moich głównych zarzutów wobec szkoły, szkoła zabija naturalną ciekawość świata
              i skutecznie zniechęca do wiedzy. A fizyka jest najlepszym przykładem na to. Bo
              każde dziecko zanim pójdzie do szkoły zadaje setki pytań właśnie dotyczących
              fizyki (chemii też, ale moim zdaniem w mniejszym stopniu). Mimo, że nie
              definiuje sobie tego jako fizyki, to jest nią bardzo zainteresowane. A potem
              idzie do szkoły i okazuje się, że fizyka jest nudna. Dobrze, że nie ma w szkole
              filozofii, bo też natychmiast okazałoby się, że nudna, a tak jest szansa, że
              ktoś czasem do czegoś związanego z filozofią jeszcze po maturze zajrzysmile.
              • blessyou1 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 09:27
                Filozofia bywa w niektórych szkołach (najczęściej niepublicznych)
                Moja córka uczy sie jej od pierwszej klasy gimnazjum.
                • melka_x Re: Edukacja domowa 14.02.07, 10:33
                  Wiem, ale nie jest powszechnie obowiązkowym przedmiotem w publicznych szkołach
                  jak fizyka, chemia, czy matematyka.
        • aluc Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:02
          triss_merigold6 napisała:

          > A już "uczenie się z dzieckiem" to dla mnie kosmos.

          dla mnie też, młody ma dopiero pięć lat, a już tylu rzeczy się dowiedziałam, bo
          mi każe sprawdzać w książkach i necie wink
      • mamago1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 17:17
        Apropo's Elżbiety II - Ale edukacja domowa nie koniecznie polega na tym, że to
        rodzic uczy dziecko, ale że rodzic DECYDUJE jak dziecko się będzie uczyć i kto
        je będzie uczył. Może zatrudnić prywatnych nauczycieli.
      • wieczna-gosia Autorytet 13.02.07, 20:19
        Oxy droga- jesli bede dla dziecka autorytetem dlatego ze wiem wiecej niz ono- to
        sie pochlastam.
        w pewnych dziedzinach- oczywiscie ze wiem smile stoi za mna moich 32 lata przeciwko
        ich 14 i mniej.
        ale z drugiej strony nauka notuje wiele takich przykladow, ze czynila krok
        naprzod wlasnie dlatego ze ktos nie wiedzial ze tak sie nie da smile albo czegos
        nie doczytal smile)

        nauczyciele wychodzacy z pozycji sily (ja umiem, ty nie umiesz ja cie naucze)
        zupelnie do mnie nie przemawiaja. Ja wiem gdzie szukac- i moge ci pomoc- o to
        juz tak. Ja wiem kogo sie spytac jakbysmy nie dali rady. to jest nauka. Im
        wiecej czlowiek w nauce grzebie tym wiecej pojawia mu sie znakow zapytania. Jak
        patrze na ludzi poszukujacych wiedzy- po prostu serce mi rosnie.

        czytam swoje wypowiedzi w tym watku i juz wiem kto ze mnie wyazi- mianowicie
        taki belfer idealista smile) ale to prawda- uwmielbiam uczyc! I sie uczyc tez
        uwielbiam smile)
        • oxygen100 Re: Autorytet 14.02.07, 11:57
          z drugiej strony nauka notuje wiele takich przykladow, ze czynila krok
          > naprzod wlasnie dlatego ze ktos nie wiedzial ze tak sie nie da :

          hehe masz racje. Fizycy obliczyli kiedys ze np. trzmiel ma taka budowe skrzydel
          czy tez jakis stosunek ich powierzchni do macy czy obejtosci ciala ze nie ma
          prawa latac, bo z punktu widzenia fizyki to absolutnie wykluczone! I pacz pani
          a un lata i ma gdzies wyliczenia madrych glowtongue_out
    • anik801 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 16:40
      Wolałabym żeby moje dziecko poszło do zwykłej szkoły.Uczy się w ten sposób
      samodzielności.W szkole jest różny przedział wiekowy i ma kontakt ze sporą
      grupą dzieci.Poza tym jest lepiej przygotowane pod względem emocjonalnym do
      dalszej edukacji.Jak takie dziecko po nauce domowej przystosuje się w liceum
      lub na studiach?Dla mnie taka nauka w domu to jak wieczne przedszkole!
      • mamago1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 17:28
        Jak już pisałam dzieci po edukacji domowej, świetnie radzą sobie na studiach i
        nie są jakimiś społecznymi dziwakami. Dane na ten temat sa w jednym z
        powyższych linków, które wkleiłam.

        >> W szkole jest różny przedział wiekowy(...)

        W szkole jest właśnie klasyfikacja wiekowa, a jak wszyscy wiemy dzieci
        rozwijają się różnie. Jedne szybciej piszą, mówią inne później.
        Ale ktoś kiedyś ustalił w jakim wieku dziecko ma posiąść jaka wiedzę i dzieci,
        które to robią później lub wczesniej w szkole są niemile widziane.

        !Do matek, które mają lub miały małe dzieci: Wiemy, że są książki na temat
        wychowania i rozwoju dziecka, ale każde z naszych dzieci rozwijało się we
        własnym tempie i wszystkie poradniki mówią że to jest OK. Natomiast nagle w
        szkole wszystkie te dzieci mają wyrównać swoje umiejętności i etap rozwoju.
        prawda, że to trochę wbrew naturze?

        • anik801 mamago1! 13.02.07, 22:23
          Ale mi nie chodzi o przedział wiekowy w jednej klasie.Chodzi mi o to,że w całej
          szkole są dzieci w różnym wieku.Ja miałam koleżanki ze starszych i młodszych
          klas.Gdybyśmy mieli robić wszystko zgodnie z naturą,to mieszkalibyśmy w
          szałasach lub lepiankachwinkA gdyby tak nagle każde z dzieci odmówiło nauki
          alfabetu twierdząc,że to nie ten etap rozwoju?Faktem jest,że w szkole są różni
          naczyciele,jedni potrafią przekazać wiedzę inni nie.Ale przecież nie wszyscy
          rodzice nadają się do przekazywania wiedzy.Jakbym miała uczyć matematyki to bym
          wykitowaławink
    • blessyou1 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 17:32
      mamago niedawno była dyskusja na forum edukacja.
      Zachęcam cię do przeczytania skoro myślisz o uczeniu swoich dzieci.
      Zwróc uwagę na posty doroty konowrockiej - pisze bardzo mądrze, można się z nią
      skontaktować w tej sprawie bo ma chyba sporo znajomych którzy już tak działają.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=51397971
      • myelegans Re: Edukacja domowa 13.02.07, 19:11
        mamago, rob jak Ci serce i rozsadek dyktuje. Widac, ze zrobilas
        odpowiedni "research" masz pasje i zaciecie, zeby dzieci edukowac w domu. Nie
        kieruj sie opiniami tych "ktorym sie wydaje", ale poza tytulem niewiele o tym
        wiedza, tylko impulsywnie neguja.
        Systemy edukacji w domu sa w innych krajach bardzo popularne. W USA jest to jak
        najbardziej przyjety system alternatywny do instytucji zorganizowanej szkoly.
        Sama znam mame, ktora zajmuje sie edukacja, 4 dzieci, wszystkie w podstawowce,
        najmlodsze blizniaki w 2 klasie. Na poczatku roku dostaje materialy pomocnicze
        z placowki oswiatowej, sa to wskazowki co do programu, nie z podzialem na
        poszczegolne przedmioty, co raczej na grupy tematyczne: np. ogolnie przyjeta
        przyroda, nauki spoleczne, nauki scisle, literatura itd. Co do podrecznikow
        czy materialow zrodlowych moze wybierac sama, albo podsylaja. Dzieci ucza sie
        bardziej tym czym sa zainteresowane, zachecane sa do samodzielnego dochodzenia
        do rozwiazania, bo je to interesuje, chodza do muzeum nauki i innych, robia
        doswiadczenia biologiczne, czytaja nie obowiazkowe lektury, tylko to co je
        interesuje i .... wypadaja bardzo dobrze na koncowych egzaminach, duzo ponad
        srednia. Co do kontaktow z rowiesnikami, to graja w gry zespolowe, chodza na
        treningi, uczestnicza w zawodach itd. tak jak uczniowie ze szkol. Wyjezdzaja na
        wycieczki itd.
        Czytalam kiedys statystyki dzieci ksztalconych w domu i sa zdecydowanie na ich
        korzysc akademicko, spolecznie i pod wzgledem tzw. sukcesu zyciowego. Bardzo
        duzo jest stron internetowych i forow dyskusyjnych. Zeby dodac, to wielu ludzi
        na wysokich stanowiskach politycznych zostalo edukowanych w domu.
        Szkola i klasy to twor sztuczny, w ktory wtlaczane sa dzieci na podstawie wieku
        metrykalnego, w ktore wtlaczane jest cos co niektorzy nazywaja wiedza, a
        sprowadza sie do materialu kartkowkowego i egzaminacyjnego. dzieci ucza sie bo
        musza, odrabiaja lekcje bo sa do tego zmuszane. Zabija indywidualnosc, zabija
        myslenie, zabija ciekawosc, demoralizuje, jednostki wrazliwsze wychodza z
        poobijanym ego itd. itp. to instytucja i jako taka jest prowadzona i w dodatku
        nadzorowana przez cala machine.

        Zycze powodzenia, trzymam kciuki, bedzie to dla Was wszystkich fanstastyczna
        przygoda.
    • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:24
      Ja właśnie zamierzam uczyć dizeci w domu. Mimo że moja najstarsza córka ma
      dopiero pięć lat już dziś przygotowuję się do tej roli, bo oprócz tradycyjnych
      przedmiotów, chciałbym przekazać dzieciom wiedzę z retoryki, savoir-vivre'u,
      elegancji itp.

      Do tej formy wychowywania dzieci (edukację traktuję jak część wychowania)
      zachęciły mie zasadniczo cztery sprawy:
      1. Szkoła, jak już wpisano kilka postów wyżej, przygotowuje raczej masę
      pracowniczą niż kreatywne jednostki.
      2. Edukacja Domowa w gruncie rzeczy polega nie na przekazaniu wiedzy, ale na
      wyrobieniu pragnienia poszukiwania prawdy. Szkoła ceni raczej (wbrew
      deklaracjom) formułki.
      3. Ważniejsze dla mnie niż wszystkie więzy społeczne (choć oczywiście ich nie
      lekceważę) są więzi rodzinne. Szkoła je znacznie osłabia.
      4. Podzielam pogląd, że dziecko do ok. 10 (a niektóre do 12) roku życia
      potrzebuje więcej aktywności ruchowej niż intelektualnej. Okres dojrzewania
      jest czasem odwrócenia tych proporcji. Człowiek, który ma "bazę" fizyczną w
      ciągu dwóch - trzech lat jest w stanie "prześcignąć" edukowanego od wczesnych
      lat równolatka. A już na pewno sadzanie kilkulatka w ławce jest zamacham na
      jego zdrowie fizyczne a być może i psychiczne.

      Pozdrawiam. Zwłaszcza wątpiących: vouloir c'est pouvoir!
      • linkaa3 Pietruszewskih 13.02.07, 18:44
        Zgadzam sie z Twoimi stwierdzeniami. Jednak tym, co mnie zniecheca do edukacji
        domowej sa moje wlasne braki w wyksztalceniu.

        To na czym mi zalezy, to rozbudzic w moich dzieciach ciekawosc swiata, zeby
        umialy same szukac odpowiedzi na nurtujace je pytania. Denerwuje mnie w szkole
        jako takiej usrednianie i koniecznosc uczenia sie wszystkiego, nawet tego, co
        srednio interesuje. Za malo ruchu dzieci maja.

        Nie podoba mi sie idea zgromadzenia w jednej klasie rowiesnikow - to nie jest
        naturalne. Poza sytuacja posiadania blizniaka i szkola wlasnie, nigdzie nie
        funkcjonujemy w stricte rowniesniczym srodowisku. Dlatego tu przemawia do mnie
        idea Marii Montessori, w przedszkolach prowadzonych zgodnie z jej pedagogika
        nie ma grup wiekowych. W rodzinie tez raczej takowych nie ma, prawda?
      • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 18:51
        Dla mnie to trąci ideologią i pychą, zwłaszcza tekst o więziach rodzinnych,
        które osłabia szkoła. Boisz się konfrontacji ze środowiskiem rówieśniczym
        dziecka czy co?
        • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 13.02.07, 19:39
          Jaką ideologią? Samo słowo "ideologia" nic nie znaczy. Trzeba je określić.

          Oczywiście, że się nie boję żadnej konfrontacji. Zresztą nie zgadzam się na
          takie postawienie sprawy. Kiedy wychodzimy ze swoich domów nie dochodzi do
          żadnej konfrontacji. Podobnie, kiedy moje dzieci idą na urodziny do
          rówieśników, z nikim się nie konfrontują.

          Aby jednak przybliżyć o jakie "więzi rodzinne" mi chodzi, użyję przykładu z
          własnego domu.
          Niedawno zrezygnowaliśmy z posyłania córki do przedszkola. Kiedy widzę, jak ze
          swoją siostrą budzą się na wzajem, jak się przytulają ale i nierzadko wadzą i
          szturchają, jestem przekonany, że uczuć, które sobie wyrażają nie zastąpi
          żadne "kółko graniaste" z kilkunastoma rówieśnikami.
          • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 19:56
            Konfrontacji postaw i poglądów wyniesionych z domu z tymi prezentowanymi przez
            rówieśników dzieci - mogą miec inne systemy wartości, cenić inne dobra etc. A
            presja grupy we wczesnonastoletnich latach jest spora.
            Co do przykładu - przecież siostry mają ze sobą kontakt na co dzień więc nie
            widzę w czym pójście do przedszkola mogłoby im zaszkodzić. Siostrzanych uczuć
            przedszkole/szkoła nie osłabi, to zupełnie inne relacje.
            • mama_kotula Re: Edukacja domowa 14.02.07, 12:48
              triss_merigold6 napisała:
              > Co do przykładu - przecież siostry mają ze sobą kontakt na co dzień więc nie
              > widzę w czym pójście do przedszkola mogłoby im zaszkodzić. Siostrzanych uczuć
              > przedszkole/szkoła nie osłabi, to zupełnie inne relacje.

              Co więcej - w moim przypadku pójście dzieci (różnica wieku 15m) do przedszkola -
              do różnych grup - wzmocniło jeszcze ich więzi. Tak, że do południa spędzają czas
              osobno i bawią się w to wspomniane kółko graniaste, a po południu bawią się
              razem, przytulają, całują i nawet w to nieszczęsne kółko graniaste się bawią razem.
              Gdy spędzają ze sobą 24h na dobę, nie są już tak skłonne do wzajemnej miłości smile
        • linkaa3 Triss 13.02.07, 19:47
          Nie boje sie kontaktow z grupa rowiesnicza. I choc nie uwazam, ze taka grupa to
          twor naturalny, zamierzam poslac moje dzieci do szkoly, bo choc edukacja domowa
          pieknie brzmi, to ani ja, ani moje dzieci sie do niej nie kwalifikujemy. Przede
          wszystkim psychicznie.

          Co do wiezi rodzinnych - duzo znacza dla mnie przyjaznie starszego dziecka, ale
          jeszcze wiecej znaczy jego kontakt z rodzenstwem.
          • triss_merigold6 Re: Triss 13.02.07, 19:49
            O ile jest rodzeństwo.
            Nie neguję całkowicie edukacji domowej, w przypadku dzieci z różnymi
            dysfunkcjami może zdawać egzamin ale za żadne skarby nie zrezygnowałabym z
            kształcenia dziecka w standardowym szkolnym trybie.
            • linkaa3 Re: Triss 13.02.07, 20:16
              Wlasnie, o ile jest rodzenstwo. O ile dziecko ma predyspozycje do edukacji
              domowej i rodzic takowe posiada, bo naprawde nie na wszystkich takie prywatne
              lekcje dzialaja. Ja holduje metodzie 'kazdemu wg potrzeb' smile Nie mozna
              jednoznacznie powiedziec, ze edukacja domowa jest super, a szkolna do bani ani
              na odwrot. Kazda ma swoje wady i zalety i pytanie, co jest dla nas i dziecka w
              danej sytuacji prioryretowe.

              Dla mnie socjalizacja dziecka. I moje wygodnictwo smile
              • pietruszewskih Re: Triss 13.02.07, 21:12
                >>I moje wygodnictwo smile

                Cenię taką szczerość. Wbrew pozorom, to ważkie wyznanie. Mimo że opatrzone
                uśmiechem. Rzeczywiście decyzja o nauczaniu dzieci w domu oznacza, że życie w
                rodzinie zaczyna tętnić inaczej. Najczęściej jedno z rodziców przestaje
                pracować. Ale nie musi to oznaczać poświęcenia siebie dla jakiejś szalonej
                idei. Rodzice też na tym korzystają. Rodzinę przestaje dotykać uczucie
                zabiegania: kto ma klucze?, kto kogo odwozi?, kto przywozi dziecko z
                przegszkola?, kto zawozi na angielski? Któż z nas nie chciał się wyrwać z
                takiego kręgu? Zamiast tego rodzice stają się bardziej kreatywni. Zacznę od
                własniego skromnego przykładu: nigdy bym nie zbudował budki lęgowej i karmnika,
                gdybym nie myślał o uczeniu swoich dzieci. Ktoś inny kupił stary motocykl i
                rozebrał go, żeby pokazać synowi, jak działa silnik spalinowy. Sam wcześniej
                nigdy nie zajmował się motoryzacją. Znam matkę, która wraz z synem uczy się
                podróżując. ED to po prostu wielka przygoda. Czy znacie kogoś spoza Podhala,
                kto może pokazać dziecku krokusy w Tatrach (niby błaha sprawa ale w marcu nikt
                nie ma ferii a te łąki krokusów to naprawdę zjawisko przepiękne)?

                P.S. Pozwolę sobie jeszcze na osobiste wyznanie. Moje pragnienie bycia
                nauczycielem własnych dzieci zrodziło się, gdy przeczytałem wiersz "Ojciec
                objaśnia". Od tego momentu wiedziałem, że chcę być ojcem, który "objaśnia". I
                nie tylko objaśnia, ale zachęca, by sobie dziecko po woli samo zaczęło świat
                objaśniać.
                • triss_merigold6 Re: Triss 13.02.07, 21:37
                  Oglądałam z dziadkiem krokusy w Tatrach w marcu co roku właśnie w wieku
                  przedszkolnym. Do przedszkola chodziłam.wink Karmnik budowaliśmy w ramach ZPT.

                  To co piszesz brzmi bardzo idealistycznie i niektórym może pasować. Mnie nie
                  pasuje zdecydowanie, może dlatego, że lata szkolne kojarzą mi się bdb. na ogół.
                  Poza tym nie lubię mieszania ról. W domu jestem matką, uczę w pracy wg.
                  szkolnego programu za pieniądze.
                  A że w szkole marnuje się sporo czasu? Nie szkodzi, dziecku potrzebna jest też
                  nuda, pogadanie, ploty z koleżankami i kolegami.
    • mbwj88 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 19:59
      wołam mojego męża coby sobie z tobą pogadał
      o to to cały czas mie gada
      po co szkoła po co przedszkole on czytal itd
      przynosi jakieś artykuły i niechce dziecka do przedszkola zapisać
      • verdana Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:41
        Jestem zdecydowaną przeciwniczka edukacji domowej prowadzonej przez rodziców.
        Więcej, jestem wrogiem takiej edukacji.
        Dlaczego? Dlatego że w tej sytuacji dziecko staje się kompletnie i totalnie
        uzaleznione od jednej dorosłej osoby. Poznaje tylko jej sposób myślenia, jej
        wartości, jej oceny rzeczywistości. Nie ma szans dowiedzieć się, że inni
        dorośli myślą inaczej. Wolę taką sobie szkołę, gdzie jednak co pewien czas
        zdarzają się dobrzy nauczyciele, od uzaleznienia dziecka tylko od moich opinii.
        Kiedyś edukacja domowa, poza najniższym poziomem (nauka czytania i pisania)
        odbywała się przy pomocy opłacanych nauczycieli - oni mieli szansę wnieść w
        zycie dziecka coś nowego, mieli szansę skorygować niewłasciwe zachowania
        dziecka, ktorych nie dostrzegli rodzice, albo zauwazyć talenty, ktorych w domu
        nie zauwazono, zainteresować dziedzina, która rodzice sie nie interesują.
        Rodzice wychowaja dziecko tak, jak oni i tylko oni uznaja za stosowne. A bycie
        rodzicem nie jest równoznaczne z byciem idealnym. Wydaje mi się, ze trzeba miec
        o sobie niezwykle wysokie mniemanie, aby uznać, ze można być dla dziecka jedyną
        alfą i omegą. Ja bym sie nie osmieliła.
        Co najmniej jedną wybtna zdolność mojego dziecka zauważył nauczyciel - ja nie.
        I dzięki tamu córka ma szanse zdolnosci rozwijać. Ja bym je zmarnowała.
        • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 21:45
          O dzięki za ten tekst.smile
          Edukacja domowa kojarzy mi się z izolacją dziecka od innego środowiska po
          prostu.
        • triss_merigold6 I jeszcze - kontrola 13.02.07, 21:51
          Edukacja w domu to przejęcie pełnej kontroli nad dzieckiem. Nad każdą
          czynnością, nad każdą chwilą, każdym kontaktem z rówieśnikami. To kontrola nad
          lekturami dziecka i jego zainteresowaniami.
          Osobiście wolę, żeby mój syn w przyszłości czasem poskarżył sie na nauczycieli
          niesprawiedliwych, durnych, zbyt wymagających, wcale nie wymagających,
          czepiających o ciuchy/włosy/pacyfkę niż tego uniknął. Komu poskarży się na
          rodzica?
          • verdana Re: I jeszcze - kontrola 13.02.07, 22:01
            No własnie - dokladnie to miałam na mysli.
            Nie ukrywam, mnie świadomość, ze dzieci kontaktują się z innymi doroslymi
            powstrzymała od pewnych bardzo nagannych zachowań. Uważam, ze w przypadku, gdy
            dziecko chodzi do szkoły, rodzice są pod pewna kontrolą. A rodzice to nie
            wlasciciele dziecka. Pozwolimy na edukacje domową i nagle okaże sie, ze są
            dzieci uwięzione w rodzinach, bez możliwosci poskarżenia się komukolwiek. I nie
            mówię tu o molestowaniu i biciu. Mowie własnie o mozliwosci oceny i
            cenzurowania kazdego slowa dziecka.
            Nauczyciel, przypominam, jest nie tylko od nauczenia dziecka programu
            szkolnego. Jest takze od oceniania. Od wskazywania lektur. Od poprawiania
            tekstu. Jezeli połączymy role matki i nauczycielki to dziecko będzie miało zero
            wolności dla wyrażania własnych myśli, nie zawsze zgodnych z odczuciami
            dorosłego. Nawet jezeli mama nie zabroni, to zmarszczy brwi, skrzywi się,
            poprosi o poprawienia. A pani w szkole mogłoby się podobać... I odwrotnie..
            Ucząc samodzielnie dziecko uzależniamy je od tylko jednego osądu - swojego
            własnego. A osąd rodzica nie musi byc prawidlowy i sprawiedliwy.
            Mój nie był.
            • triss_merigold6 Re: I jeszcze - kontrola 13.02.07, 22:15
              Dokładnie to miałam na mysli pisząc od początku o mieszaniu ról rodzica i
              nauczyciela. Rzadko kiedy rodzicom dobrze wychodzi dokształcanie dziecka z
              jakiegoś przedmiotu szkolnego, nie od strony merytorycznej co od strony
              psychologicznej. Nauczyciel nie ma do dziecka stosunku emocjonalnego, rodzic
              owszem. Jedynka u nauczyciela to kolejna jedynka postawiona za brak wiedzy
              uczniowi, dla rodzica ocena jest oceną nie ucznia ale jego potomka.

              IMO edukacja domowa to zamykanie dziecka na odmienności. Inne myślenie, inne
              systemy wartości poznawane w praktyce a nie z lektur, inne wybory rówieśników.
              Dziecko będzie może miało super wiedzę ale społeczne przystosowanie mierne.
              Kółka zainteresowań, wolontariat etc. to też głęboka selekcja nie pozwalająca
              dziecku na wybór własnych i tylko własnych znajomych. Niekoniecznie muszą się
              rodzicom podobac.
              • janka007 Re: I jeszcze - kontrola 14.02.07, 20:39
                triss_merigold6 napisała:

                Nauczyciel nie ma do dziecka stosunku emocjonalnego, rodzic
                > owszem. Jedynka u nauczyciela to kolejna jedynka postawiona za brak wiedzy
                > uczniowi, dla rodzica ocena jest oceną nie ucznia ale jego potomka.

                Nieprawda, nauczyciele jak najbardziej mają stosunek emocjonalny uczniów. O
                rozmaitych złudzeniach poznawczych, takich jak zjawisko aureoli (które
                zwłaszcza występuje w przypadku ładnych uczniów), o preferowaniu uczniów
                rozwiniętych językowo (Bourdieu), o sampospełniających się przeduprzedzeniach
                nauczycieli napisano tomy, a wcześniej przeprowadzono na to mnóstwo
                eksperymentów.
        • mbwj88 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 20:31
          Wydaje mi się, ze trzeba miec o sobie niezwykle wysokie mniemanie, aby uznać,
          ze można być dla dziecka jedyną alfą i omegą. Ja bym sie nie osmieliła.

          Zgadzam się z tobą.
          Nie wiem czy potrafiłabym sie skupić nad nauką dziecka? Przecież do tego tez
          trzeba mieć przygotowanie, predyzpozycje
          Nie wiem skąd takie zainteresowanie mojego męża tematem ED.
          pokazałam mu ten wątek i on mi zaraz pokazał strony w internecie na ten temat
          wiem ze mu się to podoba ale wiem tez że jest to ogromna odpowiedzialność ponad
          moje siły

    • vharia Re: Edukacja domowa 13.02.07, 22:01
      Niestety "nietrzymanie" pod kloszem, to tylko teoria.
      Szkoła, cały jej system, to najistotniejsza część świata w życiu mlodego człowieka. Na żadnych zajęciach dodatkowych ani edukacji z dziećmi innych rodzicow się tego nie odtworzy. System stadnywink szkolnych grup rówieśniczych jest unikalny i przygotowuje człowieka do samodzielnego poruszania sie w społeczeństwie w ogóle. Daje mozliwość zrozumienia hierarhii w grupach rówieśniczych (wcale nie o nauczycieli chodzi) a to jest niezbędne aby sobie radzić np. w pracy innej niż własna firma, w rozmaitych organizacjach a nawet w społecznościach lokalnych. Do tego życie uczuciowe nastolatków to temat-rzeka.

      Może wyniki mierzone ocenami są dobre (??? jedna osoba rodzic- ucząca w.s.z.y.s.t.k.i.e.g.o??? toż to nieodkryty geniusz), ale to, że pozbawia sie dzieci możliwości normalnego funkcjonowania wśród rówieśników to FAKTsmile
      • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 13.02.07, 22:17
        Oceny końcowe i dobre wyniki na studiach to nie wszystko.
        Dobra, napiszę a co mi tam: izolując dziecko w ten sposób wychowamy dogmatyka
        albo świra.
    • edorka1 Dyskusyna metoda... 13.02.07, 22:23
      Teoria jest fajną sprawą, ale ja w polskich warunkach absolutnie w to nie wierzę. Z wylączeniem sytuacji kiedy w rodzinie jest...no powiedzmy trzech nauczycieli - mama, tata i np.babcia - i nie pracuja, mają oceany czasu, nieskończoną umiejętnośc dyscyplinowania własnych dziatek , co jak wiadomo łatwe nie jest. W normalnej rodzinie - gdzie rodzice pracują zawodowo zupełnie niewykonalne. No chyba, że kogos stać na guwernantki i prywatne lekcje. To od strony naukowej.
      Bo jest jeszcze kwestia tego czym jest szkoła w naszej rzeczywistości - a jest przygotowaniem do dostawania od życia w tyłek i uczy przetrwania w dżungli współczesności - mam dobre pole obserwacji i uważam, że szkoła jest dziś brutalna, tak jak brutalna jest rzeczywistość, która nas otacza. Jakoś nie wierzę, żeby udało sie przed tym uciec- chyba po prostu trzeba dzieci nauczyć w tych układach funkcjonować. Czyli nauczyć odporności psychicznej. Bałabym się wyhodować w domu mimozę i geniusza całkowicie niperzystosowanych do umiejętności życia w porąbanej ojczyźnianej rzeczywistości. I cóz z tego, że mądrzejszych od reszty, skoro nie umiejących z tą resztą życ - a przecież z drugiej strony na to skazanych. Ktoś powyżej przytoczył listę geniuszy uczonych w domu...geniusze zazwyczaj sa nieszczęśliwi, niezrozumiani, samotni. Dziękuję. Wolę mieć normalne dzieci.
      • ratyzbona Re: Dyskusyna metoda... 13.02.07, 22:31
        A ja wtrące dwa słowa jak mi się wyaje z zupełnie innej beczki. Reczywiście
        nauczanie szkolne ma wady - ale to właśnie dzięki nim dziecko może posiąść
        umiejętności które przydadzą się w późniejszym życiu. Moja nauczycielka w
        klasach jeden trzy była niesprawiedliwa - mimo że pisałam najlepiej w klasie
        stawiała zawsze wyższą ocenę dziewczynie która miała ładny szlaczek w zeszycie.
        Szybko to dostrzegłam i zrozumiałam że nie zawsze liczą się wyższe umiejętności
        a czasem upodobania sprawdzającego. Z kolei w drugiej podstawówce uczyła mnie
        nauczycielka starej daty - wystarczyły dwa wypracowania bym nauczyła się w
        jakim stylu mam pisać by sprostać jej wymaganiom. Dziś przydaje mi się to na
        studiach kiedy obserwuję wykładowców i ucze się z którym można żartować a do
        którego trzeba mówić zwracając uwagę na każde słowo. Podejżewam że ta
        umiejętność przyda mi się też w pracy. Bez szkoły nie da się nauczyć
        dostsosowywania się do różnych wymagań i charakterów - własną matkę czy ojca
        zna się na wylot - wie się co popiera a co potępia jakie słownictwo uważa za
        odpowiednie a jakie nie. Tymczasem dostosowywanie się do innych których musimy
        poznawac jedynie na podstawie dość ograniczonej obserwacji jest podstawą
        naszego funkcjonowania w dalszych latach szkoły czy w pracy.
        • linkaa3 Hodowanie geniuszy 14.02.07, 08:55
          Wg mnie tutaj znow wraca pytanie o priorytety. Pytanie, czy najwazniejsze jest
          dla nas wyhodowanie geniusza, ktory bedzie super w danej dziedzinie, czy tez
          dziecka, ktore bedzie sobie radzilo w spoleczenstwie? Wiem, szeroki rozstrzal,
          pomiedzy bialym a czarnym wiele odcieni szarosci, ale niestety czesto jest tak,
          ze ktos super zdolny gdy mu stworzyc warunki izoluje sie od rowiesnikow, zeby w
          spokoju sobie poczytac. Czy to jest takie pozadane?

          Co do spokoju w temacie klucza na szyi - ja sobie b cenie moja prace i nie
          wyobrazam sobie zostania w domu z dziecmi w wieku szkolnym. Patrzac na moje
          dzieci i ich potrzeby - to nie byloby dla nich dobre i zdrowe. Zreszta odcieta
          od wlasnych ambicji zawodowych sfrustrowana matka tez nie bylaby zdrowa dla
          calej rodziny.
          • melka_x Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 09:29
            > Pytanie, czy najwazniejsze jest
            > dla nas wyhodowanie geniusza, ktory bedzie super w danej dziedzinie, czy tez
            > dziecka, ktore bedzie sobie radzilo w spoleczenstwie?

            Nie chodzi o wyhodowanie geniusza, ale wychowanie człowieka, który będzie
            ciekawy świata i który będzie rozumiał podstawowe zależności i mechanizmy. Tego
            szkoła skupiona na pamięciowym, często bez zrozumienia opanowaniu materiału
            moim zdaniem nie daje. Funkcjonalni analfabeci to właśnie efekt kucia odtąd -
            dotąd.

            > czy tez dziecka, ktore bedzie sobie radzilo w spoleczenstwie?

            To zależy co rozumiesz przez radzenie sobie w społeczeństwie. Jeśli konformizm,
            strach przed wychyleniem się, niesamodzielność intelektualną i emocjonalną, co
            faktycznie ułatwia wiele spraw w życiu, to szkoła dobrze sobie z tym radzi (i
            nie postawię tu uśmieszku).
            • edorka1 A nie mozna próbowac pogodzic tych spraw? 14.02.07, 09:52
              Może przecież dziecko chodzić do szkoły i można w nim rozbudzac rózne zainteresowania, inspirować je i wspierać w ciekawości i rozumieniu świata. Można nauczyć dziecko uczenia się, a nie kucia. I jak sadze, tak poprowadzone dziecko da sobie radę w szkole i w życiu. Odseperowanie od systemu edukacji - wadliwego ale mimo wszystko nie tak całkiem złego, może skutkować alienacją od rówieśników i problemami w dorosłości. Bo to w dzieciństwie kształtuja się nasze schematy w obcowaniu z ludzmi - w tym także z przeciwną płcią. A geniusze najczęciej nie umieja kochać - zbyt pochłaniają ich wytwory własnego umysłu.
              IMHO - to co zdaje egzamin w Australi nie zda egzaminu w Polsce. Inne realia po prostu.
            • linkaa3 Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 12:26
              > To zależy co rozumiesz przez radzenie sobie w społeczeństwie. Jeśli
              konformizm,
              >
              > strach przed wychyleniem się, niesamodzielność intelektualną i emocjonalną,
              co
              > faktycznie ułatwia wiele spraw w życiu, to szkoła dobrze sobie z tym radzi (i
              > nie postawię tu uśmieszku).
              >

              Dobre pytanie, o tym nie pomyslalam, bo dla mnie czlowiek, ktory radzi sobie w
              spoleczenstwie, to osoba nie bedaca konformista, nie uginajaca sie pod presja
              tlumu. Definicja - 'If' Kiplinga

              Masz racje, ze szkola sobie niezle radzi z wpajaniem pewnych niechlubnych cech
              charakteru, ale to moze byc niezly trening dla dziecka, ktore majac oparcie w
              rodzicach, uczy sie byc soba.
            • elf1977 Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 13:36
              Jedno pytanie? Czy Ciebie ukształtował jakiś inny system edukacji? Jakoś
              potrafisz myśleć, czuć i wyrażać swoje zdanie...
              Ja też to potrafię i zaryzykuję stwierdzenie, że w szkole nauczyłam się bardzo
              wiele (nie mówię tylko o teorii). Tego, czego nie nauczyłam się w szkole,
              douczyłam się w domu.
              Z mojej praktyki zawodowej: bardzo wiele dzieci lubi szkołę, ani moje
              koleżanki, ani ja, nie zabijamy w dziecku samodzielności myślenia, sama
              pomogłam już paru uzdolnionym uczennicom, choć jej rodzice nie mieli czasu na
              rozwijanie talentów dzieci. Każdy kij ma dwa końce, widzę wiele wad szkoły, ale
              dostrzegam również jej zalety. Chyba niektórzy po drodze o czymś zapomnieli...
          • mamago1 Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 10:52
            > Co do spokoju w temacie klucza na szyi - ja sobie b cenie moja prace i nie
            > wyobrazam sobie zostania w domu z dziecmi w wieku szkolnym. Patrzac na moje w
            > dzieci i ich potrzeby - to nie byloby dla nich dobre i zdrowe. Zreszta
            > odcieta
            > od wlasnych ambicji zawodowych sfrustrowana matka tez nie bylaby zdrowa dla
            > calej rodziny.

            A ja z swoich lat nawet już licealnych pamiętam, że zawsze wolałam te dni,
            kiedy mama była w domu jak wracałam ze szkoły. Jak był obiad i mogłam z mamą
            pogadać o tym "co w szkole". Nie lubiałam wracać do pustego domu i
            kartki "zjedz to i to...".
            Nie chcę, żeby moje dzieci musiały po szkole zostawać do 17.00 w świetlicy,
            albo byc odbierane przez babcie, nianie, zamiast po prostu wrócić do domu, do
            rodziców.
            • triss_merigold6 Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 10:55
              Może odnieś się do argumentu o totalnej kontroli rodzica nad dzieckiem uczonym
              w domu?
              Osobiście owszem, lubiłam kiedy mama była w domu ale gdyby była non stop to
              niefajnie. Proponujesz jakąś dziwną symbiozę rodziców z dziecmi i to nie 2-3-
              latkami tylko dużo starszymi.
          • mama_kotula Re: Hodowanie geniuszy 14.02.07, 12:55
            linkaa3 napisała:
            > Wg mnie tutaj znow wraca pytanie o priorytety. Pytanie, czy najwazniejsze jest
            > dla nas wyhodowanie geniusza, ktory bedzie super w danej dziedzinie, czy tez
            > dziecka, ktore bedzie sobie radzilo w spoleczenstwie? Wiem, szeroki rozstrzal,
            > pomiedzy bialym a czarnym wiele odcieni szarosci, ale niestety czesto jest
            > tak, ze ktos super zdolny gdy mu stworzyc warunki izoluje sie od rowiesnikow,
            > zeby w spokoju sobie poczytac. Czy to jest takie pozadane?

            Dobrze postawiony problem.
            Z własnego doświadczenia wiem, iż gdybym pozostawiła mojego synka w domu, a nie
            posłała do przedszkola, wyhodowałabym sobie genialne dziecko, ale kompletnie
            niedostosowane społecznie. Muszę jednak brać poprawkę na to, że Młody ma
            zdiagnozowany Zespół Aspergera i zgodnie z zaleceniem psychiatry kontakty
            "uspołeczniające" są ważnym elementem jego terapii. Wiem, że nie zapewniłabym mu
            umiejętności radzenia sobie w normalnym życiu, edukując go wyłącznie w domu, a
            kontakty z innymi dziećmi ograniczając do zabaw na podwórku czy sporadycznych
            spotkań w domu.
            • freska.2 Re: Hodowanie geniuszy 19.02.07, 03:02
              A co to ma wspólnego z edukacją domową? Jest wiele rodziców mających dzieci w
              szkołach zarówno publicznych jak i prywatnych, którzy chcą, niejednokrotnie na
              siłę, zrobić z nich laureatów różnego rodzaju olimpiad. Albo, w łagodniejszej
              wersji, piątkowych uczniów. Oczywiście którejś z rodzin edukujących domowo, może
              przyświecać taki sam cel. Ale zwykle jest zupełnie inaczej. Mam dwoje dzieci
              (12, 15 lat), obydwoje od kilku lat w edukacji domowej. Znam większość rodzin w
              Polsce kształcących w ten sposób dzieci. W żadnej z nich nie zauważyłam jakiegoś
              niezdrowego podejścia do ocen z egzaminów, czy chęci 'pokazania'swoich dzieci.
              Często jest właśnie odwrotnie. Nie stopnie się liczą, ale to, co naprawdę umiesz
              (często nie idzie to niestety w parze; powszechnie wiadomo, że ze sprawdzianu z
              j. polskiego dużo łatwiej jest dostać dobrą ocenę, jeśli przed lekcją przeczyta
              się opracowanie lektury, niż przeczyta samą książkę). Ale z drugiej strony,
              jeśli widzę, że dziecko się czymś pasjonuje, będę je oczywiście wspierać i
              jestem gotowa stanąć na głowie, żeby mu pomóc rozwijać tę pasję. Ale nie
              dlatego, żeby dostał jakiś dyplom, czy wyróżnienie. I wcale nie musi się to
              sprowadzać do czytania w kącie i odrzuceniu towarzystwa. I co w ogóle ma piernik
              do wiatraka? Czy jeśli ktoś dużo czyta, to znaczy, że automatycznie nie ma
              czasu już na nic innego? To jak to jest linkaa3: jeśli jesteś osobą oczytaną,
              powinniśmy się wszyscy martwić o Twoje kontakty towarzyskie; jeśli mało czytasz,
              to też chyba nie najlepiej o Tobie swiadczy. Wybacz tę moją złośliwość, ale nie
              mogłam się powstrzymać. Mam nadzieję, że da Ci to do myślenia i sama dojdziesz
              do wniosku, że jedno nie musi wcale wykluczać drugiego. Po prostu jedne
              dzieciaki wolą walić młotkiem albo pichcić potrawy (np mój syn), innych
              pasjonują książki. Nie dajmy się zwieść stereotypom: ktoś dużo umie, to pewnie
              kujon, ktoś lubi książki, to pewnie nosi okulary i nie lubi się bawić z innymi
              dziećmi.
              Co do radzenia sobie w społeczeństwie: na czym to radzenie lub nieradzenie sobie
              ma polegać? Jestem dorosła, codziennie przebywam wśród ludzi i, wierzcie mi,
              prawie nigdy nie spotykam się z sytuacjami, w których muszę sobie jakoś z nimi
              "radzić". Nikt mi nie wsadza głowy do (za przepr.)kibla, nie chce mnie skopać,
              obmacać, czy nawyzywać. Wszyscy są mili, przyjaźni, chętni do pomocy. Nie, nie
              żyję w jakimś wyidealizowanym świecie. Nie mam żadnego sponsora,też muszę jakoś
              zarabiać, żeby funkcjonować. Dlaczego tak się dzieje? Bo jestem dorosła i mogę
              decydować o tym, wśród jakich ludzi się obracam. Jeśli przypadkiem spotykam się
              z czyimś chamskim zachowaniem, po prostu odchodzę. Czy to, że ileś tam lat
              dzieciak styka się codziennie z chamstwem, w czymś mu pomaga? Chyba tylko w
              tym, że tępieje na jego działanie (w optymistycznej wersji; w pesymistycznej-
              samo chamieje).Więcej, uczy je też pasywnośi. Nie jest mi tu dobrze, no ale
              takie jest życie, nic się przecież nie da zrobić. Swoją drogą, jeśli to tak
              budujące środowisko, dlaczego rodzice dzieci ze szkół'tych spokojniejszych', nie
              obawiają się o dostosowanie społeczne swoich dzieci. Może by je tak choć na
              kilka tygodni do poprawczaka posłać? Bo jescze jakieś niedorajdy życiowe z nich
              wyrosną? Albo o co to wielkie halo z tym mobbingiem w pracy! Przecież to
              doskonałe doświadczenie życiowe. A jak dobrze robi na nerwy! W myśl zasady "co
              cię nie złamie, to cię wzmocni"
              I jeszcze jedno. mama kotula zakłada, nie wiedzieć czemu, że dzieci e.d. są
              izolowane od towarzystwa innych dzieci. I znowu ktoś czyni bezpodstawne
              założenia co do funkcjonowania innej rodziny. Odkąd przeszliśmy na e.d., moje
              dzieciaki nareszcie mają czas na to, żeby być wśród ludzi. Także rówieśników. W
              szkole syn nie radził sobie z nauką, więc 'siedzieliśmy' nad książkami do
              wieczora, teraz około południa jest już 'wolny' i może częściej bawić się z
              kolegami. Niedawno powiedział mi coś takiego:'Jejku, jak chodziłem do szkoły,
              omijało mnie tyle fajnych rzeczy! Nigdy, przenigdy tam nie wrócę!'
      • pietruszewskih Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 11:25
        Mamy tu jakieś nieporozumienie. Rzecz nie polega na tym, że w domu się
        kogoś "choduje" (geniusza, mamisynka czy kogo tam jescze). Raczej chodzi o
        niewystawienie dziecka na szereg negatywnych zjawisk, jakie szkoła niesie.
        Rodziny, które podjęły się edukacji domowej są zazwyczaj aktywniejsze niż
        te "szkolne": więcej podróżują, częściej odwiedzają muzea i biblioteki,
        prowadzą normalne życie towarzyskie. Nie ma tu mowy o społecznej izolacji.

        Co do tego, że szkoła jest od uczenia dostawania w tyłek. Masz rację. Ale
        przyznam, że to bardzo osobliwy sposób kształtowania osobowości. Dlaczego my
        dorośli nie zapuszaczamy się w mroczne dzielnice miasta, żeby się uodpornić na
        kradzieże i rozboje? To by była przecież niezła szkoła życia. Jest chyba dla
        wszystkich jasne, że krótkotrwały stres mobilizuje, ale permanentny, a taki
        panuje w szkole - niszczy.
        • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 11:42
          Pomijając kwestie jakości nauczania, odnieś się do zarzutu dotyczącego chęci
          sprawowania przez rodzica totalnej kontroli nad dzieckiem. W domu ta kontrola
          jest, w szkole nie.
          • pietruszewskih Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:36
            Zabawmy się:

            Pomijając kwestie jakości nauczania, odnieś się do zarzutu dotyczącego chęci
            sprawowania przez nauczycieli totalnej kontroli nad dzieckiem. W szkole ta
            kontrola jest, w domu nie.
            • elf1977 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 13:42
              Nie kontroluję dzieci, kontroluję np. ich postępy. Rodzic edukujący w domu musi
              robić to samo. Śmieszy mnie obraz szkoły-koszmaru, wyłaniający się z niektórych
              listów. Wiele szkół jest całkowicie bezpiecznych, a nauczyciele to nie
              terroryści - odmóżdżacze...
              Rodzic, który wychowuje i wspiera wg mnie wystarczy, nie musi sam czuwać nad
              nauką swoich dzieci. Nauczycieli między innymi jest po to wielu, by byli jak
              najbardziej wyspecjalizowani w swej dziedzinie, dzięki temu np. polonista nie
              robi błędów ortograficznych, co niestety rodzicom "edukującym" w tym wątku się
              już przydarzyło.
        • edorka1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 11:45
          Stres jest nieodłącznym elementem naszego zycia i dzieci muszą umieć sobie z nim radzić.Ci, którzy tego nie umieą trafiają w dorosłości do gabinetów lekarskich. Szkoła jest stresująca i uczy nie tylko dobrych rzeczy - ale mądry rodzic może mieć nad tym kontrolę, natomiast izolując dziecko od szkoły niejako izolujemy je od życia. Szkoła uczy życia w grupie rówieśniów, i dzieci naogół dobrze sobie z tym radzą. A jeśli sobie nie radzą, to jest to najczęściej wina dorosłych, nie samej szkoły, ale tego, ze ktoś starszy - nauczyciel, rodzice - coś przeoczył. Człowiek jest istota społeczną i musi umieć w społeczeństwie - jakiekolwiek ono jest - funkcjonować. Izilując dziecko od stresu mozna wyhodować nie tyle geniusza co smutnego nerwicowca.
          Dziecko powinno chodzić do szkoły, a rodzice niech będą aktywni, wycieczki , muzea, przecież jedno nie wyklucza drugiego. Życie towarzyskie rodziców to nie to samo co szkolne przyjaźnie z jednej ławki, ściąganie na klasówce, albo dwója z matenmatyki która bywa bardzo potrzebna. Szkolne przyjaźnie to tez dzielenie się kanapką z kolegą i rozwalony nos na przerwie. I jedno i drugie jest potrzebne.Szkoła to łzy po nieudanym dyktandzie i radosć z dobrego wypracowania. To także wymieniane kolorowe karteczki, dziewczyny których się nie lubi, śmieszni nauczyciele i wspólne wygłupy. To także niestety kontakt z patologicznymi zjawiskami - ale przecież one są wszedzie. Więc niech dziecko wie, ze są. Niech ich bedzie świadome. To wg mnie najlepsze wyjscie bezpieczeństwa.
          • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 11:50
            Ciekawe, że podkreslający zalety edukacji domowej odnoszą się tylko do kwestii
            efektywnego przyswajania wiedzy i chęci oszczędzenia dzieciom negatywnych
            doznań szkolnych. Nie odnoszą się natomiast do kwestii poruszonych przezze mnie
            i Verdanę, dotyczących sprawowania pełnej kontroli nad każdą chwilą dziecka i
            każdym jego rówieśniczym kontaktem. Trzeba być wybitnie autorytarnym żeby sobie
            takie prawo uzurpować.
            • edorka1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 11:59
              Osobna kwestia.Myślę, że to jest podświadome - taka chęć zawłaszczenia i kontrolowania - niby dla dobra pociechy. Ja sądzę, ze dzieci MUSZĄ umieć życ w otoaczającym świecie wsród rożnych ludzi,w tym także w szkole, a rodzice powinni mieć nad tym kontrolę, ale nie powinni tym sterować i narzucac dziecku własnych wyborów. W Ausralii dzieciaki uczą się via net, bo nie ma innej alternatywy, u nas alternatywa jest. W sumie nie taka zła - gorsze od szkoły jest to, że rodzice bywaja tak zagonieni, że nie mają dla dzici czasu, a system edukacyjny jest jakby OBOK realiów - np w 1 klasie podstawówki dziciaki uczą sie od... godz11 do 13...paranoja - co mają zrobić te matki które nie maja babci w zapasie a sami pracują- świetlica całodniowa???I to jest problem, nie zaś 4 godziny lekcyjne wsród rówieśników.
            • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:06
              > i każdym jego rówieśniczym kontaktem.

              Triis, o tym nikt (a przynajmniej ja) nie mówiłam. Nie zamierzam kontrolować
              każdego ruchu dziecka. Ja chcę po prostu nie posyłać go do szkoły. Życie
              towarzyskie pozostawiam mu, wybór zajęć dodatkowych też. To przeciwnicy tworzą
              z tego ideologię całego wychowania. Kolejny dowód na to, że szkoła kojarzy się
              Wam z całym światem dziecka i jedyną instytucją, która zaspakaja wszystkie jego
              potrzeby.
              • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:13
                Doprawdy? W trakcie edukacji domowej dziecko będzie spędzało z Tobą tyle czasu
                ile spędzałoby w szkole czyli te + kilka godzin. Zajęcia dodatkowe - świetnie o
                ile będzie na to czas.
                Co do życia towarzyskiego, nie rozśmieszaj mnie. Większość znajomych dzieci
                mają ze szkoły właśnie, bo tam mają szansę poznać najwięcej osób i wybrać te z
                którymi dobrze się czują. Na pozalekcyjnym basenie czy angielskim czy zajęciach
                aikido nie nawiązuje się takich trwałych przyjaźni jak te z jednej ławki.

                Nie uważam szkoły za miejsce zaspakajania wszystkich potrzeb dziecka. Zaspakaja
                je komplementarnie dom rodzinny, krewni i znajomi, szkoła, kolonie, obozy, koła
                zainteersowań, harcerstwo etc. Potrzebę grupy rówieśniczej zdecydowanie
                bardziej zaspokoi szkoła niż towarzystwo jakie dziecko pozna pod czujnym okiem
                rodziców.
            • melka_x Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:39
              > Nie odnoszą się natomiast do kwestii poruszonych przezze mnie
              > i Verdanę, dotyczących sprawowania pełnej kontroli nad każdą chwilą dziecka i
              > każdym jego rówieśniczym kontaktem.

              Ty też się nie odnosisz do wszystkich argumentówsmile

              Nie mogę mówić za innych, ale ja nie odnoszę się do tego, bo nie widzę związku
              między domową edukacją a totalną kontrolą.

              A w ogóle to współczuję dzieciom, których rodzice są przekonani, że potrzeby
              kontaktu z innymi dziećmi można realizować prawie wyłącznie - a w każdym razie
              głównie - przez szkołę.
              • edorka1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:45
                Nie wyłącznie i nie głównie ale także.I dlatego szkoda z nich rezygnować.A - co ważne i o czym nikt nie pisze - mozna wybrać dziecku szkołę - nie wszystkie są skrajnie złe.
          • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:00
            Wybacz, ale po przeczytaniu Twojego postu mam następujące wnioski:

            > natomiast izolując dziecko od szkoły niejako izolujemy je od życia.
            1. Szkoła to całe życie dziecka

            > Człowiek jest istota społeczną i musi umieć w społeczeństwie -
            > jakiekolwiek ono jest
            2. Dlaczego??? Czyli dostosujmy się do przepraszam: "kaszanki"- używanego już
            wczesniej określenia - nie próbując nic zmienić

            > Dziecko powinno chodzić do szkoły, a rodzice niech będą aktywni, wycieczki ,
            muzea, przecież jedno nie wyklucza drugiego

            3. Wyklucza. Szkoła bardzo dyktuje rytm życia całej rodziny. Kiedy do muzeum?
            Po 17.00? Jak już wszyscy zmęczeni zejdą się do domu? A kiedy odrobić lekcje na
            jutro?

            > ściąganie na klasówce
            4. Nic godnego pochwalenia. W USA ściąganie uczniom do głowy nie przychodzi. To
            na pewno nie uczy dziecko uczciwości.

            >rozwalony nos na przerwie.
            5. Jak juz te złamanie nosa, takie ważne w rozwoju, to można nos rozwalić sobie
            na podwórku smile

            > kontakt z patologicznymi zjawiskami

            6. Nie wierzę... Naprawdę chcesz, żeby Twoje dziecko dla "swojego rozwojowego
            dobra" naoglądało się wszystkich patologii, o których czytamy w mediach.
            Pierwszy raz słyszę o edukacyjnym wymiarze kontaktów z patologią.
            Raczej odwrotnie.




            • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:04
              Z różnorodnością, niekoniecznie z patologią.
              Szkoła nie trwa 24/7, są weekendy, wakacje, ferie etc.
              Odnieś się do argumentu o chęci zawłaszczenia całego życia dziecka przez
              rodziców preferujących edukację domową. Non stop kolor w jednym środkowisku,
              wsród wąskiego kręgu tych samych ludzi, zero konfrontacji z odmiennością -
              udusić się można.
              • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:25
                > Odnieś się do argumentu o chęci zawłaszczenia całego życia dziecka przez
                > rodziców preferujących edukację domową.

                Po raz kolejny powtarzam: Ja nie zawłaszczam całego życia dziecka. Ja tylko
                nie zamierzam posłać je do szkoły. Nauka domowa nie jest tym samym co lekcja w
                szkole. Ludziom, którzy już to praktukują zajmuje to góra 2, 3 godziny
                dziennie, czasem dłużej. Resztę czasu dziecko wykorzystuje jak chce: na swoje
                hobby, idzie na podowórko (nie wiem tam z kim się spotyka), idzie do znajomych
                (też nie zawsze wiem, kto tam będzie), chodzi na wybrane przez siebie zajęcia
                (tam chyba jest róznorodność). Zajęcia może sobie zmieniać i zmieniać
                towarzystwo.

                Wyobrażam sobie, że trudno jest wyzwolić się z myślenia o edukacji publicznej
                (to jak wyzwolenie się z Matrixa)jako o czymś bez czego można się obejść. Dla
                nas było to od zawsze, ale gdybyśmy tak myśleli, świat nie posuwałby się do
                przodu.
                W Wielkiej Brytani nie ma dowodów osobistych. A jestem pewna, że wiele ludzi w
                Polsce nie wyobrażałoby sobie jak zyc bez dowodu. Po prostu mówisz, że nazywasz
                się tak i tak. Jakoś ludzie tak żyją.
                • kawka74 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 17:01
                  Resztę czasu dziecko wykorzystuje jak chce: na swoje
                  > hobby, idzie na podowórko (nie wiem tam z kim się spotyka),
                  zapewne z dziećmi do lat dwóch - dzieci w wieku szkolnym na ogół są w szkole w
                  czasie, który Twoje dziecko będzie miało do swojej dyspozycji, odrabiają lekcje
                  bądź obrabiają tyłki dziewczynkom i chłopcom z innych klas

                  idzie do znajomych
                  > (też nie zawsze wiem, kto tam będzie),
                  O ile nie ma natury wodzireja, to będzie zmuszone do słuchania o rzeczach, o
                  których nie ma pojęcia. O szkole z nim pogadać nie można, tego z klasy B nie
                  zna, nie zna też tej okropnej baby od fizy. Więc o czym...?
              • pietruszewskih Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:47
                Jeśli ktoś kojarzy edukację domową z przebywaniem w jednym środowisku, to nie
                ma wyobraźni.
                Oto fragment wywiadu z osobą, która jeździ z synem po Europie:

                >>Natalia Dueholm: Pani Aniu. Pani historia edukacji w trakcie
                kilkumiesięcznych podróży przypomina mi doświadczenia amerykańskich rodziców,
                którzy potrafią wziąć roczny urlop i podróżować z całą rodziną po Stanach. W
                tym momencie polskiemu czytelnikowi nasuwa się od razu pytanie, jak to możliwe
                w Polsce? Jak ta Pani to robi? To musi kosztować majątek.
                - Edukacja i podróże są w moim wyobrażeniu nierozerwalnie ze sobą związane,
                jest to po prostu sposób na życie, na poznawanie siebie i świata. W naszych
                edukacyjnych podróżach kierujemy się słowami kilku wielkich ludzi:
                „Świat jest jak księga, kto nie podróżuje, czyta tylko jedną jej stronę”
                [Święty Augustyn]
                „Ludzie zawsze przybywają punktualnie tam, gdzie są oczekiwani.” [P.
                Coelho "Pielgrzym"]
                „Śmiałym szczęście sprzyja” [Wergiliusz]
                „Sapere aude" Miej odwagę być mądrym!” [Horacy]
                Podróżujemy głównie autostopem, kierując się tym, co chcemy poznać, jakie
                miejsca zobaczyć i czego się nauczyć. Każda wyprawa jest przygotowywana dużo
                wcześniej. Trzy lata temu była Ukraina i Krym śladami A. Mickiewicza i tropem
                dawnej Polski „od morza do morza”. Dwa lata temu objechaliśmy dookoła Włochy i
                Sycylię śladem starożytnych kultur: etruskiej, rzymskiej i greckiej. W minionym
                roku była Turcja i Grecja. (...)
                W podróży wiedza jest wchłaniana wszystkimi zmysłami - miejsca historycznych
                wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi
                ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język.<<

                Mnie to nijak się nie kojarzy z przebywaniem non stop w jednym środowisku.
                • edorka1 Mało realne 14.02.07, 12:56
                  dla maluczkich i prcujących nie w wolnych zawodach.
                  Mogę nauczyc dzieci greki nowożytnej bo akurat znam i pokazać i pomóc zrozumieć Grecję bo znam bardzo dobrze z tytułu mojego tam pomieszkiwania. Ale juz Francji nie pokażę i nie wytłumaczę - tylko poznam tak jak dziecko RAZEM z dzieckiem. Przy założeniu, że będę mieć za co, dostane urlop itd itp. Jednym słowem super sprawa ale dla nielicznych i wybranych, wolnych i z wiatrem w żaglach. Nie kazdy to ma. Więc moje potomki pójdą do szkoły jak wszyscy a w wakacje pożeglujemy po Morzu Egejskim. Tez fajnie choć bardziej zwyczajnie.
            • edorka1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:09
              Nie o edukacyjny wymiar patologii chodzi, ale o uświadomienie dziecku, że takowe istnieją i że należy umieć się im przeciwstawić. Nie można udawać że pewnych zjawisk niema. Są . Zazwyczaj najbardziej zaskakują tych nieświadomych. Tzrymając dziecko w domu nie odizolujesz go od złych zjawisk, niestety.
              Do muzeum można chodzic w niedziele - taki np. Wawel jest wtedy dostępny gratis, na wycieczki zostają soboty i niedziele i wakacje - sprawdza sie to i da się zrobić.
              A szkoła bywa całym życiem dziecka - zwłaszcza na etapie przełomu podstawówka -gimnazjum i gimnazjum-liceum. Niestety. Bo to wymusza system.Zresztą większość przyjaciół w wieku dziecięcym ma się ze szkoły właśnie. A ja mam ze szkoły przyjaciół do dziś. Najfajniejszych smile.
              • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:18
                Również mam przyjaciół ze szkoły, znajomości studenckie były mniej trwałe
                jednak.
                IMO z pewnymi sytuacjami trzeba się zetknąć. Zobaczyć jak wygląda dzielenie się
                na grupki, rywalizacja, rola klasowego przywódcy, kozła ofiarnego, prymusa,
                duszy towarzystwa. Chłopak niech zaliczy "solówkę", żeby nie bał sie potem
                własnego cienia. Dzieci powinny móc zobaczyć, że są różne - z różnych domów,
                różnie ubrane, o rozmaitych systemach wartości.
                • edorka1 dokładnie 14.02.07, 12:32
                  i dzięki temu dzieciaki zaczynają rozumieć kim są, określają własną tożsamość,zaczynaja tworzyć włąsny system wartości i uczą się poznawać świat - nie tylko ten z muzeum, ale i ten najbliższy. Ten szkolny świat bywa trudny ale przeciez nie zamierzam wypuścić z domu w zycie delikatnego człowieczka a umiejącego życ człowieka.
                  Znam dziecko kształcone inaczej tzn niby w szkole ale obok dużo zajeć na życzenie rodziców i izolacja od szkolnych znajomości i stresów, jedynaczka kochana do bólu - i cóż - dziewczyna na 1 roku medycyny kiedy wreszcie weszła w normalne środowisko i wydostała się spod pancerza rodziny, miała totalny kryzys, rzuciła studia, rok depresji i ucieczki w siebie, nie umiała zawiazać żadnych relacji z nikim. Potem bardzo trudny powrót na studia...a była bardzo zdolna - dziś jest samotnym naukowcem.Trzydziestolatka, zakompleksiona, smutna. Szkoda jej. Po prostu.
                  • triss_merigold6 Re: dokładnie 14.02.07, 12:34
                    Ja mam kuzynkę edukowaną w podstawówce i liceum głównie w domu, miała
                    indywidualne nauczanie ze względu na choroby. Nieprzystosowana jest kompletnie,
                    dorosła juz kobieta i zero życia osobistego kiedykolwiek.
                • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:33
                  Triss:
                  > Dzieci powinny móc zobaczyć, że są różne - z różnych domów,
                  różnie ubrane, o rozmaitych systemach wartości

                  Wszystko OK, ale dlaczego to wszystko identyfikujesz TYLKO ze szkołą? Czy
                  naprawdę cały świat wokół nie dostarcza Ci tego. Pisałam już o możliwych
                  kontaktach "ze światem" mojego dziecko, które byłoby edukowane domowo.
                  • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:36
                    W szkole jest największy przekrój. Na płatne zajęcia dodatkowe chodzą dzieci
                    zamożniejszych rodziców. Podwórka to albo zamknięte osiedla albo blokowiska -
                    też dość jednorodne.
                    • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:40
                      > Na płatne zajęcia dodatkowe chodzą dzieci zamożniejszych rodziców.

                      Moja córka chodzi na tańce za 20zł miesięcznie
              • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:30
                edorka1:
                > ale o uświadomienie dziecku, że takowe istnieją i że należy umieć się im
                przeciwstawić

                A Ty nie możesz tego dziecku powiedzieć? Musi to przezyć na własnej skórze? Nie
                każde dziecko emocjonalnie dorasta do tego co jest zmuszone widzieć. Ty
                najlepiej znasz swoje dziecko i wiesz kiedy i jaką wiedzę mu przekazać, tak aby
                go nie zranić.

                > A szkoła bywa całym życiem dziecka
                Ale ja nie chcę, żeby życiem, dzieciństwem, dojrzewaniem mojego dziecka była
                jakaś instytucja nad którą mam ograniczoną kontrolę.

                > Niestety. Bo to wymusza system
                Właśnie. Dlatego trzeba się z tego systemu wyzwolić. Jak z Matrixa.
                • triss_merigold6 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:32
                  Jasne - Ty wolisz mieć pełną kontrolę. Do kiedy? Do pełnoletności?
                  Żaden opis nie da tego co osobiste doświadczenie. Taki trening społeczny,
                  stres, umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach - z opisu/opowieści
                  dziecko tego nie zdobędzie.
                  • mamago1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:39
                    Pisałam już wiele razy.
                    Ale napiszę jeszcze raz:
                    Nie chcę kontrolować każdej minuty życia mojego dziecka i kontrolować każdej
                    jego znajomości!!!

                    > Żaden opis nie da tego co osobiste doświadczenie
                    Przepraszam, ale nie mogę uwierzyć w to co czytam.
                    I naprawdę chcesz, aby Twoje dzecko, doświadczyło na własnej skórze większego
                    lub mniejszego (nawet słownego) molestowania? wulgarnych zaczepek?, alkoholu,
                    itd. itp...
                    • edorka1 Re: Dyskusyna metoda... 14.02.07, 12:42
                      Popadasz w skrajność.Wulgarne zaczepki mogą mieć miejsce w autobusie i pod spożywczakiem też.A jak się źle trafi to i na domowych korepetycjach z matmy.
                    • triss_merigold6 Tak. Dokładnie tak. 14.02.07, 14:55
                      Chcę, żeby doświadczyło i zobaczyło. Żeby miało kontakt z prymusami w klasie i
                      tymi co łapią jedynki ze wszystkiego, z popalaniem w kiblu, ściąganiem na
                      klasówkach, alkoholem na imprezach, zaczepkami. Zaczepki mogą się zdarzyć
                      wszedzie, dziecko musi umieć reagować odpowiednio - pysknąć, oddać albo
                      uciekać. Life is brutal.
                • edorka1 Powodzenia. 14.02.07, 12:37
                  Pamiętaj tylko, że ten jak to nazywasz Matrix jest realnym życiem. Więc łatwo jest pomylic światy - stworzyć sobie prywatny świat obok a potem..i tak zostaje Matrix - jak nie w szkole to na studiach, w miłosci, w pracy. Przed tym wszystkim można chronić dziatki do późnej dorosłości. Tyle, że to też jest patologia smile.
                  • melka_x Re: Powodzenia. 14.02.07, 12:49
                    > Pamiętaj tylko, że ten jak to nazywasz Matrix jest realnym życiem

                    Nieprawda. Może miałam wiele szczęścia, ale po skończeniu szkoły już nikt nie
                    próbował mnie na kaszankę przerobić, ani na studiach, ani w żadnej pracy. A
                    jeśli chodzi o umiejętności społeczne to o wiele więcej dały mi kontakty z
                    harcerstwa. I przyjaźnie stamtąd też okazały się trwałe. Podsmowując - mnie tam
                    akurat szkoła nic nie dała, czego nie była mi w stanie dać rodzina i dalsze
                    otoczenie, życie towarzyskie (całkiem intensywne) prowadziłam głównie poza
                    szkołą, a to co wiem to raczej wbrew szkole niż dzięki niej. Jakbym uwierzyła w
                    to co szkoła sprzedaje, to miałabym tak jak Triss, pewne dziedziny obrzydły mi
                    w ogóle.
                  • verdana Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:06
                    Argument "nie poślę dziecka do szkoly, zeby nie mialo kontaktow z wulgaryzmami,
                    alkoholem itd, pozwolę mu chodzić na wybrane przez niego zajęcia i nie będe
                    kontrolować znajomości" - jest śmieszny. Bo na te zajęcia chodzą takie same
                    dzieci, jak do szkoły - wiec i tak spokojnie dziecko może zaprzyjaźnic się z
                    wulgarnym alkoholikiem...
                    Tylko, że sie nie zaprzyjaźni. Bo dziecko szkolne traktuje zajęcia dodatkowe
                    jako dodatkowe - idzie na godzinę i pędzi dalej. Przyjaźni na tych zajeciach
                    (moze poza klubami sportowymi, ktore też są instytucjami poza rodzicielska
                    kontrolą) raczej sie nie zawiera. Podobnie podworko to świetne miejsce dla
                    małych dzieci. Starsze, poza blokersami, na podworko nie wychodzą. Albo z
                    kolegami - ze szkoły.
                    No i ta nauka w domu - nie rozumiem, jak ktokolwiek może sobie wyobrazić, ze
                    jest w stanie rozbudzić zainteresowanie dziecka w dziedzinach, którymi sam się
                    nie interesuje. Jak może pomoc mu poznać inny tok myślenia, inne poglady. No,
                    chyba, że się sadzi, ze sa tylko jedne słuszne poglady - nasze własne i tylko z
                    tymi warto dziecko zapoznawać. I jedyne "dobre" srodowisko - nasze własne.
                    Szkoła to nie tylko wredne dzieci i niedouczeni nauczciele. To także niezwykle
                    sympatyczne dzieci, ktore mogą na nasze dziecko wpłynąć pozytywnie i
                    nauczyciele, ktorzy rozbudzą w naszym dziecku zainteresowania, o jakich nawet
                    nie słyszeliśmy...
                    No i jeszcze jedna rzecz. Dla dziecka szkolnego pójście z rodzicami do teatru,
                    kina, wycieczka do muzeum itd. to rozrywka, cenna i zarazem przyjemna. Dla
                    dziecka uczonego w domu to obowiązek. jak cieszyć się teatru z mamą, skoro
                    potem trzeba napisac wypracowanie? jaka to rozrywka wizyta w muzeum, skoro to
                    część szkolnych obowiazków? Nie ma już prywatnego czasu mama- dziecko, bowiem
                    nie da sie podzielic ścisle życia na "domowe" i "szkolne". Kazda "szkolna"
                    wpadka dziecka - nieznajomość autora, zły wynik w liczeniu łyżek musza być
                    przez matke-nauczycielkę skorygowane.
                    W ten sposob dziecko nigdy, ale to nigdy nie będzie "w domu", beztroskie i
                    rozbawione. Stale bedzie rozliczane ze swoich umiejętności. Koszmar?
                    I widzę, że wszystkim Wam roi się wizja - Wy uczycie, dziecko umie. A co, gdy
                    dziecko nie będzie chcialo się uczyć? Gdy będzie bardzo słabe? Nie bedzie
                    uwazało na lekcji? Czy będziecie w stanie przejść do porządku dziennego nad
                    tym, ze nie potraficie czegos nauczyć wlasnego dziecka, czy tez nauka zmieni
                    się w calodobowy trening?
                    • edorka1 Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:13
                      Dodaj do tego brak kontaktów z rówieśnikami na zasadzie wymiany pogladów na dany temat - nauczyciela i przedmiotu w tym przypadku , dodaj autorytet rodzica utożsamiony z nauczycielskim - zawsze zbieżny i mający racje najwyższą - czyli nie dający mozliwości konfrontacji na zasadzie "mamo a pani powiedziała",i brak mozliwości wyjścia z domu - bo założyć nalezy, że nauka domowa toczy się w tych samych ścianach co jedzenie obiadu i spanie.Jakiś obłęd.Klaustrofobi mozna dostać, bo przeciez wakacje i wyjazdy to ułamek tego czasu.
                    • melka_x Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:14
                      > Tylko, że sie nie zaprzyjaźni. Bo dziecko szkolne traktuje zajęcia dodatkowe
                      > jako dodatkowe - idzie na godzinę i pędzi dalej.

                      Nieprawda. Miałam w dzieciństwie wielu przyjaciół poznanych poza szkołą. Do
                      tego stopnia, że byłam towarzyską atrakcją dla licealnych koleżanek, bo wiadomo
                      było, że znam masę fajnych, trochę starszych chłopakówsmile. A ileż par w ten
                      sposób zeswatałamsmile
                      • edorka1 Miałaś jednak wybór 14.02.07, 13:17
                        - TY wybrałaś. Tego Cię ta szkoła nauczyła - umiejętności wyboru. To też ważne - sama zadecydowałaś, sama - nie Twoi rodzice. Bardzo ważne- nie sądzisz ?
                      • verdana Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:25
                        Bo chodziłas do szkoły... Miałas wobec tego wybór, porównanie ze szkolnymi
                        kolegami i tematy do rozmowy - choćby narzekanie na nauczycieli, szkołę itd. A
                        poza tym, wybacz - napisałas o licealnych kolezankach. Czy to oznacza, ze Twoim
                        zdaniem także 18-latka powinna uczyć mamusia?
                        • pietruszewskih Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:40
                          Osiemnastolatek po ED uczy się już zazwyczaj sam i myśli o założeniu własnej
                          firmy.
                          • edorka1 Re: Powodzenia. 14.02.07, 13:56
                            No... faktycznie priorytet życiowy - zakładać własną firme w wieku 18 lat... w wiku lat 18 nie musi zakładać się firmy. Na szczeście. Bo co się wtedy będzie robić około 40-stki???Po to trzymać dzieci w domu i stosować ED, żeby pozbawiać je młodości i wypychac w biznesy ledwo na progu pełnoletności???
                            Można się w życiu szybko wypalić. Niestety. A można mieć żar na wiele lat.
                            I żeby nie było - wyfrunełam z domu wcześnie ,podróżowałam, zwiedzałam, zarabiałam. Żyłam i żyję ciekawie i tak jak chcę. Nie chowano mnie pod kloszem - nauczyłam sie dzięki temu byc silna. Nic tego tak nie uczy jak własne doświadczenie. To jest nie do wyuczenia. A juz na pewno nie do wyuczenia w domu.
                          • triss_merigold6 To bardzo smutne 14.02.07, 14:58
                            To bardzo smutne, że 18-latek marzy o założeniu własnej firmy. 18-latek
                            powinien marzyć o ciekawych studiach, hobby, imprezach, życiu towarzyskim,
                            gadaniu po blady świt na tematy egzystencjalne, podrózach stopem...
                        • melka_x Re: Powodzenia. 16.02.07, 10:25
                          Napisałam o licealnych koleżankach, bo akurat w tym wieku zazwyczaj wzmaga się
                          zainteresowanie płcią przeciwnąwink, to był przykład. W podstawówce też miałam
                          wielu znajomych spoza szkoły i to one stanowiły dla mnie trzon życia
                          towarzyskiego.
                          Chcę tylko powiedzieć, że wizja w której dziecko nie ma kontaktu z innymi, bo
                          nie chodzi do szkoły jest nie musi być prawdziwa.
    • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 14.02.07, 12:57
      Jeśli chodzi o autorytatywne zawłaszcznie dziecku życia. To rzecz widzę tak:
      uważam, że dziecko za młodu, gdzieś do okresu dojrzewania potrzebuje mocnego
      oparcia w rodzicach i ich autorytecie. W okolicach okresu dojrzewania trzeba
      wycofywać się z roli nauczyciela, nauczywszy dziecko poszukiwać wiedzy
      samodzielnie (sobie zostawiać rolę "nocnego stróża"), a po osiągnięciu
      dojrzałośći wręcz wykopać młodzieńca z domu. Tylko proszę, nie piszcie, że
      wypuszczę na świat osobę nieprzystosowaną. Nie chcę trzymać dziecka w domu,
      chcę go nie posyłać do szkoły. Chyba można wyłapać różnicę.

      Na marginesie: może czas, by w ramach oswajania dziecka z brutalną
      rzeczywistośćą dawać mu co wieczór w ucho, albo zacząć karać niesprawiedliwie?
      • rubia88 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 13:13
        czytam z zaciekawieniem i az zdecydowalam sie wypowiedziecwink)
        jako tegoroczna maturzystka chcialabym powiedziec wszystkim zwolennikom ED ze
        pozbawiaja oni swoje dzieci wielu cennych rzeczy. Lata liceum (jescze tylko 3
        miesiace i maturasad ) bede wspominac jako najlepszy okres w moim zyciu;D moi
        znajomi sa tego samego zdania. Zadne zajecia pozalekcyjne, tance itd nie
        pozwalaja na stworzenie takich wiezi jak codzienny przymusowy pobyt 7-8 h od pon
        do piatku w jednej klasiewink naprawde....
        nie wiem czemu sadzicie ze szkola to jakas wylegarnia patologii. ja uczeszczalam
        do zwyklej podstawowki, zwyklego gimnazjum (liceum wybralam juz jedno z
        najlepszych w woj.) i nic strasznego nie bylo. ot, zwykle uczniowskie zycie, nie
        pozbawione przeciez konfliktow i roznych "dramatow" wink ale i zycie jest nich
        pelne... to ze Wam nie udalo sie nawiazac wiezi z rowiesnikami w szkole nie
        oznacza ze Waszym dzieciom tez sie uda...

        acha no i ten przyklad 17-letniego bodajze chlopaka co podrozuje z mama po
        swiecie(?) - sorry, ale to nie sa normalne relacje, przeciez on juz powinien
        powoli sie do doroslego samodzielnego zycia szykowac...dziwne
        • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 14.02.07, 13:38
          Cieszę się, z twojej wypowiedzi. Ale Twoje argumenty łatwo można odwrócić.
          Żadna szkoła nie zapewni stworzenia takich więzi, jak wspólne podróże,
          naprawdę. Nie chodząc do szkoły nie masz problemów z wczesnym wstawaniem,
          klasówkowych strasów i nauczyciela furiata. Tak się możemy przerzucać bardzo
          długo.
          Już kilka razy pisałem, że ED to zmiana stylu życia i ja do niej namawiam. U
          mnie u podłoża decyzji nie leżały złe kontakty ze szkolną bracią (skąd takie
          wnioski?). Natomiast przekonanie o słuszności tej decyzji wzmacniają we mnie
          rozmowy z rodzicami, którzy mają dzieci w szkole.

          >>acha no i ten przyklad 17-letniego bodajze chlopaka co podrozuje z mama po
          >> swiecie(?) - sorry, ale to nie sa normalne relacje
          Co masz na myśli?
          >>on juz powinien powoli sie do doroslego samodzielnego zycia szykowac...dziwne
          Rozumiem, że Ty, na studiach (udasz się na nie zapewne wkrótce) nie będziesz
          brała pieniędzy od rodziców, bo na przykład on o ile mi wiadomo sam zarabia na
          swoje utrzymanie.
          • rubia88 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 13:50
            mam na mysli to , ze 17-latek to mlody czlowiek, ktoremu powoli przestaje
            wystarczac kontakt li i wylacznie z rodzicami...a przynajmniej powinien

            a co do studiow to na 1 roku oczywiscie ze bede na utrzymaniu rodzicow, ktorzy
            mnie kochaja i stac ich na utrzymanie swojej pierworodnejwinkale pracy bede szukac
            rzecz jasna, tylko nie od samego poczatku

            skoro chlopak ow nie chodzi do szkoly to pewnie ze moze zarabiacwink
            ja w natloku zajec i przygotowaniach do olimpiady ledwo czas na sen mamwink
            pozdrawiam
            • pietruszewskih Re: Edukacja domowa 14.02.07, 14:43
              Powodzenia na olimpiadzie. No i na maturze.
          • elf1977 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 13:59
            Szkoła nie jest konkurencją dla więzi rodzinnych, jest zupełnie czymś innym.
            Jezeli ktoś chce kształcić swoje dziecko sam, niech to robi, z czasem się sam
            przekona, czy zrobił dobrze, czy źle.
            Dla mnie niektóre argumenty są conajmniej dziwne: rodzic może zawsze iść z
            dzieckiem do teatru czy kina, może uczyć czegoś nowego itd. Nie widzę jednak,
            dlaczego szkoła miałby być takim złem, o jakim niektórzy piszą. W szkole, tak
            jak wszędzie są ludzie tacy i owacy, dotyczy to i nauczycieli, i uczniów.
            Wkładanie wszystkiego do jednego worka i nazywanie matrixem to przesada. według
            mnie gruba.
            Bajanie o tym, że szkoły publiczne tworzą "masę robotniczą" to też przesada,
            jakoś wśród tej masy mamy i profesorów, i literatów, i różnych ciekawych ludzi.
            A że większość nie wyrasta ponad ptrzeciętność? Czy to "zasługa" szkoły? Chyba
            taka jest ogólna tendencja.
            I jeszcze na koniec odniosę się sceptycznie do tej wyliczanki z początku "ludzi
            edukowanych w domu" - czyż nie dałoby się równie obszernej stworzyć, biorąc pod
            uwagę tych, którzy skończyli masową szkołę?
          • myelegans Re: Edukacja domowa 14.02.07, 14:18
            W zasadzie jestem za, gdy spelnione sa pewne warunki, przede wszystkim rodzice
            robia swiadomy wybor, maja wyksztalcenie, duza inteligencje, rowniez
            emocjonalna i sa mocno zaangazowani w to co robia i nie robia tego w prozni,
            tylko maja jakikolwiek system wsparcia i pomocy od organizacji czy chociazby
            innych rodzin w podobnej sytuacji. Sama nie podejme sie edukacji w domu, bo za
            bardzo lubie swoja prace i mam jedynaka, ktory sila rzeczy bedzie musial
            nawiazywac kontakty poza domem. Gdybym sie zdecydowala, co mi nie grozi, to
            najwyzej przez podstawowke, ale chyba wolalabym wybranie szkoly do potrzeb
            dziecka np. Montesori.

            W niektorych przypadkach szkolna edukacja moze i niestety sluzy wychowaniu w
            hermetycznych srodowiskach, ktore maja mocna ideologie i przekonania.
            Wiekszosc "home schooling" w USA jest prowadzona przez "born again Christians",
            albo mocno prawicowych grup religijnych i to jest robione swiadomie dla
            ideologii i wczesnego prania mozgow. Dzieci z takich srodowisk sa edukowane w
            domu, pozniej koncza elitarne uczelnie, najczesciej tez ideologiczne, i czesto
            kierowane sa do polityki (statystyki sa porazajace, i nie specjalnie dostepne)
            i pod tym katem przygotowane od poczatku edukacji. W ten sposob nie sa narazone
            na inne srodowiska, wlasciwie do momentu ukonczenia studiow.
            Moze to tez byc nisza dla roznego rodzaju kultow religijnych itd. lub
            rodzinnych patologii, ale to sa sytuacje ekstremalne.
            • triss_merigold6 O rany... 14.02.07, 15:03
              Zwyczajny chów wsobny dogmatyków. Z religijnym potężnym świrem.
          • triss_merigold6 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 15:02
            Te problemy o ktorych piszesz to drobiazgi. Nauczyciel furiat? Można
            interweniować albo uznac, że trudno, furiat nie furiat uczy dobrze.

            Nie widzę mozliwości wychowania samodzielnego dziecka przy trzymaniu go w domu
            do 18 roku życia i podkreslaniu roli więzi rodzinnych.
            • elf1977 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 15:08
              Ależ gdzie ci nauczyciele furiaci (oczywiście koniecznie do tego
              niedorozwinięci umysłowo wg zwolenników edukacji domowej). Tyle lat uczę, a ani
              jednego nie spotkałam. Jeżeli chodzi o matrix, może jakieś namiastkismile Nie
              gorsze, niż to, co się dzieje codziennie na ulicy.
              • janka007 Re: Edukacja domowa 14.02.07, 20:56
                elf1977 napisała:

                Tyle lat uczę, a ani
                >
                > jednego nie spotkałam.

                Chyba nie sądzisz, że jeśli się ktoś wyżywa psychicznie na klasie, robi to w
                czasie wizytacji, przy innych nauczycielach albo chwali się tym.
    • pietruszewskih Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 14:42
      Jak dziecko edukowane domowo wymienia żarówkę?

      Najpierw mama przegląda trzy książki na temat elektryczności, które wcześniej
      wypożyczyła z biblioteki, a dziecko przygotowuje model żarówki. Potem wspólnie
      zapoznają się z biografią T. A. Edisona, który zresztą sam był edukowany
      domowo, i poznają historię oświetlenia. Następnie dziecko własnoręcznie robi
      lampion do swojej świeczki, po czym udaje się do sklepu wraz mamą, rodzeństwem
      czy kolegami, gdzie porównuje rodzaje żarówek i ich ceny. W myślach dokonuje
      obliczeń, ile może kupić danych żarówek za 20 złotych. Po kupieniu odpowiedniej
      żarówki, dziecko wraz z mamą i kolegami dyskutuje w domu nad postacią króla
      Bolesława Chrobrego, którego podobizna widnieje na banknocie
      dwudziestozłotowym. Potem poznają kraje, w których wciąż istnieje monarchia i
      pokazują je na mapie.
      A potem ...wymieniają spaloną żarówkę.
      • elf1977 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 14:46
        No tak, ale to chyba dość długo trwa...Może praktyczniejszym jest
        natychmiastowa wymiana żarówkismile
        • mamago1 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 14:58
          A czy lepiej jest dać dziecku gotowe rozwiązanie, czy wytłumaczyć jak do niego
          dojść?
          • triss_merigold6 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 14:59
            Czasem lepiej i prościej. Ułatwia życie i oszczędza czas, czytsta ekonomia.
            • mamago1 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:02
              Tylko, że ja nie chcę wychowywać dzieci łatwo, proto, oszczędnie i ekonomicznie.
              • elf1977 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:05
                W porządku. Wychowuj jak chcesz, Twoje dziecko, Twoja sprawa. Nie każdy musi
                się z tym zgadzać, nie każdy, kto wymienia żarówkę bez ceregieli, bywa
                potepiony...
                • triss_merigold6 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:07
                  IMO edukacja domowa to sprawa dla mocno niedostosowanych społecznie po prostu
                  albo dzieci z potężnymi dysfunkcjami.
                  • mama_kotula Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:11
                    triss_merigold6 napisała:

                    > IMO edukacja domowa to sprawa dla mocno niedostosowanych społecznie po prostu

                    Nie, nie, Triss, nie zgodzę się.
                    Akurat niedostosowane społecznie osoby powinny mieć możliwość przynajmniej
                    częściowego owego dostosowania, czyli konieczny jest kontakt z tym
                    społeczeństwem, oczywiście nie "rzucenie na pastwę rówieśników", ale wszystko
                    pod pełną kontrolą.
                    PS. To są zalecenia psychiatry odnośnie do mojego dziecka smile
              • triss_merigold6 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:06
                Wiesz co, dla mnie podporządkowanie rytmu życia wspólnej nauce z dzieckiem jest
                czymś upiornym. Koszmarem, więzieniem połączonym z indoktrynacją.
                Program szkolny pod katem egzaminów i testów realizować MUSISZ, bo inaczej
                dziecko nie będzie klasyfikowane. A skoro musisz to trzeba też egzekwować,
                sprawdzać, wymagać etc.
                • janka007 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 20:54
                  A dziecko odbiera komunikat, że nie jest kochane bezwarunkowo.
            • elf1977 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:03
              Święte słowa. Czasem nie ma co udziwniać. Nieraz dziecku trzeba rozwiania z
              opisem, nieraz nie.
              • mamago1 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:13
                oczywiście, że tak. Chyba każdy rozumie, że przedstawiony opis wymiany żarówki
                jest raczej symboliczny i w taki właśnie sposób (symboliczny) przedstawia sens
                edukacji domowej.
                • janka007 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 20:53
                  Może sens tak, ale głęboko powątpiewam, czy również praxis. Przykro mi, ale ja
                  w tych rodzicow nieustannie cierpliwie tłumaczących wszystko dzieciom nie
                  wierzę. Zresztą tak czy inaczej edukacja domowa nie jest dla przeciętnej
                  rodziny w Polsce, bo jeśli jedna osoba ma być z dzieckiem w domu i je uczyć, to
                  znaczy że druga musi zarobić na życie całej rodziny, sprzątaczkę i kucharkę.
                  • berek_76 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 16.02.07, 12:28
                    > Może sens tak, ale głęboko powątpiewam, czy również praxis. Przykro mi, ale ja
                    > w tych rodzicow nieustannie cierpliwie tłumaczących wszystko dzieciom nie
                    > wierzę.

                    Zdziwiłabyś się, jak wygląda moja codzienność domowa big_grin Ja nie cierpię bawić się
                    z dziećmi w tradycyjne dziecięced zabawy. Za to godzinami gadamy o tym, dlaczego
                    coś tam, oglądamy fragmenty filmów, czytamy książki, ostatnio robiłam
                    prezentację, pokazującą babom, jak gada który ptak (Dasiak malutki, dwóch lat
                    jeszcze nie ma, a już wie, że puchacz mówi "huuuuu!", a puszczyk "u-hu-hu-huuu!"
                    smile ).
                    Anka zawsze wiedziała, że słonko nie "idzie spać", ale przechodzi na drugą
                    stronę Ziemi, gdzie świeci innym ludziom, np cioci Karinie, która mieszka w
                    Stanach big_grin . I doskonale wiedziała, że jej pluszowa zabawka to krowa morksa, a
                    nie żadna foka. I tak dalej.

                    Przy czym ja nie prowadzę edukacji domowej. Natomiast na razie moje życie
                    pozwala mi znaleźć tyle czasu dla bab, że właśnie wieszając pranie, idąc na
                    spacer czy na zakupy poznajemy świat i dowiadujemy się, jak działa. Dja Boże,
                    żeby to trwało.

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • mama_kotula Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:08
        pietruszewskih napisał:

        > Jak dziecko edukowane domowo wymienia żarówkę?
        >
        > Najpierw mama przegląda trzy książki na temat elektryczności, które wcześniej
        > wypożyczyła z biblioteki, a dziecko przygotowuje model żarówki. Potem wspólnie
        > zapoznają się z biografią T. A. Edisona, który zresztą sam był edukowany
        > domowo, i poznają historię oświetlenia.

        > Następnie dziecko własnoręcznie robi
        > lampion do swojej świeczki, po czym udaje się do sklepu wraz mamą, rodzeństwem
        > czy kolegami, gdzie porównuje rodzaje żarówek i ich ceny. W myślach dokonuje
        > obliczeń, ile może kupić danych żarówek za 20 złotych. Po kupieniu
        odpowiedniej żarówki, dziecko wraz z mamą i kolegami dyskutuje w domu nad
        postacią króla Bolesława Chrobrego, którego podobizna widnieje na banknocie
        > dwudziestozłotowym. Potem poznają kraje, w których wciąż istnieje monarchia i
        > pokazują je na mapie.

        Zapytam złośliwie: robią to wszystko po ciemku? tongue_outPPPPPPP
        (to jest żart, jakby ktoś nie "zakumał").

        Owszem, jest to fajne, przyjemne, niemniej jednak niektóre sprawy naprawdę nie
        wymagają naukowych wyjaśnień. Mogą być pretekstem do "edukacji", mimo wszystko
        wydaje mi się to jakoś "na siłę", ale to jest moje odczucie.
        • pietruszewskih Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 15:53
          >>mimo wszystko wydaje mi się to jakoś "na siłę".
          Mnie też się zrazu tak wydawało. Ale poczytałem, poobserwowałemm, pogadałem i
          mam odwrotne odczucie, co jest "na siłę" a co naturalne.

          Od niedawna mam taki nawyk, że jak słyszę o czymś dziwacznym staram się
          odpoweidzieć na pytanie: czy jest to dziwaczne, bo tak mnie ukształtowano czy
          też jest to dziwaczne obiektywnie? Często do oceny zjawisk biorę pod uwagę, jak
          na nie patrzy się w innych kulturach i jak patrzono na nie dawniej.
          • elf1977 Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 16:03
            To się chwali, głębokie przemyslenia...więc pewnie wiadomo, że w wielu
            kulturach instytucja szkoły miała się nieźle...
            • verdana Re: Anegdota - czyli ED, to nie siedzenie w domu. 14.02.07, 16:18
              A dla mnie zaskakujace jest, ze jak dziecko chodzi do szkoły, to już mama z nim
              na temat Edisona i żarówki nie porozmawia. Tak jakby dziecko chodzace do szkoly
              miało tracic wszelki kontakt z rodzicami. A moim zdaniem dziecko mozna swietnie
              edukować "pozalekcyjnie" nie będąc skrępowanym szkolnym programem.
    • edorka1 A co Wy na to co tu piszą??? 14.02.07, 17:21
      wiadomosci.onet.pl/1485882,11,item.html
      • babao1 NIE BYLO SZKOL- dzieci zle sie nie dzialo 14.02.07, 20:15
        Szkol nie bylo przez wieki- najpierw byly te dla chetnych i nie trwaly tyle,
        ile dzisiejsze. Dzis tego rodzice nie moga sobie wyobrazic. SZKOLA NIE JEST
        DZIECKU POTRZEBNA DO SZCZESCIA.
        • verdana Za to był analfabetyzm n/t 14.02.07, 20:20

          • babao1 Analfaberyzm jest dalej - wtorny- i glupimadryzm 14.02.07, 20:29
            dzieci uczone w domu po pierwsze ucza sie MYSLEC za
            SIEBIE,krytykowac,kwestionowac.TO jest w szkolach zABRONIONE.
            • triss_merigold6 Re: Analfaberyzm jest dalej - wtorny- i glupimadr 14.02.07, 20:35
              Co Ty powiesz? Ciekawe w ilu domach krytyka rodziców i kwestionowanie ich
              zdania jest surowo wzbronione...
            • elf1977 Re: Analfaberyzm jest dalej - wtorny- i glupimadr 15.02.07, 14:38
              Ciekawe...Któż tego zabrania? Można mieć inne zdanie, ale po co od razu takie
              głupoty wypisywać?
        • triss_merigold6 taa 14.02.07, 20:33
          I był piękny analfabetyzm. Powszechny, z wyjątkiem elit.
      • babao1 Kto NIE MOZE sobie wyobrazic edukacji domowej? 14.02.07, 20:23
        Rodzice ubodzy niematerialnie- w takich rodzinach dzieci nie maja zbyt wiele
        dobrego do przezycia- lepiej rzeczywiscie zeby byly w szkole. I to sa rodzice w
        wiekszosci piszacy tu posty. Najgorsza jest ich zarozumialosc!
        A ja ucze w domu- to daje szczescie mojej rodzinie.
        Nie bede juz sluchac ani czytac tych wpisow niemilych ludzi, ktorzy nie maja
        pojecia o eduakcji domowej (nie znaja ANI JEDNEJ takiej rodziny), a wypowiadaja
        sie w sposob tak zdecydowany i agresywny,ze szkoda gadac.
        Pozwol zyc innym! To rodzice sa odpowiedzialni za swoje dzieci!!!
        • triss_merigold6 Re: Kto NIE MOZE sobie wyobrazic edukacji domowej 14.02.07, 20:39
          Dzieci nie są własnością rodziców.
          Nie chodzisz z dzieckiem na obowiązkowe szczepienia, bo to odgórnie narzucone?
          Btw Twoja wypowiedź jest perfekcyjną antyreklamą edukacji domowej, o ile
          oczywiście nie trollujesz.
      • babao1 Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:27
        prawie kazde dziecko (po 3 klasie podst.-kazde) nie lubi szkoly.
        dlaczego dorosli wciskaja dzieciom kity, ze szkola jest fajna? tajemnica XX i
        XXI wieku...Bo nie wiedza co z dzieciakami zrobic przez caly dzien- trzeba ich
        poslac do szkoly.
        Rodzice NIE POTRAFIA zapewnic wlasnym dzieciom okazji do nawiazania przyjazni .
        NIE POTRAFIA tez spedzac z nimi czasu aby wszystkim bylo milo.Rodzice nie lubia
        wlasnych dzieci,mozej e kochaja,ale nie lubia z nimi byc za dlugo.PARADOks???
        • verdana Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:32
          A myslisz, ze dzieci są szczęśliwe, mając za całe towarzystwo jedynie matkę,
          która ma zdecydowane, jedynie sluszne poglady i agresywnie reaguje na wszystkie
          inne? A co się stanie, jezeli dziecko będzie chciało iść do szkoly?
        • triss_merigold6 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:38
          Co zrobisz jeśli dziecko zażąda pójścia do szkoły, bo będzie chciało mieć tak
          jak rówieśnicy?
          Uwielbiam swoje dziecko ale nie 24/7. Nikogo nie kocham aż tak bardzo, żeby być
          z tą osobą 24/7. Żaden paradoks, potrzeba istnienia w różnych rolach po prostu.
          • verdana Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:43
            Gorzej - to nie tylko matka musi kochac dziecko 24 godziny na dobę i 24 godziny
            na dobę przebywac w jego towarzystwie, bo je lubi.
            Ale też dziecko w wieku szkolnym musi lubić matkę tak bardzo, że będzie chciało
            przebywać w jej towarzystwie 24 godziny na dobę.
            I tu mamy dwie sytuacje - dziecko ma absolutnie dosyć, wyrywa się do
            rówieśników, do innych ludzi - a tu stale towarzyszy mi mamusia. To baardzo
            niedobrze.
            Albo dziecko nie wyrywa się do innych ludzi, mamusia mu wystarczy. To
            tragicznie.
            • triss_merigold6 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:52
              Byłam/jestem bardzo związana ze swoimi rodzicami ale jako nastolatka marzyłam
              głównie o wolności, wyrwaniu się, luzie i czasie bez pytań o to co robiłam
              kiedy mnie nie było.
              Jesli dziecku wystarczą za cały świat rodzice to znaczy, że rodzice nadają się
              do odstrzału sanitarnego, bo zrobili dziecku gigantyczne kuku na psyche.
              • mamago1 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 08:19
                Widzę, tu z wypowiedzi, że głównym problemem przeciwników edukacji domowej jest
                ciągły brak wyzwolenia się z myślenia, że edukacja domowa to jest trzymanie
                dziecka tylko z mamą cały dzień w domu.
                Nie raz tłumaczyłam juz na tym forum, że nie tak to wygląda, ale widać moje
                posty albo nie są dokładnie czytane, albo poprostu niektórym osobom obowiązek
                szkoły został tak głęboko wpojony, że nie wyobrażają sobie że może być inaczej.

                Zacytuję wypowiedź pietruszewskih:
                "Od niedawna mam taki nawyk, że jak słyszę o czymś dziwacznym staram się
                odpoweidzieć na pytanie: czy jest to dziwaczne, bo tak mnie ukształtowano czy
                też jest to dziwaczne obiektywnie? Często do oceny zjawisk biorę pod uwagę, jak
                na nie patrzy się w innych kulturach i jak patrzono na nie dawniej."
                • kura17 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 10:04
                  Mamago, wydaje mi sie, ze Ty sie nie starasz zrozumiec tych argumentow przeciw,
                  poniewaz sama jestes bardzo za wink troche podobnie, jak Twoi przeciwnicy (o co
                  ich "oskarzasz").
                  popatrz na to tak. ok, NIE chcesz dzieciom zastapic calego swiata, nie chcesz
                  byc ich jedynym autorytetem itp. ale jednak, w pewnie sposob, narzucasz im swoj
                  sposob myslenia, swoja ideologie, swoje przemyslenia (no bo jakze inaczej? to
                  jest oczywiste, nie da sie wiedzy humanistycznej, moim zdaniem, przekazac
                  "obiektywnie"). oczywiscie nauczyciele robia to tez, prawda? ale jednak kazdego
                  przedmiotu uczy inny nauczyciel, sa teraz 3 szkoly, nauczyciele sie zmieniaja.
                  wiec dzieci maja szeroki przeglad zarowno przez rozne sposoby nauczania, jak i
                  przez rozne "interpretacje" faktow, rozne "ideoligie", rozne sympatie itp. ORAZ
                  w szkole sa inni nauczyciele, z ktorymi ewentualnie mozna porozmawiac w razie
                  watpliwosci, oraz sa dzieci, z ktorymi rowniez pogadac mozna. mozna wyrazi
                  zdziwienie taka a nie inna postawa nauczyciela, mozna szukac innych punktow
                  widzenia. jesli dziecko uczy sie w domu samo, albo w malej grupie, to
                  zrozumiale, ze takich punktow widzenia bedzie mniej, a wiec i szanasa "wyrwania"
                  sie spod sposobu myslenia nauczyciela bedzie mniejsza.

                  bardzo trywialny przyklad. mama/tata-nauczyciel uwaza, ze adam mickiewicz to
                  kiepski poeta (ma prawo tak uwazac, prawda?). owszem, uczy dziecko programowych
                  wierszy wieszcza, ale bez entuzjazmu, bez "wizji", po prostu odklepuje to. bo
                  nie wierze, ze moze entuzjastycznie rozprawiac o poezji, ktora uwaza za kiepska.
                  i w ten spsob przekazuje dziecku swoja niechec, to bardzo czesto obserwowany
                  fakt, ze entuzjazm lub jego brak nauczyciela odbija sie na entuzjazmie ucznia.
                  a w szkole? owszem, moze ten nauczycie z podstawowki nie trawi mickiewicza...
                  ale juz w gimnazjum - wrecz przeciwnie! uwielbia! przekazuje dzieciom swoja
                  pasje! i wtedy uczniowie dostaja sygnal - ta sama rzecz/poezje/proze/fakty mozna
                  roznie interpretowac, mozna miec rozne zdanie, MOZNA sie nie zgadzac i spierac.
                  i uczen dostaje szanse podjecia wlasnej decyzji. jesli zas caly czas jest pod
                  wplywem ososby o tym samym zdaniu na ten temat, podjecie wlasnej decyzji jest
                  duuuuzo trudniejsze...

                  to byl prozaiczny temat. ale przeciez jest mnostwo innych rzeczy, gdzie juz
                  naprawde wlacza sie swiatopoglad i ideologia. chocby zdanie na temat religi,
                  wojen religijnych, zydow, antysemityzmu w polsce (jedwabne - prawda czy
                  falsz?...). przekazywanie zabarwionych swoim swiatopogladem takich tematow juz
                  buduje swiatopoglad mlodego czlowieka! i przez brak kontrastu z innymi
                  swiatopogladami, ktore moze znalesc w szkole, ksztalci go na ksztalt
                  swiatopogladu nauczyciela. w wypadku szkoly sa to rozni nauczyciele, bo sa i
                  rozne przedmioty i 3 kolejne szkoly. w wypadku ED to jest JEDEN nauczyciel...
                  dziecko nie ma szansy konfrontacji z innym swiatopogladem w sposob aktywny
                  (oczywiscie zawsze mozna znalesc inne opinie na necie lub wsrod znajomych, ale z
                  kim je wtedy konfrontuje dziecko? z RODZICEM, czyli znow wracami do zakretego
                  kregu... a w wypadku szkoly, konfrontuja sie opinie roznych nauczycieli,
                  wiekszej liczby uczniow ORAZ rodzicow, czyli wybor jest sporo wiekszy, prawda?)

                  nie pisze, ze te rzeczy sa przez rodzicow robione celowo. ale tak to jest i juz.
                  bo przeciez nie wierze, ze jesli jestes swiecie przekonana (naprawde nie mam
                  zamiaru Cie urazic, to TYLKO przyklad), ze polska nie jest krajem antysemickim,
                  ze wszystkiemu sa winni zydzi, ze za smierci w jedwabnym nie sa absolutnie
                  odpowiedzialni polacy, to bedziesz w stanie INNY swiatopoglad przekazac swojemu
                  dziecku. nie bedziesz w stanie, bo musialabys to robic wbrew sobie. tak wiec
                  swoj osobisty, subiektywny swiatopoglad przekazesz dziecku jakos cos
                  obiektywnego, a dziecko nie bardzo bedzie mialo mozliwosc skonfrontowania go z
                  innym (rowniez mozliwy, przyznasz?) swiatopogladem. nawet jesli dziecko znajdzie
                  gdzies w necie watpliwosci, lub przyniesie je od kolegi, to TY i tak przekonasz
                  je do swojego (bo przyjdzie na konfrontacje do Ciebie), bo sama jestes do tego
                  swiecie przekonana. a w szkole bedzie mial mozliwosc konfrontacji z innymi
                  nauczycielami, a wieksza liczba uczniow oraz z Toba wlasnie. i w ten sposob,
                  poznajac rozne opinie, wiele roznych opini, w jakis tam spsob odnajdzie swoj
                  wlasny swiatopoglad.

                  mam nadzieje, ze przyblizylam Ci "nasze" obawy. temat, oczywiscie, otwarty do
                  dyskusji. i jeszcze raz zaznacze - Ty wcale nie musisz chciec "zawladnac" tak
                  mysleniem swoich dzieci. po prostu tak bedzie sie dzialo, bo dziecko nie ma a
                  wiele mozliwosci konfrontacji POZA jendym srodowiskiem. bo jego srodowisko to
                  dom i zajecia pozalekcyjne. troche malo, wg mnie.
                  • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 19:09
                    kura17 napisała:
                    > bo przeciez nie wierze, ze jesli jestes swiecie przekonana (naprawde nie mam
                    > zamiaru Cie urazic, to TYLKO przyklad), ze polska nie jest krajem
                    antysemickim,
                    > ze wszystkiemu sa winni zydzi, ze za smierci w jedwabnym nie sa absolutnie
                    > odpowiedzialni polacy, to bedziesz w stanie INNY swiatopoglad przekazac
                    swojemu
                    > dziecku. nie bedziesz w stanie, bo musialabys to robic wbrew sobie. tak wiec
                    > swoj osobisty, subiektywny swiatopoglad przekazesz dziecku jakos cos
                    > obiektywnego, a dziecko nie bardzo bedzie mialo mozliwosc skonfrontowania go z
                    > innym (rowniez mozliwy, przyznasz?) swiatopogladem. nawet jesli dziecko
                    znajdzi
                    > e
                    > gdzies w necie watpliwosci, lub przyniesie je od kolegi, to TY i tak
                    przekonasz
                    > je do swojego (bo przyjdzie na konfrontacje do Ciebie), bo sama jestes do tego
                    > swiecie przekonana. a w szkole bedzie mial mozliwosc konfrontacji z innymi
                    > nauczycielami, a wieksza liczba uczniow oraz z Toba wlasnie. i w ten sposob,
                    > poznajac rozne opinie, wiele roznych opini, w jakis tam spsob odnajdzie swoj
                    > wlasny swiatopoglad.

                    Czyli dziecko katolików, wzmocnionych w wychowywaniu przez przeciętną polską
                    szkołę obwieszoną krzyżami, na zmianę religii nie ma już nawet szans?wink
                    Trzymam się nadziei, że zmiana przekonań - nawet w tak ekstremalnych
                    przypadkach - nie jest niemożliwa.

                    Światopogląd dziecka kształtuje się nie tylko na podstawie udostępnionych mu
                    światopoglądów, ale też w oparciu o to, w jaki sposób rodzic odnosi się do
                    innych przekonań. Rodzic może nawet uważać jakąś swoją opinię za jedynie
                    słuszną, ale jeśli ogólnie jest otwarty, dopuszcza (też ogólnie) możliwość, że
                    może się mylić, to tę otwartość przekaże i dziecku. Innymi słowy: od tego, co
                    podaje się dziecku do głowy wprost, istotniejsze jest to, czym się je dokarmia
                    implicite. Jeśli człowiek, któremu wygodniej byłoby oddać dziecko do szkoły,
                    decyduje się na ED, to najprawdopodobniej dlatego, że ma w sobie pasję uczenia
                    i niechęć do zamykania się w jedynie słusznych poglądach - nie ma wtedy obawy,
                    ze zatarasuje dziecku drogę do innych punktów widzenia. Jeśli rodzic nie lubi
                    Mickiewicza czy Sienkiewicza (ja nie lubię), to mówi: mnie się on nie podoba,
                    ale ty może coś w nim znajdziesz. No przecież nie czytamy wyłącznie książek
                    promowanych przez rodziców czy szkołę.
                    Nieporozumieniem jest wobec tego próba prostego przeniesienia systemu nauczania
                    i oceniania z klasy do domu i robienie z matki czy ojca typowej nauczycielki,
                    która stawia stopnie - skoro samą ideą ED jest odmienne spojrzenie na sposób
                    edukowania.

                    Niestety, należy też wziąć pod uwagę uprawianie nauki domowej przez fanatyków i
                    to jest rzeczywiście słaby punkt ED. Z drugiej strony efektem takiej nauki
                    będzie tylko zwykły dogmatyk, a ze skrzyżowania dogmatyka z systemem szkolnym
                    powstaje minister edukacjiwink

                    Poza tym nie bardzo rozumiem, co takiego ma w sobie nauczyciel, że rodzicielski
                    światopogląd nie wytrzymuje konfrontacji ze światopoglądem nauczycielskim,
                    podczas gdy ze światopoglądem kolegów czy światopoglądem internetowo-gazetowo-
                    radiowym - już jak najbardziej.

                    A w ogóle zastanawiam się, jak wyglądałaby ta dyskusja, gdyby oprócz obowiązku
                    szkolnego wprowadzono obowiązek szkolnych miesięcznych wyjazdów wakacyjnych, a
                    ktoś chciałby z nich zrezygnować. Czy padałyby analogiczne argumenty o totalnej
                    kontroli nad dzieckiem i o potrzebie osobistego doświadczenia takiego wyjazdu z
                    grupą?smile
                    • kura17 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 09:35
                      malila napisała:


                      > Poza tym nie bardzo rozumiem, co takiego ma w sobie nauczyciel, że
                      > rodzicielski
                      > światopogląd nie wytrzymuje konfrontacji ze światopoglądem nauczycielskim,
                      > podczas gdy ze światopoglądem kolegów czy światopoglądem internetowo-gazetowo-
                      > radiowym - już jak najbardziej.

                      juz o tym pisalam. chodzi glownie o to, ze ten swiatopoglad nauczyciela jest
                      KOLEJNYM, do ktorego dziecko ma "dostep". za pare lat zmieni sie nauczyciel,
                      zmieni sie swiatopoglad. poza tym w szkole sa INNI nauczyciele, z innymi
                      swiatopogladami. no i dziecko ma dom, w ktorym moze ten swiatopoglad
                      skonfrontowac ze swiatopogladem rodzicow. czyli, mowiac "matematycznie", dziecko
                      ma wiecej stopni swobody. dziecko chodzace do szkoly ma "do wyboru"
                      swiatopoglady WIELU nauczycieli (w tej samej szkole, jak i po zmianie szkoly na
                      kolejna), swiatopoglady wiekszej ilosci kolegow (szkola PLUS zajecia dodatkowe,
                      a nie tylko zajecia dodatkowe), oczywsicie swiatopoglady "medialne" ORAZ
                      swiatopoglady rodzicow. bez szkoly - zostaja rodzice, koledzy na zajeciach
                      pozalekcyjnych, swiatopoglady "medialne". mniej, duzo mniej.

                      oczywiscie, ze zawsze mozna sie wyrwac z magicznego kregu. ale jest trudniej,
                      gdy sie jest w tym kregu caly czas.

                      pisalas, ze rodzice POWINNI byc otwarci na inne swiatopoglady i tak wlasnie
                      ksztaltowac dzieci. owszem, moze i tak powinno byc, ale nie wierze, ze tak jest.
                      nawet wsrod rodzicow, ktorzy naprawde chca dobrze. pomysl sobie teraz o swojej
                      opini na temat aborcji (nie mam pojecia, jaka ona jest). jestes PEWNA, ze
                      swojemu dziecku przekazesz postawe tolerancyjna typu "ja mysle, ze aborcja jest
                      zabojstwem, ale sa tez ludzie, ktorzy uwazja, ze powinna byc dostepna bez
                      ograniczen, bo to wcale zabojstwo nie jest. i obie te grupy moga miec racje, a
                      Ty kochanie wybierz swoja wlasna opinie"??? (albo wyglosisz zdanie przeciwne, w
                      zaleznosci od swojej opini). wybacz, ale w to nie uwierze. mickiewicz byl
                      drobiazgiem, przykladem, tak naprawde rozbija sie to o duzo powazniejsze
                      kwestie. i wcale nie jest to takie dziwne. w swoje poglady, w swoj swiatopoglad
                      na ogol sie bardzo silno wierzy, dla na on jest prawdziwy i dobry i nie
                      wyobrazam siebie, zeby dziecku probowac przekazac cos wrecz przeciwnego. a tak
                      wlasnie powinnismy robic, zeby byc zupelnie obiektywni, prawda?...

                      oczywiscie pewne sprawy przerysowywuje, ale mysle, ze konkretne
                      niebezpieczenstwo jest. i jest ono powazne.
                      • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:04
                        kura17 napisała:
                        > pisalas, ze rodzice POWINNI byc otwarci na inne swiatopoglady i tak wlasnie
                        > ksztaltowac dzieci. owszem, moze i tak powinno byc, ale nie wierze, ze tak
                        jest
                        > .
                        > nawet wsrod rodzicow, ktorzy naprawde chca dobrze. pomysl sobie teraz o swojej
                        > opini na temat aborcji (nie mam pojecia, jaka ona jest). jestes PEWNA, ze
                        > swojemu dziecku przekazesz postawe tolerancyjna typu "ja mysle, ze aborcja
                        jest
                        > zabojstwem, ale sa tez ludzie, ktorzy uwazja, ze powinna byc dostepna bez
                        > ograniczen, bo to wcale zabojstwo nie jest. i obie te grupy moga miec racje, a
                        > Ty kochanie wybierz swoja wlasna opinie"??? (albo wyglosisz zdanie przeciwne,
                        w
                        > zaleznosci od swojej opini). wybacz, ale w to nie uwierze.

                        Z wiarą rzeczywiście trudno dyskutować.
                        Jeśli moje przekonania na jakiś temat są tak silne, jak piszesz, to żaden
                        nauczyciel nie stanie mi na drodzewink Swiatopoglad nauczyciela dziecko rowniez
                        konfrontuje z rodzicem. Nie tylko poglady uslzszane od kolegow. Jeśli natomiast
                        dopuszczam inne poglądy, to nie musze przed dzieckiem roztaczac calego
                        wachlarza mozliwych swiatopogladow, wystarczy ze nie zmieszam ich z blotem,
                        kiedy dziecko przyjdzie o nie zapytac.
                        • mama_kotula Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:17
                          malila napisała:

                          > Swiatopoglad nauczyciela dziecko rowniez konfrontuje z rodzicem. Nie tylko
                          poglady uslzszane od kolegow. Jeśli natomiast dopuszczam inne poglądy, to nie
                          musze przed dzieckiem roztaczac calego wachlarza mozliwych swiatopogladow,
                          wystarczy ze nie zmieszam ich z blotem, kiedy dziecko przyjdzie o nie zapytac.

                          Malila, a co w przypadku, gdy dziecko przyjmie ten światopogląd, który mu
                          przekazujesz (choćby nieświadomie) za Jedyny Istniejący Światopogląd i nie
                          przyjdzie zapytać o inne?
                          Mimo wszystko, decydując się na ED, myślałabym o udostępnianiu dziecku różnych
                          punktów widzenia - ponieważ w szkole jest możliwość dyskusji (nie wiem, jak to
                          jest w praktyce, niemniej jednak u mnie w szkole - zarówno podstawowej, jak i
                          średniej - na tematy tzw. "trudne" zawsze dyskutowano), w domu, gdy
                          rodzic-nauczyciel czeka, aż dziecko samo przyjdzie z pytaniem, ta możliwość jest
                          ograniczona i zależy od dziecka (jedno zapyta, inne nie).
                          • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:34
                            mama_kotula napisała:
                            > Malila, a co w przypadku, gdy dziecko przyjmie ten światopogląd, który mu
                            > przekazujesz (choćby nieświadomie) za Jedyny Istniejący Światopogląd i nie
                            > przyjdzie zapytać o inne?

                            Zwizualizowanie tej sytuacji przekracza możliwości mojej wyobraźnismile Ponieważ
                            moje dzieci przyłażą do mnie z pytaniami średnio co dziesięć minut. Zagadnienia
                            związane z tym, czego dowiedziały się w szkole, stanowią niewielki fragment
                            konfrontowanych postaw. Poza tym kiedy moje dziecko wykłóca się ze mną o prawo
                            do swojego zdania i powołuje się przy tym na subiektywizm upierania się przy
                            posiadaniu racji - to mam wrażenie, że sama ze sobą gadamwink)
                            • mama_kotula Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:40
                              malila napisała:
                              > Zwizualizowanie tej sytuacji przekracza możliwości mojej wyobraźnismile Ponieważ
                              > moje dzieci przyłażą do mnie z pytaniami średnio co dziesięć minut.

                              No właśnie - piszesz: moje dzieci.
                              A dzieci są różne, różne są też ich relacje z rodzicami, tak, że jedno dziecko
                              przyjdzie i będzie się wykłócać, a inne uzna to, co mówi mama, za dogmat i nie
                              będzie wykazywało chęci do dyskusji.
                              • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:44
                                mama_kotula napisała:
                                > A dzieci są różne, różne są też ich relacje z rodzicami, tak, że jedno dziecko
                                > przyjdzie i będzie się wykłócać, a inne uzna to, co mówi mama, za dogmat i nie
                                > będzie wykazywało chęci do dyskusji.

                                Dzieci chęć do dyskusji mają, jak sądzę wrodzoną. Nie pytać będzie więc to
                                dziecko, któremu rodzic przekaże postawę w tym względzie pasywną. Dziecko
                                dogmatyka będzie żyło dogmatami - i tu może być problem, o czym już napisałam.
                                Ale obawiam sie, ze szkoła tego problemu nie rozwiąże.
                        • kura17 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:27
                          malila napisała:


                          > Z wiarą rzeczywiście trudno dyskutować.

                          no ale Twoje poglady to TEZ wiara, ze bedzie inaczej, prawda?

                          > Jeśli moje przekonania na jakiś temat są tak silne, jak piszesz, to żaden
                          > nauczyciel nie stanie mi na drodzewink

                          Tobie nie, ale moze Twojemu dziecku - tak. bo zobaczy, ze MOZNA miec inne
                          przekonania i byc fajnym czlowiekiem... konfrontujac sie tylko z Twoimi
                          przekonaniami, dziecko zaklada, ze one wlasnie sa dobre, bo, no bo mama dobra
                          jest, prawda?

                          > Swiatopoglad nauczyciela dziecko rowniez
                          > konfrontuje z rodzicem. Nie tylko poglady uslzszane od kolegow.

                          oczywiscie! i wlasnie ta konfrontacja pozwala dziecku myslec samodzielnie, miec
                          wybor pomiedzy roznymi swiatopogladami. dzieki temu poznaje ROZNE argumenty an
                          ten sam temat, wygloszone przez osoby, ktore w te argumenty wierza i uwazaja je
                          za sluszne. Ty podasz swoje argumenty (uwazajac je za sluszne), moze nadmienisz,
                          ze sa i inne zdania, ale na pewno nie przytoczysz pelnych pasji argumentow
                          PRZECIW swojemu swiatopogladowi, prawda? bo w nie nie wierzysz, nie uwazasz ich
                          za prawdziwe.

                          > Jeśli natomiast dopuszczam inne poglądy, to nie musze przed dzieckiem
                          > roztaczac calego wachlarza mozliwych swiatopogladow, wystarczy ze nie zmieszam
                          > ich z blotem, kiedy dziecko przyjdzie o nie zapytac.

                          wg mnie to moze byc za malo. bo skad w takim razie dziecko wezmie argumnenty ZA
                          pogladami, ktorych Ty nie dopuszczasz? skad zaistnieje w nim swiadomosc, ze
                          mozesz jednak nie miec racji?

                          a co z sytuacja, gdy NIE dopuszczasz innych pogladow? chocby przyklad aborcji,
                          podany przeze mnie. jest to na ogol temat, na ktory ma sie konkretne poglady i
                          raczej nie dopuszcza sie innych! bo skoro dla kogos aborcja jest zabojstwem, to
                          JAK dopuscic poglad, ze jednak nie jest, ze to tylko "zabieg medyczny"? lub
                          odwrotnie? nie ustosunkowalas sie do mojego przykladu z aborcja.
                          podobnie moze byc z innymi drazliwymi, biegunowymi, a bardzo waznymi dla
                          ksztaltowania swiatopogladu sprawami - typu antysemityzm, (anty)feminizm, rasizm.
                          • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:37
                            kura17 napisała:
                            > nie ustosunkowalas sie do mojego przykladu z aborcja.

                            Ojejku, bo nie wiedziałam, że trzebasmile
                            Jeśli chodzi o aborcję, to moje dziecko już przejęło moje poglądy i nawet
                            bardzo fajna pani katechetka nie skłoniła go do zmiany.
                            • kura17 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:42
                              no ale mialo mozliwosc skonfrontowania ich z bardzo fajna pania katechetka,
                              prawda? i dlatego (mozna miec nadzieje wink, ze sa to naprawde poglady Twojego
                              dziecka, wypracowane, wymeczone, a nie zwyczajnie przyjete "jako swietosc", bo
                              mama tak naucza... wlasnie takich "swietosci" sie boje w ED, bo przyznasz, ze o
                              to latwo?
                              • malila Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 10:46
                                kura17 napisała:
                                i dlatego (mozna miec nadzieje wink, ze sa to naprawde poglady Twojego
                                > dziecka, wypracowane, wymeczone, a nie zwyczajnie przyjete "jako swietosc", bo
                                > mama tak naucza...

                                Nie. Na razie to są moje poglądy. Na wypracowanie swoich w tym temacie, myślę,
                                ze przyjdzie jeszcze trochę poczekać.
        • janka007 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 20:47
          Szkoła nie jest fajna. Szkoła jest obrzydliwą instytucją, która generuje
          olbrzymie straty czasu, w której marnują się talenty, która jest narzędziem
          przymusu instytucjonalnego, tłumiącego indywidualność. Tylko jakoś nie wierzę,
          zeby edukacja domowa miała byc lepsza. Może lekarstwem na wady szkoły są jakieś
          małe, fajne, prowadzone nowoczesnymi metodami placówki, ale nie uczenie dzieci
          przez rodziców.
          • verdana Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 21:26
            No i tu się zgadzam w 100%.
            Chociaż mam córkę, ktora uwazała, ze szkoła jest fajna. Moj 12-latek też
            jeszcze nie narzeka. Za to najstarszy syn szkoly (podobnie jak ja) nienawidzi.
            Więc rózne bywaja zboczenia.
            • paszczakowna1 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 14.02.07, 22:17
              Wszystko jest dla ludzi, edukacja domowa też. (Bardzo mi się tu podoba wyważona
              wypowiedź myelegans.) Znam (o ile można tak nazwać kontakt wirtualny) kilkoro
              ludzi kształconych, z różnych powodów, w ten sposób, i wszyscy sobie chwalą. Z
              tym, że zgodnie mówią, że na pewnym etapie (mniej więcej liceum) szkoła jest już
              niezbędna. I na pewno wymaga to wiele od rodzica - nie tylko czasu, wiedzy i
              umiejętności pedagogicznych, ale i pewnego rodzaju pokory, żeby zdawać sobie
              sprawę, że są rzeczy, których się dziecku nie da, i szukać rozwiązań
              komplementarnych.

              Osobiście sądzę, że w przypadku rodziny wielodzietnej i rodziców z
              predyspozycjami i, nazwijmy to, systemem wsparcia (inne takie rodziny,
              korepetytorzy z zewnątrz), to może być całkiem fajny pomysł.

              Tym niemniej, pouczający jest przykład historyczny. Maria Skłodowska-Curie, wraz
              z kilkorgiem przyjaciół, zdegustowana poziomem szkół paryskich (zwłaszcza tych
              dla dziewcząt), zdecydowała się zorganizować dzieciom naukę domową. Każdego
              przedmiotu nauczali wybitni naukowcy. I o ile w przypadku części dzieci okazało
              się to raczej dobrym pomysłem (np. Irene Curie), inne po latach uważały to za
              kompletny bezsens.
              • bunny.tsukino Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 08:04
                Oj, jak ja lubiłam liceum. Miałam świetnego polonistę, który nauczył, mnie, że
                nie każdego wieszcza/autora trzeba lubić, bo "wielkim poetą był",. Uwielbiałam
                przerwy pełne plot,pierwszych miłości, schodzenia do sklepiku, bo herbatę i
                drożdżówkę.Za nic nie chciałabym odbierać tego mojemu synowi. mamę bardzo
                kocham, cieszyłam się jak miała wolne, ale nir za długo, bo zwyczajnie,
                chciałam, trochę luzu.

                mam takie pytanie: do jakiego wieku trwa Ed? Do matury? To czemu nie studia.
                Zauważcie, teraz w szkołach mogą, podkreślam, mogą uczyć osoby tylko z
                wykształceniem wyższym i przygotowaniem pedagogicznym. Nie wierzę, po prostu,
                nie wierzę, że każdy rodzic po przecyztaniu iluś tam książek, będzie w stanie
                tak dobrze przedstawić biologię/ matematykę/ język polski/chemię/ fizykę jak
                średnio rozgarnięty nauczyciel. Bo tenże nauczyciel, się tego uczył, ileś tam
                lat....
                Weźmy taką matematykę. Co jeżeli dziecko jest matematyczne bardziej, a rodzic
                hmm umie, ale nie przepada. Niektóre metody całkowania, czy własności ciał są
                przekazywane na studiach z ust do ust ,tzn profesor do studentów, ponieważ nie
                zostały one nigdzie spisane, jedynym źródłem odniesienia są własne notatki. W
                całej Jagielonce,w necie po bułgarsku jedynie wzmianka. Co zrobi rodzic z Pcimia
                Dolnego?
                • edorka1 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 08:24
                  I ja lubiłam szkołę - niemal zawsze z wyjątkiem ósmej klasy - ale z powodów niezaleznych musiałam zmienić na ostatni rok podstawówke i to była traumatyczna przesiadka. Szkołę średnią lubiłam bardzo - była to zresztą zupelnie wyjątkowa szkoła i klasa. Miałam świenych nauczycieli, choc zdarzali sie i porażkowi ale to były przypadki marginalne. Było ciekawie, kolorowo. Częśc ludzi z którmi chodziłam do klasy w dorosłym życiu okazała się zupełnie nieprzecietna, mają za sobą kariery sportowe, naukowe, biznesowe. Szkoła nauczyła mnie ciekawości życia - to w jakiejś mierze dzięki niej pojechałam sobie w świat.
                  Lubiłam też wychodzić do szkoły, dojeżdzać, wracać potem przez miasto zaczepiając o Rynek.
                  Jasne że bywało stresowo - ale bez przesady.
                  maiałabym odebrac to dziecku? W imie bambodzy i śniadania z mamą? Jakieś chore całkiem sytuacje.A że dzisiejsza szkoła jest inna- pewnie racja. Ale dalej są dobre i gorsze szkoły.Jak zawsze zresztą.
                  • elf1977 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 14:46
                    Ja też lubiłam szkołę. I dziwię się akurat tym argumentom zwolenników edukacji
                    domowej, które opisują szkołę jako koszmar, odmóżdżający dziecko itd. Mnie nikt
                    w szkole nie oduczył myslenia, wręcz przeciwnie. Jasne, że nie wszystkie
                    gałęzie wiedzy mnie fascynowały w równym stopniu, ale to chyba normalne?
                    Sama staram się zarazić swoją pasją uczniów, w wielu przypadkach nie jest to
                    łatwe. Ale nie wygłaszam generalizujących sądów, jak co niektórzy. Dziwi mnie
                    mówienie, że szkoła istniała od 19 wieku, a co ze szkołami w starożytności?
                    Czyżby edukatorom domowym zabrakło wiedzy? A dlaczego pan, który chlubi się
                    swoimi możliwościami intelektualnymi i powołuje się na znajomość innych kultur
                    robi błędy ortograficzne?
                    Może dlatego, że nie ma ludzi doskonałych...ja o tym wiem, wiem, w czym jestem
                    dobra, ale niektórym brakuje skromności.
                    Jako rodzic, będę uczyć swoje dziecko różnych rzeczy tak długo, jak się da,
                    jako nauczyciel, wolę, by niektórymi dziedzinami wiedzy zajęli się inni.
                    • janka007 Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 22:09
                      elf1977 napisała:

                      > Ja też lubiłam szkołę. I dziwię się akurat tym argumentom zwolenników
                      edukacji
                      > domowej, które opisują szkołę jako koszmar, odmóżdżający dziecko itd. Mnie
                      nikt
                      >
                      > w szkole nie oduczył myslenia, wręcz przeciwnie.

                      A ja ci się nie dziwię że tak piszesz jeśli jesteś nauczycielką.
                    • pietruszewskih Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 16.02.07, 08:35
                      >>Dziwi mnie mówienie, że szkoła istniała od 19 wieku, a co ze szkołami w
                      starożytności?
                      Czy szkoły w starożytności były powszechne i przymusowe?

                      Jeśli fragment o błędach ortograficznych tyczył się moich wpisów, proszę o
                      korektę. Rzeczywiście miewam z tym kłopoty.

                      >>ja o tym wiem, wiem, w czym jestem dobra, ale niektórym brakuje skromności.
                      A innym wiary we własne możliwości.
              • verdana Re: Dorosli wciskacja kity ,ze szkola jest fajna 15.02.07, 21:52
                Maria Skłodowska -Curie zorganizowala dla dzieci swoich i znajomych praktycznie
                małą, prywatną szkołę, w ktorej uczylo WIELU wybitnych nauczycieli i
                uczęszczały dzieci z wielu rodzin. Nie zrezygnowała z pracy, by sama edukowac
                swoje córki we wszystkich przedmiotach. Sytuacja była wiec zupełnie inna.
                • edorka1 I jeszcze taki drobiazg 16.02.07, 09:07
                  Nie do końca rozumiem jedno - pomijając już kwestie spoleczno- adaptacyjne - jakim cudem rodzice moga nauczyć dzieci z jednakowym powodzeniem ( z wyłączeniem pierwszych kals podstawówki) i literatury i matmy i historii i biologii i chemii??? Nie majac wiedzy w tych tematach bo przeciez nikt nie jest omnibusem, przeciwnie, wiedza dziś w niektórych przedmiotach jest tak rozległa, że specjalizacje są coraz węższe. Tata mając wykształcenie techniczne może nauczyć matmy i fizyki a mama będąc filologiem - polskiego i może historii ale co z resztą???
                  I co tu porównywać nawet z czasmi Skłodowskiej- Curie - od tego czasu postęp techniczny jest ogromny, a i w naukach humanistycznych przybyło całkiem sporo. Moim zdaniem ED może wyksztalcić jedymnie humanistów a i to w dość ograniczony sposób- bo obciciążony wiedzą rodziców i rodzicelskim zapatrywaniem się na np.historię i literaturę. Wykształcić w ten sposób inżyniera jest niemal niewykonalne - chyba, że rodzice akurat sa wykładowcami na politechnice. Ale wtedy z kolei bedzie to inżynier pewnie nie umiejący pisać po Polsku. Szerokosc horyzontów to wolnosć i swoboda w dostępie do wiedzy. ED może byc uzupełnieniem współczesnej szkoły, ale zamiast szkoły to dla mnie nieporozumienie. Lepiej wybrać dziecku dobrą szkołę - a są takie - wbrew pozorom.
                  Zresztą mieszkałam kilka lat poza Polską i na tle oświaty w niektórych krajach unijnych poziom nauczania w naszych szkołach jest naprawdę wysoki.A stres i inne - no cóż - samo życie.
                  • malila Re: I jeszcze taki drobiazg 16.02.07, 09:23
                    edorka1 napisała:
                    > Ale wtedy z kolei
                    > bedzie to inżynier pewnie nie umiejący pisać po Polsku.

                    W imieniu inżynierów bardzo Ci dziękuję, Edorkasmile)
                    BTW: "po polsku".
                    • edorka1 no ja też techniczna jestem :))) 16.02.07, 09:30
                      czyli niejako o sobie piszę - "po polsku" - masz rację smile))
                  • paszczakowna1 Re: I jeszcze taki drobiazg 16.02.07, 14:18
                    > Nie do końca rozumiem jedno - pomijając już kwestie spoleczno- adaptacyjne - j
                    > akim cudem rodzice moga nauczyć dzieci z jednakowym powodzeniem ( z wyłączeniem
                    > pierwszych kals podstawówki) i literatury i matmy i historii i biologii i chem
                    > ii???

                    Nie widzę tu problemu, przynajmniej do końca gimnazjum. (I może pycha przeze
                    mnie przemawia, ale dałabym chyba sobie radę - wykształcenie
                    ścisło-przyrodnicze, ale zainteresowania humanistyczne - także z programem
                    licealnym.) Ulegasz złudzeniu, że osoba ucząca powinna mieć znacznie większą
                    wiedzę, niż osoba uczona. Tak wcale nie musi być, o czym wiedzą dobrze
                    pracownicy uniwersytetów (jeśli prowadzisz zajęcia dla studentów ostatnich lat
                    lub doktorantów, tych najlepszych wyprzedzasz tylko o krok.) Wystarczy wiedzieć,
                    gdzie szukać, i nie bać się przyznać do niewiedzy (czego wielu nauczycieli nie
                    potrafi).
    • pietruszewskih Jak to jest z odmóżdżaniem. 16.02.07, 09:05
      Ja rozumiem, że niełatwo jest przyznać, że szkoła nas w jakiś sposób
      upośledziła. Jasne, mieliśmy przyjaciół, umiemy pisać i czytać, wyszliśmy na
      ludzi. Ale jeśli miałbym podsumować swoją szkolną wiedzę, to generalnie wiem o
      tym, jakie są moje ograniczenia a nie możliwości. Mnie w nauczaniu domowym
      chodzi właśnie o przełożenie akcentów. Z hierarchii na samodzielność, z
      ograniczeń na możliwości.

      Przytoczę dwa przykłady z mojego liceum. Miałem okazję brać lekcje matematyki u
      wyjątkowej nauczycielki. Oceniam ją bardzo pozytywnie. Ale chyba oprócz mnie -
      niewiele osób ją tak pamięta, bo większość na lekcjach się po porstu bała.
      Kiedyś kolega, który radził sobie z matematyką średnio - dobrze zapytał: "Czy
      wie pani, że wielkie twierdzenie Fermata zostało udowodnione?" W odpowiedzi
      usłyszał:
      "Ty się lepiej logarytmów naucz, bo dostałeś mierny".
      To podziałało na niego mobilizująco czy deprymująco?

      Fizyka w liceum kojarzy mi się z rozwiązywaniem zadań. Kiedyś wybłagaliśmy
      nauczyciela, żeby wyciągnął z magazynu jakiś sprzęt, który tam zalegał i
      przeprowadził na nim doświadczenie. Dał się ubłagać. Badaliśmy widma gazów.
      Większość moich kolegów tylko tę lekcję fzyki ma w pamięci.
      Więc jeśli myślę o swojej szkole, to nie tylko o tym, że dziękiu niej wiem, co
      to jest moc i w czym się mierzy napięcie, ale zastanawiam się, co by mi zostało
      w głowie, gdyby więcej lekcji fizyki wyglądało, jak ta z widmmi gazów.

      Ja się zgodzę, że nauczyciele mają możliwości przeprowadzenia ciekawych zajęć,
      że mogą zarazić uczniów pasją. Jednak generalnie tego nie robią. Przyczyna jest
      łatwa do określenia: uczniowie to nie są ich dzieci.

      Zgodzę się też, że są rodziny, których dzieci korzystają na chodzeniu do
      szkoły. Ale są też dzieci, które na szkole tracą i ja uważam, że moje właśnie
      by straciły.
      • bunny.tsukino Twierdzenie Fermata 16.02.07, 09:12
        Dowód Wilesa sformułowany w 1994 roku, bo chyba o ten chodzi miał poważne błędy.
        Uzupełniono je dopiero w w kilka lat później. Niestety, odwołuje się on do
        topologii, więc nie może być dowodem sensu stricte. Dowód analityczny jest chyba
        w chwili obecnej gotowy w 1,2-2%. I bez znajomości logarytmów się go nie zrozumiesmile
        A nie było to klasyczne zagadanie, żeby lekcji nie było tongue_out
      • mama_kotula Re: Jak to jest z odmóżdżaniem. 16.02.07, 09:13
        pietruszewskih napisał:
        > Zgodzę się też, że są rodziny, których dzieci korzystają na chodzeniu do
        > szkoły. Ale są też dzieci, które na szkole tracą i ja uważam, że moje właśnie
        > by straciły.

        No ok, wyjdę na wyrodną i leniwą matkę, ale napiszę to, do czego się zbieram od
        początku tego wątki. Uważam, że poza tym, iż na chodzeniu do szkoły czy
        przedszkola korzystają dzieci, korzystają również rodzice. Dla mnie komfort
        psychiczny wynikający z półdniowej nieobecności dzieci w domu jest nieoceniony.
        Ponieważ pozostałą połowę dnia spędzam z nimi paradoksalnie jak w przytoczonym
        przykładzie z żarówką - zaczyna się od banalnego pytania o to, co jest w środku
        żarówki, a kończy się na tablicy pierwiastków mendelejewa czy czymś zupełnie
        niezwiązanym. Po takiej kilkugodzinnej sesji "naukowej" jestem wykończona i
        upocona jak ruda mysz, mimo, że to autentycznie lubię.

        Dobro dziecka najważniejsze, ale nie za wszelką cenę. Oczywiście, nie neguję
        faktu, iż są rodzice stworzeni do bycia pełnoetatowymi rodzicami-nauczycielami,
        którzy perfekcyjnie organizują czas, stają na głowie, aby zapewnić dziecku
        odpowiednią porcję edukacji/kontaktu z rówieśnikami/zabawy przez 24h na dobę,
        ale konkretnie ja przy tym bym wysiadła psychicznie smile)))
      • edorka1 Re: Jak to jest z odmóżdżaniem. 16.02.07, 09:17
        No cóż - ucząc dzieci w domu jest duża szansa, że przegniesz w druga stronę...nauczyciela i nawet szkołę mozna zmienić, a rodzica już nie. Niemal wszyscy byliśmy kształceni w polskich szkołach, głupi przez to nie jesteśmy a owo krytyczne spojrzenie na naucziela jest właśnie możliwością, której dziecko kształcone w domu mieć nie będzie. Może ono oczywście rodzica- nauczyciela ocenić krytycznie - ale ucierpią na tym dwa autorytety - w tym ten najważniejszy - rodzicielski. Rozdzic jest mądrym rodzicem o ile pozwala dzieciom być sobą. Myślę, że zwolennicy ED mają podświadomy lęk przed wypuszczeniem dzieci w świat szkolny gdzie następuje konfrontacja i przewartościowanie tego, co wynosi się z domu. Czyli siłą rzeczy pojawiaja się inne wartosci i autorytety, a ten rodzicielski nieco słabnie.
    • bunny.tsukino Długo się zbierałam 16.02.07, 09:27
      Do napisania tego posta, a el widze, że muszę, bo nie wytrzymam.
      1. W rodzicach, którzy biorą się za ED, widze jakiś egocentryzm, uwielbienie,
      przekonanie o własnej niepowtarzalności, zadufanie w sobie. Po prostu nie
      wierzę, że są w stanie, nauczyć się wszystkiego, na poziomie średnio dobrego
      nauczyciela. Ja wiem, że wielu rzeczy nie wiem i raczej ich nie przyswoję. Jak
      mam nauczyć dziecko, czegoś, czego nie wiem i nie wiem, że nie wiem smile No jak np
      nikt nie słyszał o Lamym, to jak się do tego zabierze, a w programie nauczania
      nie jest wymieniony z nazwiska. Który z rodziców z ręka na sercu jest w stanie
      rozwiązać pierwsze lepsze zadanie z gwiazdką z podręcznika gimnazjalisty z
      fizyki lub z chemii?
      2. jak sprawdzać taką edukację. W dobrej klasie , tzn w przeciętnej rozkład
      wiedzy i ocen ma mniej więcej rozkład krzywej Gaussa. Najmniej ocen celujących i
      niedostatecznych, najwięcej średnich, mniej więcej tyle samo dobrych i
      dostatecznych. Jeśli dziecko jest jedno, 2, 3 to jak sprawdzimy sposób
      rzetelności podawania wiedzy. bardzo łatwo będzie zwalić na indywidualne cechy
      dziecka.
      3. Przypuśćmy, że gruntownie zmieniamy system edukacji w Polsce. Od dziś
      będziemy się uczyć w grupach max. 5 osobowych w domu jednej z nich, wymieszany
      wiek, ale nauczycielem będzie osoba bez doświadczenia pedagogicznego, dajmy np
      mgr marketingu, ale pełny zapału do pracy. zgadzacie się? ha? Czemu nie? Ja nie
      widzę, różnicy pomiędzy takim nauczycielem a rodzicem-nauczycielem ED. Widze,
      jego plusy w porównaniu do rodzica.
      4. Argument o braku przemocy/rywalizacji/ chamstwa. jak świat światem zawsze
      była rywalizacja. Słabsze gatunki wymierały, były zastępowane przez silniejsze.
      Od 4600 mln lat. Więc jest w tym jakiś sens. chowacie sobie glony i mimozy jak
      ktoś już napisał. Cóż z tego, że 18 latek założy własną firmę, jak po roku
      splajtuje z powodu nie przystosowania do wyścigu szczurów?
      5. argument, o sławnych uczonych w domu jest do bani. Kiedyś innych szkół nie
      było i to był jedyny sposób na uzyskanie wiedzy. Mogę podać tyle samo jak nie
      więcej czarnych charakterów uczonych w domu,. Np: caryca Katarzyna, czy nweron
      uczony przez Senekę.
      6. Proszę mi przedstawić badania wskazujące jaki % dzieci w DOROSŁYM życiu jest
      zadowolony Z ED. Zabrakło mi go.
      Spadam się uczyć paleontologii, tam widać jak słabsze gatunki marły..
      • wieczna-gosia Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:03
        to doucz sie bunny tej paleontologii dobrze smile) bo wiekszosc gatunkow ktore zyly
        od poczatkow do chwili obecnej stanowa takie male niepozorne gowienka z ogromnym
        potencjalem przystosowawczym. A te "wieksze i silniejsze" zazwyczaj trafial
        szlag predzej czy pozniej.

        uwielbiam zabierac glos w dlugich watkach bo cokolwiek nie napisze bedzie nie na
        temat smile))

        Uwazam ze dobrze jest miec wybor. NIKT tu nie postulowal chyba TYLKO W DOMU.
        Niech wiec zwolenniczki szkol nie wpadaja w akcje TYLKO W SZKOLE. Im wiecej jest
        alternatyw do masowki- tym lepiej.

        NIc nie stoi na przeszkodzie by wzorem Curie umowic sie ze znajomymi.

        NIC nie stoi na przeszkodzie by dziecko uczone w domu poszlo na zajecia baletu/
        angielskiego/ katare/ wyszywania/ zuchy itd z domu i zeby matka miala spokoj.
        Poza tym kotula racz zauwazyc ze w czasie gdy ty po prostu nie masz dzieci w
        domu i masz swiety spokoj- matki wtedy bywaja w pracy smile) cztyli przecietna
        matka szkolnego dziecka nie ma alternatywy "pol dnia bez dziecka" tylko ma pol
        dnia z szefem i pol dnia z dzieckiem. I tez swiruje smile

        2. jak sprawdzać taką edukację. W dobrej klasie , tzn w przeciętnej rozkład
        > wiedzy i ocen ma mniej więcej rozkład krzywej Gaussa. Najmniej ocen celujących
        > i
        > niedostatecznych, najwięcej średnich, mniej więcej tyle samo dobrych i
        > dostatecznych. Jeśli dziecko jest jedno, 2, 3 to jak sprawdzimy sposób
        > rzetelności podawania wiedzy. bardzo łatwo będzie zwalić na indywidualne cechy
        > dziecka.
        egzaminem zewnetrznym oczywiscie. Mam dzieci w (nie)zwyklej ale jednak szkole,
        gdzie system ocen nijak sie ma co krzywej gaussa. dzieci sa oceniane w stosunku
        do swoich wlasnych postepow- zarowno z WF jak i z chemii organicznej. Oceny NIE
        SA podawane do wiadomosci ogolnej klasy (chyba ze dziecko zyczy sie z kolega
        podzielic). Szkoly prywatne i spoleczne nie zwiazane z Wielkim Edukatorem w az
        takim stopniu chetnie odchodza od systemu ocen wg krzywej Gaussa.
        Moja kolezanka pracuje w szkole podstawowej prywatnej gdzie obecnie w klasie 2
        posiada slownie 3 uczniow. A w klasie 3 dwoje. Sila rzeczy o gaussie mowy nie ma smile
        Bunny powiem wiecej- w klasach 1-3 nie daje sie teraz ocen. Wroc- takie bylo
        zalozenie- by oceny byly opisowe, indywidualne dla kazdego dziecka- w czym sie
        poprawilo, co jeszcze ma zrobic. System oczywiscie zostal wymaczony, teraz sa
        chmurki i sloneczka czy literki i i tak kazdy wie o co chodzi- ale wazne jest to
        zenawet tzw. decydenci masowki dostrzegaja pewne niebezpieczenstwo w ocenianiu
        wg Gaussa.

        > 3. Przypuśćmy, że gruntownie zmieniamy system edukacji w Polsce. Od dziś
        > będziemy się uczyć w grupach max. 5 osobowych w domu jednej z nich, wymieszany
        > wiek, ale nauczycielem będzie osoba bez doświadczenia pedagogicznego, dajmy np
        > mgr marketingu, ale pełny zapału do pracy. zgadzacie się? ha? Czemu nie? Ja nie
        > widzę, różnicy pomiędzy takim nauczycielem a rodzicem-nauczycielem ED. Widze,
        > jego plusy w porównaniu do rodzica.
        no wlasnie czemu nie? czemu zalozylas ze sie nie zgadzamy?czemu zalozylas ze
        rodzice lubiacy edukacje domowa nie maja przygotowania pedagogicznego?
        ja ci moge powiedziec dlaczego JA nie. Dlatego ze ja ogolnie nie mam ciagot do
        edukacji domowej osobiscie. Chcoaz prywatnie z jej zasobow korzystam- jak juz
        wspomnialam smile natomiast wyksztalcenie pasjonata nie ma nic do rzeczy- sama
        jestem uwazana przez noich uczniow za swietnego pedagoga- w sensie przekazywania
        wiedzy. radze sobie z grupami. liceum w ktorym uczylam tez zbieralam pochwaly i
        jako nauczyciel i jako wychowawca- mlodziez mnie lubila kartki dostaje do
        dzisiaj. A moje wyksztalcenie pedagogiczne to 3 miesieczny kurs zaoczny. Uwazam
        ze ludzie w naturalny sposob dziela sie na dobrych pedagogow i zlych. I z
        naszymi dziecmi powinni pracowac ci dobrzy. Powinni chodzic na kursy i podnosic
        swoje kwalifikacje. czytac ksiazki. A ci zli- w ogole nie powinni uczyc- nawet
        po kursach bo jak ktos nie ma podejscia do dzieci to go nie ma po prostu.

        Bunny sa dzieci slabsze. Ktore gina w tlumie. Mam wiec ewolucyjnie stwierdzic-
        chrznie- albo se poradzi albo zostanie alkoholikiem? Rozumiem twoja fascynacje
        geologia, no ale wybacz chyba nie tedy droga smile))
        • mama_kotula Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:10
          wieczna-gosia napisała:
          > Poza tym kotula racz zauwazyc ze w czasie gdy ty po prostu nie masz dzieci w
          > domu i masz swiety spokoj- matki wtedy bywaja w pracy smile) cztyli przecietna
          > matka szkolnego dziecka nie ma alternatywy "pol dnia bez dziecka" tylko ma pol
          > dnia z szefem i pol dnia z dzieckiem. I tez swiruje smile

          Nie, Gosia, nie o to mi chodziło, że "siedzę w domu i się obijam" smile))
          Chodzi mi o sam fakt przebywania z dzieckiem 24h na dobę (pomijając te 2-3
          godziny, gdy dziecko ma zajęcia dodatkowe czy wychodzi na podwórko) - na dłuższą
          metę jest to dla mnie bardzo męczące - i nie dziwię się, że matki po
          macierzyńskim ciągnie do pracy, bo nie jest tu kwestią kluczową opieprzanie się
          w domu, tylko nieprzebywanie z dzieckiem (czy to w domu, czy to w pracy, czy w
          jakimkolwiek innym miejscu).

          "Świrowanie" jestem w stanie przeżyć, jeśli świruję z dwóch (trzech, czterech)
          różnych przyczyn - dziecko, szef, mąż i tak dalej - świrowanie z powodu
          wyłącznie przebywania z dzieckiem jest monotonne i dużo bardziej męczące smile))
          Paradoksalnie - gdy miałam normalną pracę (a nie jakieś chore umowy o dzieło
          wykonywane w pieleszach domowych) - nawet gdy mój szef i współpracownicy
          doprowadzali mnie do dzikiego szału, łatwiej mi było znieść dyskomfort
          wynikający z różnorodności "szałów" wink - inne akcje w pracy, inne akcje w domu.
          • wieczna-gosia Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:14
            nie napisalam ze sie obijasz smile)
            to ze matki ciagnie po macierzynskim do pracy jest sporym uogolnieniem, gdyz
            wielu z nich nie ciagnie ( i tu licze na kolejne 200 postow o nierobach versus
            wyrodnych pracoholiczkach) mnie np zaczelo ciagnac po 10 latach bycia w domu a
            miedzyczasie wykonywalam "chore umowy o dzielo w domowych pieleszach)". smile)
            • mama_kotula Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:18
              wieczna-gosia napisała:

              > nie napisalam ze sie obijasz smile)
              > to ze matki ciagnie po macierzynskim do pracy jest sporym uogolnieniem, gdyz
              > wielu z nich nie ciagnie ( i tu licze na kolejne 200 postow o nierobach versus
              > wyrodnych pracoholiczkach) mnie np zaczelo ciagnac po 10 latach bycia w domu a
              > miedzyczasie wykonywalam "chore umowy o dzielo w domowych pieleszach)". smile)

              Oczywiście, że jest to uogólnienie, zapomniałam dodać "niektóre" matki tongue_out
              Po prostu jeden jest stworzony do bycia rodzicem pełnoetatowym, inny nie. Ja nie
              jestem big_grin
              • melka_x Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:38
                Kolejny wątek który udowadnia ile jest osób, które swój model życia i
                rodzicielstwa uważają za jeden słuszny. I ktoś tu mówi o autorytaryźmie?
                Jakoś nie widzę zwolenników ED, którzy chcą kijem odpędzić wszystkie cudze
                dzieci od szkoły, te osoby uznały, że w ICH przypadku edukacja domowa jest
                lepszym wyjściem i tyle. Za to widzę sporo osób, które chętnie by wszystkie
                dzieci kijem do szkoły zapędziły. Na zasadzie, że skoro JA uznaję szkołę za
                optymalny model edukacji i wychowania dla mojego dziecka, skoro JA nie wierzę,
                że można mieć satysfkajonujące i intensywne kontakty towarzyskie poza szkołą,
                to wszyscy muszą sądzić i postępować jak ja. W przeciwnym razie są złymi
                rodzicami i domowymi dyktatorami.
                Bo jak wiadomo mój pogląd jest miarą wszechrzeczy. I żadnych wątpliwości, że
                może nie wszystkim muszę mieć rację i nie zawsze muszę wiedzieć, że wiem lepiej
                co dla innych rodzin najlepsze.
                p.s. to nie do mamy kotula, tak mi się podpięło
                • melka_x Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:40
                  > I żadnych wątpliwości, że
                  > może nie wszystkim muszę mieć rację i nie zawsze muszę wiedzieć, że wiem
                  > lepiej co dla innych rodzin najlepsze.

                  Miało być "I żadnych wątpliwości, że może nie we wszystkim muszę mieć rację i
                  nie zawsze muszę wiedzieć co dla innych rodzin jest najlepsze"
                • wieczna-gosia Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 10:46
                  > Bo jak wiadomo mój pogląd jest miarą wszechrzeczy. I żadnych wątpliwości, że
                  > może nie wszystkim muszę mieć rację i nie zawsze muszę wiedzieć, że wiem lepiej

                  i w takim wypadku melko raczej nalezy sie cieszyc ze jest to opcja prezentowana
                  przez zwolennikow edukacji szkolnej a nie domowej smile) bo faktycznie wizja
                  dyktatury bylaby realna smile)
                  osobiscie lubie jak moje dzieci podwazaja moje poglady. Uwielbiam czegos nie
                  wiedziec (takze jako nauczyciel) i dawac studentom satysfakcje ze ja nie
                  wiedzialam a oni wiedzieli.
                • kura17 Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 11:04
                  melka_x napisała:

                  > Kolejny wątek który udowadnia ile jest osób, które swój model życia i
                  > rodzicielstwa uważają za jeden słuszny. I ktoś tu mówi o autorytaryźmie?

                  i NAPRAWDE myslisz, ze to Twoje stwierdzenie odnosi sie WYLACZNIE do rodzicow
                  opowiadajacych sie przeci ED, a rodzice bedacy ZA edukacja domowa sa od tej
                  przywary wolni??? jesli tak - udowodnij, prosze...
                  ... a jesli nie, to wlasnie masz argument przeciw ED... dokladnie taki, o jakim
                  pisala Verdana, Triss, czy ja, kura wink
                  wlasnie o to chodzi - kazdy uwaza swoje poglady za sluszne (co jest chyba
                  naturalne...) i malo osob jest az tak tolerancyjnych, aby o pogladach
                  sprzecznych rozprawiac naprawde obiektywnie. i tutaj tkwi niebezpieczenstwo, wg
                  pewniej grupy dyskutantek.

                  temu niebezpieczenstu pewnie zapobieglby fakt, ze dzieci mialyby za nauczycieli
                  nie wylacznie rodzicow, ale tez korepetytorow. lub gdyby powstaly male grupy, w
                  ktorych rozni rodzice uczyliby roznych przedmiotow. bylaby wieksza pula "genow
                  pogladow" wink przeciw takiemu systemowi mi osobiscie trudno byloby znalesc
                  kategoryczne argumenty przeciw. w przeciwienstwie do sytuacji, gdy jedynym
                  nauczycielem, guru i mistrzem jest rodzic.

                  krytykujesz grupe "przeciw". a przeciez autorka sama zachecala do dyskusji,
                  pytala, co sadzimy o ED. mam nadzieje, ze nie byla przygotowana tylko na
                  entuzjastyczne posty za...
                  przeciez nikt tutaj nie postuluje za zakazaniem takiej edukacji! kazdy wyraza
                  swoje zdanie, to przeciez wolno, prawda? nikt osobom edukujacym w domu nie mowi
                  - Wasze dzieci marsz do szkoly... co najwyzej mowi "ja bym swoich dzieci nie
                  uczyla w domu"... widzisz roznice?
                  zawsze, gdy sa rozne zdania, grupy beda prezentowaly swoje poglady jako sluszne.
                  ale chyba nikt tuaj nie robi nagonki na rodzicow, ktorzy stosuja ED? a
                  przynajmniej nikt z powaznych dyskutanktow wink
                  • melka_x Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 12:49
                    > i NAPRAWDE myslisz, ze to Twoje stwierdzenie odnosi sie WYLACZNIE do rodzicow
                    > opowiadajacych sie przeci ED, a rodzice bedacy ZA edukacja domowa sa od tej
                    > przywary wolni??? jesli tak - udowodnij, prosze...

                    Tak uważam. Z wątku nie wynika, że rodzice decydujący się na ED są zwolennikami
                    powszechnej i obowiązkowej ED. Nigdzie nie twierdzą, że to jest optymalne
                    rozwiązanie dla WSZYSTKICH, a szkoły należy zamknąć. Było wystarczająco dużo
                    postów o tym, że to jest rozwiązanie WYŁĄCZNIE dla tych rodzin, w których
                    rodzice mają sporo samodyscypliny, systematyczności, chęci poświęcenia dużej
                    ilości czasu oraz pomysłów i możliwości, by zapewnić dziecku wystarczające
                    kontakty towarzyskie poza szkołą (i ja np. z wszystkich wyżej wymienionych
                    powodów uważam, że gdybym swoje dziecko nie posłała do szkoły to faktycznie
                    zrobiłabym mu krzywdę, ale nie wyciągam z tego wniosku, że dla wszystkich
                    rodzin i dzieci to jest złe rozwiązanie). Natomiast posty drugiej strony
                    prezentują stanowisko, że edukacja domowa jest z automatu zła, krzywdząca
                    dziecko, że nie sprawdzi się w żadnej rodzinie, a zwolennikami takiego
                    rozwiązania mogą być jedynie ludzie o dyktatorskich zapędach cierpiący na manię
                    totalnej kontroli.
                    • kura17 Re: Długo się zbierałam 16.02.07, 13:49
                      melka_x napisała:

                      > > i NAPRAWDE myslisz, ze to Twoje stwierdzenie odnosi sie WYLACZNIE do rodz
                      > icow
                      > > opowiadajacych sie przeci ED, a rodzice bedacy ZA edukacja domowa sa od t
                      > ej
                      > > przywary wolni??? jesli tak - udowodnij, prosze...
                      >
                      > Tak uważam.

                      to udowodnij, to prosze, bo ja absolutnie tego nie widze. oni tez, chociazby,
                      stwierdzaja autorytatywnie, ze szkola dla ich dzieci jest zla i potrzebuja
                      innego rozwiazania. i owszem, maja prawo tak twierdzic. co nie zmienia faktu, ze
                      oni rowniez nie sa wolni od autorytatywnych stwierdzen. jak w zasadzie prawie
                      KAZDY z nas.

                      przeciez autorka watku nie pytala, co sadzimy o obowiazkowej ED. chiala znac
                      zdanie na temat edukacji domowej. to czego sie spodziewala? wg Ciebie chyba
                      samych pochwal? rozne osoby pisaly, co im sie w tym pomysle nie podoba (brak
                      socjalizacji, wyalienowanie dzieci, trzymanie pod kloszem, w pewien sposob
                      narzucanie wlasnego swiatopogladu itp). to sa konkretne punkty, ktore mozna
                      dzyskutowac, a nie rzucac w nas kamieniem "bo wy to chcecie zakazac ED, nie
                      wicie, jaka to swietna sprawa i wasze zdanie jest autorytarne". troche to
                      dziecinne, nie sadzisz? jesli proponuje dyskusje, to jednoczesnie zgadzam sie na
                      krytyczne glosy i nie zarzucam krytykantom wszelkiego zla tego swiata...
                      oczywiscie przesadzam, ale ja tak widze Twoje zachowanie w powyzszych postach...
                      byly tez glosy, ze to moze byc fajna sprawa, ale wiele osob po prostu sie nie
                      nadaje na takich domowych nauczycieli (z najrozniejszych powodow). ja sama
                      napisalam, ze gdyby zniknelo "widmo" jednego nauczyciela-rodzica (tzn bylo
                      wiecej nauczycieli, np korepetytorow lub rodzicow innych dzieci) to pomysl
                      podobalby mi sie duzo, duzo bardziej.

                      ktos tez napisal o przykladach ze stanow, gdzie taka ED stosuje sie w
                      zamknietych, religijnych srodowiskach, co tez pokazuje niebezpieczenstwa takiego
                      sposobu nauczania.

                      dlaczego nie miec szerszego spojrzenia? czy szerokie spojrzenie mozna miec tylko
                      zgadzajac sie z jakas teza?

                      nigdzie nie widzialam postow, ktore nawolywalyby do zakazania ED. w ogole
                      wywiazala sie bardzo, wg mnie, ciekawa i kulturalna dyskusja, z jednym chba
                      wyjatkiem jakiejs zdenerwowanej pani, ktora (na marginesie...) wlasnie uczy
                      wlasne dzieci w domu.

                      > Natomiast posty drugiej strony
                      > prezentują stanowisko, że edukacja domowa jest z automatu zła,

                      co to znaczy "z automatu zla"? przeciez "druga strona" podaje konkretne
                      przyklady, co jej sie w tej edukacji nie podoba. jak inaczej wyobrazasz sobie
                      dyskusje na ten temat??? nie piszemy "ED jest zla". piszemy "ED nam sie nie
                      podoba, bo ...". nie lepiej dyskutowac z tym "bo", zamiast sie obrzazac, ze ktos
                      ma inne zdanie?

                      > krzywdząca
                      > dziecko, że nie sprawdzi się w żadnej rodzinie, a zwolennikami takiego
                      > rozwiązania mogą być jedynie ludzie o dyktatorskich zapędach cierpiący na
                      > manię totalnej kontroli.

                      przesadzasz. pokaz prosze, gdzie ja cokolwiek takiego napisalam. wielokrotnie
                      (WIELOKROTNIE) podkreslalam w swoich postach, ze ta chec narzucenia swoich
                      pogladow (czy jak to zwac) wcale nie musi byc (i pewnie w wiekszosci przypadkow
                      nie jest) zabiegiem swiadomym. jest po prostu rzecza naturalna - mamy swoj
                      uksztaltowany swiatopoglad i go dzieciom chcemy przekazac, prawda? ja tez mam i
                      tez chce, nie wypieram sie tego. i wlasnie dlatego wydaje mi sie tak istotne,
                      aby dziecko mialo jednak mozliwosc konfrontacji WIELU swiatopogladow. zebym
                      mogla naprawde POKAZAC swoim dzieciom, ze moj swiatopoglad jest lepszy, zeby one
                      to przyjely po przemysleniu, przeanalizowaniu, po walce, a nie dlatego, ze nie
                      maja innego wyboru, ze nie maja mozliwosci stykania sie z innymi sposobami
                      myslenia na codzien. a jesli nie przyjma? tez sie zdarza, prawda?...
                  • mama_kotula Kura, off topic!!! 16.02.07, 12:56
                    Gratuluję nowej sygnaturki!!!! dopiero teraz zauważyłam smile)))))))
                    • kura17 napisalam Ci maila na gazete. n/txt 16.02.07, 13:55

            • bunny.tsukino Żyjątka 16.02.07, 10:31
              Nie lubię geologii historycznej. Bleee, jak sobie wyobrażę taki syfon
              ramienionoga bleee
              Chodzi mi o to, tu cytuję: " zauważa się ogólny trend przystosowania zwierząt do
              przystosowania do warunków środowiska. Zwierzęta nie przystosowane, słabsze
              wymierają, są zastępowane przez osobniki silniejsze".
              Wiem, o co Ci chodzi. Że taka otwornica przetrwała do dziś, a dinozaury
              wyginęły, tak? Nie wiem czemu. Widocznie tak jest i juś.
              Może lepszy byłby przykład, że wróble zadziobią kanarka jak się go do nich wypuści?
              Mam jeszcze jeden przykład geologiczny, ale zamilczę, bo strzelę znowu głupotę.
              • wieczna-gosia Re: Żyjątka 16.02.07, 10:42
                > Wiem, o co Ci chodzi. Że taka otwornica przetrwała do dziś, a dinozaury
                > wyginęły, tak? Nie wiem czemu. Widocznie tak jest i juś.
                dlatego ze otwornica ma wiekszy potencjalprzystosowawczy wasnie- czyli mniej ja
                obchodza zmiany temperatury, chemizmy itd. Nie bez znaczenia jest tez fakt ze
                otwornica jest na dole lancucha zywieniowego, a diplodok blizej gory, czyli jak
                mu cos nizej zdechnie to diplodok tez nie da rady.

                Poza tym otwornica zre mniej od T Rexa i bylo tych otwornic wiecej. jatwiej
                zabic 200 minilonow dinazaurow (liczba z sufietu) niz 200 miliardow otwornic-
                zawsze sie jakas uchowa nawet po zagotowaniu wody przez meteoryt smile

                to juz wiesz dlaczego?
                • bunny.tsukino Re: Żyjątka 16.02.07, 10:58
                  Przekonałaś mnie.smile)))
                  To drugi przykład. Miałam profesora od sejsmiki, który twierdził, ze to dobrze,
                  że są trzęsienia Ziemi/wulkany/wojny i inne katastrofy, bo osobniki słabsze
                  wyginą,a pozostaną silniejsi/sprytniejsi , co na dłuższą metę, będzie z
                  korzyścią dla gatunku.Nijak ma się do Ed, ale jestem ciekawa Twojego zdania smile)))
                  • wieczna-gosia Re: Żyjątka 16.02.07, 11:09
                    zgadzam sie ze powyzsze zjawisko dzialaja jako narzedzie ewolucji. Czy to
                    dobrze- uwazam ze w naukach przyrodniczych sie nie powinno definiowac dobra i
                    zla bo to bez sensu.
                    • edorka1 margines geologiczno-historyczny 16.02.07, 12:32
                      więc jeszcze ciągle kształci się w tym kraju geologów??? - znam tylko dwóch którzy pracują w zawodzie w tym jeden jest naukowcem - a tak wszyscy - normalnie wszyscy jesteśmy zajeci czymś zupełnie innym. No ewentualnie prowadzenie pracowni jubilerskiej jakoś pod geologię jeszcze może podpaść smile)) Znam nawet jednego lekarza który wcześniej geologię skończył...W moim pięknym akademckim mieście praca dla geologa w zawodzie jest marzeniem niespełnionym...z tego wynika że to ciekawe studia dla przyszłych ciekawych świata i innych zawodówsmile. Ciekawa jestem jak jest w tym temacie w Warszawie.
                      • wieczna-gosia Re: margines geologiczno-historyczny 16.02.07, 12:35
                        znam tylko dwóch któ
                        > rzy pracują w zawodzie w tym jeden jest naukowcem

                        znasz wiec trzeciego smile
                        a z mojego roku polowa mniej wiecej w zawodzie pracuje- i na uczelni i w PGiNG i
                        i w wydawnictwach geologicznych i w firmach budowlanych czy biurach projektow i
                        w miniesterstwie Ochrony Srodowiska i innych ministerstwach. Takze chyba zle nie
                        bylo.
                        • verdana W kwestii wyboru 16.02.07, 13:09
                          Bedę się dalej narażała zwolennikom ED dalej.
                          Przyjmujecie, ze ED jest dobra, ponieważ wielu rodziców, przygotowanych do roli
                          pedagoga, liberalnych, nie lubiących szkoly jej chce - i powinni móc wobec tego
                          ją prowadzić. Tylko, ze zapominacie o jednym. Oficjalne zezwolenie na ED czyni
                          rodziców - i tych dobrych i rozsądnych, i tych złych, o zapędach totalitarnych,
                          panami ich dzieci.
                          Uważam, ze jest to danie wszystkim rodzicom nadmiernej, niemal absolutnej
                          władzy nad dziećmi. Wy piszecie o sobie - dalibyście dzieciom możliwość wyboru
                          zajęć, puszczali na podwórko. Ale zaręczam Wam, ze duża część rodziców (chyba
                          wiekszość, tak jak to jest z fanatykami religijnymi w USA) wykorzystałaby
                          mozliwość nie posylania dzieci do szkoly, jako możliwość całkowitego
                          zdominowania ich życia, odcięcia od wpływów złego świata i zdemoralizowanych
                          kolegów. Zwracam też uwagę, ze możliwość nie posyłania dzieci do szkoły, to
                          odcięcie części dzieci od jakiejkolwiek możliwości poskarżenia sie komukolwiek
                          na to, co dzieje sie w domu. Wobec tego rodziny, w ktorych źle sie dzieje,
                          mogłyby zaprzestać posyłania dzieci do szkoły i praktycznie uwięzić je w domu.
                          Mam dalekich znajomych, ktorzy maja 5 czy 6 dzieci i mieszkali przez wiele lat
                          w USA, są wybitnymi naukowcami. Dzieci do szkoły nie posyłali wcale, uczyli je
                          w domu własnie po to, by nie wystawiać je na destrukcyjne wpływy społeczeństwa,
                          a przede wszystkim zdemoralizowanej amrykańskiej mlodzieży, ktora zatraciła
                          chrzescijańskie wartosci. A więc nie było mowy ani o telewizji, ani o
                          kolegach , ani o jakichkolwiek zajęciach dodatkowych.
                          Dzieci nie znam. Wiem tylko (zdradziła mi to sama matka dzieci), że po paru
                          latach rodzice zrezygnowali z tego nauczania - w momencie, gdy jedno z ich
                          dzieci (12-letnie chyba )odmówiło powrotu od dziadków z Polski - i nie wróciło
                          już nigdy, a drugie zaczęło mieć powazne problemy psychiczne.
                          • edorka1 Re: W kwestii wyboru 16.02.07, 13:18
                            To jest troszkę ucieczka przed światem z tą ED. Szkoła fe - dzieci w domu. Dzieci nadmierne chronione z czasem czują się osaczone i świrują. Jestem w stanie przyjąć, że są jednostki które byc może potrafią wyedukować mądrze swoje dziecko w domu - nie pracują, mają niezwylke szerokie horyzonty, kilku naukowców w rodzinie i kilku nauczycieli, wór pieniędzy na korepetycje z przedmiotów których sami nie znają. Edukacja to jedno, a dostosowanie społeczne - drugie. No i pytanie tylko po co to wszystko. Po to, żeby 18-latek biegł w dorosłosc zakładając firmę???A rodzice nie odczuli przecięcia pępowiny zbyt traumatycznie?
                            W sumie lepiej być szcześliwym elektrykiem niż natchnionym samotnym poetą.
                            A historia naszego kraju uczy, że i elektrycy bywają wybitni i daleko zachodzą smile)).
                          • wieczna-gosia Re: W kwestii wyboru 16.02.07, 13:28
                            Ale zaręczam Wam, ze duża część rodziców (chyba
                            > wiekszość, tak jak to jest z fanatykami religijnymi w USA) wykorzystałaby
                            > mozliwość nie posylania dzieci do szkoly, jako możliwość całkowitego
                            > zdominowania ich życia, odcięcia od wpływów złego świata i zdemoralizowanych
                            > kolegów.

                            a na podstawie czego zareczasz? Wlasnej intuicji? Po czym jedziesz absolutnie
                            patologicznym przykladem pt zero TV, zero kolego, problemy psychiczne.

                            Ja verdana mam problemy psychiczne dyskuttowania z takimi argumentami smile

                            w zasadzie teraz nalezaloby rzucic haslem ze ja znam dziecko co to ma problemy
                            psychiczne po kontakcie ze szkola publiczna. dziecko w domu nie wyladowalo
                            natomiast wyladowalo w szkole prowadzonej przez moja kolezanke- w calej szkole
                            jest dzieci sztuk siedem. I owszem lekcje odbywaja sie w domach, bo inaczej
                            czesne wynosiloby ze 4 tysiace chyba smile. I nie rzuce tym argumentem jako ZA
                            edukacja domowa- bo uwazam akurat to dziecko za pewne ekstremum.


                            opsesyjna.blox.pl/html

                            gosklec@poczta.onet.pl
    • ula_max Nie 16.02.07, 12:58
      Piszesz: "W Polsce jest kilkanaście rodzin praktykującyh ED o dziwo w
      większości są to nauczyciele - czyli oni wiedzą najlepiej jak wygląda edukacja
      w szkole. "

      A ja nie wyobrażam sobie jak ktoś kto nie jest nauczycielem moze kogokolwiek
      edukować. Dlatego Twoje zwrócenie uwagi ze nauczyciele wiedzą lepiej jest
      zdrowo chybione.
      Mam inną propozycję, idąc tym tokiem rozumowania pozamykajmy się w domach. Po
      co nam inni ludzie.
      • paszczakowna1 Re: Nie 16.02.07, 14:08
        > A ja nie wyobrażam sobie jak ktoś kto nie jest nauczycielem moze kogokolwiek
        > edukować.

        ? Nie rozumiem wypowiedzi. Kto to jest "nauczyciel"? Jeśli osoba o przygotowaniu
        pedagogiczno-dydaktycznym, to szkoły wyższe są pełne takich nie-nauczycieli (nie
        każdy pracownik naukowo-dydaktyczny miał blok pedagogiczny na studiach), którzy
        jednak kogoś edukują. Jeśli zaś "nauczyciel" = osoba edukująca, to trudno się z
        tym stwierdzeniem nie zgodzić - z tym, że jest to tautologia.
        • kura17 Re: Nie 16.02.07, 14:23
          tez tak mysle. podejscie pedagogiczne albo sie ma, albo nie, jak napisala Gosia.
          przygotowanie pedagogiczne moze bardzo pomoc, ale nie jest niezbedne. mysle, ze
          moze ono ze sredniego nauczyciela zrobic swietnego, ale juz z miernego - nie.
          natomiast ktos z "ogniem" nie potrzebuje wyksztalcenia pedagogicznego. moim
          zdaniem, oczywiscie wink
          • elf1977 Re: Nie 16.02.07, 14:30
            Szkoda, że takiego argumentu nie da się przedstawić na rozmowie kwalifikacyjnej
            u dyrektorasmile
            Dobrym nauczycielem wg mnie jest ten, kto ma i wykształcenie, i podejście, i
            doświadczenie. Trudno wg mnie nazwać nauczycielem osobę kształcącą jednego
            ucznia, do tego swoje własne dziecko. Uczę parę lat i ciągke wielu rzeczom się
            dziwię, różnorodność ma swój uroksmile No, ale jako przedstawicielka matrixu, jak
            ktoś to słusznie zauważył, nie mam nic do gadania. W końcu mnie zingokrynowano
            w publicznej szkole, odmóżdżono i teraz bredzę, z radością odmóżdżając innychwink
            • wieczna-gosia Re: Nie 16.02.07, 14:41
              > Dobrym nauczycielem wg mnie jest ten, kto ma i wykształcenie, i podejście, i
              > doświadczenie
              tez tak mysle. Chodzilo mi bardziej o to, ze podejscie czlowiek ma albo nie ma.
              A jak juz sie owo podejscie obuduje to od fantazji zalezy.

              Trudno wg mnie nazwać nauczycielem osobę kształcącą jednego
              > ucznia, do tego swoje własne dziecko.
              nie chce mi sie specjalnie sledzic gdzie ED stala sie narzedziem do uczenia
              jednego dziecka- ale za ED w wiekscosci biora sie wielodzietne rodziny z
              dobudowkami. To mame uczaca 6 swoich dzieci juz mozna nazwac czy jeszcze nie? I
              jak ta mama jest nauczycielem w dodatku (tzn ma na to papier?)
            • myelegans Re: Nie 16.02.07, 15:00
              >W końcu mnie zingokrynowano
              ze co Cie ;0) to do Ginko biloba?

              I znowu musze sie zgodzic z melka.

              BTW, w moim dlugim zyciu znalam wiecej nauczycieli niepedagogow, ktorzy moze i
              na kursy pedagogiczne chodzili, ale niewiele z tego nie wynikalo, bo
              nauczycielami byli do bani, i nienauczycieli pedagogow, do ktorych sie wiecej
              nauczylam, niz tych po Wyzszych Szkolach Pedagogicznych, ktorzy byli dla mnie
              autorytetami.

              Nie trzeba byc nauczycielem zeby byc pedagogiem, tak jak moj maz, ktory ze
              szkola mial tyle wspolnego co nasz minister edukacji, a jest jednym z lepszych
              nauczycieli ktorych znam i to jezykowych, ale i w obcym jezyku przekazuje
              wiedze.
              Jak we wszystkim trzeba zachowac rownowage i zdrowy dystans i w ED i
              standardowej. A jezeli chodzi o statystyki, o ktore ktos pytal sa zaskakujaco
              dobre na korzysc ED, biorac pod uwage i wynki testow, dochodzace w wiekszosci
              do 100%, wynikow sportowych, jak i tzw. ogolnego zadowolenia i satysfakcji
              zyciowej. Wystarczy wejsc na google i wrzucic "homeschooling", informacji od
              groma, bo to wcale nie cos nowego, tylko z powodzeniem uprawiane od wieeeeelu
              lat w wielu krajach.

              Wiecej, wg najnowszych danych, opublikowanych w Polsce co 3 uczen szkol
              publicznych (gimnazjum i liceum) cierpi na depresje. Pewnie, ze zaraz odezwa
              sie glosy, ze trzeba reformy szkolnictwa, ale jaka to musialaby byc reforma i
              jaki budzet w to wlozony, zeby: zmniejszyc rozmiar klas, wypsazyc je w lepszy
              sprzet, pracowac nad nauczycielami, utrzymaniem ich motywacji i pasji. Z moich
              obserwacji stopien zbelfrowania jest wprost proporcjonalny do lat pracy, a im
              blizej emerytury to juz idzie eskponencjalnie.
              To takie luzne przemyslenia.....smile
              Dla mnie lepiej byloby gdybym nigdy do liceum nie chodzila, nawiasem mowiac
              nienawidzilam tej szkoly, odkrecalam to przez dobrych kilka lat zycia, wlacznie
              ze skrzywieniem religijnym, bo poszlam za grupa, a nie za wlasna glowa....
              Gdybym to ja byla moim dzieckiem, to cos bym zrobila, z ED wlacznie.....jakby
              wszystko inne zawiodlo.
              Poza tym, ED nie musi byc przez wszystkie lata szkolne i nie musi byc 100%
              prowadzona przez rodzicow, tak zreszta w wiekszosci przypadkow nie jest.

              Acha, mam przyjaciolke, ktora byla na kontrakcie z rodzicami w Libii przez
              cale liceum. Byla to grupa polskich profesorow na kontrakcie na uniwersytecie,
              glownie chemikow i inzynierow z polski i oni uczyli tam swoje dzieci
              przerabiajac program liceum. Bylo tych dzieci nie wiem 10 moze, w wieku
              podstawowkowo-licealnym. Wiem, ze nie bylo tam biologa, humanisty, ani
              rusycysty. I co? Wszyscy zdali mature, wszyscy dostali sie na elitarne studia.
              w tym moja przyjaciolka na... matematyke stosowana, nikomu nie zostaly wyprane
              mozgi i moim zdaniem skorzystali na tym
              Juz sie zamykam
        • mamago1 Re: EDukacja domowa nie dla wszystkich 16.02.07, 14:38
          Verdana napisała:
          > Zwracam też uwagę, ze możliwość nie posyłania dzieci do szkoły, to
          > odcięcie części dzieci od jakiejkolwiek możliwości poskarżenia sie
          komukolwiek
          > na to, co dzieje sie w domu. Wobec tego rodziny, w ktorych źle sie dzieje,
          > mogłyby zaprzestać posyłania dzieci do szkoły i praktycznie uwięzić je w domu.

          Ale ED jest legalna i każdy kto chce, może ją praktykować. Mówisz, tak jakbym
          była za wprowadzeniem ED dla wszystkich. Jak najbardziej uważam, że za ED
          powinny się zabierać osoby, którą czują się na siłach i mocno wierzą w to co
          chcą robić.
          Nierozumiem, jak Wy rodzice, możecie traktować szkołę jako instytucję, gdzie
          Wasze dzieci mogą się w razie czego na Was poskarżyć.
          Ja tak chcę wychować dzieci, żeby potrafiły i chciały rozmawiać ze mną o swoich
          problemach. Jeżeli ktoś ma problemy z wychowaniem dziecka i niedajboże krzywdzi
          je, to na pewno nie zdedyduje się na edukację domową. Więc nie ma obaw, że
          maltretowane dzieci, będą trzymane w domu i nie będą miały się komu poskarżyc
          • pietruszewskih Re: EDukacja domowa nie dla wszystkich 16.02.07, 15:33
            Wydaje mi się, że rozumiem obawy Verandy. Ale sądzę tak jak nacjonalizacja nie
            jest remedium na wykorzystywanie pracowników, tak szkoła nie jest dobrą
            odpowiedzią na patologie w rodzinie.
          • kura17 Re: EDukacja domowa nie dla wszystkich 16.02.07, 15:56
            mamago1 napisała:

            > Jeżeli ktoś ma problemy z wychowaniem dziecka i niedajboże krzywdzi
            > je, to na pewno nie zdedyduje się na edukację domową.

            a dlaczego nie? nie rozumiem?
            moze wlasnie zedecyduje sie. po to, aby miec nad dziecmi "wladze absolutna"...

            > Więc nie ma obaw, że
            > maltretowane dzieci, będą trzymane w domu i nie będą miały się komu poskarżyc
            • myelegans Re: EDukacja domowa nie dla wszystkich 16.02.07, 17:39
              Otoz dzieci maltretowane najczesciej nie skarza sie (chodzac do szkol), a jak
              juz sie poskarza to pisza on nich artykuly w GW (sic!)
              W rodzinach patologicznych to raczej chce sie dzieci z domu pozbyc, a nie
              wiezic i prac im mozgi, to ostatnie wielu rodzicow robi skutecznie bez ED.

      • ib_13 Re: edukacja w domu 21.02.07, 09:48
        jestem nauczycielką języka polskiego, 5 lat studiowałam filologie polską. Nie
        wyobrażam sobie, żeby jakiś rodzic nie mający wykształcenia filologicznego,
        pedegogicznego mógł uczyć dziecko tego przedmiotu. Lekcja to cała konstrukcja,
        której każdy element jest niezwykly ważny dla procesu kształcenia i osiągnięcia
        założonych celów. Jestem nauczycielką, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła
        uczyć kogoś np. chemii czy matematyki. Czym innym jest pomóc dziecku zrozumieć,
        czy nawet poprowadzić jedną lekcję na podstawie napisanego przez kogoś planu,
        konspektu, a czym innym jest cały proces nauczania. Nie można być alfą i omegą,
        być swietnym w każdym przedmiocie. Zresztą szkoła to nie tylko nauka, to też
        umiejętność funkcjonowania w grupie, to pierwsze przyjaźnie, miłości. Jeśli nie
        ma lekarskich przeciwwskazań do nauki w szkole jestem za uczęszczaniem do niej.
        Izolowanie dzieci od szkół może sprawić, że zostaną także na marginesie swych
        grup rówieśniczych. Takie życie ma swoje konsekwencje w życiu dorosłym
        • freska.2 Re: edukacja w domu 22.02.07, 19:54
          Rozmawiałam z wieloma nauczycielami, w tym także j.polskiego. Wszyscy, jak jeden
          mąż, ubolewają nad tym, że dzieciaki nie chcą czytać książek, poziom ortografii,
          zasób słownictwa, są na coraz niższym poziomie. Czyli coś tutaj jest nie tak. Te
          wszystkie konspekty czy przygotowanie pedagogiczne wydają się nie być w stanie
          zaciekawić ucznia książką, czy wpoić chęci poprawnego wysławiania się. Czyli ten
          sposób nauczania zwyczajnie nie działa. Dlaczego większość dzieciaków nie cierpi
          lektur? Bo czytając je stara się zapamiętać jakieś bzdurne szczegóły, które mogą
          się pojawić na teście z niej,np. jakiego koloru czapeczkę miała na sobie
          bohaterka powieści , kiedy...... wiersze są rozkładane na czynniki pierwsze, te
          wszyskie typy rymów abab, abba... Moje dzieci tak naprawdę zaczęły czytać po
          odejściu ze szkoły. Teraz jest zupełnie inaczej. Czytamy sobie wieczorami różne
          książki i czerpiemy z tego przyjemność. Bo chyba właśnie taki cel przyświecał
          piszącemu- żeby podzielić się z czytelnikiem swoimi emocjami, przeżyciami,
          doświadczeniem.
          Daliśmy sobie wmówić, że bez specjalisty nie możemy zrobić niczego, w tym
          wypadku poznać dobrej literatury, znaleźć w niej coś wartościowego, czy po
          prostu się nią cieszyć. Przyznaję, w szkole nauczaniem j. polskiego powinien
          zajmować się polonista. Znaczenia konspektów i planów lekcji też w tym wypadku
          nie neguję. Bez takiego przygotowania, trudno jest po prostu w ciągu 45 minut
          coś konkretnego wyłożyć. Ale proszę nie negować tego, że ktoś będący w edukacji
          domowej, może osiągać dobre efekty w zupełnie inny sposób. Dla mnie osobiście
          takim wymiernym efektem jest to, czy młody człowiek w ogóle lubi wartościową
          literaturę, a nie to, że nauczył się na pamięć życiorysu poetów renesansu,
          dostaje piątkę, a jak nie musi 'zaliczyć' jakiejś książki, to po nią nie sięga.
          Do zarzutu, jakoby rodzice e.d. postrzegali siebie jako "alfy i omegi" odniosłam
          się w innym poście, kilka wypowiedzi poniżej.
    • freska.2 Re: Edukacja domowa 18.02.07, 22:51
      Od kilku lat wraz z mężem edukujemy domowo dwójkę swoich dzieci (15, 12 lat).
      Poza własnym, kilkuletnim doświadczeniem, w mniejszym lub większym stopniu znam
      inne rodziny realizujące tą formę kształcenia. Jednak odnoszę nieodparte
      wrażenie, że większość osób wypowiadających się na tym forum zna dużo lepiej
      zarówno mnie, jak i inne takie rodziny. Zdają się być oni jakimś cudem
      zaznajomieni z rozkładem dnia takiej rodziny, wiedzieć, że po obowiązkowej
      wizycie w teatrze matka karze dzieciakowi pisać wypracowanie na temat
      obejrzanego spektaklu, czy też nie wypuszcza ich z domu samych, a każdą rozmowę
      z koleżanką ściśle kontroluje (to tylko kilka z niezliczonej ilości wymysłów
      prezentowanych przez najbardziej zacietrzewionych przeciwników e.d.).
      To tak, jakby na przykład zarzucić komuś z Państwa, że za długo śpicie w
      poniedziałki, albo niedpowiednio spędzacie swój czas wolny od pracy. Skąd, do
      jasnej Anielki, jakiś uczestnik forum może to wiedzieć?! Nie mogę też wyjść z
      "podziwu" nad tym, jak łatwo przychodzi wielu osobom (przyznającym zresztą, że
      nie zgłębiali tematu) formowanie opinii. Kurczę, nie jestem jakoś przesadnie
      skromna, ale do głowy by mi nie przyszło zdecydowanie potępiać lub pochwalać
      coś, o czym nie mam zielonego pojęcia.
      No dobra, trochę mi ulżyłosmile; spróbuję się odnieść do najczęściej stawianych
      zarzutów.
      Pierwsza sprawa. Ten nieszczęsny klosz i odizolowanie dziecka od towarzystwa
      rówiesników. To, czy dziecko jest chowane 'pod kloszem' ma się w ogóle nijak do
      tego, czy chodzi do szkoły, czy nie.A jeśli już, to właśnie szkoła takowy
      tworzy. Na pewno każdy z nas pamięta z czasów szkolnych kolegów, którym nie
      wolno było bawić się na podwórku, kąpać w rzece, zadawać z innymi, i w ogóle
      zbytnio się przemęczać. Po lekcjach wracali do domu i ślęczeli nad lekcjami,
      żeby mieć świadectwo z paskiem. Powiecie, że przynajmniej mieli 'wolne'w
      szkole? Chyba nie bardzo, bo takie dzieci zazwyczaj są zamknięte w sobie i
      niełatwo nawiązują kontakty z innymi. Oczywiście taki scenariusz może zaistnieć
      także w rodzinie edukującej domowo. Tylko co z tego? Zawsze i wszędzie bedzie
      istniała patologia.Nawet, gdyby zabierać rodzicom dzieci jednoroczne i kazać im
      obowiązkowo uczęszczać do żłobka (istnieje przecież tendencja do obniżania wieku
      obowiazku przedszkolnego), to nie uniknie się takich sytuacji. Co więcej,
      działania takie będą tylko zmniejszały u rodziców poczucie odpowiedziałności za
      własne dzieci.
      Wracam do "klosza"smileDzieciakom w e.d. wcale nie jest tak łatwo. Nie mają
      sprawdzianów rozkładanych na kawałeczki, przekładanych klasówek, szóstek za
      ściagniętą kartkówkę lub za piękny uśmiech (też tak bywa u niektórych
      nauczycieli). Jest jeden termin, zero szans na ściaganie, i zasób wiedzy z
      całego roku. Czy w prawdziwym życiu jest pod tym względem jak w szkole, czy
      raczej jest tak, że gonią jakieś terminy, nikogo nie obchodzi, że ktoś przyszedł
      do pracy tuż po chorobie, ...a w ogóle to przełóóóóóżmy proszę pani tę pracę na
      ' po świetach'.
      Poza tym często jest tak, że to szkolnym dzieciom rodzice często oszczędzają
      wszelkich obowiązków domowych, bo mają tak wiele nauki i ślęczą często po nocach
      (oczywiście nie wszędzie tak jest).We wszystkich rodzinach edukujących domowo
      które znam, dzieciaki w dużej mierze pomagają rodzicom, czasami (te starsze)
      próbując zarobić na własne drobne wydatki (udzielajac lekcji jazdy konnej,
      kosząc sąsiadowi trawnik itp..) Ktoś na forum użalał się nad losem
      osiemnastolatka pragnącego otworzyć własną firmę. "Czyż człowiek w tym wieku nie
      powinien raczej rozważać problemów egzystencjonalnych?" No jasne, niech tylko
      mamusia i tatuś się postarają, żeby było przy czym je rozważać; dobre piwo,
      jakiś porządny sprzęt DVD tez nie zaszkodzi. To jest własnie trzymanie dorosłego
      (!) już dzieciaka pod kloszem.
      Zresztą, jak ktoś już na tym forum słusznie zauważył, istnieje wiele
      niezależnych badań na temat e.d. Bardzo jasno z nich wynika, że to właśnie
      ludzie po e.d osiągają samodzielność zyciową dużo wcześniej niż ich rówieśnicy
      po ed. szkolnej. No to jak to jest w końcu z tym kloszem? Wiem, wiem: badanie
      może być mało wiarygodne, można je zafałszować itd. Ale wszystkie z nich?!
      Rozpisałam się okropnie.Własnie zdałam sobie sprawę, że odniosłam się tylko do
      jednego zarzutu. O innych chyba juz w innym poście. Dziękuję za cierpliwość tym,
      którzy doczytali mój post do końca. Acha, moim dzieciakom szkoła się po prostu
      baaardzo nie podobała, dlatego jesteśmy w e.d. Nie przywiazuję ich do nogi
      stołowej, nie trzymam w szafie, ani nie podsłuchuję, o czym rozmawiają z
      przyjaciółmi (może nie wszyscy w to uwierzycie, ale ich mają!).
      • nulleczka Re: Edukacja domowa 20.02.07, 07:22
        Fresko
        napisałam do Ciebie na pocztę gazetową. Sprawdź, proszę.
      • freska.2 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 19:25
        No tak, oczywiście musiałam zrobić błąd ortograficzny. Kazanie mi się pomyliło z
        karaniem smileNo cóż, trochę późno było...
    • mi241 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 09:31
      Nie zgadzam się z Tobą. Mimo trwającego od wielu lat celowego obniżania poziomu
      nauczania w szkołach, jestem totalnym przeciwnikiem nauczania przez Rodziców w
      domu. I nie chodzi tylko o trzymanie pod kloszem. Przepisy prawa coś mówią w tej
      materii, a na dodatek poziom takiego domowego nauczania będzie bardzo niski.
      Sam jestem nauczycielem matematyki (uczę w liceum). Ukończyłem nie tylko
      matematykę (mgr), ale również elektrotechnikę i nie wyobrażam sobie abym miał
      wyłożyć swemu dzieciakowi np. podstawy bałwochwalczych peanów na temat Adama
      Mickiewicza. Niech to robią poloniści. Pozdrawiam
      • wieczna-gosia Re: Edukacja domowa 20.02.07, 09:45
        Przepisy prawa coś mówią w te
        > j
        > materii, a na dodatek poziom takiego domowego nauczania będzie bardzo niski.

        kolega wnikliwie przeczytal watek smile)
      • freska.2 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 16:10
        Ja wcale nie zamierzam wygłaszać pochwalnych peanów na jakikolwiek temat.
        Pamiętam, jak sama wysłuchiwałam takich wywodów i skutek raczej był odwrotny do
        zamierzonego. Zarówno ja, jak i większość ludzi z mojej klasy nie cierpiała nie
        tylko Mickiewicza, ale poezji w ogóle. A więc po co to robić? Bo taki program
        ktoś wymyślił w Ministerstwie? Przecież to ewidentnie nie działa. Nie wydaje mi
        się, żeby wiele osób które skończyły już szkołę, sięgało po taką lekturę. Ja nie
        "przerabiam" z dzieciakami literatury, tylko je z nią zapoznaję. Jest tyle
        ciekawych książek.Wyszukujemy je w bibliotece, polecają je nam znajomi. Czytamy
        je często wspólnie na głos, dyskutujemy na ich temat, czasem się pośmiejemy. W
        efekcie moje dzieci chętniej teraz po nie sięgają.
        Wie Pan, kiedy przeczytałam pański post, zdałam sobie sprawę, że jeszcze kilka
        lat temu miałam podobne zdanie odnośnie profesjonalizmu ludzi wykładających dany
        przedmiot. Teraz tak nie uważam. W szkole, owszem, żeby czegoś uczyć, trzeba
        bardzo dobrze się na tym znać. Ale wynika to po prostu ze specyfiki tego zawodu.
        Na lekcji nie ma czasu na nic, oprócz wykładu, trzeba także być w stanie
        natychmiast udzielić sensownych odpowiedzi na pytania uczniów itd. W e.d. jest
        zupełnie inaczej. Przedmiotów, w których nie orientuję się zbyt dobrze, uczymy
        się po prostu razem z dziećmi. Nie jestem np. historykiem, ale wspólne
        zgłębianie tej dziedziny przynosi nam nie tylko wymierne efekty w postaci
        dobrych ocen na egzaminach. Największym sukcesem dla mnie jest to, że ten
        przedmiot zaczął im się podobać i zaczynają rozumieć różne powiązania pomiędzy
        wydarzeniami z przeszłości. To jest dla mnie bardzo ważne, bo tylko widząc te
        powiązania, zrozumieją lepiej obecne wydarzenia.
        Ale przyznaję Panu rację, że każdy z nas jest jakimś całkowitym antytalenciem w
        jakiejś dziedzinie. Rozwiązuje się ten problem zwykle w ten sposób, że szuka się
        wokół siebie kogoś, kto tą wiedzę może przekazać. I zazwyczaj nie są to
        nauczyciele. Ja na przykład mam mierną znajomość chemii. Grzebanie w tych
        wszystkich wzorach i reakcjach bardzo by było dla mnie bolesne smile. Zaczęłam więc
        szukać i w ciągu kilku dni znalazłam osobę, która się tą dziedziną pasjonuje. W
        ciągu kilku tygodni przygotowała córkę do egzaminu. Mało tego, dzieciak
        autentycznie ten przedmiot polubił. No dobrze, nie aż tak, żeby zaraz jakoś się
        z nim dogłębnie zapoznawać smile , ale przygotowania do egzaminu z niego są czasem
        spędzonym przyjemnie. Przykład ten jest moją odpowiedzią na częstą obawę ludzi o
        poziom nauczania w e.d. Naprawdę nie spotkałam się z żadnym rodzicem, który by
        się uważał za alfę i omegę w każdej dziedzinie życia. Po prostu jest tak, że nie
        mieszkamy na jakiejś bezludnej wyspie. Wokół jest mnóstwo ludzi, którzy chętnie
        podzielą się swoją wiedzą. Co ciekawe, znajomi, którzy znają takie rodziny,
        niemal automatycznie chcą te dzieci czegoś nauczyć. Mamy np bardzo miłego
        sąsiada, który pomógł mojemu synowi budować budę dla psa, a córce wytłumaczył
        zasadę działania czegoś tam z fizyki. Poza tym, nie rozumiem tej ciągłej obawy o
        poziom, skoro wszystkie dane na ten temat wskazują coś zupełnie odwrotnego. Jest
        taki człowiek, który prowadzi warsztaty dla rodziców pragnących przejść na e.d.
        Jest ojcem kilgorga dorosłych już dzieci. Mówił, jak sobie radzić z negatywnymi
        reakcjami innych ludzi wobec tej formy uczenia. Przytoczę jego słowa: "Jeśli
        spotykasz się z jakimś atakiem, po prostu poproś tą osobę, żeby ci udowodniła,
        że edukacja domowa nie działa. Zapoznaj się z wszelkimi możliwymi badaniami na
        ten temat, poznaj osobiście jak najwięcej takich rodzin, poznaj osoby dorosłe
        które przez to przeszły i przyjdź do mnie za kilka tygodni". Niejednokrotnie
        okazywało się, że taka osoba stawała się w krótkim czasie gorącym zwolemnikiem
        edukacji domowej.
        • freska.2 Re: Edukacja domowa 20.02.07, 19:40
          Ojej, a tutaj skopałam cytat pzy końcu postu. Ten człowiek powiedział tak:
          "Jeśli spotkasz się z jakimś atakiem, po prostu poproś tę osobę, żeby
          udowodniła, że edukacja domowa nie działa. Poproś ją, żeby się zapoznała z
          wszelkimi badaniami na ten temat,poznaj osobiście jak najwięcej takich rodzin,
          poznaj osoby dorosłe, które przez to przeszły i przyjdź do mnie za kilka tygodni."

          Ale przynajmniej udało mi się napisać coś krótko smile
          Pozdrawiam
          • mamago1 Re: Edukacja domowa 22.02.07, 14:31
            Freska.2: Napisałam do Ciebie na maila gazetowego. Proszę odbierz.
    • donatta Mnie się podoba 22.02.07, 21:51
      Idea kształcenia w domu mnie akurat bardzo się podoba. Można wyeliminować wiele
      negatywnych elementów edukacji szkolnej (nauka nie dla samej nauki, ale dla
      ocen, niezdrowa rywalizacja, nacisk na teorię i wkuwanie zamiast praktycznego
      myślenia, przykłady można mnożyć niemalże w nieskończoność). Tak się składa, że
      kiedyś pisałam tekst do swojej książki o nauce w domu i przeczytałam sporo na
      ten temat.

      Kilka obalonych mitów:
      1. Życie towarzyskie - i tak większość zachowań społecznych dziecko wynosi z
      domu, poza tym istnieją dzieci znajomych, podwórko, koledzy z dodatkowych zajęć
      itp.

      2. Kwalifikacje rodziców:
      Powiedzmy sobie szczerze: ilu nauczycieli naprawdę nadaje się do zawodu? 50%?
      wątpię. 30%? reszta to przeciętniaki edukacyjne, albo osoby, które należałoby w
      trybie natychmiastowym usunąć ze szkół. Dyplom nauczania początkowego czy
      magistra historii nie gwarantuje wcale, że dana osoba będzie dobrym pedagogiem.
      Rodzicowi przynajmniej zależy na dziecku, więc się będzie wczuwał.

      3. Poziom wiedzy:
      Tak się składa, że rodzic zna własne dziecko i potrafi dopasować przekazywaną
      wiedzę do zainteresowań dziecka. Jeśli wiem, że mój syn nie cierpi matematyki,
      ale uwielbia komiksy z Tytusem, to zamiast męczyć go zadaniami typu "Ania ma
      jedno jabłko, a Basia ma dwa jabłka więcej. Ile jabłek mają razem dziewczynki?"
      wymyślę coś, co będzie
      a) śmieszne
      b) oparte na ulubionym komiksie
      c) wciągnie moje dziecko tak, że się nie zorientuje, że ma do czynienia z
      matematyką.
      Dzięki temu nauaka może być o wiele baardziej skuteczna i zdecydowanie mniej
      stresująca.

      4. Egazaminy:
      Badania wykazały (USA), że dzieci uczone w domu osiągają na egzaminach lepsze
      wyniki niż dzieci uczone tradycyjną metodą, w szkołach.

      Jedyne, co pozostaje barierą trudną do pokonanaia to konieczność dostarczania
      świadectw (do gimnazjum, liceum, na studia).

      Ale i tak, ja bym się nie zdecydowała smile
      Jestem zbyt leniwa i zbyt skoncentrowana na własnym życiu zawodowym. Niemniej
      jednak podziwiam rodziców, którzy z uporem kształcą własne dzieci. Respect!
      • verdana Re: Mnie się podoba 22.02.07, 22:08
        No i tu się absolutnie nie zgodzę. Z doswiadczeń jako i rodzica i ucznia i
        nauczyciela mogę stwierdzic, ze rodzice kompletnie nie znają wlasnych dzieci.
        Nie sa w stanie porownac ich z innymi w sposob obiektywny (i ze wzgledu na
        uczucia i ze względu na to, ze nauczyciel zna kilkaset dzieci, a oni najwyżej
        kilkoro). I moze to zaowocowac i niedostrzezeniem talentu własnego dziecka i
        przecenianiem własnego dziecka i wręcz skrzywdzeniem go.
        Drobny przykład pro domo suo. jeden, a moglabym podac kilka. Mam syna i córke w
        zbliżonym wieku. Porownując ich oboje, i ja i cała rodzina doszlismy do
        wniosku, ze syn nie ma żadnych uzdolnień w dziedzinie opowiadania, pisania
        wypracowań - słowem "literacko"jest sporo poniżej przecietnej. Nie, zebysmy
        rozdzierali szaty, ale robił to o tyle gorzej od mlodszej siostry, ze było to
        jasne. Zaczęlismy z nim ćwiczyć, powtarzac, pisać - na prózno. Nie było
        lepiej... Troche się martwilismy, ze dziecko niezdolne.
        Byliśmy w błędzie. Nie on był "niezdolny" tylko siostra wybitnie zdolna. Jej
        poziom nie był "Typowy" jak sądzilismy, tylko grubo ponad przecietna. na oko
        nauczycieli i psychologa - tak o sześć lat wyżej. I tak, w nauczaniu domowym
        skrzywdzilibysmy oboje.
        No i naprawdę, nie jestem przekonana o tym, ze mam wiedzę i umiejetnosci
        przekazania jej ze wszystkich przedmiotów. Skazuje dziecko na powielanie moich
        zainteresowań - nawet jak nauczę się fizyki, to w moim wykonaniu musi ona
        pozostać sucha i bezbarwna. I Ty planujesz powielanie i rozwijanie
        zainteresowań syna. A może okazac się, ze jakis nauczyciel potrafi skierować
        zainteresowania dziecka na inne tory, wlasnie dlatego,że nie powiela tego, czym
        dziecko sie interesuje, tylko pokazuje cos nowego - albo starego, ale od
        atrakcyjnej strony. Tak było z moją córką, tak jest teraz z moim synem.
        • donatta Re: Mnie się podoba 22.02.07, 23:25
          To nie jest takie proste, Verdano.

          Prawda jest taka, że zarówno edukacja szkolna, jak i domowa mają swoje plusy i
          minusy. Przy czym wszystko zależy niestety od konkretnych osób.
          Najgorsze jest to, że nie sposób przewidzieć, który wariant będzie
          skuteczniejszy w przypadku danego dziecka. I dlatego wybór edukacji (zakładamy,
          że można go dokonać) jest czymś w rodzaju ruletki.

          Zgadzam się, że rodzic może nie znać własnego dziecka, może kierować się
          wyobrażeniami, a nie faktami oraz próbować zrealizować w osobie dziecka swoje
          własne niespełnione ambicje. Szkoła wydaje się więc bezpieczniejsza, bo
          podchodzi (teoretycznie) do każdego dziecka z taką samą obojętnością i
          bezstronniczością. My jako rodzice zakładamy, że dziecko nie wykazuje zdolności
          w danym kierunku i będziemy tłumić w zarodku wszelkie przejawy zainteresowania.
          Szkoła może jednak zmusić dziecko do wydobycia z siebie czegoś, istnienia czego
          wcale się nie spodziewaliśmy (mojej starszej córce słoń na ucho nadepnął i w
          życiu bym nie kupiła jej flażoletu; a jednak jest to instrument obowiązkowy w
          jej szkole i radzi sobie całkiem dobrze; może nie umie śpiewać, ale coś tam
          wygra).

          Istnieje też i druga strona medalu. Ta sama moja córka jest osóbką chorobliwie
          wręcz ambitną i uważam, że szkoła działa na jej niekorzyść. Bo w swojej
          pilności i obowiązkowości skupia się na pierdołach, a mogłaby ten czas
          spożytkować dużo lepiej. Na przykład dzisiaj godzinę przepłakała (dosłownie),
          bo nie umiała zilustrować sceny z "Anaruka chłopca z Grenlandii". No ludzie! Ja
          bym też nie potrafiła narysować dwóch Eskimosów, w tym jednego rannego i
          krwawiącego, oraz jednego ubitego niedźwiedzia. Napisałam jej
          usprawiedliwienie, ale koniec końców, tata narysował szkic, a ona dokończyła
          dzieło. Na pytanie, co ma powiedzieć, jeśli pani zapyta, czy praca jest
          samodzielna, powiedziałam "prawdę". Do dupy takie zadania. Tę samą godzinę
          można byłoby poświęcić na rozmowę na temat Grenlandii, Eskimosów i mnóstwa
          innych ciekawych tematów.

          Druga strona medalu - mój syn. Pierwszoklasista, dziecko niedojrzale
          emocjonalnie, co widać, słychać i czuć na odległość. Obciążenie genetyczne, mąż
          został lekarsko zdiagnozowany jako biologicznie młodszy niż w rzeczywistości,
          inne przypadki w rodzinie potwierdzają hipotezę. Mój syn nadaje się do
          przedszkolaków, idealnie bawi się z czteroletnią siostrą. W szkole zzmuszony do
          dorównania kolegom, zachowuje się nienaturalnie. Dzisiaj akurat była u nas
          koleżanka, powiedziała "Ale ty w szkole jesteś zupełnie inny niż w domu".
          Uważam, że szkoła krzywdzi go emocjonalnie, nauka w domu byłaby dla niego
          lepsza. Zwłaszcza, że dziecko w porównaniu ze starszą siostrą wykazuje naukowe
          ciągotki.

          To wszystko jest tak złożone, że musiałabym chyba siedzieć tu do białego rana i
          stukać w klawiaturę, żeby wszystko napisać.
          Idę spać smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka