Byliśmy wczoraj z Młodym na rehabilitacji. Spacerówkę przypięłam do
kaloryfera, bo mimo, że ośrodek prywatny, to ciągle i aż Polska. Schodzimy po
zabiegu, a tu nie ma pałąka w wózku!!
Normalnie myślałam, że się rozpłaczę. Ten pałąk jest niezbędnym, bo bez niego
wózek prawie sam się składa, Młody wysuwa się w trakcie jazdy i o mało nie
wypadł. Znikła nam też czapka. Made by Walt Dinsey, ale nie o to chodzi, była
to jedyna którą Młody dał sobie założyć na głowę bez histerii.
Owinęłam mu głowę moją apaszką, kapuza od kombinezonu na łeb i tak wracaliśmy
do domu.
Jak można kogoś okraść? Jeszcze dziecko, co na pewno nie ukradło, nie zabiło,
nie wzbogaciło się na cudzej krzywdzie-więc argument o Robin Hoodzie odpada.
Po co komu mój pałąk i używana czapka? Jeżeli, zrobił to jakiś małolat dla
żartu, to niniejszym oświadczam: ale kur.wa śmieszne!!!!!!!!!!!!!!!!!!


