wczoraj wdałam się w dyskusję z pewną panią - patrz wątek babki71 o
wstążeczce. wydawało mi się, że wysuwam dość merytoryczne argumenty, ale
łatwe do zrozumienia.
moja przeciwniczka zakończyła rozmowę stwierdzeniem, z którego wynikało iż z
pustakami i idiotkami gadać nie będzie. nie wysuwając żadnych (no prawie
żadnych) argumentów związanych z meritum dyskusji. na samym początku mnie to
śmieszyło, śmieszyło mnie podpuszczanie owej pani, bo dość fajnie się
ciskała. ale... w pewnym momencie uderzył mnie fakt, że kobieta nie rozumie
co ja do niej piszę. a ponieważ nie rozumie, więc na wszelki wypadek reaguje
agresją. przeniosłam to na szerszą płaszczyznę - i mnie ogarnął strach, bo
pomyślałam, że takich pań są setki, a może miliony. nie chce jej się
zrozumieć argumentów drugiej strony i zakłada (dla własnego spokoju i
podniesienia wartości swojego ego), że druga strona to pustak i idiotka
(rozczarowała mnie, bo nie współczuła moim dziecim (dziecią

)). zrozumieć
może to za dużo, ale przeczytać ze zrozumieniem lub wysłuchać. kurcze blade -
skoro czegoś nie rozumiem, a tak często jest, to zdobywam informacje na ten
temat, żeby wiedzieć o czym drugi człowiek do mnie mówi. ale, jak widzę, mój
sposób działania nie jest popularny.
konkluzja jest smutna. jeżeli owa pani jest przedstawicielką spoleczeństwa,
to naprawdę nami łatwo manipulować, wciskać najgorsze kity i kierować poprzez
tworzenie sztucznych wrogów. przykre. i przykre jest to, że ludzie potrafią
ze swojego niedouczenia zrobić podstawowy argument w dyskusji.
może to nie jest miejsce na takie filozofowanie... ale się wypisałam. tyle
mego. idę gotować obiad - bezmięsny