Dodaj do ulubionych

Chciałam się tylko wygadać...

26.02.07, 14:06
Obserwuj wątek
    • akseinga Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:17
      no to dawaj!
    • mathiola Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:18
      gadaj, gadaj, mam chwilę to wysłucham smile
    • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:19
      smile))))))
    • agnieszkamodras Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:19
      Spojrz na to z drugiej strony.
    • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:20
      Przepraszam, za szybko nacisnąłam entersmile
      Chciałam się wygadać, bo strasznie mi ciężko po wczorajszej rozmowie z mamą.
      Streszczę może króciutko: jestem mężatką 5 lat po ślubie, 4 letnie dziecko.
      Mieszkamy z moją mamą w dużym domu, to tak przejściowo, bo oczywiście
      chcialibyśmy się wyprowadzić, tylko na razie po prostu nas na to nie stać.
      Przytłacza mnie ta cała sytuacja, dom jest duży- 2 piętra, my zajmujemy w
      trójkę tylko jeden niewielki pokoik(reszta w większości pusta), bo mama kręci
      nosem jak mówię, ze chcialibyśmy przenieść się do większego. Oboje pracujemy,
      niestety mąż na czarno, ja na papierze mam najniższą krajową, więc pomimo tego,
      że bylibyśmy w stanie spłacać kredyt nie mamy możliwości jego wzięcia( na
      razie). Poza tym ja jeszcze studiuję i pochłania to 50% mojej miesięcznej
      pensji. Wszystkie opłaty za dom dzielimy na połowę, chociaż praktycznie wracamy
      tam tylko na noc, gotuję raz na tydzień, bo nie mam czasu, ale płacić za gaz
      muszę połowę. Mam jeszcze brata, który mieszka w tym domu, jest dorosły,
      pracuje, ale nie dokłada się do opłat, mama go żywi itd. Wczoraj sprzedała swój
      samochód i pieniądze za niego oddała bratu, bo on musi sobie kupić lepszy(a
      jeżdzi teraz samochodem za 40 tyś.).( Ja jeżdzę maluchem, bo mnie nie stać na
      lepszy). Dobiła mnie ta sytuacja jak się dowiedziałam... Dlaczego matki tak
      wyróżniają niektóre dzieci? chyba nigdy nie zdecyduję się na drugie... Dodam
      jeszcze , że cały majątek jaki miała)ziemie, dom), też przepisała na brata, ja
      nie dostałam nic.Tzn.dostałam: pozwolenie na tymczasowe mieszkanie w tym
      domu...
      • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:34
        W jakim sensie mama przepisala dom na brata? Dom jest brata i mieszkacie teraz
        u niego?
        A jak mama w ogole uzasadnia swoje wybory i jakie macie relacje?
        • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:40
          No przepisała, po prostu. Wymówiła sobie , że może tam mieszkać do śmierci i
          tyle. Ja mam z bratem w miarę dobre stosunki, więc mogę tam mieszkać, ale to
          też się może zmienić i zdaję sobie z tego sprawę. A nasze stosunki? Hmmm..., no
          poprawne, ja nie mówię o tym, że mam żal do niej o to, ona uznaje to chyba za
          normalną sytuację i tak to sobie jest.
          • iwles Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 14:53
            Inko, nie wiem, jak to od strony prawnej wygląda, ale pomimo zapisu na jedno
            dziecko - drugiemu nalezy się tzw. "zachówek".
            Ale to musiałby prawnik osądzić, czy w każdym przypadku tak jest.
            czyli - pomimo że dom zapisany byłby twojemu bratu - brat i tak jakąś sumę musi
            ci spłacić.
            Tak mi się wydaje.
            • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:00
              Zachowek jest w przypadku spadku. A tutaj z opisu wynika, ze chodzi o
              tzw. "dozywocie". Czyli za zycia rodzic podarowuje dziecku spelniajacemu
              okreslone warunki mieszkanie w ktorym mieszka. Osoba obdarowana musi byc stanu
              wolnego i nie posiadac innego mieszkania. W zamian osoba obdarowana zobowiazuje
              sie do opieki nad rodzicem do smierci, jakiej ustalonej pomocy materialnej itd.
              To jest rodzaj darowizny i odprowadza sie podatek. Wtedy nieruchomosc jest nie
              do ruszenia przez spadkobierow po smierci mamy. To tak jakby mama za zycia ja
              po prostu sprzedala z wlasnej woli, a to jej wlasnie wolno.
              Mozna o jakies prawa w sadzie walczyc, ale trzeba by udowodnic, ze dana
              nieruchomosc np. byla kupiona za pieniadze badz ich czesc od drugiego dziecka.
              W zasadzie umowa typu "dozywocie" skutecznie zalatwia wszelkie potencjalne
              roszczenia.
            • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:01
              Ja o tym wiem, tylko że ja nie chcę się domagać czegoś cżego ona świadomie mnie
              pozbawiła. Przecież jakby chciała, to mogła to podzielić, a ja nie umiem/nie
              chcę o to walczyć...
          • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:03
            Ok, zapytalam, bo do takich roznych akcji, to trzeba się przygotowac, konkretne
            kroki poczynic, czyli jakby nie da się udawac, ze się cos zadzialo przypadkiem
            i mimowolnie.
            Nie znosze faworyzowania wybranych dzieci, pewnie dlatego, ze w stos. do mnie i
            brata tez rodzice tego rodzaju zagrywki uskuteczniali i kompletnie tego nie
            rozumiem.
            Ale probowali to jakos uzasadniac. Dlatego pytam, co mowi Twoja mama.
            No przykre to co mowisz, ale chyba nic z tym nie zrobisz. Mama ma jakas tajemna
            wizje dotyczaca pozycji swoich dzieci wokół siebie i jeśli bardzo Ci z tym zle,
            to najwyzej możesz z nia porozmawiac, to się może czegos dowiesz.

            • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:13
              Od niej to ja sie niczego konkretnego nie dowiem, bo ona sądzi, że jest ok.
              Mogę się tylko domyślać, że to zemsta za to, że ''zaprzepaściłam swoją
              karierę'' wczesnym macierzyństwem i nieodpowiednim(czytaj biednym) mężem. Fakt,
              jedne studia rzuciłam, bo przestała mi dawać na nie pieniądze tuż po ślubie i z
              malutkim dzieckiem nie było nas stać na ich opłacanie. Ale zaczęłąm drugie, w
              tym roku robię licencjat, sama płacę za nie, nikt nie dał mi nawet złotówki+
              opłaty za mieszkanie, dojazdy do pracy, dziecko... pOki co nic nie zostaje,
              albo niewiele, a razem mamy mniejszą pensję niż ona sama emeryturę(poza tym
              jeszcze jej matka jej daje jakieś pieniądze co miesiąc jak się dowiedziałam),
              no ręce opadają...
              • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:19
                A widzisz, czyli jednak mama ma powod. Miala wobec Ciebie jakies tam
                oczekiwania, które wziely w leb, czuje się rozczarowana i usiluje Cie w ten
                sposób zycia nauczyc. I zapewne to dla Twojego dobra.
                Kiepsko to wyglada, ale pewnie nic innego nie jest w stanie wymyslic.
                Gorgolka ponizej napisala o wyprowadzce.
                Mysle, ze to dobry pomysl, moglibyscie w ten sposób uzdrowic relacje w rodzinie
                (np. posrednie utrzymywanie przez Was Twojego brata), a Twój zal do mamy bylby
                mniejszy ze względu na dystans i może by Ci te rece nie opadaly tak często.
                wink
                • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:24
                  Myślałam już o tym i chyba na poważnie jeszcze raz usiądę z mężem i
                  porozmawiamy. Gdybym pracowała w większym mieście to już bym się wyniosła,
                  tylko, że tu gdzie pracuję nie ma mieszkań do wynajęcia, a z najbliższego
                  większego będę miała sporo dalej do pracy, przez co jeszcze mniej czasu dla
                  dziecka...no ale może jednak warto Małą na jakiś czas chociaż poświęcić...
                  Dzięki Fajka
                  • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:27
                    Przy Twoim nastroju, a jest taki depresyjny jednak, wieksze znaczenie akurat ma
                    jakosc czasu spedzonego z dzieciem,a nie ilosc.
                    Wytezcie umysly i sprobujcie z mezem rozwazyc wszelkie opcje- a moze udaloby
                    sie gdzie indziej, dalej zarabiac lepiej i sie wyprowadzic do innej
                    miejscowosci?
                    • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:32
                      Może by się i dałosmile Tylko ja w tym roku kończę fil. ang., od września dostanę
                      etat w szkole w miejscowości w której mieszkam, już nie będę musiała dojeżdzać,
                      dziecko sama zaprowadzę do przedszkola, sama odbiorę... Tylko w domu na pewno
                      będę więcej. Ech, może rzeczywiście rozejrzę się za pracą gdzie indziej,
                      poszukam jeszcze...
                      • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:56
                        Inka jesli konczysz filologie ang. to nie ma mozliwosci, zebys zarabiala malo,
                        chyba ze sama chcesz. Chocby korepetycje, z ktorych jesli trzeba mozna dochod
                        wykazywac i miec zdolnosc kredytowa.
                        Skonczylam fil. jezykowa na wydziale gdzie od filologow az sie roilo i nikt z
                        tych ludzi nie ma podstawowych problemow bytowych. Bo sie po prostu nie da.
                        Praca jest, a jesli male miasto, to trzeba zmienic na wieksze.
                        Jesli jestes ta zaradna strona rodzentwa faktycznie, to na pewno bedziesz
                        potrafila pokierowac wlasciwie Twoim zyciem smile
                        • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 16:10
                          Kończę, tylko na razie licencjat. Chciałabym bardzo iść na magisterskie, ale to
                          są znowu koszty i to nie małe. Takie mieliśmy właśnie plany, że skończę studia,
                          weżmiemy kredyt i pomału jakoś go spłacimy, ale to jeszcze trochę czasu
                          niestety...
      • kaga-1 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 16:26
        Ja miałam bardzo podobną sytuację.
        Mieszkałam z mężem i malutkim dzieckiem w dużym domu moich rodziców.
        Zajmowaliśmy poddasze - dwa pokoje z łazienką. Opłaty dzieliliśmy na pół,
        chociaż mnie też praktycznie cały czas nie było w domu. Za to moja mama
        zajmowała się moim dzieckiem i jestem jej za to bardzo wdzięczna. Wciąż jednak
        wbijała mnie w poczucie winy że ją tak "wykorzystuję", chociaż moja mała to jej
        oczko w głowie i za nic nie pozwoliłaby mi oddawać ją do przedszkola. Wolała
        się umartwiać i całej rodzinie jęczeć jaka to ja jestem wykorzystywaczka (a
        najbardziej mojej teściowej, która pracuje i przez to nie pomagała przy małej).
        Pamiętam jak to dwoiłam się przy okazji świąt czy jej urodzin/imienin - bardzo
        drogie prezenty, drogie zakupy itp. One jakby nic nie zauważała, wciąż tylko
        jej przytyczki do mnie i mojego męża. Powoli wypalałam się.
        Mam dwoje rodzeństwa. Moja siostra ma męża nieroba, więc mama co rusz jej daje
        pieniądze na życie, płacząc przy tym jaka to ona (moja siostra) nie jest
        biedna.
        Mój brat w prezencie ślubnym dostał 100m mieszkanie w centrum.
        Moim jedynym prezentem był fiat cinquecento, który dostałam od taty kiedy
        dostałam się na studia (mój brat aby mu nie było przykro dwa miesiące wcześniej
        dostał nowego Lanosa, chociaż na studia nie poszedł). W zeszłym roku mama
        zażyczyła sobie abym jej oddała 5000 zł, które mi pożyczyła na uruchomienie
        własnej działalności. Oddać jej miałam z odsetkami, razem 6500zł. Nie miałam
        tych pieniędzy, więc sprzedałam cinquecento. Moją mamę to rozzłościło, bo
        sprzedałam bez jej wiedzy a ona wolałaby w ramach długu wziąć auto i DAĆ MOJEJ
        SIOSTRZE. Bardzo mnie to bolało - mnie się pożycza na procent, a innym dzieciom
        się daje.
        W zeszłym roku nie wytrzymałam i wyprowadziłam się. Byłam w 3mcu ciąży z drugą
        córką. Mieszkam w wynajmowanym mieszkanku i jestem bardzo szczęśliwa.
        Na każdy problem jest jakaś rada. W moim przypadku wyprowadzka.

        Mam dwoje dzieci i niech mnie piekło pochłonie jeśli kiedykolwiek będę robiła
        między nimi jakieś różnice!

        Pozdrawiam
        • kasiap118 Re: Chciałam się tylko wygadać... 27.02.07, 13:01

          Rodziny się nie wybiera,ale czasem lepiej jest zachować bezpieczną odległość. Ja
          z mężem i córcią wynajeliśmy małe mieszkanko, ledwie wiążemy koniec z końcem,
          ale za nic nie zamieszkałabym z rodziccami czy tymbardziej z teściową. I przykro
          jest słyszeć jak rodzice wartościują swoje dzieci...
    • iwles Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:08
      Inko bardzo wspólczuje.
      Niestety - taka panuje dziwna "moda" wśród rodziców, że pomagają tym dzieciom,
      które wg nich są niezaradne.
      a te, które są zaradne, czyli same dają sobie radę ze swoimi potrzebami, nie
      jojczą, nie skamlą, nie skarżą się - rodzice sobie z lekka odpuszczają,
      wiedząc, że i tak sobie w życiu poradzą.
      • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:12
        Prawda.
        I najczesciej rodzice nie widza, ze taka strategia, to slepy zaulek.
      • inka_313 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:15
        No właśnie tego nie potrafię, nie umiem jęczeć i narzekać, założyłam swoję
        rodzinę i musze sobie dawać radę, właśnie im na przekór, dlatego, że od
        początku mówili, że sobie rady nie dam, to nie dam im tej satysfakcji.
        Dzięki Iwles
    • gorgolka Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:13
      Inka, jeśli piszesz, że bylibyście w stanie spłacać kredyt, to może warto
      rozważyć wynajęcie jakiegoś niedużego mieszkania.
      Wtedy może żyłoby się wam biedniej ale spokojniej. Nie miałabyćś poczucia ze
      jesteś krzywdzona, że płacisz za coś czego nie używasz, a i mama może wreszcie
      doceniłaby to, że czynnie brałaś udział w utrzymaniu domu.
      Lepiej skromniej a osobno, ja tak uważam
    • m.fiorella Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:22
      Inko a moze lepiej jakbys sie wyprowadzila , nawet do malej kawalerki
      wynajetej, ale placilabys za "swoje"
      gnieżdzisz sie w malym pokoiku a placisz oplaty za pol domu i to jeszcze za
      brata darmozjada, dajesz sie wykorzystywać,
      ja bym tak zyc nie mogla, wynioslabym sie i nigdy juz bym matki nie odwiedzila
      z wlasnej woli
      • fajka7 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:24
        Ponoc dla wlasnego dobra i zdrowia jakas relacje z matka trzeba miec, wiec z
        tym "nigdy" nie nalezy przesadzac smile
      • babka71 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 16:32
        O to to ...dokładnie twoja kuchnia twój pokój twoje opłaty..
        I powiem więcej wynajmij dwa pokoje dasz radę..
        A w tym wielkim domu i w tych pustych pokojach niech sie karaluchy zalęgną...
        Matkę odwiedzaj, kochaj , podrzucaj wnuka..spoko rób swoje
        pozdrawiam
    • joasia1234 Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:28
      Dziewczyny mają rację.Skoro i tak w wielkim domu zajmujecie tylko jeden pokój
      to nie jesteście przyzwyczajeni do luksusów. Przeprowadzka do kawalerki czy
      dwupokojowego mieszkania może mieć sens. Oczywiście, wynajmowanie ma wiele
      minusów - kiedy zakopiesz się we wszystkie opłaty to tym bardziej pieniędzy nie
      wystarczy na kredyt,jeśli się na niego zdecydujecie. To trudna sytuacja.
      Szkoda, ze mąż nie może znaleźć legalnej pracy. Współczuję, ale i trzymam
      kciuki. Nie poddawaj sięsmile
    • mathiola Re: Chciałam się tylko wygadać... 26.02.07, 15:38
      to faktycznie przykre, co piszesz. Jakoś nic mi do głowy mądrego nie
      przychodzi, żeby coś doradzić. Może dałoby się wyprowadzić jednak, bo po co
      siedzieć na głowie mamy do której ma się żal? A z dalszej perspektywy wiele
      spraw inaczej wygląda. Skoro stać by was było na spłatę kredytu, może jednak
      dałoby się coś wynająć? Co prawda nie rozumiem postępowania twojej mamy, ale
      nie sądzę żeby dało się z tym coś zrobić. Po prostu odpuść, bo co, walczyć z
      nimi będziesz?
    • jolusia20 Re: Chciałam się tylko wygadać... 27.02.07, 10:46
      Podobna sytuacja jest u mojego meza i mi jest przykro, nie wyobrazam sobie
      jakbym sie czuła gdyby to moi rodziec tak robili. A u meza jest tak: jego
      anjstarszy brat jest ulubiencem mamy, bo skonczył medeycyne, ale tak naprawde
      nie idzie to w parze z zadna pomoca finansowa, jset tylko wiecznie wychwalany.
      ale anwet weseloe musiał sobie sfinansowac w całosci. Moj maz z kolei jest dla
      tesciowej najgorszy, bo nie maił "samych piatek" chociaz studia skonczył bez
      problemu, ale momo to jkestesmy w lepszej sytuacji, bo mozemy mieszkac w ich
      starym mieszkaniu, dostalismy pieniadze na wesele. Mozna powiedziec ze to i tak
      dobrzez bo mogliby wynajac to mieszkanie, ale za to moj maz musi byc na kazde
      ich zawołanie. Najmłodszy brat meza to kompletny len, poza nauką nie kiwnie
      palcem, kiedys mieszkalismy tam przez 3 miesiace to tesciowa jak mąż wracał z
      pracy kazała mu wynosic jedzenie na pietro bratu, który maila wakacje i cały
      dzien siedził w pokoju, bo jemu nie chciało sie zejsc piertop nizej po obiad.
      Myslelismy ze tesciowie dadza nam to mieszkanie bo maja oprocz tego duzy dom i
      dwie działki , ale okazuje sie ze wszystko tzrymaja dla tegfo najmłodszego. Nie
      dosc ze włozylismy kupe kasy w mieszkanie zeby dało sie w nim zamieszkac to
      okazuje sie ze maz wykonujac kolejne prace wykonczeniowew tym duzym domu robił
      to dla młodszego brata, który calymi dniami lezy w łozku
      • zojkaojka Od strony prawnej. 27.02.07, 12:31
        nie czytałam wszystkiego, więc sory jak się powtarzam, ale pamiętaj że po
        śmierci mamy masz prawo do zachówku od brata. Nie ważne że dostał darowiznę za
        życia mamy, i tak zachówek ci się należy. Czyli jeśli nie ma więcej
        uprawnionych do spadku tylko ty i twój brat, to 1/4 domu (i wszystkich innych
        dóbr) jest twoja(czyli połowa tego co by ci się należało w dziedziczeniu
        ustawowym). Acha, wszystko co brat dostał za życia mamy (pieniądze, samochody
        itp)wlicza się w jego część spadku , więc może to być nawet więcej niż 1/4
        (tego co zostało) dla ciebie. Przeprowadza się to raczej sądownie, chyba że się
        z bratem dogadasz.
        A co do nierównego traktowania, to mojej babci się odwidziało na 80 urodziny i
        teraz mój tata jest pupilkiem zasypywanym prezentami, a ulubiona córeczka stała
        się "wcielonym złem", nawet z nią babcia nie rozmawia. Generalnie babcia jest
        kopnięta i twoja mama chyba też(sorki). Trzymaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka