ik_ecc
16.04.07, 20:00
Zainspirowal mnie inny watek, o tym jak to ktos sie wlamal do mezowskiego gg
i costam odkryl. Obudzilo to glownie glosy ze nieladnie jest sie wlamywac
Jasne.
Jestem w trzecim powaznym zwiazku (mam nadzieje, ze ostatnim).
W pierwszym (jedyne moje zalegalizowane malzenstwo) histerycznie pilnowalam
swojej prywatnosci - nie bylo jeszcze wtedy emaili i gg, ale np. robilam
mezowi awantury kiedy patrzyl mi przez ramie jak pisalam czy czytalam list,
wyganialam go z pokoju gdy rozmawialam przez telefon, nie mial prawa dotknac
mojej torebki, przegladac moich notatek, itd. Bardzo pilnowalam zeby
miec "swoja przestrzen". Dodam, ze zawsze mialam cos do ukrycia.
Niekoniecznie romanse, ale... mysli. Zwiazek sie rozpadl, do przewidzenia to
bylo.
W drugim zwiazku zaczelo sie pieknie, ufamy sobie, o wszystkim mowimy, az do
momentu gdy znow zaczelam miec cos do ukrycia. Wtedy zaczelam zmieniac hasla
i zakladac tajne konta, bo, niestety, partner byl adminem na sieci na ktorej
oboje bylismy. Zwiazek sie rozpadl.
W obecnym zwiazku, przyznam, gdyby ktores z nas nagle zaczelo pilnowac
prywatnosci, chybabym sie wystraszyla. Poki co jest tak, ze nasze oba e-maile
stoja otworem caly dzien, znamy wszystkie swoje hasla (nie na pamiec, ale
jakby byla potrzeba to wiemy gdzie sa), generalnie temat potrzeby prywatnosci
jako takiej sie nie pojawia. Nigdy nie czytamy sobie nawzajem maili (chyba ze
cos chcemy znalezc, np. adres do tesciow), nie przeszukujemy archiw gg, nie
chowamy sie z telefonem, itd. Od czasu do czasu ktores z nas rzuca
tekst "chce byc sam/sama", na ktore druga osoba reaguje np. wyekspediowaniem
sie z dziecieciem na dwor. Duzo czasu spedzamy osobno, ale (czy moze w
zwiazku z tym) nie mamy potrzeby tej potrzeby nerwowo pilnowac - poza
nielicznymi przypadkami poprzedzonymi wlasnie prosba "chce byc sam/a" nie
mamy problemu gdy nasza samotnosc jest nagle przerwana. Na biurku sa stosy
papierow z roznymi notatkami (nie do pomyslenia w moich poprzednich
zwiazkach). Nie mam ani jednego tajnego miejsca na tajne zeszyty czy chocby
nawet tajne rachunki.
Wiem, ze kiedys nie moglabym czegos takiego zniesc - i myslalbym, ze to z
ZASADY. Teraz jednak widze to kompletnie inaczej - w koncu jestem w dobrymn
zwiazku gdzie (1) rzeczywiscie ufam parntnerowi i (2) do ktorego w koncu JA
podchodze bardzo powaznie. I nagle - tak zupelnie po prostu - nie mam
potrzeby na sekrety... Od czasu do czasu lapie sie na tym ze cos mam ochote
ukryc (bardzo to silnie jest we mnie zakorzenione) ale dobrze sie nad tym
wtedy zastanawiam. Szczerze mowiac - nie chce juz nic ukrywac...
Ciekawa jestem jak jest u was.