kitty4
17.04.07, 09:30
Boli mnie to nie samowicie. Po 12 latach bycia razem, w tym 8 lat małżeństwa -
rozwód. Rozstanie. Dlaczego ? Sama tak do końca nie wiem. jedno wiem. Tak
będzie lepiej dla nas obojga. Nie umiemy już ze soba rozmawiać, nie umiemy w
niczym się dogadać. Mamy diametralnie różne zdania na 99,9 % tematów, w tym
na wychowanie naszego syna. Tak naprawdę popsuło się już 5 lat temu i
ciągniemy to nie wiem dlaczego.
Ale potwornie boję się tego co będzie . Rozwodu. Jak to będzie? Było
moim jedynym facetem w dorosłym życiu. I w głębi mnie siedzi taka mała,
potwornie przerażona dziewczynka, która tak naprawdę tego nie chce. Ale
chyba nie ma innego wyjścia ? Bo ja nie rozumiem jak to się stało? Była
wielka miłość i już jej nie ma ? To gdzie jest? Czy to życie nas tak
przytłoczyło, czy po porstu od początku nie pasowaliśmy do siebie, tylko ani
ja ani on tego nie chcieliśmy widzieć ? Jak to jest ?
Ale ja potzrebuję czułości, miłości, normalności - chociaż chyba nie wiem
jaka ona już jest. Po prostu nie pamiętam, jak to było wtedy kiedy było
dobrze. Nie mogę żyć w związku zinmym, milczącym, bez odrobiny czegokolwiek.
Ile można się starać? Czy 3 lata nieustnnych prób łatanie tego to dużo czy
mało? Bo nie wiem, czy nie zawcześnie sobie odpuściłam. Ale wydaje mi się
żeby było dobrze , to chyba powinny chcieć 2 osoby.
Nie umiem się pozbierać. Siedzę w robocie i łzy kapią mi na klawiaturę.
A tym bardziej, że niby złym facetem nie jest. Nie pije, nie bije, zarabia,
przynosi pieniądze do domu. I ojcem jest rewelacyjnym. Zdecydowanie
najlepszym wśród naszego kręgu znajomych. Uwielbia dziecko, a ono jego.
Ale między nami masakra- nie ma już niczego. Kompletnie. Boli mnie to i
nie umiem jakoś przejść nad tym do porządku dziennego. Ale nie umiem tak żyć.
Błędne koło bez wyjścia. Żadnego.