17.04.07, 09:30
Boli mnie to nie samowicie. Po 12 latach bycia razem, w tym 8 lat małżeństwa -
rozwód. Rozstanie. Dlaczego ? Sama tak do końca nie wiem. jedno wiem. Tak
będzie lepiej dla nas obojga. Nie umiemy już ze soba rozmawiać, nie umiemy w
niczym się dogadać. Mamy diametralnie różne zdania na 99,9 % tematów, w tym
na wychowanie naszego syna. Tak naprawdę popsuło się już 5 lat temu i
ciągniemy to nie wiem dlaczego.
Ale potwornie boję się tego co będzie . Rozwodu. Jak to będzie? Było
moim jedynym facetem w dorosłym życiu. I w głębi mnie siedzi taka mała,
potwornie przerażona dziewczynka, która tak naprawdę tego nie chce. Ale
chyba nie ma innego wyjścia ? Bo ja nie rozumiem jak to się stało? Była
wielka miłość i już jej nie ma ? To gdzie jest? Czy to życie nas tak
przytłoczyło, czy po porstu od początku nie pasowaliśmy do siebie, tylko ani
ja ani on tego nie chcieliśmy widzieć ? Jak to jest ?
Ale ja potzrebuję czułości, miłości, normalności - chociaż chyba nie wiem
jaka ona już jest. Po prostu nie pamiętam, jak to było wtedy kiedy było
dobrze. Nie mogę żyć w związku zinmym, milczącym, bez odrobiny czegokolwiek.
Ile można się starać? Czy 3 lata nieustnnych prób łatanie tego to dużo czy
mało? Bo nie wiem, czy nie zawcześnie sobie odpuściłam. Ale wydaje mi się
żeby było dobrze , to chyba powinny chcieć 2 osoby.
Nie umiem się pozbierać. Siedzę w robocie i łzy kapią mi na klawiaturę.
A tym bardziej, że niby złym facetem nie jest. Nie pije, nie bije, zarabia,
przynosi pieniądze do domu. I ojcem jest rewelacyjnym. Zdecydowanie
najlepszym wśród naszego kręgu znajomych. Uwielbia dziecko, a ono jego.
Ale między nami masakra- nie ma już niczego. Kompletnie. Boli mnie to i
nie umiem jakoś przejść nad tym do porządku dziennego. Ale nie umiem tak żyć.
Błędne koło bez wyjścia. Żadnego.
Obserwuj wątek
    • be_em wiesz... 17.04.07, 09:45
      czasem tak jak napisałaś - wlec się w związku bez emocji nie ma sensu.. róznie
      się kończą małżeństwa: miłość się wypala, kończy, wymiera, co nie znaczy, ze
      kiedyś jej nie byłosmile Była, tylko widocznie za słaba. Nie umiałabym żyć w
      związku bez miłości, nie umiem być nieszczęśliwa, więc podziwiam Cię i tak za
      odwagę i siłę by ptrzez tyle lat ten związek ratowaćsmile Czasem jest tak, że dziś
      łzy Ci kapią na klawiaturę z rozpaczy a niedługo będą ze szczęścia, bo spotkasz
      kogoś przy kim rozkwitniesz, odzyjesz, oddychać będziesz pełną piersią. Masz do
      tego prawo by żyć pełnią życia, szczęśliwie. A rozwód mimo, że zawsze jest
      bolesny, czasem jest początkiem czegoś dobregosmile Życzę Ci wiele siłysmile
    • kate0012 Re: Boli 17.04.07, 09:46
      jakbym czytała o sobie...jesteśmy 14 lat po ślubie,mamy 13 letnie dziecko;dla
      niego zerwałam z innym-teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam;
      mój mąż to człowiek,który nie potrafi pokazać pozytywnych uczuć(bo negatywne
      pokazuje bardzo chętnie),nie mówi do mnie czule,nie dotyka mnie ,nie przytula-
      nawet seks jest ostatnio jak zaspokajanie kolejnej potrzeby fizjologicznej-
      tylko wtedy kiedy on chce;całymi wieczorami i nocami siedzi przed laptopem i
      ciągle czegoś szuka na allegro-jak nie samochochodu to części do niego,telefonu
      itp.
      W domu w niczym nie pomaga-bo jest zmęczony po pracy;na rozmowy nie ma
      ochoty,jak czegoś chcę to twierdzi ,że się czepiam(wersja łagodna);nie można z
      nim porozmawiać,zwrócić mu uwagi;najlepiej jest jak się nie odzywam,niczego od
      niego nie chcę,ale do czego to prowadzi?no i oczywiście zawsze jestem najgorsza;
      nienawidzę siebie za to,że nie potrafię tego zakończyć,bo się boję być sama;bo
      kto zechce kobietę po 30 z dzieckiem?Mam być sama?ale przecież i tak jestem
      samotna w tym związku;nie mam już siły na szarpanie się,kłótnie,wyzwiska;nie
      mam ochoty żyć
      • be_em Re: Boli 17.04.07, 09:53
        kate0012 napisała:

        kto zechce kobietę po 30 z dzieckiem?

        katesmile litości!!! znam milion babek z dziećmi, nawet po 40-tce które ułożyły
        sobie życie na nowosmile takie myślenie dołuje!!!! chyba, że chciałabyś, żeby
        zachwycali się Tobą licealiści - no rzeczywiście wtedy nie ma szanswink Rozsądni,
        mądrzy, czuli faceci są na świeciesmile
        • demarta Re: Boli 17.04.07, 09:54
          be_em napisała:

          chyba, że chciałabyś, żeby
          > zachwycali się Tobą licealiści - no rzeczywiście wtedy nie ma szanswink

          e tam nie ma, rozgarnięty licealista wie, że babka po 30 to jest to!!! smile))))
          • be_em Re: Boli 17.04.07, 09:56
            demarta napisała:

            e tam nie ma, rozgarnięty licealista wie, że babka po 30 to jest to!!! smile))))

            wiesz, ja bym pewnie też nie pogardziławink ale dziewczyna szuka miłości
            nie "miłości" wink
        • kate0012 Re: Boli 17.04.07, 09:58
          ja patrzę na siebie jego oczami i nie potrafię inaczej;przez lata słyszałam
          tylko przykre słowa i one tkwią we mnie;zastanawiam się czy faktycznie nie ma
          racji -może jednak jestem do niczego;wdeptał mnie w ziemię totalnie
          • be_em Re: Boli 17.04.07, 10:01
            kate0012 napisała:

            > ja patrzę na siebie jego oczami i nie potrafię inaczej;przez lata słyszałam
            > tylko przykre słowa i one tkwią we mnie;zastanawiam się czy faktycznie nie ma
            > racji -może jednak jestem do niczego;wdeptał mnie w ziemię totalnie


            to bardzo źle! najbardziej mnie pieni jak fajne, mądre dziewczyny nie wierzą w
            siebiesmile sama byłam kiedyś z takim, że jak zakładałam mini i pończochy, to pół
            biura się śliniło, a mój stwierdzał, że wygladam jak z burdeluwink więc rzuciłam
            go w choleręsmile
      • triss_merigold6 Re: Boli 17.04.07, 09:59
        A musisz zaraz kogoś mieć? Może najpierw naucz się żyć sama.
        • kate0012 Re: Boli 17.04.07, 10:01
          nie wiem jak to jest żyć samotnie i może tego się boję najbardziej
        • be_em Re: Boli 17.04.07, 10:02
          triss_merigold6 napisała:

          A musisz zaraz kogoś mieć? Może najpierw naucz się żyć sama.

          To też prawda: nauczyć się nie być bluszczem, nauczyć się być pełną świadomą
          swej wartości kobietą a potem przebieraćwink I wybrać najlepszegowink
      • net79 Re: Boli 08.05.07, 08:44
        Mam takąjedną po trzydziestce, która polatach toksycznego związku się z niego
        uwolniła i ma dziecko i rakulca. i wiecie co faceci się o nią biją (łącznie z
        zagubionym tatusiem), a ona rozwinęła się nie tylko towarzysko bez niego, ale i
        intelektualnie, emocjonalnie i fizycznie. Wraz z duszą wypiękniała sama i jest
        bardziej zdecydowana, mimo, że wciąż jest sama ( z dzieckiem ), ale ma w czym
        przebierać. Dziewczyny, jeśli związek nie ma szans, udusicie się w nim, zawał
        10 lat wcześniej, a dzieciom potrzebne są mamusie nawet w ich dorosłym życiu.
        Odwagi !!!!
    • demarta Re: Boli 17.04.07, 09:52
      kitty, jesteś i tak o duży krok do przodu, bo masz świadomosć, ze to co masz
      nie spełnia twpoich oczekiwań i nie brak ci motywacji, zeby coś z tym zrobić.
      a, ze boli, nie dziwi, no zawsze to strata czegoś, w co inwestowało się kupę
      czasu, emocji, energii......
      grunt to nie popadać w emocjonalne długi do końca życia. przerwać ten kredyt i
      zainwestować gdzie indziej,. najlepiej w samą siebie na jakiś czas. a jak ty
      staniesz na nogi, zaczniesz się szczerze uśmiechać to i świat znów będzie
      uśmiechał się do ciebie, a może oprócz całego świata i ktoś szczególny?

      gratuluje siły, samozaparcia, świadomości i życzę szybkiego powrotu do świata
      zadowlonych z siebie i życia w ogóle smile))
    • fredka01 Re: Boli 17.04.07, 09:55
      może jakiś wyjazd we dwoje by Wam pomógł porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko,
      a moze jakaś poradnia małżeńska,
      jeżeli jesteście katolikami, to polecam rekolekcje małżeńskie.
      a jeżeli nie chcecie już próbować, nie macie na to sił i ochoty, to najlepsze
      będzie rozstanie.
      Pozdrawiam i zyczę byś za 5 lat mogła powiedzieć, ze podjęłaś najlepszą decyzję.
      • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 10:20
        Tak, wybieramy się na wyjazd , na weekend majowy - na mazury. Ale nie wiem, czy
        to coś da. Wczoraj dość dlugo rozmawialiśmy i mój jeszcze mąż powiedział , cyt"
        żeby z Toba pójść do łóżka musiałbym być kompletnie pijany , a potem dodał coś
        takiego : tu , chyba i pudełko viagry by nie pomoglo" normalnie serce mi
        stanęło i zaczęła drżeć broda. Z szoku po prostu. Nie sypiamy ze soba te 5 lat
        już, ale ja chcę jeszcze coś ratować, zacząć rozmawiać jeszcze raz. I co
        slyszę ? Włąśnie takie coś. Ostatnio usłyszałam ze widzi we mnei wieloryba. Po
        schudnięciu 18 kg !
        On jest facetem , który nie uzewnętrznia emocji, ale ja już nie mam takiej
        wytrzymałości i łzy mi poleciały. mam 165 cm. waże jeszcze ciut za dużo, ale
        pracuję nad tym, chcę byc dla niego atrakcyjna. Iloraz inteligencji dość
        wysoki, szatynka z pasemkami, biust duuuuża 5 - niestety. Piękne zielone oczy.
        Itp. Skończone studia, ambicje na podyplomowe. Zarobki dość duże, w każdym
        razie większe od niego. Z moich zarobków ( w większości) zostało spłacone
        mieszkanie. Na moich zarobkach opiera się kredyt na jego samochód - mercedes
        klasy E.
        Nie jestem kobietą bluszczem, jak napisała, któras z Was powyżej. W chwili
        obecnej jestem po prostu potwornie słaba psychicznie. Teraz jeśli nastąpi z
        mojej strony małe potknięcie to czuję po prostu, ze się załamię. Parę lat
        wbijanie w ziemie i proszenia oc zułości robi swoje.

        Muszę odbudować sobie psychikę. Ale jest mi potwornie trudno. To jest
        załamanie się zycia, w to w co wierzyłam. Że mnie na pewno się uda. Wierzyłam,
        że jestem na tyle silna że potrafię sobie z tym poradzić i mojego zapalu
        starczy za nas dwoje. A jednak nie . Tylko jak teraz postąpić ?
        • gacusia1 Re: Boli 17.04.07, 16:07
          Wiesz...nie czekaj,nie zastanawiaj sie,tylko odejdz.Po takich tekstach
          mezczyzny,ktory niby Cie kiedys kochal,nie czekalabym ani chwili.Moze
          kochal,ale tylko Twoj wyglad...Wspolczuje.
          Dawno,dawno temu wyjechalismy z (ex)mezem na weekend,by ratowac malzenstwo,a po
          miesiacu rozwod byl juz w toku.Powodzenia!
        • net79 Re: Boli 08.05.07, 08:56
          Kochana, tu nie tylko nie ma już miłości, ale tez odrobiny przyjaźni,
          kumpelstwa, empati, najgorszemu wrogowi, nie mówi się takich rzeczy. Może tak
          już się sobą zmęczyliście, że już zaczęła się nienawiść. Wygląda na to, że
          dawno przekroczyliście granice, a związek już powinien byc definitywnie
          zakończony, żeby nie pozostawić niesmaku. Ratuj siebie, to najprostrza
          manipulacja mówić ci , że jesteś do niczegi i nieatrakcyjna, żeby zburzyć wiarę
          w siebie i zdecydowanie, żeby uwiązać i uzależnić, w końcu jak piszesz jestes
          dla niego całkiem wygodna i dochodowa.
          Cham nic więcej. Ja mam 169 cm, wielki kinol, spora nadwagę i nic nie robię,
          żeby schudnąc, bo mi sie narazie nie chce i mi to nie przeszkadza. Mój facet ,
          widomo, już nie pociągam go tak jak kiedyś, ale potrafi patrzeć na mnie z
          miłością i czasem powiedziec , że ładnie wyglądam i że fajnie mu ze mną. Wiem
          co mysli na temat mojej tuszy i kiedy podobałam mu się najbardziej, ale kwestia
          mojego ciała zawsze pozostaje moja, a on się wciąż uczy jak tu "kłamać" i
          ładnie ubierać w słowa to co chce powiedzieć, żeby nie zrobić mi przykrości i
          jest o.k.
      • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 10:30
        Zapomniałam wyrzucić z siebie jeszcze jedno. Nasz syn miał nianię. Może nie do
        końca nianię, bo panią , która go odprowadzała i przyprowadzała z przedszkola,
        wcześniej ze żłobka. I zauważyłam fascynację męża nią. Kobieta starsza od nas
        oboje o około 5 lat. Ona 38, my oboje po 33. Ale może to typ kobiety która jemu
        odpowiada. Typowa tipsiara, ale z cudownym podejściem do dzieci. swoich ma 3.
        Natomiast inteligencja na poziomie dżdżownicy - nie obrażając zwierzęcia. Ale
        na pewno szczuplejsza od mnie. Zawsze w szpilkach, jak do nas przychodziła (
        już tego nie robi) ciasne dzinsy, bluzka krótka pokazująca pępęk + duży dekold,
        dddddłłłuuuugie paznokcie, przeważnie czerwone, uczesana, itp. Ona nie
        pracowała w tym czasie. A ja no cóż - po pracy wskakuję w domowe ciuchy - jakaś
        krótka przeważnie dzinsowa pódniczka i bawełnina bluzeczka. Po domu biegam
        boso, ale też nie jestem zaniedbana , manicure wykonany raz w tygodniu
        wydepilowana, umyta i pachnąca na pewno.
        Ale ona po prostu może patrzy na niego inaczej? Podziwia go? Bo ja potrafię
        z nim dyskutować na wiele tematów, na które mam swoje zdanie, przytoczyc
        argumenty merytoryczne, a ona cóż - trudności z rozwiązaniem średnio trudnej
        krzyżówki.

        nie podobały mi się ich szepty wspólne, przebywanie np. w kuchni sami we
        dwoje gdzie nie słychać żadnej rozmowy , ani ruchu( kuchnia 4 m2) itp. Mój mąż
        ma ją w telefonie oznaczoną pieszczotliwym zdrobnieniem i gif'em z serduszakmi.
        (niedawno dorwałam telefon , bo pilnuje go jak oka głowie), ja jestem oznaczona
        po prostu jako żona.

        I chyba wnioski same się nasuwają ? prawda?
        • demarta Re: Boli 17.04.07, 10:34
          mąż inteligentnej i zarabiającej żony to frustrat często, niestety. ewolucja
          mentalna trochę trwa, zanim się wszyscy meżczyźni z tym pogodzą, że
          równouprawnienie, że inny podział obowiązków w życiu, to jeszcze morze czasu
          musi upłynąć. i parę głów polecieć. trafiło na twoją.....?
        • gaskama Re: Boli 17.04.07, 10:43
          kitty, czytam i oczom nie wierzę. Pięć lat bez seksu! Ty zarabiasz więcej od
          niego! On Ci wali teksty o wiagrze. Dziewczyno!!!! Myślałam, że trudno Ci
          odejść, bo nie dasz rady finansowo, ale w tej sytuacji zapomnij Mazury. Wielki
          kop w tyłek @#%$-owi. Jestem zbulwersowana. On pewnie ma jakieś problemy z tym,
          że lepiej od niego zarabiasz, może mieć kompleksy stąd zainteresowanie nianią,
          która chyba bardzo się od Ciebie różni. Ale co Ty tu chcesz reaktywować? Jesteś
          młodą, dobrze zarabiającąm, inteligentną i pewnie bardzo atrakcyjną kobietą.
          Życie przed Tobą! Życzę powodzenia!
          Gąskama
        • adsa_21 Re: Boli 17.04.07, 15:40
          czytam i oczom nie wierze!
          I Ty z takim burakiem jeszcze jestes???
          z takim nic co ma czelnosc tak sie do ciebie odzywac?
          a nie spada do tej dziewusi.
          A Ty kopnij go mocno w tylek, wnies sprawe o rozwod. pokaz na co cie stac.
    • morgen_stern Re: Boli 17.04.07, 10:37
      Ja też mam teraz patową sytuację i wali mi się związek. Tylko że my się
      kochamy.. Ciekawe, co? Czasem miłość to nie wszystko, niestety.
      Trzymaj się, poradzisz sobie. Nie ma sensu reanimowac trupa, całe życie przed
      Tobą! Ja też się boję ewentualnej samotności. Czasem chciałabym zasnąć i
      obudzić się za pół roku z tego koszmaru..
      • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 10:59
        Napisałaś to co , o czym marzę . Zasnąć i nie obudzić się przez pół roku, roku.
        A po obudzeniu stwierdzić , że już jest po rozwodzie i po podziale tzw"
        majatku" i podziale opieki nad dzieckiem. Ja , tak jak pisałam wyżej, w tej
        chwili jestem za słaba psychicznie na wykonnanie jakiegokolwiek ruchu, a poza
        tym boję się. Jestem jak dziecko we mgle i to mnie przeraża. I przeraża mnie
        najbliższy rok. I dopiero teraz chyba zaczynam rozumieć ludzi, którzy wychodzą
        z domu po gazetę i nigdy nie wracają, a odnajdują sie przez przypadek po 20
        latach na innym końcu Polski. Sama mam ochotę tak zrobić, ale mam dziecko,
        które kocham i którego nigdy nie zostawię.
        • morgen_stern Re: Boli 17.04.07, 11:12
          Kitty, nie chciałabys skorzystać z pomocy psychologa? Naprawdę może pomóc, a Ty
          się musisz wyrwać z tej matni. Dla Twojego dobra!

          My wybieramy się na terapię, ale widzę, że u Ciebie niewiele jest do
          ratowania.. Nie pozwól, żeby ten idiota, Twój mąż znaczy, Cię zniszczył. Bądź
          silna, bo - masz dziecko właśnie. Bądź silna dla siebie i dla niego.
          Pamiętaj, że za rok, dwa będziesz sobie pluła w brodę za każdy miesiąc zwłoki.
          Naprawdę szkoda Twojego życia.
          • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 11:28
            Tak, myślałam, żeby skorzystać z pomocy psychologa, moze psychiatry ? Sama nie
            wiem?
            Nie wiem gdzie zwrócić się o taką pomoc. Gdzie jej szukać.
            • morgen_stern Re: Boli 17.04.07, 14:06
              Kitty, pogrzeb tu:

              www.ipz.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=981
              Powodzenia.
              • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 16:14
                O, dziękuję bardzo.
        • kate0012 Re: Boli 17.04.07, 11:14
          właśnie :dziecko;bez niego byłoby dużo łatwiej-podjąć decyzję,przejść przez
          rozwód i później żyć.Przez dziecko były mąż zawsze będzie obecny w twoim życiu-
          spotkania,uroczystości itp.To też mnie przeraża,że będę wiedziała o nim
          wszystko,że ciężko będzie zapomnieć ,bo przecież przez dziecko będziemy się
          widywać-jak sobie z tym poradzić?
        • gaskama Re: Boli 17.04.07, 11:15
          kitty, całe moje życie, to jeden facet. Poznany jak mieliśmy po 16 lat. Teraz
          mam po 35 lat. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Był, jest i mam nadzieję,
          że zawsze będzie. Nie umiałabym żyć, oddychać, wyglądać przez okno bez niego.
          Gdyby mnie zostawił, przestałabym istnieć. Chyba tylko dziecko trzymałoby mnie
          przy życiu.
          Ale Ty piszesz, że Wasz związek od pięciu lat praktycznie nie istnieje. Co on
          Ci daje? Przecież nie poczucie, że jesteś wyjątkowa; nie stabilizację
          finansową. Napisz, co jest w tym związku takiego, że boisz się samotności i
          życia bez męża.
          Gąskama
          • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 11:37
            Nie wiem, c w tym związku jeszcze jest. Chyba tak naprawdę nic. A że przetrwał
            te 5 lat? pisałam wyżej że starałam się bardzo długo. Przez 3 lata. nic to nie
            dało. W 2004 roku zaczęłam mówić do mojego mężą pierwsze zdania o rozwodzie, o
            tym, że tak nie może być...itp. On postanowił stanowcze veto. A ja mając
            nadzieję na jakąś poprawę przestałam o tym mówić. Ale nic się nie poprawiało, a
            wręcz szło ku gorszemu. A od paru miesięcy jestem u kresu wytrzymałości
            psychicznej, i juz nie odpuszczę tematu. Tak jak pisałam też wcześniej..
            Dlaczego mam nie mieć normalnego życia? We wczorajszej rozmowie mój mąż
            przyznał, że nie wierzy w to żeby nam się udało, ale jednoczesnie nie wie co
            robić. Jak ja go nie nawidzę, za tą bierność i czekanie na rozwój wypadków i
            ręakcję i ruch z mojej strony. On na 95% moich pytań dotyczących rozwodu,
            postępowania przy nim , po nim odpowiada : nie wiem. I wyciąga własnie sprawy z
            przed 5 lat. Że on mi wtedy powiedział, ze uważa że coś się psuje i żebym coś z
            tym zrobiła !Skora JA nic nie zrobiłam, widocznie dobrze mi z tym. I on tez nic
            nie robił.
            Takie jest własnie jego podejście. I jak słysze kolejne "nie wiem" to mi
            się włącza czerwona lampka i białej gorączki dostaję.
          • joanna35 Re: Boli 17.04.07, 11:38
            gaskama napisała:

            > kitty, całe moje życie, to jeden facet. Poznany jak mieliśmy po 16 lat. Teraz
            > mam po 35 lat. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Był, jest i mam nadzieję,
            > że zawsze będzie. Nie umiałabym żyć, oddychać, wyglądać przez okno bez niego.
            > Gdyby mnie zostawił, przestałabym istnieć. Chyba tylko dziecko trzymałoby
            mnie
            > przy życiu.
            > Ale Ty piszesz, że Wasz związek od pięciu lat praktycznie nie istnieje. Co on
            > Ci daje? Przecież nie poczucie, że jesteś wyjątkowa; nie stabilizację
            > finansową. Napisz, co jest w tym związku takiego, że boisz się samotności i
            > życia bez męża.
            > Gąskama

            Gąskama - gratuluje dobrego związku i zazdroszczę, u mnie może nie źle, ale
            taka "średnia krajowa".

            A wracając do wątku - kto chce rozwodu - Ty czy mąż czy to wspólna decyzja?
            • joanna35 Re: Boli 17.04.07, 11:42
              Kitty ubiegłaś odpowiedzią moje pytaniesmile Z większością facetów tak jest,
              nawet wtedy kiedy jest im źle. Przyzwyczajeni są do tego, że to kobiety
              wszystko za nich robią - łacznie z rozwodem. No i zawsze w takiej sytuacji jest
              możliwość obwinienia żony o rozbicie rodziny - dla wielu to też jest nie bez
              znaczenia. Przeczytałam Twoje posty i bardzo Ci współczuje i trzymam kciuki za
              Twoje powodzenie - jesteś SUPER i nigdy o tym nie zapominaj!
            • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 11:44
              Wiesz, rozmowy o rozwodzie zaczęłam ja, a on ostatnio przyznał, ze to chyba
              jedyny sensowny krok w chwili obecnej. Ale on "nie wie" jak to zrobić, zeby
              nikt na tym nie ucierpiał.
              • joanna35 Re: Boli 17.04.07, 11:45
                Wybacz, będę brutalna - nikt to znaczy on, tak?
                • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 11:50
                  Akurat nie, nie tylko on. Istnieje jeszcze dziecko i ja . I on własnie
                  pwoiedział to w kontekście nas troje. Żeby żadne z nas trojga nie ucierpiało.
                  Ale tak się chyba nie da. Bo sam rozwód jest zaprzeczeniem nie cierpienia. Ale
                  to właśnie wyobrażenia faceta - żeby nikt nie ucierpiał.
                  A...właśnie - jest jeszcze sprawa podziału mieszkania. On nie chce się
                  zgodzić - i tego nie rozumiem - na spłatę z mieszkania w gotówce, tylko woli je
                  sprzedać a pieniądze do podziału, pomnijeszone o wartość samochodu, który chce
                  zatrzymać.
                  Nie rozumiem dlaczego nie che gotówki od razu, bez sprzedazy mieszkania?
                • dlania Re: Boli 17.04.07, 11:57
                  Kitty, wiesz, ja też mam czasem dołki w małżeństwie, nawet więcej niż czasem...
                  Mówimy sobie przykre rzeczy, wypominamy przeszłość...
                  Ale za ten tekst, że musiałby być piany itd. z ta wiagrą, to bym faceta za drzwi
                  wystawiła! On Cie najzwyczajniej w świecie chce umniejszyć, sam ma zanizone
                  poczucie własnej wartości (ale to nie twoja wina, tylko jego problem!), więc
                  chce i Tobie dowalić.
                  Byłam kiedys nianią w takich chorym, na siłę utrzymywanym małżeństwie.
                  Dziewczynie trudno było podjąc decyzje, bo mieli trójke małych dzieci.
                  Ale pól roku po rozstaniu ona juz miała mieszkanie na kredyt, nowego
                  superfaceta, dobra pracę, a on sie bidulek jeszcze długo nie mógł pozbierać, bo
                  dopiero wtedy zobaczył, co stracił.
                  Trzymam kciuki, bądź silna!
                  • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 12:02
                    Lejesz miód na moje zbolałe serce. I nie jest to w tym wypadku wyświechtany
                    frazes, ale prawda. Moze dla mnie tez będzie jakas malutka nadzieja , ze sobie
                    poradzę?
                    Pomyślałam o tym, zeby wydrukować wątek i powiesić w domu na lodówce, żeby
                    przeczytał Wasze opinie o sobie. Może choć to- skora ja nie potrafię- skłoni go
                    do myślenia?
            • gaskama Re: Boli 17.04.07, 11:50
              Oj, chyba nie do końca napisałam, co chciałam. Mój związek po tylu latach też
              nie jest taki jak na początku. Myślę, że średnia krajowa, może trochę powyżej ;-
              ) Bardziej chciałam napisać, że rozumiem, że można nie umieć funkcjonować bez
              drugiej osoby. Ja tak mam. Mimo, że czasami są kłótnie, mimo że mamy czasami
              różne poglądy na wychowanie dziecka, mimo że uważam, że niemąż mi za mało
              pomaga w domu. Ale daje mi poczucie bezpieczeństwa, w tym także finansowego. A
              wydaje mi się, że kitty nic nie otrzymuje od męża, a mimo to nie wyobraża sobie
              życia bez niego. Jest chyba silną kobietą (np. na płaszczyźnie zawodowej) a tu
              takie obawy.
              pozdrawiam
              Gąskama
              • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 11:53
                No własnie chyba masz rację. Ja go chyba głupio kocham/kochałam. I nie wiem,
                nie umiem sobie wyobrazić zycia po rozwodzie. We dwoje. Sama z synkiem.
                • czarna_maruda To ja od praktyczniej strony 17.04.07, 12:08
                  Skoro już tak mocno "pachnie" rozwodem, nie zgadzaj się na sprzedaż mieszkania.
                  Szukanie nowego, zmiana miejsca będzie dla Ciebie i dziecka kolejnym dużym
                  stresem
                  • kitty4 Re: To ja od praktyczniej strony 17.04.07, 13:41
                    No własnie zamierzam zrobić wszystko, żeby do tego niedopuścić. Zamierzam
                    zostac w tym mieszkaniu, a co zrobi on, trudno mi powiedzieć, ale jeśli nie
                    zgodzi się na moje warunki, zamierzam zabrać mu również samochód.
                    • ledzeppelin3 Re: To ja od praktyczniej strony 17.04.07, 13:57
                      Kitty z Twojego opisu wynika, że ten twój mąż to jakiś straszny debil. Jeszcze
                      warto byłoby się zastanowić, dlaczego 5 lat temu przestaliście ze sobą sypiać.
                      On nie chciał? Ty byłas zmęczona? Coś się wtedy stało?
                      • kitty4 Re: To ja od praktyczniej strony 17.04.07, 14:10
                        Nie wiem co się stało. Sama się nad tym zastanawiałam. Gdybym wiedziała, na
                        pewno nie było by tego problemu dziś smile. natomiast nasze sypianie skończyło
                        się w momencie zajścia w ciążę przeze mnie. To był nasz ostatni wspólny raz -
                        17 października 2001. Mój mąż wczoraj powiedział, że on był zmęczony
                        ustawicznym wykazywaniem inicjatywy. Ja to odbieram zupełnie inczej - nawet
                        ostatni wspólny raz był z mojej inicjatywy. Także wygląda z dwóch stron to
                        inaczej. On czekał na moją inicjatywę, ja na jego.
                        Natomiast wczoraj też się własnie dowiedziałam, że przecież mi mówił że się
                        psuje między nami i żebym COŚ z tym JA zrobiła. Więc ręce i cycki mi opadły.
                        Dlaczego to ja mam znowu coś robić? A poza tym to nie pamiętam, zeby mi coś
                        takiego mowił. Teraz łatwo mi wpierać, jak nie jestem tego pewna. A poza tym
                        jeśli faktycznie mówił, a ja nie zareagowałam, dlaczego nie powrócił do tematu
                        np. za parę dni , tydzień? Nie rozumiem tego.
                        A tak wogóle od tematu: zdjęłam obroczkę , włożyłam do portfela. W domu
                        włożę do szkatułki i pewnie jej więcej nie wyjmę. Patrzę na ślad po niej. Nie
                        zdjełam jej przez 8 lat trwania naszego małżeństwa ( z małymi wyjatkami - np.
                        ciąża i opuchlina palców). Dla mnie to chyba taki symboliczny koniec naszego
                        życia. Chociaż mój mąż swoją uparcie nosi i twierdzi, że czuje się żonaty. Ja
                        już chyba przestałam się czuć mężatką. I właśnie wróciłam do biura- byłam
                        zapłacić za wyjazd na Mazury. Ostatnia szansa/deska ratunku? jesli tam nie
                        dojdziemy do porozumienia, to zostaje tylko rozmowa przez prawników i
                        pozabijanie siebie nawzajemnie. Bo już nie umiem być cierpliwa.
                        • ledzeppelin3 Re: To ja od praktyczniej strony 19.04.07, 14:13
                          Nie wiem co się stało. Sama się nad tym zastanawiałam. Gdybym wiedziała, na
                          > pewno nie było by tego problemu dziś smile. natomiast nasze sypianie skończyło
                          > się w momencie zajścia w ciążę przeze mnie. To był nasz ostatni wspólny raz -
                          > 17 października 2001. Mój mąż wczoraj powiedział, że on był zmęczony
                          > ustawicznym wykazywaniem inicjatywy. Ja to odbieram zupełnie inczej - nawet
                          > ostatni wspólny raz był z mojej inicjatywy. Także wygląda z dwóch stron to
                          > inaczej. On czekał na moją inicjatywę, ja na jego.
                          Jak dla mnie potrzebujecie terapii małżeńskiej u dobrego psychola. Analiza, co,
                          jak, dlaczego, wspólne przerpacowanie problemu, bez ubliżania, wzajemnych
                          oskarżeń i pretensji. bez tego będzie kiłka mogiłka.
                          Jesli go kochasz mimo wszytsko, spróbujcie.
    • adsa_21 Re: Boli 17.04.07, 14:10
      zapraszam na forum rozwodki i samodzielna mama.
      P.s tez przeszlam przez rozwod, wiem jedno czas leczy rany.
      bedzie dobrze, 3mam kciuki!
      • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 14:12
        Dziękuję - pewnie w końcu tam zajrzę - chociaż się tego boję.
    • galia29 Re: Boli 17.04.07, 15:31
      Nie mam czasu przeczytać wszystkich postów, więc nie wiem czy się nie
      powtarzam.Ale skoro zaszliście już tak daleko ,że myślicie o rozwodzie, a po
      Twoim liście widać,że jednak jeszcze jakieś uczucia w Tobie żyją, to może
      spróbujcie siąść i porozmawiać, ale z pełną świadomością tego ,że jest to misja
      ostatniej szansy- skoro facet nie jest zły, to może uda Wam się dogadać, oboje
      musicie zrozumieć,że świat jest wystarczająco trudny i że Wy oboje musicie się
      cholernie postarać ,żeby być dla siebie wsparciem przeciw wszystkim i
      wszystkiemu- tylko Wy możecie dać sobie czułość , spokój i bezpieczeństwo bo
      tak naprawdę macie tylko siebie.Kurcze trudno tak to wytłumaczyć bo brzmi to
      jak banał- ale ja też przeszłam potężny kryzys i w ostatniej chwili do nas
      dotarło jaką głupotę robimy i o jakie pierdoły w gruncie rzeczy kruszymy
      kopie.Miłość można odnaleźć a kryzys nie musi oznaczać jej końca.Odkąd się o
      tym przekonałam dużo mniej boję się przyszłości.Zapytajcie sami siebie :czy
      chcecie się rozstać, jeśli nie to musicie oboje teraz stanąć na uszach żeby się
      dogadać.I on też musi być świadomy co ma do stracenia- chce widywać dziecko w
      weekendy? pewnie nie, chce stracić Ciebie? pewnie nie
      • kitty4 Re: Boli 17.04.07, 16:12
        galia29- bardzo dziękuję za post pełen nadzieii. Tak, tli się we mnie uczucie
        do niego mimo wszystko. Niektórych zdań chyba uzyję w całości jesli pozwolisz.
        Jesli pozwolicie , drogie emamay - to będziecie moją grupa terapeutyczną, a po
        weekendzie majowym powiem Wam jak poszło. Bo muszę to z siebie wyrzucić , a w
        realu nie mam komu. dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. Nawet nie wiecie jak
        one sa mi potrzebne. Mam nadzieję na jakąś poprawę, ale nie wiem jaką. Nie chcę
        żyć w takim uczuciowym maraźmie, chyba zasługuję na maleńką odrobinkę uczucia?
        Mam w skrytości ducha nadzieję. Galia 29 , dziękuję jeszcze raz za piękny post,
        który był chyba mi bardzo potrzebny.
    • sheer.chance Re: Boli 17.04.07, 18:52
      Wiesz, co mnie uderzylo?
      Ze gosc probuje zmusic ciebie (naprawde sie stara) do podjecia ostatecznej
      decyzji. A kto podejmuje decyzje, jest w jakis sposob za nia odpowiedzialny.
      Gdyby to on powiedzial 'koniec', pewnie bys troche poplakala, pocierpiala, a
      potem szybko wziela sie w garsc i wreszcie byla znowu szczesliwa.
      Jezeli to ty postanowisz o rozwodzie, jest duza szansa, ze bedziesz sie
      obwiniac. Ze np bedziesz zalowac, ze nie postaralas sie bardziej, ze nie dalas
      mu jeszcze jednej szansy i ze to w ogole wszystko twoja wina.

      To wyjatkowo perfidna manipulacja, ktora faceci czesto stosuja (znam z
      autopsji).
      Nie daj sie i nie walcz juz dluzej. Pomysl sobie, ze zrobilas juz bardzo wiele,
      a nic to nie zmienilo. Zamiast na Mazury z mezem, pojedz gdzies sama, z
      przyjaciolka albo z dzieckiem. Przynajmniej sensownie wydasz kase.
      Duzo sily zycze i powodzenia.
      • joanna35 Re: Boli 17.04.07, 20:58
        Dopiero kiedy przeczytałam powyższy post przypomniała mi się książka, którą do
        znudzenia polecam "Odwaga samotnych matek". Przeczytaj, może dzięki niej
        zrozumiesz lepiej swoje uczucia i podejmiesz ostateczną decyzję, jaka by ona
        nie była.
    • kattkak Re: Boli 17.04.07, 21:33
      kitty4 a po co Ty jedziesz z mężem na Mazury?
      Żeby dać mężowi kolejną szansę na obrażanie Ciebie?
      Czy nie lepiej pojechac tam z kimś kto będzie Ci życzliwy, nie zaatakuje w
      najmniej spodziewanym momencie? ( przyjaciółka,mama, siostra...)
      Kochana, ja bym spokojnie powiedziała mężowi, o rozwodzie, podziale mąjątku. I
      o tym że go jeszcze kochasz, ale widzisz że nie można zmusic do miłości. Że
      lepiej jest żyć osobno i wzajemnie się nie ranić.
      Jeżeli mąż potrzebuje kopa, aby doszło do niego że może stracić fajną żonę,
      codzienny kontakt z dzieckiem, to go dostanie i może jeszcze uda się Wam
      poukładać wzajemne relacje.
      Jeżeli jest to na rękę mężowi, abys to Ty złożyła pozew o rozwód,, nie daj
      sobie wcisnąć że rozkład pożycia to Twoja wina.
      Jeżeli macie być razem to będziecie i po rozwodzie.
      Znam jedną parę, która po rozwodzie dopiero zaczęła żyć dobrze tak naprawdę
      razem
      • kitty4 Re: Boli 18.04.07, 07:56
        Jadę z nim tam, bo jednak mam nadzieję na rozmowoę, poprawę - cokolwiek. Jeśli
        to cokolwiek w sensie pozytywnym się nie wydarzy, umówiłam się na 21 maja do
        adwokata, w sprawie napisania pozwu rozwodowego. Do tego czasu mam przygotowac
        potrzebne dla Pani Mecenas dokumenty. Mam nadzieję, że z nich nie skorzystam.
        Wczoraj tak sobie myślałam : jak ciężko mi przyznać się samej przed sobą do
        porażki życiowej bądź co bądź. A nie wiem jak to przedstawić np. moim rodzicom.
        Bo oni mieli obiekcje , i to bardzo duże co do mojego wyjścia za mąż za niego.
        Bardzo mi to odradzali, bardzo. Potem się do niego przekonali. A teraz co?
        Mam im powiedzieć , że mieli jednak rację? Strasznie mi wstyd, że sobie w zyciu
        nie poradziłam.
        • katse Re: Boli 18.04.07, 11:53
          kitty
          koniecznie potrzebujesz psychologa - terapii (nie psychiatry).
          Terapii po to, byś czuła się silna, wartościowa. Kiedyś moja koleżanka napisała
          mi, że człowiek rozwodzi się, gdy już nie może oddychać tym samym powietrzem,
          gdy bilans zysków i strat wychodzi na minus (nie finansowo a życiowo).

          Wiem co czujesz, miało się udać, miało być po ostatnie dni. Rozwód to porażka
          dwojga osób. Jednak przeżyłaś dopiero maleńki kawałeczek swojego dorosłego
          życia. Dla tych 8 lat (nie pamiętam dokładnie) małżeństwa pozbawić się
          szczęścia przez następne 50 lat???

          Ratować tak - ale moim zdaniem tylko z pomocą specjalistów. Terapia wspólna,
          rodzinna. I bądź pewna, znajdziesz fajnego faceta, który z rozkosznym błyskiem
          w oku będzie patrzył na Ciebie, na Twoje sukcesy.

          Cmok

          K
          • cyklista6 Re: Boli 18.04.07, 12:49
            Kitty - jako facet trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że przez to przejdziesz i
            że uwierzysz w siebie. Dziewczyny - pamiętajcie, prawdziwy facet nie boi się
            silnych kobiet bo właśnie takie są najfajniejsze. Musisz po pierwsze uwierzyć w
            siebie, w to że jesteś wartościową kobietą, że jesteś nadal atrakcyjna bo
            kobieta przyciąga nie wtedy kiedy ma jakieś abstrakcyjne wymiary ale wtedy,
            kiedy jest ciekawym człowiekiem. I ja bym Ci sugerował, że jeżeli masz jeszcze
            jakieś nadzieje względem męża, jakieś marzenia o odmianie - to na wszelki
            wypadek doprowadź ten rozwód do końca. Nie musicie się rozstawać, dobra terapia
            może by Wam pomogła (nie wiem w jakim mieście mieszkacie - może warto
            porozmawiać z p. Milską-Wrzosińską, ona nie jest tania ale stać Was na Mercedesa
            to i na Milską Was stać, taniej wyjdzie niż podział majątku). Ale Twój mąż
            będzie musiał samodzielnie podjąć decyzje co robić dalej a nie czekać na
            żonkę-mamuśkę.

            Czy on aby nie miał tzw. silnej matki? Bo jakoś tak wygląda na chłopczyka który
            czeka aż mamusia kochana posprząta, pozamiata, ugotuje, samochodzik kupi i
            jeszcze laskę zrobi - naturalnie z własnej inicjatywy.

            I pamiętaj, psychologowie dziecięcy i młodzieżowi mówią, że lepiej dla dziecka
            jest przejść przez traumę - i mieć szanujących się wzajemnie rodziców w udanych
            związkach z których można czerpać wzorce, niż rodziców wiecznie kłócących się i
            nieszczęśliwych. Postępując "dla dobra dziecka" możesz mu zrobić tak naprawdę
            sporą krzywdę.

            Jakbyś nie postąpiła - pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie i trzymamy kciuki.
            Widać po Twoich postach, że jesteś inteligentną i atrakcyjną kobietą z którą na
            pewno świetnie się rozmawia na tematy przeróżne. Nie daj się zdołować, głowa do
            góry!
            • kitty4 Re: do cyklista6 18.04.07, 13:44
              Cyklista- o, rany - dziekuję za komplementy. I jestes pierwszym facetem
              wypowiadającym się w tym wątku smile Podziwiam za odwagę i trafienie na forum
              emama.
              A co do tematu wątku: tak, nadzieje względem męża jeszcze mam. Wiem, że
              to głupie i że pewnie nie powinnam. Ale ta iskierka nadzieii tli sie gdzieś
              tam. A tak na marginesie : na mercedesa - to Mnie stać. nawet nie powinnam Wam
              pisać o dochodzie mojego małżonka za m-c marzec, jaki dostałam netto do
              gospodarowania nim w domu, bo to chyba wstyd.
              I niestety masz rację: mój mąż w domu rodzinnym miał bardzo silną matkę,
              która tym domem dowodziła i decydowała o wszystkim, a ojciec jest pod totalnym
              pantoflem. I na mnie też (niestety ?) trafił na silną kobietę.
              Ale tu, w tym watku padło tyle fajnych słów, za które jestem Wam bardzo
              głęboko wdzięczna. Kilka zdań i wypowiedzi na pewno wykorzystam w rozmowie
              decydującej. (Boję się jej nieprzeciętnie). I może to głupie, ale mam dwa
              warianty: tak jak napisałam powyżej, umówiona jestem z prawnikiem, a z drugiej
              strony zamówiłam właśnie zaj..sty komplet bielizny do zabrania ze sobą na
              mazury.
              Pozdrawiam
              • cyklista6 Re: do kitty 18.04.07, 14:54
                Kitty - bardzo mi się podoba Twoja strategia kija i marchewki. Przynajmniej
                będziesz miała jasność, kim jest naprawdę. Idź dalej równocześnie obiema
                drogami, dopóki nie poczujesz co chcesz wybrać. I życzę Ci bardzo serdecznie
                aby ta Twoja iskierka nadziei koniec końców zamieniła się w żagiew krwi, co to
                by jej żużel zgliszcz nie przysypał jak u Starszych Panów smile Tak by było lepiej
                - choć w życiu czasami jednak bywa gorzej.

                Ta silna matka trochę niepokojąco brzmi - ale ludzie się (nieczęsto ale jednak)
                zmieniają. Czasami potrzeba chwili odpępnia.

                A Merca to Ci zazdroszczę acz nie zawiszczę (to jest różnica...).

                Powodzenia!
        • aleksandrynka Re: Boli 18.04.07, 19:04
          Strasznie mi wstyd, że sobie w zyciu
          >
          > nie poradziłam.

          Kitty, ja dobrze rozumiem, jak to jest brać wszystko na klatę. Otwórz jednak
          oczy, rozejrzyj się w swoim zyciu uważnie i uczciwie sobie odpowiedz: czy na
          prawdę tylko Ty jesteś odpowiedzialna za to, co jest teraz? Ładnie ktoś wyżej
          napisał: facet się wycofuje ale robi to w taki sposób, żeby wszystko wypłynęło
          od Ciebie. "Chcesz naprawiać związek? Naprawiaj! Dla mnie jest OK. Wycofujesz
          się? Skoro tak zdecydowałaś..." Bla bla bla. Tyle że to nie tylko Twoja
          decyzja, on też zdecydował w momencie, kiedy przestał Cię widzieć, słuchać,
          przestało mu zależeć. Też zdecydował, że o ten związek się nie dba, w nim się
          po prostu jest (?). A tak nie ma w życiu i widzę, że do tego dochodzisz.
          Wścieknij się zdrowo i powalcz. Ale nie o związek, sama nic nie zdziałasz. O
          siebie. Teraz jego ruch. Jeśli on nie ruszy tyłka to znaczy tylko tyle, że po
          prostu mu na tym nie zależy. Jeszcze raz mówię: nie masz na to wpływu. Skup się
          na tym, co możesz zrobić dla SIEBIE. A on albo wreszcie dostrzeże, co się
          dzieje, o co chodzi, pokaże, że jednak chce, albo rozłoży ręce... Jego wybór,
          nie naprawisz nic sama...
          Trzymaj się, pozdrawiam smile
    • mamabe1 Re: Boli 18.04.07, 23:05
      Musi minac troche czasu zanim podejdziesz do wszystkiego z dystansem. Ja uwazam
      ze podjelas dobra decyzje, bo w koncu do tanga trzeba dwojga. Trzy lata starasz
      sie na nic, wiec lepiej skonczyc i troche pocierpiec teraz bardziej niz
      cierpiec dzien po dniu z gasnaca nadzieja na jutro. Moj byly zwiazek trwal 4
      lata, szalona milosc itd. Nasze pierwsze zerwanie bylo z jego strony aby ukarac
      mnie za "negrzeczne zachowanie" (traktowal mnie jak kukle ktora trzeba ubrac
      jak on chce, uczyc czego on chce, chodzic gdzie on chce, miec zainteresowania
      jakie on ma). Schudlam do wygladu anorektyczki, nie moglam spac, uczyc sie,
      smiac, czy nawet plakac, totalna rozpacz. Kiedy do mnie wrocil bylo dobrze
      przez jakis czas, pozniej znow to samo. Bylam doslownie od niego uzalezniona, i
      gdyby ktos mi powiedzial ze dokladnie za rok uwolnie sie od niego i nawet przez
      ulamek sekundy za nim nie zatesknie bym na pewno nie uwierzyla. Wszystko dzieki
      mojego obecnemu kochanemu mezowi, ktory kocha mnie nade wszystko i szanuje jako
      czlowieka, kobiete i matke. Zycze Ci abys spotkala jak najszybciej kogos
      wlasnie takiego jak moj maz. Pozdrawiam mocno.
      • kitty4 Re: Boli 19.04.07, 08:44
        Wiecie co , kobiety? nie spodziewałam się tak dużego wsparcia od Was. Może i
        miałam mglistą nadzieję, że ktoś powie "nie zadręczaj się" , ale wy dałyście mi
        nadzieję, że to jednak nie wszystko moja wina. Że nie ja jedna jestem winna
        temu, że ten związek znajduje się w fazie takiej jak obecnie. Nie spodziewałam
        się tylu odpowiedzi podtrzymujących mnie na duchu. Dziękuję Wam.
    • emilka_9 Re: Boli 19.04.07, 13:14
      Znam Kitty4 osobiście, to jest PIĘKNA KOBIETA, mądra, inteligentna , zadbana,
      wykształcona, dowcipna, i w ogóle same superlatywy!!!! Trzeba ja podbudować, nie
      może pozwolić sie gnoić!!!! Kitty, ja Cię zaraz wezmę w obroty i kopniesz
      wreszcie chama w d..., jak na to zasługuje. Tyle lat sama ciągniesz ten ten wóz,
      czas pozbyć się balastu! Wiem, ze się boisz, ale ja Ci pomogę!!!!
      • kitty4 Re: Boli 19.04.07, 13:19
        Emilka, przecież ja nie chciałam , żebys tak pisała. Wcale nie czuję się
        piekna, ani mądra, ani inteligenta. Poniosłam porażkę na całej lini zycia i nie
        wiem czy umiem się potym pozbierać. Własnie kapią mi znowu łzy. Psychicznie
        jestem słaba jak nowo narodzony kociak. ale dziękuję.
        • mamabe1 Re: Boli 19.04.07, 14:04
          Kitty, jestes kobieta o bardzo bogatym wnetrzu (nawet wirtualnie to czuc
          nosem smile) i jestem pewna ze jestes super atrakcyjna babka, bo to tak naprawde
          sprawia ze piekna kobieta staje sie jeszsze piekniejsza. A tak na marginesie,
          za mna zawsze sie wszyscy faceci uganiali, szkola srednia i studia to czasy
          gdzie nie moglam sie od nich opedzic juz nie wspominajac o wykladowcach, a ten
          chamski ryj co kiedys byl moim partnerem zyciowym kazdego dnia sprawial ze
          czulam sie jak brzydkie kaczatko i na jakis czas niestety naruszyl powaznie
          moje poczucie wlasnej wartosci. Ale na szczescie to koniec, przeszlosc do
          ktorej nie chce wracac nawet myslami. Zycze Ci duzo duzo sily, ach az bym Cie
          usciskala: Trzym sie, trzymam ogromne kciuki. Monika
    • szatynka_singielka Kitty, długi weekend się zaczął 30.04.07, 03:08
      Zaczął się długi weekend, przeczytałam Twój cały wątek - i myślę - co tam u
      Ciebie, na tych Mazurach.

      Ja Ci życzę z całej siły, abyś wzmocniła poczucie własnej wartości (warto pójść
      do psychologa właśnie w tym celu).

      Bardzo bym chciała, abyś np. za rok od dziś była śmiejącą się, pewną swoich
      zalet i urody kobietą (i to bez względu na to czy będzie przy Tobie Twój obecny
      mąż, czy też nie).

      Pozdrawiam serdecznie
    • soemi Re: Boli 30.04.07, 14:40
      Jakbym czytała opis swojego małżeństwa. Boję się, że u mnie też niedługo
      nastąpi koniec. Mam porządnego męża, za to wogóle wygasły w nim wszelkie
      uczucia i bardzo mnie boli jak drwi ze mnie, czy też używa wulgarnych słów. Ja
      też nie zostaję mu dłużna względem przekleństw. Nigdzie razem nie chodzimy. To
      już koniec, ale nie przypieczętowany rozwodem.
      • kattkak Re: Boli 07.05.07, 18:35
        Kitty, udało się przezwyciężyć kryzys?
        • kitty4 Po długim weekendzie ------- 08.05.07, 12:25
          Cześć dziewczyny. Bardzo wam dziekuję za zainteresowanie i nie sądziłam, że
          któraś z Was będzie się jeszcze interesowała co dzieje się dalej. Jestem po
          prostu zaskoczona, ale bardzo pozytywnie smile

          A cóz u mnie. Weekend minął i być może cos drgnęło. Nie wiem czy na dobre
          czy na złe. Kilka rozmów między nami było. I dowiedziałam się z nich, że jemu
          też przeszkadza taki związek, ale rozwodu nie chce bo dziecko i On sie właśnie
          dla syna tak poświeca, trwając w tym małżeństwie. I tu mnie pusty śmiech
          ogarnął , he he he. On się poświęca.
          Jedna z rozmów przyniosła wiadomość np. taką że brak seksu był z mojej
          winy, bo ja nic ku temu nie robiłam.... i on myślał, że mi z tym jest dobrze.
          Więc wspaniałomyślnie nic nie mówił.
          Próbowałam namówić go na przynajmniej próbę przytulenia się do siebie, ogólnie,
          próbę ocieplenia stosunków między nami na co usłyszałam i tu cytat "Że on może
          się ze mna kochać, ale będzie to robił mechanicznie, bez uczucia" Co dla mnie
          jest jawnym, ewidentnym daniem do zrozumienia, że do mnie nic nie czuje. I
          wiecie co? W tym momencie zrezygnowałam , poleciały mi łzy z oczu i chyba
          wszytsko we mnie umarło, a prznajmniej chęć poprawy. Ale później sam z siebie
          zadeklarował, że chciałby wstrzymania, odroczenia wyroku, czyli rozwodu.
          Żebyśmy sobie dali czas do "po wakacjach" czyli mniej więcej do września. I
          sama nie wiem co robić. Myślę, że jednak tego 21 maja, pójde na umówioną wizytę
          do Pani mecenas, zbiorę dokumenty , napiszemy pozew i poczekam te 3 miesiące. I
          tak tyle czasu zmarnowałam, więc czy to robi różnicę ?

          W tych rozmowach padło też tak wiele przykrych słów...., moich,
          jego. Nie do końca jestem pewna, że bedziemy potrafili je zapomnieć i nie
          wypominac partnerowi.
          Może coś się poprawi, nie jestem tego pewna, ale z mojej strony ja
          wyartykułowałam swoje potzreby i oczekiwania względem małżeństwa , niego. W
          zamian nic nie usłyszała, a tylko to, że on również mi powie jakie sa jego
          oczekiwania, po tym jak się zastanowi... zobaczymy, kiedy to bedzie. Jak nie
          nastąpi do końca tygodnia, to mu przymomnę. Jak na razie ja się staram, żeby
          mieć czyste sumienie....i staram się o atmosferę w domu i między nami.
          I ....czekam na rezultaty, choć ich nie za bardzo widzę i tak troszkę nie
          bardzo wierzę, że ujrzę.
          A z innych rzeczy, ciekawych lub nie, żeby nie zwariować zdecydowałam się
          jednak na studia podyplomowe, zaczynam od października w warszawskiej uczelni
          WAT, na wydziale cybernetyki. Nadal jestem na diecie, chcę jeszcze zgubić 11 kg
          i na pewno to zrobię. Obiecałam sama sobie( a dla mnie to jest bardzo ważne),
          że nad morzem przynajmniej połowa facetów się za mna obejrzysmile
          A na pewno duzym plusem tego wyjazdu była radość mojego syna z wypadu.
          Oglądał i karmił konie, oglądał wojskowe pojazdy i jeździł kilkoma, przywiózł
          sobie czapkę wojskową i nieśmiertelnik i jako pięciolatek nabrał przekonania ,
          że na pewno będzie spadochroniarzem i będzie latał jak spiderman.
          Pozdrawiam was wszystkie za trzymanie kciuków.
          • net79 Re: Po długim weekendzie ------- 08.05.07, 13:55
            Kochana kitty, jak poczułaś, że coś umarło, pękło w tobie to bardzo dobrze, bo
            pękła skorupa i to co zasiał w tobie mąż, niepewność. gratuluję postanowień, co
            do dalszej edukacji i rzyczę tych 11 kg mniej, choć wierzę, że nimi ci też
            uroczo (tak jak mi z moimismile). Teraz jak już pękło topujdzie do przodu, dbaj o
            siebie i swoją główkę, a wszystko samo się ułoży. To co umarło trzeba pogrzebać
            i zasiać nowe ziarenko,na lepsze jutro. Zawsze będzieicie rodzicami swego
            dziecka, przez co rodziną do końca zycia i musicie o tym pamiętać i nie
            nienawidzić się po rozwodzie. On też się boi radykalnych zmian z tąd prośba o
            czas, ale musiał się z tym liczyć... poradzi sobie, a ty jeszcze lepiej, bo
            chyba do tego dojrzałaś. Żyj swoim życiem i idź do przodu, a twoje dziecko
            będzie szczęśliwe. Morze mąż się obudzi z letargu po rozwodzie, niech walczy,
            ale to nie zobowiązuję cię już do niczego. baw się dobrze w nowym życiu i stań
            szybciutko na nóżki. Podziwiam i gratuluję.
          • kattkak Re: Po długim weekendzie ------- 08.05.07, 19:19
            kitty4, mam wrażenie, że ten weekend przede wszystkim Ciebie wzmocił,że ten
            post pisze kobieta świadoma własnej wartości.
            Intuicyjnie chyba wiesz jak prawidłowo postąpić, inwestujesz w siebie. To
            dobrze.
            Jeżeli Twój mąż wreszcie odkryje w Tobie wartościową i seksowną kobietę, to
            dobrze, a jeśli nie, to trudno.Poradzisz sobie bez niego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka