mama.igora
17.04.07, 22:23
Chodzi o siostre meza. Nie mam z nia jakichs superkontaktow, poprawnie,
bylejakos. Nie interesujemy sie soba jakos szczegolnie. Ale odkad pamietam,
ona traktowala mnie jak cos w rodzaju autorytetu. Jest 5 lat mlodsza, nie ma
jakiegos swego zdania, kregoslupa, moze dlatego slucha ludzi, jest bierna,
prowadzona wiecznie za reke. I byc moze to jest przyczyna jej ewidentnych
klopotow z psychika po smierci jej mamy - nie ma wsparcia, doradcy,
najblizszej osoby.. Widze to i postanowilam cos zrobic, zanim ona zrobi cos
bardzo glupiego.
Krotki opis: tesciowa zmarla listopadzie, po ciezkiej dlugiej chorobie.
Szwagierka byla z nia, razem z tesciem zajmowali sie nia ciagle. Juz wtedy
byla zdolowana, bala sie smierci mamy, choc bylo wiadomo ze juz jest zle. Byla
zrujnowana. Dzis wszyscy przezywaja jeszcze smutek, ale zyja dalej. Moj maz
bardzo kochal matke, bezkrytycznie i wielka miloscia, ale jakos potrafil sie
pozbierac 9fakt ze od lat nie mieszkal w domu, a i teraz nie zyje wsrod rzeczy
mamy, w jej mieszkaniu, jak siostra).
Szwagierka ma 23 lata, ma chlopaka, ale wyczuwam, ze tam sie zwiazek kruszy.
Ten chlopak to taki sobie przecietny gosc bez ikry, lae wspieral ja po smierci
tesciowej. Ona mowila o tym ze bez niego byloby jej bardzo ciezko. Ale teraz
sadze, ze facet po prostu wymieka, widzac zasepiona, rozwalona totalnie
dziewczyne. Ona nie mowi o niczym innym, jak o sytuacji z mama. Idealizuje
mame, mowi ze swiat stracil na tym ze jej nie poznal, bo byla idealna itd. Byc
moze chlopak ma dosc sluchania tego, ucieka. Tak ja przypuszczam, pewna nie
jestem. Domyslam sie tylko. Sadze, ze on dlugo byl cierpliwy, pewnie star sie
jej pomoc, wesprzec, ale tez chcialby miec juz norlane zycie, przyjsc po pracy
do dziewczyny, przejsc sie na spacer... wiecie. A przede wszystkim sadze, ze
po prostu NIE POTRAFI jej pomoc, nawet jesli chce.
I tu jest pies pogrzebany, i oto dlaczego do Was pisze. jak pomoc takiej
osobie? Bo jakies wyciszanie jej bolu poprzez rozmowy, zabieranie jej gdzies
nie ma sensu. Ona jest tak w to wbita, ze mysli irracjonalnie. Ona nie
pochowala jakby swojej mamy. Chodzi na cmentarz, ale nie umie sie z nia
pozegnac.Tu potrzebna jaks zewnetrzna pomoc, wrecz fachowa. Poradzcie cos.
Gdzie szukac dla niej pomocy? Bo ja sie boje, ze ona sobie cos zrobi. I tylko
ja widze to chlodno, ze jest tak zle. Ojciec i brat tylko potrafia jej mowic:
musisz sie otrzasnac, czas leczy rany... a dla niej to pewnie brzmi jak
totalna abstarkcja. Ona chce mamy!
dodam, ze ona jest dziecinna, infantylna, jaks taka powolna w mysleniu, to tez
jej nie pomaga zrozumiec, przemyslec tego, uczyc sie zyc samodzielnie. Ona nie
potrafi nic sama zrobic, dokonac wyboru, zadecydowac, zalatwic... rozumiecie?
A moze jakas dziewczyna, ktora przezyla cos takiego odezwie sie do mnie? Moze
cos poradzi, podpowie...
dzieki.