chipsi
18.04.07, 11:39
Czyli znowu wnerwił mnie mąż. Zapytałam go wczoraj dlaczego to on nie zrobi
kolacji dla mnie, gdy on zapytał co mu zrobię. Dowiedziałam się że w
normalnym domu normalna żona robi mężowi jeść. Pomyślmy; mieszkamy u moich
rodziców i dużo do roboty nie mamy. Ja sprzątam, myję, czasem piorę i gotuję.
Mąż raz w miesiącu (przez zimę) uprzątnie popiół z piwnicy. Dzieckiem
zajmujemy się razem (tzn. w nocy ja wstaję). Pracuje oboje i tak samo. Mąż
oznajmił że już nic odemnie nie chce i sam sobie przygotuje posiłki a dla
mnie też nic nie zrobi. Sprzątać też nie będzie bo on jest "facet". Rozmawiać
o tym też już nie ma potrzeby. Kurde, inaczej się umawialiśmy, dotychczas
było po partnersku ale jemu odeszło obowiązków a mi przybyło a pomocy nie
widzę. Do tego oboje pochodzimy z rodzin dominujących samców i udomowionych
kur. Cóż, czeka mnie wojna domowa bo służącą nie będę. Nie za takiego R.
wychodziłam. Szkoda że nie mieszkaliśmy przed ślubem zupełnie sami, tylko u
rodziców. Poznalibyśmy się lepiej, teoria i zapewnienia zawiodły.