Od roku mieszkam z mężem pod Krakowem, w jednym domu z jego babcią , dziadkiem
i ciotką.
Mamy mieszkanie ale tam nie ma nawet wylewek i nie stać nas na wykończenie i
przeprowadzkę.
Jego babcia ma 73 lata, ona wszystko wie lepiej, wiecznie słucham jaka ja
jestem zła .. nawet nie zdaje sobie sprawy ile razy już przez nią płakałam...
Bo ja zabijam dziecko nie dając krowiego mleka, bo nie chce podawać rosołków
przez nią gotowanych, bo daje deserki ze słoika, bo za zimno ubieram ...
Codziennie coś jej nie pasuje, codziennie jestem złą, nieodpowiedzialną
matką... Dziś mi powiedziała "rób co chcesz, mnie to nie obchodzi...
skrzywdzisz dziecko i trafisz do więzienia"
Ja NIE CHCE tu dłużej żyć, pochodzę z Białegostoku, nie mam tutaj nawet do
kogo iść i porozmawiać... zero przyjaciół.. non stop jestem pod kontrolą babci...
Chciałabym wrócić do moich rodziców, żeby mąż tam znalazł pracę i jakoś pomału
tam poszlibyśmy na swoje.. Ale on nie zrozumie dlaczego nie chce tu być...
Całymi dniami go nie ma i nie widzi co tu się dzieje... Uważa że przesadzam bo
babcia chce dobrze...
Co ja mam robić ? Poradźcie mi coś bo ja nie wytrzymuje .. .