Dojrzalam juz do tego, zeby wyzalic sie Wam, moje kochane emamy z moich
problemow. Poniewaz historia wesola nie jest, nie zamieszczam jej na "Ciazy
i porodzie", bo nie chce nikogo nastraszyc, broń Boze, spokoj jest tak wazny
w ciazy.
Hmmm, bylo to tak, ze w lutym urodzilam mojego synka przez cesarskie ciecie,
niestety nie tam, gdzie zamierzalam, bo moj szpital, gdzie pracowala
prowadzaca moja ciaze, zostal zamkniety na tydzien, z powodu jakiegos
remontu. Juz pomine kwestie atmosfery przy porodzie ("moze tak pol tonu
ciszej?...."), bo to nie jest ostatecznie najwazniejsze, ale potem zaczely
sie moje klopoty- najpierw infekcja poporodowa- podwyzszona temp., przez 11
dni obserwowano sobie tylko moja temp. i podawano 4 antybiotyki jednoczesnie
(zadnych badan, ZADNYCH), jak tylko temp. spadla do 36,8, wypisano mnie,
zreszta ku mojej wielkiej radosci

W domku, po 1,5 tyg. zaczely sie dziac dziwne rzeczy- rozne infekcje, na
czele z zapaleniem piersi (nie bylo zadnych zastojow), utrata calkowita
pokarmu... I znowu antybiotyk.
Po 2 tyg. buuuum- ostry bol jakby w ledzwiach, promieniujacy na cala noge
(niby rwa kulszowa), stopniowo mnie to unieruchomilo, po paru dniach nie
moglam juz ruszyc ani reka, ani noga, wszystko mnie bolalo, zaden, nawet
najsilniejszy lek przeciwbolowy nie dzialal, znowu temp.
Wyladowalam w szpitalu, na 4 tyg.,bol totalny calego ciala, przeszlam
zapalenie bakteryjne otrzewnej, bylam operowana, a potem na oddziale
wewnetrznym ciagle z kosmicznymi wynikami badano mnie, dziwiac sie, co to
sie dzieje, no i w koncu wykrylismy dziada- gronkowiec zlocisty- we krwi...
Zdazyl sobie juz zniszczyc watrobe, serce i stawy biodrowe, chyba tez
barkowy. Moje leczenie bedzie bardzo dlugie, tym bardziej, ze wyszlam ze
szpitala juz 2 tyg. temu, a wciaz mam problemy z chodzeniem i mnie boli,
okazuje sie, ze jest tam jakis guz, cdn.....
Wczoraj odebralam wyniki mojego synka z posiewu i w moczu nic nie ma, za to
w gardelku i w nosku- gronkowiec zlocisty.
Takie oto cuda dzieja sie w czestochowie.
Moze uda mi sie wymodlic na Jasnej Gorze cud zdrowia dla mnie i mojego
dziecka.
Dziekuje Panu Bogu, ze dzidzius zyje, bo dobrze pamietam ostatnia historie z
Łodzi, dziekuje Mu za to, ze ja zyje, choc przeszlam bardzo ciezkie
zapalenie calego organizmu i prosze tylko o jedno- zebym mogla wychowywac
mojego synka, zeby nie kazal mi sie juz z nim rozstawac na tak dlugo, jak
ostatnio...
I zeby postawil na mojej drodze dobrych lekarzy, ktorzy mi pomoga.
Takie smutki

Choc i tak jestem szczesliwa, ze jestem poki co w domku i widze usmiech
mojego 3 mies. Franusia, najpiekniejszego ze wszystkich Franciszkow na
swiecie

)))
Asia