Mam do Was drogie mamy takie pytanie. Ale zanim je zadam musze Wam
troszeczke przypomniec moja histore. A wiec nie znosze mojej tesciowej. Nic
nowego?! Zalazla mi ona za skore juz parokrotnie. Po raz pierwszy jak
stracilam moja pierwsza ciaze (2 dni po swoim komentarzem - pokazala mi
malego bobaska na ulicy mowiac 'a widzisz tez mialas szanse takiego
miec'!!!

Drugim razem, gdy dowiedziala sie, ze staramy sie z mezem
ponownie o dziecko (stwierdzila, ze jestem mloda i ladna wiec mam czas i
lepiej sie zabrac za nauke. Mialam wtedy 25 lat i 3 miesiace do ukonczenia
studiow magisterskich, ktore bez wysilku i tak skonczylam). Trzecim razem
jak urodzilam mojego synka, (bo chciala sobie go przywlaszczyc, no moze tak
niedefinitywnie bo to niemozliwe, ale poprostu wyrywala mi dziecko z rak, a
jak nie pozwalalam jej to chodzila za mna cien w cien biadolac, ze za duzo
nosze wlasne dziecko i bym jej go oddala, bo to jej kolej

?? ). Wkurzyla
mnie po raz kolejny pare dni temu, bo okazala sie dwulicowa. Wie, ze
ostatnio z mezem mielismy na pienku to zaczela wydzwaniac do niego po cichu
i sie wypytywac co i jak, a potem wydzwaniala do mnie jakby nigdy nic i
wyciagala ze mnie moja wersje. A potem z komentarzem do meza. Wnerwila mnie
wczoraj, bo zaproponowala przyjaz do nas na pare tygodni, bo wedlug niej nie
mamy czasu dla dziecka. Ja nie pracuje i niuniam na przemian z mezem mojego
Danielka przez 24/h bo tak lubie i to mi sprawia przyjemnosc. Nawet nie
rozgladam sie za opiekunka na razie, bo nie potrzebujemy i nie czuje sie
gotowa by oddac mojego synka w obce rece. No wiec odmowilam, a ona na to bym
w takim razie do niej przyjechala, by mogla nas dogladac

( )Co jej w
glowie piszczy to nie wiem??).
No ale do rzeczy. Faktem jest, ze ona miesza hen hen daleko w RPA. Moj maz
nie byl w domu od prawie 3 lat i czas by i odwiedzic ta babcie. No wiec
jedziemy we wrzesniu na jakies 3-4 tyg. I tu zaczyna sie moj problem. Jak
tesciowa byla u nas w styczniu to rzadzila sie jak szara ges (a w sumie
widziala mnie dopiero 3 raz bo taka odleglosc!). Wykradala mi dziecko,
uczyla je siadac (w wieku 4 tygodni!!!), jak maly chcial mleczko to wpychala
mu smoczek na sile i nic ja nie obchodzila, ze maly plakal. Nie rozumiala
mojeo NIE.
No i teraz jedziemy na jej teren. Bedziemy w jej domu. Nie chce nawet o tym
myslkec co to bedzie sie dzialo w tej calej Afryce. Najgorsze jest to, ze
nie moge sie wykrecic i musze jechac bo to glownie chodzi o to by przywiezc
jej malego. Danielek bedzie mial wtedy 9 miesiecy, na szczescie bedzie juz
sam siedzial. Ale przyjda nowe niebezpieczenstwa. A ja nie ufam tej kobiecie
i nie mam ochoty zostawiac ja sama z dzieckiem. Widzialam co wyprawiala z
niemowlakiem. A bedac u nas wywierala na mnie straszna presje, ze musi byc
sam na sam z dzieckiem. Z kolejnej strony RPA jest niestety krajem
porywaczy, wlamywaczy i innych zbrodniarzy. Tylko w zeszlym roku wlamano sie
do jej domu 2 razy, raz podczas jej obecnosci. Wlamywacz zaczal ja dusic,
ale na szczescie sasiad uslyszal jak krzyczala i przyszedl z pomoca. W ciagu
ostatnich 3 lat skradziono im 3 samochody. Do czego zmierzam? Do tego, ze
bede sie strasznie bala zostawic dziecko z nia sama, z nia sama w domu, z
nia sama na ulicy. Z nia i z tym calym poziomem zbrodni jaki tam panuje.
Moj maz nie jest oczywiscie swiadomy tego co czuje, on ufa matce i nie widzi
tego jej calego natrectwa. A ja przeciz nie moge powiedziec, ze nie chce by
jego matka zostawala sama na sam z naszym dzieckiem. I pewnie nie mam prawa
tak w ogole powiedziec. Mam czy nie mam? Czy ona ma prawo mimo wszystko
bycia z malym sam na sam? I wlasnie to pytanie mi swidruje dziore w glowie.
Prosze pomozcie.
Pozdrawiam
Sugar