karola1008
24.10.07, 11:28
Dziewczyny i chłopaki, pomyślmy nad zorganizowaniem jakiejś
zmasowanej akcji przeciw psim gó... na trawnikach, chodnikach,
jezdniach, w piaskowincach, generalnie-gdzie się da. Wychodzę na
spacer z dzieckiem, ujdę kilka kroków i mam odruch wymiotny, bo na
środku chodnika jest wielkie, parujące psinco (przepraszam za
dosłowność). Wczoraj w coś takiego wjechałam wszyskimi czterema
kolami wózka. Piesek narżnął równolegle, po obu stronach chodnika.
Stałam i czyściłam koła, a obok mnie stały dwie panie, z których
jedna czyscila buty sobie, a druga dziecku. Czyszczenie kół patykiem
było bez sensu, musiałam wrócić do domu, bo przeciez z tymi
zafajdanymi kołami nie wjadę do zadnego sklepu, rozebrać dzieco,
zdjąć koła, umyć je, założyc z powrotem, ubrać siebie i małą i znowu
wyjść.Poszłam od razu do spółdzielni mieszkaniowej i nabazgrałam
pismo, żeby może coś dałoby się z tym zrobić. Pani w sekretariacie,
gdzie je składałam, zapytała mnie :
-No co, zwierząt pani nie lubi? Pies też gdzieś musi wyjść na
spacer.
Byłam tak wkurzona, że zaproponowalam jej, że będę jej pod oknem
zostawiać obsrane pampersy mojego dziecka, nie powinna mieć nic
przeciwko, dzieci przecież lubi, a dziecko też się gdzieś wysr..
musi.
No, a dzisiaj odprowadzajac syna do przedszkola spotkałam elegancką
panią z bernardynem, który na styku chodnika i trawnika walił kupsko
wielkości planetoidy. Ciśnienie wzroslo mi dziesięciokrotnie, ale
grzecznie zapytałam panią, czy zamierza posprzątać po swiom pupilku.
Z ust perfekcyjnie obrysowanych konturówką i wzorowo wypełnionych
szminką posypały się takie wyrazy, że budowlaniec by się
zaczerwienił.
Tacy to właśnie z nas Europejczycy, paniska zafajdane.