Dodaj do ulubionych

Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać...

05.12.07, 12:34
Jestem na zakręcie życiowym (finansowym) na jakim jeszcze nie byłam,
emocje we mnie buzują, boję się że jak wybuchną to ucierpią
dzieci...Jestem na wychowawczym od ponad 3 lat (2 dzieci), mamy 2
kredyty na mieszkanie, teraz jesteśmy w trakcie zmiany, ale drugie
jeszcze niewykończone i mąż stracił pracę, ma 2 tygodnie
wypowiedzenia, do końca grudnia mamy środki do życia bieżące, potem
trochę "zaskórniaków", koszty życia ogromne i niewiele perspektyw a
przynajmniej nic pewnego, wysyłamy CV i LM, i zero odzewu, ja byłam
na jednej rozmowie (praca tam z dojazdem zjmowałaby mi 12,5h
dziennie), mąż na jednej trochę po znajomości i zero pewności...a
raczej maksimum niepewności. Siedzę i liczę, co ile nas kosztuje,
jakie mamy szanse itp.jestem zdołowana, ale jeszcze ciągnę, mąż nie
śpi po nocach, mało je i ...nie wiem co będzie dalej. Musiałam się
wygadać, chociaż wirtualnie bo tak jakąś ciągnę i udaję, że w miarę
ok, ale jak długo...
Obserwuj wątek
    • tosina Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 12:37
      Bedzie juz tylko lepiej. PO fali emogracji jest sporo wakatow. Moze
      niezbyt prestizowych ale zawsze to jakis grosz. A skad jestescie?
      • 21aga1 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 12:41
        W-wa, więc niby łatwo, a jednak... Męża CV wysyłam od września i
        skąpy odzew (ok.10%), a koszty mamy ogromne, mam nadzieję że po
        prostu XII jest zastojem na rynku i ruszy odzew w styczniu...
        • travka1 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 12:56
          a w jakim kierunku maz pracuje lubchce pracowac?
          • 21aga1 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 13:27
            Mąż jest specjalistą w obsłudze tzw. inteligentnych budynków
            (biurowce o pow.kilku, kilkudziesięciu mkw), ostatnio był na
            stanowiku kierowniczym, pokrewne stanowiska -to ktoś ds.inwestycji,
            jakiś dział handlowy, sprzedaży związany z konkretną wiedzą z
            dziedziny elektrotechniki, klimatyzacji, wentylacji, automatyki
            budynków itp.
            • travka1 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 13:37
              to nie pomoge sad
              ale wszystko sie ulozy zobaczysz... ja tez mialam kilka
              nieprzespanych nocy a potem az sie dziwilam ,ze tak sie potoczylo...
    • renkag Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 15:23
      Ja też kiedyś byłam w podobnej sytuacji. ja na wychowawczym 3 rok (też 2
      dzieci), a mąż stracił pracę. Strasznie się martwiłam, ale w końcy wyszło nam na
      dobre, bo ja znalazłam dobrą pracę a on też lepszą niż poprzednio. Oczywiście
      tak lekko pisze teraz, bo wiem, że już po wszystkim, ale wtedy nie było różowe.
      Więc się nie załamuj, bo wszystko może (a nawet musi!) się dobrze skonczyć. Ale
      pamiętam jak dołujace jest wysyłanie cv i chodzenie na nic nie dające rozmowy.
      Trzymam kciuki
      • 21aga1 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 18:00
        Na razie się nie załamuję i nadzieję mam..., ale po prostu musiałam
        się wygadać, rodzinę, znajomych, którzy nie są w stanie pomóc a
        tylko by się martwili, oszczędzam tym sposobem...Coś tam się kręci w
        jednym miejscu ale czy coś wyjdzie czy nie to chyba 50%/50%...
    • m.fiorella Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 15:37
      jak bardzo dobrze cię rozumiem!
      ja mam 3 kredyty i męza bez pracy, też ciągniemy z zaskórniaków
      które skonczą sie do konca roku, co wtedy? niewiem
      • 21aga1 Długo już? 05.12.07, 18:02
        Bo my dopiero zaczynamy/zaczniemy, i rozumiem, że Ty masz pracę, czy
        oboje bez?
      • gaja78 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 18:34
        m.fiorella napisała:

        > jak bardzo dobrze cię rozumiem!
        > ja mam 3 kredyty i męza bez pracy, też ciągniemy z zaskórniaków
        > które skonczą sie do konca roku, co wtedy? niewiem

        O mamuniu ... z czystej ciekawości - nie baliście się pakować w 3 kredyty ? No
        chyba że to była życiowa konieczność, to się nie czepiam.
        • m.fiorella Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 06.12.07, 10:09
          moja sytuacja była bardzo dobra jak brałam dwa pierwsze kredyty, w
          zyciu bym nie pomyslała ze coś może sie zepsuć, niestety to moj
          mążpostarał sie żeby go zwolnili, trzeci kredyt musielismy wziaść bo
          spoldzielnia kazała sobie nagle doplacic 9000 tys.za nowokupione
          mieszkanie, inaczerj nie dostalabym aktu wlasnosci
          maz szuka pracy, kazdej pracy ale nie ma...
          • mikolla Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 07.12.07, 10:26
            wiem, ze w firmach kurierskich potrzebują przewożników. Przynajmniej
            w jednej na bank. Niestety finansowo nie zaciekawie placa, jak u
            kogoś sie jezdzi to okolo 2 tyś.
    • cesarus Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 15:40
      bądź dobrej myśli. Zazwyczaj w grudniu mniej się szuka pracowników. Od stycznia
      powinno ruszyć. Rok zakończony, można zaczynać od początku.smile
    • gaja78 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 18:32
      Trzymam kciuki żeby wszystko ułożyło się w miarę szybko.

      W razie kryzysu można chyba sprzedać jedno mieszkanie, zostanie jeden kredyt do
      spłacania.
      • roksanaa22 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 19:07
        Mieliśmy tak kiedyśsad

        Super wszystko się nam układalo.Mąż zaczął dobrze płatną pracę w
        Niemczech.Zdecydowaliśmy się na drugie dziecko i bach...

        Mąż przyjechał na tydzień do domu i złamał obojczyk dzień przed
        wyjazdem do pracy.Środków zero,dziecko w drodze.Uffff...
        Daliśmy radę-wy też daciesmile))
    • rotera Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 21:43
      zycze jak najlepiej

      tylko nie daj sie wpedzic w myslenie gdybanie, albo bezmozgie
      wpatrywanie sie w sciane,
      policz z kartka w reku
      zaloz tez najgorsze opcje
      moze warto juz dac ogloszenie o sprzedazy mieszkania i wprowdzic sie
      w beton, sprzedaz moze potwac chwile a moze i pare miesiecy, moze
      maz znajdzie prace, tamto sie wykonczy, a to akurat sprzeda, a jakby
      nie to jeden kłopot odpadnie
      no i zobacz umowe kredytowa, masz tam klauzule o zawieszeniu kredytu?
      nie wiem czy warto, ale moze warto zawiesic kredyt na np 3 mies

      <jestem zdołowana, ale jeszcze ciągnę, mąż nie
      > śpi po nocach, mało je i ...nie wiem co będzie dalej>
      przytul go moco, scisnij reke, potrzebujecie siebie bardzo, ale on
      pewnie cierpi bardziej

      trzymam kciuki, powodzenia
      • 21aga1 Dzięki za praktyczne rady... 06.12.07, 11:46
        Sprawa za sprzedażą pierwszego mieszkania nie jest taka prosta, nie
        chce wchodzić w szczegóły prawne, ale trudno by było nam je sprzedać
        w tej chwili, mimo że ta sprzedaż w 100% albo i z nadwyżką spłaciła
        by nam nowe dużo większe mieszkanie, także jak coś to sprzedaż
        nowego, ale to już najbardziej czarny scenariusz... (kredyt możemy
        zawiesić na 6 mies. ale to chyba już tylko w sytuacji szukania
        nowego nabywcy). Jeszcze nie jest nasza sytuacja tragiczna, tylko ta
        niepewność, my zawsze w życiu ryzykujemy ale i mamy pewne pokrycie
        na to ryzyko i tu raptem część jego się urywa...W razie problemów
        napiszę o powrót z wychowawczego i tak mnie zwolnią, ale mam 3 mies.
        wypowiedzenia i moja pensja coś też pomoże (bo moja to 50% pensji
        męża..)

        • rotera Re: Dzięki za praktyczne rady... 06.12.07, 14:22
          <Sprawa za sprzedażą pierwszego mieszkania nie jest taka prosta,
          nie chce wchodzić w szczegóły prawne, ale trudno by było nam je
          sprzedać w tej chwili, mimo że ta sprzedaż w 100% albo i z nadwyżką
          spłaciła by nam nowe dużo większe mieszkanie>


          no ale tak czy siak, czy maz znajdzie prace w miesiac czy w trzy to
          jak rozumiem kupiliscie wieksze, bo chcecie sie tam przeprowadzic,
          wiec moze warto sie zakrecic nad tymi sprawami prawnymi, macie teraz
          duzo czasu, a za duuuzo czasu i brak zajec zle wplywa na psyche,
          wiec polatanie nad sprawami prawnymi i powpienianie sie na urzedy
          jak mysle w znacznym stoniu zajmie mozg i oderwie od myslenia
          a tak czy siak to bedzicie to przeciez zalatwiac no nie?
          popatrz na to tak, a jak znajdziecie oboje prace, wszystko bedzie
          cacy, a nie bedzie czasu wcale na zalatwianie, bo w nowej pracy tak
          szybko wolnego nie wezmiecie...
          a i tak sie przyda na przyszlosc to wyprostowac, wiec czemu nie
          zajac sie czyms pozytecznym...
          ja jak mam dola przekopuje dzialke i wywracam skalniaki dogory
          nogami pomaga jak cholera, wiec ide w analogie
          powodzenia
        • rotera Re: powrot po wychowawczym 06.12.07, 14:25
          <napiszę o powrót z wychowawczego i tak mnie zwolnią, ale mam 3
          mies. wypowiedzenia>

          poczekaj...trza sie dowiedziec, bo cos sie w prawie pozmieniało i
          chyba przez pół roku nie mozna zwolnic kobiety po powrocie, tylko
          nie wiem czy z macierzynskiego czy z wychowawczego
    • wieczna-gosia Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 22:02
      tez tak mamy od listopada- praca miala wypalic nie wypalila- niby plan minimum
      ulozony i nie zginiemy, ale znosze to fatalniesad Maz tez pracowal na
      kierowniczym stanowisku i tutaj wbrew pozorom wcale nie tak latwo- na wiekszosci
      rozmow slyszy ze kwalifikacje ma za wysokie sad
      Teraz niby mialo co wypalic i tkwimy w zawieszeniu- headhunter mowi ze firma nie
      zakonczyla rekrutacji, ale twoerdzi ze maz sie podobal, sam maz z rozmowy
      wyszedl zadowolony- a tu drugi tydzien leci. naprawde jak go nie chca to mogliby
      cos powiedziec czlowiek by sie nie ludzil... tym bardziej ze praca fajna i
      rozwojowa, wiec facet chwyta sie nadziei ze jednak wypali....
      • demarta Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 05.12.07, 22:19
        oj, ja już od półtorej roku cierpię z powodu "za wysokich
        kwalifikacji". nikt mi nie chce uwierzyć, że z miłą chęcią
        poprzekładam papierki w dogodnych godzinach za najniższą krajową,
        byleby wyjść z domu do ludzi... aż już mam na siebie złość, że
        kiedyś miałam ambicje, bo mi to teraz tylko przeszkadza. no, nie
        tylko przeszkadza, wręcz czuję się totalnie bezużyteczna społecznie
        i cierpię z tego powodu okrutnie wierząc, że w końcu stanie się cud.

        a wracajac do wpisu samej autorki: nie załamuj się kobito, bo złe
        chwile w życiu pozwalają kiedyś dostrzec te dobre. dzisiaj jest tak
        źle, że wszystko co przed wami może być tylko lepsze. postaraj
        uzbroić się w cierpliwość a zobaczysz, że wszystko obróci się na
        waszą korzyść. trzymam za was kciukasy!!!
    • meathea Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 06.12.07, 00:25
      to sie podepne z uzalaniem....u nas tez kiepsko.maz sie wlasnie dowiedzial w
      firmie,ze podobno niewesolo.normalnie jakies porabane czasy.nigdy nie ma
      czlowiek pewnosci co do jutra,a kredyty sa i strasza niestety,koszmar jakis.
    • kajak75 Re: Mój zakręt życiowy - muszę się wygadać... 06.12.07, 10:55
      dolaczam sie do zyczen i nadzieji, ze wszystko sie ulozy.
      Na razie wez kartke i napisz sobie plan dzialania.
      Mieszkanie masz nie wykonczone, ale bedziesz miala dach nad glowa.
      Mieszknie, ktrego sie pozbywacie - tak jak mowia dzieczyny - juz teraz wystaw na
      sprzedaz, z dlugim terminem wyprowadzki.
      Teoretycznie praca fizyczna podnosi na duchusmile sprobuj juz teraz zaczac pakowac
      rzeczy, ktore wiesz, ze przez najblizszych kilka miesiecy nie beda potrzebne.
      Zbedne wystaw na allegro - kasa zadna, ale pozbedziesz sie gratow. Chodzi oto,
      abys czula sie, ze panujesz nad sytuacja i byla gotowa, jezeli trzeba sie bedzie
      szybko przeprowadzac.

      Kredyty - paptrz w umowy, czy mozesz zawiesic splate ktoregos na kilka miesiecy.
      Umow sie z doradca kredytowym czy oplaca wam sie skonsolidowac te kredyty.
      Jezeli nie umow sie z osoba odpowiedzialna za kredyty w twoim banku na rozmowe,
      aby nie dopuscic do sytuacji, ze bank zacznie was scigac z powodu zaleglosci.
    • nisar Aga!!! 06.12.07, 11:04
      Dawaj cv męża na maila: rekrutacja@vertano.com
      Dam Zarządowi, a nuż coś się wyklaruje?
      Czy mąż ma licencję zarządcy?
      • 21aga1 Dzięki nisar 06.12.07, 11:39
        Niestety nie ma licencji zarządcy, stoi trochę niżej w hierarchii
        (podlega zarządcy - którym zawsze do tej firmy była osoba z innej
        firmy <administrującej i wynajmującej "techniczną">wink, ale zaraz
        wyślę...a nuż. On jest specjalistą od wszelkich spraw technicznych
        na budynku
    • gaja78 Ubezpieczenie od utraty pracy 07.12.07, 14:34
      głównego kredytobiorcy. Wiem że to kiepska rada dla osób, które już się w
      trudnej sytuacji znalazły. Ale na przyszłość - może ktoś z tego skorzysta.

      Od nas wymagał tego bank przy udzielaniu kredytu mieszkaniowego. Przez pierwszy
      rok ubezpieczenie płaciliśmy obowiązkowo. Teraz płacimy dobrowolnie. Wysokości
      składki ubezpieczeniowej to jakiś nieduży procent od kwoty kredytu (pomiędzy 100
      a 200 zł przy kredycie 150 tyś.).
      W razie utraty pracy przez małżonka (którego to dochody stanowiły istotną
      większość gdy braliśmy kredyt) firma ubezpieczeniowa spłaca za nas przez rok
      prawie całe raty kredytu. Prawie całe - bo odpowiednio do udziału jaki stanowił
      dochód męża w naszym budżecie domowym gdy udzielano nam kredytu.

      Czyli jeśli mąż przynosił 90% dochodu, to w razie utraty pracy firma
      ubezpieczeniowa spłaca 90% raty kredytu przez rok.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka