weaksoul
01.02.08, 12:03
To jest chyba jedyne miejsce, gdzie teraz mogę to jakoś z siebie
wyrzucić. Jeśli nie macie czasu,nie czytajcie. Musze to gdzieś
wylać. Wczoraj znowu chciałam to zrobić. Mam już nawet zaplanowane
jak i co. Nie wiem tylko gdzie,bo nie chce,żeby mąż mnie znalazł w
domu. Boję się. Bo nie chcę tego robić. Boję się,że przyjdzie taki
moment,że nie zapanuję nad sobą.
Jestem wykończona. Fizycznie i psychicznie. Zawsze byłam pogodna i
radosna. Kiedy urodziłam dziecko,wszystko zamieniło się w jeden
wielki stres i piekło. Boli mnie wszystko-
plecy,kregosłup,ręce,nogi,kolana. Nie mogę się schylać,nie mogę
kucać,klękać,normalnie się ruszać. Ale robię to. Robię to,bo nie mam
wyjscia. Cały dzień siedzę sama z dzieckiem w domu. Z
dzieckiem,które wymaga ciagłego biegania,ciagłej atencji,ciągłego
pilnowania. Z dzieckiem,które nie uśnie u nikogo innego na
rękach,które drze się w niebogłosy,kiedy nie widzi matki dłuzej niż
pół godziny. Które nie chce siedzieć w wózku i każe się nosić nawet
na spacerach. 24 godziny na dobę z dzieckiem. Uwiązana. Raz
wyszłam,zostawiając syna z ojcem. Po powrocie zastałam dziecko
zachrypnięte od płaczu. Poczułam się podle. Mąż wie o moich
problemach,nie raz mu mówiłam. Chce mi pomóc,ale nie umie. Nie wie
jak. Doszło do tego,że ostatnio błagałam go o pomoc,tak się
przestraszyłam. Byłam w drodze po sznurek...
Kiedy wrócił do domu,powiedział,że na pewno niedługo będzie lepiej i
zmienił temat. Zabolało. Mąz jest kochany,naprawdę. Ale nie umie
rozmawiać ze mną na ten temat. Nie umie mi pomóc. Zresztą dziwię mu
się,że jeszcze ze mną jest. Jestem okropna. Wyżywam się na nim,nic
mi się nie podoba,na nic mu nie pozwalam. Mówię mu tak przykre
rzeczy...nie panuje już nad słowami. Nie chce taka być. Kocham męża.
Rodzice mieszkają daleko. Teściowie w ogóle nam nie pomagają. Moi
rodzice tylko finansowo. Moja mama nie reaguje na mój płacz i
narzekanie.
Moja najlepsza przyjaciółka mieszka za granicą. Nasz kontakt jest
utrudniony,więc właściwie czuję się tak,jakby jej nie było.
Znajomi,koleżanki zawsze tylko mówią: Musimy się koniecznie umówić!
Zawdzwonię,to się jakoś spotkamy. Nikt mnie nie odwiedza. Tylko
obiecują. Nikt nie dzwoni,nie przychodzi do mnie.
Wiem,że powinnam iśc do lekarza, z moim ciałem i psychiką. Nie mam
kiedy. Nie mam nawet z kim na pół godziny dziecka zostawić. Mąz
pracuje do wieczora,więc odpada. A ja nie daję rady. Boli mnie całe
ciało,do tego stopnia,że wieczorami nie mogę zasnac z bólu i płaczę.
Mam dosc życia. Bardzo kocham mojego synka i męża. Dlatego nie wiem
co robić. Nie ufam już sobie. Kilka miesięcy temu kolega popełnił
samobójstwo,a ja myślę: „jak mu dobrze,chwila bólu i po
wszystkim...”.
Nie oczekuję,że ktoś mi tu pomoże,rozwiaże problemy. Mam cichą
nadzieję,że kiedy podzielę się tym wszystkim z innymi,to będzie mi
lżej...