Ech, wspominałyśmy dziś z przyjaciółką stare dobre czasy, kiedy
podczas spotkań towarzyskich grało się w różne gry zbiorowe, podczas
których rozwijało się wyobraźnię, logiczne myślenie bądź też można
się było zdrowo wyśmiać
Z karcianych pamiętam oczywiście pana, czyli ch.., w którego nigdy
nie lubiłam grać, podobnie jak tysiąca, nieśmiertelnego remika,
makao (uwielbiałam)i dupę biskupa (tu było najweselej).
Z towarzyskich to oczywiście w latach wcześniejszych Państwa i
Miasta (u goroli podobno nazywało się to Inteligencja - bez sensu,
jak to u goroli heheh), gra bez nazwy, która polegała na zgadywaniu,
jaką postać (fikcyjna lub nie) ma się na myśli - zadawało się
pytania, odpowiadało się "tak" lub "nie" i rewelacyjne zagadki.Jest
to np. historyjka z tajemniczym zakończeniem, zadaje się pytania i
trzeba dojść, dlaczego stało się to, co się stało - regularna
zgadywanka detektywistyczna, super, dwie jeszcze nawet pamiętam.
Przyjaciółka opowiadała mi jeszcze o grze w Mafię, ale dla mnie to
kosmos, nigdy o tym nie słyszałam. Jakaś gorolska gra
No i jeszcze kości, wcześniej Chińczyk (lub wersja Człowieku, nie
irytuj się), Monopol i Fortuna (pamiętacie, jaki to był szał?), a
już dużo później scrabble, które kocham do dziś.
Fajnie było, siedziało się w kupie, integrowało, było wesoło... To
se ne wrati...
A wy co pamiętacie?