Dodaj do ulubionych

Mój mąż, nasze dziecko i ja

IP: *.acn.waw.pl 27.08.03, 09:21
Mam problem, który leży jeszcze w mojej psychice, ale zapewne niedługo ujrzy
światło dzienne. Jestem mężatką od 3 lat, ale jeszcze nie mamy dzieci. I
szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy chcę je mieć z moim mężem. Nie, nie
chodzi o geny. Chodzi o to, że mój mąż jest starszy ode mnie o 5 lat. od
czasu ślubu bardzo się zmienił. Nadal jest czuły i troskliwy, ale na każdym
kroku daje mi do zrozumienia, że jestem głupiutka, niedojrzała (mam 28 lat),
leniwa, ze moje poglądy polityczne i społeczne są płyciutkie, że na niczym
się nie znam. Boję się, że w chwili, w której pojawi się dziecko, mąż i jego
matka będą mi ciągle zwracać uwagę,że robię coś nie tak: nie tak ubrałam,
nie tak powiedziałam, przeczytałam nie tę bajkę. Boję się, że dziecko
przejmie punkt widzenia ojca i za kilka lat nie będzie mnie słuchało, nie
będę dla niego żadnym autorytetem... Takie myślenie autentycznie nmie
paraliżuje, boję się zajść w ciążę, bo boję się, że będę pełnić rolę
kretynki do końca życia (a tak jestem przez rodzinę męża traktowana). Robię
właśnie doktorat, skończyłam różne kursy, piszę recenzje filmowe, robię
tłumaczenia, ale to nic, ponieważ jestem niezaradna życiowo i głupia, a
głupi ma zawsze szczęście - twierdzi mój mąż. Co wy zrobiłybyście na moim
miejscu?
Obserwuj wątek
    • Gość: abakus2 Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.03, 09:30
      Co drugi, co drugi głupi....
      W tym przypadku jesteś tym pierwszym. Miałaś pecha trafić na takiego
      intelektualnego męża. Proponuję uświadomić człowiekowi renesansu jaki
      jest płyciutki. Kto mieczem wojuje....
      A dziecko oceni cię sprawiedliwie, nie ulega jednak wątpliwości, że będzie
      to kosztem długiego czasu i twoich cierpień. Prawdziwą mądrość wykażesz jednak
      nie udowadniając na każdym kroku, że nie jesteś blondynką. Bądź ponad to.
      Powstaje pytanie, czy chcesz mieć dziecko z takim ojcem, czy ono chciałoby się
      wychować wsród takich rodziców.
      Rozwiązanie optymalne: tatuś reproduktor i papa...
      • Gość: Aska Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.pai.net.pl / 10.7.1.* 27.08.03, 10:20
        > Rozwiązanie optymalne: tatuś reproduktor i papa...

        Moim zdaniem to rozwiązanie akurat nie należy do optymalnych. Dlaczego z góry
        skazywać dziecko na brak taty? Jeśli już to rozstać się z niedoszłym tatusiem a
        dzidziusia spłodzić z mniej zakompleksionym mężczyzną, który się sprawdzi i
        jako ojciec i jako mąż.

        Porozmawiaj z nim, Izydo. Wyjaśnijcie sobie co Wam leży na sercu.
      • Gość: Eleonora Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: 217.96.29.* 27.08.03, 11:36
        tatus reproduktor i papa ... miły Boże! ... to przez takie jak Ty Feminizm jest
        skompromitowany
      • zanka albo pa i inny reproduktor 01.09.03, 22:38
        jestes na tyle mloda, ze zastanow sie dobrze.
    • benefit6 Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 10:02
      Myslę, ze powinnas się powaznie zastanowić czy Ty naprawdę kochasz swojego
      męża? Pięć lat to nie jest wielka różnica wieku i jego zachowanie wynika raczej
      z jego charakteru. Sama odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś szczęśliwa w tym
      związku bo mi się wydaje, że raczej nie. Porozmawiaj z mężem o tym jak się
      czujesz w jego rodzinie i jeżeli to nie pomoże to myślę, że powinniście się
      rozstać a nie ewentualnie krzywdzić dziecko swoim zachowaniem.
      Pozdrawiam
      • byhanya Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 10:27
        Powiem szczeze - bylam z takim czlowiekiem z jakim ty opisujesz (tez starszy).
        Mam z nim dzieci. Najwiekszy problem byl w tym, ze w koncu czulam sie jako
        rodzicielka JEGO dzieci. nie wazne co mowilam, tylko chodzilo o to zeby mial mu
        kto urodzic dzieci i je nanczyc. traktowak mnie doslownie jak au- paire.
        pozegnalam sie z nim - moze troche za pozno.
    • kokarda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 10:24
      Na twoim miejscu zostawilabym tego pana zanim przy nim zgnusnieje i uwierzysz ,
      ze jego opinia na temat swojej zony to prawda. Kurcze, ludzie, czy trzeba byc
      super-inteligentnym zeby byc szczesliwym? A jesli tak, to dlaczego ci super-
      inteligentni wybieraja sobie glupie (wg nich) zony?? Dla podniesienia swojego
      ego, ukryte kompleksy?
      Dziewczyno, szkoda zycia na marnowanie go z czlowiekiem, ktory ma cie za nic,
      po co sie meczyc? jak mozna w ogole tak zyc? Nie mowiac w ogole o dziecku!

      A moze troche przesadzilas w tym poscie, taka mam nadzieje...
    • Gość: Iza Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.introl.pl 27.08.03, 11:14
      A ja mam wrażenie, że sama nie jesteś pewna swojej wartości, więc jak inni
      mają w nią uwierzyć. Ciągle starasz się coś udowodnić (kursy, studia
      doktoranckie etc.), a żeby być wartościowym człowiekiem, dobrym, mądrym wcale
      nie trzeba mieć tego wszystkiego, bo znam ludzi z przeciętnym wykształceniem,
      których rad chętnie wysłucham, których cenię i im ufam.

      Więcej pewności siebie, jesteś wrażliwa, mądra, pokaż innym swoją wartość. Nie
      pozwól się ciągle krytykować ("kłamstwo powtórzone po tysiąckroć staje się
      prawdą"), ani mężowi, ani jego rodzinie, bo sama zaczynasz mieć wątpliwości.
      Jeśli raz czy drugi się postawisz, w końcu wywołasz burzę. Do tego stanowcza
      rozmowa z mężem, że nie jesteś w stanie dłużej tolerować takiej sytuacji
      (chyba, że jesteś). Jeśli chcesz ratować ten związek to może nawet przyda się
      rozmowa z jakimś terapeutą. Ja na dziecko zdecydowałabym się dopiero jeśli
      uregulujecie swoje sprawy, jeśli się nie uda, masz szansę ułożyć sobie życie z
      innym mądrym facetem. Dziecko jest szczęśliwe jeśli i rodzice są szczęśliwi.
      Teraz decydując się na rozstanie ranicie siebie, potem także i dziecko.
    • Gość: Lenka Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: 217.96.29.* 27.08.03, 11:40
      Jesli sama wierzysz w swoja wartość to nikt Ci jej nie odbierze. Weź tez pod
      uwagę, że Twoja rola i znaczenie po urodzeniu dziecka gdy staniesz się matką
      bardzo, bardzo wzrosną. Wierz mi, przeżyłam juz 40 lat, że wbrew opiniom
      lansowanym przez feministki wartość kobiety (i mężczyzny) w społeczeństwie i
      rodzinie zależy także od tego czy ma dziecko.
    • monikamurray Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 17:20
      Oprocz tego, ze maz jest starszy od Ciebie, nic innego o nim nie piszesz. Np.
      czym sie zajmuje...
      Nie wiem czy mam racje, ale mam wrazenie, ze on nie ma nawet polowy Twojej
      wiedzy, wyksztalcenia i kursow i tu go bardzo boli. Tak bardzo, ze musi sobie
      za kazdym razem udowadniac, ze jest lepszy od Ciebie, a robi to po najmniejszej
      lini oporu: ponizajac Ciebie. I to nic dobrego na przyszlosc nie wrozy.
      Szczegolnie, kiedy mysli sie o dzieciach. Wiec zanim zdecydujesz sie na
      dziecko, zastanow sie, czy na pewno z nim...
      Z Twojego postu wynika, ze mieszkasz blisko rodziny swojego meza, ktora chyba
      za bardzo Cie nie lubi (ludzka zazdrosc?). Czyzby maz byl jedynakiem, nad
      ktorym ciagle rozciagniete sa troskliwe skrzydelka mamusi?? Bo jesli tak, to
      nie zazdroszcze...Rozwiazaniem moze byc przeprowadzka na drugi koniec Polskismile)
      Bo jesli tesciowa juz teraz bardzo sie wtraca i nastawia meza przeciw Tobie,
      kiedy pojawi sie dziecko na pewno nie bedzie Ci latwiej...

      Wiele w zyciu osiagnelas i nie pozwol sobie tego odebrac...Najblizsza rodzina
      powinna stac za Toba murem, kochac i wspierac, a nie upokazac i ponizac.

      Od tego ma sie wrogow...
    • Gość: Izyda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.acn.waw.pl 27.08.03, 18:38
      Kochane, dziękuję wam z wszystkie posty, które niestety utwierdzają mnie w
      przekonaniu, że powinnam się z mężem rozstać... Napiszę trochę o nim: jest
      wykształcony i mądry, wyszłam za niego, bo czułam się przy nim bezpiecznie. Na
      początku czułam, że trzyma za mnie kciuki, że podziwia za to,że daję sobie
      radę na trudnym kierunku, chwalił się mną przed rodziną i znajomymi. A po
      ślubie - szkoda gadać: jest wściekły, jak nie ma obiadu (bo ja np. mam egzamin
      i nie zdążyłam), kiedy muszę wyjechać na badania albo konferencję. Pomniejsza
      wartość mojej pracy, a np. błahostki typu niepozmywane naczynia urastają do
      rangi problemu. On sam nic nie robi w domu. Nie jest jedynakiem, ma młodszą
      siostrę, która jest od niego znacznie młodsza i złośliwa w stosunku do mnie,
      naśmiewa się ze nmie, że pochodzę z biednej rodziny i nie stać mnie na super
      prezent dla niej (każe sobie kupować markowe ciuchy albo kosmetyki, nie
      schodzi poniżej Clinique). Matka męża lubi mnie, ale czasem rzuca uwagi typu:
      ale się ubrała, na wieś jedziesz"? Nie wiem, co jest rzeczywistością - mój mąż
      sprzed ślubu, czy ten człowiek, który potrafi mnie wyśmiać przy znajomych, że
      przypaliłam jajecznicę i musiał w pracy prosić panią Zosię o kanapkę. Dodam,
      że większość moich znajomych nie lubi go, a koleżanka na wieść o ślubie
      powiedziała, że nie mam dla siebie szacunku. Łącznie jesteśmy ze sobą już 7
      lat, sama nie wiem, czy odważę się zerwać ten związek... No i, jako
      doktorantka, naprawdę niewiele zarabiam, nie mogę liczyć na pomoc rodziny, nie
      wiem, gdzie bym zamieszkała z tymi moimi wszystkimi papierami i próbkami...
      Dziękuję za wsparcie, poradżcie coś jeszcze, jakie się podejmuje kroki przy
      rozstaniu? Nie tylko prawne, ale też psychiczne? Dodam, że od roku cierpię na
      depresję, ale nie mam pieniędzy na leki i terapię... Chcę coś zmienić, ale
      tylko siedzę i ryczę...
      • kokarda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 19:56
        Izoldo,
        Nie wiem czego sie spodziewasz, ale forum nie zastapi ci fachowej pomocy,
        ktorej niewatpliwie potrzebujesz, zglos sie do specjalisty. Masz powazny
        problem natury psychicznej, ktory jest niemozliwy do przeanalizowania, przez
        przypadkowo pojawiajace sie tutaj osoby, ktore cie nie znaja. W zwiazku z tym
        ze kazdy ocenia po sobie, mnie w glowie nie miesci sie, ze sama moglabym tkwic
        w takim zwiazku, dlatego jedyne co nasuwa mi sie na mysl, to ze stroisz sobie
        zarty... i z gory przepraszam, jesli sie myle, ale trudno mi sobie wyobrazic
        doktorantke, osobe aktywna, majaca przyjaciol, mloda.. z takimi destrukcyjnymi
        myslami, a jednoczesnie planami powieszania rodziny!
        Pozdrawiam
        • Gość: Izyda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.acn.waw.pl 27.08.03, 20:31
          Rozumiem Cię doskonale, nikomu by do głowy nie przyszło, że osoba taka jak ja
          mogłaby się dać tak stłamsić. Ja też siebie nie poznaję. Gdybym jeszcze kilka
          lat temu zobaczyła siebie z przyszłości, uciekłabym jak najdalej od mojego
          jescze nie-męża. Niestety, jedna z dziewczyn pisała, że kłamstwo powtarzane po
          stokroć staje się prawdą. Ja naprawdę mam problemy ze sobą, a pogłębia je
          fakt, że mam świadomość przemijającego czasu. Zawsze marzyłam o dziecku, o
          tym, że pokażę mu świat, nauczę kochać przyrodę i książki, będę patrzeć, jak
          się rozwija i pomagać w trudnych chwilach. A w tej sytuacji nie wiem, czy
          będzie mi to dane. Nie jestem feministką, nie chcę "fundować" sobie dziecka,
          bo przecież dziecko ma prawo do pełnej rodziny, do taty i mamy, i nie ma być
          środkiem do zaspokojenia mojego instynktu. Nie wiem, czy znajdę faceta, który
          będzie na tyle dobry i czuły, żebym mu zaufała. Poznaję mnóstwo facetów, ale
          każdy z nich wydaje mi się pustym egoistą, który myśli tylko o zaspokojeniu
          swego ego. Mój mąż taki nie był, dlatego mu zaufałam. A jeśli znowu trafię na
          jakiegoś popaprańca? Boję się, że przez całe życie będę się tak bujać w
          beznadziejnych związkach, bez normalnej rodziny, nieszczęśliwa...
          • Gość: ab Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.03, 08:49
            Pewnie, ze sie boisz, bo masz depresje. Jestem w szczerej pogardzie
            dla modnej ostatnio amerykanskofobicznej psychoziy na psychologow, ale
            moze w twoim przypadku cos by to dalo. Uwazam, ze czlowiekowi nikt nie pomoze,
            jak on sam sobie nie pomoze. Uswiadom to sobie, przemysl na zimno, podejmij
            decyzje, i rozplanuj polityke postepowania na dluzszy czas. Moze nawet kilka
            lat. Moze cynicznie skoncz doktorat u boku meza skoro nie masz dokad pojsc.
            Na 100% ulozysz sobie zycie, bedziesz sie jeszcze smiac, zobaczysz, tylko
            dzialaj. Nie mozesz sie kulic i czekac na kolejne kopniecie. Uwiez mi....
            Zycze sily i wytrwalosci
            • zanka Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 01.09.03, 22:40
              a skad te przypuszczenia, ze ma depresje. ma powazny problem i tyle..
          • Gość: Iza Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.introl.pl 28.08.03, 09:14
            Tkwiłam w nieudanym związku przez ponad 5 lat więc jestem w stanie Cię
            zrozumieć (na szczęście nie mieliśmy ślubu), ciągle coś "przeszkadzało"
            zerwać, a to jego obrona pracy magisterskiej (moje usprawiedliwienie -
            przecież nie zrobię mu tego w takim czasie), za dwa lata moja obrona, mój wiek
            (gdzie ja teraz znajdę porządnego wolnego faceta?), wspólni znajomi, obawa czy
            nie marnuję życia, przecież bardzo chciałam mieć rodzinę i dzieci itd. W końcu
            skończyłam studia, znalazłam dobrą pracę i zdecydowałam, że tak dalej być nie
            może, nim zaczęłam pracę zerwałam to co nieudane. I rozpoczęłam nowe życie.
            Poznałam wspaniałego faceta od 5 lat mojego męża. Mam dziecko i jestem
            naprawdę szczęśliwa. Mam to czego zawsze chciałam - szczęśliwą rodzinę. Tamta
            decyzja była jedną z lepszych w moim życiu (najlepszą było wyjście za mojego
            męża i decyzja o powiększeniu rodziny). Dlatego odwagi. Sama musisz zdecydować
            czy tkwić w czymś nieudanym czy zdecydować się na odejście, żaden terapeuta
            nie powie Ci co masz robić, bo to Ty będziesz ponosić konsekwencje swojej
            decyzji i nie będziesz mogła jej "reklamować". Terapueta może pomóc zrozumieć
            Ci co czujesz. Jesteś młoda, wszystko przed Tobą. Nie poddawaj się depresji,
            walcz o swoje szczęście.
            • kokarda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 28.08.03, 13:25
              Gość portalu: Iza napisał(a):
              żaden terapeuta
              > nie powie Ci co masz robić, bo to Ty będziesz ponosić konsekwencje swojej
              > decyzji i nie będziesz mogła jej "reklamować". Terapueta może pomóc zrozumieć
              > Ci co czujesz. Jesteś młoda, wszystko przed Tobą. Nie poddawaj się depresji,
              > walcz o swoje szczęście.

              oczywiscie, ze terapeuta nie powie co robic zeby byc szczesliwym, ale kochana,
              widze ze nie masz pojecia co to jest depresja. Chandra to jedno, a nieleczona
              depresja moze zrobic wiele szkody, wiem o czym mowie, bo bliska mi osoba przez
              lata nie dala sie namowic na leczenie, czego skutki staly sie fatalne nie tylko
              dla niej. Tu nie chodzi o wlasne widzimisie, depresja to choroba, ktora sie
              leczy, szczegolnie jesli atakuje mloda osobe. I nie da sie powiedziec
              sobie "nie poddawaj sie depresji", bo to po prostu NIE DZIALA, osoba w depresji
              nie jest w stanie sama sobie pomoc.
              • Gość: Iza do kokardy IP: *.introl.pl 28.08.03, 15:21
                kokarda napisała:

                > Gość portalu: Iza napisał(a):
                > żaden terapeuta
                > > nie powie Ci co masz robić, bo to Ty będziesz ponosić konsekwencje swojej
                > > decyzji i nie będziesz mogła jej "reklamować". Terapueta może pomóc zrozum
                > ieć
                > > Ci co czujesz. Jesteś młoda, wszystko przed Tobą. Nie poddawaj się depresj
                > i,
                > > walcz o swoje szczęście.
                >
                > oczywiscie, ze terapeuta nie powie co robic zeby byc szczesliwym, ale
                kochana,
                > widze ze nie masz pojecia co to jest depresja. Chandra to jedno, a
                nieleczona
                > depresja moze zrobic wiele szkody, wiem o czym mowie, bo bliska mi osoba
                przez
                > lata nie dala sie namowic na leczenie, czego skutki staly sie fatalne nie
                tylko
                >
                > dla niej. Tu nie chodzi o wlasne widzimisie, depresja to choroba, ktora sie
                > leczy, szczegolnie jesli atakuje mloda osobe. I nie da sie powiedziec
                > sobie "nie poddawaj sie depresji", bo to po prostu NIE DZIALA, osoba w
                depresji
                >
                > nie jest w stanie sama sobie pomoc.

                Kokardo napisałam nawet dwukrotnie, że wizyta u terapeuty jest jak najbardziej
                wskazana (w moim pierwszym poście: "Jeśli chcesz ratować ten związek to może
                nawet przyda się rozmowa z jakimś terapeutą", oraz w drugim, cytowanym przez
                Ciebie w oderwaniu od całości, że wprawdzie terapeuta nie podejmie decyzji,
                ale: "Terapeuta może pomóc zrozumieć Ci co czujesz"). Nie bagatelizowałabym
                depresji, więc nie rozumiem skąd ten atak na mą osobę? Mam nadzieję, że
                przypadkowy i wynikający z nie doczytania moich wypowiedzi.

                Pozdrawiam
                Iza
                • kokarda Re: do kokardy 28.08.03, 16:21
                  Izo,
                  Odnosilam sie jedynie do twojej ostatniej wypowiedzi, jesli przeoczylam
                  poprzednie, bedace zaprzeczeniem ostatniej i zle zrozumialam twoje intencje to
                  przepraszam.
          • kokarda Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 28.08.03, 13:36
            Izydo,
            Klamstwo powtarzane po stokroc nie staje sie prawda, ale jedynie sprawia, ze
            ludziom wydaje sie ze to prawda, ludzie zaczynaja wierzyc ze to prawda, nawet
            jesli to nadal klamstwo.
            Piszesz, ze nie masz pewnosci, ze znajdziesz faceta, ktoremu moglabys zaufac..
            Fakt, nie masz pewnosci i nikt ci jej nie zapewni. Ale ja zapytam - jaka
            pewnosc masz, ze twoje zycie z czlowiekiem jakiego opisalas bedzie szczesliwe?
            Jest tu wrecz odwrotna pewnosc - pewne jest, ze daleko tu do szczescia. Nie
            chcesz trafic ZNOWU na jakiegos popapranca, ale JESTES Z popaprancem! Boisz sie
            bujania w beznadziejnych zwiazkach podczas gdy w takowym sie bujasz! Masz obawy
            ze nie zdolasz zalozyc normalnej rodziny podczas gdy zakladanie rodziny z
            obecnym mezem wydaje sie w twojej sytuacji skazaniem sie na dozgonna udreke nie
            tylko swoja..
            Wniosek nasuwa sie sam, wszelkie zmiany doprowadzilyby do poprawy twojej
            sytuacji.
          • Gość: marianna Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: 217.17.46.* 28.08.03, 13:46
            Dziewczyno! Nie marnuj sobie życia! jeszcze mozesz trafić na odpowiednią osobę,
            a jeśli nie to też można sobie życie ułożyć na swój sposób -mąż i rodzina to
            nie jest panaceum na szczęście, chociaż w moim przypadku tak jest. Jesteś
            bardzo młoda i życia nie powtórzysz! Pewnie, że nie będzie Ci łatwo, ale może
            okazać się, że wiele ludzi wyciągnie do Ciebie pomocną dłoń, jeśli wyrwiesz się
            z tej traumy, bo być może teraz oni stoją z boku i Ci tylko współczują. Rodzinę
            męża olej całkowicie!
            trzymaj się
          • Gość: ika Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.03, 03:18
            ja zafundowalam sobie dziecko z takie partnerem. co z tego wyszło ostatnio
            wyplakalam na forum wegetarianizm w wątku: dziecko pół-wegetariańskie. Tak
            naprawdę wątek powinien być tutaj , bo opisuję tam problemy jakie mam z moim
            bylym partnerem i jego rodziną i cała naszą historię po krótce.

            Byłam osobą bardzo spełnioną, realizującą się i szczęśliwą, gdy wchodziłam w
            ten związek. Wyszłam z niego z poczuciem, ze do niczego się nie nadaję, jako
            zona, matka, gospodyni, kobieta,ze nie mam nic do zaoferowania pracodawcy
            etc... sama sie na to godziłam. sama sobie zafundowałam. ja miałam depresję
            wcale nie poporodową, choc juz po porodzie- plakalam calymi dniami.

            mam namiary na wspaniałego terapeutę, jesli jestes z Warszawy. W niewiarygodnym
            tempie wyleczylam sie, juz po rozstaniu, z takiego myslenia. Choc moze nie do
            konca- do niektorych rzeczy dochodze dopeiro teraz, co widac w moich postach.
            wciaz przesadzam z dobra wola w imie dobra dziecka, ktore potrzebuje wszak ojca
            i dziadkow.

            nie moge poweidziec, ze zaluje- mam cudowne dziecko. ale poki jeszcze go nie
            masz- mozesz zadbac o to, by dzieci Twoje, gdy juz sie na nie zdecydujesz,
            wzrastały w poczuciu, ze kazdy zasluguje na szacunek, mama tez.

            dziecko to najwieksza odpowiedzialnosc i najwieksze misterium, nie warto
            przezywac tego wszystkiego nie mając komfortu do przezywania tego w radosci i
            uniesieniu i spokoju wewnetrznym. Na dziecku bardzo odbijaja sie nasze stany,
            przekonanie mamy o tym, ze jest do niczego, wpajane jej przez innych to nie
            jest to, czego mu najbardziej potrzeba....
    • monikamurray Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 27.08.03, 20:25
      Tez kiedys bylam w depresji, wiec wiem jakie to straszne...
      Nie znajac dokladnie sytaucji trudno jest poradzic cos konkretnego.

      Ale jedna rzecz przyszla mi do glowy od razu: jako doktorantka, mysle, ze
      moglabys sie ubiegac o jakies stypendium za granica, co by przynajmniej
      czesciowo rozwiazalo Twoje problemy finansowe i dalo mozliwosc spojrzenia na
      wszystko z dystansu...

      Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie
      Jakbys chciala pogadac, moj numer gadugadu 1727301
    • sdomitrz Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 29.08.03, 10:31
      Po urodzeniu dziecka nawet najlepiej żyjące małżeństwa przeżywają kryzys.
      Nie chcę Cię martwić, ale chyba nie trzeba się wiązać z takim człowiekiem -
      zawsze będzie tak, jak napisałaś.
      Trzeba poważnie się zostanowić na wspólną przyszłością i przerwać więzy
      jeszcze przed urodzeniem dziecka. Inaczej zepsujesz sobie życie..
      Zostanów się... Mam podobną sytuację... i 2-letnie dziecko, dlatego wiem, co
      mówię....
      • Gość: Ela Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.08.03, 15:11
        Moja poprzedniczka (i wiele wcześniejszych) ma rację!
        Ja odeszłam kiedy maluszek miał 2 lata, tez z obawami o przyszłość, bo nie mam
        mieszkania (a mąż został w swoim).
        Jakoś daję radę.
        Uwierz w siebie, wszystko jest możliwe. TYLKO ZRÓB TO KONIECZNIE ZANIM
        ZOSTANIESZ MATKĄ. Potem jest o wiele trudniej, bo patrzysz jeszcze na
        boguduchawinną istotkę i martwisz się o jego przyszłość. Wtedy jest ci trudno
        za siebie i za nie..

        Odwagi...

        smile
        e.
        • zanka Nareszcie ktos madrze odpowiada 01.09.03, 22:45
          to do poprzedniczek- kokardki itp.
          Przestancie jej wmawiac depresje. Kobieta ma problem, ktory mozna bardzo latwo
          rozwiazaC- OPUSCIC MEZA. CIESZ SIE, ZE nie masz dziecka. wiekiem sie nie
          przejmuj. jest duzo dziewczyn po trzydziestce na etapie poszukiwania ojca dla
          dziecka.
    • Gość: Nieznany Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.kosnet.pl / 10.104.2.* 02.09.03, 22:44
      Nie przejmuj się mężem dziecko jest ponad wszystkim a zrozumiesz to dopiero
      wtedy kiedy będziesz w ciąży. To jest własnie prawdziwy cel zycia a twój mąż
      jest tylko kwiatkiem do kożucha. Trzymaj się .
      • Gość: ewcia Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.csfb.com 03.09.03, 14:18
        Gość portalu: Nieznany napisał(a):
        > Nie przejmuj się mężem dziecko jest ponad wszystkim a zrozumiesz to dopiero
        > wtedy kiedy będziesz w ciąży. To jest własnie prawdziwy cel zycia a twój mąż
        > jest tylko kwiatkiem do kożucha. Trzymaj się .

        Tylko miejmy nadzieje, ze nie z tym mezem!! Porozmawiaj z nim powaznie,
        daj mu szanse, a jak nic sie nie zmieni, to uciekaj dziewczyno od niego
        i jego rodziny gdzie pieprz rosnie!!
        Nie daj sobie wmowic, ze jestes bezwartosciowa i ze nigdy nikogo nie
        znajdziesz. Nie ma gorszych powodow do bycia z kims niz te dwa.
        I nie unieszczesliwiaj siebie i ewentualnego dziecka przez trwanie
        w takim zatrutym zwiazku. Ciesz sie, ze nie masz jeszcze dzieci,
        bo to zawsze mniej komplikacji.
        Zycze sily do podjecia decyzji i wytrwalosci.
    • nowytor Takie są skutki mezaliansów, bo 03.09.03, 22:28
      nie ulega wątpliwości, że słoma wyłazi Ci z butów. Lub...
      jest to zwykłe podpuszczanie reszty głupich bab.
      Twoja teściowa powiedziała: "Ale się ubrała. Na wieś się
      wybiera." - czy coś w tym rodzaju.
      Jeżeli podpuszczasz, to gratulacje, jeżeli nie to...
      Nowy
      • Gość: ewcia Re: Takie są skutki mezaliansów, bo IP: *.csfb.com 04.09.03, 10:52
        > nie ulega wątpliwości, że słoma wyłazi Ci z butów. Lub...
        > jest to zwykłe podpuszczanie reszty głupich bab.
        > Twoja teściowa powiedziała: "Ale się ubrała. Na wieś się
        > wybiera." - czy coś w tym rodzaju.
        > Jeżeli podpuszczasz, to gratulacje, jeżeli nie to...
        > Nowy

        He, he, ta sloma to chyba tej tesciowej z butow wylazi.
        Takich rzeczy nie mowia i tak nie traktuja innych ludzie
        kulturalni. Wybacz, ale Twoj post jest zupelnie nie na
        miejscu.
    • mamakuba UCIEKAJ !!!!!!!! 11.09.03, 11:41
      Dziewczyno,
      Uciekaj póki nie masz dziecka. Juz nie bedzie lepiej. Dziecko to obowiązek na
      całe życie jak sie za dwa lata zorientujesz ze zyjesz w niezrozumieniu bedzie
      za późno . Dziecko nie jest niczemu winne, czy odbierzesz mu ojca bo jestes
      nieszczęśliwa? Zrób to teraz zacznij zyć! Nie rób krzywdy dziecku!
      pozdrawiam,
      mamakuba
    • sanis Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 18.09.03, 18:48
      Tak, uciekaj czym prędzej. Gdyby cię NAPRAWDĘ kochał, nie robiłby takich
      zjadliwych uwag w stosunku do Ciebie. Jesteś dla niego poprostu za mądra, a
      zakompleksieni mężczyźni boją się inteligentnych kobiet (z całym szacunkiem
      dla normalnych mężczyzn). Radzę się jak najprędzej się odkochać i znaleźć
      kogoś, kto zaakceptuje ciebie całą, taka jaka jesteś.
      Jestem pewna, że podejmiesz słuszna decyzję i zyczę Ci jak najlepiej.

      Powodzenia
      • oralhella Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja 21.09.03, 03:27
        Na czym to stanelo?Uciekla czy nie?Chyba uciekla bo Jej nie ma.
    • Gość: julia Re: Mój mąż, nasze dziecko i ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 11:16
      Słusznie się bojsz. Takie zachowanie podwarza autorytet drugiej osoby. Dziecko
      nie bedzie w stanie traktować Cię tak jak byś chciala.
      Skoro ojsiec na każdym kroku podkreśla,że jesteś glupiutka i nic nie wiesz to
      trudno by dziecko podchodziło do Ciebie inaczej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka