Dodaj do ulubionych

"Umierać po ludzku"

13.04.08, 10:29
Całkiem niedawno czytałam, że Paul McCartney do końca ukrywał przed
swoją żoną Lindą, wiedzę na temat jej ciężkiego stanu i zbliżającej
się śmierci. Ostatnie miesiące swojego zycia ta kobieta spędziła
łudząc sie, że zdrowieje..i tak sobie myślę, czy umierać po ludzku
to nie czasami umierać jednak będąc świadomym swojego stanu?

Kazdy z nas powinien mieć chyba szansę, aby spróbować dokończyć
sprawy, które wymagają dokończenia, wybaczyć, poprosić o wybaczenie-
a czasami bardzo trudno zabrać się do czegoś ważnego, żyjąc w
przekonaniu, że ma się jeszcze na to dużo czasu.....Z drugiej
strony, świadomość zbliżającej się śmierci może zatruć te ostatnie
miesiące i odebrać jakąkolwiek radość, sprawiając, że człowiek tylko
czeka....

Mówić więc, czy nie? A Wy, chciałbyście wiedzieć? Bo ja tak.
Współczuję jednak tym, którzy muszą podjąć decyzję o uświadomieniu
swoich bliskich czy też zachowaniu wszystkiego w tajemnicy....
Obserwuj wątek
    • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:37
      Zgadzam się z Tobą

      Każdy człowiek ma prawo do tego by wiedzieć,że zbliża sie jego
      godzina, by przygotować się do śmierci. Uważam,że zatajanie prawdy o
      stanie zdrowia i rychłym końcu jest niemoralne. To podłe oszustwo,
      które zmusza do obłudy i sztucznego wymuszonego zachowania także
      innych bliskich i ludzi z otoczenia umierającej osoby.
    • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:40
      mysle, ze to bardzo indywidualna sprawa...

      bo taka wiedza jednego zmobilizuje do działania...a innego zabije wczesniej

      nie wiem czy bym chciala wiedziec...na dzień zisiejszy raczej tak....
      ale nie wiem co lepsze umieranie w nieswiadomosci...z mysla, ze jutro bedziesz
      zdrowsza...czy wiedza , ze itak nic ci nie pomoze....
      • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:42
        nie odbierajcie ludziom nadziei...bo czasem nic innego im nie zostało....
        • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:44
          Nadzieja?
          Kłamstwo, Wyrafinowane oszustwo. W którym grają wszyscy bliscy i
          znajomi usmiechając się sztucznie...

          Nasze czasy nie uczą jak umierać, nie uczą że śmierć może być czymś
          dobrym. Stąd takie podejście
          • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:49
            gdyby nie było nadzieji ludzie by ie podejmowali zadnych działań...zadnej walki...
            mysle , ze nie mozna nadzieji porwnywac do kamstwa....bo nadzieja w moim
            mniemaniu to przekonanie, ze moze nastapic zmiana...
            to ten margines błedu...
            brak nadzieji, to ostateczne postawienie kropki nad i....znak stop...the end....
            a wzyciu wyrok to czesto the end...ale nie zawsze...
            cuda...choc zadko, ale sie zdarzaja...a dlaczego nie wierzyc , ze akurat mnie ..smile
            • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 10:53
              Człowiek ma prawo znać prawdę. Ma prawo podjąć walkę i mieć nadzieję
              lub poddać. Nie żyjemy dla innych-lecz dla siebie, dla siebie też
              umieramy.Gdybym miała możliwość wyboru nie chciałabym by moi bliscy
              zatailiu przede mną jak się sprawy mają i pozwalali łudzić się, że
              to nic groźnego
          • marianna72 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 13:30
            guderianka napisała:

            > Nadzieja?
            > Kłamstwo, Wyrafinowane oszustwo. W którym grają wszyscy bliscy i
            > znajomi usmiechając się sztucznie...

            > Tak ja to nazywa nadzieja.
            Najlatwiej walnosc szmata miedzy oczy i pozbyc sie ciezaru

            > Nasze czasy nie uczą jak umierać, nie uczą że śmierć może być
            czymś
            > dobrym. Stąd takie podejście

            Smierc nie jest czym dobrym zwlaszcza jesli sie umiera w
            cierpieniach , jest sie jeszcze w miare mlodym i bardzo sie chce zyc.
            Jezeli nadchodzi ze starosci mozna ja przyjac inaczej, jesli
            nadchodzi niespodziewanie kiedy mozna jeszcze zrobic tyle rzeczy i
            ma sie wole zycia to nie jest podarunek.
    • dirgone Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:03
      Myślę, ze wszystko zależy od charakteru człowieka. Niektórzy, tacy jak ja,
      chcieliby wiedzieć zawsze i wszystko. A inni, tacy jak mój dziadek, woleliby
      znać ogólny zarys, ale żadnych szczegółów.

      Mój dziadek ma raka - guza w odbycie. Nieoperacyjny, zresztą dziadek ma 97 lat,
      więc nawet gdyby był operacyjny, to i tak na to za późno.
      Dziadek o tym wie, zresztą nieprzyjemne skutki guza odczuwa. Jest na tyle stary,
      że może umrzeć każdego dnia, ale na tyle zdrowy (poza guzem) i silny, że na 100%
      w tym roku znowu posadzi kartofle i będzie koło nich chodził.
      Mama była z dziadkiem u lekarza półtora roku temu. Dziadek ma duże problemy ze
      słuchem, więc z lekarzem rozmawiała mama. Kiedy lekarz mówił o guzie "rak", to
      mama poprosiła, żeby ściszył trochę głos - dziadek wie, co to guz, ale słowa
      "rak" nie chce słyszeć. I co zrobił lekarz? Lekarz powiedział "To pani ojciec
      nie wie, że ma raka? Ależ musi wiedzieć! Panie K.! Czy pan wie, że ma RAKA?"
      Dziadek "Co?" A lekarz "No RAKA PAN MA! UMIERA PAN NA RAKA! I NIC SIE NIE DA
      ZROBIC Z TYM RAKIEM!"

      Przez następnych kilka tygodni dziadek płakał co noc, bał się zasnąć i nagle
      całe jego życie skupiło się wokół guza.
      Teraz ma się dobrze, bo udało mu się wytłumaczyć, że z tym rakiem może żyć
      jeszcze długo, ale samo poinformowanie go o tym w ten sposób odebrało mu kilka
      miesięcy życia.
      • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:06
        ale samo poinformowanie go o tym w ten sposób odebrało mu kilka
        > miesięcy życia.


        Myślę,że tu tkwi sedno sprawy. Człowiek powinien być informowany -
        ale w odpowiedni sposób
        • dirgone Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:12
          Akurat w tym przypadku mój dziadek nie chciał byc poinformowany w żaden sposób.
          Wie, że ma guza, ale nie chciał wiedzieć, czym ten guz jest. Zawsze taki był.
          Problem w tym, kto ma podjąć decyzję o tym, czy pacjenta poinformować, czy nie
          poinformować - lekarz, który pacjenta zna tylko z opisu choroby, czy rodzina,
          która chorego zna dobrze, ale patrząc przez pryzmat własnych odczuć może nie
          chcieć go obciążać tą wiedzą.
          • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:15
            Wydaje mi sie, ze w Polsce lekarz ma obowiazek powiedziec prawde
            pacjentowi. Od paru lat jest taki wymog.
          • maga_luisa Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 23:04
            Decyzję podejmuje pacjent. Czasem nie bezpośrednio, ale tylkoo ma do tego prawo.
            A opisany lekarz zachował się skandalicznie, nieprofesjonalnie i nieetycznie.
        • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:13
          Człowiek powinien być informowany -
          > ale w odpowiedni sposób

          czyli? jak mozna odpowiednio poinformowac, ze ktos umiera, ze to
          koniec i nastepnym etapem jest wieko od trumny?
          • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:21
            mozna tak....

            Mąż został wezwany do szpitala, bo jego żona miała wypadek samochodowy.
            Zdenerwowany czeka na lekarza, wreszcie lekarz się pojawia ze
            współczującą miną.

            I co?! Co z nią, panie doktorze.

            Cóż...Żyje. I to jest dobra wiadomość. Ale są i złe: żona,
            niestety
            będzie musiała przejść skomplikowany zabieg, którego NFZ nie
            refunduje.
            Koszt: 25 tys. złotych.

            Oczywiście, oczywiście - na to mąż.

            Potem potrzebna jej będzie rehabilitacja. NFZ nie refunduje. Koszt
            ok.
            5 tys. miesięcznie.

            Tak, tak... - kiwa głową mąż.

            Konieczny będzie pobyt w sanatorium, który zajmuje się tego typu
            urazami,

            plus ta rehabilitacja cały czas. NFZ nie refunduje...Koszt
            sanatorium -
            10 tysięcy...

            Boże...

            Tak mi przykro...To nie koniec złych wiadomości. NFZ nie refunduje
            również leków, które przepiszemy pańskiej żonie, a to bardzo drogie
            leki..

            Ile? - blednie mąż.

            Miesięcznie 12 - 15 tysięcy złotych.

            Jezuu...

            Plus pielęgniarka całą dobę. Na pana koszt. Tu już się może pan
            dogadać.

            >Myślę, że znajdzie pan kogoś za 10 zł za godzinę...

            Cisza. Mąż chowa twarz w dłoniach. Nagle lekarz wybucha serdecznym śmiechem,
            klepie męża po ramieniu:

            Żartowałem! Nie żyje

            • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:27
              >
              > Żartowałem! Nie żyje

              kawal z gatunku tych czarnych- ale jaki zyciowy...wink
              • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:31
                nie chce mi sie go przerabiac..smile..
                ale zwsze mozna powiedziec...
                ma pan raka...ale to da sie leczyc...tylko bedzie to kosztowało....tu wymieniamy
                bajońskie kwoty...

                jak człek pada z rozpaczy...mówisz...
                zartowałem...umrze pan..
                • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:37
                  > ma pan raka...ale to da sie leczyc...tylko bedzie to
                  kosztowało....tu wymieniam
                  > y
                  > bajońskie kwoty...
                  >
                  > jak człek pada z rozpaczy...mówisz...
                  > zartowałem...umrze pan..

                  to jest odpowiedni sposob...hehe
      • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:33
        O właśnie o takich idiotach-lekarzach mówię. Miałam z nimi też do czynienia.
      • jowita771 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 20:47
        dirgone, na lekarza debila i sadystę trafił Twój dziadek.
    • mama_misi Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:05
      Temat śmierci zawsze był trudny i budził wiele kontrowersji. Bo czy powiedziec
      dziecku, że jest nieuleczalnie chore? Jak? Kiedy? A jak nie powiem, to przecież
      kiedyś i tak się dowie... Znam dzieci, które klękają i mówią, że nie będą się
      leczyły bo i tak odejdą, no to po co? Jak wytłumaczyc nastolatkowi, że jest po
      co... Trudny temat... Nie będąc w takiej sytuacji łatwo hipotetycznie zakładac
      co dobre a co nie. Gorzej gdy sprawa śmierci dotyczy nas bezpośrednio, wtedy to
      już nie jest takie łatwe.
    • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:32
      A masz własne doświadczenie w takiej sytuacji? Ja mam. !,5 roku patrzyłam, jak
      umiera mój Tata, jak toczy straszną, beznadziejną walkę. I do końca kłamałam Mu
      prosto w oczy, niw wiem, czy mi wierzył, ale dopóki wyroku nie usłyszy się od
      kogoś innego, w człowieku pozostaje nadzieja i nikt nie ma prawa mu jej
      odbierać. To, o czym piszesz, jest teraz bardzo modne, ale bardzo bezduszne. Nie
      każdy ma siłę, żeby jeszcze jako tako żyć po usłyszeniu takiej informacji. Jeśli
      ktoś chce, sam dojdzie prawdy, ale nikt nie ma prawa psychicznie go dobijać. A
      rezygnacja może człowieka tak osłabić, że przyspieszy jego śmierć, odbierze mu
      resztki szczęścia w życiu, wręcz czasem uniemożliwi leczenie. Wiedziałam jeszcze
      jedną bliską mi osobę, której lekarka szczegółowo powiedziała, jaki jest jej
      stan, jak będzie umierać. Kobieta załamała się całkowicie. Uważam, i nie tylko
      ja, ale też MĄDRZY lekarze, że w takim przypadku rodzina i lekarze powinni poza
      leczeniem dbać o jak największy komfort psychiczny chorego, i tak, czasem nawet
      kłamać.
      • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:37
        jest jeszcze jedna rzecz..której nie rozpatrujemy...
        błedna diagnoza....

        • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:41
          > błedna diagnoza....

          poza tym, nawet, jezeli doagnoza nie jest bledna- cuda sie zdarzaja
          i medycyna na takim etapie, jakim jest teraz - nie potrafi tego
          wytlumaczyc. Uwazam, ze prawda, niepozostawiajaca nadziei, potrafi
          zabic, sczegolnie tych o slabszej konstrukcji psychicznej.
          • bea.bea Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:50
            mysle, ze mało jest ludzi którzy mówia...wszystko załatwiłem...moge umrzec...
            i tak jak dziadek kolezanki ma jeszcze do posadzenia ziemniaki, tak młody
            czlowiek ma do skończenia studia, tak ja mam do wychowania dziecko....
            zawsze jest za wcześnie by umrzec....

            przypuszczam , ze nawet najwiekszy twardziel i cynik nie podejdzie na zimno do
            wiadomosci, ze wlasnie niedlugo go to spotka....
      • asia_i_p Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 22:59
        A ja jednak uważam, że prawda jest niezbędna. Człowiek ma prawo do
        prawdy we wszystkich sprawach go dotyczących. Bo to daje czas, żeby
        się przygotować i pożegnać z życiem, a także daje swobodę mówienia o
        swoim lęku. Jeżeli wszyscy dookoła mówią ci - będzie dobrze - to
        czasami rzeczywiście dajesz się oszukać, a czasami, obawiam się,
        dochodzisz do wniosku, że to oni chcą oszukiwać samych siebie - i
        zostajesz ze swoimi domysłami sam. Śmierć jest tematem tabu, a nie
        powinna, bo każdego z nas czeka. Kiedy ktoś boi się egzaminu albo
        bolesnego zabiegu, dajemy mu możliwość wygadania się. Kiedy boi się
        śmierci, takt zamyka mu usta, a otoczenie uważa, że udawanie, że
        będzie żył wiecznie to dla niego dobrodziejstwo.
        Mój dziadek wiedział, że umiera, wybrał, że chce umierać w domu a
        nie w szpitalu, do końca zachował jakąś wiedzę o tym, co się z nim
        dzieje, kontrolę nad własnym życiem. Mógł się przygotować do śmierci
        w zgodzie ze swoją wiarą, pożegnać z rodziną.
        • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 09:40
          Niezdany egzamin mozna poprawić, przed bolesny zabiegiem otrzymać
          znieczulenie, premedykację - śmierć jest nieodwracalna. Pożegrać się
          z rodziną? Robić rachunek z własnym życiem? Nie bardzo to sobie
          wyobrażam. Może sa jakieś pojedyncz osoby o bardzo silnej osobowości
          ( choć ja takich nie spotkałam), ale w skali globalnej to
          zdecydowanie nie. Instynkt życia jest bardzo, bardzo silny.
      • maga_luisa Graue_zone 13.04.08, 23:05
        Współczuję i Tobie, i Twojemu tacie.
        To straszne kłamać i być okłamywanym w obliczu rychłego umierania.
        • graue_zone Re: Graue_zone 14.04.08, 13:03
          Nie wiem, czy byłaś w takiej sytuacji. Ja ze swojego doświadczenia wiem, że
          gorsze jest odbieranie człowiekowi nadziei i woli walki. Jeżeli ktoś nie chce
          wiedzieć, ma do tego prawo i nie można go zmuszać, w imię własnych przekonań, do
          czegoś co może go tylko dobić. Mój Tata zdawał sobie sprawę ze swojego stanu
          (tak sądzę), ale póki nie słyszał jednoznacznego bezwzględnego potwierdzenia,
          zawsze pozostawał mu ułamek szansy i wiary w to, że się myli.
        • graue_zone Re: Graue_zone 14.04.08, 13:11
          Czy to znaczy, że słysząc "to w przyszłym roku zrobimy to i to" lub "jak będę w
          domu na Święta" trzeba powiedzieć "nie, bo wcześniej umrzesz"? Lub "nie, bo masz
          przed sobą jeszcze 3-4 miesiące i lepiej napisz testament i pogódź/pożeganj się
          z bliskimi"? Szczerość ponad wszystko, ponad uczucia, litość i współczucie?
          Przepraszam, że tak emocjonalnie, ale ten temat strasznie mnie rusza.
          • rita75 Re: Graue_zone 14.04.08, 13:20
            lepiej napisz testament i pogódź/pożeganj się
            > z bliskimi"?

            zalatwilismy ci miejsce w hospicjum, pojdziesz tam, bo ja nie moge
            brac wolnego, poza tym potrzebny jest pokoj dla Wacka.
            Wiem, to odrebna sprawa- ale wlasnie z tym kojarzy mi sie
            nieumieranie po ludzku. Czlowiek ma potzrbe tego, by umrzec we
            wlasnym domu, we wlasnym lozku- przy bliskich.
          • maga_luisa Re: Graue_zone 14.04.08, 22:16
            Nie. Mówić prawdę to nie znaczy odbierać nadzieję.
            Towarzyszyć bliskiej osobie, podążać "krok za nią", i uczciwie odpowiadać na jej
            pytania. Jeśli nie pyta, milczeć. Jeśli planuje swięta za 3 lata, planować razem
            z nią. Jeśli spyta "Czy wyzdrowieję", odpowiedzieć uczciwie, ale dodać, że można
            łagodzić objawy, że jeszcze jest czas do dobrego przeżycia.

            Graue, ja TERAZ jestem w takiej sytuacji. Mój Tato ma zaawansowaną chorobę
            nowotworową, diagnoza jesienią i niewiele czasu przed nim.
            • jaskierus Re: Graue_zone 17.04.08, 12:09
              O matko, czytam ten wątek i szykuję sie do odpowiedzi i widzę, że
              ktoś odpowiedział za mnie...a to TY...
              • maga_luisa Re: Graue_zone 17.04.08, 20:35
                Miło Cię spotkać, zawsze i wszędzie ...
    • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 11:36
      A w ogóle to przepraszam, ale drażni mnie takie teoretyzowanie. Dopóki człowiek
      nie znajdzie się w takiej sytuacji, to może być napchany hasłami do wypęku, a i
      tak nie wiadomo, jak się zachowa, jeśli ukochanej osobie będzie musiał
      powiedzieć, że umiera.
      • kali_pso Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 12:10
        Ale ja nikogo nie oceniam, że zrobił tak a nie inaczej. I piszę we
        własnym imieniu, nie terroryzując innych przymusem mówienia prawdy
        lub jej wysłuchiwaniem.
        A teoretyzuje się na wiele tematów budząc jednocześnie refleksję nad
        sprawami,które na codzień od siebie odpychamy...Prawdą jest, że nie
        chcemy i nie potrafimy rozmawiać o śmierci, czy to dotyczy rozmowy z
        dzieckiem na temat śmierci ukochanego dziadka, czy też rozmowy z
        dziadkiem na temat jego stanu. Nikt nas tego nie uczy..sama też nie
        wiem, czy potrafiłabym unieśc ciężar takiej rozmowy.....
    • gardeniaa Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 12:00
      sama nie wiem...
      widziałam agonię moich teściów, oboje zmarli na raka
      teściowa nie wiedziała, że ma raka ( teść zdecydował, żeby jej nie mówić)
      nie umiem powiedzieć, czy akurat przez tą nieświadomość swojego stanu, czy
      silną chęć życia, ale miała siłę walczyć z chorobą
      były momenty, że kwitła, tak jakby nic jej nie było
      potem przyszło nagłe załamanie zdrowia i agonia, wredna agonia...

      teść wiedział, wręcz wymusił na swoich synach, żeby informowali go o jego
      chorobie i niczego przed nim nie ukrywali
      i od początku załamał się, jego stan psychiczny był okropny
      nie chciał przyjmować leków, poddawać sie chemioterapii, w oczach "usychał"
      to trudna decyzja, powiedzieć komuś, że jest nieuleczalnie chory, ale
      niewątpliwie, każdy ma prawo wiedzieć co mu dolega
    • marianna72 Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 13:25
      Gdy 1.5 temu dowiedzielismy sie o smiertelnej chorobie mojej
      Tesciowej tez mialam takie dylematy powiedziec , niepowiedziec jakby
      to bylo najwazniejsze.
      Na poczatku nic nie mowilismy miala raka trzustki musiala miec maly
      zabieg ( zalozony dren) wiec powiedzielismy na czym ma zabieg
      polegac i czemu sluzyc.
      Tesciowa dlugo nie pytala , nie chciala wiedziec.
      Trudno jednak byloby sie nie zorientowac ,ze dzieje sie zle chudla ,
      byla coraz slabsza ,marniala w oczach.
      Powoli sama zaczela rozumiec a my nie klamalismy nie mowilismy calej
      prawdy (lekarz powiedzial 2-3 miesiace) ale nie robilismy tez
      zludnych nadzieii.
      Mysle ,ze wiele zalezy od pacjenta.
      Trzeba byc z czlowiekiem i wyczuc czego tak naprawde oczekuje.
      Moja Tesciowa chciala miec nadzieje i dzieki naszemu milczeniem
      zyskala 2 pierwsze w miare spokojne miesiace.Pozniej i tak prawda
      wyszla na jaw a raczej sama jej sie domyslila a my nie
      zaprzeczylismy.
      Wbrew opinia lekarzy zyla 5 miesiecy (od diagnozy)
      Teraz sobie poprostu nie wyobrazam ,ze moglibysmy jej powiedziec tak
      prosto z mostu "jestes umierajaca, nic sie nie da zrobic"
      Chociaz jak uslyszalm diagnoze chcialam tak zrobic bo przeciez to
      takie uczciwe...
      • kali_pso Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 13:53
        Powoli sama zaczela rozumiec a my nie klamalismy nie mowilismy calej
        prawdy (lekarz powiedzial 2-3 miesiace) ale nie robilismy tez
        zludnych nadzieii.
        Mysle ,ze wiele zalezy od pacjenta.
        Trzeba byc z czlowiekiem i wyczuc czego tak naprawde oczekuje



        Myślę, że to jest właśnie najistotniejsze- jeśli już ktoś ma mówic
        te prawdę to bliski zna przecież chorego najlepiej, lekarz jest
        obca osobą, zazwyczaj zupełnie nieprzygotowaną do takich rozmów z
        pacjentami- o medycynie mówi się jedynie w kontekście ratowania
        życia, stąd te brutalne, pozbawione często taktu reakcje lekarzy,
        ich też się nie uczy jak rozmawiać z chorym lub jego rodziną...z
        kolei rodzinie trudno jest wypowiedzieć te słowa, bo jesli się ich
        nie powie głośno to one nie istnieją i ma się wrażenie, że to, co
        się za nimi kryje dzięki niewypowiedzianym słowom nie ma mocy... i
        tak lekarze i rodzina oczekują od siebie na wzajem, że ta druga
        strona weźmie odpowiedzialność i zdejmie ciężar rozmowy.....jeśli
        jednak już mówić to chyba jednak rzeczywiście powinien zrobić to
        ktoś z rodziny może przy udziale dobrego psychologa?
    • hexella Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 21:56
      a bo to wiadomo, czego człowiek będzie chciał w takiej sytuacji?
      Myślę, że chciałabym znać prawde, mieć czas pokończyc swoje sprawy,
      nie chciałabym, żeby ktos decydował za mnie co jest dla mnie lepsze.
      Ale ludzie sa różni, niektórzy pewnie wola uczepić się nadziei,
      nawet jesli realnie tej nadziei juz nie ma. Świadomość, że nikt już
      nie może pomóc, ze brak jest sposobów, że można juz tylko czekać,
      jest pewnie nie do udźwignięcia dla wielu ludzi. Ale czy mozna wziąć
      na siebie ocene, co jest dla kogoś lepsze? Trzeba chyba powiedzieć
      prawdę- delikatnie i spokojnie. Nie narażać bliskiej osoby na to, że
      dowie się od pacjenta leżącego obok lub pielęgniarki z PMS.
    • aluc Re: "Umierać po ludzku" 13.04.08, 22:14
      wolałabym wiedzieć, bo wiedza mnie uspokaja, niewiedza wywołuje
      strach (nie teoretyzuję, chociaż o własnej terminalnej chorobie nie
      mówię, na szczęście i odpukać), pewnie też raczej miałabym tendencję
      do uszczęśliwiania bliskich wiedzą pod przymusem - na szczęście
      chyba nie będę miała dylematów, moi rodzice mają tak samo jak ja,
      stary takoż i chyba im się nie zmieni

      moi dziadkowie umarli na raka - jeden na długo przed moim
      urodzeniem, drugi - kiedy miałam parę lat, z tym pierwszym problem
      był inny, babci lekarze nie chcieli nic powiedzieć konkretnego, na
      co dziadek umiera, wiedziała tylko (i on też wiedział), że na raka i
      że umiera, wypisy były po łacinie, dopiero parę miesięcy temu się do
      nich dorwałam, zatrudniłam do pomocy znajomego lekarza i się
      dowiedziałam
      • rosannamarianna Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 00:09
        Chciałabym wiedzieć i powiedziałabym zawsze i każdemu, bo takie jest
        prawo umierającego. Nie mnie decydować , czy ktoś jest na tę wiedzę
        gotowy, czy sobie poradzi z tą informacją.Przemilczając podejmujemy
        decyzję za kogoś, decyzję w sprawach ostatecznych, odbieramy szansę
        na pożegnanie się, przygotowanie do odejścia,na samostanowienie
        drugiego człowieka....
    • agni71 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 00:17
      Moja mama zmarła na raka. Ja chciałam jej powiedziec, że juz nie
      wyzdrowieje, tato i brat byli przeciw. Ponieważ mama była głęboko
      wierząca, myślę, ze ta świadomość nie zalamałaby jej - a w każdym
      razie nie bardziej niz była załamana chorobą i różnymi jej aspektami
    • figrut Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 01:19
      Nie chciałabym wiedzieć, że czeka mnie śmierć w najbliższym czasie. Zdecydowanie
      wolę nadzieję, niż świadomość, że już nic nie mogę zrobić. Nie na darmo ludzie
      boją się badań na obecność wirusa HIV w krwi. Wolą mieć nadzieję, że ich to nie
      dotknęło i przed nimi jeszcze długie życie. Mało znam osób, które zdając sobie
      sprawę z tego, że mogą być ciężko chorzy natychmiast biegną do lekarza, aby te
      przypuszczenie potwierdzić - więcej znam takich, którzy przed dowiedzeniem się
      najgorszego uciekają jak długo się da. Wolą żyć nadzieją, że to jeszcze nie
      teraz, że jeszcze nie jest źle.
      Co da świadomość nadchodzącej śmierci i tym samym uporządkowanie wszystkich
      swoich spraw ? Jeśli umrzemy, życie innych dalej będzie się toczyć bez naszej
      ingerencji. Wniosek jest taki, że ważnych spraw nie należy nigdy odkładać na
      później, albo choć pisać pamiętnik, który naszym bliskim da wskazówki jak
      chcielibyśmy postępować, gdyby nas zabrakło na tym świecie.
      • aluc Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 08:51
        nierobienie sobie badań na HIV ze strachu przed negatywnym wynikiem
        jest przede wszystkim niebotycznym egoizmem
        rakiem wszak zarazić się nie można
    • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 09:35
      Bardzo jestem ciekawa ile osób umierających widziały forumowiczki,
      które tak autorytatywnie wypowiadają sie w kwestii "umierania po
      ludzku". Jedna, dwie osoby? Może 5. Nie sądzę, żeby miały większe
      doświadczenie. Ja, ze względu na wykonwany zawód widziałam całkiem
      sporo i nie jest to dla mnie takie jednoznaczne i oczywiste.
      Ludzie nawet bardzo religijni i chcący uregulować swoje sprawy nie
      zawsze chcą miec wyłożona kawe na ławę. Chcą życ nadzieją.
      "Załatwienie spraw " najczęściej nie lezy w interesie umierającego
      ajego spadkobierców.
      Walenie prawdy w oczy jest wygodne dla otoczenia, nie musi ukrywac
      łez, udawać, grać, narażac się na niewygodne pytania. Załatwia
      wszystko rękami lekarza ( nieważne, że potem okrzyknie go głupim,
      niedelikatnym konowałem) i sprawa jest jasna. No może jeszcze uda
      sie namówic umierającego na stosowny testamencik. A ile go to
      kosztuje to juz drugorzędne.
      I co ciekawe, ci, którzy są gorącymi zwolennikami mówienia całej
      prawdy, rzadko są z najbliższymi w nocy, nie trzymają ich za ręke,
      pozwalają, aby umierali w szpitalach i hospicjach. Bo w domu nie
      mają warunków, pracują, sa małe dzieci, brzydkie zapachy,
      nieestetyczne widoki i kłopoty, same kłopoty.
      Nie tak dawno na raka umierała moja teściowa. Zawsze uchodziła za
      osobe trzeźwo myslącą, taka, która nie boi sie śmierci jes z nia
      pogodzona, i chciałaby miec jasna sytuację.
      Gdy zachorowała, a objawy świadczyły jednoznacznie o chorobie
      nowotworowej, robiła wszystko, zeby nie usłyszec prawdy. Szukała
      potwierdzeia, że jest to inna choroba o lepszym rokowaniu. I nikt z
      nas ( a otaczali ja prawie sami lekarze) nie odważył sie powiedzieć
      jej prawdy. Zmarła w domu, nieświadoma tego na c choruje. Nie była
      osoba głupia, naiwna ani prymitywną. Nieuporządkowane sprawy były
      kłopotliwe li tylko dla nas.
      • gardeniaa Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 09:51
        ja widziałam moich tesciów, którzy umierali na raka (zreszta juz napisałam wyżej)
        nie były to cudne widoki,zwłaszcza w ostatniej fazie
        ciągłe wymioty, dreny z brzucha teściowej, nogi teścia spuchnięte jak 3-litrowe
        garnki, jelito na zewnatrz brzucha zamiast odbytu i ten wzrok błagający o pomoc
        a własciwie o smierć...
        wiele mogłabym jeszcze napisać, ale nie potrafie..
      • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 10:16
        Podpisuję się w 100%. Mój Tata umierał w szpitalu, bo nie pozwolili go zabrać
        do domu (długo mogłabym o bestialstwie tamtejszych lekarzy). Byłyśmy z nim w
        dzień i w nocy, na zmianę, i wiem, że powiedzenie prawdy jest w takiej sytuacji
        niepotrzebnym okrucieństwem.
        " Bardzo jestem ciekawa ile osób umierających widziały forumowiczki, które tak
        autorytatywnie wypowiadają sie w kwestii "umierania po ludzku". Jedna, dwie
        osoby? Może 5. Nie sądzę, żeby miały większe doświadczenie."
        I o tym właśnie pisałam. Żeby wypowiadać się w tej kwestii, trzeba to przeżyć.
      • sir.vimes Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 10:48
        Nie wiem z iloma umierającymi miały kontakt inne forumowiczki.

        Ja miałam i pisać o tym akurat specjalnie nie mam ochoty.

        natomiast moja siostra przez jakiś czas pracowała w hospicjum.

        Ludzie zazwyczaj wiedzą, że umierają, baz kawy na ławę, mimo kłamstw rodziny.

        Wiedzą i milcząco błagaja o zaakceptowanie tego. nie chrzanienie głupot typuu
        "wujku, jak stąd wyjdziesz pójdziemy na ryby".

        Często rodzina zamyka umierającemu buzię - "nie wolno tak mówić, jeszcze
        zobaczysz, że wszystko będzie dobrze".

        A umierający najczęściej wie, że nie jest dobrze i CHCE np. powspominać to co
        BYŁO a nie słuchać bzdur o tym czego napewno nie będzie.

        Ludzie nie potrafią zaakceptować śmierci, więc milczą, nie przychodzą, nie
        umieją się pożegnać , nie umieją porozmawiać, potrzymać za rękę.

        Ja nie mówię, ze to jest łatwe, w żadnym razie.

        Ale wiem, ze często umierający czeka na pytanie "czy się boisz" na szanse by się
        zwierzyć z tego CO WŁAŚNIE SIĘ DZIEJE a dostaje jedynie egoistyczne ochłapy
        "nadzieji", "pocieszenie", które tak naprawde jest ucieczką , wygodną dla
        bliskich nie dla osoby umierającej.

        oczywiście - mówię tu o osobach przewlekle chorych.

        Są , oczywiście, osoby , które nie chcą rozmawiać, wolą wierzyć do ostatniej
        chwili , ze wszystko będzie dobrze - ale to my, bliscy, ich znamy i wiemy, ze ta
        konkretna osoba potrzebuje innego podejścia.



        • rita75 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 10:58
          > Ludzie zazwyczaj wiedzą, że umierają, baz kawy na ławę, mimo
          kłamstw rodziny.
          >
          > Wiedzą i milcząco błagaja o zaakceptowanie tego. nie chrzanienie
          głupot typuu
          > "wujku, jak stąd wyjdziesz pójdziemy na ryby".

          Wiesz, umieszczenie chorego w hospicjum jest najbardziej oczywista
          kawa na lawe. Przeciez to umieralnia.
          • sir.vimes Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 11:10
            No, można i tak to potraktować.

            Ale osoba w tym samym stanie w domu też zdaje sobie zazwyczaj sprawę z tego jak
            jest.

            Ukrywania diagnozy, ukrywania wyników badań przed chorym nie rozumiem.

            Zresztą nie rozumiem tez podejścia, że jedyne nieuporzadkowane sprawy chorego to
            majątkowe - jest wiele innych spraw, które ludzie załatwiają wiedząć , że koniec
            się zbliża.
            Np. pewna pani cieszyła się , że zdążyła pogodzić się po 15 latach ze
            szwagierką. Do zakończenia konfliktu zmotywowała ją własnie świadomość końca. I
            takie własnie sprawy pozostają najczęściej niezałatwione - świadomość "że to
            już" pozwala powiedzieć czy napisać do kogoś to czego się wcześniej napisać ,
            wyznać bało... Pogodzić się z kimś, pobłogosławić.

            Rozmawiałam kiedyś z bardzo chorą osobą wierzącą , która bardzo obawiała się, że
            rodzina z "delikatności" nie wezwie w porę (dopóki będzie przytomna) kapłana do
            namaszczenia chorych. Było to dla niej strasznie ważne... I z żalem opowiadała o
            własnej babci, która miała możliwość sama zadecydować o sprawach nawet tak
            "niedelikatnych" jak rodzaj trumny dla siebie...







        • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 11:05
          Wiedzą i milcząco błagaja o zaakceptowanie tego. nie chrzanienie głupot typuu
          "wujku, jak stąd wyjdziesz pójdziemy na ryby".

          Często rodzina zamyka umierającemu buzię - "nie wolno tak mówić, jeszcze
          zobaczysz, że wszystko będzie dobrze".
          Ale tu nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby dać choremu nadzieję, nie dobijać go
          hasłem"umierasz!!!" A hospicjum to w ogóle specyficzne miejsce, tu rzeczywiście
          nie da się inaczej, tu ludzie tylko umierają. I wiedzą, że stąd się nie
          wychodzi. A ja mówię o chorych w domach, zwykłych szpitalach.
          • sir.vimes Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 11:12
            W domu też można zamykać buzię

            na hasło
            "wiem, ze w przyszłym roku juz nie będę na wsi, opowiedzcie mi co tam teraz
            kwitnie" można dziadkowi, wujkowi opowiadać a można powiedzieć "co tez ty
            mówisz, przecież na pewno jeszcze sam to zobaczysz".


        • marianna72 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 11:22
          sir.vimes napisała:

          > Nie wiem z iloma umierającymi miały kontakt inne forumowiczki.
          >
          > Ja miałam i pisać o tym akurat specjalnie nie mam ochoty.
          >
          > natomiast moja siostra przez jakiś czas pracowała w hospicjum.
          >
          > Ludzie zazwyczaj wiedzą, że umierają, baz kawy na ławę, mimo
          kłamstw rodziny.
          >
          > Wiedzą i milcząco błagaja o zaakceptowanie tego. nie chrzanienie
          głupot typuu
          > "wujku, jak stąd wyjdziesz pójdziemy na ryby".

          Wiesz mozna rowniez zastosowac wariant posredni.Nie koniecznie
          trzeba walic miedzy oczy prawde ale kiedy jest gotowosc na rozmowe
          ze strony chorego wyjsc mu na przeciw.
          Poza tym wydaje mi sie ,ze rozmowy o smierci zarezerwowane sa jednak
          dla najblizszych i dlatego moze lepiej jesli dalsza rodzina odpowie
          jak ten siostrzeniec"wujku, jak stad wyjdziesz pojdziemy na ryby".

          Nie wyobrazam sobie zeby ktos z dalszej rodziny uswiadamial moja
          Tesciowo co do stanu jej zdrowia.
          Te rozmowy byly zarezerwowane dla nas i ewentualnie siostr z ktorymi
          byla w przyjazni.
          >
          > Często rodzina zamyka umierającemu buzię - "nie wolno tak mówić,
          jeszcze
          > zobaczysz, że wszystko będzie dobrze".
          W ostatnim roku odeszly trzy bliskiemi mi osoby .Na tyle bliskie ,ze
          uczestniczylam w pielegnacji i w tych "rozmowach o umieraniu ".
          Mialam moze duze szczescie ale wsrod osob , ktore przewinely sie ,
          pomagaly nam, uczestniczyly w tym wszystkich zadna nie wypowiedzial
          tego typu zdania.
          Wiec albo obracam sie wsrod ludzi o glebokiej wrazliwosci albo
          zdanie , ktore przytoczylas jest troche z kosmosu.
          Pewnie nie jest latwo rozmawiac i zawsze obawialam sie zeby nie
          powiedziec za duzo.
          Pozwalalam mowic choremu aby zorientowac sie o czym tak naprawde
          chce rozmawiac i czasami nie wiedzialam co powiedziec bo nie sa to
          latwe rozmowy

          > A umierający najczęściej wie, że nie jest dobrze i CHCE np.
          powspominać to co
          > BYŁO a nie słuchać bzdur o tym czego napewno nie będzie.
          >
          > Ludzie nie potrafią zaakceptować śmierci, więc milczą, nie
          przychodzą, nie
          > umieją się pożegnać , nie umieją porozmawiać, potrzymać za rękę.
          >
          > Ja nie mówię, ze to jest łatwe, w żadnym razie.
          >
          > Ale wiem, ze często umierający czeka na pytanie "czy się boisz" na
          szanse by si
          > ę
          > zwierzyć z tego CO WŁAŚNIE SIĘ DZIEJE a dostaje jedynie
          egoistyczne ochłapy
          > "nadzieji", "pocieszenie", które tak naprawde jest ucieczką ,
          wygodną dla
          > bliskich nie dla osoby umierającej.
          >
          > oczywiście - mówię tu o osobach przewlekle chorych.
          >
          > Są , oczywiście, osoby , które nie chcą rozmawiać, wolą wierzyć do
          ostatniej
          > chwili , ze wszystko będzie dobrze - ale to my, bliscy, ich znamy
          i wiemy, ze t
          > a
          > konkretna osoba potrzebuje innego podejścia.

          > "wiem ,ze nic nie wiem
          "Tak jak pisalam w ostatnim roku pozegnalam trzy osoby .Kazda smierc
          byla inna kazda z tych osob oczekiwala czegos innego i innego
          traktowania.
          Wiem tylko ,ze nie ma jednolitego wzorca. Nie mozna
          powiedziec "kiedy chory zrobi taki i tak" ja odpowiem "tak i tak".
          Kazdy czlowiek jest inny jest indywidualnoscia i tak trzeba go
          traktowac
          >
          >
      • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 16:52
        Czuję się wywołana więc odpowiadam: Kilka osób. I zadaję pytanie-a
        ile osób bliskich Ty widziałaś w takiej sytuacji?
        Nie pytam cię zatem jako lekarza, ale jako osobę która podchodzi "do
        tematu"emocjonalnie?
        Myślę,że w wątku tym i "ludzkim umieraniu" nie chodzi o jak to
        napisałaś : " Walenie prawdy w oczy jest wygodne dla otoczenia, nie
        musi ukrywac
        > łez, udawać, grać, narażac się na niewygodne pytania. Załatwia
        > wszystko rękami lekarza ". Nie wymagam od lekarza, by
        był "posłannikiem"śmierci. Od lekarza wymagam rzetelnej diagnozy
        powiedzianej po ludzku, bez znieczulicy ale też bez nadmiernego
        spoufalania się i klepania po plecach.
        Wszystko zależy od człowieka-i każda z piszących forumowiczek pisała
        o własnej perspektywie, własnych subiektywnych odczuciach.
        pzdr
        • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 07:20
          Co najmniej 4 bliskie mi osoby.
          • guderianka Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 10:02
            Więc na tym powinnaś opierać swoje wywody- a nie na wynurzeniach od
            strony zawodowej
          • connie1 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 10:31
            moich "Oiomowych " czasach smierc byla częsta Najczęsciej nag.la,
            mniej czy bardziej spodziewana , czesto z 'efetami" wizualnymi
            masazu serca . Albo widzielismy ,ze ktos odchodzi ,ż ekoniec,że
            wiecej adrenaliny w zyly sie nie da wtloczyc, ze wyłączało sie
            presory , zostawały tylko plyny i sedacja...Płacz rodzin, nie
            zapomnę jak poszlam z matka i zona pomodlic sie do kaplicy...
            Telefony wczesnie rano. ściekloś i bol, szczegolnie jesli odchodzil
            ktos mlody. Tych telefonow przerobiłam bardzo wiele i tych rozmow,ze
            stan jest bardzo powazny i ,ze trzeba sie na wszystko przygotowa
            Prawda była brutalna i rzadko dawało sie na nia uodpornic, nauczyc
            sie mowic o umieraniu. Ryczałam pól dniaz bezsilności , po dyzurze
            z trzema zgonami swieżo po operacji...jeden z pacjentów napisal taki
            piekny list ,ze wierzy , przyjechał z daleka,że musi byc ok
            Raz po kilkutydodniowej walce przyjechala rodzina powiedziec
            personelowi "dziękuję '"
    • selavi2 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 09:53
      Ide jutro do szpitala - beda mi usuwac miesniaka wraz z trzonem macicy.
      Wyniki cytologii i histopatologii mam ok.
      W zasadzie nie ma powodu do obaw, ale i tak zostawie w domu list do
      najblizszych, na wypadek, gdybym nie wrocila.
      Pesymizm? Nie - realizm. Nikt nie da mi 100% gwarancji.
      Realizmem tez jest to, ze spokojna bede dopiero wtedy, jak przyjda dobre wyniki
      badan tego, co mi wycieli.
      Oczywiscie wierze w to, ze wszystko potoczy sie dobrze, ale...
      Moja towarzyszka niedoli szpitalnej (miesiac temu) tez w to wierzyla, tez wyniki
      miala ok. i markery w porzadku i ... Dopiero jak ja otworzyli i wycieli i
      poslali to do badania okazalo sie , ze ma ziarniaka jajnika.
      Nie panikuje, ale biore pod uwage wszystkie mozliwosci i sie psychicznie do nich
      przygotowuje. Mam dobry przyklad w rodzinie - bratowej mama chorowala przez 3
      lata i umarla na raka.
      Wiedziala o wszystkim i rozmawialysmy otwarcie o jej chorobie.
      Walczyla ale i byla swiadoma tego, ze byc moze to czas, by siebie i najblizszych
      przygotowac do swojej smierci.
      Ja wole znac prawde, bo tylko wtedy moge podjac dobre dla siebie i odpowiadajace
      mi decyzje.
      • morgen_stern Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 09:55
        Będę trzymać kciuki. Napisz nam potem, jak poszło.
        • iwles Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 09:16

          Selavi - ja też mocno trzymam kciuki. Bardzo mocno !
    • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 12:05
      moja córka wiedziała, że umiera, powiedziała babci: babciu ja
      umieram.
      już kilka dni wcześniej zachowywała się dokładnie tak, jakby się ze
      wszystkim, wszystkimi, żegnała.
      ale nam nie powiedziała.
      nas chroniła.
      4latka zadziwiła nas swoją dojrzałością.
      walczyła tyle czasu ile miała sił, a potem odeszła.
      ewa.szamborska.w.interia.pl
      gdybyśmy wiedzieli, to mielibyśmy szansę pożegnania się z nią, być z
      nią non stop, pomóc odejść. a tak trafiła na OIOM i tam zmarła. nie
      byliśmy z nią, dowiedzieliśmy się kilka godzin po zgonie,
      bo...uwaga...lekarze nie mieli do nas telefonu, dowiedziałam się w
      drodze do szpitala, kierowałam autem. jechałam po to, żeby
      nagadaćordynatorowi, chciałam sprawić, by wreszcie lekarze wzięli
      się za nią, skosultowali się ze specjalistami, którzy znają dziecko
      od urodzenia niemal i żeby wreszcie mnie wysłuchali.
      ale było za późno.
      nie zmarła po ludzku.
      nas nie potraktowano po ludzku.
      zaczęto gadać ze mną, gdy wiedzieli, ze nie pociągnę szpitala do
      odpowiedzialności, nie bedzie procesu w sądzie, wygrałabym, bo wiem
      dlaczego zmarła, i udało mi się wykrzyczeć im wszystkie błędy
      lekarskie. ale to już po wszystkim.
      • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 14:13
        Rozumiem emocje, rozumiem żal, gniew, szukanie na siłe winnego. Jest
        to zrozumiałe, zwłaszcza gdy umiera dziecko.
        Ludzie, wbrew temu co powszechnie sie sądzi, rzadko umieraja Z WINY
        LEKARZY. Najczęściej lekarz jest bezbronny w walce z chorobą.
        Ciężką. Nieuleczelna.
        • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 14:53
          Ale też zależy, jak ci lekarze odnoszą się do pacjenta, jak leczą lub nie. Wierz
          mi, wcale nie potępiam wszystkich lekarzy, wiem, że są dobrzy i godni zaufania,
          ale to, na co napatrzyłam się w szpitalu w odniesieniu do KONKRETNYCH lekrzy
          woła o pomstę do nieba i obniżenie pensji do 1 złotówki.
        • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 15:12
          nie szukam winnego, ani tym bardziej na siłę. wiem co się stało i
          dlaczego, i oni też wiedzą.

          ale faktycznie, nie o tym ta dyskusja.
          zatem na temat:
          chciałam tylko napisać, że moje dziecko wiedziało, że umiera, samo z
          siebie. na kilka dni przed trafieniem na OIOM. zanim stała się
          niewydolna oddechowo, zanim podłączono ją pod aparaturę. nam nie
          powiedziała, zaufała za to babci.
          nasza rodzina przygotowywała się na odejście, wiadomo nieuleczalna
          choroba, kiedyś na pewno to nastąpi. ale to "kiedyś" nastąpiło za
          szybko i nie było nam dane być przy dziecku. dziecko nam się nie
          przyznało (jak jeszcze było przytomne), bo nas chroniło, a potem
          lekarze utrzymywali przez cały tydzień, że panują nad sytuacją. jak
          zaczęła się wielogodzinna reanimacja- my nic o tym nie wiedzieliśmy,
          szpital nas nie powiadomił. dopiero po kilku godzinach od zgonu
          dostałam telefon, jechałam wówczas samochodem do dziecka, że dziecko
          od kilku godzin nie żyje.
          dlaczego wcześniej nie zadzwonili?, bo nie mieli do nas telefonu!
          (znaleźli nasz numer w innym szpitalu) gdy dojechałam na miejsce
          chciałam dowiedzieć co się wydarzyło, to przede mną uciekano. ciało
          mogłam objerzeć po kilku godzinach siedzenia na korytarzu, bo nie
          było pana, który ma klucze od chłodni.

          moje dziecko nie umierało godnie.
          nas nie potraktowano godnie.
          chciałam wiedzieć, że to już, chciałam być przy dziecku, myślę, ze
          moje dziecko też chciałoby, żeby rodzice byli z nią w takiej chwili.
          a jak ja będę umierać, to też chcę mieć jasność sytuacji odnośnie
          mojej osoby. mam do tego prawo.
          • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 16:04
            Nie znam tej sytuacji z drugiej strony. Ty piszesz z pozycji matki,
            która straciła dziecko, a relacja lekarza może być inna.
            Trudno obarczac lekarza za brak telefonu kontaktowego do rodziny. Na
            oddziale często dzieje się tak dużo, że lekarz nie ma czasu, aby
            szukac kontaktu.
            Ja także nie dzwonię, nawet gdy mam telefon kontaktowy, do rodziny
            informując, że własnie zaczęła sie agonia. Nie robi tego chyba nikt
            ze znanych mi lekarzy!!! Nie rzucam sie także od razu na telefon do
            rodziny gdy stwierdzę zgon. Gdy jest źle mówie o niedobrym
            rokowaniu, poważnej sytuacji, konieczności liczeia się z najgorszym.
            • graue_zone Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 16:27
              > Ja także nie dzwonię, nawet gdy mam telefon kontaktowy, do rodziny
              > informując, że właśnie zaczęła sie agonia. Nie robi tego chyba nikt
              > ze znanych mi lekarzy!!! Nie rzucam sie także od razu na telefon do
              > rodziny gdy stwierdzę zgon.

              To źle. Każdy człowiek ma prawo. aby w takiej chwili byli przy nim najbliżsi.
              Może zdążą potrzymać go za rękę?
              • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 08:01
                To niech rodzina zadba o to, abym miała telefon kontaktowy i nie
                wyłącza go na noc. Niech mnie ( czy lekarza dyżurnego) wyraźnie
                poprosi o telefon .
                • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 10:17
                  a nie powinno to przypadkiem znaleźć się to w papierach pacjenta?
                  nie powinno być spisane przy przyjmowaniu chorego na oddział?
                  zdaje się, ze rodzina nie ma wglądu do tych dokumentów.
                  chyba, że rodzina podpisuje papier, że sekcji zwłok nie będzie i
                  prośbę o wydanie ciała zmarłego, wówczas może zerknąć w
                  dokumentację.
            • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 19:03
              w relacji lekarza mozna było usłyszeć: taka choroba, pani przecież powinna się
              spodziewać najgorszego.
              tym usprawiedliwiono błędy w sztuce, niedopatrzenia, zaniedbanie oraz
              ignorowanie moich prób.
              skoro przez 7 dni stan się pogarszał, ale słyszałam: jutro pomyslimy o
              rozintubowaniu a także słyszałam: panujemy nad sytuacją, to 8dnia spodziewałam
              się zastać: to samo? stan lepszy?
              taką miałam przynajmniej nadzieję.
              oszczędzę szczegółów, i anastezjologicznie- nie wypowiadam się, bo specjalistką
              nie jestem ale jesli chodzi o chorobę zasadniczą- na OIOMie nie znali się za grosz.
              zresztą ordynator wyznał mi: "tak cięzki przypadek mieliśmy 20lat temu", ale nie
              zrobiono nic, by dowiedzieć się, co się zmieniło przez te 20lat.
              chociaż lekarzom na OIOMie inaczej wydawało się, to są jednak choroby które
              wymagają leczenia kompleksowego i same wlewy antybiotyków + leków
              anestezjologicznych sprawy nie załatwiają.
              (nie chodzi o dobór leków, ale np o to, że leki były zmieniane co dzień i kazda
              zamiana dyżuru oznaczała zmianę antybiotyków..)

              jesli chodzi o telefon do rodziny-
              reanimacja rozpoczęła się o 23.00 o 3.00 dziecko zmarło, a ja dowiedziałam się o
              zgonie około 9.00 rano, gdy byłam w drodze do szpitala, gdy dotarłam na oddział
              dziecka nie było i mogłam je zobaczyć dopiero o 13.00!
              nie spieszono sie, żeby mnie przygotować na odejście, żebym dojechała na czas,
              czy zwyczajnie, zeby przyjechała w ogóle. nikt się nie rzucił na telefon, mieli
              kilka ładnych godzin, w trakcie ratowania życia oraz w nocy, gdy dziecko już
              zmarło. nikt nie zadzwonił.
              bo nie mieli telefonuuncertain///
              lekarze położyli sprawę.
              na wielu płaszczyznach.
              nie szukam winnych. ja wiem, i oni też wiedzą, co było nie tak.
              mam nadzieję, że wyciągnięto wnioski. na przyszłość.
              życie mojego dziecka nie jedną osobę nauczyło pokory.
            • iwles Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 21:58

              > Ja także nie dzwonię, nawet gdy mam telefon kontaktowy, do rodziny
              > informując, że własnie zaczęła sie agonia. Nie robi tego chyba
              > nikt
              > ze znanych mi lekarzy!!!


              Taki telefon do najbliższej rodziny to nie jest uprzejmość ze strony
              szpitala lecz OBOWIĄZEK, z którego personel medyczny rzadko się
              wywiązuje.
              a dlaczego?
              Bo pomimo styczności ze śmiercią, pomimo zajęć na studiach z
              prosektorium - rzadko który lekarz POTRAFI prawidłowo zachowac się w
              obliczu śmierci. Bo lekarze boją się chyba ... ? Trudno mi określić
              czego.
              Mi pani doktor nawet nie potrafiła powiedzieć, że umarł mój mąż.
              Zostałam zatrzymana po drodze, jak chcialm wejśc na salę. I co pani
              dokto powiedziała? : prosze tu poczekać, zaraz przygotuję papiery...
              i zniknęła za drzwiami gabinetu, zostawiając mnie samą na
              korytarzu...

              Widocznie na studiach NIE nauczono ich, jak się w takiej sytuacji
              zachować, nie nauczono ich, co czuje najbliższa rodzina i co dla
              nich jest najwazniejsze w takiej sytuacji. W chwili, która jest
              jedyna i naprawdę ostatnia, w której możemy dac siebie odchodzącej
              osobie...
              I tak naprawde - chyba nikt nie potrafi tego zrozumieć, kto
              osobiście nie przeżył.
              Lecz trochę wspólczucia i empatii - możnaby się spodziewać po
              niektórych zawodach, prawda ?
              To nie jest dużo...
              Tylko zrozumieć....
              Jeden mały ludzki odruch....
            • agni71 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 00:57
              Ja także nie dzwonię, nawet gdy mam telefon kontaktowy, do rodziny
              > informując, że własnie zaczęła sie agonia. Nie robi tego chyba
              nikt
              > ze znanych mi lekarzy!!!

              a dalczegóż to?!!! Jesli wiesz,że to agonia? Dlaczego odbierasz
              bliskim mozliwośc pożegnania,potrzymania za rekę???!!!
              Moja mama trafiła do szpitala z rakiem, wczesniej do tego samego
              szpitala trafiła jej młodsza siostra z rozpoznaną zaawansowana
              bialaczką. Po przyjęciu do szpitala mama poszla odwiedzic siostrę -
              i tu spotkała sie z konsternacją na oddziale - pani siostra przecież
              zmarła! Zmarła kilka czy kilkanaście godzin wcześniej,nikt z rodziny
              oczywiście nie zostal poinformowany ani o agonii, ani o smierci.
              Kobieta zostawiła trójkę niepelnoletnich dzieci,które nie miały
              sznasy sie z nia pozegnać. Zmarła samotnie....
              Moja mama na szczęście umarła w domu,trzymaliśmy ja za
              ręce,gładziliśmy po glowie,kiedy odchodziła - teraz wiem,że gdyby to
              sie stalo w szpitalu,najprawdopodobniej nie dano by nam szansy na
              takie bycie z nią.
              na pewno bycie lekarzem znieczula na wiele rzeczy, ale ja nie każę
              ci sie przejmować osobiście każdą śmiercią. Tylko pozwol rodzinie
              sie poprzejmować, i potowarzyszyć choremu w tym momencie! Jak sie
              boisz, że wezwiesz przedwcześnie, to sie zabezpiecz slowami typu "to
              MOŻE juz dlugo nie potrwać" - da to szansę chcącym na przyjazd,moze
              na wezwanie księdza, jeśli tak chciała osoba umierająca.
              • protozoa Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 07:34
                Zawsze(!!) informuje rodzine, że stan jest powazny a rokowanie złe.
                Czy "to" ( swoją droga wyjatkowo "delikatne" określenie, ja gbur i
                beton nigdy go nie uzywam) potrwa długo czy krótko tego nie mówie,
                bo nie wiem. Nie jestem wrózką.
                Rodziny najczęściej bardzo dobrze wiedzą, ze stan jest ciężki.
                A teraz powiem Ci cos z mojego osobistego doświadczenia. Kilka lat
                temu trafił do szpitala mój ojciec. Był w bardzo, bardzo ciężkim
                stanie. Rokowanie fatalne, właściwie w każdej chwili mozna było
                spodziewac sie smierci. Nieprzytomny, zaintubowany. Bardzo jestem
                ciekawa jak bym się czuła gdyby lekarka zatelefonowała i
                powiedziała "proszę przyjechac, pożegnać się z tatą. "To" już może
                nie potrwać długo".I... mój ojciec żyje. Cieszy się dobrym zdrowiem,
                jeździ po świecie, pracuje. Błędna diagnoza? Nie!!! Po prostu silny
                organizm zwalczył chorobę. Przy czym dodam, ze nie był to nowotwór.
                • iwles Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 08:36

                  Protoza !
                  Nie uwierzę, no nie uwierzę, że jako lekarz nie jesteś w stanie
                  rozpoznać, że pacjent umiera... że to właściwie agonia, która może
                  potrwać owszem i kilkanascie godzin, a może 30 minut. Ale nie
                  uwierzę, że lekarz NIE jest w stanie tego rozpoznać. No nie uwierzę
                  i już. Zwłaszcza, że mowa o pacjencie, który od początku źle
                  rokuje...

                  Nie wiem, jakie są przepisy, ale zdaje się, że w momencie zakładania
                  karty przyjęcia do szpitala, jest taki paragraf, że szpital
                  zobowiązuje się do udzielania wszelkich informacji, szczególnie o
                  sytuacji diametralnego pogorszenia się zdrowia. Poza tym - jest NA
                  PEWNO rubryczka: Kogo powiadomić i tu podaje się dane: żonę, matkę
                  (itp.) - wraz z danymi - adresem i numerem telefonu. Więc prosze nie
                  pleść bzdur, że szpital nie znał numeru telefonu !!!!


                  Pamiętam sprawę, jaką rodzice wnieśli przeciwko szpitalowi, że nikt
                  nie zadzwonił do nich, kiedy zaczęła się śmierć dziecka. Rodzice
                  WYGRALI.
                  Tak więc - chyba jednak to obowiązek, a nie dobra wola.
    • selavi2 do protoza 14.04.08, 19:06
      Czemu nie dzwonisz i nie informujesz rodziny, ze pacjent umiera?
      Bo co - zamieszania na oddziale narobia, innym pacjentom beda przeszkadzac? Nie
      bardzo rozumiem.
      A moze po prostu nie umiesz? Albo chcesz uniknac cudzych lez smutku i rozpaczy?
      Bliscy maja prawo wiedziec i byc przy umierajacym. Jesli on tego chce i oni.
      Tylko czy ktorykolwiek z lekarzy pyta o to, czy raczej wiekszosc udaje, ze
      smierci nie ma.
      Ze"śmierć" to brzydkie slowo, ktorego nie nalezy wymawiac?
      Smierc jest taka sama skladowa zycia jak narodziny, radosci, smutki czy wreszcie
      choroby.
      Nie lepiej informowac rodzine, ze moze byc roznie i lepiej, zeby sie na taka
      ewentualnosc przygotowali?
      Tragedia jest to, ze nikt lekarzy nie uczy, jak przekazywac takie informacje z
      taktem, empatia i szacunkiem dla osob.
      Jesli to sie nie zmieni, potrzebnych bedzie jeszcze wiele akcji"umierac po
      ludzku".uncertain//
      I zeby bylo jasne - tylko sie dziwie.
      • protozoa Re: do protoza 14.04.08, 20:09
        Jeżeli stan chorego pogorszył sie nagle i jeszcze kilka godzin
        wczesniej nic nie wskazywało, że umrze ( wbrew pozorom zdarza się to
        dość rzadko) nie dzwonię do rodziny a ratuję chorego - trafia na
        blok, proszę konsultantów, robie badania itd. Nie mam czasu na inne
        czynności.
        Jeśli stan chorego systematycznie sie pogarsza nie potrafie
        powiedzieć czy umrze za godzinę, pięć godzin czy dobę. Rodziny
        zresztą bywają w szpitalu i sa na bieżąco informowane o
        pogarszającym się stanie zdrowia i mozliwości złego zakopńczenia
        choroby.
        Czy mam dzwonic i mówic "pański krewny może umrzeć za godzie, w nocy
        albo jutro rano, a może wczesnym popołudniem?"
        Pracuję dostatecznie dużo lat, aby wiedzieć czym jest smutek i
        rozpacz po śmierci bliskich. Współczuję, ale nie płaczę razem z
        nimi. Gdy trzeba podaję cos na uspokojenie, piszę na kartce w którym
        pokoju sa do odebrania papiery potrzbne do zakładu pogrzebowego, idę
        do pielęgniarek, które wydają rodzinom depozyt. I na tym moja rola
        się kończy. Za kilka godzin na tym samym łóżku lezy juz inny
        pacjent, któremu musze poświęcic uwagę.
        Rodziny znaja rokowanie i sa najczęściej przygotowane na możliwość
        zgonu. I tez potrafia reagować w sposób mocno kontrowersyjny. Kiedyś
        w szpitalu zjawiła sie kobieta ubrana na czarno z wielkim ( czarnym)
        plastikowym workiem w ręku. Staje w drzwiach mojego gabinetu i
        oświadcza, że przyszła po rzeczy mężą. O mało nie padłam, bo jeszcze
        kilka(naście) minut temu widziałam tego chorego - był w ciężkim
        stanie, ale żył. Pobiegłam na salę - żył, oddychał. Pytam kto ja
        poinformował o śmierci męża, a ona na to ( spokojnie i bardzo
        rzeczowo), że był w tak ciężkim stanie, że musiła umrzeć, że dziwi
        ja fakt, ze jeszcze żyje. Byłam zbyt zaszokowana, żeby cokolwiek
        powiedziec, ale moja rozmówczyni spokojnym krokiem udała sie do
        pielęgniarek, żeby zostawic im worek na rzeczy męża. Do ciężko
        chorego małzonka zajrzała gdy siostry wyrzuciły ja razem z czarnym
        worem. Nie zbiło to jej z tropu i zostawiła wór w szafce. Po 3-4
        dniach chory zmarł. I jak z szacunkiem, empatia, delikatnie
        rozmawiac z takimi osobami????
        • iwles Re: do protoza 14.04.08, 22:08

          Nie chce mi się dyskutować z osobą, która jest święcie przekonana o
          swojej racji, mimo że kilka osób mówi, że jednak popełnia błąd i
          dokłądnie opisuje swoje uczucia będąc po tej drugiej niż Ty stronie.
          Masz więc rozeznanie, CO czują bliscy osoby umierającej...
          Co zrobisz z tą wiedzą? Twoja sprawa.
          Ale wiedz, że takie postępowanie boli i pamięć o nim zostaje na
          długo. Czasami do końca życia...


          powiem tylko jedno - idź ratuj życie kolejnego pacjenta, bo to
          oczywiście obowiązek podtswowy lekarza, ale wiesz przecież, że
          telefon do rodziny możesz zlecić np. pielęgniarce, czy pani
          sekretarce...
          • protozoa Re: do protoza 15.04.08, 07:21
            Nie, o śmierci pacjenta nie ma prawa infrmować pielęgniarka ani
            sekretarka.
            • selavi2 Re: do protoza 15.04.08, 07:49
              Zatem lekarz ma to prawo, ale nie obowiazek?
              Ciekawa jestem czy sa na to jakies regulacje prawne oprocz Kodeksu ETyki Lekarskiej?
              • protozoa Re: do protoza 15.04.08, 08:05
                Kodeks Etyki Lekarskiej z 2004 roku ( chyba) jest dostepny w
                internecie, sprawdź.
        • selavi2 Re: do protoza 15.04.08, 00:35
          Taaa... I takich przypadkow masz pewnie 90 na 100?
          Jak sie zachowac - podpowiem Ci - stosownie do sytuacji.
          Ale to tez trzeba umiec. Do tego tez jest potrzebna odwaga, takt i stanowczosc.
          Szkoda ze Ty -jak rozumiem lekarz z doswiadczeniem - tak pobieznie
          odpowiedziałas na moj post.
          Polecałabym lekture powakacyjnej chyba, dawnej Gazety Lekarskiej, bodajze tam
          wlasnie ten temat byl poruszany, na cale szczescie w odmienny od Twojego sposob.
          Niestety, rowniez na przykladzie lekarzy w rodzinie, z przykroscia stwierdzam,
          ze to jedna z najbardziej "betonowych" grup zawodowych.
          I wiele wody uplynie zanim rodzenie i umieranie oraz leczenie bedzie sie odbywac
          po ludzku.
          Pozdrawiam
          • protozoa Re: do protoza 15.04.08, 08:00
            Najłatwiej teoretyzować i dawać dobre rady, trudniej mieć do
            czynienia z rodzina umierającego. A rodziny zachowuja się bardzo,
            bardzo róznie i.... najczęściej mimo np. zaawansowanej choroby
            nowotworowej winią za smierć tego kto jest najbliżej czyli lekarza.
            Napisałam o worku, bo był to jeden z bardziej szokujących, ale jest
            sporo innych, które tez nie spływają po nas jak woda po tłustej gęsi.
            1. Nagminne wymyślanie nam od morderców, gdy proponujemy wyrażenie
            zgody na to, by zmarły był dawcą organów. Większość z nas po 2-3
            takich "akcjach" rodziny nawet nie proponuje innym. Szkoda naszych
            nerwów. Wiele miesięcy opowiada się jak jakaś rodzina przyjdzie do
            lekarza i, świadoma stanu swojego bliskiego, sama proponuje narządy
            do przeszczepu.
            2. Nakłanianie lekarzy, aby uczestniczyli w czynnościach prawnych -
            np. byli "świadkami" ustnego testamentu. Gdy odmawiamy słyszymy stek
            wyzwisk.
            3. U mnie w szpitalu papiery do zakładu pogrzebowego odbiera sie w
            specjalnym pokoju. Wypełnia je na podstawie tego co napisze lekarz -
            urzędniaczka. Zwykle piszę na kartce numer pokoju i rysuję jak tam
            sie dostac, ale bywa, że rodzina uważa, że jest to adres zakładu
            pogrzebowego i wyskakuje z buzią.
            4. Propozycje składane pielęgniarkom, aby umyły i ubrały zwloki.
            Czasem wmawianie, że jest to ich obowiązek.
            5. Sekcja. Rodzina potrafi 10 razy zmieniac zdanie, a potem dziwić
            się, że na sekcję trzeba czekać. No i towarzyszy temu stosowna
            awantura. A, lekarz jest winien, że jest ogromn brak patologów i
            sekcja nie odbywa się jeszcze tego samego dnia.
            6. Staramy sie nie kłaść innych chorych na sali z umierającymi, ale
            warunki są takie jakie są, więc czasem potrzebny jest parawan.
            Chorzy potrafią zrobić karczemna awanturę, żeby - cytuję - "zabrac
            gdzieś tego truposza" ( np. na korytarz albo.....do łazienki). Chory
            jeszcze żyje, jest w agonii.
            7. Ściaganie do szpitala księdza ( do niekoniecznie głęboko
            wierzącej osoby) i notariusza z gotowa juz "ostatnia wolą". Nie
            muszę chyba mowić co czuje ciężko chory.
            8.Ściaganie do szpitala 2-3-5 letnich dzieci, aby pożegnały się z
            dziadkiem. Dziadek jest w agonii, dziecko mocno przestraszone,
            niewiele rozumiejące, płacze, boi się, a rodziny swoje. Potem mamy
            problem także z dziećmi.
            9.Wrzaski i oskarżanie nas, straszenie sądem, prokuratorem,
            pobiciem, nasłaniem bandytów na nas i nasze rodziny, gdy chory
            umiera. A umiera, bo był nieuleczalnie chory.
            10. Awantury o depozyt. Po śmierci siostry robia tzw. depozyt.
            Zbierają i spisują rzeczy zmarłego, które rodzina odbiera
            potwierdzając odbiór podpisem. Na 10 zgonów 2-3 rodziny robia
            kosmiczną awanturę o to, że szpital okradł zmarłego. Brakuje np.
            termosu, który jak się potem okazało szwagierka zabrała do domu. Nie
            ma dostarczonych poprzedniego dnia pampersów, bo chory przed
            śmiercią miał biegunkę. Jest podarta koszula, bo była reanimacja (
            koszula jest stara, sprana), nie ma medalika, a medalik został w
            domu itd, itp.
            Przykładów jest dużo.
            Dla każdego lekarza śmierć pacjenta jest porażką. A ćwiczenia z
            anatomii ( prawidłowej i patologicznej) i medycyny sądowej czyli w
            prosektoriach nie mają nic wspólnego z oswojeniem śmierci.
            • aguskin Re: do protoza 15.04.08, 10:24
              rozumię Cię, nie da nauczyć sie jak poinformować rodzinę,
              nikt nie opracuje gotowej formułki, bo każdy jest inny,
              nie każdy chce słyszeć mama jest z aniołkami,
              nie każdy potrzebuje litośći czy współczucia,
              są tacy co oczekują lez, a my nie bedziemy płakać nad każdym,
              bo musilibyśmy być wkrotce pacientami psychiatryka,
              nie da sie...
              powinna być rozwinięta edukacja na ten temat,
              a my mamy tylko lęk...
            • agni71 Re: Dr House - takie mam skojarzenie 23.04.08, 00:25
              Oglada sie to świetnie,ale trafic do takiego lekarza, to mozna zejść
              z samego stresu.
              lekarz powinien spełniac swoje obowiązki (do nich zaliczam
              poinformowanie rodziny o agonii bliskiej osoby), fochy - olać, a nie
              unikać przez nie spelnienia jednego ze swoich obowiązków (tu równiez
              zaliczę proszenie rodziny o zgodę na wykorzystanie organów zmarłej
              osoby - co z tego, ze 9 odmowi,jak ten 10.,który sie zgodzi, ocali
              komus życie.) Pacjenci i ich rodziny zapewne potrafia byc
              męczący,ale taka specyfika tego zawodu - trudno go uprawiac bez
              kontaktu z ludżmi.
    • selavi2 morgen_stern 14.04.08, 19:07
      Dzieki.smile
    • lila1974 Re: "Umierać po ludzku" 14.04.08, 20:21
      Myślę, że nie chcialabym wiedzieć, że umieram.
      Mając świadomość, ze wisi nade mną wyrok w postaci samej choroby,
      już porządkowałabym swoje sprawy. Natomiast wyrok niechybnej śmierci
      myślę, ż eostatecznie podciałby mi skrzydła.
      • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 08:35
        Lila, albo w drugą stronę:
        wiedząc że masz mało czasu spędziłabyś ostatnie miesiące, tygodnie
        czy nawet dni, tak jak zawsze chciałaś.
        my córkę zabraliśmy na Wigilię do teściów, po raz pierwszy.
        Następnego dnia przyznała się mojej siostrze, że rodzice spełnili
        jej marzenie. po kilku dniach już małej z nami nie było.
        • lila1974 Re: "Umierać po ludzku" 23.04.08, 00:28
          Nie wiem, czy znalazłabym w sobie dość siły.
          Myśle, że raczej miałabym sporo kłopotów sama z sobą w takich
          okolicznościach ... mam nadzieje, że nigdy nie będzie dane mi sie
          przekonać uncertain
    • agab51 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 09:04
      nasza rodzina była objęta opieką psychoterapeuty
      wszystkim życzę, by mogli mieć przy sobie takiego kogoś, kto pomoże
      przygotować się na odejscie bliskiej osoby.
      ona nauczyła nas zdania: córeczko, jesli nie masz siły walczyć, to
      idź i nie martw się o nas. szkoda, ze przez lekarzy z OIOMu nie było
      nam dane pożegnać się z dzieckiem.
      psychoterapeutka była także z nami po śmierci małej. nie
      rozmawialiśmy już o nas, ale potrzebowaliśmy by wskazała jak pomóc
      pozostałej naszej córce- jak powiedzieć dziecku o śmierci, jak teraz
      być z nią.
      • gofer73 Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 09:44
        Agab51 - bardzo Ci współczuję, ogromnie przeżyłam Twoje posty, tym
        bardziej że jestem w identycznej sytuacji jak Ty. Spotkało Was
        najgorsze co może spotkać rodzinę przewlekle chorej osoby - utrata
        kontaktu z tą osobą w jej ostatnich chwilach. Brak możliwości
        pożegnania własnego dziecka.

        O czekającej nas śmierci naszego synka rozmawiamy między sobą
        bardzo często i nie jestem w stanie mentalnie przejść przez
        sytuację, kiedy nasze dziecko umrze samotnie na OIOMie.

        Z doświadczeń z lekarzami wiem, że w większości są oni zupełnie nie
        przygotowani do rozmawiania z rodzicami na temat poważnych rokowań
        oraz śmierci. Swoim brakiem empatii i brutalnością robią wielu
        ludziom bardzo dużą krzywdę na długie lata.

        Rozumiem, że jest to cięzka praca i przez miesiące oglądania
        umierających i cierpiących ludzi można się uodpornić (a nawet
        trzeba) ale nic nie tłumaczy lekarzy z braku profesjonalizmu.
        Szkoda, że na tych długich i ciężkich studiach medycznych nie uczą
        przekazywania złych wiadomości.

        Sposób w jaki umiera nasz bliski znacząco wpływa na to jak sobie w
        przyszłosci poradzimy z tym odejściem.

        Nie jesteśmy zwierzętami aby takie przeżycie spłyneło po nas jak po
        kaczce (tak jak sugeruje jedna z wypowiadających się w tym wątku).

        Nasze dziecko jest pod opieką domowego hospicjum. Tam o cierpieniu i
        śmierci mówi się z delikatnościa. Przygotowuje się na nią całą
        rodzinę. Dba o pacjenta (synek dostaje kartki i drobne prezenty na
        każde święta i urodziny). Na życzenie mamy opiekę psychologa. To
        jest własnie umieranie po ludzku.

        Gdybym umiała się modlić to modliłabym się o to by śmierć przyszła
        do nas do domu. Nie na OIOM, gdzie grozi nam to, że pies z kulawą
        noga nie zainteresuje się tym, że właśnie odchodzi najbliższa nam
        osoba.
      • aguskin Re: "Umierać po ludzku" 15.04.08, 10:10
        pamietam jak dostałam telefon w pracy, ze szpitala, ze oni nie maja
        telefonu do rodziny X, a właśnie pan X zmarł i zebym poszła
        poinformować o tym rodzinę, pobiegłam i otwiera mi starsza pani z
        cudownym, błogim uśmiechem, pytam kim był dla niej pan X, a ona ze
        to mąż, wczoraj poczuł sie troszke słabo i jest w szpitalu, ale ona
        po południu z synem jedzie do niego i pewnie go przywioza,
        pytam czy ktoś jest z nią w domu, ona ze jest sama ale za 2 godziny
        wroci 14 letnia wnuczka ze szkoły,
        dziewczyny to były tak trudne dla mnie chwile...
        do dzis widze oczy tej kobiety, takie ufne...
        powiedziałam jej nie mogła uwierzyć, nie chciała uwierzyć,
        a później jej swiat wirował, czułam to, później w jej oczach
        widziałam nienawisc, nienawisc do mnie, a ja nienawidziałam tych w
        szpitalu, ze właśnie do mnie zadzwonili,
        to gorsze niz powiedziec osobie bliskiej, jak mowiłam babci, ze jej
        siostra nie zyje, to mogłam płakać razem z nią, mogłam ja tulić,
        a tu obca, bezbronna kobieta,
        temat śmierci jest dla nas tabu,
        możemy rozmawiać o kupie, o seksie, ale o śmierci???
        nie jestśmy tego nauczeni,
        a przeciez w zyciu jednego tylko jestem pewna, ze kiedys umre,
        ze kazda z Was kiedys umrze,
        ale do zycia tu i teraz chyba nie jest nam potrzebna informacja
        kiedy????

        choć nawet w modlitwie
        "od nagłej śmierci racz nas zachować Panie"...
        nie chce wiedzieć kiedy umre, sama swiadomość, że na pewno ...mi
        wystarczy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka