dwaszczesciatrzy
19.04.08, 02:20
Wszyscy od zawsze mowili mi: jakie ty masz szczescie...Szczesliwe dziecinstwo, owszem. Pozniej alkoholizm taty, wieczne awantury, przemoc, pogotowie i policja na okraglo w domu. Pozniej alkoholizm mamy. Tu dopiero wiedzialm co to jest szczescie...Szczesciem bylo to, ze gdy mama wrocila do domu pijana, (tata to juz w innym stanie nie bywal)- no i wtedy szczesciem bylo to, ze nie bylo w domu awantury. Pozniej tragedia w domu, znowu wszyscy o nas mowili..Ale jakby o tym szczesciu coraz rzadziej... Musialam chodzic z podniesiona glowa, a wszystko we mnie bylo zlamane i nie ciezko bylo mi znosic te spojrzenia. Taty juz nie bylo. Mama ciagle pila, nie wracala do domu przez kilka dni, spedzala zycie na melinach i wracala wytrzezwiec. Coraz to inni faceci w jej zyciu i w moim domu. Jakos udalo mi sie skonczyc podstawowke z dobrymi ocenami. Pozniej liceum. I znowu slyszalam jakie to mam szczescie, bo nie ucze sie w ogole , a zawsze mialam dobre stopnie. W duchu myslalam: gdybyscie mialy takie szczesliwe zycie jak ja nie zdalybyscie nawet egzaminu do tego, najlepszego liceum w miescie...No, ale ja nadal slyszalam jakie to mam szczescie...W domu koszmar...Przez okno ogladalam jak mama spi pijana na lawce w parku, jak spada z tej lawki i lezy na ziemi. Wychodzilam, wiec z domu i wracalam z mama. Musialam przejsc obok zgraji moich kumpli...Bylam ladna, ale zwiazki jakos rozsypywaly sie szybko. Studia. Znowu uslyszalam jakie mam szczescie, bo dostalam sie za pierwszym podejsciem. W domu nadal koszmar: mama nadal pije, nowi faceci, leczenie w psychiatrykach...Po kolejnym pobycie w szpitalu mama sie otrzasa...Przestaje pic. Ze zdwojona sila stara sie mi wynagrodzic te wszystkie lata. Teraz moge powiedziec, ze mam szczescie...W koncu mam spokojny dom. Mama pozbierala sie do kupy i zaczela nowe zycie. Normalne zycie - ona to ma szczescie - udalo jej sie. Koncze studia i poznaje mojego meza. Znowu wszyscy mi mowia: ale ty masz szczescie, taki dobry czlowiek...Tym razem maja racje. Bierzemy slub, mamy dobra prace, nowy dom, pozniej dzieci...Sielanka. Chyba rzeczywiscie mam to szczescie. W zeszlym roku niespodziewanie diagnozuja u mnie chorobe, byc moze bede osoba niepelnosprawna za lat kilka, moze kilkadziesiat. Mija rok, choroba nie posunela sie ani o milimetr do przodu, malo tego - lekarze dziwia sie, ze jest lepiej. Nastepnie guz piersi, jestem w trakcie badan... Mam 35 lat i ciagle nie wiem czy Ci, ktorzy mowili, ze mam szczescie mieli racje. Boje sie, ze nie. Przepraszam, ale jestem u kresu sil. Musialam sie wygadac. Mam wspaniale dzieci, wspanialego meza i zachwiana wiare w to, ze bedzie dobrze.