Dodaj do ulubionych

Pomozcie!!!

11.09.03, 15:43
Zwracam sie do doswiadczonych i madrych mam po rade lub chociazby
wysluchanie. Jestem w 8 tygodniu nieplanowanej ciazy. Nigdy nie chcialam
miec dzieci, ale od kiedy jestem (zeldwie od roku) z nowym mezczyzna
rozwazalam taka mozliwosc. Ale nie teraz! Jednak stalo sie. Moj partner
cieszy sie umiarkowanie, ale zaproponowal slub i bycie z nami. Napiszecie,
to super. Ale nie o to chodzi. Od kiedy wiem o ciazy jestem strasznie
nieszczesliwa. Caly czas mysle z ilu rzeczy bede musiala zrezygnowac w
zyciu. Mam jeszcze dwa lata studiow, a w czerwcu stracilam prace. Od
wrzesnia mialam szukac nowej, a teraz nikt nie zatrudni ciezarnej. Nie mam
duzych oszczednosci i wiem, ze bede zdana na pomoc partnera. A zawsze
cenilam sobie niezaleznosc i samodzielnosc. Bardzo sie staram zaakacpetowac
moja przyszosc, ale nie wychodzi mi. Staram sie myslec o dziecku, a mysle o
problemie. Wiem, ze to okrutne, ale marze o poronieniu. Nie przestrzegam
zadnych zalecen dla ciezarnych i caly czas licze, ze nie uda mi sie donosic
tej ciazy. Nie umiem myslec o szczesciu jakie daje macierzynstwo, tylko o
tym, jak bardzo to dziecko pokrzyzuje moje plany. Strasznie sie boje, ze je
znienawidze lub cos w tym stylu. Boje sie komukolwiek powiedziec, ze jestem
w ciazy. Wlasciwie to wstydze sie tego. Wiem, ze moja rodzina bedzie
wsciekla, ze to bekart. A slubu nie chce brac, bo ludzie powiedza, ze to dla
dziecka. Najchetniej wyjehalabym gdzies daleko - uciekla. Boje sie, bo
ciagle placze i mam ataki histerii. Po ostatnim byla tad zdesperowana, ze
chcialam zatruc sie gazem. Nie chce tego dziecka, choc caly czas staram sie
myslec, ze to wielkie szczescie. Moje kolezanki ciesza sie, ze zachodza w
ciaze i potrafia tylko o tym gadac. Ja nie rozumiem jak mozna w kolko
rozmawiac o mdlosciach, wymiarach zarodkai ubrankach dla dzieci. Mnie to nie
rusza. dodam, ze bylam juz dwa razy na USG, liczac ze cos sie zmieni i nic.
Nie rusza mnie ten obrazek. Blagam, powiedzcie co robic. Moze powinnam pojsc
do psychologa. Wstydze sie przed wlasnym partnerem, ze mam takie mysli.
Wiem, ze jestem wredna egoistka, ale czy takie nie maja prawa zyc. Prosze,
pomozcie!!!
Obserwuj wątek
    • sojanka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 15:49
      Czyżby kolejna prowokacja???

      Skoro tak jak mówisz makuwko to dopiero 8 tydzień, dlaczego nie zdecydujesz się
      na aborcję?? Skoro chciałaś i siebie i dziecko otruć gazem cz\y nie prosciej
      pozbyć się problemu???

      Skoro jednak nie decydujesz się na zabieg, to moze znaczy, że... w jakiś sposób
      chcesz tego dziecka? Wiem, że dowiedzieć się o ciązy, kiedy się tego nie
      planowało to wielki szok. Może jednak życie nie zmieni się tak bardzo??? Ja mam
      1. 5 roczne dziecko. Pracuję, chociaż gdy zaszłam w ciąże straciłam fajną pracę
      (ta co mam jest jeszcze fajniejszasmile, chodzę do kina, na zakupy... Żyję tak jak
      kiedyś. Może nawet bogaciej i ciekawiejsmile
      Teraz uciekam pędzę odebrać Maleństwo ze żłobka...
      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 16:01
        Sojanko,
        to nie prowokacja, choc nie mam jak Ci tego udowodnic. Myslalam o zabiegu -
        nie jeden raz. I gdyby byl w naszym kraju legalny, natychmiast bym go zrobila.
        Ale boje sie dzwonic pod telefon z GW i powierzac sie w rece jakiegos
        nieznanego lekarza. Tyle sie slyszy o fatalnych skutkach zlego przeprowadzenia
        aborcji. A moze masz racje, moze chcialabym to dziecko? Dlaczego zatem od 4
        tygodni chodze zalamana, nic mnie nie cieszy? Zazdroszcze Ci, ze kochasz swoje
        dziecko znalazlas po urodzeniu dobra prace. Ja jestem teraz przerazona moja
        sytuacja i strasznie sie boje. Dziekuje, ze odpowiedzialas
        • tabaza5 Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 11:00
          Myślę że ktos tam w górze chciał byś je miała....i myslę że jak się urodzi
          wynagrodzi Ci wszystko,życie róznie się układa,ale zawsze się układa.Jednak
          decyzja powinna należeć do Ciebiei tylko do Ciebie.Mam cudowną 2 letnia juz
          Julcie,była zaplanowana i wypragniona jak nie wiem co,jest naszym całym
          życiem,moim i mojego męża,mi jest łatwiej mam prace i mam kogos kto mnie
          wspiera w trudnych chwilach.Ale pomyś ....nie będziesz juz nigdy samotna,a już
          na pewno smutna,a juz na pewno bedziesz miała cel w zyciu.
          pozdrawiam Sylwia
    • wieczna-gosia Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 16:15
      Makufko,
      Co nieznane nas przeraza. Szczegolnie jesli nieznane juz z nami zostanie na
      cale zycie.
      Ale- czy w pracy zawsze robilas rzeczy przewidywalne? Czy nie zaczynalas nigdy
      czegos nowego?
      Moim zdaniem powinnas z kims pogadac- ot chocby z nami- my wszystkie
      przeszlysmy taka rewolucje wink I zyjemy wink) Byc moze powinnas pogadac z
      partnerem. Byc moze z psychologiem. Nie wiem. Masz 9 miesiecy na przywykniecie
      do nowej roli wink) Nie zadreczaj sie faktem ze na widok zdjecia USG nie
      placzesz ze szczescia. Nie drecz sie niepotrzebnymi gdybaniami. Postaraj sie
      zastanowic sie nad tym jakie masz mozliwosci ruchu w tej sytuacji. Studia- na
      pewno moga zostac co za problem? Praca- nie zajac nie ucieknie a ty ze
      studiami w kieszeni zyskasz na wartosci a nie stracisz. Mysle ze postawa
      twojego partnera bedzie duzo znaczyc. A na razie jest pozytywna nie?
      Dbaj o siebie i trzymaj sie cieplutko. Czasami zycie sie musi przewrocic do
      gory nogami zeby czlowiek mogl zrozumiec pewne rzeczy. Nie wiem jakie zadania
      ma dla ciebie los wink) ale mi ta nauka sie przydala wink)
      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 16:23
        Wieczna Gosiu,

        dziekuje. Wlasnie siedze w domu i placze. Boje sie, ze jesli komus powiem o
        tym, co czuje, wszyscy beda uwazali, ze jestem okrutna i podla. Pewnie tak
        jest, ale czy nie sadzisz, ze wolalabym skakac teraz do nieba z radosci, ze
        jestem w ciazy? Tymczasem nie moge klamac na temat moich uczuc: sa takie, a
        nie innego. Dlatego jest mi tak ciezko, ze nie moge zmusic sie do radosci. Z
        kazdym dniem mysle, ze bedzie lepiej, a jest jeszcze gorzej. Czesci rzeczy nie
        moge juz wykonywac, bo jestem w ciazy. Do tego jest mi ciagle niedobrze i nie
        mam nawet ochoty nic robic. Nie spotykam sie ze znajomymi, bo boje sie, ze
        zauwaza moj odmienny stan, a tego nie chce. Siedze sama w domu. Moj partner
        pracuje w innym miescie i przyjezdza tylko na weekendy. A i wtedy ma co robic.
        Zazdroszcze mu tej aktywnosci. Ja czuje sie teraz taka bezuzyteczna. Tak
        jakbym miala czekac teraz 9 miesiecy na dziecko i nic nie robic. Nie mam
        pracy, wiec nie mam dochodow. Pojde czasem sama do kina lub polaze po sklepach
        (bez kupowania), ale nie stac mnie na jakies wielkie rzeczy. Poza tym czuje,
        ze mi sie nie nalezy, bo nie mam pracy. Wiesz, staram sie myslec tak jak
        powiedzialaz, ze to Los, a on wie co robi. Mysle, ze jest wiele dobrych
        kobiet, ktore nie moga miec dzieci, a bardzo by chcialy. Mysle, ze trzeba byc
        wdziecznym Losowi. Ale zaraz potem sobie mysle, ze Los karze mnie za wszystko
        zle, co zrobilam. Jestem zalamana. Dziekuje, ze pochylilas sie nade mna
    • magolcia Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 16:26
      No, widać, że hormony szaleją...
      Wiem, że widzisz teraz wszystko w czarnych barwach - w wielu kwestiach masz
      rację - dziecko diametralnie zmieni Twoje życie, nic już nie będzie jak
      dawniej. Ale na pewno doświadczysz też dobrych rzeczy. Przeważnie po urodzeniu
      i zobaczeniu dziecka (a na pewno w przeciągu paru pierwszych tygodni)
      przychodzi miłość macieżyńska i jesteś wtedy szczęśliwa, że masz przy sobie
      maleństwo.
      Jeżeli Twój partner umiarkowanie podchodzi do Twojej ciąży, to też nie podnosi
      na duchu, ale powiem Ci, że wielu mężczyzn na początku tak reaguje - przecież
      dla niego to też kolosalna zmiana sytuacji, a mężczyźnie trudniej się
      przystosować. Ale przecież piszesz, że będąc z nim przychodziły Ci do głowy
      myśli o ewentualnym dziecku - więc jednak jakoś postrzegasz go w kategoriach
      tatusia.
      A jeżeli chodzi o utratę pracy - no tak, to jest teraz problem, bo pracy nie
      ma, a do tego Ty jesteś w ciąży. Ale z własnego doświadczenia wiem, że człowiek
      w kryzysowej sytuacji potrafi się świetnie zmobilizować. Przemyślcie z Twoim
      mężczyzną Waszą wspólną sytuację - weźcie pod uwagę wszystkie wyjścia. Jeżeli
      zdecydujecie się na to dziecko, to zastanówcie się nad możliwością utrzymywania
      się przez jakiś czas z jednej pensji - jego. Ty postaw na studia - jest wiele
      kobiet, które w trakcie studiów urodziły i odchowały dzieci. Poradzisz sobie. A
      gadaniem rodziny się nie przejmuj - to Twoje życie , Ty o nim decydujesz, a
      może na wyrost się przejmujesz, może rodzice Ci pomogą...
      Życzę podjęcia dobrej (bez względu na to, jakiej) decyzji.
      Pozdrawiam
      Magda
    • joa_boa Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 17:25
      Jeżeli twój stan psychiczny w związku z ciążą jest tak zły, że myślisz o
      samobójstwie, czy wręcz podejmowałaś próbę samobójstwa to powinnaś pójść do
      psychiatry i porozmawiać o możliwości rozważenia aborcji ze względu na
      zagrożenie życia matki (z powodu nasilonych tendencji samobójczych).
      Niekoniecznie pogodzisz sie z tą ciążą - nieplanowaną, niechcianą. Masz
      (straszne) prawo wybrać, a twoja, jak przypuszczam, głęboka depresja nie jest
      tylko wynikiem zmian hormonalnych w mózgu. Jakąkolwiek decyzje podejmiesz i tak
      odpowiedzialność zawsze spoczywać będzie na tobie, niestety.




















































      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 17:38
        Siedze teraz w domu, a za oknem pada straszny deszcz. Nic mi sie nie chce.
        Popadam z histerii w apatie. Leze i patrze sie tepo na deszcz. Wiem, ze nie
        warto mnie zalowac. Co ze mnie za kobieta, ktora chcialaby pozbyc sie swojego
        dziecka? Zadzwonilam do swojego partnera, ale byl zajety. Gdy zaczynam mowic o
        moich problemach, smieje sie, ze to hormony i wszystko zrzuca na ciaze. On nie
        usunalby tego dziecka. Jest za dobry. Ale tez sie nie cieszy. Do tej pory nie
        powiedzial swoim rodzicom - nie ma sie czym chwalic. To takie upokarzajace nie
        umiec cieszyc sie z nowego zycia. Nic juz mnie nie cieszy. A jakakolwiek
        czynnosc wymaga ode mnie wiele wysilku. Zaniedbalam mieszkanie, nie wychodze,
        nawet wyjscie z psem jest dla mnie wielkim wysilkiem. Tak jakbym sie czegos
        bala. Macie racje, jakiejkolwiek decyzji nie podejme, bede za nia
        odpowiedzialna. Juz na zawsze.
      • sojanka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 18:22
        joa_boa napisała:

        > Jeżeli twój stan psychiczny w związku z ciążą jest tak zły, że myślisz o
        > samobójstwie, czy wręcz podejmowałaś próbę samobójstwa to powinnaś pójść do
        > psychiatry i porozmawiać o możliwości rozważenia aborcji ze względu na
        > zagrożenie życia matki (z powodu nasilonych tendencji samobójczych).
        > Niekoniecznie pogodzisz sie z tą ciążą - nieplanowaną, niechcianą. Masz
        > (straszne) prawo wybrać, a twoja, jak przypuszczam, głęboka depresja nie jest
        > tylko wynikiem zmian hormonalnych w mózgu. Jakąkolwiek decyzje podejmiesz i
        tak
        >
        > odpowiedzialność zawsze spoczywać będzie na tobie, niestety.

        Jestem coprawda dziennikarzem, a nie lekarzem, ale wydaje mi się, że w Polsce z
        takich powodów jak napisalaś nie przeprowadza się aborcji z tzw. wskazań
        lekarskich.
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
      • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 19:43
        Kochana,
        myślę, że wiele kobiet przeżywa to co Ty. Coraz więcej z nas nie ma ochoty
        wpisywać się w stereotyp matki Polki... Plus hormony i mamy to, co opisujesz.
        Najpierw pobądź dobra dla siebie. Zrób sobie kubek pachnącej herbatki, wejdź
        pod koc, poczytaj sobie. Przytul się do przyjaciela. Zrób to d l a s i e b i
        e.
        Wiesz co, ja czekałam na dziecko kilka lat, pierwsze poroniłam. A gdy byłam w
        ciąży, wcale nie czułam się szczęśliwa! Mdło mi się robiło, gdy mi wszyscy
        gratulowali i dywagowali, jak mi dobrze. Ciąża była zagrożona i musiałam
        zrezygnować ze wszystkiego, miałam wrażenie, że ten mały pasożyt wczepił się
        we mnie i teraz on tu rządzi, a ja to inkubator jakiś... Takie odczucia są
        niepopularne, trudno o nich mówić. Ja mówiłam mojemu mężowi, pozwoliłam im
        przepłynąć przez siebie. Mojego syna ( oraz drugiego, planowanego, choć
        pierwsze dwa tygodnie ciąży przeryczałam wrzeszcząc, że nie chcę!!!) kocham
        nad życie, a to życie, choć chwilami nieznośne, stało się nieporównanie
        piękniejsze i bogatsze (choć nie słodkie i różowe...)

        Kochanie, tak, wszystko się zmieni. My tutaj to właśnie klub
        wtajemniczonych... Właśnie po to masz teraz jeszcze siedem miesięcy, żeby się
        na to względnie przygotować i przeorganizować, co się da. A potem i tak będzie
        koniec świata, i obudzisz się w Dzidziusiowie...
    • agigaa Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 17:54
      Hmmm nie wiem co ci mam powiedzieć.
      Może tak - Byłam w podobnej sytuacji, nie aż w takim nasileniu, ale podobnie.
      Długo wydawało mi się, że świat się wali, że nie dam rady, że to nie teraz,
      także miałam studia, faceta z kórym byłam 2 lata (zaledwie) itd. I wiesz co usg
      też do mnie nie do końca przemawiało i myślałam, że.... dlaczego ja i dlaczego
      teraz, i jak ja to wszystkim powiem itd. straszne było to kłębowisko myśli i
      uczuć, ale.......To było przeszło dwa lata temu. Teraz mam najcudniejszego
      synka, męża,wszystkie "dziadki" są zachwycone wnukiem, skończyłam dwie szkoły,
      za rok wracam na studia, zaczynam prace, robie dodatkowo kursy, chodze do kina
      i na imprezy (czasem), mam dużo nowych znajomych (dzieciatych) i wiesz co moje
      życie byłoby tak okropnie, okropnie puste bez Kubusia. Pewnie, że jest to
      zmiana niewyobrażalna i nie powiem, że jest inaczej, ale wierz mi wiele rzeczy
      można pogodzić, nawet nie wiesz na jak wiele człowieka stać. I w tym wszystkim
      to małe dzieciątko, które przyprawia mnie o tak wiele różnorodnych uczuć, nie
      zawsze jest kolorowo, ale potem wystarczą te oczy patrzące na ciebie z taką
      ufnością i bezgraniczną miłością od samego początku, że ahhhh żyć się chce i
      wszystkie problemy robią się takie małe i góry można przenosić.
      Chyba się rozpisałam ,ale i tak nie do końca jestem w stanie ubrać w słowa to
      co chce ci przekazać. Sens jest taki : czas płynie i zdziwisz się nie raz co
      los ci jeszcze przyniesie.
      Jak chcesz pogadać to pisz, jusi22@wp.pl
      Agata
      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 18:39
        Ja tez sie caly czas ludze, ze uczucia macierzynskie przyjda. Z kazdym dniem
        mam nadzieje, ze bedzie lepiej. Ale co bedzie, jak urodze i nadal nic nie bede
        czula? Boje sie, ze bede sie odgrywac na dziecku za stracone szanse. Na
        przyklad teraz swiadomie krzywdze mojego partnera za to, ze "zaplodnil" mnie.
        I choc wiem, ze ro niesprawiedliwe, nie umiem inaczej. Ja wiem, ze dziecko
        zmienia wszystko - mam kolezanki, ktore juz maja dzieci. I wlasnie tego sie
        boje. Robilam w zyciu duzo roznych rzeczy, ktorych nie sposob wykonywac z
        dzieckiem. Dodam, ze zarowno moi jak i rodzice partnera nie beda chcieli (z
        roznych powodow) zajmowac sie dzieckiem. A ze partner pracuje, a ja nie, to
        wiadomo, ze ja bede siedziec z dzieckiem. Jak o tym mysle, serce gwaltowniej
        mi bije i jest mi slabo.

        Dziekuje Ci za opis Twojej historii. Napisze do Ciebie na priva,
        • sojanka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 18:48
          Czytam te Twoje posty i myślę sobie, że moje jeszcze dwa lata temu wyglądały by
          bardzo podobnie...

          W czerwcu dostałam wypowiedzenie. W sierpniu dowiedziałam się, że jestem w
          ciąży. We wrześniu ukochany miał rozpocząc studia w innym mieście...
          Przepłakałam wiele godzin. Rozważałam różne możliwości.

          W końcu wyjechałam z nim. Wynajęliśmy mieszkanie. siedziałam w domu całą ciąże.
          Czytałam, pisałam, robiłam różne fajne rzeczy...


          Wróciłam do pracy na początku tego roku, wbrew opiniom, że firmy nie
          zatrudniają "świeżych" matek. Pracuję, robię to co lubię. Mam przyjaciół i to
          nawet niedzieciatych (Ci są lepsi, bo w odróżnieniu od dzieciatych nie mogą się
          dzieckiem nacieszyć, naprezentować itp.).
          Nie mamy do pomocy babć (obie pracują i mieszkają w innych miastach), ani innej
          rodziny. Radzimy sobie sami.
          I tak naprawdę dziecko nie jest przeszkodą w niczym. A dają dużo radości. I
          nadaja życiu nowy, inny sens.
    • agigaa Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 19:18
      Co będzie jak zobaczysz dziecko i go nie pokochasz?. Wiesz co osobiście nie
      słyszałam chyba o takim przypadku może kiedyś tam w telewizji. Nie zakładaj
      czegoś z góry. A tak szczerze powiedziawszy to chyba większość kobiet ma takie
      odczucia, a co jeśli nic nie poczuje?. Też tak miałam i.... zobaczyłam i...
      potrzymałam i.. usłyszałam i.... pokochałam, od razu, jak nikogo, tak po prostu
      z każdą chwilą bardziej, pewnie że mnie czasem "wkurza", doprowadza do furii,
      ale... i tak kocham.
      A czy wiesz jak zachowują się faceci po porodzie?, mój mąż nie mógł się oswoić
      z dzieckiem baaardzo długo, pomagał, nie zaprzecze, ale nie czuł chyba do końca
      tego czegoś... to przyszło samo kiedyś tam, teraz są parą nie do zdarcia wręcz
      role się odwróciły, teraz to oni są bardziej ze sobą związani, na swój sposób.
      Nie wiem czy to dobry przykład. Nie chciałabym bagatelizować sprawy, bo wydaje
      mi się dość poważna, ale... daj sobie czas. Nie myśl tyle, po prostu żyj dalej.
      Przecież to dopiero początek ciąży, mdłości niedługo pewnie miną i będziesz
      mogła jeszcze długo normalnie funkcjonować.
      A co takiego robiłaś czego nie można robić przy dziecku?, jeśli nie chcesz
      odpowiadać to nie mów, ale .... hmmm wiesz może faktycznie pierwszy rok jest
      ciężki, jest dużo wyrzeczeń, ale potem to już z górki, na prawde w tym momencie
      ciężko byłoby mi znaleźć rzecz, której nie moge robić. To prawda mam dziadków
      do pomocy, ale nie wszyscy mają, a też sobie radzą. Pozatym nie możesz
      zakładać, że nikt ci nie pomoże, naturalnie trzeba liczyć na siebie, ale nie
      zakładaj z góry, że oni dziecka nie pokochają przecież jeszcze(o ile dobrze
      zrozumiałam) nawet nie wiedzą o jego istnieniu. Daj im szanse.
      Napisz, czekam na maila.
      Agata

      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 19:52
        Sojanko,

        wiec moze i dla mnie jest nadzieja? Ja tez bylam dziennikarka. Ale mnie
        wyrzucili. I nawet nie dali papierka, bo pracowalam tylko na umowe-zlecenie.
        Niestety, studiuje filozofie i po tych studiach nie znajde raczej dobrej
        pracy. Same wiecie, jakie jest bezrobocie.

        Agata,

        ja tez sobie powtarzam, ze nie jest tak zle. Ze sobie poradze. I wystarcza...
        na kilka godzin, a potem znow przychodza te straszne mysli. Czytam posty
        oczekujacych, ich radosci z ciaz, a ja tak nie moge. Zawsze mi sie wydawalo,
        ze jakbym zaszla w ciaze, bede sie cieszyc i przezywac, a tu nic. Nienawidze
        siebie jeszcze bardziej. I tego niewinnego, ktory jest we mnie. Ciagle mam
        ciemne wizje i nie umie sie ich pozbyc. Czasem sa to glupoty, typu mam teraz
        okropna cere, nie mieszcze sie w stare ubrania, wszystko robie dwa razy
        wolniej, a czasem powazne: co bedzie, jesli ojciec dziecka mnie zostawi, jesli
        nie podolam opiece nad dzieckiem, nie znajde juz nigdy pracy itd. Nie mam
        prawa do zadnych pieniedzy, bo nie mam pracy. A wierzcie mi, ze teraz to
        zostalabym nawet sprzataczka, byleby miec do czego wracac. Czytam posty mam,
        ktore wracaja po porodzie na wysokie stanowiska i tesknia za swoimi
        pociechami. A ja im zazdorszcze, ze maja do czego wracac. Czuje sie taka
        bezuzyteczna. Zwariuje, jesli przez cala ciaze bede musiala siedziec w domu.
        Wiecie, probowalam czytac, grac na pianinie, chodzic do kina - robic rzezcy,
        ktore duzo nie kosztuja, a nie mialam na nie czasu. Ale juz mi nie sprawiaja
        radosci. Nic mnie juz nie cieszy
        • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 19:58
          Pesteczko,

          dopiero teraz przeczytalam Twoj post. Dziekuje Ci. Dziekuje Wam, ze mnie nie
          potepiacie, choc powinnyscie i okazujecie mi zainteresowanie. Az sie
          poplakalam. Tylko tutaj moge sie "wygadac", bo jestem anonimowa. Przed innymi
          wstydze sie. Wstydze sie zwlaszcza takich osob jak Ty pesteczko - ktore
          czekaly na swoje dzieci i bardzo ich pragnely. A ja jestem taka niewdzieczna,
          ze nie chce wlasngo dziecka. Wierzcie mi, chcialabym, zeby bylo inaczej!
          • joa_boa Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 20:29
            Ja nie miałam właściwie żadnych przeszkód 'zewnętrznych" które utrudniałyby mi
            akceptacje ciazy - byłam juz po studiach, miałam pracę, męża, miałam gdzie
            mieszkać, a i tak byłam wściekła że zaszłam w ciążę - wściekła i pełna
            nienawiści do tego "płodka". Myślałam o aborcji, ale mój mąż powiedział, że
            rozwiedzie sie ze mną, gdy usunę ciążę. Nie chciałam dzieci - nie widziałam sie
            kompletnie w roli matki, wkurzała mnie perspektywa wielkiego brzucha, biustu,
            rozstepów, porodu, przerwy w pracy, i w ogóle życzyłam sobie poronienia. I
            mimo, że od początku kochałam synka, to moje ambiwalentne uczucia przejawiały
            się wobec niego i później - poprzez używanie wobec niego przemocy - biłam go po
            prostu. Teraz to już za mną, ale dla mnie jest czymś do wyobrażenia, że kobieta
            może nienawidzieć swojego dziecka - jako płodu, a nawet później, że nie chce go
            i nie wyobraża sobie dalszego życia jako matka dziecku (dzieciom). Ale to może,
            i na ogół zmienia sie, ta ambiwalencja czy nawet niechęć są nierzadkie i nie
            świadczą - w moim najgłębszym przekonaniu - o tym, że kobieta przeżywajaca tego
            rodzaju uczucia jest jakąś pozbawioną naturalnych uczuć zimna suką, szmatą,
            zdegenerowaną istotą niegodna nazywać sie kobietą.
          • kasia977 Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 20:40
            Witaj,
            wiesz 2 lata temu byłam w prawie identycznym stanie psychicznym. Zaczełam
            dopiero studia, byłam na pierwszym roku, miałam 19 lat. Ze swoim aktualnie
            męzem byliśmy ze soba dopiero rok, (ale znalismy sie od 6 lat) i tu nagle szok-
            jestem w ciazy. Długo odzrucalismy od siebie te myśli, tłumaczac zmianami
            hormonalnymi i w ogóle. dotarło w koncu do nas jak 4 z kolei ginekolog
            potwierdził ciaze. Tak też sie stało, ze Maciek musiał wyjechac i zostałam
            przez kila dni z tą wiadomoscia sama. Byłam w kilku aptekach z zapytaniem o
            tabletki poronne,Maciek zgodził sie na takie wyjscie, nie udało sie (na
            szczescie). Strasznie wymiotowałam, do 12 razy dziennie. Znalazłam sie w
            szpitalu z zagrożona ciaza, miałam nadzieje, ze nie urodze ,ze sie cos stanie z
            ciaza, ze poronie, kombinowałam jak je poronic. Rodzicom na poczatku
            powiedziałam, ze jestem chora. Bałam sie powiedzieć ojcu, bo jest strasznie
            wybuchowy i agresywny. Bałam sie ,że mnie zabije. Gdy Maciek wrócił z Londynu
            zamieszkałam z nim u jego rodziców, szybko załatwiliśmy slub i zaczeliśmy
            cieszyc sie ta sytuacja. Przede wszystkim zaczełam myśleć o dzidzi jako nie
            planowanym, ale bardzo kochanym i chcianym dziecku. To jest mu bardzo potrzebne
            do prawidłowego rozwoju teraz i po urodzeniu. I wiesz co, teraz jest cudownie.
            Kocham mego synka ponad wszystko nad życie, meza też. Nie wyobrazam sobie życia
            bez nich. Zycie moje byłoby bardzo puste bez nich, mimo, że było bardzo
            intensywne.
            Przepaszam, ze sie tak rozpisałam o sobie, ale chciałam Ci pokazac, ze nie ma
            tego złego, co by na dobre nie wyszło. Owszem, na poczatku musiałam zrezygnowac
            z wielu rzeczy (nie mogłam prowadzic już tak aktywnego zycia jakim było ono
            wczesniej), ale teraz wszystko wraca do normy. No, moze nie pojade juz sama
            autostopem w góry, ale moge to zrobic za kilka lat z rodzina, lub robić rzeczy,
            których nie mogłam robić wczesniej. My tez żyjemy tylko z jednej pensji- meza (
            ja moge dołożyc tylko stypendiumsmilei jakos sobie radzimy. Inni mają jeszcze
            gorzej. Ale sie rozpisałam,przepraszam.
            Nie wiem nawet czy cokolwiek Ci to pomorze. Ale chce ci napisac jedno. Musisz
            przede wszystkim bardzo mocno chciec być szczęsliwą. Spróbuj odnalezc dobre
            strony takiej sytuacji. Jak urodzisz, skończysz studia i bedziesz szukala
            pracy, to tak naprawde bedziesz "atrakcyjniejszą" pracownica, bo nie będzie
            obawy, ze młoda dziewczyna zaraz zajdze w ciąze.
            Troche chaotyczny mój post i jeszcze wiele rzeczy chciałabym Ci napisać. Wiem,
            ze wszytko sie ułoży. Zauwazyłam, ze w żadnym Twoim poście nie piszesz źle o
            swojej małej fasolce.
            Pozdrawiam Cie bardzo goraco i zycze pogodnych mysli.
            Chętnie porozmawiam z Tobą prywatnie, jeśli bedziesz miała ochote, to napisz:
            kasia_marysia@poczta.fm, nr gg 3603808.
            Kasia Ż, najszczęśliwsza matka pod słoncem.
            • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 21:06
              Joa, Kasia,
              jestescie kochane! Ta bardzo bylo mi potrzeba, zeby ktos powiedzial mi, ze nie
              jestem taka zla. Przynajmniej dzisiaj zasne spokojniejsza. Jestem tak
              strasznie udreczna zlymi myslami, ze czasem zastanawiam sie, czy nie jestem
              chora psychicznie. Rzeeczywiscie nie pisze zle o "plodku", bo nie mam prawa.
              On przeciez niczemu nie zawinil. Tylko szkoda mi, ze nie trafi do normalnej
              rodziny, tylko bedzie mial taka matke jak ja. Jestem wredna. Nie mam odwagi,
              zeby usunac ciaze, a marze o poronieniu. Gdy sie dowiedzialam, ze jestem w
              ciazy, chcialam zjesc cale opakowanie pigulek antykoncpecyjnych, z nadzieja,
              ze to pomoze. Teraz w ogole o siebie nie dbam. a tak naprawde to oddalabym
              wszystko, zeby cofnac czas i zeby znow bylo tak jak dawniej. Tak bardzo Wam
              zazdroszcze, ze wszystko Wam sie ulozylo. Obiecajcie, ze i mnie sie uda. Tak
              bardzo potrzebuje, zeby ktos mnie pocieszyl. Czuje sie taka samotna
              • wieczna-gosia Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 21:30
                Sluchaj no pewnie ze nie jestes zla ani podla wink)
                To ze hormony ci szaleja to swoja droga prawda, ale hormony nie stwarzaja w
                nas nowych uczuc a jedynie podgotowuje te juz istniejace.

                Zadedykuje ci cos- przeczytalam to na forum mam dzieci specjalnej troski-
                wiesz dzieci z Downem, porazeniem mozgowym, autyzmem...wszystkimi
                nieszczesciami tego swiata jakie moga spotkac dziecko i matka ktora nieba by
                mu przychylila. Nie bedzie to cytat ale bylo to cos w tym stylu.

                Jedziemy do Wloch. Wszyscy nasi znajomi tam jezdza. Bo Slonce, plaze, gorace
                noce, imprezki. Kazdy albo juz byl we wloszech, albo sie wybiera, alebo jedzie
                tam drugi raz. No wiec jedziemy i my. Podroz, plany, marzenia....
                Wysiadamy i okazuje sie ze jestesmy w Holandii. Jak to?? Przeciez jechalismy
                do Wloch??? Gdzie plaze??? Gory??? Przeciez tu jest zimno, wietrznie,
                depresyjnie i wszedzie jak nie krowy to tupipany???
                I teraz mozna zatrzymac sie w tym stanie. mozna przez cale zycie zalowac
                podrozy do Wloch, obwiniac wszystkich za pomylke, gorzkniec i cierpiec.
                Ale mozna tez zauwazyc kanaly. Kolory tulipanow. Knajpki z haszyszem. Spokoj
                Holendrow. I pokochac to niespodziewane miejsce gdzie przyszlo nam byc.

                Zycze ci bys zadomowila sie w Holandii. Zebys przestala sie wstydzic bo nie ma
                czego. Przestala sie karac bo nie ma za co. Przestala sobie odmawiac i
                twierdzic ze ci sie nie nalezy bo to nieprawda. Na razie tyle. Nie kochaj tego
                dziecka. Kochaj siebie. Ludzie kiedy uprawiaja ze soba seks- maja dzieci wink)
                czesciej niz ci sie wydaje wink) a mlode matki czesciej niz ci sie wydaje nie
                lubia swoich dzieci wink) Czesciej niz ci sie wydaje uwazaja sie za wredne
                istoty niegodne bycia matka. A przeciez pokochal cie facet. Masz z nim
                dziecko. Dziecko dla ktorego bedziesz calym swiatem, zaryzykowalabym
                twierdzenie ze przez dlugi czas bedzie dla dziecka czyms w rodzaju oga- alfa i
                omega wszystkiego. Alfa i omega musi lubic siebie sama wink)
                Kazda z nas, nawet ta najbardziej probaby wink przeszla dluga droge. Depresje
                poporodowe, przedporodowe, okoloporodowe. Wzloty i upadki, rozstania i
                powroty wink)
                Daj sobie czas- I okres jest dosc upierdliwy wink) Ale- nie usychaj z tesknoty
                za Wlochami. Slyszlam ze plaze brudne, halas, nie ma wygodnych miejsc
                noclegowych. poza tym umowmy sie- wszyscy najfajniejsi faceci obecnie sa w
                Holandii wink))

                Gosia- hodowca tulipanow wink)))
          • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 18:48
            Makufko,
            ściskam Cię mocno. Wiem, co czujesz. Będzie, jak będzie... ale myślę, że
            będziesz wspaniałą mamą. Lepszą niż niejedna, która nie funduje sobie żadnych
            refleksji (ha, ha, tu akurat takich nie ma). Twoje odczucia to coraz
            powszechniejszy problem - vide to co napisały dziewczyny, także ja - kobiety
            oczekują wiele od życia, macierzyństwo jest dla nas utratą konkretnych
            przyjemności, aktywności itp. To nie w tym rzecz, żeby spełniać społeczne
            oczekiwania, nie każdej z nas dane jest popłakać się ze szczęścia nad
            maleńkimi butkami... Ja mam moje tak wyczekiwane dzieci - a jeden Bóg wie, ile
            razy zbluźniłam w zmęczeniu, zniechęceniu, poczuciu niekompetencji, zamknięcia
            w domu... Zmienia sie relacja z mężem, zostają znienawidzone kilogramy,
            których trzeba się pozbyć w tym młynie... A mimo wszystko dzieci niosą z sobą
            tyle tak pięknych doświadczen, nowej jakości, otwierają nowy świat, rozwijają
            nas wewnetrznie... Nigdy nie zamieniłabym już tych chwil na tamte bez nich,
            choć ciekawe, dospane itp.

            Nie wiń się za te myśli. Pomyśl, że czuć masz prawo wszystko. Uczucia nie są
            dobre ani złe. Ważne, co z nimi zrobisz.

            Wiesz co, rozpiszę się. Opowiem Ci o naszych przyjaciołach. Mają dwoje
            nieplanowanych dzieci, które okropnie dały im w kość - zdrowotnie,
            logistycznie, itp. Mało się nie rozlecieli. Wyszli na prostą, dzieci
            podrosły... Bach! Ciąża. Ich rozpacz. Pocieszałam, rozumiejąc, Rozważali
            aborcję. Nie śmiałam im nic radzić... Poroniła ... ciąża obumarła. Oni byli
            zrozpaczeni... To też rozumiem... Ludzkie uczucia błądzą swoimi ścieżkami...
            Powiedzieli mi, że teraz przyjmą każde dzieciątko, które (mimo zabezpieczeń)
            zawita do nich.

            Przytulam Cię mocno.
    • libra.alicja Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 21:04
      Proszę Cię, nie myśl o śmierci, ani o poronieniu. Nie zaniedbuj się, żeby
      dziecku nie stała się krzywda, żeby przyszło na świat zdrowe.

      Pomyśl, ze możesz dać życie nowemu człowiekowi i jeśli nie będziesz chciała się
      zająć tym dzieckiem, to możesz zostawić je w szpitalu, wiele par czeka na takie
      maleństwa i pewnie znalazłoby ono swój dom i rodziców.
      Masz kilka miesięcy, żeby to przemyśleć, rozważyć, poczuć i zdecydować.

      A co do pracy, jeśli będziesz się dobrze czuła, może uda Ci się znależć coś na
      zlecenie (wtedy nie masz praw pracowniczych, więc pracodawca nic nie traci),
      chociaż na kilka godzin dziennie, choćby jakąś nieskomplikowaną pracę biurową.
      Poczułabyś się lepiej i miałabyś jakieś własne pieniądze.
    • ania_rosa Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 21:08
      Hej
      Swoją ciążę przezywałam bardzo podobnie- jeśli nie identycznie. Zaszłam w nią
      mając 19 lat i bedąc na drugim roku studiów. Przez dziewięć miesięcy byłam w
      permanentnej depresji (czasem było lżej), którą moi bliscy kwitowali
      sloganami "pokochasz to dziecko", "hormony Ci buzują" itp. Może mieli rację
      (tzn. mieli wink ) ale od tego nie robiło mi się lepiej. Do końca ciązy mówiłam o
      moim dziecku per "pasożyt". NIe będę wyłuszczać całej historii bo nie ma to
      sensu, napiszę parę rad:
      1. idź do psychologa i po prostu o tym pogadaj (mi to pomogło)
      2. Zacznij robić coś związanego z aktywnością poza domem
      3. Nie podejmuj żadnych wiązących decyzji typu małzeństwo- Jesteś w takiej
      rozsypce, że nie wiem czy potem nie będziesz tego żałować (tzn. z całym
      szacunkiem Twoich uczuc do partnera taka depresyjna ciąża może wiele rzeczy
      przeinaczać, może lepiej zaczekaj z tak waznymi decyzjami)
      4. Dbaj o siebie- herbatki, kąpiele, znajomi, pełen egoizm w stosunku do siebie
      i dziecka
      5. Nie staraj się pokochać tego dziecka, to przyjdzie samo. I daj sobie prawo
      do negatywnych uczuć. U mnie dziecko przestało być "pasożytem" w chwilę po
      porodzie wink Ale to musi się wydarzyć samoistnie, bez nakręcania sie na to
      6. Ja bym Ci poradziła też coś w stylu jogi czy tai chi- przyda Ci się
      wyciszenie

      Odpowiedź na to, co najlepiej zrobić jest gdzies w Tobie- postaraj się ją
      odszukać. Dobry psycholog może Ci w tym pomóc. Czasem- jak pisała JoaBoa- to
      nie są proste przypadki. Czasem przy okazji bycia w ciąży przerabiamy bardzo
      zadawnione własne problemy i traumy: to niesamowity czas, którego niezwykłośc
      nei polega tylko na noszeniu nowego życia. To trochę szansa dla nas na uporanie
      się z bolesnym wspomnieniami, które w inny sposób by z nas nie wyszły i na
      uporządkowanie własnych emocji i problemów, zanim zaprosimy dziecko na swiat.
      MOże kiedy spojrzysz na to jako na czas dla siebie, szansę dla siebie i
      zobaczysz w tym siebie ( a nie dziecko)- wcyiągniesz z tego sporo pozytywów.
      Ja dopiero po urodzeniu dziecka zrozumiałam, po co je mam. Będąc w ciązy nie
      miałam jeszcze odpowiedzi na to pytanie.
      pozdrawiam
      Rosa
      jakbys chciała pogadać szerzej pisz na
      kubusszewczyk@poczta.onet.pl
      • makufka Re: Pomozcie!!! 11.09.03, 21:27
        Nie wiedzialam, ze sa kobiety, ktore mialy podobne odczucia, przemyslenia.
        Jest mi lepiej wiedzac, ze nie jestem sama. Dziekuje, ze podzielilyscie sie
        swoimi historiami. Moze i ja dostrzege sens tej ciazy? Rosa, Alicja, dzieki za
        tyle madrych porad. Postaram sie je zastosowac. Z kazdym dniem budze sie z
        nadzieja, ze teraz bedzie juz lepiej. Macie racje, ze ciaza jest zwiazana z
        waznymi, wczesniejszymi wydarzeniami w naszym zyciu. Z wieloma tragediami z
        przeszlosci nie uporalam sie do tej pory i moze dlatego jest mi teraz tak
        ciezko. Kiedy piszecie o tym, jak teraz kochacie swoje dzieci, to licze, ze i
        ja je pokocham. Nie chcialabym mu kiedykolwiek wyrzucac, ze przez niego czegos
        nie zrobilam. Wystarczy, ze ja jestem nieszczesliwa, dlaczego mialoby byc i
        dziecko. Chcialabym, zeby jutro bylo juz lepiej. Jestem wykonczona tymi
        ciaglymi atakami placzu i zalamania. A jutro chyba poszukam jakiegos
        psychologa, bo czuje, ze sama sobie nie poradze. Myslicie, ze sa jacys w
        przychodniach lub poradniach, gdzie nie trzeba placic jak psychoanalitykowi?
        Zycze wam dobrych snow. I Waszym dzieciom tez. Spokojnej nocy
      • 73nika Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 21:15
        czesc,
        Nie wiem do konca co czujesz gdyz nigdy nie bylam w takiej sytuacji. Chcialabym
        opisac Ci jednak historie kogos mi dobrze znanego ... historie podobna do
        Twojej.
        Dziewczyna zaszla w ciaze, nieplanowana, jej chlopak nie zareagowal tak jak
        Twoj, wrecz przeciwnie, wyparl sie dziecka, nie chcial go widziec, znac ...
        Ona jednak chciala je urodzic. Nie do konca byla pewna tego co robi ale
        wiedziala ze nie chce usunac ciazy. Nie odczuwala zadnych pozytywnych uczuc,
        dziecko bylo jej zupelnie obojetne, do tego dochodzilo uczucie odrzucenia przez
        partnera ...
        Urodzila sie Gabi, sliczna dziewczyna ... mama oszalala na jej punkie ... tato
        powoli tez zmienial zdanie ...
        Dziewczynka rosla ... uczucia miedzy jej mama i tata stawaly sie coraz
        silniejesze ... uczucia do dziecka rowniez wzrastaly, ta mala polaczyla dwoje
        oddalajacych sie wczesniej od siebie ludzi, ludzi ktorzy uwarzali ze ta ciaza
        to dziecko przydarzylo sie im w najmniej odpowiednim momencie ...
        Milosc rozkwitla w pelni ... i na swiat przyszedl braciszek Gabi ...

        Teraz sa bardzo szczesliwym malzenstwem ... bardzo szczesliwa rodzina ...

        Uwierz czasem to co przytrafia sie nam w najmniej oczekiwanym momencie, choc
        nie od razu to przyjmujemy z radoscia, choc nie wszystko od razu wyglada
        rozowo, moze dac nam bardzo wiele szczescia ...

        Pozdrawiam i zycze tego szczescia jak najwiecej smile
        Nika
    • monika.zdz Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 11:22
      Wiesz,to jest twoje sumienie i musisz wziąć na siebie decyzję,potem ponieść
      jej ewentualne konsekwencje. To jest decyzja pozbawienia człowieka jego
      życia,zabrania mu przyszłości. Ja na początku ciąży też czułam się różnie i
      miałam także kryzysy chociaż zawsze chciałam mieć dziecko i kocham je ponad
      wszystko. Prawdą jest ,że życie po urodzeniu dziecka bardzo się zmienia i nie
      na wszystko można sobie pozwolić. Jeżeli myślisz,że miłość dziecka i do dziecka
      ci tego nie zrekompensuje to myślę,że się mylisz ale masz prawo ,ponieważ nie
      znasz jeszcze tych uczuć.Dziewczyny mają rację pogadaj o tym z
      fachowcem,zadzwoń na któryś z numerów zaufania (a,jest ich sporo np.
      w "Wyborczej"),idź do lekarza.Zanim zrobisz rzeczy nieodwracalne,ostateczne-
      zasięgnij rady.
      • makufka Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 15:28
        Wieczna Gosiu,

        dziekuje Ci za tyle wiary i optymizmu, ktorey we mnie tchnelas. Rano wszystko
        wyglada lepiej-jasniej. I choc zle mysli nie odeszly, to powoli przymierzam
        sie do pakowania walizek i ... przeprowadzki do Holandii. Przeciez jesienia
        nawet we Wloszech gasnie slonce, prawda? Umowilam sie na weekend z mama-
        zamierzam jej powiedziec. Dzisiaj tez inaczej rozmawialam z moim partnerem,
        nie krzyczalam, nie mialam pretensji. Powiedzialam, zeby w ten weekend nie
        przyjezdzal- chce przemyslec wiele spraw i moze trafic na wlasciwa sciezke.
        Dziekuje Wam, ze mi pomoglyscie.Choc wiem, ze to dopiero poczatek mojej walki,
        jest mi juz ciut lepiej.
        Jestescie Wielkie
        • chochlik4 Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 16:28
          Wspaniała Makufko!
          Jesteś bardzo dzielna i odważna. Dasz sobie radę, a za kilka miesięcy napiszesz
          do nas jaka jesteś szczęśliwa- zobaczysz. Ja mimo, że chciałam dziecka, do
          końca (tzn. do urodzenia) nie miałam żadnych uczuć macierzyńskich. Potem też
          było różnie. A teraz? mam najwspanalszą Agatkę na świecie. Ostatnio
          dowiedziałam się, że jeśli chcę wrócić do pracy po wychowawczym, to mam oddać
          córkę do żłobka i nie przedłużać już urlopu. I co? Przedłużam! Każdy jej
          uśmiech i małe- duże sukcesy wynagradzają mi to stokrotnie. Pamiętaj- jesteś
          wspaniała, dzielna i jedyna w swoim rodzaju. Popatrz jaki odzew na Twój list-
          tylu masz życzliwych ludzi. Ściskam. Jeśli chciałabyś pogadać, to pisz na
          priva. Gosia
          • maak3 Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 16:49
            powodzenia!!!
            wieczna-gosia ma rację
            tę Holandie mozna oswoić, polubić, pokochać, a z czasem znaleźć jeszcze
            piękniejsze zachody słońca niż we Włoszech
            trzymam kciuki

            tak naprawdę to nie ma idealnego czasu na bycie w ciąży,na rodzenie dzieci,
            zawsze to się wiąże z ogromną zmianą i przewartościowaniami,a potem... okazuje
            się,że to był najlepszy czas na powitanie potomka.....
            • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 19:48
              Brawo dla Gosi za porównanie!
              Makufko, Włochy są takie banalne... Holandia jest dla koneserów!A jak Ci pod
              ręką zacznie rozkwitać tulipanek, Twój własny, zobaczysz, jak poczujesz, że
              żyjesz... A wokoło tyle fajnych hodowczyń! I z każdą tak łatwo nawiązać
              rozmowę, ona też wpatrzona w swoje tulipanki! A jednocześnie miłośniczka
              życia w wielu wymiarachsmile

              Pooglądaj małe dziecięce stópeczki. Moi synkowie wykąpani i tak cudnie pachną!
              Nagle zrobisz sie wrażliwa na te perfumki!!!
    • trivoli Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 18:43
      Kochana Makufko!
      Kiedy ja zaszlam w ciaze mialam 28 lat, stala, pewna prace, niezla sytuacje
      materialna i rodzinna. A jednak byl to dla mnie szok. Rowniez przezywalam
      chwile zalamania, kiedy nie moglam sie pogodzic z ta wielka zmiana w moim
      zyciu. No bo jak to? Tyle rzeczy mnie ominie, tyle wyjazdow, imprez,
      osiagniec. Czasami czulam sie okropnie. Ja matka? NIemozliwe, to nie dla mnie!
      Pamietam taka impreze u moich przyjaciol, na ktorej bylam w 8mym miesiacu.
      Wszyscy sie bawili, tanczyli, pili a ja gruba, z wielkim brzuchem siedzialam w
      kacie i plakalam. Boze, jak nie chcialam byc wtedy w ciazy!
      Teraz ciesze sie bardzo z tego, co mam i chociaz chwilami brakuje mi luzu i
      spontanicznosci sprzed mojej Emilki, to nigdy bym jej nie zamienila na ten
      wlasnie luz.
      A wszystkie moje kolezanki zazdroszcza, ze mam to za soba!
      Kochana, jestes normalna kobieta, ktora przezywa wielka zmiane w swoim zyciu.
      Daj sobie czas na uspokojenie.
      Pozdrawiam
      T
      • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 18:50
        Makufko, dopisałam się w środku. pa
        • makufka Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 19:09
          Gosia, Maak, Trivoli, Pesteczko - Kochane!!!

          Nigdy nie zapomne, co dla mnie zrobilyscie. Nie zdeptalyscie mnie z blotem,
          tylko pochyliłyście się, a byłam już nisko. Chyba najważniejsze dla mnie jest
          to, że już nie wstydzę się swoich uczuć. Tak jak piszecie, są jakie są. Nie
          umiem wzruszać się śpioszkami, gadać do brzucha, ani rozpowiadać całemu światu
          o ciąży - może to przyjdzie z czasem. Ale dałyście mi poczucie, że nie jestem
          podła myśląc i czując, to co czuje. Wiem już, że nie jestem samotna w moich
          rozterkach. Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, za to, że tak licznie
          odpowiedziałyście na moja rozpacz i ból. Przebrnę przez moją ciążę najlepiej
          jak umiem.

          Życzę Wam z całego serca, żeby ktoś zrobił dla Was tyle, ile Wy zrobiłyście
          dla mnie.
          • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 19:24
            Bardzo się cieszę czytając ten Twój post. Będę często o Tobie myśleć.
            Pozdrawiam Cię serdeczniesmile
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Pomozcie!!! 12.09.03, 19:20
      Obie ciąże planowałam. A jak się już udało, to byłam byłam tak przerażona, że
      chciałam cofnąć czas...
      Nie zmuszaj się do uczuć, pozwól im płynąć (to już ktoś przede mną napisał
      zdaje się wink). Złość i smutek muszą z człowieka "wyjść", zduszone w środku nie
      przyniosą niczego dobrego.

      Co do uczuć macierzyńskich. Był kiedyś tu na forum taki wątek. Okazało się, że
      niektóre mamy czują miłość do swojego dziecka dopiero 6 miesięcy po porodzie.

      I baaaardzo polecam wizytę u psychologa.
      Pozdrawiam serdecznie smile
    • wieczna-gosia Jeszcze o Holandii 12.09.03, 22:02
      To nie ja napisalam pierwsza o Holandii. Moj tekst byl jedynie interpretacja,
      ogolnym zarysem o co chodzi w Holandii wink)
      Forum z ktorego go wzielam mowi o rzeczach tak strasznych dla brzecietnej
      matki ze trudno o tym pisac.
      A jednak to jedno z bardziej pogodnych for- moze dlatego ze wszyscy lubia
      chodzic w chodakach wink))

      �Witamy w Holandii�
      Jestem często proszona o to, aby opisać przeżycia związane z wychowywaniem
      niepełnosprawnego dziecka - aby móc wyobrazić sobie jakie są to uczucia.
      To jest tak:
      Kiedy planuje się mieć dziecko, to jest tak jakby się planowało wspaniale
      wakacje we Włoszech. Po miesiącach oczekiwania ten dzień nadchodzi. Samolot
      ląduje. Stewardesa przychodzi i mówi:

      - "Witamy w Holandii."
      - "W Holandii??" - pytasz.
      - "Jak to w Holandii? Ja miałam lecieć do Włoch! Ja powinnam być we Włoszech!
      Cale życie marzyłam o wyjeździe do Włoch!"

      Ale była zmiana planu lotu. Samolot wylądował w Holandii i tu musisz zostać.
      Najważniejsze, ze nie zabrano cię do jakiegoś okropnego, brudnego miejsca,
      pełnego zaraz, głodu i chorób. To jest po prostu inne miejsce. Musisz kupić
      nowy przewodnik. Musisz nauczyć się nowego języka. I spotkasz wiele osób,
      których nigdzie indziej byś nie spotkała.
      To jest po prostu inne miejsce. Jest powolniejsze. Mniej rzucające się w oczy
      niż Włochy. Po jakimś czasie, kiedy złapiesz oddech i rozejrzysz się dookoła,
      zauważysz ze Holandia ma piękne wiatraki, Holandia ma tulipany. Holandia ma
      nawet obrazy Rembrandta.
      Ale każdy, kogo znasz, jest "zajęty" wyjazdami do Włoch, i wszyscy chwała się,
      jak wspaniale spędzili czas we Włoszech. I do końca życia Ty będziesz
      mówić: "tak, ja tam miałam pojechać; ja tak planowałam."
      Ale jeżeli spędzisz cale swoje życie, użalając się od tego, ze nie pojechałaś
      do Włoch, nie będziesz mieć czasu, aby docenić piękno i osobliwość Holandii.
      Emily Pearl Kingsley

      Ten artykuł jest przetłumaczony z języka angielskiego z buletynu BackUP, Numer
      33, Lipiec 2000 wydanego przez Międzynarodową Federację Stowarzyszeń Chorych z
      Wodogłowiem i Rozszczepem Kregosłupa (ifHSB). www.ifglobal.org
      • humcajs Re: Jeszcze o Holandii 12.09.03, 23:38
        Mały komentarz do opowiadanka - czy możesz wyjaśnić co jest pięknego i
        osobliwego w wodogłowiu i rozszczepie kręgosłupa?

        Myślę, że tez mogłabym przytoczyć jakiś wzniosły tekst, ponieważ moje dziecko
        jest zdrowe. Niestety, nie jesteśmy w stanie (my - matki zdrowych dzieci)
        zrozumiec całego ogromu nieszczęścia jakie dotyka rodzinę mającą chore dziecko.
        Więc nawet nie próbujmy.
        • pesteczka5 Re: Jeszcze o Holandii 12.09.03, 23:49
          humcajs napisała:

          > . Niestety, nie jesteśmy w stanie (my - matki zdrowych dzieci)
          > zrozumiec całego ogromu nieszczęścia jakie dotyka rodzinę mającą chore
          dziecko.
          >
          > Więc nawet nie próbujmy.


          Ale możemy podziwiać i uczyć się.
          Widziałam wiele rodzin, które niepełnosprawność dziecka wzniosła na wyżyny
          miłości, przedsiębiorczości, wspólnoty, akceptacji, rozwoju, zrozumienia.

          Pewnie więcej jeszcze padło pod tym ciężarem.

          Ci, co nie padli, dostali klucz do pięknej krainy, niedostępnej tym normalnie
          szczęśliwym, gdzie ból boli bardziej, cierpienie jest głębsze, ale i radość
          odczuwa się głębiej, prawdziwiej.

          Można zaprzeczać, a można się rozsmakować... akceptując. Można tworzyć
          fundacje, kupić dom, zyskując siłę na zdobycie środków z tej potrzeby
          właśnie... Można pisać książki, poczuć jedność z partnerem, rodzicami innych
          dzieci... Zyskać siłę do rzeczy wielkich. Zyskać umiejętność cieszenia się
          każdą chwilą i kochania dzieci takimi, jakie są, bez uzależniania miłości od
          spełniania naszych oczekiwań.

          To pewnie niezmiernie trudne, więc chylę czoła.

          Gosia transponowała tę metaforę na posiadanie dzieci w ogóle, albo wręcz na
          przyjmowanie tego, co życie niesie niezgodnie z planem. No i już.

          pozdrawiam
        • wieczna-gosia Re: Jeszcze o Holandii 13.09.03, 08:09
          Humcajs,
          Dzieci z wodoglowiem nie maja tu nic to tego (oby czego wsystkim zycze). Po
          prostu tekst o Holandii jest autorstwa jakiego jest a tak go lubie, wydaje mi
          sie tak aktualny i w prostych slowach ujmujacy sedno, ze postanowilam go
          wygrzebac i przedstawic orginalnie zeby nikt nawet nie pomyslal ze jestem jego
          autorka wink)

          Kazdy ma swoje wlochy. Kazdy ma tez swoja Holandie do ktorej jechac nie chcial
          a pojechal. Czy moja Holandia jest gorsza od Holandii makufki? Czy jej
          Holandia jest gorsza od Holandii autorki tego tekstu? Najtrudniejsze to
          aakceptowac sytuacje z ktora przyszlo sie nam zmierzyc. A w teksie podoba mi
          sie wlasnie ze wzlosly nie jest wink
    • mamaelfika Re: Pomozcie!!! 13.09.03, 11:17
      po pierwsze masz prawo czuc i myslec co tylko chcesz nie zadreczaj sie tym ze
      tak TERAZ na to patrzysz bo bedzie jeszcze gorzej, takie bledne
      kolo...najlepiej idz do psychologa!!!to zaden wstyd w czas ci ktos pomoze, nie
      czuj sie jakbys byla bez wyjscia, to nie prawda, i nie mysl tylko o tak
      drastycznych rozwiazaniach, jak skaczenie ze soba i z dzieckiem..uwierz, to
      moga byc tylko hormony a moze poprostu nie jestes jeszcze gotowa..KONIECZNIE
      zglos sie do jakiegos lekarza duszy..to bardzo wazne zebys nie siedziala sama
      w domu i nie borykala sie z tym problemem , nie bila z myslami..z czasem moze
      zaczniesz sie cieszyc, moze zaakceptujesz sytuacje, a nawet pokochasz
      dzieciatko pod sercem, nie decyduj teraz, nie decyduj sama, nie rob nic pod
      wplywem chwili, emocji, wszystko rozwaz dwa razy.jest duzo osob , ktore ci
      chetnie pomoga!zobacz w miescie gdzie mieszkasz do ksiazki telefonicznej,
      napewno jest muer telefonu zaufania, tam ciebie skieruja do odpowiedniego
      lekarza, nikt ci nie powie ze wariujesz!mimo ze pewnie tak sie
      czujesz...poprostu nie badz sama!zreszta nie jestes , masz pod sercem
      kruszynkesmile)
    • trivoli Co slychac Makufko? 19.09.03, 21:32
      Makufko, i jak sie czujesz?
      Myslalam o Tobie troche. Jak po rozmowie z mama? Czy jestes juz spokojniejsza?
      Zycze, zeby wszystko bylo jak najlepiej.
    • odalie Re: Pomozcie!!! 19.09.03, 22:20
      Hej!

      Ja też wpadłam.

      Może Ci się na coś przyda moja historia.

      Moją pierwszą myślą, gdy o czwartej nad ranem robiłam potajemnie test ciążowy -
      i wyszedł jak burza, bardzo wyraźny - było, czy jeśli wezmę całe opakowanie
      Postinoru to coś pomoże...

      Moją drugą myślą było: tak kocham mojego faceta, on jest dla mnie taki dobry, a
      taka reakcja... a gdy miałam, powiedzmy, urojone objawy ciąży z moim exem, to
      nie poczułam takiej potrzeby ucieczki, a nawet się ucieszyłam (to zresztą
      osobna historia)... a tu taki kochany facet a ja tak bardzo NIE CHCĘ!

      Też jeszcze byłam na studiach, też pracowałam, robiłam masę fajnych rzeczy na
      dodatek, takich na które jakoś wcześniej się w życiu nie zdobyłam, a tu takie
      coś...

      Ale gdy zadzwoniłam do mojego faceta, też w innym mieście, i
      zaczęłam: "Wieeesz, muszę ci coś powiedzieć..." a on na to, "Wiem. Jesteś w
      ciąży" takim spokojnym, miłym tonem...

      Cały czas robiłam sobie nadzieję, że to nie jest prawda, że to się okaże
      pomyłką, problemami hormonalnymi (miałam już nosząc córeczkę jedno krwawienie
      przypominające okres). Gdy się z moim facetem spotkaliśmy na wakacjach bolał
      mnie brzuch, zaczynałam krwawić, jak ocenił to lekarz zanosiło się na
      poronienie (gdybyś miała chwilkę to jak raz opisałam to niedawno w wątku
      o "ciąży późno wykrytej").

      Wiesz, moje nastawienie zmieniło się radykalnie, gdy zobaczyłam na USG malinkę
      w moim brzuchu - i to na właściwym miejscu (inny lekarz straszył, że ciąża
      pozamaciczna). Miałam wielkie szczęście w postaci kochanego faceta, który
      bardzo mocno mnie wspierał, ale co zadecydowało o zmianie mojego nastawienia,
      to ta mała malinka na USG - jakoś oboje bardziej jednak przeraziliśmy się
      myślą, że ona może umrzeć, a nie tym, że wygodniej byłoby, aby sobie poszła w
      cholerę. Wiem, że to było dla nas nieracjonalne... ale tak się poczuliśmy,
      szczęśliwi że ta malinka jednak żyje i zdeterminowani, żeby ją ratować
      (musiałam brać leki i leżeć).

      Potem mieliśmy bardzo wiele dziwnych i niemiłych do granic wytrzymałości
      przejść z naszymi rodzinami. Rodzina faceta uparła się, aby się mnie pozbyć...
      a moja rodzina chciała "dostosować" mojego faceta do swoich standardów... Było
      bardzo paskudnie i niestety to się za nami długo wlokło. Nie powiem, "życie to
      nie je bajka". O depresję też się otarłam... bywało różnie. Ale ostatecznie
      udało nam się, jesteśmy już siedem lat razem, jest nam mniej więcej ze sobą
      dobrze, bo bywają wzloty i upadki, chociaż na "stare lata" już umiemy unikać
      tych upadków, albo je łagodzić, kochamy się, że aż strach!

      W ciąży musiałam zrezygnować z pracy, ale studia skończyłam w terminie i robię
      kolejne, pracować też pracuję.

      Chyba bardzo trudno zaakceptować ten początek... wszystko nie idzie tak, jak
      powinno, a przy tym wcale nie widać tego brzuszka i nie czujesz się mamą. Ja
      byłam mocno przybita i smutna, bo przechodziłam ciążę bardzo źle, musiałam brać
      leki, leżeć, to mnie niesamowicie ograniczyło.

      Pamiętam, jak wtedy na wakacjach, gdy się wszystko ostatecznie odkryło, poszłam
      rano po bułeczki i jogurty do sklepiku, takiego małego sklepu - było to w
      niewielkiej miejscowości pod Częstochową - a tam kolejka taka na siedem osób.
      Ja już idąc do sklepu powłóczyłam nogami, a w kolejce zrobiło mi się słabo,
      chyba bym zemdlała. Gdy przyszła moja kolej, coś tam wyszeptałam i znowu
      powłócząc nogami powolutku, w upale, w tej mojej kusej mini, której od tamtej
      pory już nigdy nie założyłam sad wróciłam do namiotu, a łzy mi napływały do oczu
      i klucha stała w gardle... Boże, no toś mnie pokarał, żebym nie była w stanie
      sobie kupić cholernych bułek na śniadanie!!!

      No ale, tak wyszło i tak poszło. Moją córeczkę pokochałam, choć przez długi
      czas właściwie to jedynie bardzo starannie dbałam, żeby ona, taka kruszynka,
      miała wszystko jak trzeba. Facet jak na razie... nadal odczuwam to coś, ten
      niepokój i dreszcz gdy go widzę, gdy wraca z podróży albo po prostu, gdy mała
      już śpi i ja wracam do niego, żeby go pocałować w czubek głowy, gdy on pracuje
      przy kompie...

      Trzymaj się!!!
      • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! do Odalie 20.09.03, 23:44
        Odalie,
        przeczytałam Twoją historię. Tak cudnie ja opisałaś! Mogłabyś pisać jakieś
        felietony albo kartki z pamiętnika... Bardzo bliski mi sposób pisania.

        Ja, jak napisałam wcześniej, planowałam ciążę i długo na nią czekałam, a też w
        końcu czułam się, jakbym wpadła... Leżąc, jak Ty, na przemian cieszyłam się, że
        mam tyle czasu na czytanie, myślenie, i ubolewałam, że jestem jak złapana!

        Do dziś, z moją ukochaną dwójką, mam chwile ekscytacji macierzyństwem i
        poczucie pełni, a są dni, gdy czuję sie po prostu uziemioną, zmeczoną kurą
        domową.

        Czy kobieca natura musi być tak niejednoznaczna i skomplikowana...
        • odalie Re: Pomozcie!!! do Odalie 25.09.03, 08:32
          Dzięki za miłe słowa smile)) (tych nigdy nie za wiele)

          My dość długo traktowaliśmy naszą córeczkę jak gościa. Żeby miała wszystko, co
          potrzeba, żeby było jej u nas miło, żeby się dobrze z nami czuła... bo to ktoś
          inny, obcy, a i tak pójdzie swoją drogą, a czy nas pokocha czy nie, no to
          zależy od naszego postępowania, ona nie musi kochać nas, szanować dla zasady.
          Takie podejście ma według mnie dobre strony - np. to, że dziecko jest
          wychowywane na bardzo samodzielną osobę.

          Ale prawdziwą bliskość tośmy dopiero poczuli, gdy ona zaczęła z nami rozmawiać,
          nie tylko porozumiewać się za pomocą różnorodnych krzyków, odmian płaczu czy
          śmiechu, ale po prostu - gadać.

          ........................

          A swoją drogą, to przeczytałam na Wyborczej artykuł o 6-letniej dziewczynce w
          klatce... i piszę zaryczana i zasmarkana. Nie powinnam czytać prasy bo sytuacje
          takie jak ta mnie przerastają, za wielki dzieciuch jestem.
    • agusiakraj Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 13:11
      Moze to co napisze bedzie okrutne i nie tego oczekujesz ale ja zawsze stane po
      stronie dziecka,biednego malenstwa ktore od chwili poczecia jest
      niechciane,niekochane,a wrecz znienawidzone.Az mnie krew zalewa z zalu nad
      takimi malenstwami,lzy cisna do oczu,mam ochote wrzeszczec na kazdego kto sie
      do tego przyczynia.Pamietam swoja ciaze,najpiekniejszy okres w moim
      zyciu,glaskaniu brzucha,pieszczotom,dbaniu o siebie,spiewaniu dzidzi itd, nie
      bylo konca.Moze jestem tak wsciekla bo mam przyjaciolke,ktora od lat stara sie
      o dziecko i na nic lekarze,proby,leki,probowala wszystkiego i nic tylko zal i
      gniew czemu ona,a przeciez tak chce tego dziecka.
      I wiesz co Ci powiem to ze nie chcesz tego dziecka,to Twoj problem,postaralas
      sie o to dziecko,wiec zacznij sie o nier troszczyc,chodzic po lekarzach,brac
      leki przepisane przez lekarza itd.Z tego co wiem i mowie tu calkiem serio po
      urodzeniu dziecka mozna zostawic je w szpitalu ( nie na smietniku jak to robia
      okrutne .... nie napisze matki bo na pewno zadna matka by tego nie zrobila)a
      tam juz czeka na takie malenstwa jakas para,ktora nie moze miec wlasnych
      dzieci.Przemysl to,idz do szpitala,popytaj lekarzy,czy tak jest,czy jest
      mozliwosc oddania dziecka w szpitalu w dobre rece.Ja nie znam tej procedury bo
      nigdy mi cos takiego do glowy nie przyszlo,ale przypuszczam,ze jest taka
      mozliwosc.Na pewno lepsze to,niz otrucie dziecka gazem.
      Nie gniewaj sie na mnie ze tak pisze,ale ja naprawde Ci nie wspolczuje,zadne
      dyskoteki,kina,ploteczki z przyjaciolka przy kawce nie sa wazniejsze niz
      posiadanie dziecka.Wierz mi majac dziecko tez mozna to robic.Przemysl jeszcze
      raz swoja sytuaceje i jesli stwierdzisz,ze nadal nie kochasz i nie chcesz
      swojego dziecka,to zrob wszystko by trafilo do dobrej rodziny,do kogos kto go
      pokocha calym sercem i bedzie traktowac jak swoje.
      Zrob tak bys kiedys po latach patrzac w lustro mogla powiedziec ze zrobilas
      wszystko co najlepsze dla tego dziecka,pamietaj ze ono nie prosilo sie na
      swiat,to Ty je tu zaprosilas.Za swoje bledy trzeba placic,jestes dorosla,wiec
      powinnas o tym wiedziec.
      Agnieszka!!!
    • miola Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 14:08
      Ja może nie tak optymistycznie - po pierwsze zajście w ciąże, bez w zględu na
      efekt końcowy jest nie odwracalną zmianą, bo aborcja to ogromy uszczrbek dla
      zdrowia fizycznego i psychicznego. Mało się o tym pisze i mówi, ale depresja
      poaborcyjna, ogromne wyrzuty sumienia - to się zdarza naprawdę często. Po
      drugie miłość do dziecka, to nie jest coś co spada na głowę minutę po porodzie -
      czasami wydaje się że coś jest nie tak, miłość jest jakby nieodczuwalna, trzeba
      pozwolić jej się wydostać na światło dzienne. Ta ciąża już zmieniła Twoje
      życie, a wkrótce dowiesz się więcej o sobie, o swoim mężczyźnie,o swojej
      rodzinie... Ale pamiętaj, że masz decydujący wpływ na kierunek tych zmian. Nie
      mogę Ci nic doradzić, ale życzę Ci, żebyś podjęła taką decyzję, której nie
      będziesz żałować. Bardzo gorąco pozdrawiam.
    • ula1001 Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 20:40
      Droga makufko, czytalam Twoje posty i mysle, ze jestes madra i wrazliwa osoba
      i wiem, ze takie osoby potrafia bardzo kochac. Bedziesz kochac swoje dziecko,
      zobaczysz, Napisz jak sie czujesz
      Ula
      • makufka Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 21:41
        Dziewczyny,

        dziekuje za wszystkie posty: i te pocieszające i te krytyczne. Duzo mi daly do
        myslenia. Nie odzywam sie, bo u mnie nadal dolek i jakos nie widze wyjscia.
        Te, ktore pisaly o dziecku, skrytykuja mnie, ale ja na razie nie umiem myslec
        o tym czyms w takich kategoriach. Tez chcialabym cieszyc sie, tak jak Wy ciaza
        i przezywac ten okres. Ale do uczuc nie mozna sie zmusic. I jestem z tego
        powodu ogromnie nieszczesliwa. Ale Wasze posty dodają mi otuchy. Moze i dla
        mnie zaswita nadzieja?
        • maak3 Re: Pomozcie!!! 22.09.03, 22:13
          powolutku
          droga do Holandii, kiedy jeszcze pamieta się smak i beztroskę Włoch jest
          niełatwa

          odzywaj się
          tutaj znajdziesz towarzyszów drogi, co prawda tylko forumowych
          ale moze w realu też sie znajdą...
          nadal trzymam kciuki
    • edziecko_gosiah Re: Pomozcie!!! 23.09.03, 09:33
      witam serdecznie...
      jestem mamą dwóch chłopców, żadna ciąża nie była zaplanowana... byłam na
      czwartym roku studiów, kiedy zaszłam w ciąże - jedyna różnica między nami jest
      taka, że byłam mężatką... choć mój mąz studiował kilkaset kilometrów ode mnie -
      i nawet nie na wszystkie weekendy przyjeżdżał... ale ja chciałam tego
      dziecka... i drugiego też, choć zupełnie pokrzyżował mi moje plany zawodowe...
      nie oceniam Cię, myślę jednak, że taki stan ducha nie jest niczym niezwykłym w
      początkowym okresie ciąży i to nie zaplanowanej, choć próba samobójstwa mnie
      zaskoczyła... ale masz kilka możliwości wyboru - aborcji się boisz, czego się
      akurat nie dziwie... poza tym to jednak zabójstwo, choć to zależy od
      światopoglądu... masz więc przed sobą niespełna 9 m-cy, żeby oswoić się z
      myślą, zę zostaniesz matką... jeśli te 9 m-cy nie wystarczą by pokochać to
      maleństwo, które nosisz w sobie (a zazwyczaj tak sie dzieje), to decyzję
      możesz podjąć juz po wszystkim, po porodzie... jeśli trzymając na piersi swoje
      maleńsytwo będziesz miała tylko negatywne uczucia w stosunku do niego, to
      możesz oddać dziecko do adopcji - jest wiele wspaniałych małżeństw, które z
      całego serca pragną mieć dzieci, a nie mogą... tylko nie dom dziecka... jeśli
      nadal nie bedziesz go chciala, to daj mu szansę na normalne życie, na normalną
      rodzinę... świat się nie zawalił... zawsze masz możliwośc wyboru... daj sobie
      troche czasu, i dziecku również ...
      życie jest zaskakujące, często odkrywamy w sobie ogromną siłę, której nigdy
      się po sobie nie spodziewaliśmy...
      życzę dużo wiary w przyszłośc i własne możliwości....
      gosiah
    • inka202 Re: Pomozcie!!! 23.09.03, 10:39
      Witaj!
      Proszę nie myśl, że jesteś sama, nikt Cię nie rozumie i wszyscy będą Cię
      potępiać.
      Przeszłam przez wszystko co opisujesz 2 lata temu. Nie chciałam tego dziecka,
      nie chciałam tak bardzo, że dzisiaj chcę o tym zapomnieć. Miałam wielkie plany
      na przyszłość-skończenie studiów , kariera. Oprócz tego mój chłopak chyba też
      nie był zachwycony, zaszłam w ciążę kiedy przechodziliśmy kryzys w związku,
      myśleliśmy już o rozstaniu. Wydawało mi się, że to już koniec.
      Dzisiaj... mam 1,5 roczną córeczkę i kochającego męża. Do końca ciąży jakoś nie
      zdawałam sobie sprawy z tego,że noszę dziecko. Niby było, ale... bałam się o
      nim myśleć. Pokochałam Ją w pierwszym dniu Jej życia tak bardzo jak nigdy
      nikogo. Jest najsłodszym dzieckiem na świecie.Jest sensem mojego życia.
      poza tym pracuję na dobrym stanowisku, mąż kocha nas bardzo i wszystko jak
      widzisz się ułożyło.
      Nigdy po Jej urodzeniu nie żałowałam swojej decyzji. Żałuję tylko, że kiedyś
      tak myślałam.
      To co zrobisz zależy od Ciebie, ale proszę nie podejmuj decyzji pochopnie.
      • pysio8 Re: Pomozcie!!! 24.09.03, 12:53
        A ja tak się zastanawiam...

        Czy Wy Dziewczyny nie wiecie skąd się biorą dzieci ???
        To chyba oczywiste, że jeśli się współżyje to może dojść do poczęcia.

        Nie myślisz o dzieciach, to masz do wyboru środki antykoncepcyjne,
        chociażby prezerwatywy dostępne w każdym kiosku, sklepiku.

        Na ileś tam lat współżycia zachodziłam w ciążę świadomie.
        Moje dzieci są jak najbardziej chciane.

        Oprzytomnijcie, mamy XXI wiek.
        Przeróżnych środków antykoncepcyjnych do wyboru, do koloru.

        I jeszcze jedno : dla mnie aborcja to pójście na łatwiznę.
        A łatwizna prowadzi na manowce.


        Jest tyle bezdzietnych par, które chciałyby zaopiekowac się Twoim dzieckiem.
        Byliby bezgranicznie wdzięczni Tobie,za danie im takiej możliwości.
        • asia.mama.marcelego Re: Pomozcie!!! 24.09.03, 14:03
          Czytam o dłuzszego czasu listy kierowane do Ciebie makufko i widzę jak bardzo
          sie zmieniasz. Pomimo wszystko. Ja chciałam napisac Ci cos od siebie. Gdy
          zaszłam w ciążę tez nie byłam szczęśliwa. Właściwie kiedys chciałam, ale
          teraz??? Zaczynałam dopiero studia i miałam pójść na staż. Jednak szybko sie
          przekonałam, że to prawda i zaczęłam dostrzegać pozytywne strony całej
          sytuacji. Nawet jeśli wymiotowałam całymi dniami do 8 miesiąca i wszędzie gdzie
          się ruszyłam szukałam smietnika, było mi niedobrze. Teraz mam 20 lat i dziecko
          z rozszczepem. Pokochałam mojego syna jeszcze leżąc na porodówce. I pomimo, że
          chciałam iśc do pracy, miałam byc modelką, skończyc studia i robić mnóstwo
          rzeczy, ciesze się z tego co mam. Wiele razy byłam już z małym w szpitalu,
          spałam koło jego łóżeczka na podłodze - chcąc zostać na noc. Płakałam gdy
          kolejny raz usłyszałam ile i jakie operacje przejdzie, gdzie musi jechać, ilu
          specjalistów jeszcze odwiedzic. Jest to dla mnie bardzo trudne i wyczerpujące,
          jednak daje mojemu synkowi wszystko co mogę! Chcę usłać jego zycie różami. Dla
          mnie jest najpiękniejszy i najcudowniejszy. A też nie byłam szczęśliwa na
          początku na wieśc o ciąży. I pomimo, ze mam dziecko niepełnosprawne, kocham je
          jak każdy rodzic swoje dziecko, bo jak nie kochać sensu życia...
          I ty tez pokochasz swoje, zobaczysz. nawet jeśli nie będzie wymarzonym,
          wyczekanym i wytesknionym grubaskiem.
          Teraz żałuję, że nie śpiewałam kołysanek "do brzuszka", nie cwiczyłam dla
          małego itd. Pójdź do psychologa, niech odgoni te złe myśli,przykre nastroje. Ty
          poczujesz się lepiej, a to udzieli się maleństwu. Z pewnością gdy sie urodzi
          nie będziesz tego żałowac bo ono ci podziękuje. Dzieci są takim wspaniałym
          darem, że ofiarowaną im miłośc, oddają podwójnie...
        • odalie Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 08:41
          Hej!

          Odpowiem za siebie - wiem, wiem, co to jest antykoncepcja. Ale mam takie
          zdrowie, a nie inne. Nie wolno mi brać pigułek (z powodów co najmniej trzech i
          to niebanalnych). Nie mogłam (wtedy - nie rodziłam, przechodziłam solidne
          zapalenia adekwatnych rejonów) założyć spirali. Miałam uczulenie na nonoxynol
          (globulki). Pozostawały gumki. I owszem, ale jak się okazało, gumki - przy
          specyficznych parametrach pewnych fajnych elementów mojego faceta - okazały się
          być zawodne.

          I stąd moja wpadka.

          I stąd ustalenie z facetem, co by było gdyby, jak się okazało przydatne.

          Nadal nie mogę brać pigułek, nie mogę założyć spirali, mam uczulenie na
          nonoxynol. Z kauczukiem też nie wiem tak do końca, czy nie podrażnia, ale coś w
          końcu trzeba używać! Tyle, że teraz oprócz gumek stosujemy jeszcze NPR (no,
          uproszczone) i bardzo często chodzimy "głodni". Trudno.

          Wiem, wiem, jest XXI wiek... antykoncepcja... no cóż, nie dla mnie, nie dla
          mnie...
          • pysio8 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 09:06
            Cześć !

            A ja jestem zdrowa i pewnie dlatego tak się wymądrzyłam.

            Pozdrawiam Cię i Twojego faceta Odalie.
            • odalie Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 12:58
              Hej!

              A ja nie jestem na szczęście jakaś bardzo chora, niestety mam pewne "ale" które
              skutecznie eliminują wiarygodne metody antykoncepcji.

              I to jest moja życiowa tragedia uncertain - gdy byłam panienką w pełnym tego słowa
              znaczeniu, to brałam Diane35 (dwa lata, żadnych objawów ubocznych, leczyłam
              trądzik), a jak trzeba mi było i to kooooonicznie, to okazało się, że -
              na "dobry" początek mam silną alergię na te cuda (skurcz oskrzeli - paskudna
              rzecz, inaczej mówiąc duszę się - nikomu nie życzę podobnych wrażeń; sprawdzone
              na o ile pamiętam 9 preparatach; sprawdzałam także już po urodzeeniu dziecka,
              rok po roku, nadal mam). Alergia nie minęła. A po drodze wyszło, że jestem w
              grupie ryzyka zachorowania na raka sutka (co może dać do myślenia), tudzież mam
              nawracające migreny (takie z ciemnością przed oczyma) i inne takie problemy
              krążeniowe. Może same progestageny (Provera, Cerazzete) - niby odpada problem
              raka i naczyń, ale nie mam ochoty dokładać sobie do moich upiedliwych i tak
              problemów hormonalnych (hiperprolaktynemia) no i fundować brak estrogenów w
              organizmie. No thanx.

              (Co do wkładek - mam mieszane uczucia co do skuteczności, a poza tym wredne
              przewlekłe problemy, dzięki którym wkładka mogłaby być bramą dla zakażenia. No
              thanxs.)

              Wbrew pozorom znam dużo, dużo dziewczyn, właśnie nie jakoś powaznie chorych,
              ale bardzo źle tolerujących pigułki.
              • pysio8 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 13:56
                Odalie !

                Nie jestem jak na razie na nic uczulona, mąż nie ma oporów i dlatego stosujemy
                po prostu tzw. gumki i krem dopochwowy.
                Na początku małżeństwa łykałam tabletki antykoncepcyjne, a że było to sto lat
                temu, to nie przypomnę sobie teraz ich nazwy.

                Faktycznie, masz trudniej, ciekawe co lekarz z prawdziwego zdarzenia mógłby Wam
                zaproponować?
                Ja nie mam pomysłu.
                • odalie dalej OT :))) 25.09.03, 14:54
                  Hej!

                  Jak już kontunuujemy ten OT smile))) to powiem, że:

                  - lekarki z "nie bardzo prawdziwego zdarzenia" smile (z uwagi na moje cudaczne
                  godziny pracy zdarza mi się, że jak coś przypili, to nie mogę choćby chciała
                  pójść do mojej stałej) nie widzą problemu (migrena? za wysoka prolaktyna? rak w
                  rodzinie? no problemo) i zapisują pigułki. Dlatego robiłam te kolejne podejścia
                  (po ciąży), ale reaguję paskudnie i nie mam ochoty próbować znowu

                  - bardzo rozsądny pan ginekolog, do którego (patrz wyżej) czasami chodzę,
                  odradzał dwuskładnikowe z powodu ryzyka raka sutka; szczerze mówiąc, nadal nie
                  oznaczałam czy mam BRCA1 i BRCA2, czyli nie znam podłoża raka u mojej mamy, nie
                  wiem na pewno, czy skłonnośc jest u nas dziedziczna. Mam zamiar
                  wykluczyć/stwierdzić genetyczną skłonność (jak mnie zaliczą do badań
                  przesiewowych - w czasie wakacji będę w rodzinnym mieście gdzie leczono mamę,
                  upomnę się) - jak nie będzie, to może jednak, może alergia odpuści...? (eee, w
                  każdej dwuskładnikowej pigułce jest ten sam etynyloestradiol, tyle że w różnych
                  stężeniach i od różnych producentów - wbrew pozorom różna czystość)

                  - moja pani "stała", fajniutka babka ale niesety też trochę "no problemo-jakoś
                  to będzie" radzi wkładkę, "jak już się wyleczymy", co chyba jest terminem
                  typu "święty nigdy", a na poprawę nastroju Cerazette, ale tylko na kilka
                  miesięcy (bez estrogenów trudno się żyje).

                  Na gumkach i wstrzemięźliwości w dni płodne da się żyć smile))) wbrew pozorom. Co
                  nie oznacza, że bym wolała tak na żyyyywioooł.... smile)))

                  ...........................

                  A o moich przejściach piszę ku przestrodze smile bo nie zawsze wiedzieć i chcieć,
                  to móc. Naprawdę znam kilka przypadków, gdy mimo pozornie wielkiego wyboru
                  środków dziewczyny zapędzone były w kozi róg NPR (choć źle się z tym
                  psychicznie - niepewnie - czuły).

                  Ale znam też takie rozczulające pary, co to dopiero na wieść o moim poczęciu
                  zaczęły łaskawie używać gumek smile
                  • pysio8 Re: dalej OT :))) 26.09.03, 11:12
                    Cześć Odalie!
                    Wczoraj to ja Ciebie przegapiłam, no i moje starsze dziecko po przyjściu ze
                    szkoły dorwało się do komputera.

                    Wierzę, że w końcu coś dla siebie dobierzecie.
                    Używasz tylu fachowych zwrotów, że przestaję rozumieć, to co czytam w twoich
                    postach ( to pewnia ta moja nieudokumentowana dysleksja się kłania).

                    Zdaje się,że niechcący włożyłam kij w mrowisko - śledzisz ten wątek o
                    antykoncepcji?)
                    Ciesze się, ze dotarły informacje w języku polskim[ myślę o Personie], bo
                    strasznie nabiedziłam się wczoraj z moją znajomością( a właściwie
                    nieznajomością) angielskiego.
                    No to pa, nie bombarduj mnie juz tymi medycznymi danymi, proszę.
                    Fajnie było z Tobą pogadać.
                    Widzę, że w teorii masz temat antykoncepcji "obcykany".
                    U mnie jest lepiej, przynajmniej na razie, w praktyce.
                    Trzymaj się Odalie!!!
                    • odalie Re: dalej OT :))) 26.09.03, 18:12
                      Hej!

                      No nie będę bombardować smile))))) a zwroty, noo lubię konktretnie o takich
                      rzeczach pisać, żeby było wszystko jasne. No i mam taką generalną tendencję,
                      żeby wiedzieć co tam w środku we mnie jak funkcjonuje smile (Aha, te numerko-
                      cyferki smile)))) to gen, którego posiadanie sprzyja rakowi piersi (i nie tylko).
                      Wbrew pozorom obecnie można go już oznaczyć z wielką dokładnością i tym
                      sposobem _dużo_ wyjasnić. Świetna sprawa, szkoda że nadal niedofinansowana.
                      Spieszyłam się i nie opatrzyłam komentarzem.)

                      Pozdrawiam!

                      • pysio8 Re: dalej OT :))) 26.09.03, 21:55
                        CZeść Odalie!!!

                        FAjnie, że się odezwałaś.
                        DORWAŁAM SIĘ SZYBKO DO komputera, bo dziecko gdzieś przepadło
                        tj. w łazience, siedzi i się kąpie.
                        Szkoda, że jeszcze długo nie będzie mnie stac na Personę czy Ovusoft.
                        Dzisiaj przyszedł rachunek za prąd, kurcze znowu wysoki.
                        Piszę nie bardzo na temat ale mam nadzieję, że mi wybaczysz i mrufka też.
                        U mnie mieszkają trzy pokolenia, straszna ciasnota, jestem rozdrażniona,
                        łażę po burmistrzach, piszę pisma i na razie nic z tego nie wychodzi tj. z
                        posiadania własnego mieszkania. Jeszcze moja matka pali papierochy w domu, co
                        prawda w swoim pokoju ale i tak czuć.
                        Jak byłam w ciąży, to chciałam ją wypchnąć na balkon razem z papierochami.
                        Nie wiem, matkę powinno się kochać a ja swojej nie znoszę.
                        To na razie , mam nadzieję ,że Cię nie zszokowałam.
                        Do usłyszenia, pa.
                      • maak3 Re: dalej OT :))) 26.09.03, 22:27
                        odalie napisała:
                        > Wbrew pozorom obecnie można go już oznaczyć z wielką dokładnością i tym
                        > sposobem _dużo_ wyjasnić. Świetna sprawa, szkoda że nadal niedofinansowana.

                        to fakt ale czasmi w większych osrodkach akademickich w ramach cudzych badań
                        naukowych można to zrobić
                        po prostu trzeba czyhać na okazję
                        • odalie Re: dalej OT :))) 01.10.03, 20:33
                          Hej!

                          Wiem, staram się, ale problem taki - jest ankieta, jak się zaliczy w niej kilka
                          punktów, biorą do badań, a jak nie, nie biorą. U nas sytuacja trochę niejasna,
                          mama zachorowała już po 50-tce, w rodzinie tego nie było (poza dziadkiem). Mama
                          leczyła się w innym mieście, gdzie robią włanie na Akademii Medycznej badania
                          przesiewowe na te geny, jak będę tam w czasie ferii przez dwa tygodnie, będzie
                          okazja dopilnować - faktycznie powinnam mniej gdybyć a wziąć się za to
                          solidnie. Racja będę czyhać smile

                          Mimo wszystko te testy są stosunkowo tanie, cały program bardzo niegłupi, ale
                          jak czytałam na necie mocno niedofinansowany, szkoda, po prostu szkoda - wiem,
                          samobadanie i te de, też bardzo ważne, ale okazuje się, że my tu w kraju
                          dysponujemy takimi świetnymi metodami diagnostycznymi, a jakoś cicho o tym i z
                          tym.
        • pesteczka5 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 10:20
          pysio8 napisała:

          > A ja tak się zastanawiam...>
          > Czy Wy Dziewczyny nie wiecie skąd się biorą dzieci ???
          > To chyba oczywiste, że jeśli się współżyje to może dojść do poczęcia.>
          > Nie myślisz o dzieciach, to masz do wyboru środki antykoncepcyjne,
          > chociażby prezerwatywy dostępne w każdym kiosku, sklepiku.
          >

          Pamiętaj, Pysio, że najskuteczniejsze z nich mają wskaźnik Pearla tylko 99%...


          > Na ileś tam lat współżycia zachodziłam w ciążę świadomie.
          > Moje dzieci są jak najbardziej chciane.
          >

          Pogratulować i pozazdrościć. Jesteś szcęściarą.


          Może następna ciąża, nieplanowana, otworzyłaby Ci oczy na różne losu wypadki.
          Uczucia, które wówczas by Ci towarzyszyły, mogłyby być dla Ciebie nowym
          doświadczeniem, okazją do wewnętrznego rozwoju. Planowanie jest rzeczą
          chwalebną, ale nie wszystkim i nie wszystko udaje się zaplanować. To nietrudne
          cieszyć się ciążą zaplanowaną (choć i wtedy natura ludzka lubi płatać figle).
          Jesteśmy wszak luźmi, a nie automatami.

          Nie dotyczy mnie ten problem, bo długo czekałam na swoje dzieci (choć ciąże
          znosiłam różnie). Ale mimo to staram się widzieć szerzej i mieć trochę pokory
          wobec życia, losu, ludzi...

          Dla Ciebie dwa razy dwa to cztery, a tak jest tylko w tabliczce mnożenia.
          I zycie nie jest czarno-białe...

          Tu nie słychać tonu głosu, jest przyjazny i życzliwy. Nie bądź zła, Pysio! Tak
          tylko sobie myślę...

          Pozdrawiam - Pesteczka
          • pysio8 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 11:45
            Pesteczka, dziękuję.

            Nie zdążyłam się obrazić, bo nie muszę mieć racji i nie mam monopolu na udane
            życie. Jestem prostą osobą, bazuję na własnych doświadczeniach.

            Czy jestem szczęściarą?

            Teraz chyba tak.
            Jestem bardziej szczęśliwa niż kiedyś np. dwa lata temu.

            Nie myśl sobie, że moje życie to pasmo niekończących się sukcesów, wiele
            przeszłam , ale już o tym pisałam i nie chcę się powtarzać.

            Mam prawo do własnego jak najbardziej subiektywnego zdania, a w dodatku tak jak
            na początku napisałam nie muszę mieć racji.

            Pozdrawiam Cię Pesteczko.

    • wb18 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 09:25
      Pomyśl o tym, że dziecko będzie wyciągać do ciebie rączki, ufać, podziwiać
      cię i kochać na zawsze. Poczujesz to jak je zobaczysz. Dla mnie też ciąża była
      abstrakcją ale nagle patrzysz i z brzucha wyjmują cieplutkie, bezbronne
      dzieciątko, które pragnie tylko twoich ramion. Będziesz z siebie dumna. I
      pomyśl, że kiedyś umrzesz, a przecież nie wiesz kiedy, więc co jest
      najważniejsze w twoim zyciu? dyskoteka? praca? podróże zagraniczne? szafa z
      ciuchami? Co po tobie zostanie?
      I kiedy jest ten właściwy czas na dziecko?
      Widocznie teraz. NIe tobie teraz decydować o dziecka życiu, ono już jest.
      Nawet jeśli do końca ciąży trudno ci będzie się z tym pogodzić, przeczekaj to.
      I pomyśl, że ty też byłaś w brzuchu swojej mamy, co ona przeżywała, jakie
      obawy miała?
      Powiedz swojej rodzinie o ciąży, ale nie daj się obrażać i nie wchodż w żadne
      dyskusje, jeśli byłyby dal ciebie destrukcyjne. A o ślubie z powodu ciąży nie
      myśl. Slub się bierze z milości a nie z ciąży, inaczej to nie ważne.
      Pomyśl, tysiące osób jest w twojej sytuacji, a życie i tak jedzie swoim torem.
      Ja też nie przeżywałam drugiej ciąży tak jak bym chciała i balam się, że moje
      dziecko przez to sie źle czuje, tymczasem urodziła się najmilsza, spokojna i
      wiecznie uśmiechnięta istotka.
      Trzymam kciuki!
      • liliana22 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 14:39
        Kochana makufko, prześledziłam cały wątek i widzę, że są chwile kiedy masz już
        przebłyski mniej tragicznego spojrzenia w przyszłość.
        Absolutnie nie potępiam Cię za uczucia, które się w Tobie kłębią, masz do nich
        prawo. Lepiej, że znalazły ujście tutaj na forum.
        Negatywne uczucia nie są złe, żłe może być tylko to co z nimi zrobisz.
        Wierzę w to, że dla Ciebie zaświeci jeszcze słońce i życzę Ci, żeby Twoja
        Holandia była najpiękniejsza.
        Pewna mądra kobieta powiedziała mi kiedyś, że po ludzku to właściwie żaden
        moment na poczęcie dziecka nie jest dobry, a bo to raty za mieszkanie, samochód
        jeszcze nie ten no i właśnie mieliśmy jechać w podróż dookoła świata... ale po
        czasie okazuje się, że właśnie ten moment na pojawienie się dziecka był
        najlepszy.
        Życzę Ci, żebyś miała odwagę i siłę dotrwać do tego momentu.
        A do Pysi8 - jest takie powiedzenie: my planujemy - Pan Bóg się śmieje...
        Wiesz, pomijam skutki uboczne specyfików i przekonania religijne, które
        wykluczają ich stosowanie, ale nawet w reklamach nie zetknęłam się ze
        stuprocentowo pewnym środkiem antykoncepcyjnym.
        ------
        Lila
        mama Pawełka (14.09.1998r.) i Andrzejka (09.06.2000r.)
        • pysio8 Re: Pomozcie!!! 26.09.03, 11:20
          Wiesz Lila, napisałam o tym, co akurat w moim przypadku sprawdziło się przez 15
          lat.Odniosłam się do moich doświadczeń.
          To co jest dobre dla mnie, nie musi byc dobre, właściwe dla innych osób.
          Nie wiem, czy wierzyć reklamom.
          W każdym razie dziękuję, że nie dałaś mi po łapkach i nie postraszyłaś Bogiem.
          Bo jeszcze tylko tego by brakowało.
          • liliana22 Re: Pomozcie!!! 01.10.03, 10:05
            Dopiero dziś miałam możliwość zajrzeć na forum.
            Dlaczego miałabym Cię straszyć Bogiem?
            Fajnie, że na Tobie akurat się sprawdzają środki zapobiegawcze, myślę że nie
            jesteś osamotniona w tym rankingu.
            Myślę też, że makufce dziś pytanie skąd się biorą dzieci i stwierdzenie, że
            jeśli się współżyje to może dojść do poczęcia, jest mało przydatne. Nie ważne
            jest w tym momencie, czy stosowała jakąś metodę antykoncepcji, która zawiodła
            czy nie stosowała żadnej. Dziecko już jest.
            Trzymaj się cieplutko.
            • pysio8 Re: Pomozcie!!! 02.10.03, 10:15
              Lila, wyszłam z założenia, że właściwy dobór antykoncepcji - indywidualny, mógł
              zapobiec tragedii, jaką jest niechciane dziecko.

              Piszecie, że nie ma 100 % metody antykoncepcji, nie wymyślono i nie wymyślą
              takowej.
              Pomyślałam, że dziewczyny (kobiety) po prostu idą na całość albo stosują metody
              tragiczne w skutkach, a potem są zdziwione, że są w ciąży. (Odalie wyprowadziła
              mnie z błędu, można wiedzieć bardzo wiele o antykoncepcji, zastosować
              poprawnie metodę , a i tak dojdzie do poczęcia.)

              Tak,z Bogiem to faktycznie bez sensu napisałam, poczułam, że moralizujesz i
              pouczasz mnie.

              Przepraszam makufkę, jeśli źle się poczuła z moją wypowiedzią.
              Na razie!
    • kalioppe Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 14:23
      Droga makufko,
      Kiedy zaszłam w ciążę (wyczekaną i wytęsknioną)i pojawiła się różowa kreseczka
      na teście, byłam tak przerażona, że pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to usiadłam
      i płakałam tak strasznie jakby właśnie skończył się świat. Przez następne dni
      chodziłam jak nieprzytomna, cały czas miałam w głowie myśli: "Boże, co teraz,
      czy dam sobie radę, czy na pewno to jest odpowiednia pora, czy ja będę je
      kochać (dzieci koleżanek niezmiennie mnie denerwowały!), czy sobie poradzę, z
      ilu rzeczy muszę zrezygnować". A przypomnę Ci że ciąża była bardzo chciana!!
      Przeraził mnie ogrom odpowiedzialności. jednak postanowiłam, że skoro dzidzia
      już jest, to muszę zadbać o nią jak najbardziej, bo przecież jeżeli z mojej
      winy coś jej się stanie - to do końca życia będę musiała żyć ze świadomością,
      że skrzywdziłam własne dziecko - ale najgorsze że moje dziecko przez moją
      nieodpowiedzialność moje dziecko może być np. kaleką.
      Akceptacja rodziła się przez całą ciążę.
      Miłość - gdy po raz pierwszy spojrzałam w granatowe oczy mojej córeczki. Teraz
      Madzia ma 14 miesięcy i z kaźdym dniem zaskakuje mnie nowymi umiejętnościami.
      Gdy wracam z pracy zawsze wita mnie słodkimi całusami. I kiedy czuję na szyi
      uścisk małych rączek wiem, że to jest najpiękniejsze - bezwarunkowa miłość i
      akceptacja jaką ofiarowuje mi moje dziecko. Wiem że niej - jestem
      najważniejsza na świecie.
      Dla Twojego dziecka Ty jesteś całym światem.
      Kiedy miałam depresję po porodzie moja mama mi powiedziała "Pamiętaj, ona cię
      kocha, jesteś najważniejsza, bez ciebie zginie. Ona musi mieć pewność, że
      jesteś przy niej i pomożesz jej znaleźć swoje miejsce na świecie"
      Poczekaj na miłość, ona nie zapala się jak za dotknięciem czarodziejskiej
      różdzki. Miłość macierzyńska potrzebuje czasu.
      Przepraszam że tak długo. Całuję Cię.
      Kalioppe
    • olik7 Re: Pomozcie!!! 25.09.03, 15:03
      Nie bede oryginalna jak powiem, że miałam podobne uczucia do Twoich, więc też
      nie będę Ci ich opisywać.
      Wiedziałam, że, ze po porodzie nie będą mnie chcieli w pracy, wiedziałam, że
      rodzice mnie znienawidzą, cały świat wyśmieje, facet, którego ledwie znam
      wypnie się na mnie. Nie miałam gdzie mieszkać...
      Owszem jestem samotną matką i nie raz było ciężko, ale świat pomógł. Rodzice
      Małą uwielbiają, znajomi także, prace znalazłam, jak Dzibuś miał 8 miesięcy.
      Nie wierzyłam, że cokolwiek się ułoży.
      Jestem szczęśliwa a nawet szczęśliwsza niż przed pojawieniem się Maleństwa i
      tego Tobie z całego serca życzę.
      M
      • e.beata Re: Pomozcie!!! 26.09.03, 12:49
        Zawiadom jak najszybciej mamę i znajomych... zobaczysz że od razu o 50% będzie
        lżej. Pamiętaj, że mama może zareagować różnie, daj jej czas na oswojenie się z
        wizją babci wink.
        Większość kobiet na wiesć o ciąży reaguje przerażeniem, więc jesteś całkiem
        normalna wink.
        Co tam Włochy, z Holandii masz samolot na Bora-Bora.
    • judytak Re: Pomozcie!!! 26.09.03, 14:06
      A ja powiem tak:
      lubisz być, makufko, samodzielna, lubisz sama o sobie decydować, nie lubisz być
      zmuszona do niczego, a już zwłaszcza nie do tego, żeby być zdana na czyjąś
      łaskę (opieka, utrzymanie).
      No i dobrze, nic tu dziecko nie zmieni, a ciąża jeszcze mniej.
      Jest tak naprawdę bardzo mało rzeczy, których nie powinno się w ciązy robić:
      jazda konna, wspinaczka górska, duże ilości alkoholu, papierosy. Czy to aż tak
      boli?
      Większość kobiet przez całą ciążę normalnie pracuje, normalnie prowadzi dom,
      normalnie jeździ na wczasy itp. Ty też nie siedź w domu. Rozumiem, że nie masz
      pracy i już sam fakt, że nie zarabiasz na siebie, ogromnie cię dołuje. Rozumiem
      też, że zatrudnić się na stale, kłamiąć, że nie jesteś w ciąży, jest mało
      uczciwie, i mało prawdopodobne. Ale nie powinno być większych problemów z
      jakimiś tam czasówkami, zleceniami, prywatnymi fuchami... Ja nie wiem, na czym
      ty się znasz, ja bym się brała za tłumaczenia, lekcje języków, korepetycje,
      prace sekretarsko-asystenckie z agencji pracy czasowej, póki tej ciąży tak nie
      widać...
      To raz. Dwa: zamiast zadręczać się myślami depresyjnymi, zastanów się, jakie
      masz możliwości. Możesz na przykład oddać dziecko do adopcji. Poważnie! Dowiedz
      się dokładnie, jak to się robi, pogadaj z facetem, co by on na to powiedział.
      Jak się oswoisz z myślą, że jest alternatywa, jak uwierzysz, że możesz sama
      decydować, i masz na to dużo czasu (o ile pamiętam, sześć tygodni po porodzie),
      to przestaje ci uwierać śwadomość, że ktoś (dziecko? partner?) do czagoś ciebie
      zmusza.
      Pozdrawiam
      i życzę dużo aktywności
      to pomaga na chandrę
      ale jeśli to miałoby być prawdziwa depresja, to idź do lekarza!
      Judyta
      mama trójki średnio planowanych dzieci
      która na zwolnieniu lekarskim była chyba trzy tygodnie w trzech ciążach razem
      wziętych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka