Prośba od redakcji

23.09.03, 12:32
Piszę tekst o szkole rodzenia. Po co ją wymyślono i dla kogo. Czy
zechciałybyście się ze mną podzilić swoim doświadczeniem? Co Wam dało
chodzenie do szkoły? Co zapamiętałyście jako najważniejszą lekcję? Czy czegoś
Wam brakowało?
Czekam na Wasze relacje, obiecuję, że najciekawsze opublikuję.
Z góry bardzo dziekuję

Justyna

mój adres:justyna.dabrowska@agora.pl
    • aniamr Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 13:26
      Ja od początku gdy sie dowiedziałam, że jestem w ciąży to wiedziałam, że pójdę
      do szkoły rodzenia. Nie pamiętam dokładnie ale chyba na przełomie 6/7 miesiąca
      ciąży zaczęłam uczęszczać na zajęcia. Mimo, że wiele czytałam literatury i
      czasopism o tematyce ciąży i porodu to te zajęcia dużo mi pomogły. Przede
      wszytkim uczęszczałam do szpitala, w którym planowałam rodzić.
      Pozwoliło to za poznac się z personelem, bo każda poruszana tematyka była
      prowadzona przez inną położną - często nawet one zapamiętywały osoby z zajęć i
      to było bardzo miłe.
      Zajęcia teretyczne urozmaicano nam różnymi filmami, czy to z porodu, czy to
      o opiece nad noworodkiem, które to można było sobie wypożyczyć do domu i w
      spokoju jeszcze raz oglądnąć.
      Można było zadawać pytania, na które zawsze miałam odpowiedź ( w książkach
      nie wszytko można znaleźć ). Zaznajamniamo nas z przyrządami pomagającymi przy
      porodzie - różnego rodzaju, worki, piłki, poduszki. Pokazywano porodówki(
      każda kobieta dostawała swoją porodówkę), pomieszczenia w których mogły
      przebywać rodzące z towarzyszącymi osobami: jak pokój z dżakuzi, pokoje
      przedporodowe. Zaznajamiamo nas z zasadami, które tam panowały.
      Mówiono czego możemy oczekiwać, o co będziemy pytane, co gdzie się znajduje.
      Omawiano opiekę na położnictwie, gdzie można sciągać i przechowywać mleko,
      gdzie zwracać się o pomoc, co zabrac ze sobą do szpitala dla siebie i dziecka.
      Zajęcia o pielęgnowaniu noworotka były denonstrowane na specjalnej lalce tak,
      że przyszłe matki mogły zobaczyć jak maluszka ubrać, umyć, jak trzmać,
      przewijać - tak by po porodzie nie bać sie zająć dzieckiem.
      Na
      • aniamr Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 13:33
        Cos przycisnęłam....
        Na zajęciach na sali gimnastycznej uczono nas technik relaksacyjnych i
        oddychania podczas porodu w zależności od fazy porodu - akutat to w moim
        przypadku sie nie sprawdziło, bo mniałam zbyt szybki poród.
        Mocno polecam szkołę rodzenia i to w towarzystwie partnera, bo wiele rzeczy
        jest również skierowanych do niego. Wie, jak sie zachować przy porodzie i
        czego sie spodziewać, poznaje techniki masarzu i sytuacje który mogą byc
        niepokojące.
        Gdy przyszedł czas porodu wiedziałam gdzie mnie zaprowadzą, co mnie tam czeka,
        nie byłam przestraszona sytuacją i otoczeniam, bo wcześniej znałam
        pomieszczenia. Mogłam całkowicie skoncentrowac się na rodzeniu.
        Opieka nad dzieckiem również nie była mi obca i od samego początku sma sie nim
        zajęłam.
    • adderka Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 14:21
      Uczęszczałam do szkoły rodzenia przy szpitalu, w którym rodziłam. Zajęcia
      teoretyczne prowadzone były przez położną oddziałową z porodówki, więc osoba
      jak najbardziej kompetentna (właściwy człowiek na właściwym miejscu wink ).
      Dla mnie najciekawsza lekcja to ta, w czasie której "zwiedzaliśmy" salę
      porodową ogólną i salę porodów rodzinnych. Pozwoliło mi to na osowjenie się z
      miejscem, w którym moje dziecko przyszło na świat, wiedziałam dokładnie gdzie
      się znajdę , co tam zobaczę, co będzie się działo. I to było najważniejsze.
      Addera
    • marta_i3 Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 14:32
      Chodziłam do szkoły rodzenia 9 lat temu. Internet był wtedy w powijakach, i
      choć trudno w to uwierzyć forum eDziecko nie istniało! Dlatego szkoła rodzenia
      była dla mnie możliwością spotkania osób w podobnej sytuacji, z podobnymi
      problemami, stała się formą wspólnoty, grupy wsparcia. No i przy okazji
      dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy na temat przygotowania do i przebiegu
      narodzin oraz pierwszych dni z maleństwem. Do dziś pamiętam jak szczegółowo i
      obrazowo położna opisała przebieg porodu. Potem w jego trakcie cały czas
      wiedziałam co się dzieje i nic mnie nie zaskoczyło.
      Marta
    • eu-iza Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 21:18
      Dzięki szkole rodzenia:
      - rodziliśmy rodzinnie, świadomie, za obopólną zgodą
      - mój mąż kąpie synka od pierwszego dnia pobytu w domu do teraz,
      - w czasie porodu nie miałam problemu z oddechem, bo byłam go "nauczona"
      - urodziłam po czwartym skurczu partym, bo umiałam przeć (ale może to przypadek)
      - nie miałam problemu z przystawianiem dziecka do piersi
      - radziłam sobie z zastojami w czasie karmienia i słuzyłam radą koleżankom
      - od razu wiedziałam jaka dietę trzymać przy karmieniu (mam alergika)
      - wiedziałam, co zabrać do szpitala
      - wiedziałam, w której fazie porodu jestem i co powinno być dalej
      - gdy usłyszałam od położnej sakramentalne: "prosze pediatrę" wiedziałm, ze to
      końcówka, choć Krzyś jeszcze był "w drodze"
      A poza tym było bardzo miło.
      Iza
    • mamaolenka Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 21:51
      Jak tylko dowiedziałam się o ciąży, zaczęłam interesować się wszystkim co było z
      nią związane, zaczęłam czytać na ten temat, rozmawiać z młodymi rodzicami i
      biegać po sklepach z rzeczami dla maluszków. Lubię być do wszystkich ważnych
      rzeczy w moim życiu dobrze przygotowana, dlatego chciałam uczęszczać do szkoły
      rodzenia. Bardzo ważnym też wydawało mi się jakieś takie "łagodne wprowadzenie
      męża w ten nowy świat ciążowo-porodowo-niemowlakowy".
      Znalazłam znakomitą szkołę w Krakowie, gdzie zajęcia były bardzo ciekawe i
      wszechstronne. Począwszy od wykładów na chyba wszystkie tematy związane z
      dzieckiem, rodziną, kobietą itd. itp., poprzez zajęcia praktyczne np. kąpiel
      lalki (jak rozkosznie wygladał mój mąż z taką lalką na rekach i z taką poważną
      miną), a skończywszy na świetnej gimnastyce. Oprócz tego była możliwość
      zwiedzenia oddziału położniczego i poznania lekarzy, którzy tam pracują.
      Uważam, ze udział w tej szkole był tak jakby pointą wszelkich przygotowań do
      zostania rodzicami .Bardzo się cieszę, że tam uczęszczaliśmy, bo już pierwszego
      dnia po przyjsciu ze szpitala to mój mąż wykąpał naszą maleńką...
    • mamaestery Re: Prośba od redakcji 23.09.03, 22:17
      bardzo sie cieszylam na mysl ze bede chodzila do szkoly rodzenia zwlaszcza ze
      uczestniczyl w niej moj maz, to bardzo wazne ze chcial rowniez przygotowac sie
      do tego waznego momentu w naszym zyciu :przyjscia na swiat naszego dziecka
      niestety w momencie samego porodu malo pamietalam ze szkoly rodzenia(w
      odroznieniu od mojego meza)a juz w czasie opieki nad noworodkiem okazalo sie
      ze nie da sie porownac ubierania lalki do nakladnia corci kaftaniku, badz
      wiazania pepuszkasmile))))))jednym slowem wspominam sama szkole jako dobra zabawe
      ale do zycia miala sie nijak..moze zle trafilam?..
    • wiki41 Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 10:34
      Nie umiem powiedzieć, jak wiedza ze szkoły rodzenia sprawdzi się w praktyce, bo
      jestem jeszcze przed porodem. Ale cieszę się, że oboje z mężem do szkoły
      chodziliśmy.

      Mąż już po drugich zajęciach zdecydował, że chce być przy porodzie. Wcześniej
      nie nalegałam, teraz - im bliżej tego wydarzenia - tym bardziej się tą decyzją
      cieszę.

      Przede wszystkim dowiedzieliśmy się wiele o tym, jak poród wygląda i o opiece
      nad dzieckiem. Ogólnie chyba nabrałam odwagi, dowiedziałam się, że dziecko
      trzeba traktować normalnie: można wykąpać z tatą w wannie, można zarzucić
      prasowanie ubranek, temperatura w pokoju ma być po prostu taka, jak jest w domu
      (wszystko oczywiście w zależności od tego, jak maluch to będzie znosił). I
      uwierzyłam, że będę wiedziała, czego dziecku potrzeba, że zorientuję się, jak
      zachoruje. Po szkole po prostu cieszę się na jego narodziny i (chyba)
      zminimalizowałam taki ogólny strach "co to będzie".

      Jedyna kwestia, której nie byłam świadoma, a która nieco mnie przeraziła, to
      połóg. Ale przynajmniej wiem, czego się spodziewać.

      Dodam jeszcze, że o sprawach poruszanych w szkole można oczywiście poczytać w
      książkach, nie jest to żadna wiedza tajemna. Ale znacznie łatwiej było mi
      słuchać i pytać, niż czytać. Osobiście polecam.

      Wiki

    • e.beata Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 12:27
      Pani Justyno, ja z prośbą. Czy nie można do "Prośby od redakcji" dodawac
      podtytuł, lub inaczej każdą tytułować.
      Bo potem krąży kilka "Próśb od redakcji" i nie wiadomo o co chodzi.

      Pozdrawiam
      Beata
    • madzikowa Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 13:08
      Hej,

      ja chodzilam az na dwie szkoly rodzenia.
      Pierwsza w szpitalu, w którym chciałam rodzić (i rodziłam) - nie była
      najlepsza. Wiedza tam podawana była identyczna z książkową, ale zajęcia
      prowadzili różni lekarze, wiec miałam okazję ich poznać, w razie, gdybym
      trafiła podczas porodu na któregoś z nich. I miałam szczęście - bo akurat
      rodziłam z jednym b. miłym. Poza tym zwiedziłam porodówkę, więc miałam
      wyobrażenie, jak takie miejsce wygląda!smile)

      Druga szkoła rodzenia była prowadzona przez eksperta od laktacji i karmienia
      piersią, pani, która miała również doświadczenia ze szpitali "na zachodzie" i
      kontakty z lekarzami i położnymi stamtąd, brała udział w wielu konferencjach w
      Polsce i za granicą związanymi z porodem, ciążą, laktacją itd, która prowadziła
      szkołe nie tylko z chęci zysku, ale przede wszystkim aby pomóc wszystkim
      przyszłym matkom. Taki typ społecznika. Atmosfera była b. miła, spotkania raz w
      tygodniu po 3 h przy ciasteczkach i wodzie mineralnej (akurat byly upaly) no i
      gimnastyka i nauka oddechu. Pogadanki były wspierane licznymi filmami i
      rozmowami z ekspertami. Tematyka zróżnicowana: kilka spotkań dotyczyło
      wychowania, kilka samego porodu (wiele filmów i przykładów oraz spotkanie z
      położną, z którą potem umówiłam się na rodzenie), kilka karmienia piersią i
      pielęgnacji noworodka. Wszystko trwało jakieś 3 miesiące.

      Dzięki szkole rodzenia:
      1. rodziłam z mężem i położną, która rozumiała moje potrzeby i kierowała mną b.
      umiejętnie i pomagała oddychać itp. Chodziliśmy min. po korytarzu, byłam pod
      prysznicem (b. pomogło i przyśpieszyło poród), tuż przed bólami partymi dla
      przyśpieszenia porodu stałam przy łóżku, oczywiście nie leżałam w czasie bóli
      partych tylko siedziałam w wygodnej dla mnie pozycji (nie wyobrażam sobie
      leżenia podczas porodu)
      2. umiałam sobie poradzić z karmieniem piersią, dobrze przystawić, radzić sobie
      z zastojami, bolącymi brodawkami, wiedziałam, co jeść a czego nie itd
      3. Wiedziałam, jak pielęgnować Maleństwo i nie bałam się go wziąć na ręce
      4. ....

      Dodam, że prowadząca jest dla nas - dziewczyn z jej szkoły rozenia - "dostępna"
      telefonicznie i na wizyty i porady (właściwie prawie darmowe), jeśli jakieś
      problemy z dziećmi czy z karmieniem by się pojawiły. Jest to ważne!

      Życzę wszystkim przyszłym mamom takich szkół rodzenia

      Pozdrawiam
      Magda
    • aniask_mama Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 14:43
      Mnie szkoła rodzenia pomogła przede wszystkim nieco odprężyć się psychicznie.
      Wprost proporcjonalnie do rosnącego brzuszka rósł też mój strach przed porodem.
      Ale jak zobaczyłam to "Stowarzyszenie Mamusiowych Brzuszków", powoli strach
      opadał, a kiedy pooglądałam sobie salę porodową, zobaczyłam gdzie i co i jak
      się będzie działo, to strach w ogóle minął. Po prostu "okiełznałam" nieznane,
      wiedziałam, co się ze mną będzie działo.
    • evee1 Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 14:56
      > Dzięki szkole rodzenia:
      > - rodziliśmy rodzinnie, świadomie, za obopólną zgodą
      > - mój mąż kąpie synka od pierwszego dnia pobytu w domu do teraz,
      > - w czasie porodu nie miałam problemu z oddechem, bo byłam go "nauczona"
      > - urodziłam po czwartym skurczu partym, bo umiałam przeć (ale może to
      przypadek)
      > - nie miałam problemu z przystawianiem dziecka do piersi
      > - radziłam sobie z zastojami w czasie karmienia i słuzyłam radą koleżankom
      > - od razu wiedziałam jaka dietę trzymać przy karmieniu (mam alergika)
      > - wiedziałam, co zabrać do szpitala
      > - wiedziałam, w której fazie porodu jestem i co powinno być dalej
      Jak tylko dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy, to zakupilam sobie dwie
      ksiazki i szybko je pochlonelam. Duzo rozmawialam tez z kolezanka, ktora
      ma starsze dzieci. Na kurs zaczyna sie chodzic dopiero w 20 tygodniu,
      wiec o wlasciwie o wszystkim powyzej juz wiedzialam. Brakowalo mi tlko
      praktyki smile). Na praktycznych zajeciach nijak mi nie wychodzilo oddychanie
      i martwilam sie jak to bedzie w czasie porodu, ale okazalo sie, ze jak
      czlowieka rozrywa, to od razu wie jak oddychac, zeby mu pomagalo.
      Z tym pchaniem, to nie wiem na ile tego czlowiek sie uczy. Ja swoje
      dzieciaczki wypchnelam za trzecim pchnieciem. Pielegniarka prosila,
      zeby pchac, to pchalam.
      W sumie w szkole rodzenia tak naprawde niewiele nowego sie dowiedzialam,
      ale milo bylo pochodzic sobie i pogadac z innymi mamusiami i tatusiami.
    • odalie Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 15:19
      Było to tak:

      - 24-letnia studentka, która nigdy przenigdy nie miała do czynienia z małymi
      dziećmi zaszła w ciążę, o co wszyscy wokół mieli do nije pretensję (tata
      dziecka właściwie nie, ale szybko zaczęły go dobijać jej zmiany nastrojów i
      galopująca depresja). To o mnie.

      - ciepła, pełna optymizmu położna, z cudownym poczuciem humoru, kompetentna,
      ciągle się dokształcająca, na bieżąco z nowinkami, ale i z wieloletnią
      praktyką. To o pani Marii.

      - stadko młodych mam, niektóre entuzjastyczne, inne zagubione, ale nareszcie
      wśród "swoich", nareszcie zrozumiane i docenione. To o dziewczynach.

      .............................

      Prawie przypadkiem trafiłam do bardzo w 3Mieście chwalonej szkoły. Uważam, że
      chwalonej jak najbardziej zasłużenie. Dlaczego?

      Szkoła była dla mnie miejscem, gdzie moje problemy i potrzeby - jako
      oczekującej mamy- były rozumiane i doceniane. Nie mogłam sobie pozwolić na
      prywatne wizyty lekarskie, w ciąży byłam pod kontrolą publicznej służby
      zdrowia - wizyty u lekarzy (zmieniających się zresztą) trwały po 5 minut...
      zresztą co tu dużo mówić. Miałam natomiast możliwość uczestniczyć za darmo w
      szkole. A u pani Marii był czas, aby spokojnie zająć się każdą z nas z osobna,
      wszystko wytłumaczyć, wyjaśnić. I nikt się nie dziwił, że młoda mama może być
      zaniepokojona, zdezorientowana. Czyli niesamowicie pomocna atmosfera - balsam
      dla duszy.

      Kwestia ciała - ćwiczenia przygotowujące do porodu. Uważam, że podczas porodu
      bardzo pomogły mi oddechy i umiejętność konktrolowania ciała wytrenowane w
      szkole. Regularne ćwiczenia dały poczucie pewności siebie, takiej rutyny w
      kontroli nad ciałem - i co dla mnie bardzo ważne, poczucie że coś się w ogóle
      ma pod kontrolą, że poród i ciąża to nie jest dopust, na który nic się nie
      poradzi.

      Badania - po i przed ćwiczeniach badanie tętna dziecka dobrym sprzętem. Super.
      Takie codzienne badanie zwłaszcza przed finiszem bardzo uspokaja, pomaga się
      nie denerwować. No i to pani Maria, a nie lekarze w szpitalu (na patologi
      ciąży) wykryła u mnie zaburzenia w siódmym miesiącu. Wiem, że już kilka razy
      interweniowała, raz prostu z zajęć odwoziła karetką dziewczynę, u której coś
      było paskudnie nie tak, no i dziecko się uratowało - codzienny kontakt z
      kontretnymi przypadkami pozwalał na wykrywanie problemów.

      Pożyteczne informacje i prezentacje - dotyczące opieki nad maluszkiem, zakupów,
      karmienia i te de. Jak dla mnie, zupełnie nieznającej się na dzieciach -
      doskonała sprawa. Książki, poradniki, to nie to samo co prezentacje na żywo,
      pełne na dodatek humoru i optymizmu.

      Podejście do realcji tata-mama - czyli wciąganie ojców w ćwiczenia i wykłady,
      osobne pogadanki dla ojców na poważne tematy takie jak depresja poporodowa, ale
      także osobne dla nas, bardzo babskie "kazania" o naszej kobiecej potrzebie
      integralności, niezależności ale miłości i wsparcia (czyli jak radzić sobie z
      mężem i jak rozwiązywać konflikty).

      To tyle.

    • tafasola Re: Prośba od redakcji 24.09.03, 16:14
      Ze szkoly rodzenia najwiecej skorzystal moj maz. Byl bardzo pilnym i
      dociekliwym uczniem. Robil swietne notatki, ktore potem wielokrotnie przegladal
      w domu. Zdarzalo sie, ze czasem nie mogl uczestniczyc w zajeciach, wowczas
      notowalam ja. Moje notatki podsumowal jako "beznadziejne, nic sie z nich nie
      mozna nauczyc, ile ty zanotowalas? pol strony przez 3 godziny?" Nasz synek ma
      juz ponad 2 lata, a zeszyt ze szkoly rodzenia nadal mamy. Jest tam wszystko, co
      trzeba wiedziec, aby dobrze zaopiekowac sie noworodkiem. Takie kompendium.

      Bardzo przydatna rzecz, taka szkola. To prawda, nie mozna nauczyc sie rodzic,
      ale zdobywa sie wiedze, ktora zawsze troche uspokaja. Dla nas jednak
      najwazniejsze byly informacje o opiece nad noworodkiem. Zaplanowalismy, ze o
      ile nie bedzie komplikacji zdrowotnych, to pierwsze dwa tygodnie chcielibysmy
      byc calkiem sami, bez niczyjej pomocy. Dzieki wiedzy ze szkoly rodzenia obcy
      byl nam strach, czy dobrze sie opiekujemy dzieckiem, czy robi prawidlowe kupy,
      czy sie najada. Radzilam sobie z nawalem pokarmu i ze spadkiem nastroju.
      Naprawde bez leku i z wielka radoscia przeszlismy przez ten pierwszy,
      najtrudniejszy czas, bez pomocy. A pierwsza kapiel? Wanienka na stole, obok
      zeszyt z notatkami, maz trzyma dziecko, jednym okiem patrzy na nie, drugim w
      zeszyt i "leci" wedlug punktow: oczy, uszy, paszki, pupa...


    • elasz4 Re: Prośba od redakcji 25.09.03, 14:15
      Jestem 5 miesięcy po porodzie chodziłam do szkoły rodzenia. Zawsze wydawało mi
      się to naturalne kiedy myślałąm o dziecku, że będę uczęszczać do szkoły
      rodzenia. Szkoła dała mi bardzo dużo, przede wszytskim przestałam się tak
      panicznie bać, mogłam spotkać osoby, które były w takiej samej sytuacji jak ja
      i miały te same dolegliwości i obawy. Nie twierdzę, że po nauce w szkole
      wiedziałam wszystko i poród przebiegał bez żadnych komplikacji, bo takie się
      pojawiły ale to z zupełnie innego powodu. Uważam, że każda dziewczyna powinna
      chodzić do takiej szkoły i najlepiej razem ze swoim partnerem, bo uważam, że to
      dużo daje kiedy mężczyzna jest w stanie zapoznać się z tymi problemami.
      Najbardziej podobało mi się kiedy mogliśmy zwiedzić oddział w szpitalu w którym
      rodziłam. Bardzo ważne jeśli chodzi o mnie było to, że przede wszystkim szkoła
      nas uspokoiła i pozwoliła spojrzeć na poród w miarę spokojnie. I kiedy odzeszły
      mi wody a miały kolor zielony to nie siałam paniki i nie stresowałam wszystkich
      wkoło tylko podeszłam do tego bardzo spokojnie co okazało się dobre dla mnie i
      mojego dzidziusia. Dlatego uważam, że szkoła rodzenia na TAK.
    • elz Re: Prośba od redakcji 26.09.03, 09:42
      Dziecko zaskoczyło nas oboje. Nigdy nie planowaliśmy dziecka, a już napewno
      nie w młodym wieku lat 30. Oboje bylismy nastawienie na nie. Dzisiaj gdy o tym
      myślę wydaje mi się to bardzo abstrakcyjne. Szkoła rodzenia oswoiła nas z
      myślą o dziecku. Najważniejsza była lekcja o samym porodzie - z lalką w roli
      noworodka. Przynajmniej wiedzieliśmy jakim cudem to dziecko ze mnie wyjdzie.
      Najwięcej szkoła dała ojcu dziecka. Zawsze twierdził że mężczyzna przy
      porodzie to jakieś nieporozumienie. Po zajęciach już wiedział że chce przy tym
      być. Był bardzo niepocieszony kiedy w kulminacyjnym momencie wywaliłam go z
      sali porodowej. Za to już z maleńkim dzieckiem wiedział jak postępować, jak
      wykąpać, jak ubrać, kiedy przytulić i jak podac jedzenie kiedy mnie nie ma.
      Myślę, że kobieta instynktownie wie co robić z noworodkiem, natomiast facet
      obowiązkowo powinien uczęszczać do szkoły rodzenia - po instrukcję obsługi.
      Pozdr.
    • maja-t Re: Prośba od redakcji 26.09.03, 10:31
      Ja odpowiem chyba nietypowo. Mam dwójkę dzieci (córka - prawie 6 lat i syn -1
      rok). Zanim urodziła się córka chodziliśmy z meżem do szkoły rodzenia. Nawet
      nie zastanawiałam się dlaczego, to było po prostu oczywiste. Co nam to dało, w
      czym pomogło? Mam wrażenie że wiele rzeczy robiliśmy zupełnie inaczej niż nas
      uczono w szkole rodzenia - po prostu rozsądek i intuicja. Przy porodzie też nic
      mi się przydało, bo miałam planowane cc. Czy zatem było to potrzebne? Uważam,
      ze bardzo.Przede wszystkim byliśmy duzo bardziej ŚWIADOMI, wiedzielismy
      przynajmniej mniej wiecej co nas moze czekać. To naprawdę duzo. Ale wg mnie
      największą korzyścią naszej szkoły rodzenia były przyjaźnie i grono znajomych.
      Poznawaliśmy się już na zajęciach, potem spotykaliśmy się już z dziećmi
      najpierw w szkole rodzenia, potem indywidulnie: spacery, odwiedziny, urodziny.
      Minęło już 6 lat a my do tej pory się spotykamy na spacerach, wyjeżdżamy razem
      na wakacje i weekendy. Korzyści obopólne - my rodzice mogliśmy swobodnie
      rozmawiać o kupkach, zupkach itd, bez obaw że kogoś to w ogóle nie interesuje,
      a dzieci miały rówieśników do zabawy. A w między czasie gromadka nam się
      znacznie powiększyła, więc młodsze pokolenie też ma się z kim bawić.
      Pozdrawiam
      Maja
Pełna wersja