volta2
24.06.08, 14:12
Ciekawa jestem, czy tylko ja taka asertywna?
Mamy sąsiadkę, od pewnego czasu zagląda do nas, a to klucze dla
robotnika zostawić, a to ubłagała męża by wywiózł jej gruz z
mieszkania(mieszkanie remontowane, sąsiadka nowa - wprowadza się i
remontuje lokum od 2 lat), ostatnio poprosiła o asystę mojego męża
przy rozliczeniach z jakimś podejrzanym (w/g niej oczywiście)
hydraulikiem.
sama nas do siebie nie wpuszcza, no chyba że musi, bo ten gruz jakoś
trzeba wywieźć.
a to chce by dać dostęp do netu, bo jakieś płatności musi porobić.
no i do tej pory nawet jej jak mogliśmy i nawet jak nie chcieliśmy
pomóc to jednak pomogliśmy. ale wczoraj pani sąsiadka miała
malowanie podłogi lakierem, śmierdziało w korytarzu mocno, ta zjawia
się u nas o 22-giej i pyta czy ją przenocujemy. że ona weźmie swój
materac i się jakoś u nas prześpi, bo u niej śmierdzi.
i prawdę mówiąc - odmówiłam, mąż usypiał dzieci, musiałam zdecydować
sama i jakoś wykręciłam się, mówiąc że jesteśmy zmęczeni i chcemy
chwilę odsapnąć i mieć czas dla siebie.
miała na twarzy rozczarowanie, a ja lekkiego kaca - bo w końcu w
potrzebie człowiekowi odmówiłam.
ale człowiek dla mnie obcy, w końcu w takiej sytuacji to się
przewiduje nocowanie poza domem a od tego ma się znajomych,
przyjaciół, może koleżankę z pracy zaufaną,(rodziny ta dziewczyna w
mieście nie ma), czego ona szuka u obcych ludzi?
no i pytanie do was, też byście odmówiły? czy jednak się zgodziły.
jak mąż wrócił z usypiania, to stwierdził, żeby nocowała, bo on nie
bardzo umiałby jej odmówić, ale pani już poszła.
no i nie wiem, czy słuszny ten mój moralniak?
i czy same w takiej sytuacji poszłybyście do niezaprzyjaźnionych
sąsiadów o nocleg prosić?