A no bylam sobie wczoraj w urzedzie, co by sprawy pozalatwiac. Na szczescie bylam z mezem, bo pewnie wyszlabym poryczana i koniec. Maz ma mocny charakter i glos

, powiedzial grzecznie i dobitnie panience, ze nie wyjdzie stad, bo cztery lata slyszy to samo. Niby cos zdzialal, ale tak reasumujac bez znajomosci(itd...)lepiej z chaty nie wychodzic. Matko...Najlepiej niczego nie chciec. I zawsze slysze, ile oni pracy maja. Nic mnie tak nie wkurza, jak to kiedy slysze o ich ciezkiej pracy. Siedzi ich piec w pokoiku i pieczatki stawiaja, bo szef na urlopie, a bez sefa to one nic nie moga. A ty, czlowieku, mozesz brac wolne z pracy, bo naiwnie sadzisz, ze urzad po to jest by urzedowal.
Macie takie odczucia?