Dodaj do ulubionych

do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem..:)

08.10.03, 12:19
witajcie.Mam pytanie o to jak wygląda wasze małżeństwo po urodzeniu dziecka
(szczególnie interesują mnie małżeństwa rodziców dzieci w wieku
przedszkolnym).Jaki jest wasz mąż jako partner i jako ojciec.Z moich
obserwacji wynika, że większość małżeństw jest wypalonych, na siłę, dla
dobra dzieci.Tylko czyhają na jakiś mały romansik.W moim małżeństwie moze
nie jest AŻ TAK źle, ale też jesteśmy sobie obcy i łączy nas w dużej mierze
tylko dziecko...Nie mamy większych problemów poza-wiadomo-kasa,
wydatki.Dziecko jest wspaniałe, zdrowe, my inteligentni,zdrowi,
atrakcyjni...i dlaczego nie potrafimy się dogadać i być szczęśliwi razem?
Możecie pisać na priva.pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: lola Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 16:54
      Mamy 14 letni staz, w tym 9 lat razem mieszkamy, dziecko ma 5 lat. Mielismy
      kryzys tak 2 lata temu, teraz sie unormowało.Generalnie było mi źle gdy ciągle
      siedziałam z dzieckiem, jego całe dnie nie było.Potem poszłąm do pracy i
      odetchnełam, ale ze córka choruje, juz nie pracuje.Nawet teraz mi to na
      reke.Zadne z nas o romansach nie myslało, wiecej nieporozumien jest na tle
      finansowym.
      Po urodzeniu dziecka człowiek sie zmienia, liczy sie co innego i przede
      wszystkim nie trzymamy sie tak kurczowo partnera- wczesniej przytulałam sie
      tylko do niego, teraz mam moja córke przytulanke, człowiek nie jest samotny
      gdy nie widzi małzonka, dlatego moze wydaje sie ze ludzie sie oddalają.
      Czy wczesniej sie dogadywaliscie, bylo inaczej, dlaczego?
      Mój stosunek do meza sie zmienił, jestem twardsza, np. wczesniej gdy mnie
      zranił płakałam jak bóbr, teraz nie wiem co to łzy przez faceta. Jestem
      odporniejsza, dlatego długo był zdziwieony, ze sie zaczełam "stawiac", bo
      wczesniej byłam pokorna do bólu.Ale te zmiany na szczescie nie spowodowały
      rozpadu, teraz mamy po prostu inny etap zwiazku, np. sprawy seksu nie sa juz
      tak wazne, potrzebne jak kiedys.
    • Gość: patyczako Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 17:14
      Potworne jest to co piszecie. Ja mam 8 lat stażu i 5 letnią córkę. I
      zastanawiam się oczym wy piszecie? Żeby dziecko miało nas tylko łączyć to na
      prawdę tragedia. My się kochamy i jest nam dobrze. Jaki romansik? Nawet przez
      głowę nam to nie przejdzie!!! Owszem zaraz po urodzeniu było trochę zmian,
      mniejszy kontakt ze sobą - wiadomo duzo czasu trzeba było poswięcic małej. Ale
      to już historia - teraz jest już bardzo samodzielna a tym samym więcej czasu
      mamy dla siebie. Czy my jesteśmy jacyś nienormalni? Bo z tego co piszecie to
      standard że w małżeństwie jest nuuuda. Przeciez to zalezy tylko i wyłącznie od
      was!!!
      • mam-darynka Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem 08.10.03, 18:20
        Kilka lat temu zaliczylismy z mezem prawie 2 lata separacji. Glownie z powodu
        nieumiejetnosci bycia we dwoje. Nawet nie to, ze sie klocilismy - raczej
        brakowalo nam checi w poszukiwaniu wspolnych rozwiazan - jakos tak bylismy soba
        wzajemnie znudzeni, zmeczeni, rozgoryczeni. Po wielkiej tragedii w mojej
        rodzinie (zmarla moja siostra), kazde z nas przewartosciowalo swoje zycie i
        bardzo intensywnie zaczelismy wtedy szukac drog porozumienia. Bylo to dzialanie
        obopolne nie majace nic wspolnego z tym, ze laczy nas tez dwojka dzieci.
        Mielismy tez pomoc rodziny, glownie rodzicow, ktorzy dawali nam szanse bycia
        tylko we dwoje, gdy dzieci byly u dziadkow. Teraz jest miedzy nami dobrze. Az
        sie boje przyznac jak dobrze. Zeby nie zapeszyc. Dzieci sa wazne ale na pewno
        nie najwazniejsze. Udalo nam sie odnalezc wiele nitek, ktore nas laczyly zanim
        pojawily sie dzieci i odkryc inne nitki, ktore lacza nas teraz niezaleznie od
        dzieci. Wydaje mi sie, ze niemozliwe jest tworzenie dzieciom szczesliwego domu
        jesli rodzice nie sa dla siebie najwazniejszymi ludzmi na swiecie. Wszystko sie
        przeciez od nich - od nas - zaczelo i ktoregos dnia znow zostaniemy tylko we
        dwoje. Etap zycia z dziecmi jest w sumie przejsciowy, co nie znaczy, ze nie
        stanowi dodatkowego lacza miedzy dwojgiem. Ale tylko "dodatkowego" - na pewno
        nie "podstawowego"!
        Szczescia zycze smile
      • Gość: lola Re: do patyczako IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 18:54
        Ale ja tak nie napisałam przeciez.Wiele sie zmieniło, ale
        nie znaczy ze nuda, ze źle, ze romanse, po prostu inaczej.Zanim sa dzieci
        ludzie strasznie skupiają sie na sobie, potem jest ktos trzeci i uwage skupia
        sie na dziecku własnie.Wiele małzenstw przechodzi jednak kryzys i albo to
        udzwigna albo sie rozchodza.
        • Gość: patyczako Re: do loli IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.03, 16:23
          Ja nie twierdze że mam idealne małżenstwo bezkryzysowe. Takie coś chyba nie
          istnieje. Bywało źle. Ale nieraz przekonałam się, że wiele bardzo wiele zależy
          od nas samych. Dlatego warto walczyć i nie osiadać na laurach, bo małżenstwo to
          wieczne budowanie...
      • Gość: malgos Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.acn.pl / *.acn.pl 08.10.03, 20:24
        po co wypowiadasz się na temat którego nie rozumiesz bo jak sama piszesz "masz
        inaczej". Dziewczyna na pewno nie napisał listu po to abyś jej i innym
        uswiadomiła jak są żałośni bo mają problem..
        • Gość: lola Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.03, 00:23
          Nie bardzo rozumiem czy to do mnie , bo ja nie pisałam ze "mam inaczej", wrecz
          przeciwnie.
    • Gość: maika7 Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 19:59
      Jeśli do czegoś przyda Ci się głos rodzica nastolatków (kilkuletni czas razy n)
      to proszę. Jest genialnie. Jesteśmy ze sobą 17 lat (właśnie tuż tuż stuknie nam
      ta siedemnastka). Wypalenie ??? coś obcego, nieznanego. Porozumienie, przyjaźń,
      miłość, zachwyt sobą, poczucie wolności wyboru bycia ze sobą, radość ze
      wspólnie wypijanej herbaty i poczucia bliskości. Kryzysy??? Bywały chwile,
      kiedy nie czuliśmy się bardzo blisko - krótkotrwałe i zawsze chcieliśmy to
      zmienić. Lubimy być ze sobą i psychicznie i fizycznie. Mąż jako partner i
      ojciec - zakochany we mnie i w dzieciach, odpowiedzialny, serdeczny, ciepły,
      uważny, troskliwy. Nie ideał (ja też nie!!!), ale wady nasze wzajemnie
      oswoiliśmy.

      Spróbujcie się dogadać, odkryć na nowo, może warto, może nadal tkwi w Was
      ciekawość siebie, wzajemna fascynacja?? Życzę Wam bliskości.
      Pozdrawiam
      M.
      • agat1 Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem 09.10.03, 08:18
        My jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat, dzieci - 4,5 roku i 4 miesiące - są dla
        nas ważne, żadne z nich nie pojawiło się przypadkiem, ale nadal jesteśmy sobie
        bardzo bliscy, kochamy się i uważamy nasz związek za udany. Nie wieje nudą, na
        to nie ma czasu, mogę jedynie żałować, że tylko dla siebie mamy wyłącznie
        wieczory, kiedy maluchy już śpią. Wtedy jest czas na rozmowy, na czułości,
        którą sobie wzajemnie okazujemy na co dzień. To wszystko wymaga jednak trochę
        wysiłku, może wolałabym po całym dniu usiąść na kanapie i poczytać, ale robię
        np. kolację dla nas, coś, co mąż bardzo lubi, mam czas, żeby go wysłuchać,
        zrobić masaż, który mu pomaga się odprężyć. W ten sposób odwdzięczam się za
        jego pomoc w ciągu dnia - on wstaje wcześniej, robi kanapki do pracy, dba o
        samochód, żebym miała sprawny, bo wożę dzieci - to takie codzienne i przyziemne
        sprawy, ale pozwalają czuć się ważnym dla partnera. Ja tak odczuwam. Trzeba
        czasem spojrzeć na związek z innej strony - może nuda wynika stąd, że nie chce
        nam się już starać?
        Życzę odkrycia w małżeństwie nowych namiętności
    • Gość: Iza Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.introl.pl 09.10.03, 16:40
      Mamy 5 letni staż małżeński, dziecko 3 lata, które pojawiło się w najlepszym
      naszym momencie, kiedy byliśmy na to gotowi (udało się za 3 podejściem).
      Burzliwy okres trwał przez ok. 2-3 miesiące po porodzie kiedy byłam
      notorycznie niewyspana (mąż też) i wszystko nas drażniło. Od tej pory jest
      coraz lepiej. Na myśl mi nie przyjdzie, że mogłabym zdradzić męża (gdy o sobie
      rozmawiamy wiem, że mąż myśli podobnie). Jest nawet dużo lepiej niż wcześniej,
      bo zrobiliśmy się dla siebie bardziej tolerancyjni, nie przeszkadza mi, że mąż
      czasem chce sam wyskoczyć na mecz, a jemu, że mam ochotę poplotkować sama z
      przyjaciółką (kiedyś mniej rozumieliśmy swe potrzeby). Dotarliśmy się. Z
      optymizmem patrzę na naszą przyszłość i jawi mi się ona w jakimś małym
      mieszkanku, lub domku, ale koniecznie razem we dwoje (nie umiem wyobrazić
      sobie innej opcji), chcę mu urodzić jeszcze dwoje dzieci, chcę się przy nim
      zestarzeć i nie w głowie mi jacyś obcy faceci.
    • Gość: Gosia Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.03, 11:01
      Jesteśmy trzy lata po ślubie znamy się 4 lata. Mamy 4 miesięczną cudną córcię.
      Była to miłość od pierwszego wejrzenia (z mojej strony napewno on mówi że
      również nie mam powodu aby nie wierzyć) byliśmy zwariowani, zakochani,
      szczęśliwi. Romantyczność mojego faceta przechodziła ludzkie pojęcie - byłam w
      dziesiątym niebie!! Trafił mi się super facet. Przeżyliśmy chwile naprawdę
      trudne - straciłam nasze dziecko... wtedy bardzo byliśmy sobie bliscy, ta
      sytuacja nas zbliżyła do siebie jeszcze bardziej. Wiadomo czasami zdażały się
      krótkotrwałe konflikty ( 15 minut rozmowy i zawsze wyjaśnienie sprawy) ale po
      takich rozmowach wszystko było wyjaśnione i oboje wiedzieliśmy jak mamy
      postępować aby było już wzajemnie dobrze. aż tu... zdecydowaliśmy się na
      dziecko - w pełni oczekiwane upragnione. Ja zrezygnowałam ze wszystkiego z
      czego można zrezygnować - częste pobyty w szpitalu.. coś się zmieniło ale
      czemu przecież oboje strasznie tego dziecka chcieliśmy. Było mi przykro gdy On
      wpadał na godzinkę do szpitala i zaraz chciał lecieć do swoich rodziców (jest z
      nimi związany rozumiem to ale wcześniej byłam ja na pierwszym miejscu potem oni
      czy inni znajomi, ateraz zaczęłam czuć coś innego). Było mi ciężko i trudno. Ja
      mówiłam - widzisz jak mi ciężko zrezygnowałam ze wszystkiego i poświęcam się
      aby urodzić nasze maleństwo - on jakby już inny że przecież życie toczy się
      dalej wszystko będzie ok., mam się nie martwić. A jego życie toczyło się owszem
      dobrze - nie jestem typem kobiety która wszystkiego zabrania, układ partnerski,
      pełne zrozumienie. Przecież skoro mnie boli głowa to on nie musi z tego powodu
      płakać .. ale miłoby było aby powspółczuł.. prawda. Teraz wróciłam do pracy
      wstyd się przyznać ale wreszcie!! po 12 ciężkich miesiącach, czuję że wraca
      tamta Gosia, którą przecież tak kochał, ale on.. jakby już tego nie zauważał.
      Mówi że kocha ale jakoś nie widzę tego w jego oczach... cały czas szukałam winy
      w sobie, ale dość.. dlaczego zawsze ja mam dostawać w kość i brać na siebie
      winę. Stałam się jeszcze trwardsza, a mała jest cudowna i widzę jak on ją
      bardzo uwielbia. Czy zatem tak ma teraz wyglądać nasz związek - żyją ze sobą
      dla dziecka i z miłości dla dziecka. Co zrobić aby powróciło tamte zauroczenie,
      fascynacja. Wiem że jesteśmy w kolejnym etapie innym ale przecież właśnie teraz
      jako pełna rodzina możemy odkrywać różne emocje na nowo. Może jestem za bardzo
      romantyczna i w związku z tym za dużo od niego wymagam, ale ja po prostu pragnę
      aby było właśnie jak kiedyś!Czy to aż tak dużo. Dla niego teraz (oczywiście
      zaprzecza gdy mu to mówię ) liczą się mecze, czasami piwo z kolegami.Poraz
      kolejny mówię mu że jest mi ciężko i że nie chcę tak żyć, a on tylko przeprasza
      i na tym się kończy. Nie jest zły, ale czemu się zmienił? Co mogę zrobić bo
      chcę ratować nasze małżeństwo, gdyż ja dłużej tak nie wytrzymam - stagnacja i
      wieczorne wiadomości to nie dlamnie.
      Pomóżcie... proszę o bardzo szczere wypowiedzi.
      (przepraszam za tak długi post ale jestem tak zadręczonasad((
      • ja-sarenka Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem 13.10.03, 12:44
        jak chcesz Gosiu, napisz na priva, myślę,że skoro POTRAFICIE ROZMAWIAC
        podpierając się argumentami, nie wrzaskiem, i atakiem, sporo można jeszcze
        zdziałaćwink
        Pozdrawiam
        j-s
      • Gość: Ethlinn Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.03, 19:17
        Rzuciło mi sie w oczy, że ciągle piszesz o zauroczeniu, facynacji, itp.
        Przecież to nigdy nie będzie trwało wiecznie. Jestem z moim męczyzną 6,5 roku,i
        skłamałabym pisząc że mamy do siebie stosunek taki jak na samym początku (patrz
        1 rok). Kocham go bardzo i lubię ogromnie (to bardzo ważne zeby się lubić), ale
        nie jesteśmy tak sobą zauroczeni jak na początku. Uwielbiam z nim być ale to
        już jest coś innego, coś na co oboje pracujemy. Trudno mi to opisać. To
        wszystko zależy od tego, co kto rozumie przez słowo "miłość".
        Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • Gość: Ethlinn Re: do małżeństw dzieciatych z kilkuletnim stażem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.03, 19:18
        Powyższy post był do Gosiwink
        • Gość: Paola a ja lubię taki właśnie spokój i czuję się bezpiec IP: *.daminet.pl 19.10.03, 22:02
          My jesteśmy ze sobą 3 lata...nie mamy jeszcze dziecka, ale ja widzę drobne
          zmiany w naszym małżeństwie. To znaczy nie jest tak szalenie jak było, bo
          chociażby nie ma na to czasu (praca, studia). Nasze rozmowy czasem odbywają
          się w domyśle, bez słów, jest spokojnie i milo. Czasem zaiskrzy i seks jest
          wtedy bardzo namiętnym, rozkosznym przeżyciem, na które się czekalo.
          I wiecie co myślę? Dobrze, że cały czas nie jest tak cukierkowo i
          romantycznie, bo to by nam spowszednialo.
          Lubię być naturalna przy swoim mężu, podobam się mu nawet bardziej bez
          makijażu niż z makijażem, nie muszę być sztuczna, mogę być sobą w domciu w
          cieplutkich kapciach. Teraz jest spokojniej, ciszej i ta romantyczność jest
          inna: bardziej wyczekana i dojrzała. Odpowiada mi taki związek. Nie odbieram
          jego jako stagnację, ale jak bezpieczne zacisze, schronienie. I naprawdę nie
          musi cały czas być kolorowo, zwariowanie i czadowo, żebyśmy byli szczęśliwi...
          • ja-sarenka Re: a ja lubię taki właśnie spokój i czuję się be 21.10.03, 15:26
            fajnie to opisałaś smile.też bym tak chciała-czuć się swobodnie i BEZPIECZNIE.I
            podobac się nie obcym facetom nieznaym tylko swojemu mężowi!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka