lola211
09.09.08, 13:42
Córa rozpoczeła nauke w 4 klasie szkoly publicznej.Wszystkie zajecia
bedzie miala w 1 sali, oprócz w-fu oczywiscie.
Sala domaga sie malowania, bo jest wizualnie fatalna, sciany
zniszczone przez poprzednie roczniki.
Na zebraniu pani poinformowala rodzicow, ze jest jak jest, szkola
nie finansuje odswiezenia sali, kasa poszla na nowe sale
gimnastyczne i szatnie.Wstawiaja okna, remontuja na zewnatrz, na
sciany kasy brak.
Wyjsciem jest sfinansowanie malowania przez rodzicow.Reakcja?
Ciiiisza..
Jakiz to moze byc koszt? 50 zl od "sztuki"? Kupno farb i pomalowanie
wlasnymi silami, choc ja wolabym osobiscie kogos wynająć.
W tej sali dzieci spedza najblizsze 3 lata.Czy to naprawde tak
wiele? A moze rodzicow nie razi taki watpliwy estetyzm
pomieszczenia, w jakim ich dziecko bedzie spedzac pol dnia?
Kurde, rece mi opadły.Zero zaangazowania, zero zadbania o kawalek
wlasnego podwórka.Jak zwykle udziela sie tylko kilka osob, tych
samych od 1 klasy.
Klasa bedzie pomalowana,zastanawiam sie tylko, ilu rodzicow wplaci,
ilu sie mignie.
Macie podobne doswiadczenia?