Muszę się wyżalić - normalnie sił już nie mam. Był czas, że starałam
się utrzymywać ze szwagierką bliskie relacje, załatwiłam jej pracę,
proponowałam wspólny wypad na narty, starałam się być miła i
serdeczna. Potem przyszedł czas kiedy w milczeniu znosiłam
wszystkie 'nastroje'. Teraz....zastanawiam się czy jak zwykle olewać
topór wojenny czy jednak go wytoczyć. Męczy mnie kłamstwo w żywe
oczy, męczą mnie jej manipulacje, męczy mnie ona.
W relacjach z moim rodzeństwem nie dopuszczam nawet takiej myśli aby
jedno drugiego nie szanowało, aby być dla siebie wilkiem. Łączą nas
silne więzi, jeżeli komuś trzeba pomóc to pomagamy, absolutnie nie
ma między nami żadnych niesnasek. Dlaczego więc szwagierka ciągle
szarpie moje nerwy...każdy ma jakieś granice wytrzymałości
Nie chcę opisywać tu wszystkich przykładów...podam tylko kilka:
1 - szwagierka otworzyła sklep, po roku musiała go jednak
zamknąć...wracając z pracy mijam ten lokal i któregoś dnia pojawiła
się w nim zawieszka 'do wynajęcia'. Następnego dnia na imieninach
teściowej pytam szwagierki czy przenosi sklep czy też może go
zamyka. W odpowiedzi usłyszałam, że ta zawieszka dotyczy innego
lokalu (wynajmujący ponoć miał kilka). Za dwa dni okazuje się, że
sklep został zlikwidowany a szwagierka pracuje w piekarni. Czy to
nie nazywa się kłamstwo w żywe oczy?
2 - szwagierka wraz z mężem chciała kupić samochód ale nie miała
wystarczającej ilości pieniędzy. Zwróciła się więc do mojego męża z
prośbą o pożyczkę - odpowiedź oczywiście brzmiała tak. Mąż
pytając 'jaki samochód zamierzacie kupić' usłyszał 'nie interesuj
się'. Pieniądze i tak pożyczył.
3 - w zeszłym tygodniu szwagierka zmieniła pracę o co zapytałam
drogą mailową - do dziś cisza. Mąż też o to zapytał, odpowiedź patrz
punkt powyżej

4 - wczoraj byliśmy na rocznicy ślubu szwagierki, pomijam już fakt,
że jako gość zostałam przez nią olana (to teściowa prosiła mnie abym
ciastem się poczęstowała). Szwagierka powiedziała coś przy stole że
zamierza sobie buty kupić, ktoś zapytał gdzie....kątem oka wzrok
skierowała na mnie (sugerując osobie która zapytała że to o mnie
chodzi) po czym odpowiedziała 'w sklepie'. Jakbym to ja zaraz miała
pobiedz do tego sklepu i sama nie wiem co zrobić....cały towar
wykupić?
Jak budować relacje z kimś takim? Całe ich życie owiane jest jedną
wielką tajemnicą, o nic nie możemy zapytac, niczego się dowiedzieć a
robimy to przecież tylko dlatego bo w końcu musimy o czymś
rozmawiać. No właśnie, rozmawiać, ostatnio wszelkie spotkania
z nią (a są to tylko rodzinne imprezy których niestety jest dużo)
przebiegają tak samo - ja siedzę jak kołek i milczę.
Źle się czuję, chciałabym wygarnąć jej co myślę....czy jednak warto?
Może to ze mną jest coś nie tak, może jestem przewrażliwiona...może
każda z Was tak ma i to normalne.
Nie wiem czego oczekuje od Was, czy pogłaskania mnie czy silnego
kopa w tyłek. W pewnym sensie już mi trochę ulżyło...