Dodaj do ulubionych

Czy ja chcę rozwodu?

14.10.03, 10:35
Jesteśmy małżeństwem od kilku lat. Mamy dwoje dzieci. W naszym wspólnym życiu
bywało różnie: non stop wzloty i upadki. Mąż od zawsze (z czasem coraz
częściej) agresywny (trudno z nim się rozmawia, od razu krzyczy i używa
przekleństw) i chamski (bardzo przykre dla mnie wyzwiska). Chciałby, zebym ze
wszytkim się z nim zgadzała, mam się go słuchać, i nie podskakiwać, bo
pożałuję. Kiedy już użyje całej swojej pomysłowości przekleństw i wyzwisk a
ja nadal nie płaczę, mówi: dzisiaj do pracki idziesz na piechotkę (jakiś czas
temu kupił mi samochód i teraz jak jestem niegrzeczna mam oddawać kluczyki i
do pracy jechać autobusem). Kiedyś podczas szczerej rozmowy stwierdził, ze
ten samochód to jego ostatnia broń. Kilkakrotnie już samochód stał pod domem,
a ja autobusem......... Zawsze obiecuję sobie, ze więcej do tego samochodu
nie wsiądę, ale....... wsiadam, bo dzieci do przedszkola, bo zimno, bo tak
wygodniej.
Jego zarzuty w stosunku do mnie: nie zajmuję się nim, „za rzadko daję mu
d...” (przepraszam, ale to jego słowa), przy dzieciach mam inne zdanie niż on
i zwracam mu uwagę. (kiedy przeklnie przy dzieciach, mówię: proszę wyrażaj
się kulturalnie. Często tez staję w obronie straszego dziecka, bo mąż
wyraźnie faworyzuje młodsze, krzywdząc w ten sposób starsze).
Aha i jeszcze: nie okazuję mu szacunku.
Teraz od 2 tygodni tylko warczymy na siebie. Po ostatniej kłótni (to On
wyzywał i krzyczał, i kazał mi się zamknąć, a ja mówiłam dalej....więc wyrwał
mi pilota i wyłączył tv, bo skoro ja go nie słucham i nie chcę się zamknąć,
to jego nie obchodzi, że ja oglądam tv) zadzwonił i zaproponował obiad. Tym
razem nie zgodziłam się. I tu już przegiełam. Od tej pory mam w domu piekło.
Jest bardzo źle........ Zapytał czy chcę rozwodu? Odpowiedziałam, ze się
zastanowię. I powiem szczerze, nie wiem???? Kiedy pomyślę, przez co
musiałabym przejść znając mściwość i złośliwość tego człowieka..... A z
drugiej strony mam dość jego wybuchowość, nieobliczalnosci, wyzwisk.....

Jestem załamana, nie wiem co robic?

„Panie Boże zmień go, albo weź go”
Obserwuj wątek
    • deesire Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 10:41
      To co napisałaś trochę mnie zmroziło. Nie wiem, czy wytrzymałabym to wszystko,
      ale z drugiej strony wiem, że kobieta może wiele wytrzymać dla dobra dzieci.
      W tym konkretnym przypadku chyba jednak spakowałabym swoje rzeczy i wyniosła
      się do rodziców. Twój mąż powinien zrozumieć coś ważnego i może gdyby został
      sam przejrzałby na oczy. Efekt może być też odwrotny, ale cóż. Tego nie
      przewidzisz.
      Nie dałabym rady tak żyć. Musisz coś zmienić, jeśli masz dla siebie jeszcze
      odrobinę szacunku.
      Rozwód to ostateczność, zwłaszcza przy dzieciach. Ale czasem warto przez to
      przejść, aby potem móc sobie spojrzeć w oczy bez żalu i poczucia zmarnowania
      wielu lat.
      Trzymam kciukji za Ciebie i dzieci. Mam nadzieję, że jakoś uda Wam się jeszcze
      dogadać. Zawsze trzeba spróbować.
      Pozdrawiam
    • agusia029 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 10:47
      Nie wiem, co ci doradzic. Nigdy nie byłam w takiej sytacji i nie chce byc.
      Proponowałabym szczera rozmowe (jesli go jeszcze kochasz, na pewno sie na nią
      zdobędziesz). Powinniście w spokoju wysłuchac swoich racji. Duzo zależy od
      ciebie, czy wytrzymasz - bo to Ty bedziesz wtedy chciała to wszystko jeszcze
      ratowac. Myśle, ze warto ze wzgledu na dzieci. Moze zrozumie i się zmieni. A
      może po prostu on już naprawde nie chce, a może tylko mu sie tak wydaje, bo jak
      tak sie kłocicie, to on nie widzi sensu bycia razem. Stań z boku, przyjrzyj sie
      mężowi, odpowiedz sobie na pytanie, czy jeszcze coś czujesz do tego człowieka,
      jesli tak, podejdź do tej rozmowy z wielką miłościa i czuloscia (w nerwach nic
      nie rozwiążecie). Jeżeli bedzie atakował, przerwij i spróbuj jeszcze 2 razy (do
      3 razy sztuka). Jezeli to się nie uda, to chyba.....nie ma sensu. wierze, ze
      jeszcze wam sie uda. Trzymam kciuki. Pozdrawiam. Aga.
      Pamiętaj jestes silna!
    • kerstink Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 10:48
      Trudno radzic, sama nie bylam nigdy w tak krytycznej sytuacji. Zreszta, trudno
      ocenic na odleglosc.
      Jedno wiem, musi byc partnerstwo. Nie moze byc tak, ze tylko ty masz sie sluchac
      a on nie. Nie moze byc tak, ze ty o wszystko w domu i o dzieci dbasz, a on nie.
      Nie moze byc tak, ze on decyduje o wspolne dobra (w postaci samochodu, ktory
      jest wasz wspolny, nawet, jesli on wiecej zarabia). I jesli jest niezadowolony,
      bo jakis niewyzyty, to niech sie zastanowi nad przyczynami.
      Sama musisz wiedziec, czy u was moga istniec stosunki partnerskie, czy mozecie
      sie na tyle zmienic. Bo jesli nie, to lepiej teraz walczyc o swoje, niz pozniej
      juz nie miec sily do walki.

      K.
    • magolcia Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 11:19
      Straszne masz życie... Chyba sama nie widzisz szans na przetrwanie tego
      związku - nie ma w nim ani krzty szacunku dla partnera, miłości chyba już też
      nie. Ja na Twoim miejscu zaczęłabym się poważnie zastanawiać nad rozwodem.
      pomimo wszystkich obaw związanych z ewentualnym uprzykrzaniem życia przez męża.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę podjęcia mądrej i odważnej decyzji.
      Magda
    • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 11:41
      zastanawiam się, czy nie wydrukować mężowi Waszych odpowiedzi? Bo zawsze
      twierdzi, ze przesadzam i się go czepiam.
      Ach i jeszcze nie napisałam, że to, ze on przeklina i krzyczy na mnie to tylko
      i wyłącznie moja wina, bo go prowokuję!!!!!!
    • olaj10 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 11:59
      Nie wiem czy chcesz!
      Nas nie pytaj, bo my nie odpowiemy, ale skoro zadałaś takie pytanie, to coś w
      tym jest.
      Może sama wcześniej już o tym myślałaś, może tego chcesz, może nie, może,
      może, może...
      Jedno jest pewne, sama decyzja jest trudna i trzeba do niej dojrzeć.

      Napiszesz pozew, wywalisz z siebie lata czy miesiące udręki, przygotujesz
      dokumenty i Cię zmrozi. Zadasz sobie pytanie decydujące...co będzie później?
      I jeśli faktycznie będziesz chciała rozwodu pójdziesz dalej, a jak się
      wystraszysz, będziesz czekać, czekać, czekać. I teraz pytanie - na co? Na to,
      że się zmieni? Ty się zmienisz? Nie wiem na co!
      Zapytaj sama siebie czego chcesz, czy go kochasz, czy wytrzymasz, co robić?

      Ja sobie zadałam te wszystkie pytania.
      Żyję z facetem - moim mężem i ojcem naszego dziecka.
      Czasami jest fatalnie, czasami pięknie i nijak.
      Żyjemy jak tysiace małżeństw, borykając się z problemami życia codziennego.
      A czy żałuję? Nie.

      Pozdrawiam
      olaj10

      P.s. Mam nadzieję, że dokonasz słusznego wyboru i będziesz szczęśliwą,
      spełnioną kobietą.
    • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 12:35

      Tak, to prawda nie oczekuję od Was odpowiedzi na to pytanie.
      Raczej chciałam się wyżalić, oczekuję też po prostu pocieszenia i przede
      wszytskim rad, co dalej robić? Jak postępować? Jak rozmawiać? Czy nadal
      ustępować, czy walczyć? Ja jestem tą słabszą stroną, on jest bardzo silny
      psychicznie. Od kilku dni chodzę smutna, ciągle chce mi się płakać. Przy nim
      udaję twardą, ale tak naprawdę jest mi źle. Do tej pory po kłótniach, prosiłam
      go o jakąs przysługe, albo nie ukrywałam, ze się źle czuję, wtedy on miękł,
      chciał pomóc. Alle teraz nie chcę go już o nic prosić, nie chcę zeby wiedział,
      ze żle się czuję, ze nie śpię no nocach. Chcę, zeby widział, że jestem twarda i
      radzę sobie bez niego.... Tylko nie wiem, czy dobrze postępuję? Tym go chyba
      nie złamię, ani nic nie udowodnię.....

      • natunia1 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 13:03
        Wiesz Martko,
        Bardzo Ci współczuję i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
        Moja sytuacja jest bardzo podobna (wbrew pozorom)Mój mąż nie robi mi dzikich
        awantur, ani nie obrzuca wulgaryzmami (no, zdarza się ale mnie też), ale
        wykańcza mnie psychicznie podobnie jak Twój.

        Jego sposób: Przestaje się w ogóle odzywać, gdy pytam o co chodzi to mówi,że o
        nic a jak mam dużo szczęścia albo jestem wybitnie upierdliwa to czasem się
        dowiem.
        Np. Obecnie jest obrażony, bo kiedyś w dyskusji na temat oszczędzania
        powiedziałam że ok ja mogę kupować tańsze rzeczy ale przecież on takich nie lubi
        (większość warzyw, podroby, pasztety, kaszanka itp.)Efekt: nie odzywa się już
        miesiąc stwierdził, że sam będzie kupował dla siebie jedzenie i rzeczywiście
        żywimy się osobno, mijamy się pod jednym dachem nie zamieniając słowa.
        Próbowałam się pogodzić ale nic z tego nie wyszło. Podziękowałam mu że kartką
        na lodówce poinformował mnie że nie wróci na noc (miał jakiś wyjazd) i
        napisałam że szkoda, że nie było czegoś miłego na tej kartce i sama napisałam
        mu kilka ciepłych słów.Na co dostałam smsa że dać mi palec to będę chciała rękę.

        Więc nadal nic, nadal cisza.
        Ja w 8 miesiącu ciąży a on w ogóle niezainteresowany tematem, sama sobie radzę
        ale jest mi przykro.

        Nie wiem jak to będzie, mogę mieć pretensje chyba tylko do siebie bo te wyskoki
        z obrażaniem to nic nowego (ale przed ślubem moje kazania jeszcze pomagały).

        Myślę, że jestem żałosna, jeszcze parę lat temu o takich kobietach jak ja
        myślałam z pogardą czemu ona z takim siedzi???...

        Trzymaj się Martko masz buziaki ode mnie i mojego brzuszka.
        • mag_p Re: Czy ja chcę rozwodu? - do Natuni 14.10.03, 13:28
          Natunia - ja mialam identyczne problem - teraz juz z eks mezem..
          Wydaje mi sie , ze wiem co czujesz,Odrzucenie, osamotniene, niezrozumienie..
          Trudno jest w takich zwiazkach podejmowac decyzje, bo niby niec sie nie dzieje,
          niby nie jest zly - a nie tak wyobrazalismy sobie bycie z kims..
          i potem jest chwila radosci - bo nagle sie odezwal.. Ale to tylko chcwila..
          Moj robil to wtedy gdy On tego potrzebowal - moje potrzeby byly niewarzne. Nie
          umialam tak zyc , inaczej widzialam zwiazek , inaczej rozumialam wspolne zyciei
          wspolny byt... ( to doprowadzalao mnie tylko do wiekszego zalamainia

          Natunia - teraz masz urdozic dziecko .. Zajmi sie na razie tylko ta spraw..
          Wiem , ze to trudne, bo na codzien obijasz sie o ozieblosc czlowieka ktorego
          kochasz i ktor twierdzi , ze ciebie kocha i jednoczesnie - stwarza Ci swiat
          pelen cierpienia i bolu.
          Ale sprubuj. Pomysl jeste jak jest. Teraz tylko Ty i dziecko...

          Choc wiem jak trudne to bylo dla mnie..
          Sprubij stanc z boku i zastanowic sie ( ja prawie tego nie potrfilam, ale
          sprubuj) I nie osadzaj sie, nie mow , ze jestes beznadziejna - JESTES
          WSPANIALA!- bo walczysz bo prubujesz...



          Mag
          • natunia1 Re: Czy ja chcę rozwodu? - do mag-p 14.10.03, 13:53
            Wiesz, ja Ciebie bardzo lubię i szanuję bo znam Cię z "Samodzielnej mamy"
            To, że ciągle tam siedzę też o czymś świadczy.
            Masz rację, kobiety, które zostawiają swoich mężów bo ci np ich biją są
            usprawiedliwione... a my ..no przecież nie jest taki zły.

            Próbowałam sama o coś prosić bo przecież nie jest jasnowidzem i spytałam:Czy
            zawieziesz mnie do lekarza ? A on: Tak, ale będę Ci to wypominał.
            Pojechałam autobusem. Ja też mam swoją godność. Takich z pozoru drobiazgów jest
            bardzo dużo a potrafią zatruć życie skutecznie. Człowiek ciągle w coś wierzy i
            jak męczennik tłumaczy sobie że miłość wszystko wybaczy, czy naprawdę wszystko?

            Boję się kogokolwiek zaprosić do domu, bo naburmuszony maż (przeważnie) uważa,
            że moi znajomi to banda ćwoków jak ich określa.

            Zawsze tak żyć???
            Buziaki Mag i ...dziękuję
            • mag_p Re: Czy ja chcę rozwodu? - do mag-p 14.10.03, 14:03
              Prze moment zastanwaialam sie czy to nie ten sam facet -.. raczej nie - ale
              postepowanie identyczne..
              Czy wszystko wybacza - ni. Ja rozumiem Ciebie .. Nam jest o tyle trudniej , ze
              zawsze pozostanie watpliwosc -"moze , gdybym..."
              Nie ma takiej jednoznacznosci - Np. Jasno powiedzial, ze ma kogos itd.
              mam nadzieje , ze przyjedziesz na zjad i wtedy pogadamy...

              Co do wybaczania - nie namawiam Cie , nie potym co przeszlam- abys mu
              wybaczala.. Nie po tym co na zakonczenie od niego uslyszalam.. Bo jesli to ten
              sam typ czlowieka - to i tak uslyszysz , ze zawsze i wszystkiem jestes winna.

              Ale nie o to chodzi. Chce Ci napisac - bys teraz izolowala sie. Zyla troche
              obok - dla dziecka!
              Bo to jest najwazniejsze. A jak urodzisz , i przejdzie pierwszy entuzjazm ,
              tpierwsze emocje - zastanowisz sie co dalej. Moze wyjedz do mamy , rodziny...

              Pamietam jak ja raz zaptytalam mojej mamy "ile trzeb poswiecie by byc z Nim i
              zeby bylo dobrze,nie wiem czy jeztesm w satnie to udzwignac..."

              Czekam na Ciebie!!!!

              Mag
              • natunia1 Re: Czy ja chcę rozwodu? - do mag-p 14.10.03, 14:17
                Właśnie na wątku dotyczącym spotkania zapytałam czy mogę przyjechać, mam blisko
                więc chciałabym być.
                No właśnie najśmieszniejsze jest to, że chyba on się czuje pokrzywdzony bo coś
                mu powiedziałam (bardzo poważna sprawa z tym jedzeniem, wymagająca milczenia
                ciągnącego się w miesiące) a nie widzi jaką przykrość mi wyrządza.

                Takie rzeczy trudno zapomnieć:
                Ja : Kochanie na mnie się gniewasz ale na swoją dzidzię chyba nie musisz,
                chcesz dotknąć i zobaczyć jak kopie?
                On: Nie bo musiałbym dotknąć Ciebie.

                Bez komentarza.
                Chyba nam wybaczą te dialogi w wątku Martki

        • mamasita Re: Czy ja chcę rozwodu? moze lepiej tak 15.10.03, 16:22
          Jak przeczytałam wszystkie niemal posty to zrobiło mi się nie dobrze, tyle
          fajnych dziewczyn z tyloma nie fajnymi facetami. Po co żęście za nich
          wychodziły za mąż, żeby sobie zycie uprzykrzyć? Druga połowa jest po to by
          chronić, dbac i uzupelniać ale nie do ozdoby czy reperacji samochodu.
          jakiś koszmar, czy to presja społeczna zeby sie pobierać czy to bo to wypada
          czy dlatego że tak wygodniej.
          Ciekawa jestem
          • natunia1 Re: Czy ja chcę rozwodu? moze lepiej tak-odp 16.10.03, 07:22
            U mnie to nie była presja społeczna, ani rodziny (nikt nie jest zaobrączkowany)
            On bardzo naciskał na małżeństwo a ja nie byłam pewna czy to już. Ponad rok
            mnie przekonywał: Ja jestem pewny że to już, zobaczysz kochanie nigdy nie
            pożałujesz tego, że za mnie wyjdziesz... no i wyszłam. Byłam po 4 roku, więc
            jako mężatka robiłam dyplom. On, starszy już pracował.

            Ostatnio się dowiedziałam,że powinnam być mu wdzięczna, że mnie wtedy
            utrzymywał i teraz też (bo zarabiam mniej)

            Wiesz ja też kiedyś nad takimi kobietami się zastanawiałam, czy naiwne czy
            sadomasochistki.
            Jest mi przykro i ciężko, zwłaszcza teraz w ciąży, kiedy nie mam od niego grama
            czułości czy choćby zainteresowania.
            Wiem że sama sobie jestem winna, ale to nie zmienia faktu, że może boleć i są
            takie dni, kiedy wchodzę na to forum - mój azyl i pomaga mi trochę to że ktoś
            tak jak Ty napisze o mnie fajna dziewczyna (bo tak sobie wytłumaczyłam że to
            też o mnie) Po prostu biorę sobie z komputera trochę serca i zrozumienia.
            Natalia
      • madeyowa Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 13:11
        Niestety nie zawsze w małżeństwie jest tak jak by się chciało. U mnie też
        bywało różnie, raz beznadziejnie i długo nie mogliśmy się dogadać, innym razem
        było pięknie, cudownie... Też były takie kryzysy, że myśleliśmy już o
        rozwodzie, ale jakoś z czasem samo wszystko wróciło do normy. Dla mnie
        najważniejsze jest to,że kocham mojego męża i nie wyobrażam sobie życia bez
        niego. On szaleje za naszymi dziećmi, a one za nim. Moim zdaniem rozwód to
        jest poddanie się i pójście w pewnym sensie na łatwiznę. W życiu jak to w
        życiu, nie zawsze bywa różowo. Jeżeli go kochasz to walcz o to małżeństwo.
        Jeżeli dasz z siebie wszystko to jest szansa, że będzie dobrze. Może jeżeli on
        zobaczy, że się starasz to się zmieni. Na Twoim miejscu przeprowadziła bym z
        nim poważną rozmowę, ale nie taką w nerwach. Może jakaś romantyczna kolacja
        (bez dzieci oczywiście). Wiem, że nie bedzie Ci łatwo, bo jesteś na niego
        wkurzona, ale zbierz siły, schowaj dumę do kieszeni i spróbuj. Przynajmniej
        jak się nie uda, nie będziesz mogła sobie zarzucić, że nie zrobiłaś
        wszystkiego żeby było dobrze. A jeśli chodzi o dzieci to powiem Ci tyle, że od
        mojego szwagra odeszła żona z dzieckiem. Ona sobie ułożyła życie, on też, ale
        na ich dziecku odbiło sie to wszystko fatalnie, co mimo, że minęło już parę
        lat niestety widać. Myślę,że mąż też zmęczony tą całą sytuacją w nerwach robi
        Ci na są tylko słowa... Nie takie rzeczy musiałam wybaczyć swoim bliskim
        (niekoniecznie mężowi) i wierz mi, jak wybaczysz poczujesz się lepiej.
      • olaj10 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 13:18
        Chyba źle się wyraziłam. Mnie chodziło o to, że nie mam gotowej recepty, ale
        rozumiem Twój kłopot smile.

        Ja pewnie bym odeszła zmęczona walką.

        Jedno chciałabym wiedzieć, dlaczego taki jest i czy mnie kocha.
        I on musiałby mi odpowiedzieć na to pytanie w szczerej rozmowie.
        Może czas położyć dzieci spać, wyłączyć tv, wygodnie usiąść i porozmawiać o co
        chodzi? Czego chcecie? I czy chcecie byc razem?
        Jakie proste, tylko jak to zrobić? wink
        olaj10
      • mrowka110 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 20:02
        Witaj.
        Rany!!! Jakbym o sobie czytała, u mnie jest podobnie, też mamy dwójkę dzieci, a
        mąż jako jedyna osoba na świecie potrafi doprowadzić mnie swoimi wywodami i
        rykami do ataku nerwowego....
        Odkąd są dzieci, nie pogodził się,że nie jest na pierwszym miejscu...Ponoć go
        nie szanuję i nie kocham jak dawniej. I nie dbam jak dawniej - czytaj - nie
        obsługuję z radością. Skąd jesteś?
        Pozdrawiam serdecznie, co zrobisz???
        Monika
    • kerstink Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 12:50
      A czy nie mozesz na jakis czas wyjechac ? Z dziecmi albo bez ?
      W pospiechu nie mozna podjac tak powazne decyzje. Powinniscie rozmawiac o tym,
      co od drugiego oczekujecie, z czym sie zgodzicie z czym nie. Ale za nim
      porozmawiasz, to sama musisz wiedziec, co TY chcesz i z czego wdlg. ciebie
      wynikaja klotnie. Musisz sama wiedziec, na jakie ustepstwa mozesz sie zgodzic,
      na jakie nie.

      Moze rzeczywiscie spedzacie za malo czasu razem - wiadomo, jak to jest z dwojka
      dzieci.

      K.
    • hopeful Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 13:22
      Droga Martko,
      Musisz sama zadecydować co dalej zrobić z życiem swoim i swoich dzieci.
      Ja moge tylko powiedzieć, że niekoniecznie pełna rodzina jest źródłem szczęścia.
      Czasami dla dzieci lepiej jest uwolnić się od rzucającego wyzwiskami tyrana.
      Moja mama tego nie zrobiła. Mój ojciec właśnie potrafił tak wyzywać mnie i mamę
      i brata, rzucać zupełnie bezpodstawne zarzuty itd. Do tego jeszcze nieudacznik
      życiowy z niego. Teraz ma już ponad 50 lat i trochę sie uspokoił ale odpały
      nadal mu się zdarzają. Z mojego punktu widzenia wolałabym chyba wychowywać się
      w domu bez ojca ale spokojnym, bez krzków, łez, wyzwisk, wulgarności. Myślę, że
      taka atmosfera ma ogromny wpływ na psychikę dzieci.
      Tak więc, podejmując decyzję o swoim życiu, pomyśl o tym, jakie życie
      zamierzasz zaserwować swoim dzieciom bo one pewnie to wszystko widzą i bardzo
      cierpią i uczą się.
      Niestety, wydaje mi się, ze ludzie się aż tak nie zmieniają, niestety ...
      Siebie można poświęcić, ale nad poświęcaniem psychiki swoich dzieci poważnie
      bym się zastanowiła.
      Trzymam za Ciebie kciuki.
      Ewa
      • jagasz Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 14:05
        Martka,
        U mnie tak jest jak mąż się denerwuje Denerwuje sie, bo ja zaczynam wymagac, o
        coś prosić, chcieć, żeby coś zrobił i wtedy jego trafia przysłowiowy szlag.
        Mówi, że to moja wina, bo ja go prowokuję. Ja uważam, że go nie prowokuję tylko
        coś od niego chcę, ale generalnie nie ma tematu, bo i tak wszystko jest moja
        winą. Są łzy (moje), jego milczenie i co najgorsze w tym wszystkim dziecko
        czujące się w tym czasie zagrozone. Ja walczę z tym zeby mój mąz nie mówił na
        mnie źle do dziecka co mu się zdarza, ja tego unikam, bo wiem, że mówiąc źle o
        nim sama sobie kręcę bat. Kiedys już pisałam, że któraś z dziewczyn napisała
        jak rozładować w domu naprawdę ciężką sytuację, być dobrym duszkiem domu, mieć
        dobry humor, nauczyc się spokojnie rozmawiac z mężem, schowac czasami dumę do
        kieszeni i założyć usmiech na twarz. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że
        starając się wejśc w tę rolę słyszy się jeszcze w uszach te obelgi i
        przekleństwa. Ale może warto, może mąż nauczy się takiego zachowania zobaczy
        jak bardzo się starasz aby utrzymać dom, zobaczy, że tak naprawdę go kochasz.
        Martka, nie chcę przez to powiedzieć, że tym sposobem pokażesz mężowi, że
        akceptujesz jego zachowanie, oczywiście, że nie ale jak zacznie być w domu
        pokój to łatwiej będzie porozmawiać na spokojnie z mężem o tym co ważne, co
        ciebie drażni, czego nie lubisz, czego masz dość. Masz do tego prawo, ty też
        masz swoje nerwy i możesz się zdenerwować, możesz krzyknąć.
        Ja wiem, że się nigdy nie rozwiodę z moim mężem, nasza córka kocha go bardzo i
        to jej zrobiłabym największą krzywdę rozstając się z jej ojcem. My dorośli
        musimy umieć sobie poradzić z naszymi problememi i musimy nauczyć się je
        rozwiązywać.
        Matko, mam nadzieję, że Twój mąz zrozumie swój błąd i będzie starał się
        zmienić, czego z całego serca ci życzę, badź silna i wiedz, że w żadko którym
        domu jest "kolorowo". Myslę, że z mojego listu łatwo się domyslić jakie jest
        moje zdanie na ten temat. Życzę wytrwałości, cierpliwości i spokoju.
    • odalie Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 15:06
      Hej!

      W niektórych miejscach, jak czytałam Wasze posty dziewczyny, to tylko
      mówiłam: "o Boże..." albo wrecz przeciwnie, rzeczy nie nadające się do
      wpisywania w post. Najbardziej wstrząsnęło mnie zdanie o brzuszku i dotyku,
      Natuni o ile pamiętam nick.

      Mam jedną uwagę. Często ranimy kogoś bliskiego, bo jest nam bardzo źle i chcemy
      w jakiś sposób "wyrównać bilans". To brzmi okropnie, ale ja już się nauczyłam,
      że tak bywa. Nie piszecie nic dziewczyny o życiu Waszych mężów poza domem. Może
      w ich życiu "na zewnątrz" dzieje się coś takiego, co ich przybija, zniechęca,
      stresuje - z czym sobie na radzą. Dlaczego wszystko bierzecie na siebie?
      (domyślam się - łatwo wejść w rolę ofiary... winnej za wszystko).
      Odgreagowywanie konfliktów w domu w taki sposób jest paskudne, ale może to coś
      wyjaśnia?

      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 15:21
        odalie, faktycznie, kiedy mój mąż nie pracował, był dużo spokojniejszy,
        łagodził konflikty, pierwszy wyciągał rękę do zgody, ale odkąd pracuje jest
        straszny..... ale co w zwiazku z tym????? Mam na wszytsko przymykac oko, bo on
        ma odpowiedzialne stanowisko i stresująca pracę???? To ja mam sobie pozwolić na
        złe traktowanie????
        • mrowka110 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 20:20
          Hej, wcisnęłam się wcześniej...
          Dodam, że mój mąż również schamiał odkąd ma baaaaaaaaaaaaaaaardzo ważne i
          poważne stanowisko i to swoje dyrygowanie przynosi do domu, a ja jego zdaniem
          jestem zbyt dumna i tu go boli.
          Szkoda, że nie mam rodzeństwa........
          Jeszcze raz pozdrawiam.
          Monika
          Łódź
    • burza4 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 15:17
      Martko - w kazdym małżeństwie są lepsze i gorsze okresy. Ale nie w kazdym są
      wyzwiska i celowe robienie sobie na złość. To, co robi twój mąż to dręczenie
      psychiczne - ciebie i dzieci.

      Decyzję musisz podjąć sama. I wtedy, kiedy będziesz gotowa. Nie musisz czekać
      aż przeleje się kielich goryczy. Zastanów się poważnie, co cię z mężem łączy -
      czy widzisz w nim jakieś dobre cechy. Czasem taka analiza prowadzi do
      zaskakujących wniosków. Z moim pierwszym mężem było tak, że dopóki trwałam w
      tym chorym związku to byłam ogólnie złą kobietą - złą żoną, matką, kochanką...
      W zasadzie nigdy nie usłyszałam, że zrobiłam coś dobrze, a każde moje
      osiągnięcie było zaraz deprymowane, na kazdym kroku okazywało się, że coś tam
      można było lepiej zrobić. Pyszna zupka, ale jakby tak więcej soli...
      Największym komplementem z ust mojego męża było "nareszcie wyglądasz jak
      człowiek". A wyglądałam jak człowiek - jego koledzy ślinili się na mój widok,
      może w ten sposób chciał żeby mi nie przyszło do głowy, że mogłam lepiej
      trafić? To i masa innych powodów zdecydowało o tym, że powiedziałam, że
      odchodzę. I nagle się okazało, że mój mąż kocha mnie nad życie. Tyle, że kilka
      miesięcy wcześniej, w rozmowie, na moje stwierdzenie, że albo coś się zmieni,
      albo odejdę, stwierdzał obojętnie "a kto by cię chciał...". Też się bałam, jak
      to będzie, tym bardziej że musiałam wrócić do rodziców z dzieckiem. Poradziłam
      sobie. I mam małą satysfakcję, że przez te kilka lat które minęły od rozwodu,
      ja awansowałam w pracy, skończyłam studia, zarobiłam na mieszkanie i samochód i
      zagraniczne wakacje, a on - ten najmądrzejszy - od 2 lat jest bezrobotny,
      siedzi w tym samym zapyziałym obecnie mieszkanku i w sumie stoi w miejscu.
      Nie życzę mu źle - z perspektywy czasu wydaje mi się, że leczył w ten sposob
      swoje kompleksy. Tylko czemu moim kosztem?

      A do rozwodu dojrzałam wtedy, kiedy dotarło do mnie, że nie chcę być z tym
      człowiekiem nawet gdyby się zmienił w chodzący ideał. Że nic poza dzieckiem
      mnie z nim nie łączy - i nie wyobrażam sobie, że mogłby powrócić jakiekolwiek
      uczucie.

      Jeśli mimo wszystko nadal czujesz cokolwiek pozytywnego w stosunku do męza, to
      próbuj. Jeśli nie - odejź. Dla własnego zdrowia psychicznego a przede wszystkim
      (i tu się narażę) - dla dzieci. Bo one nie powinny żyć w tak toksycznej
      rodzinie. Bo ta psychiczna przemoc najbardziej uderza w dzieci właśnie. Bo
      wreszcie takie wzorce one same mogą powielać w przyszłości - widząc że
      poniżanie kobiety jest czymś normalnym, albo wręcz może być tak, że przejmą
      stosunek ojca do matki i to jest już najgorsze, co się może przytrafić...
      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 15:27
        burza4 napisała:
        >
        -
        > czy widzisz w nim jakieś dobre cechy. Czasem taka analiza prowadzi do
        > zaskakujących wniosków. Z moim pierwszym mężem było tak, że dopóki trwałam w
        > tym chorym związku to byłam ogólnie złą kobietą - złą żoną, matką,
        kochanką... dokłądnie to samo slyszę.....
        > W zasadzie nigdy nie usłyszałam, że zrobiłam coś dobrze, a każde moje
        > osiągnięcie było zaraz deprymowane, na kazdym kroku okazywało się, że coś tam
        > można było lepiej zrobić. Pyszna zupka, ale jakby tak więcej soli...
        to samo. na moje pytanie dlaczego mówi o tej soli, skoro zupa pyszna, on
        odpowiada: po to, zeby następnym razem była doskonała

        > (i tu się narażę) - dla dzieci. Bo one nie powinny żyć w tak toksycznej
        > rodzinie. Bo ta psychiczna przemoc najbardziej uderza w dzieci właśnie. Bo
        > wreszcie takie wzorce one same mogą powielać w przyszłości - widząc że
        > poniżanie kobiety jest czymś normalnym, albo wręcz może być tak, że przejmą
        > stosunek ojca do matki i to jest już najgorsze, co się może przytrafić...

        jesli chodzi o dzieci, to jest dla nich tym bardziej wyrozumiłay, kochany i
        dobry im ze mną jest skłocony
        • burza4 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 16:13
          Martko, to co robi twój maż wygląda raczej na manipulację niż ojcowską miłość,
          ale to ty jesteś z nim na co dzień, więc sama oceń.

          Mi nie chodziło o to, że wyżywa się też na dzieciach, a raczej o to, że dzieci
          patrzą i słyszą to, co pada pod twoim adresem. Choćbyś się nie wiem jak
          starała, to pewne zachowania przenikają do ich umysłów i w ten sposób kreują
          jakieś wzorce. Niestety zazwyczaj tak już jest, że to co w domu się dzieje
          wpływa na całe dorosłe życie, podświadomie powielemy pewne wzorce (choć w
          młodości zazwyczaj negujemy obraz swojej rodziny i twierdzimy, że jak my
          będziemy rodzicami, to u nas będzie całkiem inadczej). Twoje dzieci będą miały
          zakodowany obraz ojca, któremu wolno się wyżywać na żonie, którą można poniżać
          i obrzucać obelgami - zwalając jeszcze winę na nią bo "sprowokowała". Taki będą
          miały model rozwiązywania problemów w rodzinie - wydrzeć się, zakrzyczeć,
          zwyzywać. I chcąc nie chcąc, będą też miały zakodowany komunikat "facetowi
          wolno tak robić, nie powoduje to żadnych konsekwencji dla mnie, kobieta widać
          na to zasłużyła". MOŻE tak być, nie musi, ale o tym przekonasz się dopiero za
          jakieś 20 lat, kiedy twoi synowie będą budowac własne związki.

          Ja nie namawiam cię do rozwodu. Po prostu nie wierzę w stwierdzenia "lepszy
          taki mąż/ojciec niż żaden". Czasem lepiej żaden niż taki... Jaśli nadal
          czujesz, że coś się może wyprostować, to działaj. Jeśli mogę coś sugerować,
          przygotuj się do rozmowy w trochę inny sposób. Mianowicie nie mów mu, że coś
          zrobił czy powiedział, rozmawiaj raczej od swojej strony "czuję, że nie układa
          się między nami, jest mi przykro, bo zachodujesz się jakbyś mnie nienawidził,
          jakbym nic dla ciebie nie znaczyła, jakbym była nic nie warta - czy tak jest?
          Jeśli tak, to dlaczego ze nmą jesteś?". Nie mów "bo ty powiedziałeś to i to,
          albo zrobiłeś to i to". Powiedz, co wtedy czujesz, to nie jest słabość. Chodzi
          mi o to, że łatwiej takiemu facetowi przełknąć to co chcesz powiedzieć w
          sytuacji, kiedy z twoich ust nie padają zdania, które są oskarżeniami. Ale nie
          znam całej sytuacji, nie znam faceta i mogę tylko radzić. Może to poskutkuje, a
          może nie, bo np. twój mąż znajduję jakąś perwersyjną przyjemność w dręczeniu
          innych. Nie wiem.

          Wiem jedno, z mojego małżeństwa wyszłam ze skrzywioną psychiką starej,
          zmęczonej życiem kobiety, miałam 26 lat i myślałam, że życie poza mną... Czułam
          że do niczego się nie nadaję, w życiu już żaden facet nie zwróci na mnie uwagi
          itd. Problem w tym, że trudno zachować poczucie własnej wartości, jak ci ktoś
          mówi na każdym kroku że jesteś do bani. A dla człowieka nie ma nic gorszego,
          niż sytuacja, w której ktoś mu wmówi, że na takie zachowanie zasługuje. Nie
          sądzę, żebyś ty zasłużyła. Więc walcz - o siebie i dzieci.
          • chalsia Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 23:51
            Zgadzam się z Burzą. Dzieci cierpią i czerpią złe wzorce rodzinne w takiej
            sytuacji.
            Jedna z moich przyjaciólek powiedziała mi kiedyś (jak miała naście lat, a jej
            siostra prawie 20), że największy żal do swoich rodziców miały obie z siostrą o
            to, że rodzice nie rozwiedli się wtedy, gdy ich związek sie rozpadł. Jej
            rodzice przez ładnych kilka lat tworzyli fikcję - wspólny dom (właśnie
            dla "dobra" córek) - mieszkali razem, ALE NIC ich nie łączyło (a po jakimś
            czasie każde z nich miało innego partnera na boku). Rozwiedli się jak córki
            były właściwie dorosłe. A one czuły ten chłód, tę pustkę emocjonalna między
            rodzicami, napięcie, pretensje (choć awantur specjalnie nie było).
            Warto o tym pamietać.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • evee1 Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 16:08
      Czytam i czytam i tak sie zastanawiam, jak moglo dojsc do takich
      sytuacji, jakie opisujecie. Bo przeciez nie wierze, ze wychodzilyscie
      dziewczyny za maz na takich ludzi... To tylko taka refleksja.
      • mag_p Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 16:11
        Zycie Cie jeszcze nie raz zaskoczy .
        Mam nadzieje , ze nie tak niekorzystanie jak niektore z nas.
        Pozdrawiam
        Mag
    • iwi.c Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 16:45
      kochsne dziewczyny
      czytałam wasze listy i łza kreciła mi sie w oku. Co z tymi facetami? Jak
      człowiek, na którego czekamy całe życie może okazać się wrednym typem.
      Maltretowanie psychicxne jest chyba najgorsze ze wszystkiego i zgadzam się w
      zupełności, że oddziałuje na dzieci baerdziej niż byśmy chciały. Martko nie
      wiem co jest nie tak z Twoim mężem, ale nie powinnas mu na to pozwalać. My
      kobiety jesteśmy bardzo silne ale boimy się tą siłę dokryć w sobie. Bardzo Ci
      współczuję. Walcz przedewszystkim o siebie i dzieci. Dasz radę.
    • iwi.c Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 16:48
      kochsne dziewczyny
      czytałam wasze listy i łza kreciła mi sie w oku. Co z tymi facetami? Jak
      człowiek, na którego czekamy całe życie może okazać się wrednym typem.
      Maltretowanie psychicxne jest chyba najgorsze ze wszystkiego i zgadzam się w
      zupełności, że oddziałuje na dzieci baerdziej niż byśmy chciały. Martko nie
      wiem co jest nie tak z Twoim mężem, ale nie powinnas mu na to pozwalać. My
      kobiety jesteśmy bardzo silne ale boimy się tą siłę dokryć w sobie. Bardzo Ci
      współczuję. Walcz przede wszystkim o siebie i dzieci. Dasz radę.
      I pomysleć, że ja sie dzisiaj pokłóciłam z moim mężem o to, że wraca później z
      pracy bo szuka dodatkowych fuch żeby nas utrzymać! Dziekuję wam za
      uświadomienie mi mojgo egoizmu igłupoty. Dziewczyny jesteście kochane.
      Pozdrawiam.
    • odalie Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 19:02
      Martka, ja pisałam o problemach poza domem, ale nie mam na myśli
      usprawiedliwiania i tolerowania wszystkiego, złych zachowań wszelkiego sortu,
      znoszenia agresji czy fochów bez słowa "bo mu/jej ciężko w pracy z szefem".

      Chodzi mi o dwie rzeczy: raz, żeby nie obarczać się nadmiarem winy za brak
      satysfakcji życiowej partnera, dwa - jeśli sprawy nie zaszły za daleko... -
      można spróbować inaczej spojrzeć na partnera, nie jak na wroga, przeciwnika,
      ale jak na partnera właśnie - aby z nim wspólnie pokonywac trudności.

    • trivoli Re: Czy ja chcę rozwodu? 14.10.03, 21:02
      A swoja droga, jak to jest: na poczatku facet potrafi byc cudowny. Pamietam
      mojego meza z poczatkow znajomosci, kiedy to doslownie zasypywal mnie
      kwiatami, ciagle chcial dotykac, dzwonil o 3ciej w nocy, zeby "tylko uslyszec
      twoj glos, kotku...". A teraz... Eee..., szkoda gadac. I tez schamial.
      Potworem nie jest, ale potrafi doprowadzic mnie do lez.
      Martko, zycze Ci zebys podjela sluszna decyzje. Nie podejmuj jej zbyt szybko,
      sprobuj jeszcze pogadac z mezem (oni sa tacy twardzi, ale do czasu, do czasu),
      spytaj czy mu zalezy, czy widzi potrzebe zmian i czy jest w stanie dac cos z
      siebie dla ratowania zwiazku.
      A kluczyki do samochodu??? Kochana, ja bym w takiej sytuacji powiedziala:
      spadaj, to jest teraz MOJ samochod, koles. Dlaczego oddajesz mu kluczyki,
      dlaczego ulegasz jego manipulacji? NIe daj sie!
      Pozdrawiam
    • anetta114 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 03:03
      ja na twoim miejscu rozwiodłabym się, należy ci sieszacunek, jesteś matką i
      żoną czy to już niewystarczające. jeżeli teraz cie nie sznuje to nigdy nie
      będzie tego robił, nie ma sobie czego obiecywać. krzywdzicie dzieci, bo one to
      widzą i pozostanie wnich ten obraz wulgarnego ojca. Wierz mi pochodzę z bardzo
      wulgarnej rodziny gdzie rodzice nie szczędzili mi wyzwisk i obelg. W słowach
      też sie nie przebierało,a ja wstdziłam sie przyprowadzić koleżanke do domu bo
      bałam się ża tatuś zacznie 'rozmawiać z mamusią" . do tej pory nie mogę im tego
      wybaczcyć i tego że ojciec tak sie do mamy odnosił a ona nie pozostawała mu
      dłużna.
      pozdrawiam
    • ivia Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 07:50
      Droga Martko,
      Wiem co przezywasz, chociaż znam to z nieco innej strony. Mój ojciec był taki
      jak twój mąż (dodatkowo pił). Moja mam znosiła te wszystkie upokorzenia przez
      14 lat, do czasu gdy coś w niej pękło i powiedziała dość. Złożyła pozew o
      rozwód. Nie było to łatwe. Sprawy rozwodowe trwały 5 lat. W tym czasie mój
      ojciec cały czas z nami mieszkał i zatruwał życie. Swoje dzieciństwo wspominam
      jak horror. W szkole zawsze się wstydziłam, bo tylko ja nie mogłam zaprosić
      koleżanek do domu, bo było mi wstyd. pomyśl, Martko, o swoich dzieciach (nie
      wiem w jakim są wieku), jakie będą miały wspomnienia z dzieciństwa. Ja pamiętam
      że mój ojciec wyzywał mnie i wyganiał z domu. Po rozwodzie mojej mamie nie było
      lekko, ale było spokojnie, nie musiałyśmy się bać jego powrotu, zaczęłyśmy
      prowadzić zwykłe życie. Moja mama do dziś nie związała się z innym człowiekiem.
      Jeśli widzisz jakieś szanse na pomyslne rozwiązanie to próbuj. Przemyśl to
      wszystko na spokojnie i wierzę że podejmiesz słuszną decyzję.
      Pozdrawiam
      Iwona
    • beata32 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 08:56
      Martka, straszne to o czym piszesz. Nie tak powinno wyglądać małżeństwo.
      Przecież on Cię wogóle nie traktuje jak partnera, ale jak swoją własność, którą
      różnymi szykanami czy zakazami trzeba poskramiać. Jeśli go kochasz i jesteś
      tego pewna, i jeśli on też Cię kocha i wierzysz, że mówiąc to mówi szczerze -
      to warto spróbować się dogadać, może terapia rodzinna ... nie wiem czy to
      możliwe, bo często faceci są do tego typu metod bardzo negatywnie nastawieni.

      Jedno tylko wiem napewno - nie powinniście być ze sobą 'ze względu na dzieci'.
      Moje małżeństwo na szczęście wygląda zupełnie inaczej - partnerstwo,
      zrozumienie, długie rozmowy wieczorami kiedy dzieciaki śpią, poczucie, że
      jestem najważniejszą dla niego osobą ... ale wyrastałam w rodzinie, w której
      ktoś był z kimś ze względu na dzieci. Pamiętam z dzieciństwa kłótnie, po
      których płakałam w poduszkę i chciałam uciekać z domu, potem jak byłam starsza
      dużo się nasłuchałam co mama musiała przejść ... wierz mi to było straszne i
      jest mi ciągle ciężarem i zastanawiam się po co jeśli tak źle było między nimi
      byli razem? Dlaczego ona godziła się na takie traktowanie?

      Jak się pobieraliśmy z mężem obiecaliśmy sobie, że będziemy zawsze rozmawiać i
      jak zdarzy się taka sytuacja, że jestem obrażona po jakiejś zbyt impulsywnej
      wymianie zdań staram się ochłonąć i wracam i mówię ... 'Kochanie, przecież
      obiecaliśmy coś sobie, że takich spraw nie zostawiamy - wyjaśnijmy to sobie.
      Kochasz - jeśli tak to przecież oczywiste, że nie chcesz się ze mną kłócić.
      Jakieś ciche dni - to bez sensu.' I rozmawiamy. Jak narazie to działa ... i
      dzięki temu 6 lat już jesteśmy razem.

      Pozdrawiam i trzymaj się ...
      Beata32
      mama Maciusia (2 lata i 8 mies) i Adasia (8 mies)
    • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 14:09
      Dziewczyny kochane, bardzo Wam dziękuję za odpwiedzi, za rady.
      Uświadomiłyście mi wiele rzeczy, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę
      (np. to, ze zabieranie mi kluczyków to zwykła manipulacja). Dzisiaj ostatni raz
      dałąm sobą zamanipulować: wychodzę z domu (kluczyki i dokumenty leżą na
      szafce), mąż się pyta, jak mam zamiar dostać się do pracy. Odpowiadam:
      zamówiłam taksówkę. A on: nie wygłupiaj się, weź samochód....itd..... na moje
      pytanie, dlaczego wczoraj nie chciał mi dać samochodu,a dzisiaj mnie namawia?
      Stwierdził, ze wczoraj go o to nie poprosiłam!!!!! (litośći!!!!). No więc po
      jego namowach przyjechałam do pracy samochodem. Powiedziałm, ze dzisiaj
      wieczorem chcę z nim porozmawiac, bo mam dość bycia zdaną na jego łaskę i
      niełaskę. Ale powiem szczerze, ze nie wiem, jak rozmawiać, zeby ta rozmowa byłą
      inna...żebym nie ryczała, żeby to nie on gadał, tylko ja, zeby nie usłyszeć
      znowu, że on już i tak się dużo zmienił, i teraz ja musze go już zaakceptować
      takim, jaki jest, bo on już bardziej się nie zmieni..... i że teraz jest juz
      przecież dużo lepiej, bo ja rzadko teraz płączę.......i inne bzdury.....
      • mag_p Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 14:36
        Spokojnie - to moja rada.
        I pomysl co chcesz mu powiedziec.
        Moze warto powiedziec co sie czuje , jak odbierasz Wasz obecne wspolne zycie .
        I jeszcze jedno jesli sie uda - to bez pretensji . Raczej pokazac - co Cie
        rani , co przeszkadza.. co widzisz inaczej.
        Tak... Napisalam , choc wiem , ze nie zawsze sie tak da...
        Zycze powodzenia. Udanej rozmowy .. A i postaraj sie by Ta rozmowa czym sie
        zakoczyal.. Jakies wnisoki , nawet dac czas drugiej stronie. Ale zeby to czemus
        sluzylo - a nie tak- powiedziane , zapomniane..

        Jeszcze raz : POWODZENIA !


        Mag
    • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 14:48
      Marto, jest taka ksiazka "Szantaz emocjonalny", autora nie pamietam, ale
      wydawnictwo to GWP czyli Gdanskie Wydawnictwo Psychologiczne. Twoj maz Cie
      emocjonalnie szantazuje, ksiazka ta wiele Ci da, zrozumiesz pewne mechanizmy
      zachowan Twojego meza i swoje, mysle ze dzieki temu latwiej bedzie Ci
      odpowiedziec sobie na pytanie czy sie rozwiesc czy nie. Jestes ofiara takiego
      szantazu, warto wiec zebys wiedziala jak nia przestac byc. Niezaleznie od tego
      czy bedziecie dalej razem czy nie. Bo boisz sie nawet odejscia od niego, zanim
      wiec cokolwiek postanowisz powinnas sie wyzwolic z tej zaleznosci. Naprawde
      bardzo goraco polecam te ksiazke. Jesli chcialabys wiecej informacji, czy
      chocby autora napisz na priva, ale nie na gazete, tylko na aammanda@o2.pl
      Trzymaj sie, bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego
      Marysia
      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:08
        Marysiu, dziękuję. Już znalazłam tę książkę. Kupię ją na pewno.
      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:10
        Czy myślicie, że dobrym pomysłem jest wydrukowanie na dzisiejszą rozmowę
        Waszych opinii i pokazanie ich mężowi? Czy nie stwierdzi, że nie interesuje go
        zdanie obcych bab? A moze otworzą mu się oczy, tak jak mi się otworzyły, kiedy
        przeczytałam Wasze odpowiedzi?
        • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:25
          Ty znasz lepiej meza...
          Jednak na tyle na ile spotkalam sie z szantazem emocjonalnym, istotne sa troche
          inne techniki rozmowy. Bylam w podobnej sytuacji, moje dzieci w poodobnej (tez
          mam dwojke) i wiem ze przedstawienie takich wypowiedzi mozna obrocic przeciwko
          Tobie w zaleznosi od tego jaki Twoj maz chce osiagnac cel. Oczywiscie mozesz mu
          te wypowiedzi pokazac, ale nie oczekuj ze to uzdrowi sytuacje, bo nie uzdrowi.
          Te nasze wypowiedzi nie sa dotknieciem czarodziejska rozdzka Twojego meza.
          Przezylam ze swoim mezem 9 lat i mimo ogromnych staran i wiary ze sie uda,
          teraz wiem, ze doroslego czlowieka nie mozna zmienic jesli on sam takiej zmiany
          nie chce i nie czuje potrzeby zmiany.

          Padaly tu tez wypowiedzi o dzieciach... Dzieci ucza sie zachowan od rodzicow,
          Twoje dzieci widza ze ich ojciec nie szanuje kobiety, a jak wielkie
          spustoszenie robi to w dzieciecej psychice dowiadujemy sie dopiero gdy nasze
          dzieci zaczynaja miec problemy, a problemy moga zaczac sie juz, za kilka
          miesiecy a nawet za 10 lat. Moj syn zostal gleboko dotkniety nasza niewlasciwa
          relacja, i dlatego ja uwazam ze poglad ze lepszy zly tata niz brak taty, jest
          ogromnie krzywdzacy wlasnie dla dzieci, bo to one cierpia.

          Ja mieszkam juz osobno z moimi dziecmi, poczatkowo mieszkalam w naszym
          wczesniejszym mieszkaniu, a w ostatnia sobote wyprowadzilam sie zostawiajac to
          mieszkanie mezowi.
          I powiem, ze nigdy nie czulam sie szczesliwsza, tak zwyczajnie i po prostu.
          Serdecznie pozdrawiam i moge polecic wiele bardzo dobrych ksiazek, ktore
          zupelnie odmienily moje spojrzenie na zycie i pozwolily sie uwolnic od
          schematow (np. tego ze samotna matka jest gorsza).
          Przepraszam ze tak duzo o mnie, w koncu to Twoj watek Martko wink
          Trzymam kciuki za udana rozmowe.
          • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:35
            Marysiu, jakie więc są te techniki rozmowy??? Podpowiedz proszę....
            • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:54
              na uwagi typu "to wszystko twoja wina" albo "to ty mnie prowokujesz"
              albo "jestes taka a taka" - wstaw dowolne wyzwisko, odpowiadasz: "to jest twoja
              opinia", "masz prawo tak myslec", "rozumiem ze tak to postrzegasz" i co wazne
              Martko, te odpowiedzi sa wazne nie tylko dla Twojego rozmowcy, ale przede
              wszystkim dla Ciebie, bo dystansuja Cie od tych sformulowan, w ten sposob ich
              po prstu nie przyjmujesz, przestaja byc pociskiem, bo wypowiadasz ze to opinia
              Twojego rozmowcy, a Twoja psychika odbiera ze Ty i inni mysla o Tobie zupelnie
              inaczej. Poza tym mozesz sobie wyobrazuic ze jestes otoczona scianami z lustra
              i wszystkie zle slowa odbijaja sie od tego lustra - nawet jesli to zabawne, to
              daje slowo, ze bardzo pomocne w krytycznych sytuacjach. Poza slowami jest
              jeszcze mowa ciala, ktora duuuuzo bardziej odbieramy niz same slowa. Twoj
              rozmowca musi wiec wyczuc ze jego bron juz nie dziala (powinien byc
              zaskoczony), a to powie mu mowa Twojego ciala. Jesli do tej pory nie plakalas
              po wyzwiskach ale wewnetrznie bylas roztrzesiona, Twoj maz to odbieral i
              wiedzial ze ma nadal nad Toba wladze, choc widzial ze cos sie juz zmienia.
              Nie streszcze Ci tutaj calej ksiazki, bo nawet nie pamietam, dlatego kup ja jak
              najszybciej i czytaj i wszystko bedziesz wiedziec. Poza tym Twoj spokoj -
              gleboko oddychaj podczas rozmowy, miej wyprostowane ramiona (ale nie
              podniesione), to pomoze Ci byc opanowana i mniej podatna na jego wplyw.
              Dobra metoda jest tez tzw. parafraza, czyli powtorzenie tego co powiedzial
              rozmowca w formie "slysze ze uwazasz ze....
              Wiecej mi teraz nie przychodzi do glowy
              ale jak Ci sie uda, to bedziesz o tym wiedziec smile
              na mnie pierwsza tak prowadzona rozmowa z mezem byla tak ogromnym zaskoczeniem,
              ze... warto to przezyc smile
              Trzymaj sie i zanim rozmowa nastapi pomysl jeszcze o sobie wiele dobrych
              rzeczy, koniecznie!!!
              Marysia
              • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:04
                dziękuję Marysiu, spróbuję...ale jestem załamana, płaczę....właśnie byłam na
                stronie niebieskiej linii, i to, co tam przeczytałam, uświadomiło mi, ze jestem
                OFIARĄ PRZEMOCY W RODZINIE!!!! Fatalnie to na mnie wpływa, tak naprawdę nie
                wiem dlaczego???? Nie chcę być niczyją ofiarą!!!! Nie chcę być ofiarą mojego
                męża!!!!!
        • beata32 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:45
          Martka, szczerze mówiąc wątpię czy takie wydrukowanie naszych postów coś da. W
          końcu, kiedy on lekceważąco podchodzi do Ciebie - swojej żony, osoby
          najbliższej - to co dopiero nasze zdanie może tu znaczyć. Poza tym - może
          stwierdzić, że napisałaś w swoim poście nieprawdę i z tego powodu posty są
          tendencyjne. Myślę, że raczej powinnaś się zastanowić co najbardziej Cię w
          postach poruszyło i te rzeczy wykorzystać w rozmowie. Nie ma w tym nic
          dziwnego, że żądasz od swojego męża szacunku ... postaraj się to wyegzekwować.
          Nie daj się zastraszyć, pamiętaj - jesteś wartościowym człowiekiem i nikt nie
          ma prawa Tobą pomiatać, bądź silna i pamiętaj, że jesteśmy z Tobą.
          Beata32
    • wieksza Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:43
      nie drukuj i nawet moze nie wspominaj o tym ze o wszych problemach ktos wie
      wiem ze swojeg odoswiadczenia ze faceci nie lubia gdy sie rozmawia na ic h
      tematy z innymi
      zauwaz ze to kobiety lubia sie wyzalac, rozmawiac o swoich problemach z
      kolezankami - taka nasza natura i dobrze
      a faceci raczej sa zamknieci i dusza w sobie
      oczywiscie zawsze sa wyjatki od regoly ale proponuje nie drukowac i nie
      wspominac
      zeby potem nie bylo " a co te madre z internetu ci poradzily ? sama nie moglas
      tego wymyslec"
      moze kielicha przed rozmowa smile
      trzymam kciuki
      powodzenia
      a
      • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:46
        dziękuję, dziękuję. dzięki Wam czuję się silniejsza....ale i tak na samą mysl o
        tej rozmowie płakac mi się chce.
        • beata32 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 15:57
          Martka, pomyśl sobie tak - z każdym następnym dniem, kiedy znosić będziesz
          takie upokarzajace traktowanie ten schemat jego postępowania wobec Ciebie
          będzie się utrwalać. Musisz jak naszybciej zareagować, dla Ciebie i dla dobra
          maluchów, bo tak jak dziewczyny napisały - dzieci uczą się obserwując
          zachowania rodziców tego jak ludzie ze sobą postepują - i potem będą to
          powielać - chcesz takie dzieci wychować...
          Więc jak najszybciej domagaj się swego - takie jego zachowanie jest nie do
          pomyślenia. A że się popłaczesz, będziesz się trzęsła - trudno, byle byś nie
          wpadła w histerię.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki ... wierzę, że znajdziesz w sobie siłę.

          Beata32

          PS. Wiesz, tak naprawdę 'słaba płeć' - to faceci ... wink ... wielu z nich bez
          nas jest kompletnie bezradnych ... np. kto temu Twojem szanownemu gotuje,
          sprząta czy pierze i prasuje ... może jak on kombinuje z samochodem - to niech
          chodzi w brudnych gaciach wink
          • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:06
            Beato,
            jestem przekonana, ze walka i domaganie sie w przypadku Martki nie jest dobra
            droga. Moze cos zmienic na chwile, ale jesli maz Martki chce miec nad nia
            wladze, to jej nie odda w jej rece, moze ja tylko stracic, poprzez to ze jego
            bron juz nie bedzie dzialac. Poplakanie sie i roztrzesienie daje mu wladze nad
            nia. Martka powinna sie bardzo starac zeby nad soba w 100% panowac. A jak to
            zrobic - podalam kilka pomyslow, wlasnie z ksiazki Szantaz emocjonalny. Ja (i
            moje kolezanki tez) to przetestowalam, dziala, bez zadnych zastrzezen smile
            Pozdrawiam i wszystkiego dobrego smile
            • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:12
              dziękuję Marysiu, spróbuję...ale jestem załamana, płaczę....właśnie byłam na
              stronie niebieskiej linii, i to, co tam przeczytałam, uświadomiło mi, ze jestem
              OFIARĄ PRZEMOCY W RODZINIE!!!! Fatalnie to na mnie wpływa, tak naprawdę nie
              wiem dlaczego???? Nie chcę być niczyją ofiarą!!!! Nie chcę być ofiarą mojego
              męża!!!!!



              • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:20
                nie moge teraz dluzej pisac,
                zaproponowalabym tylko zebys przelozyla te rozmowe
                trzymaj sie
              • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:31
                Martko,
                rozumiem Cie, i nie bedziesz niczyja ofiara, poradzimy sobie z tym, zawsze
                chetnie sluze pomoca, i caly czas polecam te ksiazke
                Marysia
              • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 16.10.03, 10:48
                Martko, witaj smile
                Co u Ciebie? Jak sobie radzisz, jak poszło wczoraj?
                Serdecznie pozdrawiam
                Marysia
        • aamanda Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:00
          Hej, Martko smile
          nie, nie, pomysl, ze ta rozmowa przyniesie Ci wiele dobrego, ze przebiegnie po
          Twojej mysli,
          badz silna w tym mysleniu, bo to bardzo wiele daje
          dotychczas to on byl silny, bo uzywal sily wobec Ciebie
          Niedawno doswiadczylam tego jak mozna mysla zmienic wszystko, wplynac na
          rzeczywistosc, ale o tym mozemy pogadac innym razem,
          teraz tylko prosze Cie zwyczajnie uwierz w to, ze ta rozmowa Ciebie nie
          dotknie, a przyniesie Ci wiele dobrego.
          Ja wierze ze bedzie dobrze i bede Ci wysylac dobre zyczenia.
          • mamasita Re: Czy ja chcę rozwodu? 15.10.03, 16:13
            Nie stawiałbym tego w perspektywie że tylko rozwód ale być może to jedyne
            wyjście, natomiast zób liste rzeczy które chcesz powiedzieć i sytacji które
            chcesz zmienić i że jest to ultimatum. Daj mu do zrozumienia ze wciąz go
            kochasz ale juz nie jestes pewna za co bo Cie upokarza i tłamsi, że nie na tym
            polega bycie we dwoje i rodzina. Więc jesli on sobie tego nie przemysli to byc
            moze bedziecie musieli sie rozstac poniewaz nie czujesz sie juz kochana ani
            szanowana. Zaproponuj wizyty w poradni małżeńskiej, nie zaszkodzą i w sądzie
            tez będa po twojej stronie próba wyjścia z konfliktu - jakąs udokumentowaną.
            Nie zwalałabym na wszystkich facetów -że są słabą płcia i etc. moj mąz jest
            cudny, przystojny, czuły, mądry, opiekunczy i zajmuje sie lepiej domem niz ja
            a dzieckiem to jak dwie mamy. Człowiek orkiestra. Ja w nim zakochana jestem 24
            na dobę, no moze fakt ze jest nie z Polski wiele wyjasnia bo na zachodzie
            facetów chowa się na partnerów a nie na semi-bóstwa bez podstaw
    • maak3 Re: Czy ja chcę rozwodu? do martki 15.10.03, 23:34
      martko!
      przeczytałam tylko kilka Twoich postów i innych forumowiczek
      nie wiem czy któraś z nich to napisała

      to co robi Twój mąż jest po prostu przemocą psychiczną
      dobrze byłoby gdybyś poszukała dla siebie, a później i dla dzieci
      profesjonalnej pomocy
      nie wiem skąd jesteś, ale na stronie niebieskiej linii bądź pod ich numerem
      telefonu możesz otrzymać adres, gdzie otrzymasz bezpłatną pomoc prawniczo-
      psychologiczną (a jeśli potzebujesz to i socjalną) z pewnością warto

      ludzie, którzy to robią są profesjonalistami, dużo już widzieli - wbrew
      pozorom wielu ludzi bez względu na wysokie wykształcenie czy jego brak ranią
      swoich bliskich i znają się na tym

      spróbuj pomóc sobie i dzieciom

      pozdrawiam serdecznie
    • martka9 Re: Czy ja chcę rozwodu? 16.10.03, 11:34
      Marysiu, nie poszło. Rozmowy nie było. Mąż jadąc z pracy zadzwonił, czy coś
      trzeba kupić? Powiedziałam, ze wszytsko jest, nic nie kupuj. Dojechał do domu,
      robi sobie herbatę, okazuje się, ze nie ma cytryny. I zaczyna się: to po co ja
      do Ciebie dzwonie, ty masz tylko pomysleć i powiedziec, a ja kupię, nie masz
      zadnych obowiązków w tym domu.........itd, itd.... (ale bez wyzwisk i
      przekleństw). Słuchałam przez chwilę, po czym odpoweidziałam: Odwal się. No i
      usłyszałam: TY p...je...ku......itd............. Rozmowy mi się odechciało.
      Cieszę się z jednego: odkąd zaczęłam go traktować jak chorego człowieka, już
      nie płacze po tych wyzwiskach (oczywiście, ze jest mo ogromnie przykro, ale nie
      płaczę).
      • jagasz Re: Czy ja chcę rozwodu? 16.10.03, 13:37
        Martka nie poddawaj się.
        Najgorsze co może być to obojętność a Ty chyba właśnie zaczynasz być na takim
        etapie jeżeli chodzi o traktowanie męża. Nie bronię go, naprawde uwierz mi nie
        bronię go, ale wiesz, człowiek na agresję odpowiada agresją, może trzeba było
        po prostu powiedzieć, "słuchaj, kompletnie zapomniałam o tej cytrynie, sorry"
        Nie wiem, czy z twoim mężem tak się uda, ale może wtedy nie zareagowałby tak
        wulgarnie.
        ale czy ty tego chcesz. Domyślam się, że na takim etapie na jakim jesteście to
        na pewno nie, ale ile to może trwać?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka