martka9
14.10.03, 10:35
Jesteśmy małżeństwem od kilku lat. Mamy dwoje dzieci. W naszym wspólnym życiu
bywało różnie: non stop wzloty i upadki. Mąż od zawsze (z czasem coraz
częściej) agresywny (trudno z nim się rozmawia, od razu krzyczy i używa
przekleństw) i chamski (bardzo przykre dla mnie wyzwiska). Chciałby, zebym ze
wszytkim się z nim zgadzała, mam się go słuchać, i nie podskakiwać, bo
pożałuję. Kiedy już użyje całej swojej pomysłowości przekleństw i wyzwisk a
ja nadal nie płaczę, mówi: dzisiaj do pracki idziesz na piechotkę (jakiś czas
temu kupił mi samochód i teraz jak jestem niegrzeczna mam oddawać kluczyki i
do pracy jechać autobusem). Kiedyś podczas szczerej rozmowy stwierdził, ze
ten samochód to jego ostatnia broń. Kilkakrotnie już samochód stał pod domem,
a ja autobusem......... Zawsze obiecuję sobie, ze więcej do tego samochodu
nie wsiądę, ale....... wsiadam, bo dzieci do przedszkola, bo zimno, bo tak
wygodniej.
Jego zarzuty w stosunku do mnie: nie zajmuję się nim, „za rzadko daję mu
d...” (przepraszam, ale to jego słowa), przy dzieciach mam inne zdanie niż on
i zwracam mu uwagę. (kiedy przeklnie przy dzieciach, mówię: proszę wyrażaj
się kulturalnie. Często tez staję w obronie straszego dziecka, bo mąż
wyraźnie faworyzuje młodsze, krzywdząc w ten sposób starsze).
Aha i jeszcze: nie okazuję mu szacunku.
Teraz od 2 tygodni tylko warczymy na siebie. Po ostatniej kłótni (to On
wyzywał i krzyczał, i kazał mi się zamknąć, a ja mówiłam dalej....więc wyrwał
mi pilota i wyłączył tv, bo skoro ja go nie słucham i nie chcę się zamknąć,
to jego nie obchodzi, że ja oglądam tv) zadzwonił i zaproponował obiad. Tym
razem nie zgodziłam się. I tu już przegiełam. Od tej pory mam w domu piekło.
Jest bardzo źle........ Zapytał czy chcę rozwodu? Odpowiedziałam, ze się
zastanowię. I powiem szczerze, nie wiem???? Kiedy pomyślę, przez co
musiałabym przejść znając mściwość i złośliwość tego człowieka..... A z
drugiej strony mam dość jego wybuchowość, nieobliczalnosci, wyzwisk.....
Jestem załamana, nie wiem co robic?
„Panie Boże zmień go, albo weź go”