mamuska25
24.09.08, 23:03
Mam problem. I to poważny...
Nigdy nie byłam jakos szczególnie piękna... Wysoka, szczupła, mały
biust... ale jakoś zawsze miałam w okół siebie duzo adoratorów,
duze poczucie humoru, potrafiłam śmiać sie z siebie, swoich wad,
niedociagnięć.
Zawsze pewna siebie, roześmiana, niezależna, kusząca ale i
niedostępna. Zawsze elegancko ubrana, uczesana, zadbane paznokcie,
delikatny makijaż...
Poznałam męza, przed ślubem spotykalismy sie trzy lata. W jego
oczach byłam przebojową dziewczyną, która ceni sobie niezależność,
myśli o własnej firmie, dba o siebie, swoje dobre imię. Dziewczyną,
która bardzo sie szanuje...
Jesteśmy juz 6 lat po ślubie, mamy trójkę dzieci. od początku
zajęłam się domem i wychowywaniem maluchów.
Zmieniłam się nie do poznania. Żal mi samej siebie.
Już nie pamiętam, kiedy cokolwiek sobie kupiłam. Jedyny kosmetyk
jaki uzywam to własciwie zel pod prysznic...
Bardzo rzadko sie maluję, prawie w ogóle nie układam włosów,
paznokcie od dnia ślubu nie widziały lakieru.
Dzis byliśmy na zakupach...
Kupiłam wszystko dla męża, dzieci, to co potrzebne do domu... nie
kupilam nic dla siebie. Kolejny raz.
Tu nie chodzi o pieniądze tylko o mnie. Dostaje szału jak mam coś
sobie kupić. Nic mi sie nie podoba, a to co mi sie spodoba to nie
mogę kupic, bo za duzy dekold (a ja z tych XS), bo za szerokie w
pasie, a ja tylko 70 cm, bo za krótkie (a ja 173 cm).
No po prostu szał!!!
Kolejny raz pokłóciliśmy się. On nalegał żebym coś wybrała,
proponował płaszczyk, spódnicę, jeansy, buty...
Myślałam, ze go zatłukę!!! Ja nie mam potrzeby dbania o siebie w
stopniu wyższym niz podstawowy. Nie wyobrażam sobie dnia bez
codziennego prysznica, ale malowanie sie to juz gruba przesada!!!
Na domiar złego trafiłam dzis na chłopaka z którym spotykałam sie w
liceum... taka młodzieńcza milość. Nie ukrywam, ze pikawka mi
drgnęła, ale co z tego??? Zona z którą szedł odstawiona jak modelka.
a ja??? Zwykła kura domowa, której na niczym juz nie zależy, nawet
na samej sobie.
Kolejna rozmowa z mężem w samochodzie, później w domu... Moje
rzucone od niechcenia: "wiesz kogo dzis widziałam?" on:"i co z tego,
nawet Cie nie zauważył" ja:"no i lepiej, w sumie i tak by mnie nie
poznał, bo w niczym nie przypominam tamtej dziewczyny, którą kiedyś
byłam"... i znów wykład ze strony męża jak to sie zaniedbuję, co ja
ze sobą wyprawiam...
Niewiem doprawdy co sie ze mną stało. Ale naprawdę nie zależy mi na
samej sobie, na swoim wyglądzie. Nie mam potrzeby malowania się,
kupowania nowych ciuchów, choc widzę, ze mój mąż chce, bardzo chce
zebym wyglądała atrakcyjnie.
Wiem, ze on mnie kocha i to bardzo. Ostatnio mówił mi, że zostanie z
dziećmi a ja mam jechać do fryzjera, iść na zakupy takie tylko dla
siebie... I co??? Ja wymyślam, ze nie mogę, bo własnie zaczęłam
robic przetwory na zimę i nie mogę tego zostawic!!!
Potem nagle w samotnosci jakaś chwila opamiętania, refleksji,
pretensji do samej siebie, jaka to ja jestem głupia, tracę najlepsze
lata w takim "flejtuszeniu"
Myślę więc, "ok, zrobie to dla niego- kupię jakieś fajne ciuchy,
zrobie coś z włosami" i... ide spać. Nastepnego dnia to samo. Nie
mów mi o żadnych zakupach dla mnie, kosmetykach bo doprowadza mnie
to do szału.
Mam bardzo zanizone poczucie własnej wartości. Z tej przebojowej
dziewczyny własciwie nic juz nie zostało. Skonczyłam studia, starsze
dzieciaki już dosć samodzielne... Mogłabym zacząc wszystko od nowa,
ale... Zgubiłam sama niewiem gdzie całą swą ambicję, jakiekolwiek
potrzeby dbania o siebie, swój wygląd i wizerunek. W ogóle nie
zależy mi na tym co ludzie powiedzą na mój temat...
Nie jest mi z tym wcale dobrze!!! Bo w pamieci mam tą dziewczynę,
zawsze usmiechniętą i zadbaną do perfekcji. Niewiem skąd we mnie ta
niechęć do zakupów dla mnie...
I jeszcze jedno. Nie mam już za bardzo ochoty na sex. Ciągle myśle
jaka to ja jestem brzydka, jaka zaniedbana a jednocześnie nie
potrafie nic z tym zrobić...
Czasem przemyka mi przez mysl, że zepsuje w ten sposób swoje
małżeństwo, bo maż wszelkimi sposobami stara się, a ja tylko
wszystko niszczę!!!
Ech, po co ja to w ogóle pisze, pewnie uznacie , ze jestem
wariatką...
Moze naprawde oszalałam???