Dodaj do ulubionych

Nauczycielka zbiła dziecko

30.09.08, 13:55
Spamuję, ale proszę o nie kasowanie tego postu. Może ktoś bedzie
wiedział, o jaka szkołę i klasę chodzi.
Mnie rzadko co rusza, ale dzis cała sie trzesę. Jechalam autobusem,
ze mna klasa 8-9 latkow. Jeden z chłopców połozył nogi na siedzeniu
naprzeciwko. Podleciała mloda nauczycielka i nie mowiac ani
słowa "zdejm nogi" czy cos takiego, z calej sily uderzyla go pare
razy po nogach, zerwała mu czapke i pociagnęła za wlosy. To wszystko
z wyrazem furii na twarzy. Najpierw pomyslalam, ze to matka - tez
niedobrze, ale jeszcze nie tragicznie, moze mówila juz setki razy i
ją "przerwało". Potem stupor mi minął, podchodze do dziewczyny i
pytam "czy panie jest nauczycielka tej klasy?" - a ona mowi, ze tak.
No to się rozdarlam na cały autobus, tak aby dzieci slyszaly, ze to
skandal, że nie ma prawa bic dzieci itd. Nie zareagowala.
Podeszłam jeszcze do chłopaczka i powiedziałam, zeby powtorzyl
mamie, co się stało, ze nauczycielka nie ma prawa go bic, czego by
nie zrobił.
Mam moralnego kaca. Trzeba bylo zapytac o numer szkoly, ale dzieci
byly wystraszone i pewnie i tak by mi nie odpowiedzialy. mam tylko
nadzieje, ze powtorza w domu, co się działo. No, chyba ze
nauczycielka jest matką tego chłopczyka, to dzieciak ma
przechlapane.
Było to w autobusie 116, w okolicach Nowego Światu, dziś ok. 10.30.
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 13:57
      > słowa "zdejm nogi" czy cos takiego, z calej sily uderzyla go pare
      > razy po nogach, zerwała mu czapke i pociagnęła za wlosy. To wszystko
      > z wyrazem furii na twarzy.

      Furiatka jakaś.
    • kiraout Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 13:58
      dobrze zrobiłaś. Myślę, ze dzieciaki powtórzą po domach.
      • dlania Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 14:01
        Bardzo Ci dziekuję za to , co zrobiłaś. Miejmy nadzieje, że dzieci powtórzą, a
        nauczycielka sie w najgorszym wypadku przestraszy i da jej to do myslenia. W
        najlepszym - dywanik u dyrektora i skierowanie po leki na uspokojenie.
    • basi-a-80 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 14:02
      tak jak moja poprzedniczka sądzę że dzieci powtórzą to w domu rodzicom
      • haja197222 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 14:18
        Brawo dla pani nauczycielki, psycholog, albo psychiatra by się jej przydał.
    • triss_merigold6 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 14:18
      Bdb, duża szansa, że dzieci powtórzą rodzicom.
      • mamaemmy Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 14:28
        Na pewno WSZYSTKIE dzieci powtórzą rodzicom i kilkoro z nich zareaguje.I dobrze!
        Zrobiłabym identycznie jak Ty,zawsze jestem taka hop do przodu i jestem
        stuprocentowo pewna,że postapiłabym tak samo ,na końcu pytając o nr szkoły.
        Pani"nauczycielka"pewnie długo nia nie zostanie.

        Nas w szkole muzyczka tłukła po głowach dziennikiem.Tzn mnie nie,a szkoda,bo
        moja mama powiedziała-jesli ona cie raz uderzy,bierzesz teczkę ,wychodzisz z
        klasy i wracasz do domu..a ja zrobie co trzeba.
        Reszta rodziców zareagowała dopiero pod koniec roku-babke chyba przeniesli "po
        ciuchu".
        • marzeka1 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 15:18
          Bardzo dobrze zrobiłaś, Verdano.
    • iwoniaw Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 16:06
      > byly wystraszone i pewnie i tak by mi nie odpowiedzialy. mam tylko
      > nadzieje, ze powtorza w domu, co się działo.

      Istnieje duża szansa, że tak - właśnie przez Twoją akcję. Dobrze zrobiłaś.
      • bi_scotti Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 17:10
        Szkoda, ze mlodziez nie nosi juz tarcz na rekawach.
        Troche tez chyba przykre, ze tylko Verdana zareagowala na karygodne
        zachowanie pani nauczycielki - czy naprawde juz tak bardzo ludziom
        sie nie chce dbac o innych? Nalezy miec nadzieje, ze co najmniej
        kilku uczniow zrelacjonuje sprawe w domu i pani nauczycielka
        poniesie konsekwencje.
        • gabrielle76 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 18:33
          Rzeczywiscie nauczycielka nie postąpiła zbyt mądrze ale nie do końca jej
          zachowanie było takie straszne, podejrzewam ze znała juz to dziecko i wiedziała
          jakie z niego ziółko stąd jej reakcja. Mam 2 dzieci w szkole i stwierdzam ze
          niektórym bachorom przydałoby sie lanie chocby od nauczyciela jesli byłoby to
          zasłuzone, za moich czasów jak nauczyciel przylał to człowiek by sie w domu nie
          przyznał bo rodzice by poprawili, dziś rodzice bronia dzieci nawet jesli maja
          winę, no i niestety ale dzisiejsze dzieci sa okropne i to od najmłodszych klas.
          I to wina rodziców którzy w dzisiejeszych czasach nie potrafią wychowywac dzieci.
          • sir.vimes a co to za czasy? 30.09.08, 18:34
            "za moich czasów jak nauczyciel przylał to człowiek by się w domu nie
            > przyznał bo rodzice by poprawili"

            • majenkir Re: a co to za czasy? 30.09.08, 21:01
              Ja, jako dziecko (rocznik '71) wielokrotnie bylam swiadkiem (i
              uczestniekiem niestety tez) uzywania przemocy wobec uczniow. Nie
              mowie tu o katowaniu, ale ciagniecie za uszy, bicie po lapach,
              rzucanie kluczami - to wszystko bylo na porzadku dziennym. I nikt
              nigdy pary z geby nie puscil, bo w domu by mu jeszcze poprawili.

              Pamietam moje pierwsze dni w podstawowce. Poszlysmy z kolezanka na
              drugie pietro (chociaz pierwszakom nie bylo wolno tego robic).
              Nauczycielka, ktora nas przyuwazyla zlapala mnie za ramie tak
              mocno, ze zostaly mi siniaki po obu stronach sad. Myslisz, ze
              powiedzialam cos w domu?
              • sir.vimes Re: a co to za czasy? 01.10.08, 10:46
                O rany.

                O biciu dzieci w szkole jako braku normy ale czymś częstym opowiadała mi babcia
                (rocznik 1920). Jej rodzice i inni rodzice wcale nie byli zachwyceni i nie
                "poprawiali w domu".

                Oprócz tego oczywiście słyszałam ( i niestety widziałam) jakieś jednostkowe
                historie o dziwnych, bijących, agresywnych egzemplarzach w czasach bliższych
                dniu dzisiejszemu...

                A co do opowiadania w domu - większość rodziców robi i robiła wszystko by o
                takich sprawach dzieci mówiły.
          • madzik744 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 18:45
            Dzieci tak się zachowują, bo nie mają autorytetów. A zachowanie takie, jak
            autorki postu, właśnie je podważa. Oczywiście, zachowanie nauczycielki było
            niewłaściwe i powinna ponieść konsekwencje, ale.. nie robi się takich scen przy
            dzieciach! Należało porozmawiać na osobności z ta panią, albo udać do jej
            przełożonego. Jak moje pokolenie było w wieku szkolnym, to sytuacje typu
            obrywanie po uszach od nauczycieli były na porządku dziennym, ale ja nigdy złego
            słowa o nich od rodziców nie usłyszałam i nikt wtedy nie słyszał. I nie było
            takich problemów z nastolatkami. Od wielu lat pracuję z trudną młodzieżą, często
            wspierając ją w konfliktach z rodzicami, czy szkołą, ale podstawą tej pracy jest
            nie krytykowanie i nie oczernianie nauczycieli, matek i ojców w oczach
            dzieciaków, mimo, że często by się chciało - ale to przynosi więcej szkody niż
            pożytku.
            • asia_i_p Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 19:01
              Nie zgadzam się z tobą, a sama jestem nauczycielką, której uczniowie
              czasem mocno dadzą w kość. To nie zachowanie Verdany podważa
              autorytet nauczycielki, tylko zachowanie nauczycielki - okazała
              bezradność i podważyła zasady, które uczniom wpaja. Verdana
              zareagowała widząc przestępstwo - nauczycielka naruszyła
              nietykalność cielesną ucznia. Jeżeli autorytet nauczycieli opierał
              się na przemocy fizycznej wobec dzieci za zgodą ich rodziców (moja
              mama była nauczycielką i wiem, że nie zawsze tak było), to była to
              zła baza i czas ją zmienić, nawet kosztem przejściowej utraty
              autorytetu.
            • wieczna-gosia Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 22:11
              Jak moje pokolenie było w wieku szkolnym, to sytuacje typu
              > obrywanie po uszach od nauczycieli były na porządku dziennym, ale ja nigdy złeg
              > o
              > słowa o nich od rodziców nie usłyszałam i nikt wtedy nie słyszał. I nie było
              > takich problemów z nastolatkami.

              nie no pewnie dzisiejsza mlodziez zawsze jest najgorsza, ja w waszym wieku......
              nie powiem gdzie ja mam taki autorytet. Dziwnym zbiegiem okolicznosci autorytety
              zapamietalam jako osoby spokojne, nie uzywajace przemocy, a nawet- coz za dziwna
              regula, doprawdy- na ogol nie podnoszace glosu.
              autorytet ktory szarpie sie z dzieckiem w autobusie o nogi na krzesle no
              doprawdy faktycznie.....
          • wieczna-gosia o frustratach i autorytetach 01.10.08, 11:54
            Mam 2 dzieci w szkole i stwierdzam ze
            niektórym bachorom przydałoby sie lanie chocby od nauczyciela jesli byłoby to
            zasłuzone, za moich czasów jak nauczyciel przylał to człowiek by sie w domu nie
            przyznał bo rodzice by poprawili,

            sluchaj nie wiem w jakich czasach zylas- ale u mnie tez latala kreda, klucze i
            cymbalki. Nauczyciel szarpal, popychal. Mial autorytet? a gdzie tam-
            prowokowalismy takich frustratow na kazdej lekcji, doprowadzialismy rzucajace
            kreda histeryczki do lez.

            Autorytet po pierwsze umial uczyc. Po drugie ocenial i wymagal ale tez nie
            czytal z kartki, potrafil sie przyznac do bledu a nawet pochwalic jesli ktos
            wychwycil. Byl surowy ale jesli czlowiek mial powazny problem- podawal reke.
            tak przynajmniej bylo za MOICH czasow- histeryczek i frustratow sie nie sluchalo
            tylko sie ich draznilo na zajeciach i lekcja przepadala za lekcja.
            • deodyma Re: o frustratach i autorytetach 04.10.08, 08:49
              wieczna-gosia napisała:

              > Mam 2 dzieci w szkole i stwierdzam ze
              > niektórym bachorom przydałoby sie lanie chocby od nauczyciela
              jesli byłoby to
              > zasłuzone, za moich czasów jak nauczyciel przylał to człowiek by
              sie w domu nie
              > przyznał bo rodzice by poprawili,
              >
              > sluchaj nie wiem w jakich czasach zylas- ale u mnie tez latala
              kreda, klucze i
              > cymbalki. Nauczyciel szarpal, popychal. Mial autorytet? a gdzie
              tam-
              > prowokowalismy takich frustratow na kazdej lekcji,
              doprowadzialismy rzucajace
              > kreda histeryczki do lez.
              >
              > Autorytet po pierwsze umial uczyc. Po drugie ocenial i wymagal ale
              tez nie
              > czytal z kartki, potrafil sie przyznac do bledu a nawet pochwalic
              jesli ktos
              > wychwycil. Byl surowy ale jesli czlowiek mial powazny problem-
              podawal reke.
              > tak przynajmniej bylo za MOICH czasow- histeryczek i frustratow
              sie nie sluchal
              > o
              > tylko sie ich draznilo na zajeciach i lekcja przepadala za lekcja.
              oj, to prawda.
              gdy ja sie uczylam, tez doprowadzalismy nauczycieli a nawet
              dyrektorow szkol, do szalu. nauczyciele rzucali w nas kreda,
              kluczami a ze kawal cholery ze mnie bylo, niejednokrotnie bylam
              wyciagana za kudly z klasy i ladowalam na dywaniku do
              dyrektora.
              a malo to razy bylo, ze nauczycielka z placzem wychodzila z lekcji
              bo nie dawala sobie z klasa rady? a ilez to razy oberwalam w
              lepetyne dziennikiem od nauczycieli? a czy ja sie w domu przyznalam?
              a skad! jakbym sie przyznala to bym jeszcze oberwala od matkismile
              tak wlasnie bylo 20 lat temu, gdy bylam uczennica podstawowki.
              • deodyma Re: mialo byc, ze ladowalam na dywaniku u dyrektor 04.10.08, 08:55

    • escribir Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 20:11
      Oczywiscie to wszystko miało miejce zaraz po tym jak Verdana
      zwróciła uwagę chłopaczkowi żeby nie trzymał nóg na siedzeniu???
      • verdana Re: Nauczycielka zbiła dziecko 30.09.08, 20:22
        Verdana nie mogla by zwrócic uwagi chlopaczkowi bo od momentu gdy
        chłopaczek usiadl do momentu kiedy został zlany minęło ok. 10
        sekund, podczas ktorych Verdana nie nadzorowala zachowania klasy II
        c, tylko patrzala w różnych kierunkach. Zauwazyla tę scenę w
        momencie, gdy nauczycielka z furią zaczęła się obok niej przepychać.
    • nunia01 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 01.10.08, 12:20
      Jestem już 'starą babą' a do tej pory pamiętam jak nauczycielka fizyki szarpała
      mnie za warkocz w celu uspokojenia połowy autobusu. To znaczy w połowie autobusu
      szaleli chłopcy ze starszych klas i wpadali na nas. Ja stałam najbliżej
      nauczycielki. Do tej pory pamiętam poczucie krzywdy i upokorzenia jakie mnie
      wtedy ogarnęło. Swoją drogą mi też nie podobały się szaleństwa połowy autobusu.
      Argumenty przewagi fizycznej są średnio rozsądne. Za chwilę chłopiec dorośnie i
      będziemy się dziwili czemu włożył nauczycielce śmietnik na głowę.
      Zwrócenie uwagi to jedno, a szacunek należy się również dziecku. Szczególnie
      jeśli chcemy żeby ono nas szanowało.
      Nauczycielka szarpiąca mnie za kudły miała szczęście, nie oddałam, a byłam już
      wtedy o głowę od niej wyższa.
    • karola1008 Re: Nauczycielka zbiła dziecko 01.10.08, 13:53
      Dobrze, że tak zareagowałaś, moze choć jedno z tych dzieci powtórzy
      rodzicom i oni coś z tym zrobią.
    • maxxt jedno jest pewne 01.10.08, 14:18
      - nie komentujac zachowania pani- dzieciak dostał piękną lekcje której skutki
      moga byc dwojakie: a) juz zawsze bedzie "pchał kopyta na siedzenie"- cudzysłów
      używam celowo (fakt ten wszak utonął w wirze wydarzen) b) na całe zycie
      zapamieta ze wlasnosc publiczna tez tzreba szanowac. z całego serca zyczylabym
      sobie skutku b, podswiadomie zas czuje ze pieknie rozkwitnie skutek a.
      • asia_i_p Re: jedno jest pewne 01.10.08, 16:17
        Czyli sugerujesz, że najlepiej krótko trzymać, a cel uświęca środki?
        Wiesz, kiedy mam z uczniami najwięcej kłopotu? Kiedy wychodzą z
        lekcji takiej krótkotrzymającej koleżanki, gdzie są utrzymywani w
        ryzach krzykiem, obelgami (dosłownie, bo debil to chyba jednak
        obelga), drwiną. Albo kiedy ich wychowawczyni ma takie metody. Spada
        im wrażliwość na normalne uprzejme zwrócenie uwagi. Według mnie
        takie krótkie trzymanie, pod pozorem bycia jedynym lekarstwem na
        chamstwo, produkuje chamów.
        • maxxt Re: jedno jest pewne 01.10.08, 17:07
          a to juz jest twoja interpretacja. ja tylko zwróciłam uwage na fakt o którym
          zupełnie zapomniano. jak łatwo widziec wszystko jednowymiarowo.
          • iwles Re: jedno jest pewne 01.10.08, 17:22


            Maxxt, Ty natomiast chyba nadinterpretujesz. Przecież Verdana nie
            powiedziała dziecku: słuchaj, niesłusznie dostałeś, nie należało Ci
            się za to, co zrobiłeś. Powiedziała natomiast: pani NIE miała prawa
            Cię uderzyć.

            Widzisz różnicę ?
            • maxxt Re: jedno jest pewne 01.10.08, 17:26
              otóż to- bardzo szkoda ze nie znalazła w tej sytuacji i stosownego słowa dla
              "poszkodowanego". szkoda.
              • iwles Re: jedno jest pewne 01.10.08, 17:30

                > otóż to- bardzo szkoda ze nie znalazła w tej sytuacji i stosownego
                słowa dla
                > "poszkodowanego".



                ??????????????????
                sugerujesz, że "dzięki" Verdanie zdemoralizuje się ten 8-latek?
                Wyrośnie z niego skin ? dresiarz ? morderca i bandyta ?
                • maxxt Re: jedno jest pewne 01.10.08, 17:35
                  twoja interpretacja. dla mnie ewidentnie "czegos" zabrakło w tej sytuacji i na
                  to zwrocilam uwage.czy zas "verdana zdemoralizowała" 8 latka ktore kladzie ze
                  startu w autobusie nogi na siedzenie...... trzeba by było sprawe glebej
                  przemyslec.......wink
                  • kali_pso Re: jedno jest pewne 02.10.08, 18:34
                    A niby dlaczego miała go zdemoralizować?
                    Toż nie pochwaliła nóg odpoczywających na siedzeniuwinkP
                    Chłopak dostał komunikat, że agresja jest zła- nawet w wykonaniu
                    nauczycielawinkP
                    Może to zapobiegło podstawieniu nogi koledze podczas wychodzenia z
                    autobusu, bo jakos trzeba odreagowac frustracje wywołana publicznym
                    upokorzeniem?


                    Coś mi mówi, na ile znam dzieci, że gdyby szanowna furiatka na cały
                    głos powiedziała w autobusie "Pawełku, rozumiem, że masz zmęczone
                    nogi, ale inni tez chcą usiąść"- i to z uśmiechem na ustach, chłopie
                    zdjęłoby te nogi i "autorytet" pani i jego pozycja w grupie
                    zostałyby zachowane.
                    • izazdo a Pawelek na to...: 03.10.08, 15:46
                      "Pawełku, rozumiem, że masz zmęczone
                      nogi, ale inni tez chcą usiąść"


                      A Pawelek na to: "zamknij ryja pie*****na p****o bo cie za**bie", a
                      klasa w smiech. Widzialas takie sceny? Bo ja tak. Tylko taki Pawelek
                      nie mial 9 lat, ale na oko 14-15. Miejsce akcji: Warszawa, autobus
                      linii 190, ubiegla niedziela. Zwracajaca kulturalnie i spokojnie
                      uwage: 50-letnia kobieta.
                      • kali_pso Re: a Pawelek na to...: 03.10.08, 17:48
                        To wcale nie oznacza, że tutaj mogłoby być tak samo.
                        Wiekszość 9 latków to zwykłe dzieci, które w obecności postronnych
                        osób potrafią "znieść" taka uwagę, o jakiej napisałam.
                        Tak więc, lepiej jeśli juz chcemy zaregagować, zrobić to w ironiczno-
                        zabawny sposób niż wymuszać posłuszeństwo szarpiąc dziecko. Bo to
                        nigdy nie przynosi pozytywnych dalekosiężnych zmian w zachowaniu.
                        • komyszka Re: a Pawelek na to...: 03.10.08, 18:30
                          "Wiekszość 9 latków to zwykłe dzieci"- i tu zasadniczo sie nie zgodze. dzien w
                          dzien obserwuje moja klase i w pojecie zwyklosci wpisuje sie 5-6 moze.
                          analogicznie prezentuje sie "zwyklosc" rodzicieli dzieci. kiedys lubilam prace w
                          szkole, dzis zyje mysla ze juz wkrotce opuszczam to terminalnie chore
                          srodowisko. i bynajmniej nie chodzi o to ze dzieci sa niegrzeczne.
                          • kali_pso Re: a Pawelek na to...: 03.10.08, 19:33
                            A na czym polega "niezwykłość" Twoich uczniów?
                            Uczniowie, oprócz tego, że są niesamowicie uroczy, bywają również
                            nudni, upierdliwi, irytujący, nadęci, nieprzyjemni- czyt. TRUDNI. To
                            chyba codzienność każdego nauczyciela? Ale to nie jest dla
                            mnie "niezwykłe"....
                            • komyszka Re: a Pawelek na to...: 04.10.08, 08:16
                              niesamowicie uroczych uczniow nie posiadam. 3/4 to mali-starzy , roszczeniowi,
                              nie rozumiejacy najprostszych prosb czy komunikatow, zainteresowani jedynie
                              grami wszelakiej masci, ewentualnie targaniem kolegów na przerwach. rodzice jak
                              wspomnialam niemal analogiczne podejscie- DOSŁOWNIE.na palcach jednej reki
                              zliczam dzieci "zwykłe"- czyli psocące po dziecięcemu, czasami nudne po
                              dziecięcemu, upierdliwe i nadęte jak dziecko. JAK DZIECKO. reszta stanowi juz
                              dla mnie zbiór "wynaturzonych niezwykłości" (i nie jestem w tej opinii
                              odosobniona) i dlatego uwazam ze moja rola jako nauczyciela juz nie ma sensu i z
                              wielka ulga wkrótce porzucam to stanowiskowink
    • narsen Re: Nauczycielka zbiła dziecko 01.10.08, 18:36
      Brawo Verdana - szacunek.
    • asieksza Re: Nauczycielka zbiła dziecko 02.10.08, 15:24
      Hm . Powiedzcie jak to sie dzieje, kiedyś kiedy przemoc fizyczna w
      szkolach byla normą i jak ktoś oberwał to nie chciał powiedzieć w
      domu bo rodzic by sie zapytał co on zrobił, że tak zdenerwował pana
      czy panią a jednak był ten szacunek dla rodziców, nauczycieli,
      dorosłych a teraz nauczyciel niewiele może, juz nawet podnieść głosu
      mu nie wolno i jakie mamy społeczeństwo. Jestem przeciwna takim
      zachowaniom jak zaprrezentowała owa nauczycielka ale to też człowiek
      i czasem nerwy mu puszczają. Z drugiej jednak strony wydaje mi się,
      iż owa nauczycielka dobrze znała tego chłopca ( kulturalne dziecko
      nie kładzie nóg na siedzenie). Ciekawa jestem jak zareagowałaby
      autorka postu gdyby ten chlopiec kopnął ją w kostkę czy położył
      nóżki na jej butach bo tak mu się chciało. Nie biciu dzieci ale i
      też stanowcze nie bezstresowemu wychowaniu
      • dee.angel Re: Nauczycielka zbiła dziecko 02.10.08, 15:32
        Operujesz stereotypami.

        asieksza napisała:

        > Hm . Powiedzcie jak to sie dzieje, kiedyś kiedy przemoc fizyczna w
        > szkolach byla normą
        -
        • izazdo sami bedziecie swoje dzieci uczyc 02.10.08, 16:55
          Na glownej stronie jest news o 11-letnim uczniu, ktory pobil
          nauczycielke, bo zwrocila mu uwage (tzn. skopal ją po brzuchu i
          pobil po twarzy).

          15 lat temu lanie wskazówką po łapach było normą i nie bylo takiego
          chuliganstwa jak teraz. W szkolach juz teraz sa problemy kadrowe,
          niedlugo bedziecie swoje dzieci uczyc sami.

          Zachowanie nauczycielki nie bylo wlasciwe, ale scena urzadzona przez
          verdane w tej sytuacji bylo najgorsza mozliwoscia, bo chlopak bedzie
          czul sie bezkarny i usprawiedliwiony.
          • asia_i_p Re: sami bedziecie swoje dzieci uczyc 02.10.08, 17:28
            Potrafię sobie poradzić z uczniem nie bijąc go i nie wyzywając. A co
            do uczenia to wolę swoje dzieci niż cudze, ale cudze też mogą być,
            więc przynajmniej ja nie deklaruję chęci odejścia z zawodu, bo mi
            nie pozwalają przylać łobuzowi.
          • dee.angel Re: sami bedziecie swoje dzieci uczyc 02.10.08, 18:02
            Mylisz przyczyny ze skutkami i wyciagasz bledne wnioski.

            izazdo napisała:

            > Na glownej stronie jest news o 11-letnim uczniu, ktory pobil
            > nauczycielke, bo zwrocila mu uwage (tzn. skopal ją po brzuchu i
            > pobil po twarzy).
            -
            • izazdo 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 15:39
              wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Nauczyciele-chca-przywrocic-w-szkolach-kare-chlosty,wid,10426206,wiadomosc.html

              Za moich czasow szkolnych (mam 26 lat) naucyciele bili po łapach (w
              klasach 1-3) i ciagali za uszy. A jak ktos sie postaral to mogl
              zarobic i wskaznikiem na goly tylek rozciagniety na lawece (poczatek
              lat 90-tych). I jakos nikt z mojej "maltertowanej fizycznie" klasy
              na bandziora nie wyrosl. Wybryki chuliganskie polegaly na paleniu
              papierosow za sala gimnastyczna, wybiciu szyby czy wymalowaniu
              sciany. Nie bylo symulowania gwaltow na kolezankach czy mobbingu
              prowadzacego co wrazliwszych do samobojstwa. Lepiej zeby nauczyciele
              bili chuliganow niz chuligani - niewinne dzieci.

              Kary cielesne w szkolach byly zawsze, i to jeszcze bardziej bolesne
              i upokarzajace (kleczenie na grochu, bicie w twarz, chlosta -
              jeszcze 50 lat temu). A jak ktos pozalil sie w domu, to obrywal
              drugi raz od rodzicow, bo nauczyciel to byla swietosc. I co - czy
              najwiekszymi bandziorami i chuliganami sa dzisiejsi emeryci? Czy ze
              strachu przed gangami staruszek strach wyjsc na ulice, bo demoluja
              wszystko odreagowujac frustracje z przeszlosci?
              • asia_i_p Re: 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 17:44
                Za moich czasow szkolnych (mam 26 lat) naucyciele bili po łapach (w
                > klasach 1-3) i ciagali za uszy.
                Ja mam 32 lata i nikt mnie w szkole nie tknął. I też nie mam
                bandziorów w klasie.
                I co - czy
                > najwiekszymi bandziorami i chuliganami sa dzisiejsi emeryci?
                Czytałaś "Mechaniczną pomarańczę"? Duża część chuliganów z
                chuligaństwa po prostu wyrasta - z czasem bunt i przemoc tracą smak.
                I być może świat dzisiejszy nie jest bezpieczniejszy niż był, ale
                wciąż rośnie świadomość praw jednostki. Kiedyś też były molestowane
                dziewczynki i poniżane wrażliwsze jednostki tylko się nie odzywały.
                Nie chcę być świętością dla moich uczniów. Chcę być człowiekiem,
                którego szanują i któremu ufają. Tak, żeby skrzywdzony uczeń nie bał
                się przyjść i mi powiedzieć, że go krzywdzą. To da więcej niż
                społeczne czy prawne przyzwolenie na pranie krzywdziciela po pysku.
              • gazetowe_konto_z_debetem Re: 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 18:02
                Za moich czasów (mam 45 lat) w podstawówce, do któej chodziłam,. rządziła pani,
                która była żoną dyrektora. Nauczycielka bez wykształcenia, bo takich było wtedy
                sporo. Miała ona zwyczaj tłuc uczniów po po łapach piórnikiem, ówczesne
                piórniki to były ciężkie, kanciaste, drewniane pudełka. Mówię o 2 kl. szkoły
                podstawowej. Obrywało się za większe i mniejsze przewiny, ja dostałam raz, bo w
                czasie lekcji odwróciłam się do koleżanki siedzącej za mną. Powiedziałam mamie,
                bo nie mogłam ołówka w ręce utrzymać. Rodzice kolegów nigdy nie mieli pretensji
                do nauczycieli, moja mama poszła i powiedziała co o tym myśli. Nigdy więcej nie
                dostałam w łapę ani w cokolwiek innego, bo i nie było za co. Dwój nie
                dostawałam, uwag do dzienniczka też nie, bo nie było za co.
                Inni uczniowie byli tłuczeni choć często nie było za co.
                I tyle na temat bicia w szkole.
              • kali_pso Re: 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 19:12
                Złe zachowania młodzieży to nie jest pochodna tego, że nauczyciel
                przestał być panem i władcą- zmiany zaczęły się w rodzinie, bo w
                niej dziecko się rodzi, dorasta i żyje. Szkoła, nieudaczni
                nauczyciele, nie demoralizują dzieci, one już do tej szkoły
                przychodzą odpowiednio "przygotowane" przez dom rodzinny- zostawione
                same sobie, nauczone agresji, pełne roszczeń i braku szacunku dla
                innego człowieka. A szkoła? Pewnie na początku każda próbuje pomóc,
                jakoś sobie radzić z takim uczniem, ale bez współpracy nic z tego
                nie będzie.
                • gazetowe_konto_z_debetem Re: 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 19:17
                  Ja nawet nie oczekuję, nie chcę, żeby bądź co bądź obcy człowiek - nauczyciel
                  wychowywał moje dzieci. To mój obowiązek i przywilej. Normalni i odpowiedzialni
                  rodzice sami wychowują swoje dzieci.
                  • kali_pso Re: 20% nauczycieli chce przywrocenia chłosty 03.10.08, 19:27
                    Dla mnie sukcesem wychowawczym( jesli mozna tak powiedziec) jest
                    pacyfikacja spojrzeniem ucznia, który na lekcji wyciąga puszkę z
                    colą i chce ją otworzyć- widzę go pierwszy raz w życiu, może będe go
                    widziała tylko przez trzy tygodnie, kiedy zostaje pod moja opieką.
                    On mnie testuje, ja liczę, że wystarczy jeśli spojrzę na niego- tym
                    razem się udało- więcej już nie próbował. Mogłam udać, że nie
                    widzę..przecież dostałam go tylko na chwilę, co mnie to w sumie
                    obchodzi, czy w macierzystej szkole na lekcji robi to samo?winkP

                    Ale nauczycielem jest się zawsze..chyba?winkP

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka