pelandar
27.10.08, 21:35
Nigdy nie pisałam. Czytałam tylko. Kilka wątków skłoniło mnie, żeby zapytać.
Jak się uwolnić od faceta tyrana? Nie takiego, który bije, krzywdzi. On mnie nie bije. To by było chyba za proste. On krzyczy, obraża, pomiata, wyzywa, grozi. Co najgorsze on w tej chwili tylko gra w te swoje gry cala noc - a w dzień śpi. To nie jest tak, że ja wysłuchuję obelg i nie reaguję. Właśnie reaguję i za to mi się dostaje. Mam własne mieszkanie, w którym pozwalam mu mieszkać. Ja pracowałam dotąd przez ponad rok. On się synem zajmował. Źle. Bardzo źle się zajmował. Siedział całymi dniami przy kompie. Owszem - nakarmił, przebrał. I nic poza tym. Syf taki zrobił z domu, że aż strach. A i dziecko obijało się po kątach całymi dniami. Więc oddałam syna (2,5 roku) do prywatnego żłobka (państwowego nie ma u mnie - Reda koło 3-miasta). Tam się nim lepiej zajęli. Ktoś mu gotował, wychodził z nim na spacer... Boże, piszę jak robot. Nie wiem jak to opisać - nie opiekował się synem. Był tylko obok. Wiecie co mam na myśli? Wybaczcie - nerwy mnie ponoszą. W każdym razie ja po roku też straciłam pracę, bo firma jubilerska, w której pracowałam zmieniła właściciela. To było miesiąc temu. Już wcześniej było źle finansowo w rodzinie - zarabiałam względnie dobrze, ale ciężko utrzymać mieszkanie, dziecko, prywatny żłobek i faceta. On ma doświadczenie - mógłby mieć pracę od zaraz. Szukałam mu pracy, drukowałam ogłoszenia, prosiłam, żeby dzwonił. Ale on gra do rana a potem śpi do nocy. I tak w kółko. Ja wstaję wcześnie, sprzątam, gotuję itp. On śpi tym czasem. To samo robiłam jak chodziłam do pracy - wracałam po 17.00 i sprzątałam, gotowałam. A on spał. Jak zasypiałam - on się budził. I tak w kółko. Jestem/byłam na skraju wykończenia.
Z mojej wypłaty po 2 miesiącach zostało mi 200 zł. Na dziś. Z pół roku temu jak nas (mnie i dziecko) wyzywał i mieszał z błotem - pojechałam do mamy. Chciałam z tym skończyć.
Byłam u niej miesiąc. Ciężko było.
Ale teraz. Ona już mnie nie chce. Ona chce mieć spokój i wcale się jej nie dziwię. Jak po stracie pracy, potem jak mnie wyzywał od szmat i dziwek - byłam u niej z walizką - przywitała mnie słowami: "Chyba nie chcesz u mnie mieszkać?". Powiedziałam, że nie chcę. Że to tak dla picu. Żeby myślał, że się na serio wynoszę.
Ale ja chcę się na serio wynieść. Chcę być z dala od niego. Ale dokąd mam iść? Nie chce żyć na czyiś koszt. Nie chcę iść do jakiegoś schroniska. Co ja mam robić?