Rodzina męża- bardzo długie i przykre

03.11.08, 14:04
Jestem mężatką od prawie 10 lat, mam 34lata, mąż 47 - więc dorośli
ludzie, a czujemy się w tej sprawie bezradni jak...małe dzieci.
Najtrudniej mojemu teściowi i szwagrowi (3 lata młodszy od męża)
było chyba zaraz po naszym ślubie - co prawda mąż już od lat
mieszkał sam, ale jako kawaler przyjeżdżał na weekendy, sprzątał,
naprawiał różne rzeczy, które tego wymagały i... opłacał mieszkanie
swojego ojca (w sensie czynszu).. Teść od dawna na emeryturze,
szwagier pracuje. Pamiętam, że przed naszymi pierwszymi wspólnymi
świętami mąż nusiał do nich iść i... ubrać choinkę, bo oni nie
wiedzieli gdzie co jest i chyba po prostu nie umieli sie do tego
zabrać. Pierwsze, 2-pokojowe mieszkanie kupiliśmy b.blisko teścia -
i drugie, większe 5 lat temu też w tej samej lokalizacji - mój mąż
bardzo nalegał. Mąż często ich odwiedzał, oni przychodzili do nas...
było o.k., choć nie powiem trochę wkurzało mnie ich wieczne
tłumaczenie, że są "bez kobiety w domu", więc czasami jakieś wspólne
obiady czy święta BN czy Wielkanocne odbywały się u nas lub u moich
rodziców. Z biegiem lat rosło we mnie poczucie, że nasze kontakty sa
dość jednostronne - tj. to nam zalezy, to my chodzimy, odwiedzamy,
dzwonimy. Jak urodziło się pierwsze, potem drugie dziecko - kontakty
w jakimś sensie sie rozluźniały - mieliśmy swoje problemy, radości i
troski, a w naszym małym samochodzie po prostu zabrakło miejsca dla
szwagra i teścia, wcześniej skwapliwie wożonych tu i ówdzie przez
mojego mężasmile. Szwagier jako ojciec chrzestny naszego syna jest dla
dziecka po prostu obcym człowiekiem, jako jedyny brat męża - chyba
też obcym, przynajmniej tak to widzę ja, niekoniecznie obiektywnie.
Kompletne zerwanie wzajemnych kontaktów nastąpiło, gdy szwagier
chyba pozazdrościł nam małżeństwa i zaczął sobie szukać żony - mniej
lub bardziej fortunnie, ale nie o tym chcę pisać. W końcu znalazł
żonę przez internet, przypadli sobie do gustu, pani ta 14 lat
młodsza od szwagra przyjechała tu, przedstawił nam ją, itd. Wszystko
było niby o.k., odbyło się parę spotkań i niezobowiązujących rozmów
o niczym. Wydawało mi się, że się polubiłyśmy, no ale niestety tylko
mi się wydawało. Pani ta wprowadziła się do teścia rok przed ślubem,
gdzieś w połowie 2006r., oczywiście czasem odwiedzała swoje rodzinne
strony (Śląsk). Pamiętam, jak raz mąż zapytał ją, na jak długo
przyjechała - odrzekła, że az do Świąt BN, choć zapewne niektórym
się to nie spodoba... Coraz bardziej zadomawiała się w mieszkaniu
teścia - był to jeszcze czas, kiedy tam chodziliśmy z dziećmi, bo w
sumie do tej pory uwazamy, że maz powinien odwiedzać ojca. Z czasem
zaczęła mówić o teściu per "dziadek" i to w sposób pozostawiający
nieco do życzenia (np"Dziadek siedział grzecznie na balkonie, to
mogłam sobie poodkurzać", "dziadek nie wchodził mi do kuchni") Z
czasem zaczęła snuć plany, żeby "przenieść dziadka do innego
pokoju" (wtedy dwa połączone pokoje byłyby "ich", teść wg. niej miał
zamieszkać w pokoiku z oddzielnym wejściem). Teść się po prostu nie
zgodził - skoro od 35 lat spał w danym pokoju i po śmierci żony tam
został - to chyba mu wolno, był u siebie... Ale kiedy żaliła mi się,
że "dziadek nie da się ruszyć" nie wytrzymałam i powiedziałam coś w
stylu "Wyhamuj trochę, ty mieszkasz u teścia, nie teść u ciebie".
Nastąpiła obraza i mruknięcie "nie będziemy się teraz przegadywać".
Również grubo przed ślubem pani ta rozdzieliła role w naszej
rodzinie - tj. zarządziła, że ona "będzie się zajmować dziadkiem",
no bo przecież "ty jesteś schorowano" - to o mnie (bo jestem
niepełnosprawna ruchowo). Nieważne, ze pracuję i mam dzieci, tylko,
że "schorowana"... Dotknęło mnie to, nie powiem. Kontakty między
nami a nimi psuły się. Mąż próbował rozmawiać z bratem, ale ten
chyba nigdy naprawde nie był zainteresowany normalną relacją z
bratem i bratową (czyli z nami). Tydzień-dwa przed ich ślubem mąż
dowiedział się od brata, ze jego wybranka nie zyczy sobie żadnych
spotkań ze mną, ponieważ nie podoba jej się mój sposób bycia i moja
otwartość - tak to zrozumiałam. Nigdy nie czułam się naprawdę
zaproszona na ich ślub i wesele - w kwietniu 2007 wysłali do męża
sms-a, żeby przyjść na imieniny ojca i odebrać zaproszenie na ślub i
wesele. Ja czepiłam się potem tego, że to chyba oni powinni przyjść
z tym zaproszeniem do nas? Mąż akurat w formie zaproszenie nie
widział problemu, natomiast zaczęliśmy się coraz częściej kłocić...o
nich, tj. mąz miał do mnie pretensje, ze tamta dziewczyna mnie nie
lubi, choć jednocześnie sam za nią nie przepadał, bo zauwazył, że
cokolwiek się do niej mówi, ona we wszystkim doszukuje się
najgorszych intencji i ataku na swoją osobę. Widać było CIERPIENIE
mojego męża z powodu tej całej sytuacji, między nami w tym okresie
też nie było najlepiej. Mąż nie pojechał na wesele brata, ponieważ
tak naprawde nie miał ochoty jechać tam sam - ja na dictum tej pani,
ze nie chce ze mną spotkań i po takiej a nie innej formie
zaproszenia nie chciałam jechać od razu - w końcu średnia
przyjemnosć tłuc się na wesele z podkarpacia na Śląsk wiedząc, że
nie jest sie tam osobą mile widzianą. Poza tym zaproszeni byliśmy
bez dzieci "bo Kasia nie życzyła sobie dzieci" - cóż, zawsze
myślałam, że nasze dzieci należą do rodziny. Mąż przelał im kasę
przez internet w ramach prezentu ślubnego, co do formy też uwazam to
za średni pomysł, ale cóż - dowiedziałam się po fakcie. Było coraz
gorzej. Po powrocie z wesela (po ślubie zamieszkali tutaj) nawet nas
nie odwiedzili, o przepraszam, mąż raz na ich rozkaz zasuwał do nich
z wiertarką, bo była kasi potrzebnasmile Ślub był w czerwcu 2007 a do
mojego męża chyba do tej pory nie dotarło, że brat (zapewne za
namową swojej żony) zerwał z nim wszelkie kontakty. W tym roku
odwiedziliśmy teścia na Dzień Ojca - w trakcie naszej wizyty weszła
do mieszkania bratowa i brat męża - ona trzy razy z całej siły
trzasnęła drzwiami na nasz widok! Wchodząc do łazienki, wychodzac z
łazienki i zamykając się w pokoju. Zabrałam dzieci i wyszliśmy, zero
reakcji czy komentarza szwagra czy teścia... Tesć sugerował mężowi,
żebyśmy odwiedzali go pod jej nieobecność w domu - cóż, i śmieszno i
straszno. Teść mówi mi, żebym wybaczyła szwagrowi "bo jest chory",
tj. jest monstrualnie otyły (jego żona zresztą takoż) i ma początki
cukrzycy. Hm... jakby tu rzec... jak szwagier był na stosunkowo
drobnym zabiegu chirurgicznym w szpitalu, odwiedziliśmy go.
Natomiast jak ja w styczniu tego roku leżałam w szpitalu z powodu
konieczności wymiany biodra i plastyki miednicy - ani nie
zadzwonili, ani nie przyjechali, ani w zaden sposób nie odciązyli
meża przy dzieciach (były podrzucane mojej pracującej jeszcze mamie,
żeby mąż w ogóle mógł mnie odwiedzać). Teść przyszedł do nas dopiero
8 tygodni po mojej operacji na telefoniczne zaproszenie/wezwanie
męża. Moje kule były dla niego niewidzialne, natomiast zostałam
uraczona szczegółowa opowieścia o biednym szwagrze, który musi sobie
cukier mierzyć i kłuć się w paluszek (sama mam cukrzycę). Kiedyś,
jeszcze przed moją operacją próbowałam rozmawiać ze szwagrem - ale
on nie potrafił mi nawet powiedzieć, o co konkretnie mu chodzi...
Wytknął mi wyższe wykształcenie, męża, dzieci, samochód, mieszkanie.
Może więc mają problem ze wszystkim po trochu - on ma średnie, ona
zawodowe, ważą po 150-160kg, nie mają dzieci (tak po mojemu, to
chyba dobrze), nie mają samochodusmile - ale czy to kuźwa nasza wina?
Nie mam poczucia bycia nie wiadomo kim, też jesteśmy z mężem grubi
(no, nie aż tak - a ja po wymianie biodra po prostu dbam o siebie i
staram się nie tyć), żyjemy na przeciętnej stopie, mając 3-pokojowe
mieszkanie na kredyt i...matiza, bo na nic innego nas po prostu nie
stać. Po operacji siłą rzeczy zajęłam się sobą, rehabilitacją,
dziećmi, domem. Ale przykro nam dalej - widzę, jak mąż się męczy i
też o tym dzisiaj sobie myślę
    • agacz2905 Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 14:12
      ..zwłaszcza, że mam czas na to myślenie, bo jeszcze do końca
      miesiaca jestem w domu (świadczenie rehabilitacyjne). Smutne to
      wszystko, poza tym za oknem listopad i widoki na jakąkolwiek
      normalizację opisanej sytuacji sa marne (a wiem, że jest to
      marzeniem mojego mało asertywnego i zamkniętego w sobie mężawink)
      • malila Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 14:52
        Co masz na myśli pisząc o normalizacji sytuacji? To znaczy czego
        oczekujesz od męża, teścia i szwagra?
      • broceliande Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 14:52
        Sądząc z wieku Twojego męża, jego tata musi już być wiekowy.
        Ja bym chyba przychodziła pod nieobecność szwagra i szwagierki, albo
        zabierała go na spacery jak jest pogoda. Jakieś kontakty bym
        utrzymywała, to w końcu dziadek dzieci.

        Ale ze szwagrem i szwagierką bym odpuściła. Tacy zazwistni ludzie i
        ich uwagi potrafią sen z powiek spędzać, a sami się tak nie
        przejmują.
    • fajka7 Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 16:47
      No mysle, ze chyba jak to wszystko opisalas i sama czytasz, to
      widzisz, ze nadszedl moment, w ktorym nalezy pogodzic sie ze swoja
      bezradnoscia smile
      W zamian za nieciekawa bratowa zyskaliscie wiecej czasu dla siebie.
      Z ojcem mozna faktycznie spotykac sie na innych zasadach- nie widze
      tu specjalnego problemu. A kochajacej sie i wspierajacej rodziny nie
      bedzie z tego skladu i z tym trzeba sie pogodzic. To nie jest
      najgorsza tragedia w zyciu, choc faktycznie smutne sa takie historie.
      Niech maz robi swoje, czyli dba o wzgledna relacje z ojcem, a reszta
      to juz nie jego sprawa.
    • luxure Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 18:35
      Daj sobie spokój, nic z tego nie będzie. Zbyt wiele razy próbowaliście, za
      dobrze chcieliście.
      Z takimi ludźmi jak ta pani nawet nie warto utrzymywać kontaktów, bo więcej
      złego to przyniesie niż dobrego. Szkoda tylko, że Twój mąż nie może się z tym
      pogodzić, że lepiej będzie jak sobie odpuścicie. Nie wiem skąd taka niechęć w
      niej? Jaki miała powód? Nieważne zresztą, czasem takim ludziom nawet powodu nie
      trzeba.
      Najwyższa pora się od nich raz na zawsze odciąć. Trudno, nic na sile.
      • myelegans Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 19:01
        Moze przeniescie spotkania z dziadkiem na Wasz grunt i zapraszajcie
        go do sibie, zeby dzieci nie stracily kontaktu z dziadziem.
        Podejrzewam, ze starszemu panu tez nie bedzie latwo z taka
        kontrolujaca osoba.
        Powodzenia
    • agacz2905 Re: Rodzina męża- bardzo długie i przykre 03.11.08, 20:38
      Ja już (miejmy nadzieję) niczego nie oczekuję od nich, dałam się
      tylko ponieść jesiennemu smutkowi. Dopiero z perspektywy czasu
      przypominam sobie, jak bratowa męża kiedyś będąc u mnie (chyba po
      raz ostatni, czyli w 2006r., nie będąc więc jeszcze formalnie nawet
      moja powinowatą) wytknęła mi, że "ja to chyba Ci sie nie podobam". Z
      tego co pamiętam, odparłam, że w zasadzie nie musi mi sie podobać,
      ponieważ to nie ja się z nią ewentualnie ożenięsmile Zanim ta kobieta
      pojawiła się w rodzinie męża - każde Boże Narodzenie, Wielkanoc
      jakoś tam jednak spędzaliśmy razem, a przynajmniej dzieliliśmy się
      opłatkiem, jajkiem - niepotrzebne skreślić. Oczywiście z naszej
      inicjatywy, teść i szwagier zawsze pozostawali bierni - tylko to się
      widzi dopiero teraz. Pamiętam szok męża podczas Bozego Narodzenia
      2006 - brat przysłał mu życzenia świąteczne...przez internet!!
      Pragnę dodać, że mieszkamy 5 minut od siebie spacerkiem, w centrum
      miasta. W II dzień świąt wieczorem mąż i córka poszli tam i w sumie
      przywlekli ich tu prawie na siłę - tak to dla mnie wyglądało, żenada
      okropna. Rok później (2007), wyjeżdżając na święta do rodziny żony -
      brat męża przysłał życzenia świąteczne... pocztą polską. Widzicie,
      sama "pochodzę" z nie do końca fajnej rodziny - ale nie wyobrażam
      sobie nie widzieć się z rodziną w święta, czy żeby
      rodzice "opuścili' mnie w potrzebie - czyli wtedy jak wymieniali mi
      biodro na nowesmileO co poszło? Chyba o tę moją uwagę do niej, że nie
      mieszka teść u niej, a ona u teścia. No i o groszowe "spłacanie"
      mieszkania, które po śmierci teścia będzie należało do szwagra. Sam
      teść uznał, że trochę to nie tak - my mieszkanie z własnych
      zarobionych pieniążków plus kredyt - szwagier wszystko bezkosztowo i
      bez wysiłku. Mój mąż "zażądał" od brata (była to rozmowa między
      ojcem i synami) "zawrotnej" sumy równej może 1/8 - 1/10 wartości
      tego mieszkania (30tys) - czy szwagier to kiedykolwiek zdoła
      spłacić - nie wiadomo.
      Natomiast mam do teścia żal, że tak łatwo się podporzadkował nowej
      synowej, choć mojemu mężowi opowiadał o jej różnych nieciekawych
      zachowaniach, niepojęte jest dla mnie, że 30-letnia kobieta
      całkowicie rządzi 44-letnim mężem i prawie 80-letnim teściem - choć
      w sumie wiem... cyferki niewielkie mają znaczenie...ech...życie...
Pełna wersja