Jak zapewne niektórym wiadomo wizja kupienia mieszkania odpłynęła daleko za
horyzont i na razie nadal wynajmuję.
Musiałam się też w końcu wymeldować z mieszkania męża i chwilowo nie ma
meldunku stałego. Na Śląsku meldować się nie chcę (mam tam mieszkanie), bo to
jednak za daleko i wolałabym w Warszawie.
Poprosiłam zatem siostrę o czasowy meldunek (na pół roku np), dopóki nie kupię
mieszkania. W sumie to nawet spodziewałam się takiej odpowiedzi.. Szwagier
(czyli właściciel mieszkania - nie są małżeństwem) odmówił, czyli siostra
oczywiście też. Że nie będzie nikogo meldować i własnej matki też by nie
meldował

Nie mam jakiegoś strasznego żalu, tylko jakoś tak dziwnie się czuję.. Przecież
chodzi tu tylko o czasowy meldunek. No i nadal jestem bezdomna

Podobno od
nowego roku mają znieść obowiązek meldunkowy - na razie jeszcze jest.
No ale jestem ciekawa, co wy byście zrobiły. Zameldowałybyście?