zerorazdwa
21.11.08, 17:36
Proszę oceńcie postępowanie moje i moich teściów.
NIK oczywiście nowy założony na potrzeby tego posta.
Jesteśmy małżeństwem z wieloletnim stażem. Mamy dwójkę małych dzieci
(2-3 latka).
Mieszkamy sami. Nasze mieszkanie kupione zostało za pieniądze ze
sprzedaży mojej kawalerki . Kawalerkę kupiła moja mama. (tłumaczę to
dlatego, ze jest to ważne dla tej wypowiedzi).
Mieszkamy w jednym z największych miast Polski.
Teściowie pochodzą z innego (również dużego miasta) ale całe życie
mieszkali tu gdzie my.
Przenieśli się jakieś 10 lat temu na tzw. stare śmieci. Wybudowali
duży , dwurodzinny dom.
Dom budowany był jeszcze zanim zostaliśmy małżeństwem a nawet zanim
się poznaliśmy.
Gdy braliśmy ślub oni już tam mieszkali. W każdym razie gdy go
budowali na pewno nie mogli brać mojej osoby pod uwagę. Mogli liczyć
na przyszłą synową ale nie chodziło fizycznie o mnie. (my
małżeństwem jesteśmy 10 lat)
No i właśnie ten dom jest problemem.
Kiedy teściowie mieszkali w naszym mieście, mieszkali w bloku, mieli
swoje mieszkanie.
I nadal je mają. Jest wynajmowane.
Teraz mieszkają w mieście , z którego pochodzą. Dom, w którym
mieszkają jest teoretycznie mojego męża, tzn na papierach jest jego
właścicielem.
Teściowie kochają nasze dzieci, są dobrymi ludźmi. (my oboje
jesteśmy jedynkami).
Cały czas powtarzają ,ze chcieliby uczestniczyć w naszym życiu,
życiu dzieci.
Widywać wnuki często a nie tylko kilka razy w roku.
Nasze mieszkanie jest niezbyt duże, 3 pokoje , 60 m, wiec
specjalnych warunków na gościnę nie ma( a ich szybko ciągnie do
domu, bo pies, bo koty, bo ogrzewanie). Kiedy przyjeżdżają
powtarzają , ze u nas coraz ciaśniej.
Postanowiliśmy, ze sprzedamy nasze mieszkanie i dom mojego męża , w
którym mieszkają.
Porozmawialiśmy z nimi na ten temat. Niby się zgadzają, twierdząc,
ze należy sobie pomagać i miejsce dzieci jest przy rodzicach ale tak
naprawdę tego nie chcą.
Niby mówią, ze dom jest nasz i nasza decyzja ,ze chodzić po
wielkim , pustym domu to żadna przyjemność ale inwestują w tamtą
nieruchomość, chociaż wystawiona na sprzedaż.(nie chodzi mi tu o
bieżące potrzeby).
Tak naprawdę nie chcą się stamtąd przenosić, kiedy rozmowy dotyczą
przyszłości ten dom zawsze jest w ich planach.
W związku z tym powiedziałam mężowi, ze skoro mają taki sentyment i
nie chcą być blisko nas to sprzedajmy dwa mieszkania (nasze i ich) i
kupmy sobie dom lub duże mieszkanie. Będą mogli być u nas dłużej .
(wcześniej chcieliśmy zamieszkać w jednym dużym domu w naszym
mieście)
I tu zaczęły się schody. To mieszkanie to ich dorobek,
zabezpieczenie na przyszłość.
Nie można wyciągać po nie rąk, mamy swój dom, możemy sobie
rozporządzać.
(nie dodałam ze wystawiony jest za cenę z kosmosu, na obniżenie ceny
się nie zgadzają)
W efekcie oni mieszkają w 300 m we dwojke, my w 60 w czwórke.
Podpowiedzcie czy mam prawo czepiać się męża o ten dom i wymagać by
nam żyło się lepiej?
Tesciowie mają już swoje lata (ok. 70 tki) i niestety gdy jednego z
nich zabraknie , drugie domu samo nie utrzyma. Więc raczej i tak
trzeba będzie sprzedać.
Dom budowany jest w innej technologii niż obecnie , szczególnie
rozkład pomieszczeń odbiega od obowiązujących standardów.(czyli dom
w górę, gdzie jest duzo małych pomieszczeń a nie tak jak teraz
salony, garderoby itp.)
Ja się tam nie przeprowadzę. Pomijając fakt, ze to inne miasto, to
nie widzę powodu ,żeby zmieniać całe swoje życie z powodu stojącego
domu. Ten dom nie był moim marzeniem tylko teściów wiec przenosić
się tam nie chce.
Ponadto stoi przy dosyć ruchliwej ulicy, co dla mnie jest nie do
pomyślenia, kiedy tam jestem nie mogę spać.
Mąz niby rozmawia z rodzicami ale tak napradwe nie potrafi
powiedzieć im niczego co im się nie spodoba. Czyli oni nie zgadzają
się na sprzedaż mieszkania a domu tez nie chcą oddać (caly czas
podkreślając ,ze jest nasz i róbcie co chcecie ale.....)
Koniec końców my mieszkamy tu , oni tam. I sytuacja stoi w miejscu
bez widoków na zmianę.
Myslieliśmy o trzecim dziecku ale nie mamy wrunków.
Kredytu nie weźmiemy , ja się nie zgadzam.
Nie widzę powodu żeby brać 500 tys, spałacic potem milion, kiedy
wystarczy sprzedac cos co mamy. Wg mnie lepiej stracic nawet 100 tys
na domu niż 500 na kredycie.
Mąz jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony niezadowolona
żona, z drugiej nie chce urazić rodziców. Każda rozmowa na ten temat
kończy się kłótnia, nigdy nie dochodzimy do jakichkolwiek wniosków.
On twierdzi, ze się tego sam nie dorobił wiec dysponować nie może.
Tylko ze nasze mieszkanie kupione zostało za pieniądze ze sprzedaży
mieszkania mojej mamy. Tez się sami tego nie dorobiismy. A jednak ja
tym zadysponowałam.
I to mnie boli.
Powiedzcie czy ja jestem pazerna i wyciągam rękę po cos do czego nie
mam prawa czy mąż powinien jednak zawalczyć o swoją rodzinę?
(on mówi ,ze możemy sprzedac ten dom ale skonczy się to smiercia
albo zawałami rodziców, a tego jednak nie chcę).
Co byscie zrobiły w takiej sytuacji?
(dodam, ze rodzicom ciągle za mało naszych wizyt. Ale za chwile
dzieci pójda do przedszkola i będzie ich jeszcze mniej. Przeciez nie
będę na wakacje jechac do miasta. Niestety tesciowie tego nie
rozumieją)