Dodaj do ulubionych

Kiedy ufność przechodzi w naiwność?

11.12.08, 16:29
Wiecie co...już mnie szlag trafia.

Po raz kolejny ktoś czegoś nie załatwił, nie zdążył, nie dojechał.
I po raz n-ty tłumaczy to chorobą, klęską żywiołową.

Zastanawiam się więc, gdzie jest granica, kiedy to z ufnej, wyrozumiałej osoby staję się zwykła naiwną kozą...

Po raz kolejny słyszę:
-ojciec w szpitalu
-matka zemdlała
-brat ma zawał
-ja miałem prawie zawał
-wczoraj zasłabłem i muszę badania zrobić
-wszyscy mieli jakiegoś wirusa
-dziadek mi umarł
-pracownik złamał rękę
-zepsuł mi się silnik w samochodzie
-wał mi poszedł.....

I tak dalej.
Umawiam się z kimś, przeważnie dzieje się to wtedy, gdy domagam się usunięcia usterki, załatwienia reklamacji.
Że też praktycznie nigdy nie zdaża się, gdy dopiero rozmawiamy na temat jakiejś usługi. Jakoś wtedy nikt nie choruje, nie wpada pod pociąg.

I dziś znów, po czterech miesiącach czekania, pan przyjechał po czym zaraz odjechał. Bo właśnie żona jest w szpitalu.


Jak to u Was wygląda? Co robicie w takiej sytuacji? Jakoś dziś miałam przeczucie, że ta żona faktycznie jest w szpitalu ale mąż mnie "wyprostował". Od dwoch lat użeramy się z podwykonawcami i wiecie co? Już chyba przeżyliśmy wszystkie plagi egipskie.

Kiedyś nie wytrzymałam i zasugerowałam jednemu panu, który z przerwami półtora roku usuwal u nas usterki, żeby zrobił badania bo coś chorowity jest. Nic nie powiedział ale więcej o chorobach nie słyszałam.

Ale z drugiej strony można przegiąć i komuś dołożyć.

Kiedyś zakładałam, że każdemu może wypaść ten pierwszy raz, że nie ma co człowieka spisywać na straty. Ale tu mnie koleżanka z błędu wyprowadziła, bo też prawie zawsze tacy ludzie są punktualni, gdy to ja mam im zapłacić.

Kilka miesięcy temu pożyczyłam coś wartościowego znajomej. Przypomnialam tylko, że na dwa dni. Po dwoch dniach pytam, czy może mi oddać. No i słyszę, że dziecko chore, do lekarza musi lecieć. Odda po niedzieli. No, ok.
Ale od innej osoby usłyszałam, że to jej stara śpiewka. Przy okazji wyszło, że faktycznie kłamała. A tej pożyczonej rzeczy po prostu potrzebowała na dłużej.
Zaufałam, bo dziecko, bo choroba...

I wiecie co? Mam tego dość.

Czy teraz mam reagować w ten sposób, że nie obchodzi mnie choroba czy zawał, złamana noga czy pożar w domu? Dana osoba ma być danego dnia o umówionej godzinie.

Jak to u Was wygląda?
Wypominacie takie kłamstwa przy okazji? Czy też mówicie sobie, jak ja, że następnym razem...nie dam się?

Do jakiego stopnia ufacie ludziom i wierzycie w ich tłumaczenia?

Pamiętam słowa mojej mamy, gdy kiedyś chciała wyskoczyc na zakupy w godzinach pracy. Wymysliła moją chorobę. Lata, robi te zakupy a tu ze szkoły dzwonią, że mam goraczkę. I poleżałam dwa tygodnie z ospą.
Mama do tej pory to pamiętasmile


Podrzućcie kilka rad, jak sie nie daćsmile))



Obserwuj wątek
    • kali_pso Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 16:35
      Ja z tych ufnych.
      Ale do czasu- na początku daję ogromny kredyt zaufania, uważam, że
      jedno potknięcie należy wybaczyć każdemu ale drugie, co do którego
      mam podejrzenia, że jest wymysłem, skreśla na ogół dana osobę w
      moich oczach. O nic jej już nie poproszę i raczej już nie dam/ nie
      pożyczę.
      • pitahaya1 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 16:52
        No tak, tylko ja tak robię, gdy mam się z kims spotkać po raz pierwszy. Jeśli do spotkania nie dochodzi, więcej z taka osobą się nie umawiam.

        Ale często takie numery robią znajomi, czy też osoby, które mają względem mnie zaległości (oddanie czegoś, usunięcie awarii).

        Czy naprawdę takim znajomym nie zależy na dobrych relacjach, czy też są święcie przekonani, że takie kłamstewko nie wyjdzie?

        Kiedyś taką osobę spotkałam w markecie, pomimo tego, że była niby obłożnie chora.
    • ginger43 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 17:29
      Współczuję Ci. Ja też się bujam - obecnie z geodetką, która
      zachowuje się jak przysłowiowa święta krowa. Od czterech miesięcy
      nie może nanieść na mapkę, która jest już gotowa przyłączy. Też
      wciąż słyszę o różnych "kataklizmach", które ją dopadają, a ja na
      tym tracę, bo płacę za prąd budowlany. Myślę już o zmianie geodety,
      ale z drugiej strony, to wszystko opiera się na układach w urzędzie
      i boję się, że może mi po złości robić trudności - też nie bardzo
      wiem co mam robić, więc nic nie robię sad Generalnie żeby uniknąć
      problemów najlepiej spisać jest z wykonawcą umowę, ale nie zawsze to
      jest praktykowane - niestety.

      .................................................................
      Przyjaciel to ktoś, do kogo możesz zadzwonić o trzeciej w nocy i
      powiedzieć: "Jestem w więzieniu w Meksyku". A on odpowiada: "Nie
      przejmuj się. Zaraz tam będę"
      • pitahaya1 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 17:38
        Mój geodeta wykonywała mapę cztery miesiące. I też potrzebna mi była do odebrania domu i przepisania prądu na użytkowysad
        Ale ja napisałam do niego prośbę o uzasadnienie tak długiego terminu. I mapka była niemal od ręki.
        Potem dowiedziałam się, że kilku osobom to opóźnienie było wybitnie na rękę.
        Niemniej jednak na pismo musial odpowiedzieć.

        Masz rację. Umowy sporządzamy sporadycznie. mamy dyktat wykonawców, nie ma rady. Póki popyt przewyższa podaż, tak będzie.
        Do tego układy, układziki...a my, jak te osły, czekamy aż Iksińska wróci z urlopu i pieczątkę przybije. A Igrekowa przybić nie może bo nie będzie koleżance w szufladzie grzebać.
        • ginger43 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 21:59
          Masz świętą rację z tym dyktatem wykonawców! Dzisiaj udało mi się
          dowiedzieć, że najprawdopodobniej to tak długo trwa, bo kierownik
          geodezji przetrzymuje w podpisie te mapki. Pan i władca się znalazł,
          psia kość - normalna mafia!!! A geodetka, nawet gadać ze mną nie
          miała czasu, wyłączyła się mówiąc, że oddzwoni jutro, wrrrr.

          .................................................................
          Przyjaciel to ktoś, do kogo możesz zadzwonić o trzeciej w nocy i
          powiedzieć: "Jestem w więzieniu w Meksyku". A on odpowiada: "Nie
          przejmuj się. Zaraz tam będę"
      • niutaki do ginger43 [OT] 11.12.08, 19:14
        masz piękną sygnaturkę.
        • ginger43 Re: do ginger43 [OT] 11.12.08, 21:56
          A dziękuję, też mi się podoba, to sama prawda.Ostatnio to odczułam,
          ale nie w tej właśnie pozytywnej formie - tylko wręcz przeciwnie -
          cóż... przynajmniej wiem z kim miałam do czynienia sad

          .................................................................
          Przyjaciel to ktoś, do kogo możesz zadzwonić o trzeciej w nocy i
          powiedzieć: "Jestem w więzieniu w Meksyku". A on odpowiada: "Nie
          przejmuj się. Zaraz tam będę"
    • lola211 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 17:48
      Coz, ja sie juz dawno wyleczylam z ufnosci.
      Moja praca zawodowa, klienci szybko sprowadzili mnie na ziemie i
      teraz przeginam w druga strone- nie wierze nikomu.Chocby prawde
      mowił.Ludzie potrafia łgac w zywe oczy, kiedys mnie to zdumiewalo,
      teraz juz wiem ze takich wkolo jest multum.
    • 18_lipcowa1 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 18:59
      wtedy kiedy czujesz sie jak wydymany frajer.
      • marzeka1 Re: Kiedy ufność przechodzi w naiwność? 11.12.08, 21:57
        Gdy ze zdziwieniem pytasz" jak ona/on/oni mogli. Raz można się naciąć, powtarzanie- tzn. ze wysyłamy jakieś fluidy naiwności,że można pożyczyć cenną rzecz na 2 dni i nie oddawać parę miesięcy, a tobie do głowy nie ptrzyjdie zrobić awantury i samej pofatygwać się po to.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka