Dodaj do ulubionych

Zal do rodzicow o brak pomocy?

10.01.09, 15:56
Chcialabym opisac swoja sytuacje i poprosic forumowiczki o wypowiedzenie sie.
Mam problem z zakupem wlasnego mieszkania. Mimo kilku juz lat pracy, staran, nie udalo mi i mezowi dostac sie kredytu, bo nie mielismy zdolnosci, bo umowy byly nie o prace, bo urodzilo sie dziecko. Teraz, pomimo iz mamy w koncu dobre umowy i zarobki pozwalajace na splate niewielkiego kredytu, nie mamy wystarczajacego wkladu wlasnego. Wynajmujemy juz 6 rok mieszkania w Warszawie, koszty wynajmowania rosna i nie mamy po prostu z czego odkladac. Mamy jakies niewielkie oszczednosci rzedu kilku tysiecy, ale to zbyt male by starczylo na wklad wlasny. Wklad wlasny na najtansze dwupokojowe mieszkanie w Warszawie to co najmniej 20-25 tysiecy, do tego notariusz, i oplaty okolokredytowe. Podobna sytuacje ma moja siostra. Tez jest mezatka, tez maja dziecko, wynajmuja mieszkanie pod Warszawa. Maja wlasciwie jeszcze gorzej bo maja nieco nizsze zarobki niz my i nie stac ich na wynajecie w Warszawie. Dobijaja ich dojazdy do pracy, dziecko w zlobku, siostra i maz spedzaja po 9-10 godzin poza domem. Moja mam czasem im pomaga przy dziecku ale nie moze tego robci codziennie bo miala problemy z noga i dluzsze chodzenie, podroze sa dla niej meczace.
Nasi rodzice maja 3 pokojowe 70metrowe mieszkanie niemal w centrum. Mieszkanie ma status spoldzielczego, koszt wykupu okolo 30 tysiecy zlotych. Mieszkanie ma standard podstawowy, bo rodzicow nigdy nie bylo stac na porzadne wykonczenie. Mimo to jego wartosc rynkowa na chwile obecna to okolo 550-600 tysiecy zlotych.
Probowalysmy rozmawiac z siostra czy rodzice nie chcieliby sprzedac tego mieszkania i kupic sobie 2 pokoi, i pomoc mnie i siostrze. Mama bylaby w sumie na tak, ojciec dostaje szalu jak o tym slyszy wiec mama oficjalnei trzyma jego strone zeby miec swiety spokoj. Zadne argumenty do ojca nie docieraja. Mama narzeka, ze takie duze mieszkanie ciezko sprzatac, a z jej noga bywa kiepsko. Robi wszystko w domu sama, ojciec siedzi glownie przed TV i komputerem, jedynie w zakupach pomoze. Oboje narzekaja, ze utrzymanie mieszkania sporo ich kosztuje. Czynsz i oplaty plus rata czynszu na spoldzielni to razem okolo 1200 zl a rodzicow emerytury to lacznie okolo 2500. No wiec slysze ze okna by sie przydalo wymienic, ze kuchnie w koncu odnowic, ze wymienic sanitariaty itd. Tylko ze nie maja za co. Narzekaja tez, ze na nic nie moga sobie pozwolic, nie jezdza na wakacje, nie wychodza nigdzie – bo maja wysokie koszty utrzymania mieszkania. Gdyby zamieszkali w mniejszym lokum spokojnie udaloby im sie obciac 500 czy 600 zl stalych kosztow a dla takich ludzi jak moi rodzice to naprawde sporo i poprawiloby to standard ich zycia. Probowalysmy tlumaczyc ojcu, ze gdyby sprzedal mieszkanie to mogliby sobie kupic wyremontowane i urzadzone mieszkanie, miec mniejsze wydatki, odlozyc jakas ladna sumke i jeszcze pomoc nam. On nie chce. Nie rozumiem dlaczego, bo moj ojciec jest raczej z tych co to nie maja sentymentow, zreszta w mieszkaniu tym mieszkaja dopiero 15 lat, wiec argument ze przezyli tam cale zycie, wychowali dzieci, znaja wszystkich itd. odpada. Z sasiadami rodzice nie utrzymuja praktycznie zadnych kontaktow, wlasciwie zyja tylko zakupami, ogladaniem TV, siedzeniem na internecie (ojciec) i codziennymi czynnosciami zyciowymi. Moze tu jest pies pogrzebany, po prostu nie chca zmian? Tyle ze rodzice mogliby kupic mieszkanie na tym samym osiedlu, nic nie musieliby w sumie zmieniac w swoim zyciu, robiliby zakupy w tych samych miejscach, mieliby tego samego lekarza, te same okolice itd. Ojca glowny argument to taki, ze mieszkanie jest niewykupione, ze nie po remoncie, ze podatki, ze gdzie oni sie podzieja jak sprzedadza itd. Moje tlumaczenia ze mozna sprzedac mieszanie a date wydania ustalic pozniejsza, i z zysku wykupic mieszkanie, ze nie placi sie podatku jesli kupuje sie nastepne lokum, ze zajelybysmy sie z siostra wszystkimi formalnosciami, przeprowadzaka itd. oczywiscie puszcza mimo uszu.
Cala ta sytuacja coraz bardziej mnie doluje. Nie rozumiem, jak mozna byc tak upartym, i jak mozna nie chciec pomoc wlasnym dzieciem, a juz najbardziej nie rozumiem jak mozna nie chciec poprawic bytu sobie. Jest mi po prostu przykro, ze moi rodzice mogliby mi i siostrze pomoc a nie robia tego. Nie chcemy z siostra oskubac ich z dorobku zyciowego, chcialybysmy po prostu zeby pomogli nam stanac na nogi, zeby dolozyli nam do wkladu wlasnego. Gdybym dostala od nich nawet 30-40 tysiecy zlotych to mialabym realne szanse na kupno wlasnego mieszkania i kredyt a tak musze wywalac 2 tysiace co miesiac za wynajecie. Od ojca tylko slyszymy ze on juz sie dosc nam napomagal, bo nas cale zycie utrzymywal...a prawda jest taka, ze obie z siostra juz od czasow liceum pracowalysmy, dorabialysmy i juz na studiach utrzymywalysmy sie w duzej mierze same. Nasi rodzice dawali nam dach dad glowa i wyzywienie do 22-23 roku zycia. Nie kupowali nam ubran, nie oplacali przejazdow, ksiazek, wakacji, ze urzadzili nam wesel. Pisze o tym, bo wiekszosc moich znajomych taka wlasnie pomoc otrzymala lub otrzymuje od rodzicow i nikt im tego nie wygaduje, a mnie wygaduje sie ze mialam dach nad glowa i jedzenie. OK, rozumiem, ze rodzice nie dali nam wiecej bo nie mieli z czego i nie mam zalu o to. Mam zal o to, ze mimo iz staralam sie byc zawsze dobra corka i ich odciazac jak sie da, tak samo moja siostra, to jednak nie moge liczyc na ich wsparcie w sutuacji gdy realnie mogliby pomoc.
Czy ja jestem jakas nienormalna, ze drecze sie ta cala sytuacja?
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:04
      Umiesz liczyć? Licz na siebie.

      Prawdziwe, niestety.
    • przeciwcialo Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:06
      Do głowy nie przyszłoby mi kazać rodzicom sprzedawac mieszkania.
      Liczyć to trzeba na siebie a nie na to że wasi rodzice powinni jak
      inni dac okragłą sumke na mieszkanie.
    • sir.vimes Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:13
      Rozumiem o co ci chodzi. I rzeczywiście - rodzicom też byłoby pewnie wygodnie (i
      taniej) w innym, mniejszym, wykończonym mieszkaniu - ale zauważ, że są do
      swojego mieszkania przyzwyczajeni. Nie trzeba przyjaźnić się z sąsiadami by
      obawiać się przeprowadzki. Nowe mieszkanie to nowe dźwięki, opracowanie
      lokalizacji sklepów , poczty i takie tam. Zresztą - jeśli mieszkanie nie jest w
      najlepszej dzielnicy to z pewnością nie osiągnie ceny umożliwiającej zakup
      mniejszego w dobrym punkcie.

      Przykładowo - by kupić 70 metrów na warszawskim Żoliborzu potrzeba by sprzedać
      dwa podobnej wielkości mieszkania na Jelonkach. Koszt 40 paru metrów w dobrej
      dzielnicy to koszt 60-7- w gorszej... Z urządzeniem podobnie. Naprawdę ładnie
      wykończone mieszkanie jest zawsze droższe. Więc rodzice nie mogliby kupić
      "lepszego" mieszkania. Albo z wielkim trudem. Niekoniecznie zostałoby tyle kasy
      ile potrzeba byście obie miały kłady własne na mieszkania.

      No i nie jestem pewna czy warto robić tyle zamieszania by kupić najtańsze
      mieszkanie na obrzeżach, które pewnie znienawidzisz po pół roku. Lepiej chyba
      dalej odkładać nawet drobne sumy i czekać aż spadną ceny mieszkań, w końcu już
      troszkę ruszyły.

    • mathiola Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:14
      Rozumiem, że jest ci przykro. Ale rozumiem również twojego tatę. Nie chciałabym
      w przyszłości być zmuszana do sprzedawania mojej własności w ramach pomocy
      dorosłym i samodzielnym dzieciom.
    • hanalui Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:15
      ellmelek napisała:
      > Czy ja jestem jakas nienormalna, ze drecze sie ta cala sytuacja?

      Tak jestes nienormalna smile
      Nawet jesli rodzice zrobia to co sobie z siostra zaplanowalyscie w
      stosunku do ich mieszkania wcale nie maja obowiazku dawac ci tej
      kasy. Maga a nie musza. Moga rownie dobrze wlozyc ta kase do
      skarpety, pojechac na wczasy, oplacic sobie za ta pania do
      sprzatania nowego mieszkanka, kupic dacze na wsi lub przygotowac
      fantastyczny grobiwiec cobyscie nie mialy problemow gdzie spoczna.
      Apetyt rosnie w miare jedzenia, dzis chcesz tylko 30-40 tys jutro
      moze calego malego mieszkanka rodzicow. Jestes duza, masz meza,
      macie pracy i powinniscie sami popracowac nad polepszeniem swojej
      styuacji a nie wyciagac reke do rodzicow. Nie jestm oczywiscie za
      tym by rodzice ci nie pomagali...ale skoro nie chca to nie, ich
      sprawa i tyle.
      • ja1ja1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 12.01.09, 10:08
        mam podobną sytuację, nikt mi nie pomół w zyciu ani rodzice ani
        teąściowie. Wkońcu mam chyba najlepsego meza na świecie, bardzo dla
        nas dużo zorbił(mi i dziecka) pracowął w kilku pracach na raz, po
        nochach, nie spał, zeby wziąśc wkońcu kredyt na zakup mieskznai ana
        kredyt, kombinowaliśmy, było cięzko, teraz lekko nie jestm ale mamy.
        Trzeba się wziąśc w garść, ja też nie mogłam isc do pracy bo dziecko
        małe. Ale męza mam naprawdę dobrego, a teraz juz sama nieco stanęłam
        na nogi i troszkę pracuję.
    • pitahaya1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:15
      Może ojciec matwi się, że teraz sprzeda mieszkanie i kupi mniejsze. Za kilka lat córki wpadną na pomysł, że po co ojcu mieszkanie, niech sprzeda i kątem zamieszka u którejś z Was. A pieniądze można przeznaczyć na...

      Akurat pod tym względem mam alergię. Dopiero wybudowałam dom, przede mną 18 lat spłacania, jedno z dzieci mam prawie dorosłe, drugie niewiele ma niewiele mniej lat.
      I tak się czasem zastanawiam, czy za ileś lat ktoś nie wpadnie na pomysł, że po co matce czy ojcu dom. Niech sprzeda i przeniesie się do pokoju w bloku. A pieniądze można...
      Mój dobry znajomy spisał testament, w którym cały spadek po jego ew. śmierci przechodzi wyłącznie na żonę. Dopiero po jej smierci przechodzi on na dzieci. I wiesz jaka była z tego powodu awantura????
      Testament sporządzili (oboje wzajemnie) zanim dzieci się usamodzielniły. Kiedyś się z tego śmiałam. Teraz, gdy patrzę co synowie pod dyktando synowych wyprawiają to ...sama zastanawiam się nad czymś podobnym. Nie chciałabym byc przepychana z kąta w kąt na stare lata.

      Jeśli kiedyś nie będę w stanie płacić za ten dom, wolałabym zmiany podejmować jednoosobowo(lub z mężem, jeśli będzie obok) a nie pod dyktat dzieci i ich połówek.

      Tak samo, jak nie będę "sprzedawała" mieszkań/domów dzieci planując, ja to się połaczy, zamieni.

      Ale to moje zdanie.

      Twojego podejścia nie rozumiem.
    • na_pustyni Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:23
      Skoro rodzice Was odchowali, wyzywili, dach nad glowa zapewnili, a przy tym to
      wypominaja - to co w tym dziwnego, ze nie chca dac Wam kasy? Powinnyscie byc
      przyzwyczajone. Ja tak mam ze swoimi, nie mam oczekiwan, w zwiazku z tym moge
      mnie tylko pozytywnie zaskoczyc. Na twoim mijescu nie wkrecalabym sie w ten
      temat. P.S. A rodzice malzonka posiadaja jakas nieruchomosc? wink
      • myelegans Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:36
        A kto powiedzial, ze kazdy na wejsciu ma miec wlasne mieszkanie. Jestescie
        mlodzi, odkladajcie i kiedys kupicie, zwlaszcza, ze teraz nie jest najlepszy
        czas na kupno/sprzedaz nieruchomosci.

        A ojciec po prostu, najzwyczajniej w swiecie sie boi, nie chce ryzykowac, nie
        lubi niepewnosci, nie chce zalowac decyzji, do ktorej jest naciskany. Kto
        powiedzial, ze w zyciu jest lekko?
        Spojrz jeszcze na to z innej strony. Mowisz, ze rodzice nigdy majetni specjalnie
        nie byli, wiec to mieszkanie to tak na prawde ich jedyny dorobek i
        zabezpieczenie, na przyszlosc. Wy macie zdolnosci zarobkowe bo pracujecie, oni
        nie. Tez bym tak na ich miejscu zrobila, zwlaszcza na tym niepewnym rynku.

        BTW, tez nie dostalam od rodzicow zadnego finansowego zabezpieczenia, rodzice
        mieszkaja w duzym domu z duzym ogrodem, ktory to i dom i ogrod jest dla nich za
        duzy, ale tam zostana do konca, nawet za cene tego, ze bede musiala oplacac
        pania do sprzatania i faceta do ciecia trawy.
        Nie miej zalu, postaw sie w ich sytuacji, my baaaaardzo dlugo wynajmowalismy z
        koniecznosci, teraz tez wynajmujemy dom, chociaz stac nas na kupno, ale to
        zupelnie inna historia.
        Powodzenia i otrzasnij sie ze zlych emocji i zalu, bo te doluja, a na rodzicow
        decyzje prawdopodobnie nie wplyniecie.
        • hratli takie tam 10.01.09, 21:40
          juz tak poza tematem. zastanawiam sie tylko ilez oni beda odkladac z
          zarobkow, skoro nie maja zdolnosci kredytowej (czyli srednie
          dochody - mozna wywnioskowac z postu) i wynajmuja mieszkanie za
          ciezkie pieniadze. 30, 50 lat zarzynajac sie i zyc absolutnie za
          minimum? uprzedzam tu argument o zmianie pracy, bo nie kazdy moze,
          ma predyspozycje/kwalifikacje/mozliwosci. w moim otoczeniu mam
          znajomych, ktorzy podobnie nie maja jak odlozyc z wyplaty tyle aby
          starczylo na mieszkanie w przyzwoitym czasie.

          ja i maz mamy srednie dochody, w moim regionie nawet niezle. i przy
          wynajmie i normalnym zyciu na mieszkanie odkladalabym ponad 20 lat.
          tylko mialam to szczescie, ze bank nie potrzebowal wkladu wlasnego.
          tym trafem dostalam kredyt na mieszkanie.

          to tak zupelnie w oderwaniu od tematu rodzicow.
      • ellmelek Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:43
        Nie, rodzice meza nie maja nieruchomosci bo nie zyja od wielu lat. Meza wychowywala babcia, ktora mieszka w malym mieszkanku i w zyciu by nam nie przyszlo proponowac jej sprzedazy. To jest zupelnie inna sytuacja, babcia faktycznie mieszkala tam cale zycie, jest osoba starsza i schorowana i jej spokoj jest dla nas najwazniejszy. W przypadku moich rodzicow caly smaczek jest taki, ze oni ciagle gadaja jak to im przykro ze nie mamy swoich katow, ze jaki ten rzad, te banki, te czasy, ci pracodawcy... ze za komuny bylo lepiej itd. Ale pomoc nie chca, uwazaja ze nie maj jak, ze oni tez cale zycie zasuwali, ze nikt im nic nie dal (znaczy sie ojciec tak uwaza).
        Coz, pewnie w koncu jakos sobie poradzimy. Tylko po co ojciec sztucznie nam wspolczuje? Czlowiekowi jest po prostu przykro.
        Chyba nie ma sensu kontunuowac tego watku bo widze, ze trend jest taki ze jestem zla, wyrachowana, wygodnicka i bezczelna corka. Coz, nie bede wdawac sie w szczegoly losow mojej rodziny i udowadniac, ze jest inaczej.
        • croyance Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:34

          Sztucznie, mowisz, wspolczuje? surprised
          Ja tez Ci wspolczuje, ale swoich oszczednosci Ci nie dam. Co ma
          jedno do drugiego?
    • insomnia0 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:26
      A ja Ciebie rozumiem..
      Z moimi jest troszke inaczej..tzn mieli kase około 180 tys i tez po wielkich
      aferach - chcialam pozyczke - ale dali mi 15 tys. Czułam się jakbym wydarła im
      te pieniądze.
      W moim otoczeniu jak w twoim - rodzice dokladali do mieszkan dzieci - lub
      kupowali im.
      Mi nikt nie dał.. no jedynie te 15 tys... i tez mialam zal.. zczegolnie jak
      wsrod znajomych chwalili sie ze mamy nowe mieszkanko..a mowiąc to w taki
      sposob..ze nie było wiadomo czy to oni kupili cy my mamy kredyt.
      Oczywiscie jestem oredowniczką zasady -umiesz liczyc licz na siebie..
      ale rowniez uwazam, ze jesli rodzice mogą..i mają to pomoc powinni.
      Dziwie się ze mają jakies opory. Ja bardzo kocham synka.. i juz staram sie
      odkladac dla niego..
      Dziwne ze Twoi rodzce nie chcą zamienic meszkania na mniejze aby pomoc dziecku.
      Ja jednej chwili bym sie nie zastanawiała.. gdyby tylko pomoc , zwlaszcza w
      kupnie mieszkania, bo takie są czasy ze jak rodzic nie pomoze to kto?
      Moi rodzice woleli wydawac kupe kasy na bezdomne koty i psy..a mnie strofowali
      ze jestem nie oszczedna bo pizze zamawiam raz na jakiś czas. Wtracali sie ze
      kupuje drogie kosmetyki ( max factor i astor- ot tez mi drogie) ze jak juz
      kupujemy ciuch to nie na bazarku a w centrach handlowych...itp długo
      wymieniac..a im ok 100 tys przeleciało przez rece i tylko te 15 tys dostałam..
      Wiem mozecie napisac ze niewdzieczna jestem.. ze dali te 15 tys.. ok pewni tak..
      Ale jak miałabym wywalać kase na niewiadomo co...co wolalabym dziecku dac!
      I tak to jet ze obecnie zamist kupic obie cos.. wole małemu - ubranko..
      zabawke.. ale to zalezy od podejscia.
      Coz moge wpolczuje Ci..ze rodzice Twoi (tak jak i moi) nie mają potrzeby
      pomagac dziecku..

      Od razu chce zaznaczyc ze nie mowie o fakcie gdy rodzic nic nie ma..i zwyczajnie
      nie moze pomoc.
      Chodzi mi o takie sytuacje ze jest mozliwosc pomocy- ale checi BRAK.
      • na_pustyni Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:30
        jak to Twoi rodzice nie maja potrzeby Ci pomagac? a te 15 tysiecy to pikus? omg,
        ludziska - dorosnijcie wreszcie.. mam nadzieje, ze moja corka nie bedzie tak
        roszczeniowo nastawiona do mojej kasy
        • insomnia0 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:38
          pikus bo po prosbach - namowach ze nie rusze z kredytem..mieiac czasu to
          trwało..i wreszcie powiedzialam ze mialam książeczke mieszkaniowa ktora to oni
          wieli i zrealizowali .. a tak moglabym ja zlikwidowac i mialabym kase.. wtedy z
          bolem serrca mi minami bolu- dali... muialam sie upokozyc aby dzis byc na swoim..
          dziwne ze wywalic pieniadze na wielkie NIC przyszło im łatwo a pomoc dziecku
          trudno.. Moje dziecko nie bedie mialo takiego problemu.
      • sir.vimes Insomnio 10.01.09, 16:37
        myślę, że młodym ludziom wyprowadzka i zmiany wydają się zazwyczaj mniej
        stresujące niz ludziom starszym. Dla niektórych starych ludzi to koniec świata.

        Znam dziewczynę , która kupiła nowe mieszkanie na parterze - w ładnej okolicy.
        Chciała zamienić się ze swoją cioteczną babcią mieszkająca w podobnym metrażu na
        3 piętrze bez windy i właściwie uwięzioną w mieszkaniu. Babcia ma chorobę
        utrudniającą chodzenie - nie wychodzi , z powodu schodów, od kilku lat. Na
        propozycję zamiany zareagowała niemalże histerią, paniką. Podkreślam, że
        finansowo żadna by nie straciła - mieszkania są podobne wielkością, okolice
        podobne standardem. Z zamiany nic nie wyszło. Babcia nie była w stanie się przemóc.
    • sir.vimes Luźna koncepcja 10.01.09, 16:40
      Słuchaj, jeśli macie odłożoną kasę i możliwość kredytu może kupcie małe
      mieszkanie w mniejszym mieście ale takim w którym jest szkoła wyższa? takie
      mieszkanie można wynająć - i po spłaceniu kredyty (a spłaci się z wynajmu)
      odkładać kasę z wynajmu na własne, większe, we swoim mieście?
    • gacusia1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:45
      1.Nie macie prawa z siostra do tego by namawiac rodzicow na zmiane
      mieszkania i dolozenie do Waszych mieszkan-to bezczelnosc
      2.Twoi rodzice moga sobie robic co chca z ich mieszkaniem i nawet
      wynajac jeden z pokoi dla kogos obcego by zaoszczedzic np.na nowe
      okna.
      Warszawa jest drogim miastem ale pod Warszawa zapewne mieszkania sa
      tansz,moze warto tam sie rozejrzec i do pracy po prostu dojezdzac?
    • wjw2 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:45
      > Oboje narzekaja, ze utrzymanie mieszkania sporo ich
      kosztuje.
      > Czynsz i oplaty plus rata czynszu na spoldzielni to razem okolo
      > 1200 zl a rodzicow emerytury to lacznie okolo 2500. No wiec
      > slysze ze okna by sie przydalo wymienic,
      > ze kuchnie w koncu odnowic, ze wymienic sanitariaty itd. Tylko ze
      > nie maja za co.


      A nie pomyślałaś, że rodzice oczekują od Ciebie i siostry pomocy
      finansowej w remoncie mieszkania?
      W końcu Ty z siostrą oczekujecie wsparcia finansowego od rodziców,
      to dlaczego oni od własnych dzieci nie mogą????
      Przecież Was wychowali, wykształcili etc.

    • smerfetka8801 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:47
      całość twojego tłumaczenia jest jedną wielką bzdurą.co cię to obchodzi,że ojciec
      siedzi na necie i nic nie robi???to chyba sprawa jego i twojej mamy.I nie mają
      obowiązku Ci pomagać.Mnie za studia czy wesele też rodzice nie płacą.
      Skąd u dorosłych już dzieci przeświadczenie,że rodzic ma jakieś obowiązki???że
      ma im dać???
      • sir.vimes Bez przesady 10.01.09, 16:49
        > całość twojego tłumaczenia jest jedną wielką bzdurą.co cię to obchodzi,że ojcie
        > c
        > siedzi na necie i nic nie robi???

        Z jakiej racji miałoby to Autorkę nie obchodzić?
        • przeciwcialo Re: Bez przesady 10.01.09, 16:51
          Na emeryturze chyba mozna robic co sie chce. Dzieciom nic do tego.
          • sir.vimes Re: Bez przesady 10.01.09, 16:55
            To chyba zależy od rodziny, wzajemnych więzi, zwyczajów i oczywiście od tego co
            to jest to "co się chce". Ja np. wtrąciłabym się z pewnością gdybym widziała, ze
            jedno z rodziców wykorzystuje drugie. Choćby z propozycją zatrudnienia pani do
            sprzątania by matka nie musiała harować sama. Oczywiście - to są dywagacje, bo u
            mnie w rodzinie taka sytuacja (w której matka jest kariatydą a tata kanapowcem)
            nie ma i nie będzie mieć miejsca.

            I w drugą stronę to samo - nie widzę nic dziwnego gdy w podobnej sytuacji
            wtrącają się do życia dorosłych dzieci rodzice.
        • smerfetka8801 Re: Bez przesady 10.01.09, 17:00
          a to z takiej przyczyny ,ze pracował przez kawal swojego życia a na emeryturze
          może leżeć do góry kłami i nikomu nic do tego-chyba ,ze przeszkadza to żonie ale
          to chyba ich wewnętrzna sprawa.Poza tym co ma to do sprzedaży
          mieszkania???czytając to miałam poczuć jaki ten tatuś zły???a nie jest zły tylko
          normalny na emeryturze sama chętnie wywalę nogi na stół i odpocznę jak Bóg da to
          i w ciepłych krajach. tongue_out
      • doral2 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 16:55
        normalnie ręce i piersi mi opadły po przeczytaniu uncertain
        dorośli ludzie, mający dwie ręce, dwie nogi, zdrowi na ciele i umyśle, a chcą
        własnym rodzicom wydrzeć, żeby sobie pod dupę podetknąć.
        masakra.

        na marginesie - zaciągnęłam ogromny kredyt po to, żeby moi rodzice mogli
        wreszcie żyć wygodnie.
        i jak czytam wątki o tym, że to rodzice coś powinni dzieciom dać, to mi się nóż
        w kieszeni otwiera. co mieli im dać, to już dali, dalej nie muszą.
        idę z tego wacika, bo mi ciśnienie skacze.
        • przeciwcialo Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 17:01
          Autorka wacika zapomniała o szczególiku ze kiedyś i tak to
          mieszkanie spieniężą no chyba ze sie pobija o to która ma sie tam
          wprowadzic.
    • mruwa9 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 17:09
      rodzicow mieszkanie i rodzicow sprawa. Naleganie na sprzedaz
      mieszkania jest bezczelnoscia z Twojej ( Waszej ) strony IMHo. Moze
      i rodzice beda chcieli zmienic mieszkanie na mneijsze, a za
      ewentualna kase beda chcieli pojechac na wycieczke dookola swiata
      albo do innego Meksyku- ich sprawa, ich kasa. Zagladanie im do
      portfela i zaoczne dysponowanie nieswoimi pieniedzmi jest mocno
      niemaczne.
    • kol.3 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 17:13
      Skąd wiecie, że jakby rodzice sprzedali mieszkanie i kupili mniejsze
      to by starczyło na dopłaty do mieszkań dla Was obu? Sprzedawać w
      tej chwili mieszkania jest niekorzystnie, bo sprzedaje się tanio,
      zwłaszcza, że mieszkanie rodziców jest niewykonczone i drogo się go
      sprzedać nie da. Kupować natomiast jest korzystniej, więc może
      rozejrzyjcie się za kupnem.
      Rodzice są starzy i boją się zmian, trudno im się dziwić.
      • kiraout Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 17:42
        Ciekawe od kogo będą wymagali pomocy na naprawdę stare lata?
        • kropkacom Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 17:54
          Tak sobie czytam te komentarze... Pamiętam jak był wątek o usamodzielnianiu się
          dzieci i pomocy im w tym. Dużo matek tu zapowiadało ze rodzic powinien kupić
          młodym mieszkanie na start. I co?
          • smerfetka8801 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:14
            a to na 100 procent ja takich herezji nie opowiadałam tongue_out a swoja drogą jeśli
            rodzic chce pomóc to ok ale takie wymuszanie i oczekiwanie to już chamstwo i
            buractwo w czystej postaci
            • kiraout Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:28
              Dla mnie chamstwo i buractwo to wypominanie swoim dzieciom, że się je żywiło i
              dawało dach nad głową jak były dziećmi, a potem wymagania zajęcia się nimi na
              starość.

              • przeciwcialo Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:31
                Może i wypominaja ale opiekowali sie dziecmi. Nakezy im sie zwrot
                tejze opieki na starośc.
                A mieszkanko odziedzicza i spienięza.
                • fankajanka Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:38
                  A najlepiej wszystko dokładnie wyliczyć, opieke tezsmile
                  pl.youtube.com/watch?v=TzA-gI9VY40
                  • arioso1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:46
                    Ty sobie chyba zartujesz!!!!!
                    Wyobraz sobie ze po wielu wielu latach oszczedzania,wysilku udaje
                    sie wam kupic mieszkanie a za 20 lat przyjdzie do ciebie córka i
                    powie ze masz sprzedac to.Lepiej pogońmeza do dodatkowej roboty- a
                    nie obarczaj swoimi problemami rodziców-oni nie sa winni za waszą
                    niewydolnosc finansową.
                    • kiraout Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 20:12
                      Wielkiego oszczędzania, mieszkanie spółdzielcze.... Kpisz sobie... Oczywiście
                      wtedy pewnie przy przyznaniu takiego mieszkania brano pod uwagę również
                      posiadanie dwójki dzieci, więc niejako córki im pomogły, prawda? smile
                      • paszczakowna1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 22:03
                        > Wielkiego oszczędzania, mieszkanie spółdzielcze.... Kpisz sobie... Oczywiście
                        > wtedy pewnie przy przyznaniu takiego mieszkania brano pod uwagę również
                        > posiadanie dwójki dzieci, więc niejako córki im pomogły, prawda? smile

                        Obawiam się, że nie masz pojęcia, na czym polegało 'przyznawanie; mieszkań
                        spółdzielczych. Warunki nie różniły się bynajmniej od dzisiejszego kupna na
                        kredyt - potrzebny był wkład własny (w W-wie najlepiej w walutach
                        wymienialnych), a spłaty rat też bywały wysokie (tyle, że nie były rewaloryzowane).
                      • makurokurosek Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 00:47
                        Gdyby tych córek nie mieli, pewnie dostali by dwupokojowe i święty spokój, a nie
                        takie pasożyty na karku
                  • aetas Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:46
                    to jest rodziców mieszkanie i rodziców ewentualne pieniądze, nie
                    mają obowiązku sprzedawać mieszkania, żeby pomóc Wam, chociaż może
                    mogliby, ale to ich decyzja, więc trzeba ją uszanować, mam nadzieję,
                    że jednak u Was coś się zmieni, my też wynajmowaliśmy na wolnym
                    rynku przez pierwsze 7 lat naszego związku, moi rodzice mieli i mają
                    nadal sporo działek, z których żadnej ani nie przepiszą na
                    którekolwiek ze swoich dzieci, żeby się pobudowały, ani nie
                    sprzedadzą i nie dadzą kasy, od 4 lat mieszkamy w TBSie na kredyt,
                    różne są możliwości, ale niestety przeważnie jest tak, że można
                    liczyć tylko na siebie, jak rodzice coś dadzą, to fajnie, ale jak
                    nie daja, no to cóż, ich decyzja, nie powiem, żeby i mnie nie bolał
                    brak pomocy, ale jak mam się truć żalem do nich, to wolę wziąć się w
                    garść i dorobić, sporo oboje pracujemy, dzięki czemu nie mamy za
                    bardzo czasu na myślenie o tym, że rodzice mogliby nam pomóc a nie
                    pomagają, trudno, ich wola, ich decyzja, dzięki życiu tu i teraz mam
                    czystsza głowę bo się nie dobijam żalem, że mi nie pomagają, chociaż
                    mogliby na pewno, cóż, może kiedyś, w razie czego moje wnuki będą
                    miały łatwiej niż ja smile
          • kol.3 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:24
            Jak rodzice mogą kupić, to kupują. Ale wg autorki wątku najlepiej by
            było gdyby rodzice na stare lata wynieśli się do jakiegoś slumsu
            żeby jak najwięcej kasy dostało się jej i siostrze.
          • sir.vimes Ale równie wiele twierdziło 10.01.09, 20:06
            że nie tylko nic nie dadzą ale po 18 roku życia pogonią do roboty ;P


            Pamiętam jak był wątek o usamodzielnianiu się
            > dzieci i pomocy im w tym. Dużo matek tu zapowiadało ze rodzic powinien kupić
            > młodym mieszkanie na start. I co?
        • kol.3 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:25
          Prymitywne, denne.
    • kinga127 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:15
      Rozumiem autorkę wątku i sama w przyszłosci jeśli tylko będę mogła pomogę
      finansowo. Ja podobną odrobinę z teściami. I naprawdę po prostu mi przykro jak
      słucham opowieści koleżanek czy kobiet z pracy jak one się zachowują i jak
      pomagają dzieciom albo dzieci im. Przykładowo - wiem, że rodzice męża mają spore
      oszczędności. A jednak nie dołożyli się synowi i córce do wesela mimo że oboje
      mieli mało kasy na ślub i wesele, moja Mama "dała" mi na wesele wszystkie swoje
      oszczędności (na to były odkładane) i jestem jej za to dozgonnie wdzięcznasmile
      Teraz ja staram się Mamie odwdzięczyć zarówno finansowo jak i w inny sposób, bo
      jest już poważnie schorowana. Teściowie tak samo "skąpi" są dla swoich wnuków.
      Żadnych drobnych prezentów, czekoladek itp. Nie ukrywam , że razi mnie skąpstwo
      teściów. Pożyczyli nam na auto 2 tys. zł, które spłacaliśmy im przez rok i
      naprawdę "po cichu" liczyłam, że 200 zł np. nam podarują. Ja bym tak zrobiła i
      wiele osób które znam w stosunku do swoich dzieci. I naprawdę słyszę wokół wśród
      starszych osób, że do obowiązków rodziców nalezy (opłacenie) chrzest, komunia i
      ślub/wesele dziecka. Też tak uważam i zrobię wszystko żeby pomóc swojemu dziecku
      w miarę możliwości w przyszłości. W podobnej sytuacji jest też mój brat, który z
      żoną i nastoletnim synem gniotą się w 28 m klitce, podczas gdy jego teściowe od
      3 lat w Anglii (nie zamierzają wracać na razie) mający 2-pokojowe mieszkanie na
      tym samym osiedlu nie chcą się z nimi zamienić, bo "muszą" mieć sypialnię. Jest
      to dla mnie naprawdę co najmniej dziwne. Dlaczego nie chcą ulżyć swojej jedynej
      córce?
      • kol.3 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:28
        Szczyt wszystkiego. Niech dzieci ruszą d... i zarobią. Facet dorobił
        się kilkunastoletniego syna, a na mieszkanie nie zarobił?
      • doral2 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 18:39
        kinga127 napisała:

        "..Pożyczyli nam na auto 2 tys. zł, które spłacaliśmy im przez rok i
        > naprawdę "po cichu" liczyłam, że 200 zł np. nam podarują...'

        bo? wymiń choć jeden, RACJONALNY powód, dla którego mieliby to zrobić. czy im te
        dwie stówy z nieba spadły? jeśli nie, to czemu wy na takie spadanie liczycie?
        to jest wyłącznie dobra wola darczyńcy, a nie przymus dawania.
        a to że ty byś tak zrobiła, nie oznacza wcale że inni tez tak muszą.

        to że twój brat się gniecie w klitce, nie oznacza że z wygód mają zrezygnować
        jego teściowie. jedyna córka wiedziała, że rodząc dziecko będzie jej w tej
        klitce ciasno. skoro się na to zdecydowała, to jej wybór. ale nie może w związku
        z narodzinami dziecka oczekiwać, że teraz jej rodzice na stare lata zamienią się
        z nią na tą klitkę. to że jest ich jedyną córką nie jest wystarczającym
        argumentem do tego, żeby się na stare lata wyrzec wygód, na które całe życie
        zapieprzali.
        no wkur............... wiający jest ten watek niemożliwie. uncertain
        postawy roszczeniowe rozwydrzonych bachorów doprowadzają mnie do białej gorączki.
        ja bym swoim rodzicom nieba uchyliła, a nie jeszcze żeby spod głowy poduszkę
        wyjąć, żeby sobie pod dupę wetknąć, jak to się w tym wątku prezentuje.
        masakra.
        • id.kulka Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:02
          Heh, a ja mam odwrotną sytuację i roszczeniowego teścia.
          Finansowo nie stoi najgorzej, bo ma emeryturę policyjną i dodatkowo
          pracuje, nie wiem, ile dokładnie ma kasy, bo go nie rozliczam wink
          ale pewnie sam na siebie tyle, co my na czwórkę obecnie (ja jestem
          jeszcze na bezpłatnym wychowawczym). A tu żeby mu telefon doładować,
          a to stówę czy dwie pożyczyć/dołożyć... A poza tym fajnie, jakby
          mógł z nami zamieszkać smile (mieszka z jakąś kobietą, z teściową
          rozwiódł się 20 lat temu) Proponowaliśmy pomoc, ale na zasadzie
          wędki, nie rybki wink małż dowiedział sie o pracy na lepszych
          warunkach (bez zmian nocnych i mniej wyczerpująca, do tego nie
          najgorzej płatna), odmówił (mimo że na obecną narzeka), chcieliśmy
          pomóc przy kupnie kawalerki, w czasie gdy jeszcze nie było takich
          sensacji na rynku nieruchomości - by miał jakiś swój kąt wreszcie.
          Też nie chciał, woli u kogoś... Choć z tą babą mu źle. Jeszcze
          niedawno wspominał wciąż w rozmowie, że nasze mieszkanie mu się
          podoba (kupione przez nas samodzielnie na kredyt), a jednocześnie...
          że już go dzieci drażnią, że go męczą (więc nie wiem - pewnie by się
          musiały wyprowadzić?...wink )
          Tak też bywa smile
        • gabrielle76 Doral 2 brawo !!! 10.01.09, 22:12
          doskonale to ujęłaś, mnie też wkurzają takie rozwydrzone bachory którym sie
          wydaje ze wszystko im sie należy, żenada lenie i ruszyć dupy do roboty
      • olinka20 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 21:27
        Jakbym słyszała mojego brata...
        Pożyczylam mu na auto 5 tyś i od 3 lat czekam na oddanie....
        Oddaje po 100, 200 zł miesięcznie i ma nadzieje, że mu podaruje
        reszte długu.
        Ale do cholery ja nie jestem instytucja charytatywna i wbrew pozorom
        potrzebuje tych pieniedzy!
        A jemu sie wydaje, że jak wpadł i ma małe dziecko to " mu sie
        należy"....
        • olinka20 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 21:29
          To było do kinga127
          • kinga127 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 12:10
            Wszystko pieknie ładnie, wyobraź sobie , że pracuję i ruszyłam "d..ę" do
            roboty. Skończyłam tak jak mój mąż politechnikę (inne kierunki) , głupia nie
            jestem w technikum prymus , na uczelni stypendium naukowe i nie poradzę na to
            nic, że zarabiam 1100 zł netto. Dorabiać po kątach nie mogę, bo dziecko wymaga
            opieki i moja Mama też. Więc wkurza mnie też taka gadka weź się do roboty , tak
            jakbym nic nie robiła. I nie uważam, że "mi się należy", po prostu są w zyciu
            sytuacje kiedy oczekuje sie wsparcia i tyle, ale jeśli go nie dostanę to nic się
            nie dzieje przecież. Jest jak jest i już.
            • makurokurosek Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 13:36
              Można w takiej sytuacji prosić o pomoc, ale dysponowanie cudzym majątkiem jak i
              narzucanie tego co ktoś ma zrobić by mi było lepiej to jakby nie było nie jest
              to samo. Czym innym jest prośba czym innym wymaganie
              • arioso1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 15:22
                ..>>>>Wszystko pieknie ładnie, wyobraź sobie , że pracuję i
                ruszyłam "d..ę" do
                roboty. Skończyłam tak jak mój mąż politechnikę (inne kierunki) ,
                głupia nie
                jestem w technikum prymus , na uczelni stypendium naukowe i nie
                poradzę na to
                nic, że zarabiam 1100 zł netto. Dorabiać po kątach nie mogę, bo
                dziecko wymaga
                opieki i moja Mama też. Więc wkurza mnie też taka gadka weź się do
                roboty , tak
                jakbym nic nie robiła. I nie uważam, że "mi się należy", po prostu
                są w zyciu >>>>>>>>>>>

                -sorry ale 1100zł zarabia kobieta na zmywaku-znajdz lepsza prace
                skoro jestes taka wykształcona
                -jako kelnerka bys zarobiła drugie tyle w glupiej chińskiej knajpie--
                trzeba poprostu chciec
                • kinga127 do arioso1 12.01.09, 10:14
                  wiem, że tyle zarabia kobieta na zmywaku,sorry, ale wolę pracę bardziej zbliżoną
                  z wykształceniem niż sprzątanie, które mogę i z podstawowym, zresztą za dużo by
                  pisać czemu pracuję tu a nie gdzie indziej, bo to akurat zbyt drażliwy dla mnie
                  temat i trudny, ale jak to się mówi, ambicje swoje a życie swoje i nie zawsze
                  robi się to co chce, moja sytuacja rodzinna nie jest prosta i jak mówi mój mąż
                  najpierw niestety jestem matką i córką a później pracownikiem. Albo taka praca
                  albo wychowawczy i kasy żadnejsad
              • kinga127 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 12.01.09, 10:08
                tak, zgadzam się , po odrzuceniu mojej propozycji przez Rodziców na pewno "nie
                prosiłabym" się i nie wracała nigdy więcej do tematu. Nie to nie i już, trzeba
                się z tym pogodzić i tyle.
      • makurokurosek Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 00:54
        ożyczyli nam na auto 2 tys. zł, które spłacaliśmy im przez rok i
        > naprawdę "po cichu" liczyłam, że 200 zł np. nam podarują.

        A czy policzyłaś ile byś musiała spłacać gdybyś wzięła pożyczkę z banku ?
    • fajka7 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:23
      Milo jak rodzice pomagaja, zawsze latwiej i w ogole, ale jesli nie
      pomagaja, to sie nalezy pogodzic i zabrac za robote, a nie kisic
      pretensje i w tym sensie jestes "nienormalna", ze sie tym dreczysz.
      Zdecydowanie korzystniej byloby te energie przekierowac na szukanie
      rozwiazan.
      Z tego co opisujesz Twoi rodzice za wiele sie nie dorobili w zyciu.
      3 pokojowe niewykupione mieszkanie utrzymywane przez emerytow, to
      zaden luksus i nie dziwi mnie, ze nie chca go oddac. Po prostu
      chcesz od nich zbyt wiele.
      W ogole uwazam, ze proponowanie rodzicom bez wzgledu na stan majatku
      porzucenie wlasnego mieszkania czy domu za najgorsza mozliwa prosbe
      jako mozna wystosowac.
      Wyobrazam sobie jeszcze prosbe o pozyczke i elastyczne potraktowanie
      splaty, ale akcje z wyrywaniem z gardla jedynego dorobku sa
      niedopuszczalne.
      Mam w planie zamieszkac w duzym domu, pracujemy na to oboje z mezem
      i jakos do mnie nie dociera, ze moje dziecko mogloby przyjsc i
      oczekiwac, ze sprzedam ten dom i sie wyniose, bo ono i jego partner
      zyciowy sa zmeczeni wynajmowaniem mieszkania. Cos takiego moge
      rozwazac w okolicznosciach zupelnie wyjatkowych ocierajacych sie o
      bezposrednie zagrozenie zycia, ale nie dla czyjejkolwiek wygody.

      • gabrielle76 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:48
        Tak jestes nienormalna. Moi rodzice tez maja 3 pokojowe mieszkanie, sa jeszcze
        młodzi bo po 50 i stac ich na to mieszkanie.
        Oczekujesz od nich za wiele, jestes egoistka i myślisz tylko o siebie, Twoi
        rodzice sami dorobili sie swojego mieszkanie więc łapy precz od ich dorobku i
        sama dorób sie własnego.
    • qunegunda Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:45
      Współczuje rodziców, zwłaszcza tatuśka, ale czego ty się spodziewasz
      skoro nigdy swoim dzieciom nie pomagali?

      Druga kwestia to po co robiliście sobie dziceko, nie mając
      mieszkania. Głupio i nieodpowiedzianie postąpiliście.

      Spójrz na sytuację inaczej - babcia małża pewnie niedługo już
      pociągnie, a on jest spadkibiercą ustawowym. Po 2 zróbcie coś żeby
      lepiej zarabiać.
      Zajmijscie swoim życiem, a rodzice niech robią co chcą, oby tylko
      tej chaty nie przegrali w karty to przyda się wasszym dzieciom. Jak
      tatusiek będzie "współczuł", podziąkuj mu za troskę i pomoc na
      starcie w dorosłe życie, tylko tak żeby go trafiło big_grin

      Trudno jest zrewidować uczucia do rodziców, ale czsami jest nie
      niezbędne - złap dystans dziewczyno, wyzbądź się oczekiwań, poluzuj
      kontakty.

      Pewnie cie to nie poicieszy, ale są też rodzice zaniedbujący swoje
      dzieci, a potem artykuujący roszczenia wobec nich. Oni są zdaje się
      dla twojego tatuśka wzorem. Ty zaś swój ogląd ograniczasz do rodzin,
      w których wspieranie dzieci jest normą. W takich domach też nie
      zawsze jest różowo.... Zapytaj siebie samą, czy wolałabyś aby tatko
      był alkoholikiem, tłukł po pijaku matkę, ale za to miał masę kasy i
      wydawał ją na dzieci? To jest dopiero popieprzona sytuacja.
      Kochające się rodzinki czasem wyglądają cukierkowo tylko na fotkach
      z wakacji w tropikach. Co "porządni" ludzie robią za zamkniętymi
      drzwiami się czasem w głowie nie mieści!

      Pochodzisz ze zwykłego domu, b. przeciętnego, masz b. przeciętnych
      rodziców. Pogódź się z tym i zamiast skupiać się na parze emerytów
      skup się na swojej karierze zawodowej. Fortuna kołem się toczy.

    • azile.oli Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 19:47
      Powiem tak :nam z mężem rodzice nie pomagali, nie było zresztą
      takiej potrzeby, ja zresztą z tych, co nie lubi nikomu nic
      zawdzięczać, ani tym bardziej o coś prosić. Ale mam dwójkę
      nastoletnich dzieci i one już są pod względem mieszkaniowym
      zabezpieczone. Być może porobimy jeszcze jakieś zmiany, ale nawet na
      dzień dzisiejszy dzieci mają już swoje mieszkania, a gdyby któreś z
      nich chciało zamieszkać w naszym obecnym domu, chętnie się z mężem
      przeprowadzimy. Gdybym była w takiej sytuacji jak Twoi rodzice bez
      wahania sama wystąpiłabym z propozycją pomocy. Przecież dzieci to
      dla człowieka najważniejsze istoty na świecie. Nie rozumiem postawy
      rodziców, ale ludzie są różni. Moja mama też p[odzieliłaby się z
      nami ostatnim groszem, gdyby była taka potrzeba.
    • s.z-n Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 21:08
      Po przeczytaniu twojego postu caly czas towarzyszy mi jedna mysl - twoi rodzice
      zwyczajnie boja sie tej zmiany !!! Ty szukasz kazdym sposobem wkladu na
      mieszkanie a oni maja wizje sprzedazy,wyprowadzki,formalnosci ,kosztow i nie sa
      do konca pewni czy rzeczywiscie i dla kogo tak bedzie lepiej. Bardzo ich
      rozumiem bo ja licze tylko te pieniadze,ktore mam w kieszeni. Martwi mnie jak
      chronologicznie wyliczasz to czego rodzice wam nie sprezentowali a co rowiesnicy
      dostali. Harujecie oboje ale czy jestescie i bedziecie w stanie waszemu dziecku
      zapewnic wszystko to co maja lub bede miec rowiesnicy ??? Czy tylko o dobra wole
      w tym chodzi ?
      • hugo43 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 22:38
        pierwsze male mieszkanie dostalam w prezencie od rodzicow.i jestem
        im dozgonnie wdzieczna za ten zyciowy start.bo pewnie inaczej moje
        zycie by wygladalo.mimo,ze ten zakup to dla nich byl przyszcz,moze
        10% ich mozliwosci,to nie przyszlo mi do glowy cisnac ich dalej.a
        wierzcie mi,jest z czego cisnac.mialam z mezem rozne zyciowe
        sytuacje,bywalo,ze na jedzenie nie starczalo,mimo to zawsze
        wychodzilismy z zalozenia,ze jestesmy dorosli i tak trzeba sie
        zachowywac!po prostu trzeba brac odpowiedzialnosc za wlasne zycie.
        • qunegunda Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 22:55
          hugo43 napisała:

          > pierwsze male mieszkanie dostalam w prezencie od rodzicow.i jestem
          > im dozgonnie wdzieczna za ten zyciowy start.bo pewnie inaczej moje
          > zycie by wygladalo.

          Strach pomyśleć jak wyglądałoby twoje życie, gdyby nie pomoc
          rodziców, skoro mimo własnej chaty na starcie nie miałaś co do gara
          włożyć.

          Musiałabyś zamieszkać pod mostem i grzebać w śmietnikach w
          poszukiwaniu resztek.
          • ellmelek Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 10.01.09, 23:02
            Wiecie co... reakcje co poniektorych mnie po prostu rozwalily. Po przeczytaniu tego wszystkiego czuje sie skopana po prostu.
            Moglam sie wlasciwie spodziewac tego ze zostane oceniona jako wyrachowana czy wygodnicka, ale zeby az tak? Skad ta cala agresja? W sytuacji gdy takj naprawde g... o mnie wiecie? Zostalam nazwana chamka, przedstawicielka buractwa, rozwydrzonym bachorem o postawie roszczeniowej itd. Nosz kurde! To teraz takie modne byc niezaleznym i honorowym, i nic nie chciec od nikogo. I ja taka bylam dopoki nie upokorzono mnie nie raz i nie dwa w zyciu, w pracy, na uczelni. Co wy u licha o mnie wiecie, o mojej sytuacji, o tym jak zyje i co mnie w zyciu spotkalo zeby mnie tak oceniac? Dlaczego zarzuca mi sie lenistwo, wygodnictwo? Ja tez pracuje, osmiele sie stwierdzic ze wiecej i ciezej niz moj tato, tyle ze zyje w innych czasach i realiach i panstwo nie da mi mieszkania za pol darmo. Kwestii o robieniu sobie dziecka mimo braku mieszkania nawet nie chce mi sie komentowac... Zastanawia mnie to, czy osoby tak latwo wyglaszajace takie opinie znajdowaly sie kiedykolwiek w zyciu w trudnej sytuacji finansowej czy jakiejkolwiek innej? Czy faktycznie wszystko zawdzieczaja sobie? Edukacje, dobrze platna prace, latwy start? Oczywiscie, w idealnym swiecie w zyciu by mi nie przyszlo do glowy proponowane rozwiazanie ze sprzedaza mieszkania, gdybym miala inne mozliwosci to bym je wykorzystala! Tyle ze zycie nie jest proste, idealne latwe i kolorowe. Lata leca, ja nie siedze z zalozonymi rekoma a moje szanse na wlasny kat sa coraz mniej realne, nie chce mi sie nawet pisac o tym ile lat probuje ten kredyt dostac, jak i ile szukalam lepszej pracy i zrodla dodatkowego dochodu, kosztem czego, by udalo mi sie cos oszczedzic. I co... mielismy zaoszczedzone ponad 20 tysiecy, po macierzynskim i paromiesiecznym okresie bezrobocia zostalo nam cale 12 tysiecy... .Ciekawe czy ci, ktorzy okreslaja mnie jaka bezczelna chamke, bedac na moim miejscu tez byliby takimi idealistami?

            W kwestii pomocy rodzicom nie mam sobie nic do zarzucenia. Dla mnie rodzina to jest rodzina, jesli mozna pomoc to sie pomaga, wspiera i dla mnie to jest naturalne. Pomagam ile moge i na ile mnie stac. To ja woze mame po lekarzach, to ja z mezem malowalismy im mieszkanie rok temu, ojciec w tym czasie nie robil nic poza krytykowaniem nas, ze zle robimy itd. To ja i siostra zrzucilysmy sie na zmywarke dla mamy na 60 urodziny zeby miala latwiej. Zawsze jak moge to kupuje mamie jakies wieksze prezenty, typu lepsza posciel, firany, cos z naczyn itd. Bo wiem ze sama nie kupilaby czegos drozszego, bo ojciec uznalby to za zbytek i bylaby awantura. To ja mame biore do fryzjera, ukradkiem bo ojciec uwaza ze mama nie musi don chodzic, co wiecej – powinna umiec strzyc jego, od lat sa afery o to ze nie umie. Niestety w mojej sytuacji na inna pomoc typu wymiana okien czy remont kuchni po prostu mnie nie stac.Co do relacji moich rodzicow to moja mama wyniosla z domu przekonanie ze kobieta musi podporzadkowac sie mezowi i go obslugiwac. I nic tego nie zmieni, choc nie jest w tym ukladzie szczesliwa. Pozali sie, poplacze i dalej robi swoje. W sumie jej sie nie dziwie no bo co ma zrobic po tylu latach zycia z takim facetem. Moj ojciec jest osoba ktora nie ruszy w domu palcem, zyje w swiecie swoich idei. Jest matematykiem z wyksztalcenia i sprawy przyziemne malo go obchodza, przypomina sobie o nich jak mama mu przypomni. Kiedys rodzicom bylo lzej bo jak mama byla mlodsza to pracowala, i jeszcze dorabiala gotowaniem na zamowienie, sprzataniem. Ojciec pracowal od 8 do 16 i poza tym nie robil nic.
            Mojego ojca malo kto lubi, bo ciezko z nim zlapac cieply kontakt, ma tendencje do krytykowanai ludzi i oceniania ich negatywnie, najbardziej wkurza go ze ludzie „trwonia pieniadze na glupoty”. Moj ojciec w zyciu z wlasnej woli nie wyda pieniedzy na zbytki, jesli ktos mu kupi prezent to owszem wezmie, podziekuje a potem skrytykuje ze za te pieniadze to lepiej byloby to czy tamto... Jest klasycznym sknera, a z drugiej strony w ogole nie potrafi oszczedzac i zarzadzac swoim budzetem, gdyby nie mama to chodzilby w jednych portkach piec lat. Przy tym wszystkim ciagle narzeka, ze ma malo pieniedzy i na nic go nie stac (ja z mezem, po odjeciu kosztow stalych mam na przezycie niewiele wiecej niz oni a mimo to czasem pozwole sobie na „luksus” typu kino czy spodnie nie z bazaru...)
            Jedyne cele na jakie wydaje pieniadze chetnie dotycza jego pasji – komputer, ksiazki, pisma branzowe itd.
            Nie docenia tego, ze ma dobrze dzieki pracy mojej mamy – ze ma schludny dom, zawsze dobry obiad, czysto i przytulnie. On mysli, ze jemu sie to po prostu nalezy, ze taka rola zony...
            Mimo wszystko kocham ojca bo jest moim ojcem i tyle. Pamietam go z czasow dzieciecych jako tate, ktory zawsze chetnie mi czytal i czasem bral na spacery, i zawsze byl w domu w ksiazkach czy gazetach, jakby nieobecny. Dopiero jak bylam starsza zaczelam widziec pewne rzeczy ktore w pelni pokazaly mi jego charakter. Chcialabym zeby byl inny ale czy czlowiek ponad 60 letni na szanse sie zmienic? Nie sadze.

            Nigdy nie zaproponowalabym swoim rodzicom rozwiazania ktore w jakikolwiek zmiejszyloby ich komfort. Wszelkie rozmowy na temat sprzedazy mieszkania zawsze odbywaly sie na spokojnie z naszej strony, jako pewna sugestia a nie naklanianie. Probowalysmy z siostra pokazac ojcu plusy takiego rozwiazania, uzywajac jako glownego argumentu tego, ze w koncu byloby go stac na wiecej. Ale jego to po prostu nie interesuje, wpada w szal i ucieka do komputera. Mam wrazenie czasem, ze on ma jakas chorobliwa potrzebe udowodnienia nam, ze kazdy w zyciu musi dostac w d..., ze skoro jemu nie bylo lekko to z jakiej racji lzej ma byc nam itd.

            W sumie to juz nie wiem po co to wszystko pisze, tlumacze sie bo i tak wiekszosc uwaza mnie za sukowata corunie. Ale chcialabym zeby ci, ktorzy tak latwo wieszaja na mnie psy zrozumieli, ze tak naprawde ten caly problem mieszkaniowy to taka kwintesencja paskudnych relacji w naszej rodzinie, relacji z moim tata. Czasem mam wrazenie, ze on ma po prostu cala swoja rodzine w d.... Dla mnie to niepojete, jak mozna nie chciec dobra dla swoich bliskich. I to jest dla mnie bolesne, nie wiem czy tak ciezko to pojac...



            • fajka7 Re: Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 10.01.09, 23:24
              "jak mozna nie chciec dobra dla swoich bliskich"

              To jest kwestia wzgledna. Wasze dobro nie jest dobrem ojca
              najwyrazniej z jego punktu widzenia. Ma prawo tak uwazac, a Ty nie
              masz prawa go oceniac. Jest dorosly, sam dokonuje wyborow i powinnas
              je uszanowac. Wybor z Twojego punktu widzenia bledny rowniez nalezy
              uszanowac. To po prostu jego zycie z Twoja mama i daj im spokoj. Nie
              jest rola dziecka pouczanie rodzicow co jest dla nich najlepsze.
              Dlatego uwazam, ze marnujesz energie na drazenie tej kwestii. To
              jest sprawa, ktora mozna tylko i wylacznie przyjac na klate, a
              zaoszczedzone sily witalne skupic na wlasnych sprawach.
            • qunegunda Re: Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 10.01.09, 23:34
              Dziecko drogie,
              Twoi rodzice są na tyle duzi, aby sami mogli decydować o ich
              wzajemnych relacjach. Weź się wreszcie pozbieraj, zacznij żyć
              własnym życiem. Nie masz domu, nie masz kasy, za to masz dziecko i
              robisz drogie prezenty emerytom. Puknij się w głowę.
              • gabrielle76 Re: Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 11.01.09, 00:04
                Jesteś bardziej żałosna niz myslalam, skoro stac Cię na tak drogie prezenty to
                stac Cię i na mieszkanie, a moze te prezenty po to żeby tatuś zobaczył jaka ma
                "wspaniałą" córeczke i zmienił zdanie??? Zaczniej odkładac zamiast wydawac na
                bzdety a uzbierasz na wkład do kredytu. A rodzicom daj spokój i pozwól im
                mieszkać w mieszkaniu na które sobie sami zapracowali
            • makurokurosek Re: Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 11.01.09, 00:39
              Gdybyś swoją energie skierowała zamiast na wyliczaniu rodzicom ile dla nich
              zrobiłaś i decydowaniu o ich życiu i ich budżecie, prawdopodobnie szybciej
              uzbierałabyś na kredyt, albo zaakceptowała sytuacje w której jesteś. Nie stać
              cię na mieszkanie, to wynajmujesz proste. Tysiące ludzi nie ma własnego
              mieszkania i jakoś żyją, ba potrafią cieszyć sie tym życiem i nie sięgają po to
              co nie jest ich. Mieszkanie twoich rodziców to ich własność, a nie twoja,
              najpierw sama zapracuj na swoje a później rozdawaj komu chcesz. Takie zachowanie
              to naprawdę szczyt chamstwa
            • butelnia Re: Dziekuje wszystkim za zyczliwe slowo... 11.01.09, 01:18
              Ja dostalam mieszkanie do remontu,kupione za gotówkę w czasach,gdy
              ceny jeszcze byly normalne.Jednak mam alergię na ludzi takich jak
              Ty.Potrzebujesz mieszkania to zrob coś,żeby je mieć np.przyciśnij
              pasa i nie kupuj jakiś czas drogich spodni,wyślij męża do UK,jest
              wiele możliwości.W tej chwili mam więcej niż moi rówieśnicy,ludzie
              myślą,że to dzięki rodzicom.Prawda jednak jest inna,ja chciałam cos
              mieć i robiłam wszystko,aby to zrealizować.Po ślubie,kiedy
              remontowaliśmy mieszkanie z dziewczyny chodzącej w ciuchach
              Promod,Morgan,Minge,zmieniłam sie w osobę kupującej spodnie na
              targu.Przyznam sie,że czasami płakalam w nocy,byl to dla mnie duży
              szok.Jednak opłaciło się zadac sobie trochę trudu,żeby osiągnąc
              cel.Moja przyjaciolka natomiast ma dobrą pracę,ale wiadomo
              kosmetyczka,fryzjer,ciuchy...Mamy prawie 30 lat i wiecie co,ona nie
              ma nic poza rozwalającym się autem.Czasami mi dogryza,że rodzice nic
              jej nie dali.Ludzie 10 lat pracy,mieszka u rodziców i nic...Chwali
              się,że jest zadbana i takie tam,może odbija sobie lata,kiedy
              chodziła w jednym sweterku z bazaru.Kobieto mieszkanie to luksus na
              który nie każdy może sobie pozwolić.Jeżeli należysz do tych
              biedniejszych to pogodz się z tym,albo zacznij coś robić,aby wzbic
              się wyżej.Ja wyszłam za faceta z tych biedniejszych,moi rodzice byli
              przeciwni i chcieli mi pokazać jak wygląda takie życie.Zobaczyłam i
              wygrałam,bo dalej się kochamy,a mąz chociaż bez wykształcenia i
              pomocy od rodziców zapewnia nam wszystko,co możemy sobie
              zamarzyć.Jednak,aby tak było musieliśmy zapłacic za to niemalą
              cenę,mieszkamy w Szkocji.Jak jesteś fajtlapą to nie aspiruj do
              apartamentu w Warszawie,a jak masz trochę rozumu to na niego zarób.
            • asiek_k Ellmelek 11.01.09, 11:55
              Rozumiem cie ellmelku. Moi rodzice w takiej sytuacji pomogliby. Tak samo
              teściowie. Ja zamierzam pomóc swoim dzieciom żeby było im łatwiej zdobyć własny kąt.
              Nie uważam jak większość , że oczekiwanie pomocy ze strony rodziny to chamstwo
              itd. Nie ma tu mowy o odejmowaniu rodzicom od ust zeby dać nic nierobiącym
              dzieciom. Ellmelek pisze, że i ona i siostra pracują, starają się i pewnego
              etapu nie są w stanie przeskoczyć. Rozumiem to.
              Ellmelku, zasygnalizowałyście z siostrą jak mogliby wam pomóc i na tym
              poprzestańcie. Macie prawo mieć żal do rodziców, ale nie możecie wymagać pomocy.
              Nie chcą, czy się boją , to nieważne. Masz jasną sytuację. Musicie szukac innego
              sposobu na zdobycie pieniędzy.
              • kinga127 Re: Ellmelek 11.01.09, 12:43
                zgadzam się z asiek_k
          • hugo43 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 10.01.09, 23:35
            nie zawsze ma sie prace np.pracowalam tylko ja,bo moj maz czekal na
            karte pobytu w polsce i nie mogl pracowac legalnie,a na czarno
            istnialo ryzyko deportacji.ta sytuacja trwala bardzo
            krotko,wlasciwie teraz po latach o tym mowie,i nigdy nikogo o pomoc
            nie prosilamsmilemimo to nie zaluje tego doswiadczenia,nauczylo wieeele
            pokory.
        • sir.vimes Nie bądź śmieszna 10.01.09, 23:08
          Dostałaś mieszkanie a starasz się udowodnić, że jesteś bardziej niezależna niż
          dziewczyna, która najwyżej pożyczyłaby kilkanaście tysięcy na wkład?
    • makurokurosek [...] 11.01.09, 00:27
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • travka1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 01:20
      Wy chyba dziewczyny nic w zyciu od rodzicow nie dostalyscie i na
      pomoc tez nie moglyscie liczyc...przykre...moi rodzice daliby mi
      wszystko,zarowno tescie...nie przyjmujemy pomocy bo dajemy rade i to
      ponad norme ale dla moich dzieci zrobie wszystko nawet zamienie
      piekna posiadlosc z basenem na 2-pokojowe mieszkanie, wlasnie dla
      dzieci i wkurza mnie takie egoistyczne podejscie,ktore bierze sie
      pewnie z tego,ze niewiele sie ma...i jak tu sie dzielic...moj
      znajomy mawia,ze wystarczy mu jak bedzie mial na paliwo,jeansy i
      mcdonalda...Wy nie jestescie roszczeniowe?...no to sie usmialam...
      • angazetka Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 01:38
        > Wy chyba dziewczyny nic w zyciu od rodzicow nie dostalyscie i na
        > pomoc tez nie moglyscie liczyc

        Ja dostałam od mojej mamy bardzo wiele - duchowo i materialnie. Była
        sama, a starała się, żeby mi niczego nie brakowalo, żebym mogła
        studiować, tam gdzie chcę. Jestem jej za to niesamowicie wdzięczna,
        bo momentami robiła więcej niż mogła. Ale kiedy w końcu jestem
        dorosła, mogę normalnie zarabiać itd. - to nie oczekuję, że ona
        zrezygnuje z własnych potrzeb dla potrzeb moich. Już się
        narezygnowała w życiu, byłabym bezczelna, oczekując, że będzie
        jeszcze.
        Fajnie jest, jak rodzice dzieciom, nawet dorosłym, pomagają, fajnie
        jest, jak w sytuacji kryzysowej można od nich pozyczyć kasę itd., bo
        od tego ma się bliskich. Ale nie widzę powodu, dla którego dobro
        rodziców ma być mniej wazne niż dobro dorosłych, samodzielnych
        dzieci.
      • kol.3 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 08:30
        Rozróżnij 2 kwestie - rodzice chcą (z własnej woli) dać coś dzieciom
        i rodzicom się wydziera ich mienie, gdy są starzy i mają niewiele.
        • arioso1 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 11:06
          PRZESTAŃ SIE W KOŃCU UZALAC NAD SOBĄ.
          nie jesteś bidulką z problemami-bo ludzie maja gorsze problemy,
          brak zdrowia,brak mieszkania ,brak pracy i mało kto z tych ludzi
          oczekuje na pomoc rodziców.Twój tata może chce aby jego corki same
          sobie w życiu poradziły ? Nie pomyslalas o tym ze jak sobie
          pościelesz tak sie wyspisz?-Nie stac cie na miezkanie to sobie
          wynajmuj albo idz do przytułku-a rodzicom daj swiety spokuj-oni juz
          dośc zrobili dla ciebie i twojej siostry-nie jestes lumpiara,nie
          puszczasz sie na prawo i lewo,wyksztalciłas sie-to zasługa TWOICH
          rodziców i na tym koniec.Nie masz prawa oczekiwac od ojca ze bedzie
          ci ułatwiał -on moze a nie musi.
          Zapewnili ci start w zyciu- dzięki temu co wpoili, czego nauczyli ty
          i siostra możecie sobie samym byc zaradne-poszukajcie sobie
          jeszcze lepszej pracy, niech wasi mezowie wezma dodatkowe prace-
          niech pracują po 20 godzin-niech wyprują sobie zyły-bo to na nich
          teraz spoczywa obowiązek zapewnienia bytu rodzinie a nie na Waszym
          ojcu.
          Nigdy przenigdy nie smiałabym nawet pomyslec o tym aby mi matka
          dawała cokolwiek-chodziłam głodna,bez dachu nad głową ale SAMA z
          zmienilam swoja sytuację-od nikogo nie oczekiwałam tego.
          Chcesz mieszkac wygodnie? To sobie zasłuz na to-ale swoja cięzka
          praca a nie roszczeniem do rodziców.Bardzo im współczuje ze maja
          takie wyrodne córunie które tylko patrzą jak rodzicom wydrzec spod
          tyłka krzesło aby sie nachapac dla siebie.
          Na koniec ci powiem ,ze gdyby mmiała takich rodziców jak Ty -to im
          bym udogodniła jeszcze bardziej niz mają -mieszkałabym w kawalerce
          aby im ulzyc -bo wyobraz sobie nie kazdy ma mozliwośc posiadanie
          rodziców którzy o ciebie dbali i sie troszczyli,którzy by chodzili
          na spacer, do ktrych oglaś się przytulic i wypłakac-za taka
          mozliwośc oddałabym wszystko-a Tobie wciąz mało i mało i chcesz ich
          jeszcze z godnosci oskubac.-Oni sami zdecydujanie potrzebuja
          ciebie ani siostry aby póki co podejmowały za nich decyzje.
          • sir.vimes Ależ ty jesteś ostra siostra ;P 11.01.09, 11:10
            co cię tak rozjuszyło?
          • lila1974 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 11:14
            Ależ napastliwy tekst!
      • magi104 Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 11:16
        travka1 napisała:

        > Wy chyba dziewczyny nic w zyciu od rodzicow nie dostalyscie i na
        > pomoc tez nie moglyscie liczyc...przykre...

        Myśmy dostali- wędkę, nie rybę, czyli wykształcenie, dzięki któremu dorabiamy
        się wszystkiego SAMI (przy czym było to bardzo dobre wykształcenie średnie, bo
        dalszą edukację finansowaliśmy sobie już sami). Rodzice MATERIALNIE nam nie
        pomagają, bo nie muszą; pomagają czasem w inny sposób, jak to w rodzinie.
        Autorka wątku pisze, że od lat stara się o kredyt, ale nie ma wkładu własnego i
        dlatego go nigdy nie dostała - dziwne, bo do niedawna banki wręcz rozdawały
        kredyty na ponad 100% inwestycji ....
        • dirgone Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 12:25
          Taa, zapomniałaś o tym, że żeby nawet dostać ten kredyt na 100%, to trzeba było
          mieć ok. 25-30 tysięcy w gotówce na koszty okołokredytowe (w Warszawie -
          zaliczka, podatek, notariusz, prowizja i inne opłaty). I teraz te koszty wcale
          się nie zmieniły, tylko trzeba do nich doliczyć jeszcze wpłatę własną. A jeśli
          ktoś kupował na rynku pierwotnym, to wykończenie na dzień dobry wyniosło
          najmniej 30 tysięcy (to tyle, zeby się wprowadzić, ale niekoniecznie mieć na
          czym spać).
          • makurokurosek Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 15:25
            jeżeli mnie nie stać, to żyję na takim poziomie na jaki mnie stać. Wymaganie od
            starych rodziców by sprzedali własne mieszkanie bo ja muszę mieć jest po prostu
            chamskie i niemoralne. Autorka sama napisała, że jej rodzice żyją skromnie, mają
            niewielkie emerytury, czyli nie mają kasy na to by jej pomóc.
    • myelegans Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 05:57
      Sluchaj. Wyluzuj. Sytuacji nie zmienisz, wiec zaakceptuj. Ciesz sie, ze rodzice
      zdrowi, samodzielni, niezalezni itd. Maja relacje jakie maja, nie Tobie to
      naprawiac, ani wnikac w dynamike, to sa dorosli ludzie i przezyli ze soba wiele
      lat...
      Nie rob im prezentow na ktore Cie nie stac.
      Jest taka maksyma "People first, then money, than things" w tym przypadku
      "people" to TY i Twoja rodzina i na niej powinnas sie skupic.
      Zyj tak, jakby nikt, nigdy Ci nie pomogl, jak pomoze to bedzie to mila premia.
      Pieniadze, mieszkanie nie sa tego warte, na prawde.....

      Dziecko rosnie, Wy odbudujecie finanse, zdobedziecie zdolnosc kredytowa. No to
      co, ze teraz wynajmujecie, nie Wy pierwsi, nie ostatni, za 3,4,moze 7 lat i Wy
      sie dorobicie wlasnego kata. Cierpliwosci....
    • bri Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 11:27
      Kiedy chciałam kupić pierwsze mieszkanie też mi rodzice odmówili
      podżyrowania pożyczki czy obciążenia hipoteki ich ziemi. Byłam panną
      i mieszkałam u nich, więc udało mi się po paru latach odłożyć na
      wkład własny. Jakoś nie miałam do nich wtedy o to pretensji. Twoje
      rozżalenie do pewnego stopnia rozumiem, ale zadręczać się nie ma
      czym. Rodzice dali Ci wyraźnie do zrozumienia, że zdania nie
      zmienią, nie ma co tego rozstrząsać. Zacznij tworzyć inny plan.
      • verdana Re: Zal do rodzicow o brak pomocy? 11.01.09, 12:41
        Moi rodzice pomogli w kupnie mieszkania, ja tez kupilam synowi
        kawalerke. Bo chcialam. Natomiast dzieci moga nie liczyc na to, ze
        sprzedam wlasne mieszkanie, aby im pomóc. Bez przesady - mieszkanie
        to nie zloty pierscionek, wiele osob nie wyobraza sobie życia gdzie
        indziej.
        Moi teściowie mieszkali w 96 metrach, gdy my w cztery osoby w
        kawalerce. Do glowy by mi nie przyszło, aby mieli sie wynieść z
        mieszkania i dac nam na drugi pokoj. Podobnie teraz - odziedziczyli
        drugie mieszkanie i nie dali go doroslej wnuczce, tylko będą
        wynajmować i dokladac sobie do emerytury. I dobrze, tak powinno być -
        cieszę się, ze nie będa musieli na stare lata oszczedzać. Pamietam,
        jak teściowa żalila się, ze nie wie, czy starczy jej kasy na karnet
        do filharmonii. I naprawde, moze jestem wyrodna matka, ale z
        satysfakcją myślę, ze teraz już jej starczy, choć corka kawalerki
        nie dostanie.
        Starszym ludziom nalezy się nie mniej, niz młodym - i tyle.
    • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 17:36
      Coz, sa rodzice i rodzice.
      Niektorzy sadza, ze ich rola sie konczy, gdy dziecko ukonczylo 18
      lat.Inni zas beda pomagac, jesli trzeba, cale swoje zycie.Normalny
      rodzic chce, by jego dziecko mialo jak najlepiej i jesli moze pomoc
      (a tu - mógłby bez wiekszych wyrzeczen)to pomoze.Ty masz pecha,
      trafil ci sie tatus z gatunku "mam swoje dorosle dzieci w zadku".

      Moj ojciec swoj majatek przekazal obcej osobie,zadnemu ze swoich 3
      dzieci nie zostawil zlotówki.Biorac to pod uwage oraz inne
      okolicznosci w moich oczach jest,a raczej był,kanalia.I zyje z tym,
      sama dajac sobie swietnie rade.Nie , to nie.

      Ja wychodze z zalozenia, ze rodzic powinien dziecku ulatwic start w
      dorosle zycie- praktycznie kazde dziecko z dobrej rodziny wsrod
      moich znajomych w okresie studiowania otrzymalo mieszkanie.Taki
      model uwazam za idealny.
      • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 17:43
        lola211 napisała:

        > praktycznie kazde dziecko z dobrej rodziny wsrod
        > moich znajomych w okresie studiowania otrzymalo mieszkanie.Taki
        > model uwazam za idealny.

        A z ciekawości - jakie duze te dobre rodziny były?
        • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 18:03
          Przewaznie 2+2, ew. 2+1.
          • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:44
            Tak myślałam. Trudno kupic mieszkania np. trójce dzieci.
            Uprzedzając teksty o planowaniu dzieci wg mozliwosci - zgadzam sie w
            100%. Jednak kupno mieszkania w moim odczuciu nie jest
            koniecznoscia, wiec brak mozliwosci zakupu trojce dzieci mieszkania
            nie wyklucza odpowiedzialnego ich powołania na świat.
            Mam nadzieję tylko, że nie uwazasz, że dobra rodzina = rodzina,
            ktora daje dziecku mieszkanie.
            • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:54
              Sama mieszkania od rodzicow nie otrzymalam , do matki zadnych
              pretensji nie mam,byla nas trojka- nie bylo takiej mozliwosci.W
              opisywanym przypadku- mozliwosc jest- i to jest sednem calej sprawy.
              Dlatego miedzy innymi nie mam kilkorga dzieci- bo nie bylabym w
              stanie kazdemu zapewnic dobrego startu w doroslosc, a model- po 18
              radz sobie sam nie wchodzi w gre.
              • angazetka Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:57
                > Dlatego miedzy innymi nie mam kilkorga dzieci- bo nie bylabym w
                > stanie kazdemu zapewnic dobrego startu w doroslosc, a model- po 18
                > radz sobie sam nie wchodzi w gre.

                Istnieją jeszcze stadia pośrednie...
              • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:58
                lola211 napisała:

                > a model- po 18 radz sobie sam nie wchodzi w gre.

                Umówmy się - między takim modelem a kupowaniem na start mieszkania,
                auta i darowniu 100 tys w gotówce są modele przejsciowe.
                Słuszny prezentowali moi rodzice - i ja tez mam zamiar - do czasu,
                az sie uczysz, masz pomoc. I nie jest to nauka byle gdzie, tylko
                zdobywanie konkretnego zawodu, zgodnego z zainteresowaniami.
                Oczywiscie jesli bedzie mnie stac, chetnie dam dziecku kase na
                mieszkanie/kupie jakies male. Ale nie uwazam, zeby to bylo jakims
                pakietem minimum. Taki pakiet to jest dac dziecku rozped - czyli
                wyksztalcenie.
                • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 20:50
                  Taki pakiet to jest dac dziecku rozped - czyli
                  > wyksztalcenie.

                  Samo wyksztalcenie to malo, tym bardziej ze nie ma zadnej gwarancji,
                  ze oznaczac to bedzie dobre zarobki,wystarczajace na zakup lokum
                  samodzielnie.Jesli kogos nie stac na wiecej, trudno.Ale jesli mogłby
                  pomoc wiecej- to powinien.IMO.

                  No i co z tymi, ktorzy jednak studiowac nie beda, bo przekracza to
                  ich umyslowe zdolnosci?
                  • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 21:33
                    lola211 napisała:

                    > Samo wyksztalcenie to malo

                    Ja myśle, ze jednak całkiem sporo - jesli to wyksztalcenie to nie
                    jest ukonczenie zarzadzania w wyzszej szkole bansu i lansu.
                    Owszem, dodatkowo trzeba dac pakiet 'jestes dorosly, musisz byc
                    samodzielny'.
                    Co wiecej mozna dac?
                    Owszem, jesli kogos stac, to moze dac wiecej - ale na pewno nie
                    kosztem swoich potrzeb.
                  • pitahaya1 Re: Masz racje Ellmelek 13.01.09, 12:53
                    lola211 napisała:


                    > Samo wyksztalcenie to malo, tym bardziej ze nie ma zadnej gwarancji,
                    > ze oznaczac to bedzie dobre zarobki,wystarczajace na zakup lokum

                    Ale jesli mogłby
                    > pomoc wiecej- to powinien.

                    Nawet kosztem sprzedaży swojego mieszkania/domu, które z trudem, często kosztem wyrzeczeń, zakupiliśmy?

                    Póki co starszy syn jest w liceum. Opłacamy to wszystko, co nastolatek w tym wieku mieć powinien. Nie planujemy wyrzucenia go za drzwi tuz po 18. Jeśli będzie chciał się kształcić dalej (a taką mamy nadzieję), zrobimy wszystko by mu to umożliwić.
                    Jeśli w przyszłości będę miała wystarczająco dużo pieniędzy by sfinansować dwa mieszkania...zastanowię się.
                    Niemniej jednak mam ambitne plany i obawiam się, że sama emerytura nie wystarczy do ich realizacji.
                    Dlatego też teraz, gdy możliwości zarobkowe mamy największe, staramy sie jak najwięcej odłożyć, czy to w postaci zakupu domu, czy też w inny sposób.
                    Czy uważasz więc, że powinnam to wszystko wrzucić do kosza i kupić synom od razu po 3 pokoje?

                    Planujemy w jakiś sposób wspomóc start naszych dzieci w dorosłe życie. Niemniej jednak opcji "sprzedaj dom, przenieś się do bloku" póki co nie biorę pod uwagę.

                    Niemniej jednak, jeśli poza realizacją planów, nie będzie mnie stać na mieszkania dla dzieci, głowy sobie nie urwę.
                    Teraz rezygnuję z wielu rzeczy. Nie widzę wobec tego powodów by i potem po raz kolejny ze wszystkiego rezygnować. Pomogę w miarę moich możliwości. Niemniej jednak te możliwości sama ustalę.

                    Taki zdrowy egoizm.

                    Nie zmienia to faktu, że jeśli będę mogła, kupię im choćby po domu smile
      • kol.3 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 18:03
        Ja też uważam, że dziecko powinno dostać "wędkę" a nie ryby. Wiele
        osób wychodzi z założenia, że jak dzieci dostaną wszystko na starcie
        (mieszkanie, pomoc materialną) to wcale tego nie cenią i uważają,
        że mogłyby dostać jeszcze więcej. I jest to prawda, bo znam dzieci,
        którym rodzice załatwili na starcie życiowym samochód, mieszkanie
        ew. dom, pieniądze i było to raczej demoralizujące niż dopingujące
        do usamodzielniania się. W rezultacie wyrobiła się postawa, że jak
        mama z tatą czegoś nie dadzą gotowego, to dziecko samo nie jest w
        stanie nic osiągnąć, bo zwyczajnie mu się nie chce.
        • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:03
          No popatrz, a ja wyciagam przeciwne wnioski na podstawie obserwacji-
          tym dzieciom swietnie sie wiedzie, bo maja zapewniony podstawowy byt
          i nie musza tulac sie po wynajmowanych mieszkaniach ani zazynac sie
          kredytami.Pracuja, dobrze zarabiaja, rozwijaja sie.A rodzicow to
          niezmiernie cieszy.
          A ci, ktorzy nie dostali nic, wiecznie skwaszeni i wku...eni, bo
          maja gorzej.
          • sir.vimes Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:20
            Właściwie mam podobne obserwacje - z tym, że niekoniecznie mieszkań to dotyczy.
            Także np. sytuacji gdy niepracująca osoba w rodzinie pomaga przy dzieciach (dla
            mnie normalne - sama pomagałam kiedy mogłam) czy kwestia finansowania studiów.
            Niektórzy "samodzielni" robią wrażenie nieustannie rozliczających bliźnich z
            tego co im dano.
            • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:46
              Nie dostałam od rodziców mieszkania i nigdy tego nie oczekiwalam.
              Dostałam od nich dobre wykształcenie, które pozwala mi kupic to
              mieszkanie samodzielnie.
              I nie jest skwaszona. I nie czuje sie 'tulajaca po wynajmowanych'.
              Wynajmuje, bo to normalny etap zycia.
              • lola211 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:50
                > Wynajmuje, bo to normalny etap zycia.

                Jakos niekoniecznie.Mnostwo osob ma na starcie mieszkania zapewnione.
                Ty akurat sobie radzisz, a ja znam sporo osob, ktore cienko przeda i
                maja wiecznie pretensje do losu, ze inni maja lepiej.To nie sa ci z
                mieszkaniami, tylko ci "samodzielni".
                • e_r_i_n Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 19:52
                  Cóz, ja nie znam zbyt wiele osob, ktore mialyby mieszkanie na
                  starcie. Wiekszosc jednak kupuje je sobie po jakims czasie od
                  skonczenia studiow - z pomoca rodzicow, lub bez, ale nie jest to
                  cos, co maja od razu.
                  Ja traktuje wynajem jako normalny etap zycia - wiec moze dlatego
                  mnie to nie frustruje?
                  Duzo wazniejsze dla mnie, ze moi rodzice maja teraz czas i kase dla
                  siebie - bo nam wedki dali (lub daja - mojemu rodzenstwu).
          • azile.oli Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 20:28
            Ja się zgodzę z lolą. Nie zawsze to , że dziecko dużo dostanie jest
            demoralizujące, to zależy, jak jest wychowywane. Moje dzieci wiedzą,
            że dostaną od nas spore wsparcie materialne oraz właściwie mają
            zapewnione miejsce pracy, bo przejmą firmy rodzinne i to oni będą
            pracodawcami. Ale to nie znaczy, że traktują to beztrosko.
            Przyznam,że tak dużo pracują nad sobą, mają własne ambicje, plany,
            zasuwają na zajęciach pozalekcyjnych, są jednymi z najlepszych
            uczniów w szkole. Jakby to było takie demoralizujące, że przyszłość
            im się nieźle rysuje, to mogliby się specjalnie nie starać, bez
            wysiłku osiągaliby niezłe wyniki i mogliby się byczyć. A jednak
            zasuwają, uczą się języków, trenują. Natomiast niektórzy ich koledzy
            będą mogli w przyszłości liczyć tylko na siebie, a są tak beztroscy,
            że przerażenie bierze.
          • insomnia0 Re: Masz racje Ellmelek 11.01.09, 22:34
            ciezko sie z Toba nie zgodzic...
            ale wiesz niektorzy uwazają ze cierpienie uszlachetnia... hhehe
            W moim otoczeniu rowniez osobom ktore dostały mieszkanie wiedzie ie znacznie
            lepiej.. nie musza splacac kredytu..dzieki temu moga przeznaczyc kase na
            podroze...kursy doszkalanie..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka