Dodaj do ulubionych

Mistrz przekręcania kota ogonem!

18.01.09, 09:37
Mój drogi mąż. Wspominamy jak pilnwałam siostrzeńca gdy jeszcze nie
miałam córki.

M(mąż) - Co ci siostrzeniec zrobił, że ty się z nim nie bawiłaś?
J(JA) - Nic, po prostu nie mam na to ochoty. Podrzuciła mi go ta
kukułka (siostra moja), nie zapytała czy chcę, kazała się nim
zająć... to pilnowałam żeby nie zrobił sobie krzywdy.
M - No ale czemu się z nim nie bawiłaś?
J - Bo nie lubie dzieci.
M - Ty go nie lubisz? (z powątpiewaniem)

Tłumaczę baranowi, że nie lubie dzieci. Że własne dziecko jest dla
mnie zupełną pomyłką a on jak katarynka "ty lubisz dzieci, ty lubisz
dzieci".
Czy on uważa że kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą?
Obserwuj wątek
    • madame_zuzu Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:39
      czy dobrze zrozumiałam? Twoje dziecko jest dla Ciebie pomyłką?? Oby nigdy się o
      tym nie dowiedziało...
    • czajkax2 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:41
      Ale o co konkretnie chodzi?
      • gku25 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:41
        No właśnie?
    • triss_merigold6 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:42
      Nie myśli tylko redukuje sobie dysonans poznawczy.
      Mężczyźni są bardzo prosto skontruowani i dla nich rozważania
      typu "dzieci nie lubię, swoje lubię" są zbyt skomplikowane.
      • atowlasnieja Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:47
        ale własnego też nie lubie, staram się to wytłumaczyć jak ciężko mi
        wytrzymać z dzieciakiem w jednym pokoju i nie obedrzeć jej ze skóry.

        A on swoje "ty uwielbiasz dzieci, ty uwielbiasz dzieci"
        • triss_merigold6 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:55
          To nie wyjaśniaj, bo i tak nie zrozumie. Ogranicz się do prostszych
          komunikatów typu:
          - wyrzuć śmieci
          - napraw kran
          - zarób kasę
          - mineta
          - kawy rano
          • madame_zuzu Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:58
            triss dobrze napisałaś smile
            dwóm ostatnim punktom poświecę więcej uwagi wink
            • triss_merigold6 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 10:02
              Bo to są ważne punkty, bardzo ważne. Ostatecznie śmieci mogą stać
              dopóki nowe formy życia, które z nich powstały nie wynajdą koła i
              nie wytoczą go na środek pokoju.
          • vibe-b Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 10:03
            triss_merigold6 napisała:

            > To nie wyjaśniaj, bo i tak nie zrozumie. Ogranicz się do
            prostszych
            > komunikatów typu:
            > - wyrzuć śmieci
            > - napraw kran
            > - zarób kasę



            to powyzej to tak serio czy zartem?
            • triss_merigold6 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 10:08
              A to zależy od okoliczności, dziś po dyskusji czy, komu i dlaczego
              mnie przeszkadza sypiąca się choinka mam głupawkę.
              PS. choinkę wyrzucił bez focha ale i bez przekonania
    • dragon_fruit Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:45
      > Czy on uważa że kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą?

      może się Marksa naczytał
      • triss_merigold6 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:53
        To nie Marks tylko Goebbels rzucił takim tekstem kiedy stał na czele
        Ministerstwa Propagandy Rzeszy.
        • dragon_fruit Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 09:56
          prawda!
          • asiaiwona_1 Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 12:26
            A te twoj dziecko to wpadka rozumiem? No bo skoro jest pomyłką to
            chyba świadomie się na nie nie zdecydowałaś?
    • starapokrzywa [...] 18.01.09, 12:40
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • hellious Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 13:49
        Dziewczyny, z tego co ja pamietam z poprzednich postow autorki, dziecko nie bylo wpadka, tylko urodzila je dla meza. Cos tam bylo, ze ona nie chciala, ale pomyslala, ze jak bedzie miec swoje to jej sie odmieni, ale sie nie odmienilo. Jaos tak to lecialo tongue_out
        • pyzunia2007 [...] 18.01.09, 21:17
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • deodyma Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 21:40
      juz po raz kolejny na tym forum starasz sie udowodnic, jak bardzo nie lubisz
      swojego dziecka i jaka to katorga dla Ciebie jest to, ze musisz przebywac w
      towarzystwie wlasnego dziecka. wez kobieto rozejdz sie ze swoim chlopem i niech
      chlopina znajdzie sobie inna babke z ktora ulozy sobie zycie. skoro az tak
      bardzo sie meczysz...
      • hellious Re: Mistrz przekręcania kota ogonem! 18.01.09, 21:43
        Wlasnie tez tego nie rozumiem, po co sie tak meczyc? W imie czego? I przy okazji meczysz dziecko, meza... Bo co? Wytlumacz proszesmile
        • mama-maxa rany kobeto... 18.01.09, 21:47
          co znaczy urodzic dziecko dla męża?
          co znaczy nie lubie własnego dziecka i siedzenie z nim jest dla mnie
          katorga??

          to po jaka cholere sie na nie zdecydowałas? Myslę, że jestes
          księżniczką, która traktuje ludzi jak zabawki 9twoje dziecko jest
          tego przykładem). Myslalaś, ze dziecko to lalka z przyciskiem power,
          który naciśniesz jak ci sie znudzi zabawa...

          Cholera suka postepuje lepiej ze szczeniakami...

          a twoje dziecko juz skrzywdziłaś i jest mi go ogromnie żalsad

          aha i podziwiam twojego męża, że cię jeszcze nie puścił z torbami,
          bo z taką egoistka nie da się normalnie żyć...więc dlatego on tak do
          ciebie powtarza takie głupoty, bo niby co ma do ciebie gadać!!!

          i ty jesteś na forum dla mam, jak ty sie matka nie powinnaś
          nazywać!!!!
          • oli.nek Re: rany kobeto... 19.01.09, 07:37
            "Że własne dziecko jest dla
            mnie zupełną pomyłką "

            chyba się starzeję, ale coraz bardziej mnie szokują takie stwierdzenia matki,
            która ma już własną córkę. straszne...
            • atowlasnieja Re: rany kobeto... 19.01.09, 08:57
              Natomiast mój mąż jest ideałem ojca:

              Cieszy się na jej widok, śmieje się do niej, mówi że ją kocha...
              uwielbia, że mała jest dla niego caaałym światem.

              I co? I palcem przy niej nie kiwnie! Czasem jak zostawiam małą
              mężowi pod opieką a sama gotuję obiad to jak wracam mała ma w
              pieluszcze mega kupe a ojciec z bezradnym uśmiechem mówi "no zrobiła
              kupe." "A kiedy?" "No jak poszłaś do kuchni..."
              Z okazji każdej wizyty u lekarza wszystko facetowi wyłuszczam a i
              tak ma potem do mnie pretensje że nic mu nie mówię.
              Ma do mnie pretensje, że idąc rano po butle zostawiam małą na jego
              głowie (dosłownie łążącą bo nie raczy jej nawet przytulić
              gdyż "jeszcze śpi").

              Sądzicie że nie powiedziałam mężowi że mała mnie zamęcza w momencie
              gdy nie miałam jej dość? Mówiłam, i co z tego? "Masz fanaberie!",
              prosiłam go o pomoc "Sama coś z tym zrób!" Jak miałam dość i jego i
              jej kazałam im się wynosić wiecie jak zareagował? Dał mi małą i
              kazał przewinąć! W momencie jak mówiłam że za chwile ich rozszarpię!
              • hellious Re: rany kobeto... 19.01.09, 09:09
                Masz meza debila a sama jestes idiotka. Coz tu wiecej napisac... Zalosni jestescie oboje, a dziecko biednesad
                • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 09:38
                  Atowlasnieja nie licz na litość, nie licz na to, że Ci
                  przytaknę...NIE!!! Żal mi dziecka, które tak bardzo krzywdzicie.
                  Myslisz, że przewinąć to wszystko? Dziecko przede wszystkim
                  potrzebuje miłości i to rozróżnia mamę od jakiejś tam obcej
                  opiekunki... Nie powinnaś sie nazywać mamą... mam nadzieję, że
                  kiedyś zrozumiesz co zreobiłaś swojemu dziecku Egoistko i że nie
                  bedzie za późno...
                  • ania1212ela Re: rany kobeto... 19.01.09, 13:34
                    Dlaczego tak wsiadacie na atowlasnieje, naprawde trzeba być ciężko
                    nawiedzonym, żeby z jej postu wyciągnąć wniosek że krzywdzi swoje
                    dziecko. Wyzywacie dziewczynę od idiotek i egoistek bo nie lubi
                    dzieci?
                    Ja tez nie lubię, ale wyobraźcie sobie, że to nie oznacza że krzywdz
                    każde jakie napotkam.
                    Mam córkę,którą bardzo kocham, za dwa miesiące rodzę drugą, ale to w
                    żaden sposób nie zmieniło mojego podejścia do obcych dzieci.
                    • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 13:37
                      Mam córkę,którą bardzo kocham, za dwa miesiące rodzę drugą, ale to w
                      > żaden sposób nie zmieniło mojego podejścia do obcych dzieci.

                      do obcych...ale ona własnego nie cierpi!!!! ty tez swoje nie
                      cierpisz i twoje dzieci są pomyłką?? Bo ona właśnie tak napisała, a
                      to jest jednak dziwne i egoistyczne, bo w takim razie, dlaczego ma
                      to dziecko, dlaczego sie na nie zdecydowała?
                      • ania1212ela Re: rany kobeto... 19.01.09, 13:46
                        Ni oceniam jej tak ostro bo nie raz własnej kochanej córki miałam po
                        dziurki w nosie. Nawet własne dziecko może zamęczyć, jako niemowlak
                        bywa upierdliwe, teraz gdy jest przedszkolakiem też mam czasem dosyć
                        jej nieustannego paplania.
                        Rozumiem też, że jak napisała atowlasnieja można urodzić dziecko dla
                        męża. Sama decydowałam się na dzieci raczej z poczucia obowiązku i
                        żeby później nie żałować, że nie mam, niż z jakiejś nieodpartej
                        potrzeby posiadania dziecka.
                        • atowlasnieja Re: rany kobeto... 19.01.09, 14:07
                          Tylko, że ten obowiązek łatwiej mi było wypełnić bo sądziłam wtedy,
                          że mogę liczyć na oparcie w postaci męża.

                          Niestety trafił mi się taki muzealny obiekt którego ilość uwagi jaką
                          w/g niego mężczyzna powinien poświęcić "zajmując się dzieckiem" nie
                          stanowi nawet jednego procenta tego co ja bym nazwała "leeedwo
                          zauważa dziecko".

                          Zabrakło mi jego wsparcia jak najbardziej go potrzebowałam i
                          zwyczajnie odechciało mi się.
                          • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 14:09
                            atowlasnieja może czas iść do jakiegos specjalisty? może psycholog
                            czy cos w tym rodzaju? Może to depresja a może nie, ale chyba lepiej
                            zasięgnąć porady u fachowca, może ci pomóc
                            • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 14:09
                              jeżeli oczywiście chcesz pomocy....
                          • ania1212ela Re: rany kobeto... 19.01.09, 14:21
                            Współczuję ci z powodu takiego podejścia do sprawy przez męża.
                            Pewnie nie pocieszy Cibie fakt że mój jest podobny, wszystkie sprawy
                            związane z dzieckiem i domem są na mojej głowie.
                            • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 20:31
                              ja też zajmuję się domem, szystko na mojej głowie - dom, dziecko,
                              całe oporządzenie itd, ale doceniam to, że mąż pracuję, a więc ja go
                              wyreczam tu w domu. I absolutnie nigdy nie pomyslałam, że mi syn
                              przeszkadza tak ,że mam go tak dość, a juz wogóle, że jest pomyłką.

                              Nie może dzieciak cierpieć za to, że jego tatus jest wygodnicki.
                              • dragica Re: rany kobeto... 19.01.09, 22:04
                                Atowlasnieja-i ty,i twoj szanowny malzonek jestescie
                                nieodpowiedzialni-daliscie zycie malemu czlowiekowi nie myslac
                                chyba,ze dziecko to nie zabawka czy piesek...Jesli Twoje dziecko
                                odczuje,ze jest pomylka,mozesz mu nawet zniszczyc zycie...K..wica
                                mnie bierze, jak czytam takie wypowiedzi.
                                • marzeka1 Re: rany kobeto... 19.01.09, 22:13
                                  "..K..wica
                                  mnie bierze, jak czytam takie wypowiedzi."- a mnie nie, panienka chce szokować.
                                  Tylko po co się rozmnażała?
                                  • mama-maxa Re: rany kobeto... 19.01.09, 22:36
                                    no właśnie... i co chce zyskać przez takie watki?

                                    n
                      • azile.oli Re: rany kobeto... 20.01.09, 08:58
                        To jakiś poważniejszy problem . Ja też nie lubię dzieci, a właściwie
                        to małych dzieci, natomiast takie w wieku szkolnym już tak. Ale
                        zanim urodziłam dwójkę swoich wiedziałam, że będę je kochać ponad
                        życie, bo to będą moje dzieci. I tak się stało i jest do dziś, za
                        własne dzieci dałabym się pokroić. Obce małe dziecko potrafiłam
                        polubić, jeśli nie było rozwydrzone i wychowywane bezstresowo. Za
                        niemowlętami też nie przepadałam, nigdy nie rozczulał mnie ich widok
                        i do dziś noie rozczula. Ale własne dzieci były i są dla mnie cudem.
                        Pewnie następnym razem tak oszaleję, jak zostanę babcią. Świetnie
                        dogaduję się natomiast z nastolatkami, bo tu u dziecka nad
                        wychowaniem zaczyna przeważać własna osobowość.
                        Autorka wątku ma najwyraźniej jakiś poważny problem, może to
                        depresja? Chłop chciał dziecka, ona się wahała, teraz tatuś tylko
                        deklaruje, że kocha, a wszystkie ''przyjemności'' spadają na mamę.
                        Być może ona tak naprawdę kocha to dziecko, ale odbija na nim
                        frustracje, jakie rodzą się w niej pod wpływem obcowania z tępym
                        mężem. Nie wiem, ja zostawałam sama na wiele godzin z dwójką
                        maluchów, nie narzekałam, ale mąż potrafił mnie odciążć
                        emocjonalnie, a to ważne. Dla tego faceta dziecko jest zabawką -,
                        przytulanką , ale cała odpowiedzialność spada na matkę.
                        Nie rozumiem postawy typu ''nie kocham swojego dziecka'', ale nie
                        jestem pewna, czy to naprawdę tak wygląda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka