madameblanka
23.01.09, 11:56
a dokładnie furtki.
mieszkam 8 lat u teściów.
Teściowa ostatnio powiedziała że nie mam prawa otwierać furtki /np
kominiarzowi/ pod nieobecność właściciela domu czy bez jego zgody.
Czy tak naprawde jest? Czy to że jestem żoną jej syna i mieszkam w tym samym
domu nie daje mi prawa do otwierania drzwi?
Oczywiście wiem że powiedziała to ironicznie, żebym nie poczuła zbytniej
swobody czy też nie iściła sobie praw do ICH domu.
Przykro mi sie zrobiło że potraktowała mnie jak debila który nie wie komu
otworzyć o komu nie. Zwłaszcza że przecież wpuszczając obcego ryzykuję także
naszym "majątkiem" /mieszkamy na dole oni na górze/. Ja nadal jestem łobca??
Moja ośmioletnia obecność w tym domu nic nie znaczy? Nie nadaje mi żadnych praw?
Nie chodzi o prawny punkt widzenia, bo pewnie ma rację. Tylko kuźwa nie mam
żadnej riposty na te /niejednokrotne/ kretyńskie uwagi.