lola211
25.01.09, 13:22
Przeczytalam wlasnie autobiografie Brigitte Bardot.Kurde, babka
niezle pokrecona faktycznie, od zarania.Nic sie jej wiecznie nie
podobalo, wszedzie warunki nie takie, ludzie nie ci, pogoda okropna,
zawód do bani.Malkontentka, no zdarza sie.Ale czego zrozumiec za
chiny nie potrafie to jej niewiarygodna wrecz potrzeba posiadania
chlopa.Byle jakiego, byleby byl.I nie chodzi o to , ze odmawiam jej
prawa do kochankow i jestem oburzona brakiem moralnosci.Tylko uderza
brak szacunku do siebie samej.W imie posiadania mezczyzny u boku
byla w stanie przymknac oko na jego braki intelektualne,inny z kolei
ja bil, ponizal, a i tak wolala to niz byc sama.Do czasu az sie jej
znudzil i dawaj, nastepnego, ktory sie napatoczyl.Totalny chaos
uczuciowy.A jak juz ktory byl normalny i zakochany, to go perfidnie
zdradzala.
No i ten niechlubny watek z dzieckiem, ktore urodzila i ktorym sie
nie zajmowala, no ale jak sama tlumaczy, matka nigdy byc nie chciala.
Dobrze, ze zajela sie prawami zwierzat, przynajmniej tyle dobrego w
zyciu zrobi.
Czy naprawde zycie bez mezczyzny u boku jest tak okropne, ze lepiej
dac sie upokarzac, osmieszac, szarpac, ale byc w zwiazku?