Dodaj do ulubionych

o zdrada, zdrada, co za pech

30.01.09, 19:10
Kolejna historia z cyklu telenowela... Mija juz miesiac, odkad sie
dowiedzialam o zdradzie meza, pierwszej i absolutnie
niespodziewanej, bylam go (o, głupia) pewna na 200 %, układało nam
sie dobrze, maz dobry, rodzinny, przejety dzieckiem, na oko - jak
zawsze - wszystko ok - a tu taki kwiatek. Najgorsze ze jestem
wlasnie w ciazy - nie bardzo przez to moge działac, cała sytuacja
bez zdrady jest juz troche dołujaca - przestałam pracowac, ciaze
znosze fatalnie, przez pierwsze miesiace nie byłam w stanie robic
nic, nawet zajac sie starszym dzieckiem, wyjechałam do rodzinnego
domu, maz zostal. To by mogło jakos tlumaczyc sytuacje (choc
moralnie - bez komentarza), ale najgorsze ze ta historia zaczela sie
wczesniej, jak bylam energiczna, zadbana, zapracowana, w pelni sil i
rozpedu. No i nie rozumiem - jak bylam ok, znalazl jakas d...e
(notabene dziesiec lat starsza ode mnie, nieatrakcyjna babe,
wyszperana na portalu randkowym), potem zrobil mi dziecko (w zyciu
bym sie nie zgodzila na drugie, znajac sytuacje... pamietam nasze
starania, nie moge sobie wyobrazic, ze mogł w domu sie rozmnazac, a
potem jechac bzyknac kogos innego), potem ja lezalam i ledwo zylam,
a on dalej.... no nie miesci mi sie to w glowie. W zyciu bym go o to
nie podejrzewała, prawde mowiac przekonanie o tym ze nie zdradzi (ze
wzgledu na wychowanie, charakter, poglady, porozumienie itd...) bylo
dla mnie jego najwieksza zaleta, od zawsze, odkad rozwazalam za i
przeciw czy za niego wyjsc.. A tu taka wtopa - o ja glupia, i
naiwna. No i teraz sie zastanawiam - pozew? Wyjechac z dzieckiem?
Zaufac ze to naprawde ostatni raz? Ha ha... Zalozylam, ze z
rozstrzygnieciem kwestii czekam do porodu, teraz i tak nie jestem
samodzielna... ale boje sie ze tak naprawde odsuwam decyzje o
rozstaniu, ktora trzeba podjac, moze im wczesniej tym lepiej? No i
pomijajac moje samopoczucie w zaistniałej sytuacji sad mam problem
nastepujacy - nie moge wykrzesac z siebie odrobiny energii... nie
moge sie zebrac do zadnego dzialania - przede mna duzo spraw do
rozwiazania, musze sie zastanowic nad kwestia mieszkania, musze
podjac decyzje odnosnie pracy, przede wszystkim postanowic, czy mamy
probowac byc razem, czy nie ma sensu kupowac kredensu... a ja leze
plackiem, albo sie snuje, usiluje czytac madre rzeczy, usiluje sie
jakos zmotywowac, i nic.... a tu szkoda kazdej chwili, powinnam
działać... Jak sobie dac kopa, zeby ruszyc z miejsca??
Obserwuj wątek
    • oli.nek Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:20
      jeśli ta zdrada to nie był dostateczny kop dla ciebie by odejść, to co może być?
      wg mnie 'nie ma sensu kupować kredensu'. ja bym odeszła od razu, te miesiąc temu.
      • dalej_lamo Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:34
        No tak, odeszłabys miesiac temu - wygladało by to u mnie tak, że
        razem ze starszym dzieckiem, ktore musiałabym zabrac z przedszkola
        (inne miasto), wyladowałabym u swojej Mamy, pakując ja w opieke nad
        wnukiem... Pomijajac fakt ze Mama pracuje, dlaczego ma byc obciazona
        opieka nad dzieckiem, ktore ma obojga rodzicow? Pisze, ze zle znosze
        ciaze - czytaj: leze i rzygam, i sa dni, kiedy nie jestem w stanie
        przy dziecku zrobic nic, bo jak sie nad nim pochylam, to lece
        biegiem do wc, ledwo zdazam... Pisze, ze nie jestem samodzielna w
        tej chwili, wlasnie dlatego. Dlaczego mam wyjezdzac z mojego w
        polowie, wygodnego mieszkania, ciagnac dziecko za soba, ładujac sie
        komus na glowe? Dlatego, ze moj maz okazal sie
        nieodpowiedzialnym .... (nie napisze)? Ja teraz wymagam pomocy,
        dziecko wymaga opieki, dlaczego mam zwalniac meza z tych obowiazkow?
        • carmela_soprano Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:51
          > Dlaczego mam wyjezdzac z mojego w
          > polowie, wygodnego mieszkania, ciagnac dziecko za soba, ładujac sie
          > komus na glowe?

          no, dlaczego masz? niech to małżon opuści lokal
      • croyance Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:35
        O k., wspolczuje sad
    • bozenka78 Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:34
      Nie mozesz, po prostu nie mozesz, podejmowac decyzji w tej sprawie kierujac sie
      ciaza.
      Ciaza komplikuje cala sprawe, bo zachowanie meza jawi sie w jej kontekscie
      bardzo nieciekawie, ale nie powinna miec wplywu na twoja decyzje.
      Albo chcesz probowac raz jeszcze, dac szanse sobie, jemu, albo nie.
      Jesli widzisz swiatelko w tunelu, to lepiej dac szanse, bo odejsc zawsze zdazysz.
      Ale musisz miec energie, zeby cos zmienic, pojsc na terapie razem albo osobno.
      Zmienic swoja/jego role w zwiazku.
      Mimo żalu i poczucia pokrzywdzenia przyjac do wiadomosc fakt, ze skoro to sie
      stalo, to znaczy ze nie wszystko w zwiazku bylo takie super, jak to nam sie
      wydawalo.
      Bo uwierz mi, nie da sie zyc tak samo, jak przed tym, co sie stalo.
      Ale mozna zyc inaczej, moze byc nawet lepiej niz przedtem, choc po miesiacu od
      "dowiedzenia sie" pewnie trudno w to uwierzyc.

      A, i nie daj sie prosze wkrecic w rady typu: Gdybym ja byla na twoim miejscu, to
      dawno bym wykopala jego walizki za drzwi itp.
      Nikt z ludzi ktorych znam w realu tego nie zrobil. Częsc sie rozstala mimo prob,
      częsc zyje ze soba i jest szczesliwa.
      Smutna prawda jest taka, ze nawet najlepszy facet, taki w ktorego wierzymy w
      100% moze zachowac sie jak ostatni idiota.
      • dalej_lamo Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:45
        dzieki Bozenka.
        Wlasnie juz pierwsza rada o szybkim zalatwieniu sprawy - powyzej.

        To wlasnie jedna z rzeczy nad ktora sie zastanawiam najmocniej - co
        bylo nie tak, ze tak sie skonczylo... Niestety od meza sie
        dowiedziec nie moge, mowi ze wszystko ok, zarzutow nie ma zadnych -
        to mnie najbardziej niepokoi, bo skoro to nie zalezy od niczego u
        mnie, marna jest szansa na przyszlosc - tzn nie ma konkretnej
        rzeczy, ktora mozemy starac sie zmienic, zeby na przyszlosc bylo
        lepiej.
        • bozenka78 Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:55
          Chcialabys, zeby mial zarzuty? zeby powiedzial: to sie stalo, bo ty nie
          sluchalas/nie mialas czasu/nie chodzilas ze mna na spacery przy ksiezycu?
          I zaczelabys chodzic na spacery przy ksiezycu i byloby juz ok?
          To dobrze o nim swiadczy, ze niczego takiego nie powiedzial. Ze nie probuje
          zwalic winy na ciebie.
          Dobra terapia pomaga rozpoznac, co jest nie tak w relacjach miedzy ludzmi.
          Sama pewnie tez za pare tygodni bedziesz widziala to jasniej.

          Rozmawiac, duzo rozmawiac i starac sie byc blisko siebie, ze stanowczym
          zapewnieniem, ze drugiej szansy nie bedzie.
          Trzymam za ciebie kciuki, bo to na pewno bardzo trudny okres, ale naprawde
          niedlugo moze byc lepiej.
          • dalej_lamo Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 20:11
            wiesz, wolałabym, zeby miał zarzuty, bo teraz poruszam sie po
            omacku, nie wiem co nie grało - bo z mojego punktu widzenia było ok,
            pomijajac zbytnie zaangazowanie jego w prace, co zreszta zarzucam mu
            od zawsze - poza tym ja jemu, nie odwrotnie... Teraz mam watpliwosci
            co do wszystkiego - W lóżku super - zawsze było, teraz mysle, moze
            jemu nie, udawał orgazmy???? rozmawiamy - umiemy - zawsze sie
            moglismy dogadac - teraz mysle, co to ma za znaczenie, moze to
            traktowal jak pogaduszki? gotuje - moze mu nie smakuje? Przeciez to
            absurd, tak sie mozna zastanawiac do obledu, dlatego wolalabym, zeby
            wyartykuowal jakis zarzut, jakas przyczyne okreslil choc w zarysie,
            jesli mamy rozwazac ciag dalszy malzenstwa, musimy cos zmienic, ale
            skad mam wiedziec co?
            • sanna.i Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 20:18
              Dalej_lamo (BTW,fajny nick wink), myślę,że nie powinnaś jeszcze i tego brać na
              siebie - wyłącznej odpowiedzialności za to małżeństwo.Teraz jego
              ruch-narozrabiał jak ch...ra,więc niech teraz ON cos wymyśli,żeby ratować waszą
              rodzinę.Zamęczysz się w ten sposób.Pozwól sobie na nicnierobienie,
              niedecydowanie.I tak masz teraz dużo na głowie.Przedstaw mu sprawę właśnie w ten
              sposób: TERAZ TWÓJ RUCH.
              • dalej_lamo Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 20:33
                Zgadzam sie z Tobą, ze teraz on powinien sie martwic i zastanawiac
                co moglby zrobic, tak na razie sytuacja wyglada, moje decyzje - w
                zawieszeniu, maz sie stara. Zastanawiam sie nad tym z dwoch powodow,
                po pierwsze trudno mi sie mysli o czymkolwiek innym, a po drugie,
                moje poczucie bezpieczenstwa wymaga wykluczenia takiej sytuacji w
                przyszlosci, co jest niemozliwe - maz mi powie ze juz tak nie
                bedzie???- wiec zastanawiam sie co moglo byc przyczyna, zeby tego
                uniknac na przyszlosc. A ze odpowiedzialny za sytuacje jest on, mam
                swiadomosc - nawet jesli cos bylo nie tak, zanim sie pojdzie szukac
                gdzies indziej, wypadaloby zakomunikowac, pogadac i sprobowac
                rozwiazac ewentualny problem bez swinstw...
            • umasumak źle kombinujesz 30.01.09, 20:26
              skoro on twierdzi, że jesteś OK, to przyjmij do wiadomości, że tak jest -i tak
              sama wiesz, żeby się nie cofać, trzeba iść stale do przodu.
              To on popełnił błąd i najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę. Daj mu się
              zrehabilitować.
    • umasumak Przede wszystkim 30.01.09, 19:42
      Daj sobie czas na podjęcie decyzji. Rozwieść się zawsze zdążysz w razie czego, a
      teraz myśl o sobie i dzieciach. Uważam, że warto dać szansę mężowi, jeśli
      oczywiście robi wszystko, żeby na nią zasłużyć.
      • tolula Re: Przede wszystkim 30.01.09, 20:14
        ja i mój mąż przeszliśmy fazę zdrady nie byliśmy jeszcze małżeństwem można by
        powiedzieć że to nie jest to samo co po ślubie ale jednak zdrada to zdrada. on
        wyjechał do pracy ja byłam sama w weekendy przyjeżdżał albo i nie a do mnie
        zaglądał dosłownie pół godz wyjazdem. odniosłam wrażenie że coś jest nie tak że
        kogoś ma wszystko o tym świadczyło więc jak nadarzyła się okazja spotkałam kogoś
        miłego, kogoś kto mnie traktował jak królewnę po prostu Go zostawiłam. po 8
        m-cach przerwy tydz. przed moimi urodzinami zadzwonił czego się ogóle nie
        spodziewałam nie wspomnę o tym że bardzo tęskniłam ale to bardzo i znudziło mi
        się bycie królewną a naprawdę zatęskniłam za tym co było. wiele nocy
        przepłakałam, że tak się stało ale nigdy pierwsza ręki nie wyciągnęłam. wracając
        do telefonu rozmawialiśmy ze sobą jak gdyby nic się nie wydarzyło. po tygodniu
        przyjechał i poprosił o spotkanie, spotkaliśmy się i najnormalniej w świecie
        rozmawialiśmy jak przyjaciele opowiadając sobie wszystko to co wydarzyło się
        przez te 8 m-cy ja miałam kogoś on miał kogoś. od tamtej pory zaczęliśmy
        odbudowywać swój związek ale nie byliśmy jeszcze tego świadomi po którymś
        kolejnym spotkaniu wyjaśniliśmy sobie wszystko "tak chcemy spróbować jeszcze
        raz" w pełni tego świadomi co się stało. to zawsze w pamięci zostaje ale
        wybaczyliśmy sobie i wiele razy jeszcze o tym rozmawialiśmy ale bez robienia
        wyrzutów. po dwóch latach od tamtego zdarzenia pobraliśmy się. po czterech
        latach zaszłam w ciążę oczywiście zaplanowaną i jesteśmy w tej chwili
        najszczęśliwszą rodziną na świecie .
        jeśli bardzo się chce oczywiście z obu stron to naprawdę można przenosić góry
        mimo wielkich przeciwności.
        dobrze się zastanów jakiejkolwiek decyzji byś nie podjęła na pewno będzie
        dobrze, na pewno nie lekko ale dasz radę.
    • agatracz1978 Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 19:51
      Sama wiesz najlepiej co czujesz do męża i czy jesteś w stanie wybaczyć i żyć
      dalej z kimś kto już raz Cię zdradził. Ty wiesz najlepiej co będziesz czuła
      kiedy będzie gdzieś wychodził, odbierał telefon albo kiedy trafisz d szpitala a
      on będzie znów miał "okazję". Ty wiesz czy potrafisz zaufać że to ostatni raz
      (choć pewnie każdy facet by Ci to obiecał i tłumaczył pomyłką, chwilową utratą
      rozumu czy zmęczeniem albo innymi bzdurami). Jeżeli podejmiesz decyzję o
      rozstaniu to i tak najlepiej pozew złożyć po porodzie. Ze względu na konieczność
      choćby uregulowania sprawy opieki i alimentów nad nienarodzonym dzieckiem (jedna
      sprawa zamiast dwu) i dla Twojego świętego spokoju (po co ci jeszcze bieganie po
      sądach i pranie brudów przed porodem). Zdecydować musisz sama - ja wiem że ja
      nigdy bym nie wybaczyła i nie uwierzyłabym że to ostatni raz. Powodzenia.
    • mearuless spokojnie 30.01.09, 19:56

      teraz poczekaj, obserwuj pana jego zachowanie.
      moze romans jest skonczony i moze nalezy mu dac druga szanse...
      nie podejmuj pochopnych decyzji.
      tak jak piszesz jestes w ciazy i nie masz siły- wiec poczekaj, przemysl i pozwol
      sytuacji samej sie rozwiazac.
      najgorsze co mozesz zrobic to uciec.
      juz predzej jego wykop z mieszkania.
      ale daj jemu i sobie czas- pozwol mu dzialacsmile
      pozdrawiamsmile
    • duveen [...] 30.01.09, 20:50
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • umasumak Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 21:04
        Ale co Twoje przeżycia mają do tej sprawy? Jak możesz być tak pewna siebie, żeby
        doradzać komuś ostateczne decyzje? Fakt - nie każdego stać na zmierzenie się z
        życiem po zdradzie, ale niektórym to wychodzi, uwierz.
    • vibe-b Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 21:46
      bardzo, bardzo wspolczuje.
      Wydaje mi sie, ze w takiej sytuacji probowalabym wniknac w powody
      zdrady, czyli w bardzo wielkim skrocie: czy mu sie to
      jedynie "przydarzylo", czy tez moze z rozmyslem zaplanowal i potem
      wprowadzal plany w zycie? Kiedy mowie "przydarzylo" nie mam na mysli
      czasu trwania (ze zdrada jednostkowa) ale raczej konotacje w
      stylu "poklocilem sie z zona, zranila mnie, poszedlem sie "zemscic"
      na portal randkowy a potem sie potoczylo..". Co prawda dura postawa
      ale wybaczalna,IMO. Natomiast celowej, zaplanowanej zdrady to juz
      nie...
      Puenta: tego kredensu to moze na razie nie kupuj ale tez nie rozwodz
      sie pochopnie.
      • montechristo4 Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 22:51
        Popieram ostatnie zdanie: nie rozwodź się pochopnie - zawsze
        zdążysz, ale nie inwestuj w to małżeństwo na razie. Niech teraz on
        się wykazuje. A powiedział chociaż DLACZEGO? Skoro wszystko był (wg
        niego) ok, to skąd zdrada? I z tego co piszesz, to nie jednorazowy
        wybryk sad
        Polecam terapię małżeńską, albo chociaż Twoją rozmowę z
        psychologiem. Uwierz, że pomaga.
        Wirtualnie przytulam i bardzo, bardzo współczuję.
    • croyance Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 22:49
      Wlasnie dzisiaj zaczelam czytac ksiazke o kobiecie, ktora o zdradzie
      i checi rozwodu meza dowiedziala sie na porodowce, zaraz po tym, jak
      urodzila swoje pierwsze dziecko.

      Ksiazka jest swietnie napisana, bardzo dowcipna ale jednoczesnie na
      serio; nie wiem, czy to Ci cos pomoze, ale bardzo polecam (tylko
      tyle moge zrobic):

      www.amazon.com/Watermelon-Marian-Keyes/dp/0060090367
    • mama-maxa Re: o zdrada, zdrada, co za pech 30.01.09, 23:08
      nie podejmowałabym pochopnych decyzji

      najlepiej poczekać aż emocje opadną i wtedy dojść do jakiegoś
      rozwiązania
    • cathy1976 Re: o zdrada, zdrada, co za pech 31.01.09, 10:43
      bardzo współczuję.
      Rozumiem doskonale, co znaczy zupełny brak samodzielności w ciąży.
      Wiem, że nie dałabym rady podjąc w tamtym stanie żadnego
      radykalnegoi kroku. Nie byłam w stanie znieść ze schodów 10 kilowej
      córeczki. Oraz inne.
      Ktoś już ci madrze poradził- nie rób nic- teraz jego ruch. Niech on
      się postara przekonać cię, że warto z nim zostać z przyczyn innych
      niż obecne, praktyczne powody.

      Rady typu 'natychmiast go zostaw' po prostu mnie drażnią.
      Przede wszystkim powinnaś działać tak, żeby TOBIE było dobrze i
      łatwo. Najwyżej zostawisz go w bardziej sprzyjających warunkach. A
      może nie będziesz musiała?

      Bo mnie szczerze mówiąć niepokoi , że laska była wyszukana na
      portalu randkowym. To nie był przypadek- on po coś na ten portal
      wlazł...
      • czar_bajry Re: o zdrada, zdrada, co za pech 31.01.09, 13:02
        lamo usiądź spokojnie i wyobraź sobie swoje życie za za rok dwa i zobacz czy w
        tych wizjach będzie Twój mąż, jeżeli będzie to może jednak warto spróbować
        ponownie a jak nie będziesz mogła sobie tego wyobrazić to odejdź jak najszybciej
        ale to niech mąż się wyprowadzi a nie Ty.I pomyśl jeszcze czy będziesz potrafiła
        mu wybaczyć, bo zapomnieć będzie trudno ale jak nie będziesz mogła wybaczyć to
        zgotujesz sobie piekło, właśnie sobie a nie jemu.
        Ja nie umiała bym wybaczyć zdrady, chociaż wiele wybaczam mojemu to tego akurat
        nie, mam za dużą wyobraźnię i przez resztę życia widziała bym mojego w
        sytuacjach jakich żadna z nas nie chciała by oglądać i to było by nie do
        zniesieniasmile
        Powodzeniasmile
        • llidkaa Re: o zdrada, zdrada, co za pech 31.01.09, 16:49
          Ja bym chyba nie odeszła, daj mu szanse jak sie nie sprawdzi to zdązysz odejsc,
          dzieci bedą wieksze, byc moze ty silniejsza, spojrzysz na to z innej strony,
          teraz skup sie na dziecku i ciązy, z tego co piszesz to nie masz teraz na to
          ani siły ani warunków. Męża traktuj z dystansem, niech pamieta zawsze ze to on
          zawiódł, życzę dużo siły, napewno jakos sie ułoży.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka