Córki bratowej - dylemat

04.02.09, 12:15
Nie wiem juz jak do niej dotrzeć. Wracam z pracy do domu, chciałabym odpocząc i pobyć z rodziną ale nie mogę. Codziennie praktycznie siedzą u nas córki mojej bratowej (6 i 7 lat). Z jednej strony fajnie bo moja 2 letnia córa ma sie z kim pobawić. Jednak ich obecność jest męcząca. Grzeczne nie są, siedzą do późna, głodne, aż ich mamusia nie wróci i nie zabierze do domu (zazwyczaj grubo po 21). Oczywiści bratowa nie uprzedza ze przyjdą, nie pyta czy mogą i nie informuje kiedy wróci. Brat jest w tym czasie w pracy. Czasem jeszcze dorzuci mojej mamie mojego bratanka (pół roku). Pomijam juz to ze dzieciaki muszę sama dokarmiać. Szkoda dzieci. Najpierw rzucałam aluzjami, potem mówiłam jej wprost a ostatnio nawet wykrzyczałam ze to nie wporządku. I nic, stwierdziła że przesadzam i przez tydzien posyłała dzieci do swojej mamy. Mi juz psycha siada a przeciez nie wyrzuce dziewczynek za drzwi uncertain
    • e.logan Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:21
      Córki bratowej - dylemat

      A brata to juz nie?Na twoim miejscu po rozmawialabym szczerze z
      bratem.Ze owszem lubisz jego dzieci ale chcesz by przychodzily 1-2
      razy w tygodniu bo chcesz odpoczac i to po uprzednim uprzedzeniu.
      Jesli nie dotrze to poprostu otworz i mow ze masz inne plany np.
      wychodzicie, i niech wracaja do domu.

      A czy z ta notorycznoscia nie jest tak ze teraz ich wieccej bo sa
      feri i sie nudza?
    • ib_k Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:21
      no ale przecież to są wnuczki twojej mamy? porozmawiaj z mamą nie z bratową
      • hellious Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:26
        ib_k napisała:

        > porozmawiaj z mamą nie z bratową

        A mama co do tego ma?? Ja bym porozmawiala z bratem raczej jako ojcem dzieci a nie z ich babcia...
        • ib_k Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:27
          z postu chipsi zrozumiałam że mieszkają razem, z mamą i ona opiekuje się tymi dziećmi (bratowej)
          • hellious Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:32
            A ja zrozumialam to tak, ze bratowa podrzuca dwoje do autorki, a trzecie babci. Wiec jak to jest, autorko droga?tongue_out
    • kubek0802 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:27
      Ale to są chyba przede wszystkim córki brata, bo jakoś dziwnie mi
      zabrzmiało "córki bratowej". On jest twoją bliższą rodziną i z nim
      pogadaj.
      • bsl Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:29
        a może to są córki bratowej smile
        • filipianka Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 12:31
          > a może to są córki bratowej smile

          no właśnie
          bo ten najmłodszy jest już bratankiem czyli synem brata
    • chipsi Już wyjaśniam :) 04.02.09, 12:48
      Dziewczynki to dzieci mojej bratowej z poprzedniego związku. Z moim bratem ma synka. Oczywiście nie robi mi tu różnicy kto z kim dzieci ma smile
      Ja mieszkam w jednym domu z moimi rodzicami (oni góra, ja dół). Brat z rodziną mieszka kilka domów dalej i dziewczynki przychodzą do nas same więc nie mogę ich wygonic z powrotem. Zreszta jak wracam do domu one juz tam są. Wpuszcza je moja mam która opiekuje sie moja córą gdy oboje z mężem pracujemy. Ją też sytuacja męczy ale mama chce być dla kazdego dobra. Wiecie jak to jest.
      Bratowa nie pracuje. Gdy zadzwoniłam do niej gdzie sie podziewa usłyszałam ze poszła do pracy po mojego brata (drugi koniec miasta) żeby "sie nie szlajał po pracy". Dziecinada smile
      • ib_k Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 12:53
        no to dalej nie widzę problemu, przychodzisz do domu bierzesz swoje dziecko idziesz na dół i finisz, dziewczynki zostają z "babcią", a jeżeli babci to przeszkadza to niech porozmawia z synem,

        nie sądzę żebyś miała prawo wnikać w to co bratowa robi i co jest "dziecinadą", być może ma powody aby pilnować twojego brata?
        • bsl Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 12:55
          możesz jeszcze zaprowadzic swoje dziecko i odebrac po kilku
          godzinach od bratowej
        • chipsi Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 13:05
          Mam prawo wnikać w to co robi moja bratowa dopuki jestem zmuszana do opieki nad jej dziećmi. Gdy jestem w domu dzieci są u mnie, nie u mojej mamy. Nie chcę by dzieci czuły się niechciane, ze ich nie lubię. Niech przychodzą ale żadziej i na krócej a to juz zalezy od brata i bratowej. A oboje mają to gdzies. Relacje miedzy bratem i bratową to już odmienna i nie moja sprawa. Brat jest osobą niedojrzałą i nieodpowiedzialną. Nie mieszam się do nich tylko wyraziłam teraz swoją prywatną opinię że takie pilnowanie się nawzajem jest dziecinne.
          Ja tylko nie wiem jak postąpic by dzieciakom nie było przykro i zebyśmy z mężem nie zwariowali smile
          • hellious Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 13:07
            Powiedz im, ze jesli beda cie zmuszac do opieki nad ich dziecmi, chcac nie chcac znielubisz ich i ich dzieci. Bo tak sie stanie niestety. Co za duzo to niezdrowo.
      • rotera Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 13:05
        sytuacja niezręczna dla Twojej teściowej bo jak ma powiedzieć, że z
        wnuczką jedną siedzi w domu non stop a inne nie są mile widziane,
        podejrzewam, ze ma dosyć i próbuje złapać oddech, w związku z tym
        jak przychodzisz z pracy wszystkie dzieci zlatują się do Ciebie, a
        wypompowanej babci to na ręke
        - babcia nie wie jak to powiedzieć, nie może i jakoś sobie próbuje
        poradzić

        jak normalnie jest? córka idzie do babci na inne piętro, czy wszyscy
        macie wszystko wspólne?

        jeśli mieszkasz z teściami to niestety musisz się pogodzić z
        sytuacją, gdybyś była u siebie (choćby z osobnym wejściem) mogłabyś
        zabrać córke do domu, zamknąć drzwi....
        a nawet jeśli masz to osobne piętro, a Twoja córka chciałaby się
        bawić z dziewczynkami to czy wziełabyś je wszystkie do siebie, czy
        poszła na góre, a zostawiła 'imprezke' u babci...wtedy miałabyś
        cisze i spokój po powrocie z pracy...i wtedy nie byłoby tego postu...
        rozumiem że baratowa..., ale patrząc z jej perspektywy to jedna
        wnuczka jest ok, a inne nie...
        bo rozumiem, że babcia siedzi za friko z wnuczką pierwszą...

        a może babcia ma dosyć wszystkich wnuczków i chciałbby je widywać w
        nd a w tygodniu posiedzieć sama nad serialami i szydełkiem....i jest
        zmęczona Wami wszystkimi, ale babcia wyboru nie ma...4 wnucząt - pół
        roczniak, 2 latka, i dziewczynki...i synowa niezadowolona jeszcze
        dymu szuka...a babcia marzy tylko o tym, żeby dotrwać do 21 i paść
        na pysk w ciszy i spokoju
        • chipsi Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 13:19
          Ano właśnie sytuacja niezręczna. Córke zaprowadzam rano do babci, na górę (osobne mieszkanie jakby). Już gdy byłam w ciąży to mama sama zaproponowała że sie nią zaopiekuje gdy pujde do pracy. Staramy się z mężem dopasować zmiany zeby babcie jak najmniej obciążać no i daję mamie pieniadze za opiekę (przyznaje że nie wielkie, tyle ile mogę). Nie chcę byc niesprawiedliwa ale skoro bratowa nie pracuje to mogłaby nie zwalać dodatkowej trójki babci na głowę bez ważnej przyczyny. Mama chce wnuki traktowac po równo, ja jej chce pomóc i tak pomału dostaje już kota sad
          • rotera Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 15:36
            <zaprowadzam rano do babci, na górę (osobne mieszkanie jakby)>

            zaprowadzasz...ale nadal nie odpowiedziałaś czy jak wracasz to
            zabierasz tą 'imprezke do siebie' czy zostawiasz na głowie babci,
            skoro jesteś zła to mniemam (a nic nie mówisz o braniu ich do siebie)
            że przymusowo siedziasz u babci...no bo gdybyś mogła iść sama do
            siebie i zamknąć drzwi w ciszy i spokoju...

            pomijając sytuacje tą, ale czy jesteś po pracy, czy nie to chyba
            Twoja córka ma prawo do koleżanek u siebie w domu?

            ogólnie uważam że babcie które mieszkają z dziećmi i wnuczkami mają
            przechlapane...opieka nad wnuczką/wnuczkiem nie kończy się o
            określonej godzinie, nie ogranicza się do wizyty godzinnej w
            niedziele...jak się dziecku nudzi to mówi ide do babci, a ona chciał
            czy nie chciał ma te wnuczki non stop kolor...

            <Już gdy byłam w ciąży to mama sama zaproponowała że sie nią
            zaopiekuje gdy pujde do pracy.>
            jak ja byłam w ciąży też mówiłam/deklarowałam/chciałam/wydawało mi
            się oczywiste a teraz tak nie uważam itd i zmieniłam zdanie
            Twoja teściowa tez ma do tego prawo, wyobrażenie o opiece nad
            dzieckiem a rzeczywistość to dwie rożne sprawy...
            może babcia nie ma już siły nawet dla Twojego dziecka, ale podjęła
            się i głupio się jej wycofać i założyła, że zaciśnie zęby i odlicza
            teraz dni do momentu aż mała pójdzie do przedszkola...
            ale nie...już za drzwiami czeka kolejka..następny wnuczek
            no i babci nerwy puszczają, na pysk pada i zaczyna się obrywać
            wszystkim po kolei bo końca nie widać i babcie zajeździcie...
            no i żeby babcie ułagodzić i żeby się nie pultała Ty 'zdejmiesz z
            niej to brzemie...dodatkowe wnuki, udając jednak głupią co do
            własnego dziecka

            rozumiem bratowa...ale czy ona nie ma prawa do odpoczynku nawet
            jeśli nie pracuje? może teraz się zamieńcie, babcia zostanie z
            wnuczkiem, bratowa pójdzie do pracy, a Ty pójdziesz na
            wychowawczy...przecież babcia powinna tak samo pomagać jednym i
            drugim...

            <Mama chce wnuki traktowac po równo, ja jej chce pomóc i tak pomału
            dostaje już kota sad>
            mama może i owszem, ale Ty chcesz żeby mama była wypoczęta, zeby
            Twoja córka miała ją na wyłączność.
            Ty i bratowa zachowujecie się podobnie, tyle że Ty masz
            usprawiedliwienie - prace, obie uważacie że babcia powinna...

            <daję mamie pieniadze za opiekę (przyznaje że niewielkie, tyle ile
            mogę)>
            tego to chyba nie trzeba komentować

            mam dla Was rozwiązanie...skoro nie jesteście się w stanie pogodzić
            teściową odczepcie się od niej obie i z problemem opieki nad
            potomstwem zwróćcie się każda do własnej matki
            ale dopóki Twoja córka/wnuczka notorycznie korzysta z opieki babci
            takie samo prawo ma reszta wnuczków

            • chipsi Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 15:56
              Już wyjasniałam że po powrocie zabieram wszystkie dzieciaki do siebie.

              Ciesze się że moja córka ma koleżanki ale nie musze się cieszyć że bywaja u nas codziennie do późnej nocy.

              Chciałam posłac małą do przedszkola ale moja mama się nie zgodziła, nadal chce opiekowac sie wnuczką. Tak więc uwaga o rozmysleniu nietrafiona.

              Dlaczego piszesz że udaje głupia w sprawie własnego dziecka? W przeciwienstwie to brata ustalam z mama zasady kiedy i za ile opiekuje sie dzieckiem i nie widze przyczyny dlaczego mam odebrać jej wnuczke i zamiast jej płacic obcej babie.

              Uważasz że bratowa może się czuć zmęczona codziennie? Wstaje i juz jest zmeczona? Za to ja i moja mama jesteśmy pełne energii i dlatego powinnysmy przejąc od niej obowiązki rodzicielskie? Poza tym bratowa pracowac nie zamierza.


              Co Ci nie odpowiada w tym ze płacę mamie tyle ile mogę? Źle że chciałabym więcej ale mnie nie stać? Nie możesz określić czy to za mało bo nie znasz kwoty ani naszej sytuacji materialnej.

              Moim dzieckiem opiekuje sie moja mama. A problem nie jest w tym ze sie moja mama opiekuje jej dziecmi tylko z nadużywaniem tej opieki przez brata i bratowa.
              • azile.oli do rotera... 05.02.09, 13:26
                Nie czytasz uważnie postów . Po pierwsze, ta babcia, to mama autorki
                wątku, a nie teściowa, więc relacje jakby trochę inne, po drugie
                babcia zajmuje się wnuczką od córki i często wnukiem od syna, mimo,
                że synowa nie pracuje. Myślę, że dzieli czas równo i sprawiedliwie,
                nie musi codziennie gościć ''przyszywanych wnuczek'', bo opiekuje
                się dwójką ,maluchów. Córka autorki wątku ma prawo do koleżanek, ale
                to dopiero 2-latka, panny sporo starsze, a poza tym , to żadna
                koleżanka dziecka nie byłaby chyba mile widziana, gdyby przychodziła
                codziennie i siedziała od rana do wieczora, to każdy rodzic miałby
                dość i pewnie przestał wpuszczać do domu.
                • rotera Re: do azile.oli 05.02.09, 17:48
                  ok, przeczytałam
                  Chipsi...powiem jak mojemu męzowi...Ty mi nie opowiadaj od
                  du...strony, tylko zrób sobie szkielet i rozwijaj od szkieletu
                  i nie używaj prosze 'chciałabym' bo nie tylko ja odczytam na
                  zasadzie 'dobrymi chęciami piekło wybrukowane'
                  twierdząco uzgodniłam-mama- kasa-kropka

                  po przeczytaniu całości
                  mama powinna pogadać z bratem/bratową
                  niepotrzebie byłaś w tym stroną (w obu aspektach -z mamą, -z bratową)
                  mama dziewczynki przyjmowała ale ze świadomością, że nie ona się
                  będzie nimi zajmować do nocy tylko TY

                  nie przyszły...ok problem z głowy, tylko gdzie chodzą teraz? do
                  szkoły...a potem?
                  szkoda dzieciaków nie chcianych przez matke, przyszywaną babcie,
                  ciocie itd, mam nadzieje, że są jeszcze za małe żeby się połapać.
              • rotera Re: Już wyjaśniam :) 05.02.09, 17:19
                <Już wyjasniałam że po powrocie zabieram wszystkie dzieciaki do
                siebie>
                a co by było gdyś mieszkała w innym miejscu. Czy czekałabyś aż
                bratowa odbierze dzieci? Czy wsiadałabyś do samochodu ze swoją córką
                i jechała do siebie.
                teraz nie masz takiej moralnej odwagi, bo wyrzuty sumienia że mama
                zajmuje się Twoim dzieckiem...

                <Dlaczego piszesz że udaje głupia w sprawie własnego dziecka? W
                przeciwienstwie to brata ustalam z mama zasady kiedy i za ile
                opiekuje sie dzieckiem >

                skoro płacisz mamie i Ty jesteś fair, a bratowa nie...
                no to chyba nie Twój problem tylko mamy...
                ale mama wzdycha, Ty zabierasz dzieciaki do siebie...mama uprawia
                cichą polityke...nic nie powie, ale doprowadzi do takiej sytuacji,
                ze to Wy się złapiecie za łby, a ona będzie kryta...
                czy kiedyś byłaś świadkiem sytuacji w której mama powiedziała
                bratowej 'nie', albo jakoś dała znać, że jej się to nie podoba?

                <Uważasz że bratowa może się czuć zmęczona codziennie?>
                obiektywnie? ona jedna na troje dzieci, wy dwie na jedno dziecko?

                <Wstaje i juz jest zmeczona?
                a uważasz że to niemożliwe przy półrocznym dziecku?

                Absolutnie nie uważam, ze bratowa ma racje w jakimkolwiek punkcie,
                ale uważam że Twoje intencje nie są czyste jak łza, że to sprawa
                mamy i bratowej, (tak jak sprawa opieki nad wnuczkami to sprawa
                mamy, ale że je bierzesz to zostałaś stroną w sprawie)
                że nie powinnaś się mieszać do tej sytuacji, uważam że dajesz sobą
                manipulować, bo to mama jest w niezręcznej sytuacji, a nie Ty, mama
                na zasadzie wzajemności zcedowała na Ciebie opieke nad wnuczkami
                (nawet jeśli nie słownie to w przypadku matki wystarczy westchnięcie)

                czy nie możesz po powrocie z pracy nie zdejmując butów odprowadzić
                dziewczynek do domu? pisałaś, że mieszkają niedaleko.

                czy po powrocie z pracy nie możesz zabrać dziewczynek w tym własnej
                córki na spacer i tak 'przy okazji ich odprowadzić'

                czy po powrocie z pracy możesz zabrać swoją córke i
                pojechać...gdzieś... i wrócić dopiero koło 21.30, żeby choć raz
                bratowa odebrała dzieci od mamy, może wtedy sobie porozmawiają, jak
                mama zostanie posawiona pod ścianą to się odezwie we własnej sprawie

                co do 'obcej baby' mówiłam o przedszkolu a to szalona różnica,
                co do tematu babcia-przedszkole...mało znam babć, które uważają, że
                przedszkole to fajna rzecz, co nie oznacza jednocześnie że nie mają
                prawa być zmęczone i mieć dość,
                jeśli mama uważa przedszkole za piekło to wytrzyma do podstawówki...
                przedszkole 'beee' nie oznacza jestem 'zachwycona pilnowaniem'

                <Co Ci nie odpowiada w tym ze płacę mamie tyle ile mogę? Źle że
                chciałabym więcej ale mnie nie stać? Nie możesz określić czy to za
                mało bo nie znasz kwoty ani naszej sytuacji materialnej.>

                Problem polega na tym że używasz słów 'stać', 'sytuacji
                materialnej', 'chciałabym'...wydaje mi się, ze Twoja bratowa mogłaby
                powiedzieć...<chciałabym płacić ale mnie nie stać? Nie możesz
                określić czy to za mało bo nie znasz kwoty ani naszej sytuacji
                materialnej.> i byłaby to prawda....no nie?
                sytuacje też opisałaś pobieżnie tak że dziewczyny miały na początku
                wątpiwości, one do jednych rzeczy ja do innych...nie chce mi się
                czytać całego wątku przed odpowiedzią - na początku powiedziałaś 'a'
                ale zanim doszłaś do 'z' sytuacj opisywana diametralnie się
                zmieniła... i nie tylko mi się nie chce podejrzewam.

            • babcia47 Re: Już wyjaśniam :) 04.02.09, 19:02
              > rozumiem bratowa...ale czy ona nie ma prawa do odpoczynku nawet
              > jeśli nie pracuje?
              na pewni ma..ale czy codziennie po kilka, co najmniej,
              godzin..cudzum kosztem, bez uzgodnienia wysyłajac córki do osoby,
              która właśnie wróciła z codziennej pracy lub zwalajac je na głowe
              babci, która zajmuje się (po uzgodnieniu i za opłatą) młodszą wnuczką
              skoro nie jesteście się w stanie pogodzić
              > teściową odczepcie się od niej obie
              moze cos pokręciłam,,ale wydaje mi sie, ze babcia jest włąśnie mamą
              autorki i jej brata?..a gdzie jest druga babcia a
              własciwie "prawowite" obie babcie dziewczynek?
    • memphis90 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 13:20
      Wystaw im rachunek. Opiekunka bierze teraz przynajmniej 1000zł za jedno dziecko.
      Może zrozumieją...
      • mruwa9 sytuacja patowa 04.02.09, 13:26
        bo ofiarami w pierwszym rzedzie beda dzieci. Mozna probowac droga
        oficjalna- zglosic sluzbom spolecznym, ze rodzice nie zapewniaja
        opieki i w dobrym ukladzie skonczy sie przydzieleniem kuratora, w
        najgorszym - umieszczeniem dzieci w placowce wychowawczej, z
        wszystkimi tego traumatycznymi dla psychiki dzieci konsekwencjami
        mozna probowac wyegzekwowac od brata kase za utrzymanie
        dziewczynek, a mozna polozyc uszy po sobie, poczytac dla poprawy
        nastroju M.Musierowicz ( o Genowefie Sztompke-Pompke, Opium w rosole
        chyba?) i w imie dobra dzieci utrzymywac ten chory uklad. Moim
        zdaniem, kazda sytuacja jest do d.upy, a najgorsze konsekwencje
        poniosa same dziewczynki, Pat.
        • hellious Re: sytuacja patowa 04.02.09, 13:31
          Do dupy to jest matka tych dzieci niestetyuncertain Podrzuca jak kukulka komus swoje male i ma w nosie to, ze ktos inny sie musi z nimi uzeracuncertain Rozumialabym poniekad, gdyby pracowala i kompletnie nie miala z kim malych zostawic, albo niech ma wazne sprawy do zalatwienia, a nie wedruje sobie po mezusia albo inne pierdoly. A z babcia to juz w ogole nikt sie nie liczy... Biedna ta babciauncertain
          • mruwa9 Re: sytuacja patowa 04.02.09, 14:07
            zgadza sie, matka dzieci jest do dupy (a ojciec gdzie? Ma jakies
            prawa i obowiazki rodzicielskie?), tylko czemu cene za niewydolna i
            nieodpowiedzialna matke placic maja dzieci? Zeby za chwile powielic
            jej model zycia?
            • hellious Re: sytuacja patowa 04.02.09, 14:16
              Ojciec zdaje sie pracujacy, a potem jesli zonka po niego do pracy nie pojdzie- szlaja sie gdzies po miescie. Biedne te dzieciaki... Katem u kogos cale dnie spedzaja, a nie sa specjalnie mile widziane. Dobrze, ze chociaz im tego odczuc nie dajecie ( mam nadzieje).
            • azile.oli Re: sytuacja patowa 05.02.09, 13:35
              Syn tej babci i brat autorki wątkmu nie jest, jak mi się zdaje ojcem
              dziewczynek, a babcia jest nią tylko z nazwy, bo to dzieci, którym
              okazuje serce, ale nie jest z nimi spokrewniona i nie ma wobec nich
              żadnych obowiązków.
        • myroad Re: sytuacja patowa 04.02.09, 13:43
          Moim zdaniem dziewczyny czuja sie u Was lepiej i bezpieczniej niż w
          swoim domu.
          Musisz im dać jeść, wiec rozumiem że ich mama gotuje nieczesto i
          pewnie chodza głodne wiec dzieciecy rozum mowi im żeby przyjsc do
          cioci ktora ma ciepła zupe.
          Matka zapewne nie jest z tych kochajacych bo jej corki to juz w
          miare duze dzieci wiec jakby im było dobrze z mama to by nie
          przychodziły do ciebie ( w sumie obcej osoby)
          Nie wiem co zrobisz... wybor nalezy do Ciebie ale przestan patrzec
          na ta sytuacje tylko zloscia na bratową ( że jej sie nie chce , że
          nie pracuje, że leniwa bo tak zapewne jest) ale popatrz na to oczami
          tych dzieci.
          Ich matka nie sprawdza sie w swojej roli , Twoj brat pracuje i jak
          sama napisałas jest nieodpowiedzialny totez pewnie 2 przyszywane
          corki traktuje niespecjalnie wylewnie o ile je zauwaza w ogole.
          Jeżeli masz w sobie siłę i chec kup te 2 porcje "schabowego"
          wiecej , ugotuj pare ziemniakow na zapas i pomoz tym dziecia. One
          nie robia Ci na złosc siedzac u Ciebie. Pomyślałas o tym ?
          Jeżeli wkurza Cie ta sytuacja i nie umiesz spojrzec na nia z innej
          perspektywy to nie krzywdz tych dzieci. Zrob jedno krotkie ciecie
          ktore zakonczy ich wizyty , bo przywiazesz je do poczucia
          bezpieczestwa zdobytego u was a pozniej dowiedza sie żeby nie maja
          wstepu do twojego domu bo...(wszystkie czynniki o którychn apisałas)
    • syriana Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 13:39
      zadzwoń na policję, że dzieci zostały porzucone i nie wiadomo gdzie jest matka
      nie miej obciachu, dziewczyna leci sobie w kulki z Tobą
      • maxxt primo- powinnas zrozumiec jedna rzecz 04.02.09, 14:02
        Ty nie masz problemu z dziecmi tylko z wlasna asertywnoscia. przychodzisz z
        pracy, witasz sie serdecznie, w zaleznosci od stopnia zmeczenia prowadzisz
        krotsza/dluzsza pogawedke z towarzystwem, a nastepnie zabierasz wlasna corke na
        gore i kropka. zapedy dziewczynek by wam towarzyszyc ucinasz krótko- jestes
        zmeczona/masz pilna prace/corka musi dac odpoczac babci- i tego sie trzymasz.
        mozesz zamknac wasze pietro na klucz?
        secundo- jesli tak bardzo lezy ci na sercu dobre samopoczucie cudzych dzieci
        (jakby nie patrzec tak w sumie jest choc nie to najistotniejsze)spraw im od
        czasu do czasu jakas drobna frajde (byleby nie przerodzilo to sie w zwyczajowy
        obowiazek), kiedy masz chęc poswiec czas na wspolna zabawe, czasami zainteresuj
        sie co w sszkole. i tyle.
        a co do babci- sprawe opieki nad dziewczynkami powinna zalatwic bezposrednio z
        ich matka. jesli godzi sie na taki układ- pozostaje ci tylko tym bardziej
        trzymac sie zasady pierwszej- konsekwentnego zabierania swego dziecka aby choc
        troche ja odciazyc.
      • mruwa9 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 14:15
        latwiej okazac swoja dobroczynnosc, wplacajac pare groszy na WOSP i
        wzruszajac sie corocznymi swiatelkami do nieba, zeby miesiac
        pozniej, z zimnym wyrachowaniem konkretne dzieci skazac na bidul?
        Jak myslisz, co sie stanie z dziecmi po takim telefonie na policje?
        nie dziwi cie, ze te dzieci lepiej czuja sie w nieswoim domu? kto ma
        nauczyc dzieci wiary w ludzi, w rodzine, kto ma im dac wzorzec
        normalnego funkcjonowania normalnej rodziny, jesli rodzice nie staja
        na wysokosci zadania? Dlaczego konsekwencje zemsty na nieudolnej
        mamie maja ponosic male dzieci? Kowal zawinil, Cygana powiesili? Bo
        to tak by bylo. Nie twierdze, ze trzeba sie zgadzac na obecny uklad,
        ale ja nie widze tak naprawde dobrego dla wszystkich wyjscia z tej
        sytuacji. A ofiarami w pierwszej kolejnosci beda dziewczynki.
        • syriana Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 14:25
          dwie sprawy:
          1. dzieci są ewidentnie zaniedbane
          2. ciężar opieki nad nimi spoczywa na nieżyczącej sobie tego Chipsi i jej teściowej

          ad. 1.
          proponuję zawiadomić odpowiednie służby, np. policję która zdaje się, nie musi od razu porwać dzieci do DD, ale po prostu nastraszy matkę i to na matce skupi się ciężar dochodzenia gdzie była, czemu zostawiła skoro się nie umawiała, itp.
          dzieci nie zostawiła w sytuacji im zagrażającej, więc do ich odebrania droga daleka

          ad. 2.
          pomysł kupowania dwóch schabowych ekstra dla dziewczynek do niedefiniowanego kiedyś, uważam za mocno idealistyczny
          dzieci mają mieć wydolną rodzinę, sytuacja w której Chipsi będzie im zapewniać opiekę + wyżywienie będzie i owszem z korzyścią dla nich, z dużą zaś niekorzyścią dla Chipsi (i nie tylko fiansnsową)

          uważam, że obowiązkiem kogoś komu na sercu leży dobro dzieci, jest wstrząśnięcie matką w celu zmiany jej postawy
          przyklepanie status quo niczego nie zmieni

          ps. skąd założenie, że wzrusza mnie światełko do nieba i WOSP?
    • lubie.garfielda Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 13:53
      Powiedz, głośno i wyraźnie co cię boli. I żeby nie było: babcia NIE
      traktuje wnuków jednakowo - paradoksalnie te "nie swoje" wyróżnia bo
      ty dajesz jej jakąś gratyfikację a twoja bratowa chyba nie. Rozumiem
      w sytuacjach naprawdę awaryjnych zająć się najmniejszym (z racji
      wieku najtrudniej zabrać go na jakiś niezbędny wyjazd).
    • katka_tk Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 14:17
      Widać, że d bratowej nic nie dociera, ale musisz z nią porozmawiać i ustalić
      granice oraz namówić do tego swoją mamę.
      Druga rzecz jeśli dziewczynki są niegrzeczne u ciebie, ustalasz zasady, że w
      Twoim domu panuje spokój i takie a takie zasady, jeśli matka nie potrafi ich
      wychować ty jak najbardziej amsz prawo ich uczyć dobrych manier, skoro
      przebywają u ciebie i ty je karmisz. jesli im sie to nie spodoba, przestaną
      przychodzić albo poskarżą się mamie, bratu, wtedy wracamy do punktu wyjścia
      czyli rozmowy i zasad ustalanych z rodzicami. Fakt, one nie są niczemu winne,
      ale dobre wychowanie to nie żadna kara, więc egzekwuj od nich to.
    • volta2 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 14:59
      to chyba nie tylko o zmęczenie i spokój w domu chodzi?
      z tego co piszesz, ewidentnie ci przeszkadza, że dziewczyny
      zabierają uwagę babci, i nie ma ona już tyle sił, by wydolnie
      zajmować się tylko twoim dzieckiem.

      chcesz sobie z mamy zrobić darmową opiekunkę na wyłączność i tyle(co
      to znaczy że mamie dajesz ile możesz? może twój brat również swojej
      mamie daje tyle ile może - np. drwa porąbie, albo daje 50 dych?)

      czemu uważasz za wiążące ustalenia, ze mama "jeszcze jak byłaś w
      ciąży" ... skoro twojemu bratu syn urodził się ledwie pół roku temu.
      to zrozumiałe, że 2 lata temu mama nie mogła podzielić uwagi po
      równo, bo było tylko twoje dziecko, może teraz czas zluzować babcię
      i niech ona przez najbliższe 2 lata zajmie się nowourodzonym
      wnukiem? a ty tylko od czasu do czasu będziesz podrzucać swoje?

      co ma do rzeczy niepracująca bratowa? jakie to ma znaczenie dla
      sprawy? czy ona nie ma prawa być zmęczona opieką nad półroczniakiem?
      (dzieci w wieku lat 6 i 7 zwykle nienajgorzej już sobie radzą, a z
      dwulatkiem spokojnie mgoą już się bawić)

      czyż nie prawda, że jest konflikt interesów?
      dziewczynki nie muszą u ciebie przebywać(bo to o nie głównie ci
      chodzi, ty nie musisz ich zapraszać, ale od babci tego nie wymagaj)
      • syriana Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 15:08
        Volta, przeczytanie całego wątku przed wypowiedzeniem się w nim tonem
        kategorycznym, nie jest takim złym pomysłem
      • chipsi Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 15:19
        Volta, co ty za bzdury wypisujesz?

        Uważasz ze nie moge być zmeczona codziennymi wrzaskami do późnej nocy? Pomijam juz ze nie przelewa mi sie i żywienie dodatkowej dwójki wcale nie musi być fajne.

        Mojej mamie chciałabym płacic wiecej, to chyba normalne (ale mnie nie stać). Brat za to "daje" mi i moim rodzicom mozliwość dodatkowych wydatków na jego dzieci.

        Naprawdę nie widzisz róznicy miedzy opieka nad 1 dzieckiem gdy rodzice są w pracy i trwa to 4 - 8 godzin, a niezapowiadanym podrzuceniem komus 2-3 dzieciaków na calutki dzień i wieczór (no chyba że są w szkole to tylko popołudnie i wieczór)? W weekendy też? Żeby się zrelaksować? A ja i moja mama to już nie możemy odpocząć?

        Dziewczynki przebywaja u mnie własnie dlatego że pomagam mamie.
        • volta2 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 15:49
          Volta, co ty za bzdury wypisujesz?

          to nie bzdury, tylko zadaję ci konkretne pytania, a ty migasz się
          wprost od odpowiedzismile

          Uważasz ze nie moge być zmeczona codziennymi wrzaskami do późnej
          nocy? Pomijam
          > juz ze nie przelewa mi sie i żywienie dodatkowej dwójki wcale nie
          musi być fajn
          > e.
          ależ oczywiście, że możesz być zmęczona, a żywienie dodatkowej 2
          kosztuje, ale zastanawiam się, skoro dzieci są u babci, bo ty w
          końcu jesteś w pracy, to kto de facto pokrywa koszty tego żywnenia?
          ty czy babcia?



        • burza4 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 15:58
          masz zupełną rację, ale rozmowy nic nie dały, trzeba drążyć temat i
          nie poprzestawać na półśrodkach.

          nie napisałaś co na to wszystko twój brat, nawet jeśli ojcem
          dziewczynek nie jest, są one jego rodziną i jest za tę sytuację
          odpowiedzialny. Pomagasz mamie zabierając towarzystwo do siebie -
          sprawy się nie rozwiąże, ty cierpisz, babcia się męczy, konflikt
          narasta ale bez wsparcia mamy nic nie dotrze, bo ona przy dobrych
          chęciach robi krecią robotę. Póki nie utworzycie wspólnego frontu
          będzie tak jak teraz.

          Dlaczego nikt nie odprowadza dzieci do ich domu? cały dzień matki
          nie ma? całe weekendy?

          Skoro prośby nie pomagają, wystawiłabym rachunek - obiad 5 zł,
          podwieczorek ileś tam, zażądałabym zwrotu kosztów. Obrażą się?
          chwała ci Panie... Sorry, o ile rozumiem pomoc wynikającą z
          potrzeby, to nie rozumiem wykorzystywania. To nie przechowalnia, do
          diabła.
          • babcia47 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 19:03
            popieram w 100%
    • deela Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 16:03
      ja jestem ostatnia menda
      wiec po prostu pwoiedzialabym bratowej ze jak jeszcze raz zostawi u mnie swoje
      dzieci bez porozumienia ze mna to odbierze je z pogotowia opiekunczego
      a dzieciakom wcisnelabym ze robimy mamie psikusa zeby sie nie wystraszyly :o
      zyskalabym opinie mendy I swiety spokoj
      w sumie warto
      • verdana Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 16:06
        Problem lezy w tym, ze babcia je wpuscza. A nie powinna, chocby dla
        dobra dzieci.
        Porozmawiaj z mamą. Powiedz jej, ze jesteś bardzo zmęczona, zeby ona
        także zadzwonila do brata i powiedziała, ze niestety - nie ma sily
        codziennie pilnowac dzieci, może je przyprowadzac w okreslone dni -
        np. srody i piątki od 16 do 18. I tyle.
        Jesli mama jednak bedzie nadal przyjmowala wnuczki, mimo Twojej
        niecheci i trudnosci finansowych - to IMO - na wlasna
        odpowiedzilność. czyli wracasz, zabierasz TYLKo swoje dziecko,
        reszta bawi się u babci.
        Przypuszczam, ze problem zniknie po tygodniu.
        • volta2 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 16:09
          w szoku jestem, że takie rzeczy piszecie...
          - nie ma sily
          > codziennie pilnowac dzieci

          no, jak nie ma siły do cudzych dzieci to i nie powinna otwierać
          wnusi chipsi, czemu jej nie doradzacie nieprowadzenia dziecka na
          górę?

          czyli potwierdza się że wnuki córki to się hołubi, a wnuki syna
          spuszcza na drzewo!
          oj, jak się cieszę, że nasi dziedkowie nie mają wnuków od córkismile
          • maxxt Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 16:22
            "no, jak nie ma siły do cudzych dzieci to i nie powinna otwierać
            wnusi chipsi, czemu jej nie doradzacie nieprowadzenia dziecka na
            górę?"
            a to z jakiej racji? z jakiego powodu babcia ma mieć chęć i siłe do opieki nad
            dwojką cudzych dzieci a nie może przejawiac ochoty do zajmowania sie tylko i
            wyłącznie "rodzonymi" wnukami? gdyby i tak było to co w tym dziwnego? "wszystkie
            dzieci nasze sa" to jakies obowiązkowe hasło ?
          • tosina Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 18:52
            Ale to nie sa jej wnuki.To obce dzieci ktorymi jedynie opiekuje sie
            jej syn. Ta samo ona nie jest nawet ich babcia. Wiec twoja teoria w
            tej sytuacji jest do ..d.
            • kaeira Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 17:47
              tosina napisała:
              > Ale to nie sa jej wnuki.To obce dzieci ktorymi jedynie opiekuje sie
              > jej syn. Ta samo ona nie jest nawet ich babcia.

              Co za bzdura. Syn się nie "jedynie opiekuje", ale jest tych dziewczynek ojczymem, a to jedna z najbliższych możliwych relacji rodzinnych. Babcia zaś jest dla nich babcią przybraną, a autorka wątku - przybraną ciocią. (Po angielsku jakoś to wszystko się sensowniej nazywa - step-father, step-grandmother, step-aunt.)

              PS. Mój ojczym jest dla mojej córki dziadkiem co najmniej na równi z dziadkiem rodzonym, strasznie dumnym ze swojej pierwszej wnuczki (choć ma dwójkę "własnych" wnuków). Ojciec mojego partnera jest kochającym dziadkiem dla dwójki dzieci córki swojej nieżyjącej już żony.
          • babcia47 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 18:55
            > no, jak nie ma siły do cudzych dzieci to i nie powinna otwierać
            > wnusi chipsi, czemu jej nie doradzacie nieprowadzenia dziecka na
            > górę?
            >
            > czyli potwierdza się że wnuki córki to się hołubi, a wnuki syna
            > spuszcza na drzewo!
            > oj, jak się cieszę, że nasi dziedkowie nie mają wnuków od córkismile
            ktos Ci doradzał przeczytanie całego wątku i nie bez przyczyny!!
            Opieka na córką Chipsi została z babcia uzgodniona i jest opłacana,
            zajmuje kilka godzin dziennie. Opieka nad dziećmi bratowej (w tym
            jedno brata) jest zazwyczaj narzucana, młode po prostu SAME
            przychodzą i zostają do późnych godzin wieczornych, zywi je Chipsi
            przeważnie, bo młode wedruja za nia i jej córka do JEJ mieszkania po
            jej powrocie z pracy i tam zostają do wieczora. Czasem bratowa
            podrzuca dodatkowo najmłodszego. Dla mnie ta bratowa jest po prostu
            patologią, która z podrzucania własnych dzieci innym do wychowywania
            i zywienia innym uczyniła sobie proceder..i autorka watku ma słuszne
            prawo wymagać jego zaprzestania. Chipsi wspomniała o babci przy
            okazji tym bardziej, ze to ona wpuszcza "wnuczki" do domu i
            posrednio wymusza przez własny brak asertywnosci na niej ten
            obowiazek. Dobra ja rozumiem takie wizyty 1-2 razy w tygodniu..ale
            nie codziennie, tym bardziej, ze mamusia nie pracuje i z tego co
            pisze autorka nie poczuwa sie w najmniejszym stopniu do
            zrekompensowania kosztów utrzymania swoich córek przez autorkę..w
            sumie młode przebywaja u niej ok 5 godzin dziennie, podejzewam, ze w
            gre wchodzi podanie objadu, podwieczorku, kolacji, ewentualnie
            przekąsek, całkowity brak intymnosci, spokoju czy zaplanowania sobie
            dnia w inny sposób jak w towarzystwie dwójki "cudzych" dzieci..i
            zeby nie było, że sie czepiłam tego, ze dziewczynki nie sa właściwie
            powiazane zwiazkami pokrewieństwa z dziewczyna i babcia to ja bym
            sobie cos takiego wyprosiła niezaleznie od tego, nawet gdyby ktos mi
            w ten sposób podrzucał i narzucał jak najbardziej własne bratanice z
            krwi i kości. Ja poradziłabym poważna rozmowę na ten temat we
            czwórkę, z bratem, bratową i babcią
            • igooska Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 19:11
              Właśnie ,jest różnica miedzy dogadaniem się co do pilnowania a puszczaniem w
              samopas dzieciaków żeby spokój mieć.Rozmowa przede wszystkim tylko ze może się
              skończyć na tym ze(WG BRATOWEJ) babcia i ciotka są wredne i nie uważają
              dziewczynek za rodzinę .
            • volta2 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 19:20
              Opieka na córką Chipsi została z babcia uzgodniona

              jak rozumiem, gdy jeszcze brat się dziecka nie dorobił?

              jest opłacana
              umówmy się, że jest opłacana - autorka sama napisała mniej więcej o
              co chodzismile

              zajmuje kilka godzin dziennie

              taaaaaaaaaaak, od 4 do 8 godzin dziennie, codziennie - więc jest to
              faktycznie, drobnostka, o której nie warto w ogóle wspominać, to
              tyle co i nic prawie

              wedruja za nia i jej córka do JEJ mieszkania po
              > jej powrocie z pracy i tam zostają do wieczora.

              po powrocie z pracy - czyli tak ok. 17-tej, noooo, faktycznie to
              cały dzień te dzieciaki tam siedzą, calutki

              Czasem bratowa
              > podrzuca dodatkowo najmłodszego.
              znajda jedna, obcy bachor, nie to co wymuskana ukochana wnusiasmile

              ta bratowa jest po prostu
              > patologią,

              taaak, straszna patologia, bo czasem podrzuca znajdę jakąś do obcej
              baby, straszna patologia

              Chipsi wspomniała o babci przy
              > okazji tym bardziej, ze to ona wpuszcza "wnuczki" do domu

              tu faktycznie się gubię, bo nie wiem, czy wpuszcza babcia obce
              dziewuchy do domu, czy chipsi, która jest w tym czasie w pracy je
              wpuszcza? w końcu dziewczyny już przed 8 tam przychodzą - wagarują i
              leserują całe tygodnie i szkoła się nie przejmuje, dlaczego dzieci
              całe dnie u nibybabci siedzą?


              dziewczyna czyli chipsi faktycznie ma prawo nie życzyć sobie wizyt
              dziewczynek u siebie na parterze, ma prawo ich nie karmić, i nie
              wpuszczać do domu też. może sobie o tym z bratem porozmawiać,
              bratową i dziewczynkami.
              w/g mnie nie ma prawa ingerować w układ między synem i matką jak
              również synową i obcymi dziewczynami.
              i niech nie leje krokodylich łez nad babcinym zmęczeniem, bo sama
              jak rozumiem, na to babci zmęczenie pracuje. i tylko w tym wątku w
              zasadzie o to mi chodzi. babcia zmęczona - niech babcię odciąży sama
              a nie wymaga tego od innych. cała otoczka odnośnie karmienia za
              swoje cudzych dzieci jest tu raczej tylko zasłoną dymną. bo wiadomo,
              że jak babcia padnie ze zmęczenia, wyczerpana opieką od rana nad 2
              latką do wieczora nad 3 dziecie brata to zbuntuje się i wyrzuci całe
              towarzystowo. a przecież chipsi nie stać na opiekunkę, nie przelewa
              się jej i co ona wtedy biedna zrobi?
              • babcia47 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 23:58
                to ja Ci to może wyłożę jak dziad krowie na rowie..sama jestem
                babcią
                i gdybym sie podjęła wychowywania wnuczki (za odpłatnoscia czy bez)
                to czyłabym się zobowiązana, gdyby
                synowa by mi podrzuciła drugiego
                wnuka bez uzgodnieniam (czasem) pewnie byłabym zadowolona, że mam z
                nim kontakt..powiem
                wiecej byc moze raz czy dwa wpusciłabym pasierbice syna, bo w końcu
                to JEGO rodzina, więc i posrednio moja..ale pewnie po dwóch czy
                trzech dniach miałabym dosyć i postawiłabym sprawe jasno (ale to ja
                a nie ta babcia)..lub byc moze, odciazona przez synową, która
                zabiera dziewczynki po powrocie z pracy nie zauwazyłabym, ze siedzą
                i jedzą u niej, a w sumie u nas, łącznie tak długo..możliwe, że bym
                o tym nawet nie wiedziała..a w przypadku osoby mniej asertywnej
                mozliwa jest tez opcja, ze wpuszcza dzieci (bo co ma zrobic gdy np.
                powiedzą, ze przyszły na chwile a mama gdzieś tam poszła?) ale nawet
                gdy sama jest ta sytuacja (opieka nad mała+ dwie starsze) zmęczona
                nie wie jak sie z tego "wyplątać"
                > po powrocie z pracy - czyli tak ok. 17-tej, noooo, faktycznie to
                > cały dzień te dzieciaki tam siedzą, calutki
                nawet jeżeli od 17-tej (i tym nie wiemy) to i tak ładnych kilka
                godzin DZIENNIE co przeszkadza autorce w prowadzeniu po powrocie do
                domu normalnego życia rodzinnego w towarzystwie własnego dziecka z
                włąsnym mężem we WŁASNYM mieszkaniu (nawet jeżeli jest ono w domu
                mamy)..gdyby chciała sie zajmować dwójka innych dzieci to by je
                sobie urodziła, adoptowała lub najęła by sie jako opekunka..
                > taaak, straszna patologia, bo czasem podrzuca znajdę jakąś do
                obcej
                > baby, straszna patologia
                nie określiłam tych dziewczynek w taki sposób jak TY..ale to fakt,
                podrzuca swoje córki praktycznie obcym osobom na kilka godzin
                dziennie (łacznie z weckeendami)mimo, ze sama nie pracuje
                w końcu dziewczyny już przed 8 tam przychodzą - wagarują i
                > leserują całe tygodnie i szkoła się nie przejmuje, dlaczego dzieci
                > całe dnie u nibybabci siedzą?
                nie wspomniała autorka o której przychodzą, ale o ile sie nie myle
                to zarówno w zerówce (6-latka) jak i w pierwszej klasie(&-latka)
                zajecia trwają dość krótko, 3-4 godziny?
                > tu faktycznie się gubię, bo nie wiem, czy wpuszcza babcia obce
                > dziewuchy do domu, czy chipsi, która jest w tym czasie w pracy je
                > wpuszcza?
                a proponowano Ci żebyś przeczytała wątek od początku??? babcia
                wpuszcza dziewczynki do domu gdy Chipsi jest w pracy a ona zajmuje
                sie jej córka, po jej powrocie z pracy zabiera mała do swojego
                mieszkania na dole i dziewczynki by odciążyc babcie, która jest juz
                tym całym towarzystwem zmęczona..przy okazji ja widze różnice w
                zajmowaniu sie jedna dwulatka a nia i dodatkowo dwiema starszymi
                dziwczynkami
                > w/g mnie nie ma prawa ingerować w układ między synem i matką jak
                > również synową i obcymi dziewczynami.
                w zasadzie tak, i nie wiem czy np. zamkniecie drzwi włąsnego
                mieszkania przed dziewczynkami nie byłoby tu rozwiązaniem, bo co z
                tego, ze chce odciązyć babcie jezeli na nia to spada a babcia potem
                znów wpuszcza dziwczynki..ale tak to jest jak ktos chce mieć miękkie
                serce (nie chce wyrzucac za swoje drzwi dziewczynek i współczuje
                zmeczonej babci) to musi miec twarda doope i gruby portwel (by
                codziennie dokarmiac cudze dzieci
                bo wiadomo,
                > że jak babcia padnie ze zmęczenia, wyczerpana opieką od rana nad 2
                > latką do wieczora
                babcia mała sie zajmuje 4-8 godzin dziennie z własnej woli, decyzji
                i zobowiazania..bratowa nie bawi sie w uzgadnianie (co najwyżej
                zapewne gdy przynosi najmłodsze dziecko, a to jest jej
                decyzja)..przychodzenie dwóch córek bratowej nie jest z nia
                uzgadniane i trudno miec do babci pretensje ze w takich
                okolicznościach je wpuszcza..bo co? ma powiedzieć idzcie sobie,
                róbcie co chcecie? czekajcie na matke godzinami az wróci do domu?..w
                tym miejscu ja rozumiem, byc moze nie chce wychodzic na wredna
                teściowa i nie postawiła się bratowej..albo nie zauważyła, ze w ten
                sposób robi córce spory problem
              • azile.oli do volta2 05.02.09, 16:37
                Wytłumaczę Ci może na przykładzie, jako , że jestem matką córki i
                syna i pewnie za kilka lat zostanę babcią. Hipoteza: mieszkam w
                jednym domu z córką, czuję się na siłach zaopiekować się jej
                dzieckiem, gdy ona wróci do pracy, proponuję jej to i się wywiązuję,
                sprawia mi to przyjemność, bo babcie z reguły lubią wnuki. Mój syn
                żeni się z kobietą , która ma dwoje dzieci, za jakiś czas przychodzi
                na świat ich wspólne dziecko. Synowa nie pracuje, czasem zostawia u
                mnie dziecko i ja to rozumiem, po uzgodnieniu zgodziłabym się nawet
                na codzienne wizyty wnuka, ale zwracam uwagę na sytuację rodzinną-
                synowa nie pracuje, więc zostawia u mnie dziecko kiedy musi coś
                załatwić, a może tylko pójść z mężem i moim synem do kina. Na to się
                godzę. Gdyby poszła do pracy i poprosiła mnie o opiekę, to bym się
                zgodziła, gdybym nie mogła opiekować się dwójką na raz, uzgodniłabym
                jakieś zasady na podstawie których być może trochę mniej pomagałabym
                córce, ale nie nagle, bo ona mnie prosiła wcześniej, ja
                zadeklarowałam pomoc, więc synowa też p[owinna mnie uprzedzić o
                zamiarze powrotu do pracy.
                Ale w opisanym przypadku nie ma takiej sytuacji. To normalne, że
                córka pracuje i ktoś musi się dzieckiem zająć. Synowa nie pracuje,
                nie jest chora - zajmuje się sama. to nie jest gorszy wnuk, można go
                babci zostawić, gdy jest taka potrzeba.
                Córki synowej - babcia je wpuszcza, ja bym pewnie też wpuściła, bo
                bałabym się o ich bezpieczeństwo, nie wiadomo, gdzie by poszły, gdy
                matki nie ma w domu. Moja córka wraca z pracy- widzi, że jestem
                zmęczona, zabiera swoje dziecko i obie panny też, bo jest
                człowiekiem i ma litość nad matką, po czym użera się z pannicami,
                choć z pracy wróciła zmęczona. Gdyby córka oddała wnuczkę do
                przedszkola to te dziewczyny też by pewnie przychodziły. Dlatego ja,
                jako babcia nie zrezygnowałabym z opieki nad wnuczką na rzecz
                doglądania i żywienia obcych dzieci. Byłyby u mnie mile widziane w
                określone dni i o określonym czasie, najchętniej z całą rodziną.
                Tu nie chodzi o to, czyje dzieci lepsze. Bo dzieci synowej, a nie
                syna nie są moimi wnukami i nie poczuwa,m się do obowiązku opieki
                nad nimi, a tym bardziej odpowiedzialności , bo dziewczyny rosną,
                babcia przestanie mieć na nie wpływ, tym bardziej, że zbyt grzeczne
                nie są.
                Autorka wątku nie jest wyzyskiwaczką matki, tylko pospołu z nią
                ofiarą bezczelności bratowej i bezmyślności syna i brata.
                Jedyna rada - poinformować syna i synową, że dziewczynki będą
                wpuszczane tylko po uzyskaniu wcześniej zgody na odwiedziny. Głównie
                chodzi o to, żeby babcia powiedziała wyraźnie, że nie jest w stanie
                zapewnić im codziennej opieki i utrzymania.
                Ja nie korzystałam z pomocy mamy i teściowej w wychowywaniu dzieci,
                bo nie pracowałam. Jeśli z jakiegoś powodu musiałam na kilka godzin
                zostawić dzieci u mamy (bardzo sporadyczne wypadki) to zawsze do
                niej wcześniej dzwoniłam i pytałam, czy może zostać z dziećmi. Nie
                do pomyślenia byłoby dla mnie podrzucenie ich w ostatniej chwili.
                Ktoś może mieć jakieś plany, źle się czuć, mieć gości.
                I to była moja własna matka, a nie teściowa, której podrzuca się
                przyszywane wnuczki jak kukułcze jaja.
          • effka454 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 21:00
            volta2 napisała:

            > w szoku jestem, że takie rzeczy piszecie...
            > - nie ma sily
            > > codziennie pilnowac dzieci
            >
            > no, jak nie ma siły do cudzych dzieci to i nie powinna otwierać
            > wnusi chipsi, czemu jej nie doradzacie nieprowadzenia dziecka na
            > górę?
            >
            > czyli potwierdza się że wnuki córki to się hołubi, a wnuki syna
            > spuszcza na drzewo!
            > oj, jak się cieszę, że nasi dziedkowie nie mają wnuków od córkismile

            Volta2 wypowiedz Chipsi, któą tu przytaczasz na początku odnosi się do
            bratowej, która nie pracuje zawodowo.
            Przeczytaj dokładnie cały wątek, bo Twoje wypowiedzi są od Sasa do lasa.
    • przeciwcialo Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 19:23
      O 18.30 zaprowadx te małe do matki i juz.
      One chodzą do szkoły czy przedszkola czy cały dzień tak sa
      podrzucane?
      • izabela1976 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 23:06
        A nawet i wcześniej.

        Po powrocie z pracy zapytaj się czy dziewczynki nie są głodne itd. I odprowadź
        je do domu i już.

        Co któryś dzień, możesz przecież pozwolić im zostać dłużej.
        • babcia47 Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 02:22
          a gdzie ma odprowadzić? pod drzwi mieszkania i zostawic na schodach?
          przeciez pisała, że dzwoniła do mamy dziewczynek i okazało sie że
          poszła sobie po małża, by go "odebrać" z pracy..choc ja bym akurat
          chyba była na tyle "wredna", ze bym jej przez telefon zapodała, ze
          albo za 10 minut będzie w mieszkaniu albo faktycznie młode pod
          drzwiami zostawię
    • gacusia1 Re: Córki bratowej - dylemat 04.02.09, 23:56
      Jak czytam takie posty to stwierdzam,ze jestem podla i wredna i
      egoistka do kwadratu. Gdyby taka sytuacja zaistniala u mnie to dlugo
      bym nie czekala z powiedzeniem wprost,ze nie zycze sobie dziewczynek
      w moim domu bez uprzedzenia i mojej zgody. Jesli to by nie
      poskutkowalo to zwyczajnie nie wpuscilabym dzieci do domu.Przeciez w
      koncu same nie przychodza,prawda????
    • chipsi Obraziła się :) 05.02.09, 08:35
      Bratowa oczywiście. Bratowi tradycyjnie wszystko "wisi". Trochę mi juz nerwy padały ponieważ u nas trwają ferie i dziewczynki siedziały u nas od rana. Zadzwoniłam do niej, oczywiście nie było jej w domu więc powiedziałam że to nie wporzadku że nie powiedziała znowu że gdzies idzie, ze dzieci są głodne itd. Starałam się być grzeczna, ona wesoło odpowiedziała ze potem do nas wpadnie pogadać. Nie przyszła, dziewczynki też nie. Jedna podobno była rano ale bratowa zadzwoniła do drugiego brata i kazała jej natychmiast wracać.
      Troche mi przykro że brat z bratową nie chcieli znależć jakiegos kompromisu ale cóż. Narazie ciesze się spokojem.

      Jesoo jak wspaniale było posiedziedzieć wczoraj wieczorem z meżem w ciszy big_grin
      • vadera12345 Re: Obraziła się :) 05.02.09, 14:00

        I bardzo dobrze.
        Obraziła się, dzieci nie będą Ciebie nachodzić i objadać.
        Cel osiągnięty,ale czy nie będą przesiadywać dalej u swojej przybranej babci ?
        • chipsi Re: Obraziła się :) 05.02.09, 15:20
          vadera12345 napisała:

          > Cel osiągnięty,ale czy nie będą przesiadywać dalej u swojej przybranej babci ?

          Nie sądze. O tym że mamie ciężko też jej wspomniałam tongue_out
          Strzeliła focha ale siedzi w domu z dzieciakami. Ma okazje pobyć matką.

          Lepsza taka reakcja niż żadna lub pretensje od mojego brata (nawet mi się niechce opisywać jakie on ma pomysły uncertain )
    • joalicja Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 13:59
      Dokładnie: jak tylko dzieci przychodzą, pytać czy są głodne i
      odprowadzać do domu. A jak matki nie ma w domu, to telefon albo sms z
      informacją, że za 10 minut dzieci będą pod domem. I jasno
      zapowiedzieć: nie życzę sobie dzieci w domu bez uprzedniej zapowiedzi
      i aprobaty. Masz prawo być zmęczona po całym dniu. A bratowa jak nie
      pracuje to co ma do roboty oprócz zajmowania się WŁASNYMI dziećmi.
      Nawiasem mówiąc ciekawe, czy całe życie tak będzie wisiała na innych.

      Współczuję natomiast babci, bo odmowa zajęcia się przyszywanymi
      wnukami będzie skutkować oskarżeniami o różne traktowanie wnuków z
      pierwszego i drugiego małżeństwa. A brat też patafian swoją drogą, że
      się własnymi dziećmi zająć nie potrafi. Jak sobie wziął kobietę,
      która ma dzieci z poprzedniego związku to powinien liczyć się z tym,
      ze automatycznie staje się dla nich kimś w rodzaju ojca...
    • marva Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 14:10
      Tak się zastanawiam czemu napisałaś akurat "córki bratowej" a nie
      brata? A brat nie ma nic do powiedzenia w temacie? Tylko bratowa
      jest tu winna?
      • katka_tk Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 14:26
        bo to są córki bratowej z poprzedniego związku, doczytaj cały wąteksmile
      • marva Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 14:26
        Już doczytałam o córkach bratowej tongue_out. Nie mniej jednak uważam, że
        Twój brat też powinien zareagować. Przede wszystkim On.
    • sir.vimes Ja bym zawiozła dzieci bratu do pracy 05.02.09, 14:33
      i niech sobie sami robi z tym fantem co chcą.

      Nie chciałoby mi się wydawać pieniędzy na telefony do bratowej, nie chciałoby mi
      się jej szukać po mieście.

      Co innego ustalone wizyty towarzyskie dziewczynek , co innego de facto
      pomieszkiwanie. Jeżeli rodzina brata jest dysfunkcyjna marsz na terapię a nie
      dzieci podrzucać na całe dnie.

      Swoją drogą - czy one nie czują się niekochane?
      • toniesamowite Re: Ja bym zawiozła dzieci bratu do pracy 05.02.09, 14:44
        rozmawialabym z bratem-nawet jesli ma postawe-tumiwisiwink)
        najlatwiej udawac,ze ma sie wszystko gdzies-dla swietego spokoju,
        bratowa to wykorzystala i podrzucala Wam dzieci na caly dzien.Tak
        wiec chipsismile gadaj ino z bratem
    • spacey1 Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 15:06
      Chyba będę miała trochę inne zdanie. Co zrobić, jesli bratowa i brat są
      rzeczywiście rodziną dysfunkcyjną? I jesli autorka wątku będzie odsyłać dzieci
      konsekwentnie do domu, a to będzie skutkować tym, że dzieci będą zaniedbywane i
      zdrowotnie (jedzenie) i emocjonalnie? Owszem, autorka wątku, jak każdy z nasz,
      ma prawo do własnej prywatności, ale tyle tu mówimy, na tym forum, o współczuciu
      dla dzieci zaniedbywanych czy nieszczęśliwych. Że trzeba reagować, że nie można
      być obojętnym. A co zrobić, jesli to się dzieje tuż koło nas, de facto w naszej
      rodzinie i mamy możliwość pomóc? Odwrócić się tyłkiem? Oczywiście, rozmawiać,
      stawiać sprawę jasno, że to oni odpowiadają za dzieci i nie mogą ich podrzucać
      codziennie, ale jeśli to nic nie da i dzieci np. będą same ciągle w domu, albo
      nawet nie same, ale w towarzystwie dysfunkcyjnych rodziców i widziałabym, że
      lgną do mnie i mojego domu - to jednak nie traktowałabym jako alternatywy
      powiadomienia służb specjalnych, tylko jednak wsparcie dzieci i jakaś forma
      opieki nad nimi. Chyba to lepsze, niż gdyby trafiły do "placówki". Mają ojca w
      końcu (i mam tu na mysli brata autorki), a skoro tak, to mają i babcię i ciotkę,
      którym chyba tez zależy na losie tych dzieci.
      Oczywiście to wszystko na krótką metę. Jeśli żadna ze stron nie ma zamiaru
      przejąć opieki nad dziećmi, a sytuacja stanie się patowa, to chyba lepsza
      rodzina zastępcza.
      • sylwiawkk Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 16:35
        a ja zapytam inaczej
        a co na to twój mąż po powrocie z pracy ,nie kazał ci nigdy odesłać dzieci do domu
        bo sadzę że jego tez te przesiadywania męczyły
    • fajka7 Re: Córki bratowej - dylemat 05.02.09, 19:18
      Jestem najwyrazniej jakas uszkodzona, bo uwazam, ze jak sie tworzy
      zwiazek z kims kto ma male w koncu dzieci, to sie normalnie zaklada,
      ze te rodzine bedzie sie tworzyc razem i to nie beda jego/jej
      dzieci, tylko wszystkie dzieci beda nasze. I od normalnej bliskiej
      rodziny tez spodziewalabym sie, ze tak potraktuje wszystkie dzieci,
      niezaleznie od tego kto je urodzil. Sa w rodzinie i tyle.
      Nie rozumiem wiec argumentu, ktory stale sie przewija w dyskusji, ze
      te wnuki nie sa wnukami tej babci. Czyli generalnie cala rodzina ich
      ojczyma traktuje dziewczynki jak piate kolo u wozu.
      Gdyby brat adoptowal dziecko byloby tak samo. Adoptowane, wiec
      babcia nie jego, tak?
      A w kwestii glownej problemu nie widze totalnie, uwazam, ze jaka by
      bratowa czy brat nie byli i jak tych dzieci nie podrzucali ani
      chipsi, ani babcia po prostu nie umieja sie zachowac i wyznaczyc
      granic i tyle.
      Ktos wyzej wspomnial o asertywnosci i jak to powinno przebiegac -
      odwoluje sie do postu bodajze maxxt - zgadzam sie z kazdym slowem.
      • sir.vimes Fajka, mam takie samo wrażenie 05.02.09, 20:15
        Czyli generalnie cala rodzina ich
        > ojczyma traktuje dziewczynki jak piate kolo u wozu.

        dlatego właśnie radziłam zawieźc je bratu do pracy - gdyby zareagował na
        zasadzie "nie moje dzieci, nie moja sprawa" siostra czyli Autorka wątku
        wiedziała by troszkę więcej o sytuacji... I może coś by z tego wynikło dobrego
        dla tych dzieci. I dla niej teżsmile
Pełna wersja