Dodaj do ulubionych

I znów o teściach - i dzieciach.

07.02.09, 09:07
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Mamy dwoje dzieci. Moje kontakty z
teściami są bardzo "dyplomatyczne" tzn. widzimy się przy różnych
okazjach (urodziny świętaitp) wszystko miło, grzecznie, z uśmiechem.
Mieszkamy od nich jakieś 20 km. Natomiast siostra męża mieszka dom
obok od moich teściów. Jej syn ma 12 lat i odkąd pamiętam
wychowywany był raczej przez teściów. Siostra i szwagier męża co
tydzien chodzili na dyskoteki, imprezy, każdego sylwestra itp. My
nie byliśmy nigdzie, prawie nigdy. Teściowie nie zaproponowali ani
razu żebyśmy sobie gdzieś wyszli tylko we dwoje raz chociaż. Jak
znajomi zaprosili na urodziny do lokalu to tak prosiliśmy dziadków
żeby zostali z maluchami, ale oni w piatek wyjeżdżali na działkę i
stwierdzili że nie opłaca im się wracać. A dla córki żeby mogła iść
na zabawę nie raz rezygnowali z wyjazdów. Dziś wiem ze nie ma o czym
mówić, to nie ich obowiazek zajmować się moimi dziećmi. Tylko jak
już tam jedziemy i słyszę od progu opowiadania siosty męża jaka była
impreza do 5 rano, albo całogodzinne opowieści babci jaki to wnuk
jest zdolny, mądry, odpowiedzialny itd. to się we mnie gotuje. Moje
dzieci są chore , teściowa nie zadzwoni zapytać jak się czują, czy
pomóc nic kompletnie zero zainteresowania z ich strony. Żal mi męża
bo on chociaż udaje że mu to obojętne to tez widzę że zaczyna go to
gryźć. Ja czuje że mam o to do nich pretensje (pewnie nie powinnam)
i nie chodzi mu już nawet o opiekę nad dziećmi ale ten brak ich
kontaktu z moją rodziną i brak jakiegokolwiek zainteresowania ale
przede wszystkim chęci aby mieć z wnukami coś wspólnego. Zresztą
nasze spotkania to schemat: dziadkowie wchodzą, rytuał przywitania,
potem kawa przy tv a potem szybko do domu bo np na fakty chcą juz
być u siebie. No i zblizają się walentynki, jak cos wspominaliśmy że
może zostali by z dziećmi na godzinkę to sie dowiedziałam że
przecież oni też chcą świętować, mają już plany i wyszło przez
przypadek ze bedą świętować ale z wnukiem bo córka ma już plany na
ten weekend i na dwa następne. I to by było tyle, tylko może
poradzicie mi jak ja mam się do tego wszystiego ustosunkować, a mój
mąż? Jak z teściami rozmawiać, dać im odczuć że ta cała sytuacja
jest krzywdząca dla nas a głównie dla mojego męża. A może tak ma
być, nasze dzieci nasza sprawa...Ale żeby byc tak obojętnym na
wnuki, żeby się chociaż spytali jak im idzie w szkole, na
treningach, co lubią a czego nie, no po prostu dziadkowie o swoich
wnukach nie wiedzą nic. Czy to normalne? Napiszcie coś proszę.
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 09:14
      Nie jest to zdrowa sytuacja, natomiast na pewno wplyw na to ma fakt,
      ze twoja szwagierka mieszka obok tesciow i maja ja blisko, ponadto
      jak widac maja blizszy zwiazek z wlasna corka niz z synem.
      Troche widze w tej sytuacji waszej winy, bo nie widac byscie
      próbowali zblizyc sie do tesciow na blizsza odleglosc niz wymiana
      uprzejmosci, czuc na kilometr dystans.
    • estelka1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 10:30
      No cóż, tak bywa smile U mnie jest podobna sytuacja, ale dzisiaj już
      tego nie przeżywam. W tej chwili śmieszy mnie zachowanie teściów, bo
      w gruncie rzeczy to, co robią jest żałosne. Młoda ma 14 lat, a przez
      10 była jedyną wnuczką. Babcia nie jest w stanie zapamiętać, ile
      córka ma lat i do której klasy chodzi, podczas gdy jest w stanie
      wyliczyć niemal każdy dzień pozostałej trójki wnuków. Ba, jest
      zbulwersowana, kiedy ja palę głupa i udaję, że nie wiem, ile lat
      mają bratankowie męża smile Przez 14 lat życia młodej babcia zajmowała
      się nią kilka razy w sytuacjach podbramkowych, typu wesele mojej
      siostry, gdzie moi rodzice nie mogli z wiadomych względów wziąć
      młodej do siebie. Czy jest moja wina w tym, że te relacje są
      delikatnie mówiąc średnie? Pewnie tak. Ale jak teściowa na dzień
      dobry po urodzeniu młodej wyrąbała, ona już nie miałaby siły ani
      cierpliwości zajmować się takimi małymi dziećmi, odechciało mi
      się "współpracy" z taką babcią. Owszem relacje mamy poprawne, ale to
      jest wszystko. Szkoda mi męża, bo jemu mimo wszystko jest przykro,
      chociaż absolutnie się do tego nie przyznaje, no i szkoda mi młodej.
      Podczas spotkań z babcią, za każdym razem pada nieśmiertelne
      pytanie, ile ma lat i właściwie do której klasy chodzi, a potem
      zaczynają się opowieści, jakie to wspaniałe są tamte wnuki i co
      nowego zrobiły. Ostatnio młoda lekko się wkurzyła i wyrąbała, że ma
      16 lat i że jest w II liceum - a babcia to łyknęła. Porażka po
      prostu. Na szczęście moi rodzice (a od roku tylko tata, bo mama
      zmarła) zrekompensowali córce brak zainteresowania ze strony drugich
      dziadków.
      • olesia.1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 10:41
        My też prówbowaliśmy zbliżyć się do teściow na różne sposoby,
        wigilia u nas żeby ich odciażyć (bo zawsze Oni robili zapraszajac
        nas i oczywiście córkę), inne święta też, wolne dni zawsze
        zapraszaliśmy ich do nas, żeby spędzić razem troche czasu, prawie co
        niedzielę zapraszamy ich aby w drodze powrotnej z działki wstąpili
        do nas (mają po drodze) ale są zmeczeni, no to my proponujemy że
        wpadniemy ale albo idą z wnukiem do kościoła albo muszą go wziąść na
        zakupy bo potrzebuje czegoś do szkoły. I tak jak głową w mur. A mąż
        nigdy nie odmówił pomocy, to normalne. Jak tylko potrzebny kierowca,
        mechanik, elektryk itp to mój mąż jest wzywany. I tak to już trwa i
        pewnie się niezmieni, jest tu watek na tym forum czyje dzieci kocha
        się bardziej więc mogę powiedzieć że od córki. Ja już chyba nie
        liczę że sami będą chcieli zaopiekować się moimi dziećmi chociaż
        pare godzin, tylko czemu ciagle o tym myslę?
        • estelka1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 10:57
          Szkoda Twoich nerwów. To jest wybór teściów i nie zmusisz ich do
          tego, by zainteresowali się Twoimi dziećmi. I tak Cię podziwiam, że
          próbujesz cały czas nawiązać jakieś ciepłe relacje z teściami. Ja
          mam to w głębokim poważaniu. W tej chwili dobrze mi bez nich, a
          wizyty dosłownie 2 razy w roku w święta (chociaż mieszkamy w jednym
          mieście) są dla mnie złem koniecznym. Fakt, że na to składa się
          jeszcze parę innych rzeczy, typu alkoholizm teścia, ale ogólnie nie
          mam potrzeby widywania się z nimi. I widzę, że moja córka też. Po
          prostu kontaktujemy się jak musimy i wyłącznie ze względu na męża.
          • mama-maxa Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 12:28
            olać takich tesciów, chciałabys żeby twoje dziecko wiedziało/czuło,
            że babcia zajmuje się nim z przymusu, bo rodzicom przykro? Daj
            spokój, mąż się wkońcu przyzwyczai, wkońcu najważniejsze żebyście wy
            się kochali, a teście kiedys zrozumiejąswój błąd...może.
    • kasulka79 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 12:31
      Ok, rozumiem, że sytuacja nieco drętwa - w końcu Wy się staracie a ze strony
      teściów brak pozytywnej reakcji i olewka, ale wydaje mi się że na żale bardziej
      powinno się zbierać w takiej sytuacji Twojemu mężowi a nie Tobie ...
      a co do okazjonalnej opieki nad dziećmi ... a Twoi rodzice? nic o nich nie
      piszesz, nie mogliby zająć się przez godzinkę, wieczór, noc, dzień wnukami kiedy
      Wy będziecie zajmować się wyłącznie sobą?
      • olesia.1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 14:41
        No właśnie ja rodziców mam bardzo daleko (Poznań) i czasem wiadomo
        pomoc teściów byłaby bardzo cenna i potrzebna. Ale nie wykazują do
        tego chęci. A jak wspomnieliśmy że może za opiekunką się rozejrzymy
        która od czasu do czasu zajęłaby się dziećmi to skomentowali to
        słowami : ale załóżcie sobie w domu kamery bo nie wiadomo co z tymi
        dziećmi będzie robic.
        • kiraout Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 21:18
          Przestań się nimi specjalnie interesować. Nie zapraszaj, nie organizuj, odmawiaj
          różnych przysług, mówiąc, ze masz coś innego w planach (nie mówię o rzeczach
          absolutnie ważnych i nie podlegających dyskusji, jak np. zdrowie) ale
          odłączyłabym się na jakiś czas i tyle.
          Zawsze przychodzi koza do woza, takie życie smile
        • fajka7 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 21:30
          No po prostu nie chca sie zajmowac Waszmi dziecmi, no trudno, ale
          czy nie szkoda energii, zeby to ciagle przezywac, porownywac sie do
          szwagierki, wyliczac i podsumowywac?
          A skad mamy wiedziec czy opieka nad dzieckiem szwagierki nie jest
          okupiona stala ingerencja w jej zycie, jakims uzaleznieniem i innymi
          nieciekawymi ukladami. Nic o niej nie piszesz. A ciekawa jestem -
          zamienilabys swoje zycie na jej tak jesli chodzi o caloksztalt?
          Dlaczego nie lub dlaczego tak?
          Rownie dobrze rodzice moga miec swoje subiektywne powody, zeby
          pomagac bardziej corce.
          No i oczywiscie moga byc ofiara stereotypu, ze to corka zostaje przy
          rodzinie i zawisna na niej na starosc, a syn opuszcza gniazdo trwale.
          • czar_bajry Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 21:44
            Owszem nie mają obowiązku zajmować się Twoimi dziećmi, ale jeżeli zostają z
            jednym wnukiem to wypadało by aby zostali też z Waszymi dziećmi.
            Zatrudnij opiekunkę na godziny, może masz jakąś sąsiadkę lub nastolatkę z
            sąsiedztwa oczywiście taką której ufasz.
            Na wyjście od czasu do czasu majątku nie wydacie a teściowie niech się wypchająsmile
    • emigrantka34 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 07.02.09, 21:39
      Kolejny watek z cyklu o nierowno traktowanych
      dzieciach/synach/wnukach.

      Moze warto pogrzebac w innych watkach na ematce.
      • kaska9943 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 10.02.09, 22:29
        Kolejny watek z cyklu o nierowno traktowanych
        > dzieciach/synach/wnukach.
        >
        > Moze warto pogrzebac w innych watkach na ematce.nie rozumiem takich wpisow???
        jezeli Cie to nie interesuje nie czytaj i nie pisz.ja chetnie przeczytalam
        wszystkiem-mam podobny problem i juz sama nie wiem czy moje dzieci maja
        pokutowac za moje zle stosunki z tesciami.
        • emigrantka34 nie napadaj 10.02.09, 22:34
          Ja nie pise czy mnie ze mnie to nie interesuje lub nie, tylko, ze
          takich watkow jest wiele, wiec moze sobie autorka pogrzebac troche w
          ematce i dowiedziec sie czegos wiecej na interesujacy ja temat.
          I tylko dlatego ze masz podobny problem, nie napadaj na mnie.
          • goldie_locks Re: nie napadaj 11.02.09, 19:50
            No wlasnie ty czesto napadasz, ciagle masz jakies pretensje, a ze to taki a
            siaki watek.
    • ankak0 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 10.02.09, 22:58
      Zależy co uznac za normę. Ale z własnego doświadczenia wiem, że
      córka córki to cud nad cuda, a syna to raczej taki cud przeciętny.
      Choć akurat u moja tesciowa nigdy by się do tego chyba nawet przed
      sobą nie przyznała, to jednak to co robi daje do myślenia.
      Ale za to mam z głowy nadmierne wtrącanie się wyżej wymienionej.
    • minerallna Re: I znów o teściach - i dzieciach. 10.02.09, 23:45
      A Twój mąż z tych co mamusi nie podskoczą?
      Żal Ci męża, no nie pojęte! To jego matka i ojciec a On to sorry jakaś D... wołowa.
      Syn się boi własnym rodzicom cokolwiek powiedzieć, Ty masz pretensje.
      Nie kumam, bo to wręcz dziwne.
    • lubie_gazete Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 10:38
      Co do wnuków od strony córki i syna:czytałem kilka lat temu w Focusie
      artykuł,który wyjaśniał dlaczego teściowa zawsze chętniej pomoże córce w
      wychowywaniu dziecka niż synowi.
      Dlaczego? Otóż działa tu podświadomy mechanizm:jeżeli córka ma wnuka to jest
      pewne na 100%,że to jest jej własne dziecko,w końcu ona rodzi itd. natomiast w
      przypadku syna już takiej pewności nie ma co do jego córki lub syna,a wiadomo,że
      nawet podświadomie każdy woli pomóc własnym genom niż cudzym.
      • olesia.1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 15:32
        Dzięki dziewczyny, naprawdę fajne rzeczy mi napisałyście. A jeśli
        chodzi o niektóre posty to od razu wyjaśniam: nie żądam od teściów
        kompletnie niczego, nie oczekuje i nie uważam że mają jakikolwiek
        obowiązek wobec mnie albo moich dzieci, ja bym chciała żeby ich
        zainteresowanie wnukami wyszło od nich samych bo tak chcą. Dzieci są
        moje, zdecydowałam się na macierzyństwo bo chciałam i nie myślałam
        żeby podrzucać dzieci tesciom na wychowanie. Fajnie by było gdybym
        tak np 2 razy w roku mogła te dzieci do tesciów zawieźć i zostawić
        na trochę. Żeby spotkać się w niedzielę, w tygodniu, obojętnie a nie
        tylko w święta, żeby chociaż raz teściowa przyjęła moje zaproszenie
        na wspólne zakupy, kawę czy po prostu zwykłe spotkanie u mnie. Bo
        mnie nie chodzi tylko o opiekę nad moimi dziećmi ( niektóre
        dziewczyny mi zarzuciły że to nie ich obowiazek) mi chodzi o zwykłe
        rodzinne kontakty. Ale chyba wyciągnęłam już odpowiednie wnioski:
        córce pomaga bo chce i kontakt z wnukiem też chcę, ok jej prawo, z
        nami nie potrzebuje - jakoś się z tym trzeba pogodzić, dzieci od
        syna mozna powiedzieć ze prawie nie zna, nic o nich nie wie, a mój
        mąż jak mu zależy na kontaktach z rodzicami to niech zabiega o nie
        sam ja się chyba już odłączam bo nie mam siły. Tesciowa chyba
        podzieliła miłość do dzieci, albo coś takiego. Dzięki za wszystkie
        posty.
        • asientos Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 15:43
          mój teść widział moje dzieci może z 4 razy - wiek dzieci w
          sygnaturce, nie uważa sieza dziadka. Tak sobie myslałam
          kiedyś "dzieci ucierpią" a moim dzieciom to najwyraźniej zwisa.
          Dziadek Staszek jest równie realny jak Pinokio. Tylko męża żal.
          • kaska9943 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 16:09
            uwazam,ze jezeli tesciowie nie chca pomoc czasem przy naszych
            dzieciach,zainteresowac sie ich zdrowiem to owszem jest ich
            prawo,nie maja obowiazku.Tylko czasem oni tez beda
            chorzy,starzy,zlamia noge czy trafia do szpitala i wtedy my jezeli
            zachowamy sie w podobny sposob, bedziemy wyrodnymi dziecmi,wtedy to
            bedzie obowiazek zaopiekowac sie nimi na starosc.
          • paskudek1 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 16:18
            "Tak sobie myslałam
            > kiedyś "dzieci ucierpią" a moim dzieciom to najwyraźniej zwisa.
            > Dziadek Staszek jest równie realny jak Pinokio. Tylko męża żal."
            cos w tym jest że dzieciakom zazwyczaj brak kontaktu z "wirtualnym" dziadkiem zwisa i powiewa. Tak się składa ze rodzice się rozwiedli i miałam przez wiele lat wspaniałego ojczyma. Tak na prawde to ON był dziadkiem dla dziecka mojego oraz dzieci mojej siostry. Sęk w tym, że starszy siostry znał takze dziadka biologicznego ale... zupełnie go za dziadka nie uważał. Po prostu widział jakiegoś pana ze dwa-trzy razy w życiu i tyle. Dla niego był dziadek Bogdan i już. Mój syn biologicznego dziadka z mojej strony nawet nie zna i nie wie ze istnieje, kiedys mu powiem ale na pewno nie teraz, za mały.
            Zreszta obserwuję że poodbnie reaguje na dziadków ze strony męża, ale to z powodu odległości. Im jest trudno przyjechac do nas te 300 km, my tez raczej nie mamy możliwości jeździć tam często więc kontakt jest słaby. Choć akurat z tej strony upragniony i gdybyśmy mieszkali blisko to miałabym opiekunkę do dziecka zawsze i o każdej porze dnia i nocy. Z serca, życliwie i z pieśnią na ustach. Teściową mam taką ze kocha dzieci i w nosie ma czyje - syna czy córkismile
      • ledzeppelin3 Re: I znów o teściach - i dzieciach. 11.02.09, 16:23
        jeżeli córka ma wnuka to jest
        > pewne na 100%,że to jest jej własne dziecko,w końcu ona rodzi itd.

        Wreszcie ktoś to napisał czarno na białym. Czyli jak dajmy na to ja
        będę miała wnuka, to znaczy, że dajmy na to będzie to moje wlasne
        dziecko, bo ja go urodzę? łebski z ciebie kolo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka