sanna.i
09.02.09, 10:01
czy raczej: sen przed śmiercią kogoś bliskiego.Jestem racjonalistką, owszem,
zdarzyło mi się intuicyjnie wyczuć kogoś czy jakiś problem.Ale czasem,jak
słuchałam nieprawdopodobnych opowieści innych, czułam się jakbym oglądała
jakiś film albo czytała książkę S-F.Raz zdarzył mi się sen o wypadku,który
potem mi się przydarzył.Ten jeden raz.No a dziś...
Miałam babcię,starowinkę już taką,schorowaną. Człowiek wie i rozumie,że koniec
nadejść musi,wszak chorowała długo.Przywiązana do niej byłam bardzo - dużo się
mną zajmowała,kochała ogromnie, przeżywała wszystko,co ze mną związane. Przez
ostatni rok,kiedy starałam się ją z małym synkiem jak najczęściej odwiedzać,
siłą rzeczy bardzo się już zmieniła.Zapominała, odpływała, leżała głównie,
czasem nie poznawała ludzi.Mnie poznawała zawsze.No i dziś nad ranem przyszedł
do mnie sen: jechałam na sankach z górki na wsi,gdzie mieszkała moja
babcia.Jechałam szybko, było super, jakbym znowu była dzieckiem.I w tym śnie
czułam,że ONA gdzieś tam jest i patrzy.Czułam jej obecność w powietrzu.Nie
potrafię tego opisać,ale sen był bardzo przyjemny.I jak sie obudziłam, od razu
pomyślałam: coś się stało...Zadzwoniłam i mama powiedziała mi,że o godzinie
tej i tej (kiedy ja właśnie budziłam się z tego snu), babcia odeszła.
Nie wiem,może jak sobie coś ubzdurałam? Moze to nic nie znaczy,tylko łatwiej
to wszystko jakoś znieść, poukładać w głowie?
Zdarzyło wam się? Co o tym myślicie?