gocha0201
15.02.09, 22:42
Krótko stan faktyczny. Jakieś 15 mies temu nabawiłam się wielbiciela. Ma imię
ale z racji cech charakteru nazwijmy Go Jasiem. Chłop chorobliwie wręcz
nieśmiały, tylko się gapi i ogólnie przeprasza, że zużywa powietrze.
W grudniu dostałam SMSa o treści: Nasz system życzeń ma dla Ciebie wiadomość.
Napisz SMSa na numer... bla, bla, bla. Stwierdziłam podpucha i olałam.
Sytuacja powtórzyła się w styczniu i znowu, że wyciąganie kasy itd- olałam.
W lutym przyszło: "Kocham Cię, ale..." to początek wiadomości i znowu ktoś
zostawił wiadomość dla Ciebie jak chcesz to SMS i już. Za namową koleżanek (bo
cóż to szkodzi najwyżej trochę kasy stracisz a kto wie...) Odpisałam. SMS
wyglądały tak (w nawiasach moje przemyślenia):
Oni: Witaj, pragniesz poznać nadawcę wiadomości?(podpucha?)
Ja: TAK
O: Najpierw sprawdzę, czy nie doszło do pomyłki, dobrze? Podaj mi swoje imię.
(tym bardziej podpucha)
J: podałam
O: Przeczytam Ci teraz całą wiadomość, jesteś gotowa?
J: TAK
O: "Kocham Cię, ale wstydzę się o tym powiedzieć"(bo cóż innego, to można się
było domyślić ale teraz jestem pewna WIELKA podpucha)-domyślasz się kto to
napisał?
J: NIE
O:to wiadomość od i tu pada imię "mojego" Jasia znasz taką osobę?
Moje stwierdzenie, że znam trzech o tym imieniu pozostaje bez odpowiedzi.
O: czy może ona do ciebie zadzwonić lub napisać?
J:tak
O: czy może teraz?
po kilku potwierdzeniach, że tak czytam:
Hejka tu Jaś, czy możemy pogadać?
J: o czym?
O: na nie wiem, poznamy się lepiej?
I tu zwyczajnie mnie trafiło, bo zupełnie nie wyobrażam sobie poznawania
kogokolwiek SMSem, nie mówiąc o kosztach z tym związanych, bo nawet nie wiem z
kim piszę. Olałam. Dalej dostałam dwa w stylu "czemu nie piszesz?" i na razie
cisza.
Na pierwszy rzut oka podpucha i wyciąganie forsy. Ale skąd to imię, w aż taki
fuks nie chce mi się wierzyć (nie jestem obiektywna) ale jakie jest
prawdopodobieństwo, że z tylu imion męskich trafili akurat "mojego" Jasia?
Jego charakter też pasuje, ale może się nie znam na psychologii.
No i co teraz? Mój wielbiciel nie dość, że nieśmiały to jeszcze wariat?
Profilaktycznie opierzyć za żywota i patrzeć czy wie o co? Jest ryzyko, że nie
zaskoczy o co bo to "zakręt" straszliwy. SMSować dalej i coś wyciągnąć? (ale
kryzys i kasy szkoda)? Jestem tak ogłupiała, że popadam w paranoję i zaczynam
gubić mój rozsądek a jakąś decyzję podjąć muszę bo spotkamy się za jakiś
tydzień. Numery SMSów jak w temacie. Może wiecie o co biega? Poradźcie.